ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
182 cm
szef kuchni w swojej restauracji
Awatar użytkownika
Take your pills and dance all night, don't think at all, that's the advice. So c'mon, let's try, it's just a taste.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zmiana nie mogła być tak trudna.
Hayden obudził się w doskonałym nastroju. Rozpoczął poranek od szklanki ciepłej wody, na śniadanie zjadł tosta z masłem i pomidorem, a przed wyjściem zostawił dla Cesarego świeżo zaparzoną kawę, całusa w czoło i nie budził kochanka, aby ten mógł się wyspać po wczorajszych mękach.
Taki plan ułożył sobie w głowie, tuż przed snem, nim jego powieki nie opadły, a policzek niemal nie zlepił się z twardą piersią Castelvertiego. Wprawdzie — zbudził się zlany potem w środku nocy. Świeżo wymieniona pościel ponownie nasiąknęła jego zapachem, a włosy, które przed położeniem się spać były jeszcze piękne, teraz znowu polepiły się i powykręcały w każdą stronę. Jego organizm desperacko domagał sie kolejnej dawki, ale Tanner pozostałą część nocy palił papierosy na balkonie i zapijał to czarną herbatą. Dopiero nad ranem udało mu się nieco ostudzić temperaturę własnego ciała, wziąć prysznic, zjeść zwietrzałego, niemal twardego jak kamień palucha chlebowego i wziąć prysznic, który doprowadził go chwilowo do porządku. Miał niewiarygodne szczęście, że jego mężczyzna miał twardy sen, albowiem aż do świtu Hayden walczył z chęcią opuszczenia mieszkania i udania się do dilera.
Nie mógł tego zrobić. Zmiana n i e m o g ł a b y ć tak trudna. Pragnął naprawić ich związek, wyprowadzić restaurację z ruiny i być lepszym człowiekiem. Dla Cesare. Dla Ally. Dla ich przyszłości. Musiał to zrobić, choćby miała to być absolutnie ostatnia rzecz, którą zrobi w życiu. Mózg mężczyzny był tak mocno nastawiony na ratunek, że być może nawet w i e r z y ł w nowy świat, który stworzył. Aaliyah dotrzymała obietnicy i wysłała mu kilka numerów telefonu do ośrodków radzących sobie z uzależnieniami. Nie miał jeszcze odwagi tam zadzwonić, ale dotrwał do rana bez kreski. Na umówione zabiegi stawił się o czasie i nawet był miły dla fryzjerki, jak i dla masażystki. Pozwolił sobie zakryć makijażem cienie pod oczami i nadać blasku twarzy, która po szpitalu i ostatnim paskudnym odżywianiu się, nie wyglądała najlepiej. Nadal nie był w stanie nic przełknąć przez ciągły odruch wymiotny, ale na całe szczęście był w stanie pracować.
Pięknie ubrany, pomalowany, uczesany i wyglądający na wypoczętego zakasał rękawy. Nikomu w restauracji nie mówił o tym, co się wydarzyło. Prędzej zagonił wszystkich do roboty, przypominając o zasadzie wszystkie ręce na pokład i osobiście zajmował się menu poczęstunkowym dla przyszłej młodej pary. Czekała na nich wykwintna zupa krem z białych warzyw z grzankami, dwa rodzaje tatara, faszerowana pieczeń, włoskie makarony i desery, które były jego specjalnością. Zmusił barmana do szczególnego wypolerowania kieliszków, aby mogli wykonać także degustację dań.
I przez cały dzień wysłał do kochanka tylko dwie wiadomości, aby ten się nie martwił, bo Hayden był na m i e j s c u.
Nie zastanawiał się, gdzie był Cesare. Mężczyzna nigdy nie bywał w restauracji od rana, tłumacząc to zwykle swoimi sprawami, a w głowie Tannera nadal odbijały się echem słowa o jego miłości i zaangażowaniu, więc w życiu by nie pomyślał, ze zajmuje się czymś innym, niż biznesem.
Z pewnością nie.
A gdy zbliżała się odpowiednia godzina spotkania, pozbył się fartucha, poprawił włosy, zapalił papierosa i wyszedł na główną salę, z przyklejonym do ust uśmiechem czekając na kochanka i gości.
Cześć, skarbie. Przygotowałem osobną salę, żeby mogli ją obejrzeć i jedzenie też jest już gotowe — oznajmił na dzień dobry, układając dłoń na klatce piersiowej kochanka, aby zaraz wspiąć się na palcach i złożyć pocałunek na jego policzku. — Byłeś zajęty?
Niemal doskonale ukrywał to, jak paskudnie się czuł bez narkotyków.

Cesare Castelvetri
lawina
mickiewiczowania nie trawię
42 y/o
For good luck!
188 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W restauracji wszyscy wiedzieli o tym, jak burzliwa była relacja dwójki właścicieli, ale nikt nie był na tyle głupi, by w jakiś sposób ją skomentować. Choć bez wątpienia wiele szeptali za ich plecami. Cesare wbrew pozorom wierzył w ten lokal i swój związek. Włożył w niego nie tylko bardzo dużo pieniędzy, ale również swojego czasu. Pamiętał, jak z Haydenem leżeli w łóżku i wymyślali najgłupsze możliwe nazwy, a potem z pasją kłócili się o kolorystykę ścian czy wybór lamp. Niemal każdego wieczoru wychodzili zjeść kolację na mieście, by w ten sposób śledzić konkurencję. Stworzyli to miejsce razem niemal zupełnie od zera. Nie raz się przy tym pokłócili, ale bez wątpienia czerpali również wiele satysfakcji.
Cesare naprawdę chciał urzeczywistnić marzenie swojego partnera. Malował ściany. Kupował świeże kwiaty na stoły. Nie mógł określić momentu, w którym wszystko to straciło sens.
Może po prostu się znudził?
Nagle gości zrobiło się mniej. Jedzenie straciło smak. Hayden przygasł, a Cesare patrzył na rosnące straty.
Przyjechał do restauracji ubrany w jasny, lniany garnitur, który idealnie podkreślał wakacyjną opaleniznę. Założył złoty zegarek i łańcuszek, które cały strój czyniły odrobinę bardziej formalnym i jednocześnie ekstrawaganckim. Rozpiął kilka pierwszych guzików białej koszuli, co dodało całości nonszalanckiego uroku. Doskonale wiedział, jak zrobić perfekcyjne pierwsze wrażenie. Kupował sobie sympatię bez wysiłku. Jednym uśmiechem. I bezczelnie wykorzystywał ten urok osobisty, na który ludzie nie potrafili pozostać obojętni. Prawdopodobnie dlatego tak nonszalancko obchodził się z cudzymi emocjami.
Wszedł do lokalu, rozpinając guzik marynarki. Nadstawił policzek do pocałunku, układając dłoń na biodrze swojego kochanka. Odsunął się od niego o krok, ale nie zabrał ręki. Musiał mu się przyjrzeć. Objął jego sylwetkę spojrzeniem, a następnie z leniwym zadowoleniem skinął głową.
Hayden w końcu wyglądał tak, jak powinien.
Dziękuję, kochanie — mruknął, przyciągając go do swojego boku i zmierzając w stronę sali. Po drodze przywitał skinieniem głowy resztę załogi. — Miałem kilka rzeczy na głowie — skłamał gładko — ale widzę, że doskonale sobie beze mnie poradziłeś.
Rozejrzał się po czystym i eleganckim wnętrzu, które bez wątpienia robiło wrażenie. Choć pogoda za oknem była dość ponura, to jednak w środku panował środek lata. Jasne światło, drewniany parkiet, duże okna i ogromna ilość kwiatów robiły wrażenie, a choć sam wystrój był dość oficjalny to jednocześnie ciepły. Zrezygnowali z cienkich, białych obrusów czy pokrowców na krzesła, które wyglądały tanio. Obok talerzy znajdowały się materiałowe serwetki w złotych klipsach.
Mam dla ciebie coś specjalnego z tej okazji — dodał, wręczając mu małą torebkę prezentową i całując w czoło. Hayden nie miał okazji przekonać się, co znajdowało się w środku niewielkiego pakunku, ponieważ w rozmowę wkradł się odgłos otwieranych drzwi. Małe pudełko zawierało drobną, złotą bransoletkę. Kolejną do rosnącej kolekcji biżuterii Haydena.
Cesare kupował mu błyskotki zazwyczaj z poczucia winy, jakby nie wiedział, że grzechów nie dało się odkupić pieniędzmi.
Chodźmy się przywitać — zaproponował, prowadząc Haydena w stronę wejścia, gdzie czekała na nich młoda para. Obydwoje mieli może nieco ponad dwadzieścia lat, ale całkiem sympatyczne uśmiechy. Cesare natychmiast przywitał się z nimi wylewnie, zapraszając do środka.
Poprowadził ich od razu w kierunku przygotowanej na tę okazję sali.
Cieszę się, że państwo dotarli — zaczął, roztaczając ten swój nieodparty urok z cudownym uśmiechem i błyskiem w oku. — Pogoda dzisiaj nam nie sprzyja, może w takim razie macie ochotę się czegoś napić?
— Latte? — Mary zwróciła się do niego nieśmiało. Cesare skinął głową, a następnie zerknął w kierunku pana młodego, który w idealnej, blond fryzurze i postawną sylwetką robił fenomenalne wrażenie.
— Zwykłą.
Latte, czarną i dwa razy espresso dla nas — zwrócił się do Lacoste, który chwilowo musiał również zastępować zwolnionego kelnera. — Do tego tiramisu? — zaproponował wesoło i wskazał stolik, przy którym mogli wszyscy razem wygodnie usiąść. Milczące skinienie panny młodej potraktował jako potwierdzenie.
W oczekiwaniu na kawę prowadzi z wprawą lwa salonowego swobodną konwersację, zadając pytania o plany na podróż poślubną oraz to jak młoda para się poznała. Już po pięciu minutach tej rozmowy Mary była w nim zakochana, a jej przyszły mąż nawet lekko się uśmiechnął, gdy z przejęciem opowiadała czarującą historię, jak nieudolnie podrywa ją na pierwszej szkolnej dyskotece.
— To tiramisu jest przepyszne — stwierdził David. Była to pierwsza rzecz, którą otwarcie pochwalił. Cesare uśmiechnął się szeroko.
Akurat desery są w całości zasługą Haydena. Jak zresztą będzie wasze menu, jeśli się zdecydujecie w tym wyjątkowym dniu świętować w naszym lokalu.

hayden tanner
31 y/o
For good luck!
182 cm
szef kuchni w swojej restauracji
Awatar użytkownika
Take your pills and dance all night, don't think at all, that's the advice. So c'mon, let's try, it's just a taste.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hayden bardzo długo szukał w swoim życiu celu. Próbował różnych pasji, rozpoczynających od dziergania, kończąc na podnoszeniu ciężarów i nic nie potrafiło go zainteresować na dłużej. Zachowywał się niemal jak zagubione dziecko, które ma mnóstwo zajęć dodatkowych i ciągle zmusza rodziców do kolejnych, jakby jazda konna miała magicznie zaradzić na deficyt uwagi i wszechobecnie odczuwane beznadziejności. Pomysł o restauracji przyszedł do niego znienacka — pamiętał, że był to środek nocy, na kolejnych, drogich wakacjach, gdzie obserwował, jak kochanek popija drogie wino i doszedł do wniosku, że jest jedna rzecz, w której jest rzeczywiście dobry.
Gotowanie.
Zakładał, że był to rodzaj wrodzonego talentu, nad którym nigdy nie musiał szczególnie pracować. Szlifował swój talent za pomocą miłości, albowiem jedzenie lądujące na talerzu zawsze pochodziło z ciepłego serca, aby ugościć tych, którym je podawano. Nie trzymał się sztywnych ram książek kulinarnych, a większość przepisów doskonalił we własny sposób, dzięki czemu były unikatowe i rozpieszczające podniebienie. Kiedy ktoś gotował w jego kuchni, Hayden był surowym szefem i zawsze czegoś dodawał, aby smak był pełny i idealny, niemniej nikt nigdy nie wyszedł z jego kolacji niezadowolony.
Cesare spełnił jego marzenie. Choć postawienie czegoś na n o g i, co z góry było spisane na straty było trudne, tak Tanner urabiał się po łokcie. Były momenty, w których nawet wkładał mniejszą uwagę w jego miłość do kochanka, tak przejęty losem ich restauracji i wspólnego biznesu. Wielka szkoda, że jego zapał przeminął, gdy Castelverti w tym samym czasie rozpieszczał innych mężczyzn, a gdy Hayden się w końcu dowiedział, wrócił do swoich destrukcyjnych skłonności.
Tym razem stała przed nimi jednak nowa szansa. Kolejna z wielu, ale Hayden naprawdę chciał wyprowadzić biznes z ruiny.
Restauracja za mną tęskniła, Lacoste też — stwierdził wesoło, posyłając figlarne spojrzenie starszemu mężczyźnie, który jedynie wywrócił oczami na kaprys młodszego szefa. — Na pewno się zgodzą — dodał, albowiem nie bez powodu tak bardzo się starał z dzisiejszym menu degustacyjnym i standardowymi posiłkami z karty, aby nie określić tego dnia jako udany. Cesare wyglądał doskonale. Perfekcyjnie pasował do ciepłego, pełnego świeżych kwiatów wnętrza, urywając się rodem ze słonecznej Hiszpanii. Jego facet miał wrodzony talent do zaskarbienia sobie ludzkiej uwagi i sympatii, podczas gdy Hayden był tym nieco bardziej wycofanym, milczącym i ozdabiającym jego bok. To mu jednak pasowało, bo w centrum uwagi lubił być tylko w oczach ukochanego, gdy rozkręcał kolejną awanturę. — Tak? Dziękuję, skarbie — uśmiechnął się, przejmując wdzięcznie designerską torebkę. Złożył jeszcze jeden pocałunek na policzku mężczyzny, nim nie schował pakunku za barowy blat, zamierzając zająć się prezentem trochę później.
Pozwolił przejąć Cesaremu pałeczkę, dokładnie tak, jak zawsze. Hayden odzywał się tylko w sprawach bezpośrednio restauracji, nie potrafiąc utrzymać small talku związanego z pogodą, czy słodką historia o poznaniu się pary młodej. Milcząco wypił espresso i kawałka tiramisu nawet nie tknął, doskonale wiedząc, że od słodyczy momentalnie jego żołądek by się skręcił, a on skończyłby wymiotując. Starał się jednak uśmiechać do młodej kobiety, zdecydowanie dopasowywujac się energią do jej ukochanego. Oczy mu się jednak rozświetliły na pochwałę deserów i posłał wdzięczne spojrzenie kochankowi, nim odchrzaknal.
Cieszę się, że wam smakuje. Przygotowałem przykładowe menu do degustacji, które moglibyście ująć podczas wesela, jeśli oczywiście podejmiecie decyzję. Porcje degustacyjne już czekają, więc pozwolę sobie… — machnął ręką w kierunku drzwi do kuchni, uśmiechając się sympatycznie i wówczas wstał, aby zagonić Lacoste do podawania dań. Wrócił na swoje miejsce, by móc z pasją opowiedzieć o najlepszej jakości składnikach i procesie gotowania, a także możliwości modyfikacji menu pod osobiste gusta pary młodej. — Posiadamy też szeroką opcję wyboru win. Najlepsze pozycje, sprowadzane głównie z Francji i Włoch, ale odejdzie wam również problem alkoholu zamawianego z hurtowni — zachęcił, gdy przyszłe małżeństwo kosztowało powoli potraw. Wypiął nieco dumnie pierś, przelotnie zerkając na swojego ukochanego, aby sprawdzić jego zadowolenie i ocenę tego, jak Tanner się dzisiaj zachowywał.
W dalszym ciągu szukał jego potwierdzenia, atencji i zgody, albowiem tylko to mogło go utrzymać przy całym planie na zmianę.
Czy jesteście w stanie wstępnie zarezerwować dla nas termin? Mamy jeszcze umówione inne spotkania, ale myślę, to dobra oferta — odezwała się niepewnie Mary, zerkając także na potwierdzenie u swojego narzeczonego, na co Hayden tylko drobno się uśmiechnął.
Oczywiście. Nie możemy dać za dużo czasu na decyzję, bo to dość oblegany termin, rozumiecie — iskra w jego oku zatańczyła swobodnie, łagodnie ukrywając kłamstwo, którym właśnie karmił ich Hayden. Byli w końcu jedyną parą w ostatnim czasie, która rzeczywiście zainteresowała się imprezą okolicznościową w ich lokalu, czego nie musieli wiedzieć. — Jak wygląda nasz kalendarz, skarbie?
Wspólnie byli doskonałym duetem.

Cesare Castelvetri
lawina
mickiewiczowania nie trawię
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimmo's Place”