Po kilku minutach spędzonych w łazience przynajmniej przestał wyglądać tak, jakby właśnie wypadł z błotnistego wybiegu, choć z ubraniem niewiele dało się już zrobić. Przemył twarz, ręce i kark, doprowadził włosy do względnego porządku, a na koniec przez moment stał przed lustrem, próbując ocenić, czy naprawdę wygląda tak źle, jak się czuł. Odpowiedź była dość oczywista. Cienie pod oczami, ubranie wciąż umazane po całej akcji i ostrożność, z jaką poruszał lewym bokiem, nie pozostawiały większego pola do dyskusji. Przynajmniej przestał pachnieć jak wybieg dla zwierząt. To już było coś. Leki, które wcześniej dostał, zaczęły działać na tyle, że ból pod żebrami przestał być ostrym przypomnieniem przy każdym oddechu, choć wystarczyło trochę mocniej się skręcić, żeby organizm natychmiast przypomniał mu, że problem wcale nie zniknął.
Dobrze. Czyli jeszcze nie umieram. Tego wieczoru była to całkiem przyzwoita wiadomość.
Wyszedł z łazienki, poprawiając jeszcze rękaw ubrudzonej bluzy, i początkowo nawet nie zauważył niczego szczególnego. Dopiero po kilku krokach coś przyciągnęło jego uwagę. Zatrzymał się niemal odruchowo, a cały ten drobny ruch, który jeszcze przed sekundą należał do zwykłego powrotu do pracy, nagle zupełnie stracił znaczenie. Kilkanaście metrów dalej znajdował się chłopiec. Sam. Zbyt blisko niego stał jaguar, a przestrzeń pomiędzy nimi była na tyle niewielka, że Paddy nawet przez moment nie pomyślał o tym, żeby podejść szybciej. Serce przyspieszyło mu dokładnie tak, jak powinno w podobnej sytuacji, jednak reszta ciała pozostała nieruchoma. Nie było krzyku, gwałtownego cofania się ani odruchowego sięgania po radio. Najpierw spojrzał na zwierzę.
To, co widział, nie przypominało spokojnego kota, który przypadkiem znalazł się poza wybiegiem. Jaguar był spięty, jego uwaga skupiała się przede wszystkim na chłopcu, a Paddy'emu wystarczyło kilka sekund obserwacji, żeby zrozumieć, jak łatwo można było teraz wszystko zepsuć jednym nieprzemyślanym ruchem. Nie wiedział jeszcze, co dokładnie wydarzyło się wcześniej i jak długo ta dwójka znajdowała się naprzeciwko siebie, dlatego nie zamierzał zgadywać. Dziecko mogło być tu od kilku sekund, mogło stać w miejscu od kilku minut, a zwierzę mogło być równie przerażone całą sytuacją jak ono. Tego ostatniego Paddy akurat nie zamierzał ignorować. Jaguar nie był potworem, który nagle postanowił urządzić sobie polowanie na wycieczkę szkolną. Był dzikim zwierzęciem wyrwanym ze swojego środowiska, otoczonym obcymi zapachami, hałasem i ludźmi, których normalnie nie powinien oglądać z takiej odległości.
Powoli uniósł dłoń, bardziej po to, żeby samemu przypomnieć sobie o konieczności zachowania spokoju, niż żeby wykonać jakiś konkretny gest. Nie zrobił kroku w stronę chłopca. Nie chciał też zwracać na siebie większej uwagi jaguara, dopóki nie wiedział, jak zwierzę zareaguje na jego obecność. Wystarczyło, że dziecko było już jednym źródłem niepewności. Kolejny dorosły wyskakujący zza drzwi łazienki mógł tylko pogorszyć sytuację.
—
Hej. — odezwał się w końcu spokojnie, na tyle wyraźnie, żeby chłopiec go usłyszał, ale bez podnoszenia głosu —
Popatrz na mnie. Nie rób teraz żadnych gwałtownych ruchów, dobrze? — wzrok Paddy'ego cały czas wracał do jaguara. Obserwował jego sylwetkę, sposób, w jaki trzymał głowę, napięcie ciała i najmniejsze zmiany pozycji, starając się zapamiętać wszystko, co mogło powiedzieć mu, co zwierzę zrobi za sekundę. Jednocześnie mówił dalej do chłopca, bo cisza w takiej sytuacji mogła być dla niego jeszcze gorsza. Dziecko potrzebowało czegoś konkretnego, czego mogło się trzymać, zamiast kolejnego dorosłego, który sam wyglądał na przerażonego.
—
Wiem, że się boisz. To naprawdę kiepski moment na spotkanie z jaguarem, szczególnie jeśli nikt ci wcześniej nie powiedział, że dzisiejszy program jest trochę bardziej... urozmaicony. — kącik ust drgnął mu ledwie zauważalnie, choć sam nie był pewien, czy ten żart w ogóle miał szansę zadziałać —
Tylko nie uciekaj. Zostań dokładnie tam, gdzie jesteś. Oddychaj spokojnie i patrz na mnie. — powoli przesunął ciężar ciała na drugą nogę, wybierając pozycję, w której w razie potrzeby będzie mógł zrobić krok bez gwałtownego skręcania tułowia. Żebra zaprotestowały natychmiast, tępy ból rozlał się pod skórą i na moment zacisnął zęby. Nie pozwolił jednak, żeby ten drobny grymas przerodził się w nic więcej. Teraz zdecydowanie nie był czas na zajmowanie się sobą. Zresztą nie pierwszy raz zwierzęta wymagały od niego cierpliwości wtedy, kiedy człowiekowi tej cierpliwości brakowało.
—
Spokojnie. — powtórzył, tym razem ciszej. Nie było jasne, czy mówił do chłopca, czy do jaguara. Prawdopodobnie trochę do obojga. —
Nikt nie będzie tu biegał. Nikt nie będzie cię gonił. — właśnie wtedy jaguar wykonał gwałtowniejszy ruch. Paddy natychmiast zamarł, przenosząc na niego całą uwagę. Nie zrobił kroku do przodu ani do tyłu. Każdy mięsień napiął mu się automatycznie, a oddech spłycił się na moment, kiedy próbował ocenić kierunek ruchu zwierzęcia. Dziecko nadal było zbyt blisko, a sytuacja, która jeszcze przed chwilą wydawała się możliwa do spokojnego opanowania, właśnie zaczęła wymykać się z tej cienkiej granicy, na której można było ją utrzymać bez paniki.
—
Hej. Zostań ze mną. — powiedział do chłopca, nie odrywając wzroku od kotka —
Ani kroku. — paddy pozostał na miejscu, gotowy reagować, ale nie zamierzał wykonywać pierwszego gwałtownego ruchu. Teraz wszystko zależało od tego, co zrobi kot.
Aurora B. Swan