ODPOWIEDZ
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Wracała z pracy pieszo. Ostatnio wpadła na genialny pomysł, żeby brać na siebie zdecydowanie za dużo. Przyjmowała i wciskała w kalendarz każdą klientkę, która tylko poprosiła, która użyła tego magicznego bo mi tak bardzo zależy, przez co od tygodnia siedziała w salonie od piątej trzydzieści do dwudziestej drugiej minimum. Sama czuła, że przesadzała. Organizm niejednokrotnie błagał ją wręcz o odrobinę rozsądku, ale Norweżka zdawała się być głucha na wszystkie te mniej lub bardziej subtelne sygnały.
Co z tego, że dzień wcześniej prawie zasnęła za kierownicą? Rozwiązaniem tego problemu, jak się okazało, wcale nie było wyspanie się, a… zrezygnowanie z samochodu i powrót do domu spacerkiem. Oczywiście mogła pomyśleć o Uberze bądź komunikacji miejskiej, ale istniało ryzyko, że zaśnie również tam, lądując na jakimś końcowym przystanku, o którego istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Ewentualnie, w mniej optymistycznej wersji, obudzi się już gdzieś w lesie, przykryta liśćmi i zakopana pod płaczącą wierzbą.
Dlatego uznała, że spacer będzie zdecydowanie najbezpieczniejszą opcją.
Przynajmniej tak długo, jak długo nogi pamiętały, dokąd właściwie miały ją zanieść. Buła również opcja w postaci poproszenia Dantego, żeby po nią przyjechał — w końcu samochód został na podjeździe, a kluczyki na stoliku w salonie — ale wspaniałomyślnie uznała, że nie chce zawracać mu głowy, więc przystała przy pierwotnym planie zakładającym spokojny powrót pieszo. Nawet deszcz, który wbrew zapewnieniem prognozy pogody o pięknym, bezchmurnym wieczorze, zaczął delikatnie mrzeć z nieba, nie sprawił, że zmieniła zdanie.
A była naprawdę wykończona. Fizycznie, psychicznie… bo przecież znikąd w jej życiu musiał pojawić się jej licealny koszmar. Wstawiła tylko zdjęcie. Wydawało jej się, że całkiem dobrze na nim wyszła, w końcu od dawna słyszała, że miała naprawdę śliczny uśmiech i może — trochę nieskromnie — liczyła, że właśnie tego typu komentarze zobaczy pod tą fotką, ale nie. Musiał pojawić się on. I kiedy myślała, że wreszcie udało jej się go odpowiednio zgasić… odkopał jej numer telefonu. I choć w końcu przestał pisać, to ręce trzęsły jej się cały wieczór. Wróciły wspomnienia ze szkolnych lat, to całe psychiczne znęcanie, o którym nikomu nigdy nic nie powiedziała, twierdząc, że przecież świetnie sobie poradzi z tym sama. Dlatego ani Dante, ani jej tata nie mieli bladego pojęcia przez co przechodziła niemal przez całe liceum.
Ale te czasy już dawno minęły. Dlaczego więc… dlaczego więc znów się pojawił? I dlaczego znów to ona stała się jego celem do mało przyjemnych zabaw?
Migająca pomarańczowa dłoń pojawiła się na sygnalizatorze, ale licznik pokazywał pięć sekund do pojawienia się jej stałego odpowiednika. Nim jednak Elsa dotarła do przejścia, wspomniana dłoń zamieniła się w swój stały odpowiednik, a przez zbierający na siłę deszcz, który skutecznie rozmazywał dziewczynie widoczność, dziewczyna nie dostrzegła tej zmiany, wchodząc pewnie na przejście.
Pisk opon, oślepiające światło reflektorów motoru…
Serce podskoczyło jej do gardła, a ciało zareagowało szybciej niż myśli. Gwałtownie odskoczyła w bok, próbując zejść z toru jazdy, podczas gdy kierowca chyba dosyć instynktownie nacisnął hamulec. Maszyna zatrzymała się niedaleko niej, dosłownie kilkadziesiąt centymetrów, a drżące ze strachu nogi odmówiły posłuszeństwa — upadła na kolana. Opuściła swoją fioletową głowę i wzięła kilka głębokich, szybkich oddechów.
Chyba żyła.
Jeszcze… żyła.

levi shelby
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

at night the city grows
look at the horizon glow

Nie był raczej mściwą osobą, która szukała powodów do vendetty tam, gdzie ich nie było. Psem ogrodnika, który sam nie chciał, ale innemu też by nie oddał? Tym zdecydowanie tak. Shelby kochał kontrolę, a kiedy ją tracił, miał wrażenie, że ziemia rozchodzi mu się pod nogami we wszystkie możliwe strony. Ale anyways... bo zbaczamy z toru, eh? Wracając do sedna… po wczorajszej rozmowie, a raczej wymianie zdań czy tam wiadomości z niejaką Eriksen, czuł się niczym pan i władca. Kładł się spać ze świadomością i uśmieszkiem na twarzy.. no bo po pierwsze, nie podbił jej jeszcze bardziej tego cholernego zdjęcia na instagramie, a po drugie, zostawił jej ostatnią wiadomość na odczytanym.

W K U R W I A Ł A
G O
N I E S A M O W I C I E

Zadziwiające, że po takim czasie nadal potrafiła wzbudzać w nim aż tak silne emocje, co nie? Minęły przecież lata od liceum i od momentu, w którym ustalił sobie w tej swojej główce, że Elsa Eriksen do końca życia będzie zajmować zaszczytne miejsce w jego osobistym Death Note. Co prawda na razie znajdowała się tam tylko ona, to pieprzone słoneczko z Teletubisiów, które przyprawiało go o ciarki, bo ugh, no nie mógł na nie patrzeć, i Barney. Ten z bajki, w której jakiś facet przebierał się za fioletową maskotkę, a wszyscy dookoła jeszcze się z tego cieszyli i odwalali jakieś chore kumbaya? Nie no. Nienawidził takich rzeczy.

Tego dnia był na treningu motocrossowym w Montrealu, a potem wracał swoim motorem do Toronto. Pogoda z początku wydawała się całkiem ładna, w słuchawkach leciała muzyczka i ogólnie zdążył już zapomnieć o tej lodowej śnieżynce. Miał zajebibi humorek, nawet kiedy wjechał na bardziej zatłoczone torontońskie ulice, za którymi nie przepadał, bo musiał mieć oczy dookoła głowy. Wspominałam już, że deszcz zaczął coraz mocniej padać? Nie? No to zaczął, ale to na moment nie sprawiło, że jego mood się popsuł, po prostu dalej był czujny no bo jak już wspominaliśmy... drogi tutaj są mega nieprzewidywalne. Jak nie jakiś ćpun na fentanylu, to pseudoinfluencerka, która akurat stwierdziła, że środek jezdni będzie idealnym miejscem na sesję. Na razie jednak los się do niego uśmiechał i…

FuuucUUUCK.

Przeklął w myślach, gwałtownie hamując przed postacią, która pojawiła się przed nim zupełnie znikąd. Pisk opon przebił się nawet przez muzykę dudniącą mu w uszach, a serce momentalnie podskoczyło do gardła. Wyhamował tuż przed nią. Ja pierdolę. Jeszcze trochę i zbierałby kogoś z asfaltu, a tego akurat nie miał w dzisiejszych planach. Ściągnął szybko kask, wyrywając przy okazji słuchawki z uszu, aż zawisły mu na szyi. Oparł motor na stopce i ruszył w kierunku… kobiety, jak teraz zdążył już zauważyć. - Cholera, życie ci niemiłe?! - burknął, zanim przykucnął przy niej, żeby sprawdzić, czy była cała i zdrowa. - Potrzebujesz jakiejś pom… - No kurwa. Zamilkł. Przed nim znajdował się nie kto inny, a pieprzona Eriksen. - No chyba sobie ze mnie żartujesz. - Zmarszczył brwi, parskając śmiechem z niedowierzania. - Ja rozumiem, że nie polubiłem ci zdjęcia, nie podbiłem zasięgów, nie odpowiedziałem na twoją ostatnią wiadomość, ale żeby od razu mnie śledzić i próbować wsadzić za kratki?! - Wyprostował się i odsunął o krok, - Unfuckingbelievable.

Eriksen
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Wydawało jej się, że potrafiła zostawić przeszłość za sobą. Przecież była dorosłą, samodzielną kobietą, która odnosiła sukcesy w branży fryzjerskiej. W końcu nie zajmowała się tylko farbowaniem i ścinaniem mieszkańców dzielnicy, w której mieścił się jej salon. Przyjeżdżali do niej ludzie z całego miasta, nie wspominając o jej udziale w różnych pokazach mody. Ha! Przecież nie tak dawno wróciła z trzy tygodniowego wyjazdu do Włoch, podczas którego była stylistką włosów dla modelek domu mody ECLATÉ! Nie zgłaszała się nigdzie. To główny projektant, a jednocześnie założyciel tej marki, znalazł ją i skontaktował się w sprawie owej współpracy.
Ale spełniała się nie tylko zawodowo. Przecież wrócili z Dante do siebie, próbując odbudować to, co zepsuło się po jego wyjeździe z miasta, co wydawało się wcale nie takim prostym zadaniem. W końcu zostawił ją bez słowa, pozwalając, aby wyobraźnia podsuwała jej wszelakie scenariusze zmuszające go do tego niemego zerwania. Dała jednak radę i miała wrażenie, że to naprawdę mogło się udać. Nie żałowała danej mu szansy, bo nie była tak szczęśliwa chyba od czasu liceum. A przynajmniej do momentu, kiedy jej oznajmił, że musi wyjechać na rzekomy rok.
No ale skoro potrafiła zostawić za sobą tamten rozdział i zacząć go pisać na nowo… dlaczego nie mogła wymazać z głowy tych okropnych wspomnień związanych z Shelby? Dlaczego wystarczył jeden komentarz z jego strony, żeby każde spojrzenie spode łba, każde wyzwisko bądź nieprzyjemny komentarz, odbiły się echem przeszłości w jej głowie? Powtarzała sobie, że to tylko jednorazowy przypadek. Przestał ją w końcu obserwować na instagramie, na ostatnie wiadomości nie odpisał, a zostawił na odczytanym. Sam musiał dojść do wniosków, że należało dać jej święty spokój. Z pewnością nie mieli się już nigdy więcej nie spotkać.
I gdy tak siedziała na kolanach, wpatrując się w swoje drżące z zimna i strachu dłonie, nie zakodowała pierwszych słów, które kierowca do niej niemalże wykrzyczał. Podniosła wzrok dopiero w chwili, gdy mężczyzna przy niej kucnął i kiedy jej brązowe, sarnie oczy spoczęły na jego twarzy zamarła. Jak sekundę wcześniej miała wrażenie, że serce zaraz jej wyskoczy z piersi, tak teraz zatrzymało się.
Levi.
Modliła się do wszystkich bóstw świata, żeby jej nie rozpoznał. Co prawda, widział jej najnowsze zdjęcie, ale przecież nie musiał mu się jakoś bardzo przyglądać… prawda? A nawet jeśli rzucił mu się w oczy kolor włosów to w końcu żyli w XXI wieku w Toronto — tutaj kolorowe włosy nie były czymś niesamowitym. Zwłaszcza jak się odwiedzało jeden konkretny salon fryzjerski. Jednakże jego kolejne słowa pozbawiły ją wszelakich wątpliwości.
Faen!
— Co…? To… to ty we mnie prawie wjechałeś! Ja byłam pewna, że już dawno siedzisz! — To by wyjaśniało dlaczego od zakończenia liceum nie widzieli się ani razu. Toronto może i było dużym miastem, ale miało klasyczne miejsca, w których mogli się spotkać, czy to w klubie, barze, czy w parku podczas spaceru… — Ty jesteś jakiś nienormalny! Obrażasz mnie na mediach społecznościowych, wypisujesz SMS-y… Ty… ty pieprzony stalkerze! Daj mi spokój! — pisnęła przerażona całą sytuacją, choć naprawdę się starała pokazać, że była ponad tym wszystkim. Bo przecież gdyby się zorientował, że strach odebrał jej możliwość podniesienia się z mokrego asfaltu…

shelby
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”