ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
160 cm
solistka, członkini zespołu NOIRA Wytwórnia TRN
Awatar użytkownika
Your name grows under my skin
A rose that never sleeps.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjiTrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
V
You wanted an angel. I became your sin


Finał trasy — Toronto, Rogers Stadium. Główny powód powrotu do Kanady.


Było jej przykro, gdy wyjeżdżała z rodzinnego Seulu. Podobne rozczarowanie odczuwała, żegnając się z Paryżem, Amsterdamem czy Barceloną. W każdym z tych miast zostawiła cząsteczkę siebie, fragment duszy, czasu, poznała cudownych ludzi i gdyby to od niej zależał pobyt w tych miastach, przeciągałaby je do miesiąca. Zdarzały się nieprzyjemne sytuacje, których wolałaby uniknąć; chociażby przerwanego koncertu we Francji ze względu na agresywnych uczestników, którzy zniszczyli zabawę, przychodząc pod wpływem alkoholu. Osoby sprawdzające wejściówki ewidentnie przeoczyły stan gości. Starała się ich nie obwiniać, lecz w pewnym momencie była tak sfrustrowana, że w myślach zdążyła ich zwyzywać. Próbowała być wyrozumiała, lecz ochronie płaciło się za pilnowanie porządku. W końcu powierzało się im odpowiedzialność za czyjeś życie, więc powinni lepiej szkolić pracowników. Przerwa zarządzona na piętnaście minut zepsuła harmonogram występu, a wdrożenie się na nowo w całą tę atmosferę wymagało profesjonalizmu i umiejętnego obracania takich sytuacji w żart. Nie pamiętała kto, najprawdopodobniej liderka zarzuciła lekkim komentarzem — świetnie, skoro wszyscy już są bezpieczni, możemy chyba wrócić do najważniejszej części wieczoru. Czyli do nas. Tutaj patrzcie! — tym samym dając dziewczynom znać, że mogły kontynuować. Mimo tej nieprzyjemnej sytuacji Yeon chętnie wróciłaby do Paryża. I miała nadzieję, że kolejna trasa również ją tam zaprowadzi.

Przygotowania do finałowego koncertu zajęły im sporo czasu. Ostatnie dni właściwie zlewały się ze sobą; próby wokalne, poprawki w aranżacjach, ustawienia świateł, przymiarki kostiumów i kolejne godziny spędzone na scenie. Wszystko musiało być idealnie dopracowane, bo na tak dużym wydarzeniu nikt nie mógł pozwolić sobie na porażkę. Największym problemem była klasycznie układana na bieżąco choreografia do piosenki promocyjnej. Tutaj musiała podziękować Kaidenowi za to, że poświęcił swój czas i jej w tym pomógł. Dodatkowe zajęcia z nim nie należały do najłatwiejszych. Potrafił zatrzymać muzykę w połowie układu, poprawić jej jeden krok, a potem kazać powtórzyć całość od początku. Bywało frustrująco, ale musiała przyznać, że dzięki temu coraz lepiej czuła rytm i przede wszystkim przestała zastanawiać się nad każdym kolejnym ruchem. Oczywiście nie robił tego z dobroci serca. Z tego, co wiedziała, porządnie mu za to zapłacono, więc trudno było nazwać jego pomoc bezinteresowną. Mimo wszystko była mu wdzięczna. Po dodatkowych zajęciach czuła się po prostu pewniej, a podczas kolejnych prób coraz rzadziej zerkała na innych, żeby upewnić się, czy wykonuje układ poprawnie. Poza tym pomijała już fakt, że sam Kaiden bardzo jej się spodobał i dużo chętniej chodziła na zajęcia, bo mogła na niego popatrzeć.

W końcu nadszedł dzień finałowego koncertu.
Od samego rana w miejscu wydarzenia panowało zamieszanie. Technicy krążyli między sceną a zapleczem, sprawdzając po raz kolejny nagłośnienie, światła i ustawienie ekranów. Wszędzie słychać było urywki rozmów, muzykę dobiegającą zza kulis i gwar typowy dla ludzi, którzy, choć w teorii mieli wszystko dopięte na ostatni guzik, tak woleli wiedzieć, czy aby na pewno tak było. Czas za kulisami, płynął dużo szybciej. Ostatnie poprawki makijażu, kostiumy, szybka próba mikrofonów i powtarzane w myślach fragmenty choreografii. Mimo że ćwiczyła ją przez ostatnie tygodnie niezliczoną ilość razy, poruszając się na scenie podczas prób i tak czuła się zżerana od środka przez stres. Pojawiła się także pierwsza publiczność, a wraz z tymi osobami pisk i radość na widok swoich idoli. Bambi naprawdę lubiła swoich fanów. Od początku pokazywała im serduszka, rozmawiała do nich i odmachiwała, gdy próbowali nawiązać kontakt. Zabawne. Już na sam widok tych osób przestawała się stresować. Wiedziała, że musi dać z siebie wszystko, bo chciała ich uszczęśliwić — nie potrafiła określić tego specyficznego uczucia jasnymi słowami. Porównywałaby to do miłości, ale trochę innej. Martwiła się o zupełnie obce osoby, podobnie jak one przeżywały każdy jej kryzys — a przecież jeśli się kogoś kocha, to się o tę osobę martwi, prawda? Więc tak, to był dziwny rodzaj kochania.

Koncert rozpoczął się wejściem Aritha, który został przez nią poproszony o rolę supportu — wytwórnia wytypowała prośbę, powołując się na jej imię. Znali się z tej branży, widywali się już dużo wcześniej, zwłaszcza na afterach⁣, na których zawsze działo się najwięcej. Lubiła go, choć jego osobowość prywatna czasem pozostawiała wiele do życzenia — ta sceniczna była przyjemniejsza. Artith doskonale wiedział, jak pracować z publicznością. W końcu musiał w jakiś sposób podbić, zebrać cały fandom. Muzykiem był cholernie uzdolnionym, a wygląd — tak jak w przypadku większości osób z branży artystycznej — działał na jego korzyść. Nikt nie pytał go o powód opuszczenia Tajlandii, bo przecież byli zbyt zajęci zachwycaniem się jego urodą, by pytać. Na szczęście w przypadku Yeon było podobnie. Miała za sobą kilka sytuacji, które ostatecznie udało się wyciszyć, prosząc o pomoc odpowiednich ludzi. W końcu za pieniądze to nawet morderstwo dałoby radę idealnie zatuszować. Mijając się na scenie z Artem, szturchnęła go jeszcze specjalnie ramieniem, racząc go typowym dla siebie, nieco butnym uśmiechem i śmiałym spojrzeniem. Trochę zazdrościła mu wygody, gdy sama musiała poruszać się z gracją modelki na wysokich, acz ciężkich butach — wizerunek sceniczny NOIRY od lat balansował na granicy gotyku i glam rocka, z domieszką mrocznego glamouru. Romantyczne, wampiryczne klimaty, muzyka przeplatająca ze sobą różne gatunki i prawdziwy ogień na scenie. Publiczność, która przyjeżdżała je oglądać, była równie specyficzna co sama grupa. Nic dziwnego, że wspólnie bawili się świetnie — ich koncerty miały w sobie coś hipnotyzującego. Rockowa energia mieszała się z popową melodyjnością, a same koncerty były po prostu widowiskiem; zmysłowym, tajemniczym przedstawieniem teatralnym.

Ostatnie światła na scenie zgasły. Za kulisami pojawiły się pierwsze gratulacje, głośne rozmowy, pochwały i komentarze sugerujące, co następnym razem wypadałoby poprawić. Mogłoby się wydawać, że wieczór właśnie dobiegł końca. Wybiła godzina dziesiąta. Ludzie masowo opuszczali swoje miejsca, artyści mieli czas na chwilę oddechu, a technicy mogli zacząć chować sprzęty. Oczywiście, że to nie był koniec. Prawdziwa impreza, miała odbyć się w pobliskiej rezydencji wynajętej specjalnie na tę okazję. Zamknięte after-party dla artystów, zaproszonych vipów i osób, które dziwnym zbiegiem okoliczności wiedziały, jak znaleźć się po drugiej stronie czerwonej linii. Wewnątrz rezydencji muzyka była głośna, przygaszone światła tworzyły przyjemny klimat, a zapach drogich perfum mieszał się z równie drogimi alkoholami. Niektórzy wciąż przeżywali wydarzenie, które odbyło się kilka godzin temu — inni już dawno o nim zapomnieli, zbyt zajęci wlewaniem w siebie dużej ilości alkoholu. Tutaj nie było miejsca dla prasy czy kamer. Rezydencja pozostawała zamknięta na niechcianych gości, którzy tylko mogli snuć domysły, co takiego działo się za ogromnymi drzwiami. Yeon szybko dała się porwać tej atmosferze.
Cechowała się ogromną ilością energii, która krążyła w jej żyłach niczym lawa, rozgrzewając ją od środka. Do każdego zagadywała, robiła mnóstwo zdjęć, przyjmując przeróżne pozycje, tańczyła i zachęcała do zabawy inne osoby. Przyjaciółki Yeon po wzniesieniu toastu za udaną promocję i występ rozeszły się w swoje strony, znajdując sobie własne towarzystwo. I tak się późnej spotkają, będą mogły porozmawiać i wymienić się opiniami na temat koncertu i późniejszej imprezy. Bambi zdecydowanie lubiła dzielić się ze światem wydarzeniami ze swojego życia prywatnego, więc uznała, że najlepszym sposobem na świętowanie, poza piciem alkoholu, będzie tiktokowy live, którego nadała chwilę po północy. Obeszła prawdopodobnie całą imprezę, opowiadając w języku koreańskim o bieżących wydarzeniach.

Pechowo — albo może i nie — na liście jej osób do podbicia tej nocy, był Art. Dorwała go przy barze, gdy popijał jakiegoś drinka. Zaszła go od tyłu, opierając ręce o jego łopatki — Ej, Art. Przywitaj się z ludźmi! Namawiali mnie, żebym do ciebie podbiła, więc teraz możesz ich osobiście pozdrowić! — powiedziała wesoło, poklepując go zachęcająco wolną ręką (bo przecież w drugiej trzymała telefon). Nieszczególnie interesowało ją to, czy potrzebował aktualnie interakcji, czy wręcz przeciwnie — jej już całkiem nieźle szumiało w głowie, a przecież wcale dużo nie wypiła. — A teraz już kończę, bo trochę boli mnie ręka. Dobrej nocy wam życzę! — pożegnała się wdzięcznie, gdy Rattanakosin zdążył wymienić (albo i nie) kilka uprzejmości z laskami proponującymi mu zawzięcie małżeństwo. Yeon schowała telefon do kieszeni, zatrzymując się naprzeciw muzyka.
— Hej, idziesz zapalić? W ogóle geez, ten koncert to był toootalny odjazd. Mam taką czilerkę, że czuję się jakbym była nafurana, ale to chyba raczej ekscytacja — zagadywała zawzięcie, dzieląc się swoimi przemyśleniami. Gadatliwość Yeon niewątpliwie bywała męcząca, podobnie jak brak filtra. Rzadko przebierała w słowach i otwarcie mówiła co myśli, nawet jeśli nie pytano jej akurat o zdanie. Dlatego czasem była wdzięczna dziewczynom z zespołu — zwłaszcza Chaerin, która swoim opanowaniem i powagą potrafiła wpłynąć na Yeon i powstrzymać ją przed kompromitacją w trakcie udzielanego wywiadu.
Zawiesiła na nim spojrzenie, po czym uśmiechnęła się zaczepnie.
— Chociaż może to ty tak na mnie działasz? — dorzuciła niezupełnie niewinnie, bo przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że jej słowa mogły zostać odebrane dwuznacznie.


Arti ~
Kasia (dc: hicatie.exe )
Dogadamy się, tylko nie generuj postów z chatemgpt.
26 y/o
For good luck!
179 cm
aktor/piosenkarz | Around the World
Awatar użytkownika
I will tell you something, but I warn you, it is a lie.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracji3. os. l. poj.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
#6
I won't be a pop star. I will be a legend.

Zazwyczaj nie zgadzał się na supportowanie kogokolwiek. Nie leżało to w jego naturze – jeśli miał wychodzić na scenę, to jako główna atrakcja wieczoru, nie jako przystawka przed kimś innym. Był wystarczająco dużą gwiazdą, by koncertować samodzielnie, a myśl o pozostawaniu w czyimkolwiek cieniu, choćby na jeden wieczór, budziła w nim głęboką irytację, której nawet nie próbował ukrywać przed swoim managementem. Sama myśl o tym sprawiała, że szczęka mu się zaciskała, jakby ktoś już teraz próbował odebrać mu coś, co słusznie mu się należało.
Niestety, ostatnie miesiące pochłonęły go bez reszty na planach filmowych i serialowych – jego grafik wyglądał, jakby szykował się na wojnę, nie na kolejny sezon popularnego serialu. Nie miał czasu na pojedyncze koncerty, a co dopiero na całą trasę, i to nie tylko w obrębie Toronto. Od dłuższego czasu nie napisał żadnego nowego kawałka, więc nie miałby nawet z czym pojechać, żeby zareklamować album albo chociaż jeden solowy singiel. A jednocześnie wciąż wiązały go kontrakty, wciąż miał fanów, którzy znali go głównie z muzyki, i nie mógł pozostać wobec nich bierny.
Kiedy więc jego agent po raz pierwszy rzucił propozycję supportowania kogoś, Art nawet nie chciał tego słuchać. Wolał skupić się na pracy, na czymś, co faktycznie posuwało jego karierę do przodu. Ale gdy dowiedział się, że chodziło o Bambi, o finał jej trasy odbywał się w Toronto, po chwili namysłu się zgodził. Dawno nie mieli okazji razem poszaleć na scenie, a popularność NOIRA przysłużyłaby się także jemu – choćby przy okazji.

Nawet jeśli nie miał zbyt wiele czasu na treningi, musiał ich kilka odbyć. Nie mógł zawieść – nie tylko swoich fanów, co bardziej siebie samego. Między kolejnymi nagrywkami do odcinków serialu, przymiarkami kostiumów na plan, sesjami zdjęciowymi i niekończącymi się spotkaniami promocyjnymi wciskał godzinne lekcje wokalne późnym wieczorem, kiedy większość ludzi już dawno spała. Instruktor tańca przyjeżdżał do niego czasem o szóstej rano, zanim jeszcze musiał być na planie, żeby odświeżyć podstawowe układy, które kiedyś wychodziły mu bez zastanowienia, a teraz wymagały odrobiny więcej skupienia. Nie były zardzewiałe – wciąż potrafił zatańczyć niemal wszystko, co mu pokazano – ale na pewno nie był w swojej najlepszej formie, a to było coś, czego nie znosił u siebie najbardziej.
Godzenie jednego z drugim bywało wykańczające. Sen stał się luksusem, na który rzadko mógł sobie pozwolić, a niejedna impreza czy wydarzenie towarzyskie zostały skreślone z jego kalendarza bez większego żalu, choć niektóre z tych rezygnacji odbiły się na jego relacjach z ludźmi, którym obiecał się na nich pojawić.
Persony, które znały go lepiej – a takich było niewiele – widziały głównie zadufanego w sobie gwiazdora, ciętego, nieprzyjemnego, zawsze z czegoś niezadowolonego. Rzadko kto dostrzegał, ile wysiłku wkładał w to, żeby nie zawieść nikogo, kto na niego liczył, i ile kosztowało go utrzymanie tej iluzji wyluzowanego gościa, którą prezentował na każdym kroku.

Dzień koncertu był dla niego wyjątkowo stresujący. Przerwa zrobiła swoje. Miał wystąpić przed pięćdziesięcioma tysiącami ludzi – to było duże wydarzenie, które ściągało tłumy nie tylko z Kanady, ale i z pobliskich amerykańskich stanów. Wiedział, że część z nich przyjechała nie tylko dla dziewczyn, ale i dla niego. W ostatnim czasie zobaczenie go na żywo śpiewającego swoje największe hity stało się nie lada wyzwaniem. Był jak rzadki Pokémon, który pojawiał się tylko od czasu do czasu, i każdy liczył, że go schwyta.
Ostatnie poprawki w kostiumie, makijaż, rozgrzewka głosu, żeby nie zacząć piszczeć w połowie utworu. Przestrzeń przed sceną zaczęła się zapełniać – w tłumie widać było fanów z glowstickami, w przebraniach, z kolorowym makijażem, czasem z podobiznami swoich idoli na koszulkach. Pomyślał przez moment, że skala finałowego występu NOIRA przypomina raczej festiwal muzyczny niż zwykły koncert. Choć czy cokolwiek w ich występach było kiedykolwiek zwyczajne? Na to pytanie nie potrafił jednoznacznie odpowiedzieć.
Serce biło mu odrobinę szybciej niż zwykle – nie ze strachu, ale z tej znajomej, uzależniającej mieszanki adrenaliny i oczekiwania, która towarzyszyła mu przed każdym wyjściem na scenę, bez względu na to, ile już ich miał za sobą.

Wokeness means nothing to me. I was born woke.

To on otwierał dzisiejsze wydarzenie. Zgasły światła. Tancerze wyskoczyli na scenę. Wszystko zamarło na moment w bezruchu. Potem pojawił się w mroku odwróconych reflektorów. Z tłumu dobiegły piski, okrzyki, gwizdy i entuzjastyczne skandowanie jego pseudonimu. Rozległa się muzyka, tancerze rozpoczęli choreografię, a on zaczął śpiewać swój najpopularniejszy utwór. Ludzie zaczęli skakać, tańczyć, podnosić glowsticki w powietrze. Pomyślał, że cholernie mu brakowało tej energii. Kochał grać na planach filmowych i widzieć swoją twarz na srebrnym ekranie, ale nic nie mogło zastąpić uczucia, gdy wychodziło się na scenę i widziało swoich fanów na żywo.
Ich style różniły się diametralnie. On był typowym k-popowym piosenkarzem, biegającym po scenie ze swoimi tancerzami. One były o wiele mroczniejsze, cięższe brzmieniowo i estetycznie. Ale w jakiś sposób się dopasowywali.
Dzisiaj dostosował swój styl pod dziewczyny z NOIRA – długi płaszcz, sporo czerwieni w dodatkach, także w soczewkach kontaktowych, ale wciąż z błyskiem brokatu i cekinów gdzieś pod spodem. Azjatyckie supporty wyglądały inaczej niż te zachodnie – nie grały swoich kawałków przed głównym artystą wieczoru, tylko po to, by zejść ze sceny i całkowicie ją oddać następcy. Zaczynał sam, by później w widowiskowy sposób zaprosić dziewczyny, przez jakiś czas wciąż z nimi śpiewając i tańcząc, głównie ich utwory, aż powoli zaczynał przygasać, skupiając się na tworzeniu tła, oddając uwagę reflektorom skierowanym na NOIRA. Został z nimi także podczas pierwszej przerwy na rozmowę z widownią, by wymienić z Bambi kilka żartów i zanucić z fanami fragmenty ich najpopularniejszych piosenek. Dopiero gdy dziewczyny przeszły do finałowej, bardziej intymnej części występu, zszedł ze sceny, dając im czas na pożegnanie z publicznością.
Pojawił się jednak jeszcze raz na tej niezaplanowanejzaplanowanej piosence na sam koniec, gdy tłum wiwatował, domagając się jeszcze jednego utworu.
Musiał przyznać, że świetnie się uzupełniali na scenie. Ta kombinacja przypadła fanom do gustu. Lekka kokieteria między nim a Bambi sprawiała, że cały stadion w jednej chwili zamieniał się w rozhisteryzowany tłum, mdlejący na samą myśl, że wokalistkę NOIRA i Arta coś łączy.
Po wszystkim poczuł, jak piekielnie był zmęczony. Nie dość, że dłuższa przerwa skutecznie przycięła mu skrzydła, to jeszcze nie sądził, że będzie mu aż tak trudno dotrzymać kroku dziewczynom. Potrzebował złapać oddech. Pozwolił sobie na chwilę relaksu, gdy zmywano mu makijaż sceniczny i przebierał się w coś wygodniejszego, przygotowanego na afterparty po koncercie. Początkowo nie planował się tam pojawić – jego grafik na to nie pozwalał. Ale na całe szczęście jego agent i jego magiczne umiejętności sprawiły, że jutrzejszy dzień miał wolny. Dzięki temu ostatecznie przyjął zaproszenie od dziewczyn z zespołu, choć ciało bolało go w miejscach, o których istnieniu dawno zapomniał.

We all deserve an alcoholiday.

Podziwiał ją za to, że nawet po tak intensywnym dniu miała tyle energii, by skakać i zabawiać każdego, kto pojawił się na jej drodze. Doskonale wiedział, że to był zaplanowany akt, wyćwiczona fasada gwiazdy, która musiała być zawsze na sto procent, nawet o północy, nawet wykończona. Mimo to był pod wrażeniem.
Sączył w samotności kolorową tequila sunrise. Potrzebował przerwy od pytań, rozmów, ludzi, którzy chcieli, żeby poświęcił im choć kilka minut swojego czasu. Był lekko przebodźcowany. Wtedy zauważył Seungyeon nadciągającą w jego kierunku. Szybko założył swój firmowy uśmiech i pomachał w jej stronę, by po chwili zostać wciągniętym w transmisję na żywo.
CZEŚĆ WSZYSTKIM! Jak się bawicie z najlepszą pod słońcem Bambi?! Podobał wam się koncert? Dziewczyny z NOIRA to był dzisiaj prawdziwy ogień! – jego entuzjazm nie mógł być bardziej sztuczny, ale przez to, ile ról już w życiu odegrał, nikt nie potrafił się w tym połapać. Wyglądał i zachowywał się jak ktoś, kto naprawdę chciał wejść w interakcję z fanami dziewczyn. Nawet jeśli miał ich kompletnie gdzieś.
Na koniec posłał buziaka do kamery telefonu, gdy zaczęły padać propozycje matrymonialne. Zwyczajnie ich nie skomentował.
Gdy kobieta wyłączyła telefon, wrócił do swojego klasycznego ja i poklepał miejsce obok, zanim Yeon zdążyła zaproponować wyjście na papierosa.
Palenie w końcu rozpieprzy ci struny głosowe – opieprzył ją, choć prawdopodobnie pamiętała, jak wielkim przeciwnikiem wszelkiej maści papierosów był, gdy chodziło o piosenkarzy. – Coś w tym może być. Gdy patrzę w twoje oczy, widzę w nich roztańczone drinki z palemką.
Pokiwał głową z zażenowaniem, ale nie mógł się z nią nie zgodzić. Ich koncert był zjawiskowy. Gdy uciekł od tłumu na afterku, zerknął na kilka rolek na Instagramie, które zdobywały ogromny rozgłos. Na wielu z nich pojawiał się on, chwalony za to, że po tak długiej przerwie wrócił na scenę i sprawił, że ten konkretny koncert NOIRA był aż tak wyjątkowy.
Odjebałyście kawał dobrej roboty. Dawno nie widziałem tak rozszalałego tłumu – padło z jego ust, co było dosyć rzadkim zjawiskiem. Nie chwalił ludzi. – Yeon, uważaj sobie, bo jeszcze pomyślę, że mnie bezczelnie podrywasz. Po dzisiejszym wydarzeniu hashtag z naszym shipem jest w topce na portalach społecznościowych.
Pokazał jej na swoim telefonie kilka filmików stworzonych przez fanów, w których na scenie tańczą obok siebie. Wszystkie z dodanymi serduszkami i bardzo sugestywnymi opisami.
Chodź, wyjdę dotrzymać ci towarzystwa. Potrzebuję trochę świeżego powietrza – zsunął się ze swojego siedziska, złapał za drinka i bez większych oporów chwycił kobietę za rękę, by poprowadzić ją przez grupki chichoczących się ludzi na balkon z widokiem na miasto.

Seungyeon Han
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ The Kingsway”