ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
167 cm
pani adwokat w Vishwakar, Bradford & Grant Llp
Awatar użytkownika
My name is Aoife [ee-fa] which means beauty or radiant in Irish Gaelic.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3os
czas narracji-
postać
autor

Miesiąc minął powoli, jakby czas poruszał się ostrożnie, nie chcąc dotknąć jej zbyt gwałtownie. Aoife zaczynała wracać do równowagi, choć nie była to równowaga pełna a raczej krucha, delikatna, zbudowana na codziennych próbach uspokojenia własnych myśli. Ostatnie tygodnie przyniosły jej coś, co przypominało normalność. Pracowała, wracała do domu, spała lepiej niż wcześniej. Nawet wspomnienie Magnusa, choć wciąż obecne, nie wywoływało już tak gwałtownego ścisku w klatce piersiowej.
Tego wieczoru wracała późno, ale spokojnie. Ulica przed jej apartamentowcem była prawie pusta, mokra po krótkim deszczu, a światła latarni odbijały się w kałużach jak rozciągnięte, drżące smugi. Aoife lubiła ten moment ciszę, chłód, zapach mokrego betonu. Miała wrażenie, że wreszcie zaczyna oddychać normalnie. Do chwili, w której usłyszała kroki. Najpierw nie zwróciła na nie uwagi. Ktoś mógł wracać do domu, ktoś mógł skręcić w boczną uliczkę. Ale te kroki nie skręciły. Zbliżały się. Były ciężkie, zdecydowane, jakby ktoś szedł dokładnie za nią.
Aoife przyspieszyła, nie chcąc panikować. Wmawiała sobie, że to przypadek, że nie ma powodu do strachu. Jednak jej ciało reagowało inaczej,napięciem, drżeniem, tym znajomym uczuciem, które pojawiało się zawsze, gdy coś było nie tak. Odwróciła się, ale nikogo nie zobaczyła. Latarnia zaświeciła ostrzej, jakby chciała ją ostrzec. Aoife zacisnęła palce na pasku torby i ruszyła szybciej. Jeszcze kilka metrów, jeszcze dwa, już prawie była przy wejściu do budynku. Ktoś chwycił ją od tyłu. Silna ręka zacisnęła się na jej ramieniu, druga zakryła jej usta. Aoife wciągnęła gwałtownie powietrze, próbując krzyknąć, ale dźwięk ugrzązł w jej gardle. Napastnik był wysoki, poruszał się z pewnością kogoś, kto robił to już wcześniej. Nie próbował jej okraść. Nie próbował jej uderzyć. On ją ciągnął, zdecydowanie, bez wahania w stronę bocznej, ciemnej alejki obok budynku. Aoife walczyła, ale jego siła była przytłaczająca. Serce biło jej tak szybko, że prawie bolało. To nie był przypadek. To nie był impuls. Ktoś chciał ją zabrać.

Wtedy poczuła zimny metal na skórze. Przy jej gardle. Tak blisko, że wystarczyłby jeden drżący ruch, jedno potknięcie, jedno jej źle wykonane wdechnięcie i ostrze przecięłoby jej skórę. Napastnik nachylił się do jej ucha. Jego oddech był gorący, obcy, przesiąknięty chemicznym zapachem.
- Cicho - syknął - Idziesz ze mną. Aoife poczuła, jak jej ciało zamiera. Strach był tak intensywny, że prawie paraliżował. Próbowała zebrać siły, ale jej dłonie drżały, nogi były jak z waty, a ostrze przy gardle zmuszało ją do bezruchu. Napastnik pociągnął ją mocniej, a nóż przesunął się o milimetr, tak blisko, że poczuła jego chłód na skórze. Chciała krzyczeć...ruszyć się..Ale nie mogła.
Jej napastnik chwilowo zamarł w miejscu, nadal trzymając nóż przy jej gardle, jednak na tyle by Aoife otworzyła oczy szerzej,próbując dopatzryć się sooby która ewidentnie zamurowałą w miejscu jej napastnika.

Na końcu alejki stał Magnus. Stał tam jak cień, który wyszedł z mroku. Jakby noc sama go przyprowadziła. Jego spojrzenie było lodowate, skupione, pełne gniewu, ale nie na nią...chyba? Napastnik zacisnął mocniej uścisk, ostrze znów przesunęło się niebezpiecznie blisko jej gardła. Aoife poczuła, jak jej oddech się rwie.
- To jeszcze nie koniec. Zapłacisz za niewykonanie zadania. – warknął do jej ucha przesuwając nóż po jej szyi, gdy ją popchnął do przodu, końcówka noża nieznacznie zachaczyła o jej skórę. Aoife upadła na kolana a napastnik się ulotnił jakby go w ogóle nie było.



Magnus Grimstad
47 y/o
Welkom in Canada
190 cm
Biznesmen Northern Buck Investments
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimęskie
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Po ich pierwszym i najlepiej ostatnim spotkaniu po latach osunął się w cień. Wszystko, co wydarzyło się w tamtym archiwum musiał raz jeszcze przeanalizować sobie na spokojnie, jak dyktowała jego dawna praktyka. Skłaniał się ku temu by jej uwierzyć. W całą historię o tym, że została do tego przymuszona, że za kulisami działał ktoś jeszcze. Wydawała się o tym święcie przekonana. Może naprawdę była tak świetną aktorką... Chociaż na razie jej o to nie podejrzewał. Kiedyś wydawało mu się, że ją zna i raczej należała do tych osób, które nosiły swoje emocje wokół siebie zamiast je ukrywać. Cały ten czas wierzył, że naprawdę go oszukała. W jego fachu było wiele świetnych aktorek. Aktorek, które były znane, więc każdy wiedział by się ich wystrzegać. Zwłaszcza ich deklaracji. Dlatego dla niej tak łatwo było go podejść. Miała być po prostu zwykłą dziewczyną, całkowicie niezwiązaną z jego dotychczasowym życiem.
Najlepszym sposobem by przekonać się o tym, co faktycznie było prawdą było po prostu ją śledzić. Jego obecność w świecie morderców została już mocno ograniczona, kiedy przeszedł na emeryturę. Tym bardziej zniknął z ich radaru, kiedy rozeszły się wieści, że powinien być martwy. Od tamtej pory utrzymywał kontakt tylko z bardzo niewieloma kontaktami, którym ufał, bądź był nawet w pewien sposób nazwać przyjaciółmi. Teraz musiał zaryzykować. Odezwał się do kilku osób, które niekoniecznie były mu tak przychylne tym samym w pewien sposób znów umieszczając się na mapie. Miał nadzieję, że ktoś, kto podobno wywierał na nią presje znów pojawi się w jej życiu. Dlatego czekał. Cierpliwie, tygodniami poznając jej rutynę, jej życie w którym rzeczywiście nic nie wskazywało na to by była częścią jego świata. Był z nią prawie w każdej minucie każdego dnia, chociaż tego nie wiedziała.
Zamierzał już odpuścić. Wiedział, że jeśli nikt nie pojawił się przez blisko miesiąc, szanse, że rzeczywiście się pojawi były naprawdę nikłe. Lecz dzisiaj coś się zmieniło. Zauważył inny cień. Cień, który również ją śledził, lecz trochę nieudolnie. Magnus czekał, był cierpliwy. Nie zrobił nic, gdy tamten zaczął zaciągać ją do ciemnej alejki. Czekał na jej reakcję gdy nóż został przyłożony do jej szyi. To był ten moment, w którym mogła mu pokazać, że naprawdę nie jest tym, za kogo do tej pory się podawała. Czekał, ale nic się nie działo. Wiedział, że nie wiedziała o jego obecności. Nie mogła. Była w sytuacji zagrożenia życia. Musiała zareagować, a jednak tego nie robiła.
To był sygnał, którego potrzebował by w końcu wyjść z ukrycia po drugiej stronie uliczki. Nie potrzebował niczego więcej. Wystarczyła jego reputacja. Przywołanie do życia człowieka, którym był kiedyś. Tę chłodną obietnicę śmierci. Miał element zaskoczenia. Niemądrze byłoby próbować z nim rywalizować. Pozwolił mu uciec. Nie chciał mieć teraz ciała do sprzątania. Miał jego zdjęcia. Wiedział, że go znajdzie. Wtedy, kiedy będzie tego potrzebować. Miał w końcu trop. Trop, który w końcu doprowadzi go do jego zwierzyny.
- Już nie powinnaś być w bezpośrednim niebezpieczeństwie. - przykucnął przy niej upewniając się, że nie będzie mieć tej samej mimiki, którą miał chwilę temu - Niezależnie od tego co Ci powiedział, bo pewnie się odgrażał. - mlasnął bo to było takie nieprofesjonalne - Oddychaj Aoife. Już jest po wszystkim. Jesteś bezpieczna. - spojrzał na nią nie robią jednak żadnego gestu żeby jej dotknąć wiedząc, że będzie na to pewnie mocno teraz wyczulona.

Aoife Cavanagh
ODPOWIEDZ

Wróć do „Superior Court of Justice”