I won't be a pop star. I will be a legend.
Zazwyczaj nie zgadzał się na supportowanie kogokolwiek. Nie leżało to w jego naturze – jeśli miał wychodzić na scenę, to jako główna atrakcja wieczoru, nie jako przystawka przed kimś innym. Był wystarczająco dużą gwiazdą, by koncertować samodzielnie, a myśl o pozostawaniu w czyimkolwiek cieniu, choćby na jeden wieczór, budziła w nim głęboką irytację, której nawet nie próbował ukrywać przed swoim managementem. Sama myśl o tym sprawiała, że szczęka mu się zaciskała, jakby ktoś już teraz próbował odebrać mu coś, co słusznie mu się należało.
Niestety, ostatnie miesiące pochłonęły go bez reszty na planach filmowych i serialowych – jego grafik wyglądał, jakby szykował się na wojnę, nie na kolejny sezon popularnego serialu. Nie miał czasu na pojedyncze koncerty, a co dopiero na całą trasę, i to nie tylko w obrębie Toronto. Od dłuższego czasu nie napisał żadnego nowego kawałka, więc nie miałby nawet z czym pojechać, żeby zareklamować album albo chociaż jeden solowy singiel. A jednocześnie wciąż wiązały go kontrakty, wciąż miał fanów, którzy znali go głównie z muzyki, i nie mógł pozostać wobec nich bierny.
Kiedy więc jego agent po raz pierwszy rzucił propozycję supportowania kogoś, Art nawet nie chciał tego słuchać. Wolał skupić się na pracy, na czymś, co faktycznie posuwało jego karierę do przodu. Ale gdy dowiedział się, że chodziło o Bambi, o finał jej trasy odbywał się w Toronto, po chwili namysłu się zgodził. Dawno nie mieli okazji razem poszaleć na scenie, a popularność NOIRA przysłużyłaby się także jemu – choćby przy okazji.
Nawet jeśli nie miał zbyt wiele czasu na treningi, musiał ich kilka odbyć. Nie mógł zawieść – nie tylko swoich fanów, co bardziej siebie samego. Między kolejnymi nagrywkami do odcinków serialu, przymiarkami kostiumów na plan, sesjami zdjęciowymi i niekończącymi się spotkaniami promocyjnymi wciskał godzinne lekcje wokalne późnym wieczorem, kiedy większość ludzi już dawno spała. Instruktor tańca przyjeżdżał do niego czasem o szóstej rano, zanim jeszcze musiał być na planie, żeby odświeżyć podstawowe układy, które kiedyś wychodziły mu bez zastanowienia, a teraz wymagały odrobiny więcej skupienia. Nie były zardzewiałe – wciąż potrafił zatańczyć niemal wszystko, co mu pokazano – ale na pewno nie był w swojej najlepszej formie, a to było coś, czego nie znosił u siebie najbardziej.
Godzenie jednego z drugim bywało wykańczające. Sen stał się luksusem, na który rzadko mógł sobie pozwolić, a niejedna impreza czy wydarzenie towarzyskie zostały skreślone z jego kalendarza bez większego żalu, choć niektóre z tych rezygnacji odbiły się na jego relacjach z ludźmi, którym obiecał się na nich pojawić.
Persony, które znały go lepiej – a takich było niewiele – widziały głównie zadufanego w sobie gwiazdora, ciętego, nieprzyjemnego, zawsze z czegoś niezadowolonego. Rzadko kto dostrzegał, ile wysiłku wkładał w to, żeby nie zawieść nikogo, kto na niego liczył, i ile kosztowało go utrzymanie tej iluzji wyluzowanego gościa, którą prezentował na każdym kroku.
Dzień koncertu był dla niego wyjątkowo stresujący. Przerwa zrobiła swoje. Miał wystąpić przed pięćdziesięcioma tysiącami ludzi – to było duże wydarzenie, które ściągało tłumy nie tylko z Kanady, ale i z pobliskich amerykańskich stanów. Wiedział, że część z nich przyjechała nie tylko dla dziewczyn, ale i dla niego. W ostatnim czasie zobaczenie go na żywo śpiewającego swoje największe hity stało się nie lada wyzwaniem. Był jak rzadki Pokémon, który pojawiał się tylko od czasu do czasu, i każdy liczył, że go schwyta.
Ostatnie poprawki w kostiumie, makijaż, rozgrzewka głosu, żeby nie zacząć piszczeć w połowie utworu. Przestrzeń przed sceną zaczęła się zapełniać – w tłumie widać było fanów z glowstickami, w przebraniach, z kolorowym makijażem, czasem z podobiznami swoich idoli na koszulkach. Pomyślał przez moment, że skala finałowego występu NOIRA przypomina raczej festiwal muzyczny niż zwykły koncert. Choć czy cokolwiek w ich występach było kiedykolwiek zwyczajne? Na to pytanie nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć.
Serce biło mu odrobinę szybciej niż zwykle – nie ze strachu, ale z tej znajomej, uzależniającej mieszanki adrenaliny i oczekiwania, która towarzyszyła mu przed każdym wyjściem na scenę, bez względu na to, ile już ich miał za sobą.
Wokeness means
nothing to me. I was born woke.
To on otwierał dzisiejsze wydarzenie. Zgasły światła. Tancerze wyskoczyli na scenę. Wszystko zamarło na moment w bezruchu. Potem pojawił się w mroku odwróconych reflektorów. Z tłumu dobiegły piski, okrzyki, gwizdy i entuzjastyczne skandowanie jego pseudonimu. Rozległa się muzyka, tancerze rozpoczęli choreografię, a on zaczął śpiewać swój najpopularniejszy utwór. Ludzie zaczęli skakać, tańczyć, podnosić glowsticki w powietrze. Pomyślał, że cholernie mu brakowało tej energii. Kochał grać na planach filmowych i widzieć swoją twarz na srebrnym ekranie, ale nic nie mogło zastąpić uczucia, gdy wychodziło się na scenę i widziało swoich fanów na żywo.
Ich style różniły się diametralnie. On był typowym k-popowym piosenkarzem, biegającym po scenie ze swoimi tancerzami. One były o wiele mroczniejsze, cięższe brzmieniowo i estetycznie. Ale w jakiś sposób się dopasowywali.
Dzisiaj dostosował swój styl pod dziewczyny z NOIRA – długi płaszcz, sporo czerwieni w dodatkach, także w soczewkach kontaktowych, ale wciąż z błyskiem brokatu i cekinów gdzieś pod spodem. Azjatyckie supporty wyglądały inaczej niż te zachodnie – nie grały swoich kawałków przed głównym artystą wieczoru, tylko po to, by zejść ze sceny i całkowicie ją oddać następcy. Zaczynał sam, by później w widowiskowy sposób zaprosić dziewczyny, przez jakiś czas wciąż z nimi śpiewając i tańcząc, głównie ich utwory, aż powoli zaczynał przygasać, skupiając się na tworzeniu tła, oddając uwagę reflektorom skierowanym na NOIRA. Został z nimi także podczas pierwszej przerwy na rozmowę z widownią, by wymienić z Bambi kilka żartów i zanucić z fanami fragmenty ich najpopularniejszych piosenek. Dopiero gdy dziewczyny przeszły do finałowej, bardziej intymnej części występu, zszedł ze sceny, dając im czas na pożegnanie z publicznością.
Pojawił się jednak jeszcze raz na tej niezaplanowanej
zaplanowanej piosence na sam koniec, gdy tłum wiwatował, domagając się jeszcze jednego utworu.
Musiał przyznać, że świetnie się uzupełniali na scenie. Ta kombinacja przypadła fanom do gustu. Lekka kokieteria między nim a Bambi sprawiała, że cały stadion w jednej chwili zamieniał się w rozhisteryzowany tłum, mdlejący na samą myśl, że wokalistkę NOIRA i Arta coś łączy.
Po wszystkim poczuł, jak piekielnie był zmęczony. Nie dość, że dłuższa przerwa skutecznie przycięła mu skrzydła, to jeszcze nie sądził, że będzie mu aż tak trudno dotrzymać kroku dziewczynom. Potrzebował złapać oddech. Pozwolił sobie na chwilę relaksu, gdy zmywano mu makijaż sceniczny i przebierał się w coś wygodniejszego, przygotowanego na afterparty po koncercie. Początkowo nie planował się tam pojawić – jego grafik na to nie pozwalał. Ale na całe szczęście jego agent i jego magiczne umiejętności sprawiły, że jutrzejszy dzień miał wolny. Dzięki temu ostatecznie przyjął zaproszenie od dziewczyn z zespołu, choć ciało bolało go w miejscach, o których istnieniu dawno zapomniał.
Podziwiał ją za to, że nawet po tak intensywnym dniu miała tyle energii, by skakać i zabawiać każdego, kto pojawił się na jej drodze. Doskonale wiedział, że to był zaplanowany akt, wyćwiczona fasada gwiazdy, która musiała być zawsze na sto procent, nawet o północy, nawet wykończona. Mimo to był pod wrażeniem.
Sączył w samotności kolorową
tequila sunrise. Potrzebował przerwy od pytań, rozmów, ludzi, którzy chcieli, żeby poświęcił im choć kilka minut swojego czasu. Był lekko przebodźcowany. Wtedy zauważył Seungyeon nadciągającą w jego kierunku. Szybko założył swój firmowy uśmiech i pomachał w jej stronę, by po chwili zostać wciągniętym w transmisję na żywo.
–
CZEŚĆ WSZYSTKIM! Jak się bawicie z najlepszą pod słońcem Bambi?! Podobał wam się koncert? Dziewczyny z NOIRA to był dzisiaj prawdziwy ogień! – jego entuzjazm nie mógł być bardziej sztuczny, ale przez to, ile ról już w życiu odegrał, nikt nie potrafił się w tym połapać. Wyglądał i zachowywał się jak ktoś, kto naprawdę chciał wejść w interakcję z fanami dziewczyn. Nawet jeśli miał ich kompletnie gdzieś.
Na koniec posłał buziaka do kamery telefonu, gdy zaczęły padać propozycje matrymonialne. Zwyczajnie ich nie skomentował.
Gdy kobieta wyłączyła telefon, wrócił do swojego
klasycznego ja i poklepał miejsce obok, zanim Yeon zdążyła zaproponować wyjście na papierosa.
–
Palenie w końcu rozpieprzy ci struny głosowe – opieprzył ją, choć prawdopodobnie pamiętała, jak wielkim przeciwnikiem wszelkiej maści papierosów był, gdy chodziło o piosenkarzy. –
Coś w tym może być. Gdy patrzę w twoje oczy, widzę w nich roztańczone drinki z palemką.
Pokiwał głową z zażenowaniem, ale nie mógł się z nią nie zgodzić. Ich koncert był zjawiskowy. Gdy uciekł od tłumu na afterku, zerknął na kilka rolek na Instagramie, które zdobywały ogromny rozgłos. Na wielu z nich pojawiał się on, chwalony za to, że po tak długiej przerwie wrócił na scenę i sprawił, że ten konkretny koncert NOIRA był aż tak wyjątkowy.
–
Odjebałyście kawał dobrej roboty. Dawno nie widziałem tak rozszalałego tłumu – padło z jego ust, co było dosyć rzadkim zjawiskiem. Nie chwalił ludzi. –
Yeon, uważaj sobie, bo jeszcze pomyślę, że mnie bezczelnie podrywasz. Po dzisiejszym wydarzeniu hashtag z naszym shipem jest w topce na portalach społecznościowych.
Pokazał jej na swoim telefonie kilka filmików stworzonych przez fanów, w których na scenie tańczą obok siebie. Wszystkie z dodanymi serduszkami i bardzo sugestywnymi opisami.
–
Chodź, wyjdę dotrzymać ci towarzystwa. Potrzebuję trochę świeżego powietrza – zsunął się ze swojego siedziska, złapał za drinka i bez większych oporów chwycił kobietę za rękę, by poprowadzić ją przez grupki chichoczących się ludzi na balkon z widokiem na miasto.
Seungyeon Han