25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Przez moment jego słowa zatańczyły po klawiszach fortepianu w jej sercu. Boże, jak dobrze byłoby popłynąć z prądem. Przestać być czujną, przestać widzieć więcej niż inni i czuć... Czuć tak dużo! Bywały takie tygodnie, kiedy próbowała je przetrwać resztką sił, niezdolna do wypoczęcia, bo weekend był zbyt intensywny, pełen bodźców i emocji. A potem przychodziło prawdziwe, fizyczne zmęczenie, którego nawet nie potrafiła sobie wytłumaczyć.
Tak dobrze byłoby czuć mniej...
- Zostaw... - powiedziała cicho, kiedy próbował ją zatrzymać, jakby spodziewała się, że za chwilę złapie ją za rękę. - Nie wycofuję się. Po prostu mam już dość... Tego miejsca.
Pod zmarszczonymi brwiami nonszalancka maska zmieniła się na chwilę w naburmuszoną nastolatkę, która była gotowa rzucić się do gardła pierwszemu posłańcowi, który powie jej, że powinna się zachować w jakiś sposób albo nie powinna czegoś robić.
Ale poczekała... Gotując się w sobie przez potrzask, w który sama wpadła. Nie mogła teraz wyjść, bo pomyśli, że ucieka. Nie mogła tutaj zostać, bo naprawdę chciała uciec. Trochę jak osaczony lis, pełen gracji, ale rozpaczliwie szukający drogi wyjścia.
- Masz rację, nic nie muszę... - wycedziła chłodno, wbijając zagniewane spojrzenie w jego oczy.
Miała przed oczami sterty żółtych kartek, godziny spędzone nad klawiszami i frustrację biorącą nad nią górę, kiedy wykreślała kolejne napisane wersy, a potem gniotła kartki i ciskała nimi do śmietnika. Pisała... Pisała dużo, tylko nic nie było w stanie przejść przez jej własne sito decyzyjne. Przez własną, wbudowaną cenzurę. Tego pieprzonego gremlina, który siedział jej na ramieniu i ciągle powtarzał: "Urocze, ale trzeba osiodłać konie". "Ślicznie śpiewasz, ale nie przeszkadzaj teraz, bo mamy dużo pracy." Tego samego, który teraz mówił jej: "To jest za słabe... Będziesz śmieszna."
- Słuchaj... Bardzo doceniam to, co teraz robisz. - przewróciła oczami, gestykulując dłońmi w nieokreślony sposób, który miał być narracją do ich relacji. - To całe... Słuchaj mała doświadczonego muzyka. Naprawdę!
Urwała, na ułamek sekundy znowu opuszczając gardę.
- Ale muszę już iść. Za dużo szumu... - wyjaśniła. - Jeszcze się kiedyś złapiemy...
Zadzwonimy do pana... Ale ja nie mam telefonu. Nie szkodzi!
Old Jazzman!
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie uciekała, próbowała go o tym zapewnić, dać mu do zrozumienia, że nie próbowała wyminąć żadnych odpowiedzi, a to Tranzac stanowił główny problem. Nadmiar bodźców, zwyczajne ludzkie zmęczenie i znużenie, kiepska atmosfera, ciepłe piwo i brak lodu w whisky. Chciał jej uwierzyć, po prostu odpuścić, ale coś kazało patrzeć głębiej, znaleźć powód nagłej zmiany dynamiki. Nie sądził jednak, że łatwo było przedostać się przez mur, którym nagle odgrodziła się Rae, a przebijanie się przez niego siłą z pewnością przyniesie efekt odwrotny do zamierzonego. Uniósł więc ręce w górę, w obronnym geście, jakby chciał pokazać, że nie zamierza walczyć.
Racja, to miejsce stało się trochę przytłaczające… — potwierdził, odrobinę wbrew sobie, grając w tę grę. Osaczonego lisa nie należało naciskać bardziej. — Kiepska impreza — dodał, wzruszając ramionami i cofnął się o krok. Sięgnął po szklankę z alkoholem, dopijając swoją porcję jednym haustem. — Kiepski alkohol — zaśmiał się, chcąc nieco rozluźnić napięcie, które między nimi postało, ale była to daremna próba. Chłód i napięcie, które otoczyło kobietę było zbyt wyczuwalne, by dało się je zignorować. W jej oczach odnalazł niespodziewany gniew, coś czego nie widział wcześniej, gdy przerzucali się zgryźliwymi uwagami.
Nie próbuję nic robić, Rae. — Tym razem on zabrzmiał chłodniej niż wcześniej, choć spojrzenie nadal miał łagodne. — Nie próbuję cię pouczać. Jestem raczej kiepskim materiałem na mentora. — Mógł mieć sceniczne doświadczenie, lata pisania własnych tekstów za sobą, występować na scenach poza Kanadą, znacznie przyjemniejszych niż ta w Tranzac, ale… nigdy nie złapał żadnej szansy, która mogłaby doprowadzić go wyżej. Uparcie marnował wszystkie okazje, bo był zbyt uparty, by spokornieć. Popełniał błąd za błędem, prawie jakby nigdy się na nich nie uczył. Uciekanie od konsekwencji opanował niemal perfekcyjnie. Ile razy w swoim życiu robił to, co próbowała właśnie zrobić ona? Może właśnie dlatego ostatecznie jej nie zatrzymał. Pozwolił jej odejść, uciec od szumu, niewygodnych pytań i czmychnąć przed własnymi emocjami. Jakikolwiek pretekst był dobry.

Jeszcze kiedyś się złapiemy.

Może wpadną na siebie, w kolejnym podrzędnym klubie, który znów okaże się zbyt osaczający. Może spotkają się na scenie, udając, że ta mała niedogodność nie miała miejsca. A może nie będzie kolejnej okazji, bo oboje stwierdzą, że wygodniej jest pozostać w swojej bańce, która zakrzywiała obraz świata, podług ich woli?
Zamówił kolejne whisky, gdy Rae zniknęła z klubu. Tranzac wydawał się jeszcze bardziej ponury niż wcześniej.

Fox On The Run


KONIEC.
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
ODPOWIEDZ

Wróć do „Tranzac Club”