39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Normalnie powiedziałbym, że ufanie mnie powinno być wystarczające, ale w tym stanie... Mogę co najwyżej powiedzieć nie. - wzruszył lekko ramionami nadal ciągnąc to tym swoim żartobliwym tonem jednocześnie patrząc na nią jakby była jedyną kobietą na świecie.
Bo dla niego była. Tak, nadal dostrzegał ładny tyłek czy fajne cycki gdzieś na ulicy, ale on też zmienił się w ich relacji. Nie pozwalał już by każdy impuls dyktował jego akcje. Przynajmniej te, w których chodziło o kobiety. Doceniał kiedy kobieta była ładna, ale to z Darcy chciał dzielić swój czas wolny. Swoje wieczory. W jego oczach niczego jej nie brakowało. Z wyglądu mógł to powiedzieć każdy, lecz on znając ją znacznie intymniej wiedział, że jej charakter po prostu mu odpowiada. Ze wszystkimi wadami oraz zaletami. Brał ją taką, jaką była nie próbując niczego w niej naprawiać. Nie należał do tego typu facetów, którzy są rycerzami i naprawiają swoje księżniczki. Lubił ją taką, jaka była. Uparta, trochę szurnięta, czasami szalona. Taką sobie wybrał, w takiej się zakochał i zamierzał być z nią już do końca. Ona chyba też, skoro wyjątkowo nie próbowała znów z nim zerwać, a przecież miała całkiem dobry pretekst, skoro trafił do pierdla oskarżony o kilka morderstw.
- Może nie protestowałem, ale nie zawsze się słuchałem. - na jego usta wstąpił ten zaczepny uśmiech, który doskonale znała.
Spojrzał na jej palce sunące po jego kostkach. Nie sprawiało mu to bólu. W tym leki bardzo dobrze pomagały. Uniósł na nią spojrzenie i ta wersja jego kobiety była czymś nowym. Nie nowym od odsiadki, ale odkąd się poznali. Jak sama wspomniała nigdy nie była kobietą, która czekałaby przy łóżku swojego faceta, a teraz nie tylko to robiła, lecz również faktycznie się o niego martwiła. Brzmiała jak prawdziwa dziewczyna, partnerka i to wywoływało coraz szerszy uśmiech na jego ustach. Nie chciał jej specjalnie martwić, ale jeśli to było potrzebne by zobaczyć tę bardziej dziewczęcą cześć jego ukochanej? Dla niego niestety było warto. Dlatego splótł swoje palce z jej nie próbując już się z nią droczyć.
- Powiedziałbym, że od bólu jeszcze nikt nie umarł, ale pewnie pojawiłby się zaraz jakiś lekarz, który by mnie poprawił. - uśmiechnął się do niej żartobliwie - Po prostu musisz mi pomóc to dawkować i być ze mną stanowcza. - wyjaśnił jak on by to widział wyjątkowo oddając kontrolę w jej ręce, co nie zdarzało mu się poza łóżkiem zbyt często.
- To zapadanie się pod ziemię nie jest dla mnie aż tak niecodzienne. - burknął z pewnym przekąsem - Nigdy nie byłem z nimi szczególnie wylewny jeśli chodziło o moje przygody/ - uśmiechnął się krzywo - Może rzeczywiście zaczekajmy z tym. Jeszcze kilka dni ich nie zbawi, a ja pomyślę jak to rozegrać. - pozwolił głowie opaść na poduszkę będąc zmęczonym na samą myśl o tym, że będzie musiał się z tego wszystkiego jakoś wytłumaczyć.
Normalnie nie byłoby to większym problemem. Był całkiem dobry w okłamywaniu swojej rodziny, ale z tym, z czym walczy teraz jego mama starał się być nieco bardziej prawdomówny. Z drugiej strony ostatnie, czego potrzebowała to usłyszeć teraz, że jej syn był oskarżony o wielokrotne morderstwo. Dowie się o tym. Prędzej czy później wieść się rozejdzie, lecz nie musiało to być jeszcze teraz.
- Naszego? - zapytał nieco zdziwiony bo to pierwszy raz kiedy użyła takiego stwierdzenia - Nie przyjmiesz oświadczyn, ale wprowadzenie się już jest okej? - zażartował jednak się z nią trochę drocząc, ale zanim zdążyła coś powiedzieć kontynuował - Wracam do Ciebie Darcy. Dom jest tam, gdzie Ty. - spojrzał na nią jak ten zakochany kundel nieco mocniej ściskając jej dłoń.
- A teraz podaj mi bidet bo muszę wyrzygać te wszystkie słodkie, romantyczne gesty. - zaśmiał się cicho za chwilę nieco się krzywiąc, ale nie dając jej odejść od siebie nawet o centymetr - Myślę, że przyjemnie byłoby spędzić kilka dni w naszym domku. Pojechać do Walii, bo przed tym nie uciekniesz. - posłał jej nieco złośliwy uśmiech - A później zobaczymy, gdzie wylądujemy. - taką miał wizję na ich najbliższą przyszłość, od niej zależało czy miała podobną.
- I czy możesz mnie w końcu tak porządnie pocałować? Podobno się stęskniłaś... - mruknął dąsając się trochę jak dzieciak.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Trudno było stwierdzić, czy to kwestia samego faceta, czy ona tak bardzo się zmieniła, czy może górę brały po prostu jej wyrzuty sumienia. Tak, czuła się winna. Miała wrażenie, że wszystko, co zrobił i wszystko, co go spotkało – to była jej wina. Źle więc się patrzyło na to wszystko… zaczynając od otartej skóry na kostkach, a kończąc na tym, że leżał w szpitalnym łóżku po tym jak ledwie go wyprowadzili na prostą. Zrobił to dla niej i ponosił tego konsekwencje… jak mogłaby się nie martwić? Jak mogłaby się nie troszczyć? Przez wiele lat mogła twierdzić, że zwyczajnie nie ma serca albo po prostu zostało wymienione na spory kawałek lodu… była pieprzoną królową lodu. Do czasu. Musiało to po prostu do niej dotrzeć.
- Czyli jednak lubisz jak ci rozkazuję? – odbiła piłeczkę, uśmiechając się pod nosem, bo skoro miała być stanowcza… będzie stanowcza. Chyba była w stanie to dla niego zrobić, nawet jeśli jednocześnie bardzo nie chciała widzieć, że cierpi. Była mu to jednak winna. Tym bardziej, że on całkiem nieźle sobie poradził z jej bólem… nie obchodził się z nią jak z porcelanową filiżanką i bardzo była mu za to wdzięczna.
- I nie musimy czekać… po prostu nie chcę im powiedzieć czegoś, czego ty nie chciałbyś mówić. Ale powinieneś się zorientować, co u mamy. To nie fair, że cię od tego oderwałam. I wiesz, że możesz zrzucić winę na mnie? Cokolwiek im powiesz, będzie w porządku. Twój brat i tak mnie nie lubi, reszcie pewnie już mnie odpowiednio przedstawił. – więc raczej nie liczyła na ciepłe przywitanie i ogromną sympatię, ale nieszczególnie też jej potrzebowała. Zdawała sobie sprawę, że są na świecie ludzie, którzy zwyczajnie jej nie lubią… i jest ich całkiem sporo. Ze względu na jej przeszłość, znajomości i sposób bycia. Nigdy jednak nie zależało jej na uznaniu. A teraz? Teraz wystarczyło jej, że Arvel chyba całkiem ją lubił.
I wywróciła wymownie oczami, gdy złapał ją za słówko… bo tak, nazwała jego dom ich domem. I nawet niekoniecznie miała na myśli jego loft, albo domek w lesie. Raczej chodziło o całokształt… przecież równie dobrze mogli zamieszkać w jej domu na przedmieściach. Wiedział też, że takie rzeczy nie przychodzą jej łatwo i wyrzucenie tego z siebie kosztowało ją trochę dumy, więc znowu go uderzyła lekko w ramię – Głupek! – bo wspólny dom i oświadczyny to dwie różne rzeczy, skrajnie różne! Zaraz jednak wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu – Dramat, nie? Strasznie zmiękliśmy przez tych kilka tygodni, niech wszystko już wróci do normy, bo ile można? – dodała przekornie, bo była przecież tak samo romantyczna jak on, a może nawet mniej. Przynajmniej do tej pory. Oby to tylko te szpitalne warunki tak na nich wpływały… chociaż raczej marne szanse, bo gdy tylko powiedział jej, że dom był tam gdzie ona – poczuła śmieszny dreszcz przechodzący wzdłuż kręgosłupa. Nigdy nikt jej tak nie nazwał.
Więc nie musiał się dwa razy przypominać, żeby go pocałowała. Uśmiechnęła się pod nosem i po prostu się do niego pochyliła. Stęskniła się, zdecydowanie się stęskniła. Jednocześnie też bała się zrobić mu krzywdę i to odrobinę było w niej widać, ale pocałowała go… spokojnie, z uczuciem, bez grama pośpiechu. Nie bała się, że zaraz ktoś może wejść do jego pokoju, że ktoś im może przerwać, to nie był ten pełen troski buziak w czoło. Po prostu go pocałowała, tak jak całowała zawsze… - Naprawdę mi tego brakowało – mruknęła przekornie prosto w męskie wargi i zaśmiała się pod nosem – Ale nie chcę cię martwić, Cadwalader. Ale czeka cię trochę więcej niż kilka dni w domu zanim będziesz mógł gdziekolwiek polecieć. I nie powiem, żeby mi to jakoś bardzo przeszkadzało… – żeby móc się z nim zamknąć w domu, którymkolwiek – Chociaż moja torba dalej czeka na wycieczkę w twoje rodzinne strony, ciągle leży przy drzwiach. Nie zmieniłam zdania. – ciągle chciała tam z nim polecieć, nawet jeśli parę chwil wcześniej zaoferowała, żeby zrzucił winę za ciszę na nią i raczej nie liczyła, że ktoś ją tam polubi.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Nigdy nie powiedziałem, że nie lubię. - uśmiechnął się do niej w ten zalotnie-zaczepny sposób bo kto powiedział, że skoro już są w mniej lub bardziej określonej relacji to nie może sobie z nią trochę poflirtować tak jak robił to na samym początku?
Może nie wyglądał teraz najlepiej i nie mógł popisać się swoimi ruchami, ale usta oraz język na szczęście pozostawały całkiem sprawne. Kiedy obijali mu mordkę skupili się bardziej nad tym żeby pogruchotać mu czaszkę. Z resztą woleli się też skupić na innych organach. Próbowali go przecież zabić, a nie po prostu sprawić żeby już nigdy więcej nie mógł zadowolić swojej kobiety! Stąd na jego język akurat nadal mogła liczyć. Jak dobrze pójdzie te wszystkie zabawki, o których wspomniała będą mogły wrócić do swojego zakurzonego pudełka. Po tym jak mu już pokaże jak się nimi zabawiała oczywiście. Powinien to wiedzieć jako troskliwy chłopak! Chyba wypadało...
- Tu się akurat mylisz. - pokręcił głową przewracając oczami - Mój brat to Cię akurat polubił. Wspominał coś o tym, że w końcu mam jakąś porządną kobietę, która nie boi się mu odfurknąć i nie próbuje się po prostu przypodobać. - uśmiechnął się szczerze tym faktem rozbawiony - Więc masz o jednego sojusznika więcej w moim domu. Będziesz jeszcze musiała dogadać się z moją siostrą, ale w to się nie mieszam. Relacje damsko-damskie to nie coś, co rozwikła którykolwiek detektyw z mojej rodziny. - zaśmiał się cicho zaraz sycząc i ponownie się za to karcąc.
- Musisz przestać mnie rozśmieszać. - uśmiechnął się do niej znów nieco się od tego powstrzymując - Nie zamierzam zrzucać niczego na Ciebie. Jestem raczej czarną owcą rodziny, naprawdę nikt nie będzie zdziwiony, że znów coś odpieprzyłem. - wzruszył lekko ramionami tak, żeby tym razem go nie bolało.
Nie należał do osób, które wrzucając kogoś pod koła pędzącego pojazdu żeby jemu było lepiej. Już na pewno nie zrobiłby tego z Darcy. Jakby to wyglądało dla ich relacji? Nawet z jej pozwoleniem. Nie było takiej opcji. Facet powinien potrafić przyznać się do błędu i dźwignąć konsekwencje. To właśnie robił, więc już za samą sugestię powinna dostać klapsa i pewnie by tak było gdyby tylko był w stanie.
Wyszczerzył się do niej przyjmując ten bardzo niesprawiedliwie wymierzony cios. Jak dalej będzie go tak okładać to tragiczna będzie z niej pielęgniarka. Dobrze, że świetnie wyglądała i miała fajny tyłek. To zadziała na niego lepiej niż jakiekolwiek leki. Nie byłby sobą gdyby nie łapał jej za słówka i nie droczył się przy prawie każdej, możliwej, okazji. Taką po prostu mieli dynamikę.
- Czy ja wiem... - spojrzał to na nią, to na ich splecione razem dłonie - Nie będę narzekać jeśli to będzie naszą nową normą. - uśmiechnął się do niej ciepło, czule nawet lekko ściskając jej dłoń - Tylko postarajmy się żeby wszelkie siniaki, otarcia i zadrapania były od absolutnie spełniającego i brutalnego rżnięcia, co? Przemoc tylko w łóżku. - puścił jej oczko z tym swoim rozbrajającym uśmiechem bo nie byłby sobą, gdyby nie spieprzył tego romantycznego momentu swoimi klasycznymi żartami.
Mówił szczerze. Tego dla nich chciał. Powrotu do normalności, ich normalności, w której mogą już sobie od czasu do czasu pozwolić na takie słodkie momenty wymieszane z tym, co mieli do tej pory na co dzień. Chciał jej po prostu w swojej codzienności, chociaż nie wiedział jeszcze jak ta będzie teraz wyglądać, gdy już oficjalnie on nie ma pracy, a jej klub, pewnie jeszcze, jest w ruinie. Wpływali na nieznane wody, ale ważne, że robili to razem. Jakkolwiek słodko-pierdząco to nie brzmiało.
Mruknął zadowolony w jej usta kiedy w końcu doczekał się nieco tej codzienności. Przesunął swoją dłoń na jej biodro trzymając ją blisko. Od razu chętnie pogłębił pocałunek i oddał się temu jak bardzo za nią tęsknił. Bez pośpiechu, mieli cały czas na świecie. Po prostu ciesząc się jej obecnością i znów czując to przyjemne mrowienie w dolnych regionach, które świadczyło, że wszystko jest w porządku.
- Kocham Cię Darcy. - mruknął cicho, nisko w jej usta tylko dla jej uszu zanim tym razem sam wychylił się by zamknąć jej usta w kolejnym namiętnym, długim i tęsknym pocałunku nie dając jej specjalnie dojść do słowa.
Oblizał jeszcze na koniec jej usta teraz będąc już całkowicie usatysfakcjonowanym. No prawie...
- Doczeka się. Nie daję Ci w tym wyboru. - skubnął jeszcze jej usta swoimi zębami unosząc dłoń do jej policzka - Co powiesz na kilkanaście dni w naszym domku? Później wrócimy do miasta, uporządkujemy trochę nasze sprawy i polecimy? - uniósł na nią wzrok opierając swoje czoło o jej i gładząc delikatnie jej policzek.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiała się pod nosem, bo może nigdy nie powiedział, że nie lubił… ale jednocześnie przyznał, że niekoniecznie się słuchał! Wiedziała jednak kiedy się z nią droczył i skłamałaby, gdyby powiedziała, że tego nie lubiła. Zresztą robiła dokładnie to samo… może nawet zbyt często, przeciągając linę do granic wytrzymałości i testować jego cierpliwość. Zazwyczaj jej się to opłacało! Po prostu jeszcze nigdy nie przesadziła, ale też szczerze mówiąc… mimo całej jego groźnej postawy i charakteru – nie wydawało jej się, że kiedykolwiek mogłaby przesadzić. I lubiła tą myśl. Lubiła to, że znała trochę innego Cadwaladera niż reszta świata.
A czy zaskoczyło ją, że jego brat ją polubił? Tak. Bardzo. Nawet nie próbowała tego ukryć, że to nie było coś, czego się spodziewała… tym bardziej, że no właśnie – nie była najprzyjaźniej nastawiona za to jak się do niej odezwał od razu po przekroczeniu progu mieszkania Arvela. Może gdyby zaczął inaczej, może gdyby nie kazał jej się zabierać w pierwszych słowach – byłaby mniej pasywno-agresywna. Nie przypuszczała jednak, że to wzbudzi jego sympatię. Ta rodzina widocznie była dziwniejsza niż przypuszczała! – Czyli z najgorszym zostawiasz mnie samą, świetnie… – prychnęła, ale jej rozbawienie minęło w momencie, gdy on syknął z bólu. Bo zaskakująco łatwo było zapomnieć, że jednak jego aktywność powinna być bardziej ograniczona – Ale to jest moja wina… więc to też nie tak, że zrzuciłbyś odpowiedzialność na kogoś, żeby lepiej wypaść przed rodziną. Powiedziałbyś im prawdę. – gdyby miała pewność, że będzie mu lepiej – nie zastanawiałaby się nawet pięciu chwil, żeby rzucić się pod koła pędzącego pojazdu – w tym momencie jego rodziny. Dlatego proponowała… a jeśli jego brat ją jednak lubił to może nawet nie byłoby tak źle? – Musisz zacząć mnie wykorzystywać we wszystkich dziedzinach życia, Cadwalader. Tym bardziej, że jeszcze minie trochę czasu zanim będziesz mógł to zrobić w ten swój ulubiony sposób. – czyli w łóżku lub niekoniecznie w samym łóżku. Ale poza tym? Jak proponuje, że może ją wykorzystać, żeby trochę wybielić się przed swoją rodziną – powinien to zrobić. Tak działali wszyscy mężczyźni w jej dotychczasowym życiu… wykorzystywali ją. Ona wykorzystywała ich. Tak się to toczyło. A teraz trafił jej się jakiś szlachetny gatunek i o… skończyła tkwiąc przy jego szpitalnym łóżku! – I nie mogę obiecać, że nie będę cię bić jak będziesz dalej gadał głupoty… – rzuciła przekornie, nawiązując do tego zupełnie niegroźne pacnięcia w ramię, które jednak z samą przemocą nie miało nic wspólnego. Wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu – Ale postaram się! – a tego przecież chciał… mieli się postarać! Zaśmiała się, kręcąc lekko głową, bo był niemożliwy… ale cieszyła się, że ani tygodnie za kratkami, ani teraz spora dawka leków przeciwbólowych go nie zmieniły. Ten strach, że nie będzie chciał jej znać, że będzie mógł ją znienawidzić… odszedł. To nadal był jej nieprzyzwoity Cadwalader. I to naprawdę było pocieszające. Nie zapomniał też jak ją całować, żeby przyjemne dreszcze przemknęły wzdłuż jej kręgosłupa. Jakby wcale nie minęły tygodnie, jakby widzieli się zaledwie parę dni temu i nie wydarzyło się w międzyczasie tak wiele nieprzyjemnych sytuacji.
- A co ty powiesz… na to, żeby nie trzymać się sztywnego harmonogramu. Będziemy siedzieć tam albo w mieście, gdziekolwiek będziesz chciał, tak długo aż nie dojdziesz całkowicie do siebie. – zdecydowała, muskając krótko jego wargi i prostując się, żeby spojrzeć na niego z góry – No co… mam być twoją pielęgniarką, ktoś musi tu być rozsądny. Niczego nie będziemy przyspieszać. I nawet nie próbuj mi teraz wyskakiwać z przypomnieniem, że dla siebie taka wyrozumiała nie byłam. No nie. Po pierwsze sytuacja była zupełnie inna, mieliśmy bardzo ograniczony czas… no i mnie nikt nie próbował zabić. Prawie, ale jednak nie. – jednak miała to być tylko informacja, którą musiała przyswoić – Plus powiedziałeś, że lubisz jak się rządzę… więc będę się rządzić. – uśmiechnęła się do niego promiennie – Będę twoim najgorszym koszmarem… i spełnieniem marzeń jednocześnie. – zadecydowała zupełnie beztrosko, dając mu do zrozumienia, że weźmie sobie bardzo do serca rolę, w której miała się nim opiekować po wyjściu ze szpitala – I co chcesz porządkować w mieście? Jeśli coś potrzebujesz… mogę spróbować to załatwić. - jeśli czekała go papierologia, żeby całkowicie oczyścić jego dobre imię? Była skłonna zacząć jeszcze dzisiaj.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

- Oczywiście, że tak. Silna i niezależna, pamiętasz? - wyszczerzył się do niej złośliwie uważając to za naprawdę zabawny obrót spraw przeciwko niej - Nie zapomnij też, że podobno jestem ulubieńcem swojej mamy. - żadnej presji, prawda?
Chociaż widać było, że te przekomarzanki sprawiały mu przyjemność, co oczywiście powinna odczytać jako dobry znak. To znaczyło, że całkiem szybko wracał do zdrowia. Nawet jeśli w tym momencie pewnie wolałaby żeby trochę mocniej dostał w ten swój czerep i może nie byłby taki hop do przodu. Z drugiej strony to właśnie to ją do niego przyciągnęło. Cóż za popaprana relacja im się trafiła! Grunt, że oboje się w tym wszystkim całkiem dobrze odnajdowali. O to w tym wszystkim chodziło.
- Jedyne, czemu jesteś winna to najwyraźniej naprawdę chujowy gust w facetach Złotko. - spojrzał na nią znacząco nadal z lekkim uśmiechem błąkającym się na jego ustach.
Nie dało się ukryć, że miała pewien typ. Mąż zginął w tajemniczych okolicznościach zamieszany w wiele szemranych spraw. Teraz jej nowy chłopak wyrusza na miasto po vendettę zabijając kilka osób. Miała gigantyczną słabość do kryminalistów. Jeśli Arvel nie do końca takim był kiedy się poznali, teraz sprawy miały się zupełnie inaczej. Nawet jeśli oddalono zarzuty z powodu braku dowodów, tak oboje zdawali sobie raczej sprawę z tego, co zrobił. Może nie dokładnie wszystkich szczegółów, bo z tych niekoniecznie był dumny i wolał zachować chociaż część dla siebie.
- Przestań. - przestał gładzić jej policzek i zamiast tego po prostu ją uszczypnął, nieszczególnie boleśnie, ale nadal - Od jakiegoś czasu jesteśmy razem. Wcześniej, faktycznie, wykorzystywałem Cię. - przyznał, chociaż widać było, że nie był z tego szczególnie dumny - Od dłuższego już czasu jestem w Tobie zakochany i nie ma mowy żebym Cię wykorzystywał. Ani w łóżku, ani w żaden inny sposób. - powiedział znacząco na chwilę poważniejąc - Wykorzystywanie jest jednostronne, a z tego co pamiętam nawet w ten mój ulubiony sposób, też dostajesz coś w zamian. - wyglądała nawet na całkiem urażonego sugestią, że mogłoby być inaczej.
Nie chciał by tak o sobie myślała. Daleko mu od faceta, który stara się naprawić swoje partnerki, ale na pewne rzeczy po prostu nie zamierzał się godzić. Darcy powinna wiedzieć jak to wygląda z jego perspektywy. Mogła mieć swoje problemy z samooceną, ale nie była już w relacji, w której jest to wykorzystywane przeciwko niej. Lubił tę jej pewną siebie wersję. Tę, którą często dawała mu w łóżku, a teraz najwidoczniej wychodziła również w inne dziedziny życia skoro była w stanie wyciągnąć z jego kumpli to, że go kryli, czy informacje na temat jego stanu zdrowia od lekarza. Taką właśnie chciał mieć dziewczynę i w tę stronę zamierzał ją pchać.
- Myślę, że nie będę miał nic przeciwko. Nigdy nie lubiłem planować za daleko do przodu. - uśmiechnął się w jej usta unosząc na nią wzrok gdy za chwilę się wyprostowała - Inna? Oboje dostaliśmy wpierdol, ja tylko mocniej. - uśmiechnął się całkiem beztrosko jak na sytuację wzruszając bardzo lekko ramionami - Stworzyłem potwora, co? - przewrócił oczami z szerokim, rozbawionym uśmiechem.
Taką właśnie wersję chciał widzieć. Pewną siebie, upartą. Bo tak naprawdę całkiem lubił kiedy się rządziła. Bardzo lubił też jej tę władzę odbierać kiedy przeciągała strunę, ale na to będzie musiał jeszcze trochę poczekać.
- Pewnie będą jakieś dokumenty, które będę musiał podpisać. Muszę też ogarnąć upłynnienie niektórych środków żeby odwdzięczyć się chłopakom, którzy sprawili, że moja sprawa nie była łatwa do rozwiązania. - wyjaśnił bez owijania w bawełnę - I nie, nie będziesz tego robić Ty bo jeszcze coś sobie pomyślą, a ja zazdrosny znów wyląduję w pierdlu. - pokręcił głową z rozbawionym uśmiechem - To wszystko może poczekać. Lepiej pomyśl skąd wytrzaśniesz te wszystkie mundurki, żeby być moją pielęgniarką. Chyba nie myślałaś, że Ci to odpuszczę? - spojrzał na nią wymownie unosząc brew, a w jego spojrzeniu tańczyły te rozbawione ogniki.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Silna i niezależna… obawiała się, że to się kończyło, gdy przychodziło do konfrontacji z rodziną swojego partnera. Szczególnie, że no… nie miała doświadczenia. Żadnego. Ona swoją rodzinę opuściła w wieku lat szesnastu i nigdy się na nich nie oglądała, nie miała absolutnie żadnego dobrego wzorca i nie wiedziała jak się z tym wszystkim obchodzić. Tym bardziej, że Daniel też nie miał rodziny. Poznanie jego brata było czymś nowym… a to dopiero był początek! A jeśli dodatkowo był ulubieńcem mamy no to czekała ją ciężka przeprawa… mamy chyba rzadko lubiły dziewczyny swoich ulubionych synków!
- Z tym się nie będę kłócić… – miała naprawdę kiepski gust, naprawdę kiepski… ale z drugiej strony trudno było się dziwić. Ona też nieszczególnie była w typie porządnych facetów. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziała, gdzie się takich znajduje! Więc tak… jej gust pozostawiał wiele do życzenia, ale z drugiej strony. Czy porządny facet byłby w stanie dla niej zabić? Nie. Zdecydowanie nie. Więc niewątpliwie był to specyficzny typ relacji, ale od jakiegoś czasu było jej w niej zaskakująco dobrze. A czy zrobiło na niej jakiekolwiek negatywne wrażenie, gdy przyznał, że ją wykorzystywał? Nie. Przecież o tym wiedziała. Zresztą sama robiła dokładnie to samo – No coś tam dostanę, nie powiem, że nie… – rzuciła przekornie, raczej żartobliwie i wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu. Zawsze dostawała. I to znacznie więcej niż mogło się wydawać. Nie potrafiła powiedzieć dlaczego, ale Cadwalader zawsze dawał jej dziwne poczucie bezpieczeństwa… nawet tych ładnych parę lat temu, gdy oboje byli zupełnie innymi ludźmi. Pochyliła się, żeby jeszcze raz krótko i spokojnie go pocałować.
- Sam jesteś sobie winny. – za stworzenie tego potwora! A mówiła, żeby się nie zakochiwał, gdyby nie zaszło to tak daleko… dzisiaj nie byłoby tej rozmowy. Nie byłoby całej tej sytuacja – wystarczyło jej posłuchać. Wtedy. Nie zrobił tego, więc będzie musiał słuchać jej teraz… gdy będzie marudziła, że powinien leżeć, odpoczywać i się nie nadwyrężać.
Właśnie dlatego chciałaby też pomóc… jakkolwiek się przydać. I może nie chciał jej wykorzystywać, ale na dobrą sprawę nie nazwałaby tak tego. Już nie. Chciała być po prostu przydatna… przez wiele lat była tylko dodatkiem do garnituru, Dlatego przez ułamek sekundy wyglądała na trochę niezadowoloną, ale jednak odpuściła… westchnęła teatralnie i tylko wywróciła oczami.
- Jak na mój gust… te, które mijałam na korytarzach nie mają szczególnie seksownych mundurków. Nie wiem, co ci się śniło, Cadwalader, ale pielęgniarki nie wyglądają już jak w porno. – prychnęła, założyła ręce na piersi i spojrzała na niego wymownie, lekko kręcąc głową, bo naprawdę był niemożliwy – Ale jak będziesz grzeczny… i poczujesz się trochę lepiej. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Pomyślimy. – nawet jeśli do tej pory nie bawiła się w przebieranki…. Kochała ładną bieliznę, uwielbiała! I większość z niej nie nadawała się nigdzie indziej niż do sypialni i kto jak kto, ale Arvel doskonale o tym wiedział. Ale to koronki, a nie przebieranki! Czego jednak nie robi się z miłości, prawda? – Wiesz, że seks to nie wszystko, prawda? – rzuciła jednak nagle, naturalnie poważniejąc i wbijając uważne spojrzenie w męską twarz – Cieszę się, że to w jakimś stopniu świadczy o tym, że jesteś tym samym człowiekiem, którym byłeś tych kilka tygodni temu… i że nie czujesz się tak źle jak mogłoby się wydawać, gdy się na ciebie patrzy. – bo jednak nie przywykła do oglądania go w takim stanie – Ale nie jestem tu, bo nie mogę się doczekać aż mnie przelecisz, Cadwalader. Chcę, żebyś wyzdrowiał. Wydobrzał. Poskładał się do kupy. Żebyśmy mogli zostawić cały ten syf za nami. – a seks był tylko miłym dodatkiem… ważnym, ale dodatkiem – I niech to będzie priorytetem. Cała reszta nam nie ucieknie. Chyba nie zamierzasz mnie zostawić za miesiąc, czy dwa… to byłby strasznie nieopłacalny interes! – przejść to wszystko, żeby zaraz ją porzucić.



Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Bo nie było z czym się kłócić. Miała po prostu naprawdę denny gust do facetów i on się do tego absolutnie zaliczał. Ostatnie miesiące był w tendencji zwyżkowej jeśli chodziło o to jakim mężczyzną był, ale raczej żadne z nich nie robiło sobie złudzeń, że od samego początku był jednym z tych dobrych chłopaków. Nigdy nie proponował jej, że wyciągnie ją z tego życia, że będzie między nimi coś więcej. Pragnął jej ciała, informacji. Wykorzystywał ją tak samo, jak ona wykorzystywała jego. Teraz po prostu mogli się pochwalić czymś, co zaczynało wracać jak normalnie funkcjonująca relacja. O ile pobicia i zabójstwa były na porządku dziennym we wszystkich normalnych relacjach. Żadne z nich nie było w tych sprawach ekspertem.
Spojrzał na nią bardzo wymownie unosząc brew do góry. Bo naprawdę chciała mu powiedzieć, że nie dostaje od niego dużo? Wcale? Jakby na to nie patrzeć właśnie wyszedł z pierdla za coś, co dla niej zrobił, a raczej powinien powiedzieć, że dla nich. Więc nawet pomijając oczywiste, fizyczne aspekty tego, co dostawała od niego każdego dnia i to kilka razy dziennie, dostawała też o wiele więcej! Na szczęście wiedział, że tylko się z nim droczy i gdyby tylko był w stanie pewnie jakoś by się jej za to odwdzięczył. Przyciągnął do siebie, ugryzł w policzek albo w nos, czy zrobił jedną ze stu innych rzeczy, które normalnie oddałyby mu trochę władzy nad sytuacją. Niestety nie teraz... Nie w tym stanie. Co oczywiście w myślach sobie przeklął.
- I na szczęście jestem dorosłym facetem, który bierze odpowiedzialność za swoje czyny. - uśmiechnął się do niej w ten swój zaczepny sposób oblizując wargi.
Nie miał problemu z tym by na jakiś czas oddać jej władzę w ich relacji. Będzie to upierdliwe, będzie mu się naprzykrzać, ale gdy będzie już wstanie... Odebranie kontroli będzie o tyle bardziej przyjemne. Bo oboje wiedzieli, że ten moment nastąpi. Potrzebował tylko kilka tygodni żeby zebrać siły. Chociaż wiedział, że Darcy bardzo dobrze wykorzysta ten czas i oboje będą go długo wspominać. Zwłaszcza ona.
- Ach... Myślisz, że jeśli mało pokazują, nie są seksowne..? - kliknął językiem kręcąc głową - Powinnaś wiedzieć, że najlepiej kusi to, czego nie widać. To, czego widzisz zarysowania i możesz sobie tylko wyobrażać, to czekanie, niepewność... - trochę się chyba w tym wszystkim zagalopował więc przygotował się na kolejne pacnięcie w ramię lekko się spinając - W każdym razie... - odchrząknął uśmiechając się rozbrajająco - Świetnie będziesz wyglądać w takim mundurku. Będę mógł sobie tylko wyobrażać, co będziesz mieć pod spodem. - mruknął nieco niższym głosem już mając to przed oczyma wyobraźni.
- Wiem Darcy. - uśmiechnął się do niej ciepło unosząc dłoń żeby sięgnąć jej policzka swoim kciukiem - Nie przeszedłbym przez to wszystko dla dziewczyny, którą po prostu lubię pukać. - mruknął patrząc jej w oczy - W twoich rękach przez następne kilka tygodni na pewno stanę na nogi kochanie. Dziękuję skarbie. - spojrzał na nią tym miękkim, ciepłym wzrokiem, który mówił więcej niż jakiekolwiek słowa między nimi.
Kto by pomyślał, że uda mu się zrobić z tej striptizerki kobietę, z którą będzie chciał dzielić swoją przyszłość. Będzie chciał przedstawić swojej rodzinie. Zabrać w tamte strony i będzie myślał o faktycznym ustatkowaniu się. Darcy przeszła niesamowitą przemianę, którą zauważał nawet on i za to właśnie ją kochał. Za to jaka była dla niego teraz.
- Za miesiąc czy dwa to nie, ale wiesz kochana... Nie młodniejesz. - nie byłby sobą gdyby nie zrujnował tego momentu i choć uśmiechał się zadziornie, pewny siebie, tak wewnątrz obawiał się tego, co tym tekstem wywołał z lasu.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czyli w rankingu najgorszych możliwych mężczyzn, których mogła wybrać był po prostu… wyżej? Najlepsza z najgorszych opcji? Nie narzekała. Naprawdę nie. Nie potrafiła powiedzieć, co Cadwalader w sobie miał i dlaczego ta relacja ewoluowała właśnie w tym kierunku, w którym byli teraz, ale to był ciekawy plot twist. W całym tym szaleństwie była metoda i nie było najgorzej. Zwłaszcza teraz, gdy wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że może być dobrze, może być spokojniej… że te największe dramaty były za nimi. Na jak długo? Tego nikt nie mógł być pewien, ale hej – tym razem zamierzała być optymistką! Przynajmniej trochę większą niż normalnie. Zwłaszcza, że mieli przynajmniej kilka dobrych tygodni zanim Cadwalader znowu będzie mógł zacząć wpadać w kłopoty!
Chociaż na razie wpadał w nie tym, co opowiadał!
Jej brew drgnęła wymownie, gdy zaczął opowiadać jak to pielęgniarki nie musiały być roznegliżowane, żeby być seksownymi. Jak to warto zostawiać wiele dla męskiej wyobraźni… jej mina? Wyrażała więcej niż tysiąc słów, ale nie posunęła się do żadnych rękoczynów. Po prostu nie do końca wierzyła w to, co mówił! – I dlatego zakochałeś się w striptizerce, która nie zostawiała nic dla wyobraźni – prychnęła, wywracając przy tym teatralnie ślipiami, ale mimo wszystko kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu. Bo tak przecież było! W klubie naprawdę niewiele zostawało dla wyobraźni, bo nie o to tam przecież chodziło… i nie bądźmy naiwni – nie poleciał przy tym wszystkim na jej wspaniały charakter. Bo była ciężka, nie oszukujmy się – Także radzę uważać na słowa, Cadwalader… bo będziesz musiał sobie wyobrażać wiele rzeczy znacznie dłużej niż to będzie potrzebne. – ostrzegła, ale błysk w jej oku i wyraźne rozbawienie świadczyły o tym, że nie mówiła poważnie. Zresztą nie była w takich rzeczach dobra. Mogła się z nim kłócić, mogła unosić głos, mogła nawet rzucać fochami i nie odzywać się do niego przez kilka następnych godzin, ale nie potrafiła dać mu bana na seks. To mijało się z celem, bo musiałaby wtedy ukarać samą siebie. Zdecydowanie wolała się z nim kłócić, a później godzić niż karać ich w ten sposób.
Chociaż może powinna to przemyśleć, bo co słowo to grabił sobie coraz bardziej! No coraz bardziej… aż parsknęła i pokręciła głową, bo naprawdę. Był niemożliwy.
- I powiedział to koleś, któremu brakuje ile… dwóch miesięcy do czterdziestki? – wytknęła, bo oczywiście, że nie mogła sobie darować tej drobnej złośliwości, że to on pierwszy z ich dwójki zmieni licznik – Mogę nie młodnieć… ale nadal jest mi bliżej do trzydziestki niż czterdziestki, staruszku. – zakończyła, wyprostowała się i założyła ręce na piersi. Naprawdę chciał się licytować na wiek? I to jak na nich działał? Chyba nie trzeba pokazywać palcem, które z ich dwójki chodziło regularnie na baby botox i tysiąc pięćset innych zabiegów, żeby jej twarz się nie rozleciała za szybko – Swoją drogą… jakieś życzenia? Zacznij myśleć jak chcesz świętować, bo nie myśl, że ci daruję takie okrągłe urodziny. – skoro już sam poruszył ten temat to teraz musiał z nim handlować.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
39 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
Detektyw IGGTF Toronto Police Service
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Widział jej minę i wiedział, że stąpał po cienkim lodzie, aczkolwiek nie byłby sobą gdyby nie zapuszczał się na nieznane i niebezpieczne wody. Do jego żartu trzeba było się nieco przyzwyczaić. Nie było dla niego tematów tabu i potrafił ciągnąć nawet najbardziej niewygodne tematy do momentu aż przegnie. Niestety lubił naciskać guziczki Darcy testując jej reakcję. Nawet po tej ponad dekadzie odkąd zaczęli ze sobą romansować. Nazywał to utrzymywaniem płomienia. W sypialni go nigdy nie brakowało, ale przecież przeszli już o poziom wyżej, więc musiał go również utrzymywać w ich życiu codziennym. I tak jak naprawdę nie miał nic do mundurów pielęgniarek, tak zdecydowanie wolał swoją dziewczynę w tej koronkowej bieliźnie, którą od dłuższego czasu zakładała tylko dla niego.
- O, i tu się mylisz kochanie! - odzyskał swój rezon i nieco się wyprostował - Bo może pokazywałaś swoje ciało, ale sprzedawałaś wizję oraz obietnicę tego, co potrafisz z tym ciałem zrobić. To dlatego mężczyźni wracają. Ja po prostu miałem to szczęście, że nie musiałem sobie tego za długo wyobrażać. - uśmiechnął się do niej zadziornie nie mogąc powstrzymać tego prostego gestu oblizania własnych ust na samą myśl o tym jak to było pierwszy raz zaciągnąć ją do łóżka, chociaż takiego nigdzie w zasięgu wzroku nie było.
Nie musiał mówić, że rzeczywistość przerosła wtedy jego oczekiwania oraz marzenia. Nie dał jej jednak tej satysfakcji. Ani wtedy ani teraz. To nie był przypadek, że to właśnie ją wybrał na swoją informatorkę. Będąc nieskromnym, mógł pewnie poderwać każdą z dziewczyn w klubie. Część z nich dawno zaliczył, lecz to ten pierwszy seks z nią sprawił, że tamte skutecznie odrzucał, a wybierał właśnie ją. Każdego wieczoru, kiedy pojawiał się w klubie. Była jego narkotykiem i jakby nie było nadal jest. Jedyna kobieta, której był w swoim życiu wierny, poza mamą oczywiście. Do tego striptizerka. To musi być miłość, jakkolwiek głupia by nie była.
Jej ostrzeżenie brzmiało żartobliwie, ale wziął sobie je do serca. Wiedział, że potrafiła być uparta, kiedy naprawdę chciała postawić na swoim. Zazwyczaj z tym odmawianiem seksu nie szło jej najlepiej, ale on wiedział, że gdyby naprawdę chciała to wytrzymałaby ten dzień czy dwa bez niego tylko po to żeby utrzeć mu nosa. Tym samym pewnie chodząc cały czas nago po jego lofcie albo w tych cholernych koronkach. Robił się z niego naprawdę wierny pies. Nie bał się nikogo prócz swojej Pani. Naprawdę sprawiała, że miękł.
- Może teraz po mnie tego nie widać, ale starzeje się z godnością. Im starszy tym bardziej przystojny. - mruknął zarzucając nieco głową, na co zaraz się skrzywił jak coś mu się naciągnęło w szyi - Wiek to tylko liczba. Czujesz, że się starzeję? - spojrzał na nią pytająco nieco podejrzliwie mrużąc powieki.
Ostatnie, co chciał teraz usłyszeć, to, że już przestaje jej wystarczać w łóżku bo oboje wiedzieli, że właśnie do tego się odnosił. To największy fundament ich relacji, o który starał się dbać każdego dnia.
- Hmm... Z Tobą. Chcę gdzieś wyjechać. - odpowiedział dość szybko bez zbyt długiego namysłu - Zostawić ten cały syf za nami i znaleźć się gdzieś, gdzie nikt nas nie zna. Nie wiem czy ciepłe kraje, czy znów jakiś domek. Zaskocz mnie. Zobaczymy, jak oceniasz mnie po czterdziestce. - uśmiechnął się do niej nieco złośliwie.

Darcy Bowman
34 y/o
DARCY
171 cm
właścicielka The Fifth Social Club
Awatar użytkownika
And I bet you think about me...
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła to… lubiła te ich słowne przepychanki. Tak naprawdę jeszcze nigdy żadnemu z nich nie udało się naprawdę przegiąć. Tak, żeby drugiej stronie sprawić prawdziwą przykrość. Naciskanie guzików i testowanie było obustronne. To był element ich gry, bardzo przyjemny element jeszcze przyjemniejszej gry. Bo wiadomo jak zazwyczaj się to kończyło… przynajmniej do tej pory. Teraz? Z nim w takim stanie? Mogła się tylko uśmiechnąć się pod nosem i trochę się wyzłośliwiać, ale to by było na tyle. Kiedyś sobie to odbiją.
- Wykorzystam to na hasło reklamowe… albo zrobię dziewczynom szkolenie, żeby zawsze o tym pamiętały. – kącik ust drgnął jej wymownie w rozbawieniu, bo to poniekąd było… miłe, że tak mówił. Ona nie miała o sobie najlepszego zdania – szczególnie wtedy. Była młoda i głupia, nie podejmowała najlepszych życiowych decyzji. Bo umówmy się… sypianie z policjantem nie było najmądrzejsze i najrozsądniejsze. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę, że jednocześnie była blisko z Danielem i wiedziała więcej niż którakolwiek z dziewczyn. Wykorzystał to i była święcie przekonana, że to dlatego ją wybrał… to było znacznie istotniejsze niż jej tyłek, w klubowym outficie. Przynajmniej początkowo, bo im później tym bardziej się to wszystko zacierało. Coraz bardziej się to komplikowało. Dlatego też z czasem ograniczyła z nim kontakt, gdy jej relacja z Danielem wchodziła na wyższe poziomy. Czy to był błąd? Nie. Z perspektywy czasu uważała, że dobrze zrobiła… tak trzeba było zrobić. Potrzebowali czasu i przynajmniej mieli okazję za sobą zatęsknić. A Cadwalader uświadomił sobie, że zależy mu na niej bardziej niż przypuszczał. Ona… ona dojrzewała do tego trochę dłużej. No i właśnie…
Zagryzła lekko wargę rozbawiona i skinęła – Tak. – przyznała beztrosko, ale pijąc do czegoś zupełnie innego w tym jego starzeniu się – Przestałeś zaliczać wszystko, co rozkłada przed tobą nogi. Na szczęście. Chociaż to może dojrzewanie, a nie starzenie się… nazywaj to sobie jak chcesz. – zaśmiała się i pochyliła się, żeby go lekko, swobodnie i nadal trochę ostrożnie – jakby nadal trochę się bała, że zrobi mu krzywdę. Ale jednocześnie cieszyła się, że mogła to zrobić… mogła go pocałować, że był obok. Niekoniecznie cały i zdrowy, ale to była kwestia czasu. Na szczęście nadal miał to samo poczucie humoru i nadal był niemożliwy… nic się nie zmieniło, a przecież tego też się bała. Bardzo. To, co się wydarzyło w ostatnich tygodniach nie było normalne, mogło poprzestawiać w głowie. Ale nadal był tym samym Arvelem. J e j Arvelem. Jego wargi też smakowały tak samo dobrze – I naprawdę… raz zabrać chłopaka pod palmy i poprzewracało się w tyłku. Myślałam, że powiesz, że potrzebujesz nowych skarpetek albo bokserek – rzuciła lekko złośliwie, ale ani trochę poważnie. Jeśli chciał spędzić urodziny poza Toronto to tak właśnie będzie. Niezależnie od tego, czy spędzą ten czas w domku w górach, lesie, na plaży czy w dżungli. Nie przestawała się uśmiechać i nie odrywała od niego spojrzenia – Coś wymyślę. Dużo będzie zależało od twojej rekonwalescencji… ale wyjedziemy z Toronto. – zapewniła i coś jeszcze miała dodać, ale drgnęła, bo w wejściu stanął jego lekarz – To jest ten moment, w którym mnie wyrzucacie? – bo cóż… pewnie jej tu w ogóle nie powinno być, jak to w szpitalnych zasadach bywało.


Arvel Cadwalader
darsi
nie lubię postów o niczym i braku obustronnego pchania fabuły do przodu, a tak to się dogadamy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”