Narkomania, wulgaryzmy, nawiązania do samobójstwa, przemoc seksualna, wspomnienie morderstwa
Kochałem cię całym sobą, ale to już koniec naszego małżeństwa, Nadia. Zostań sama w tym burdelu, ja już to pierdole, nie mam siły! Jutro mnie już tutaj nie zobaczysz! Tylko nie skrzywdź tego dzieciaka, dopilnuję, żeby trafił pod moją opiekę. Nie dam ci zniszczyć mu życia. Wystarczy, że rozpierdoliłaś swoje.
Kochałem
Jutro mnie tu nie będzie.
Nie kłamał. Następnego dnia spakował swoje rzeczy i wyprowadził się z domu, zostawiając nieletniego syna pod opieką matki uzależnionej od narkotyków, alkoholu i prostytucji. Cisza w domu, gdy
Nadia spała całkowicie odcięta od rzeczywistości okryta ciepłym kocem, zdawała się krzyczeć. Nie pamiętał ile dokładnie miał lat; był tylko dzieckiem pochodzącym z patologicznej rodziny, a takich nikt nie brał na poważnie, choć wszyscy krzyczeli o sprawiedliwości. Najgorszy był moment powrotu do domu. Po przekroczeniu progu rozpalał wieczorem światło w salonie (to ciemniejsze, żeby cokolwiek zobaczyć), żeby przedrzeć się do kuchni przez leżące na podłodze puszki po piwie, paczki po fajkach i tabletki nasenne, które tak lubiła brać, bo narzekała, że po odejściu męża nie potrafi bez nich funkcjonować.
(Jasne.)
Szczerze mówiąc — wolał ją, gdy spała. Nie jęczała. Nie czepiała się. W domu pozbawionym ciepła już nawet ta krzycząca cisza była znacznie przyjemniejsza niż podniesiony głos matki tłukącej szklanki z wściekłości i bezsilności. Z początku ignorował jej krzyki. Z początku sam wybierał ciszę, bo wolał przeczekać największy wybuch. Wycofywanie się z otwartego konfliktu było prostsze od brania w nim udziału. W końcu był
nikim, niechcianym problemem — zupełnie jak jego rodzeństwo, które zostało powołane na świat przez nieumyślność rodziców. Do pewnego momentu wierzyli, że drugie dziecko uratuje ich związek — kurwa, jaki to był błąd. Najgłupszy z możliwych sposobów na ratowanie małżeństwa. Może przez pierwsze miesiące po porodzie było
super, dopóki nie przyszedł pierwszy kryzys, pierwsze załamanie, kolejny upadek. Kolejna wizyta w szpitalu psychiatrycznym i leczenie z alkoholizmu, które tak naprawdę nigdy nie miało przynieść skutku. Odwyk matki dawał tylko głupie nadzieje. Zarówno ojciec, jak i jego dzieci wierzyły, że
mama po powrocie będzie sobą — nigdy nie wróciła do dawnej wersji siebie. Przyglądając się jej zdjęciom sprzed piętnastu lat, widział młodą, atrakcyjną kobietę o ciemnych, kręconych włosach. W ciemnych oczach Nadii zawsze tliły się te radosne iskierki i zadziorność, ale... Najwidoczniej ta sama zadziorność i ciekawość świata sprowadziły na nią zgubę. Piętnaście lat. W porównaniu ze zdjęciami, na których widział człowieka z krwi i kości, jego matka po tylu latach zaczęła przypominać rozkładające się zwłoki. Nie było w niej tej tego życia znanego nam z definicji i słowników. Jej cera była nieprzyzwoicie blada, włosy wiecznie roztrzepane, oczy mętne. Była cholernie chuda, ale wciąż przyciągała do siebie facetów — przestał liczyć sprowadzanych przez nią mężczyzn, którzy mieli zapewnić im szczęście i dobrobyt. Im starszy był, tym częściej patrzył na nich jak na coś, co pobędzie chwilę i zaraz przeminie — kręcił z niedowierzaniem głową, opierając się o framugę drzwi i z bezczelnym uśmiechem zadawał matce proste pytania:
Za tydzień przyprowadzisz kolejnego? Zaczęłaś już ich numerować? A ten wie, że jest dziesiąty, czy jeszcze mu nie powiedziałaś? Chociaż więcej zapłacił niż poprzedni?
Krzywiła się, nabierała czerwonego koloru. Nie wiedziała, co odpowiadać. Po wyjściu swojego kolejnego faceta bombardowała starszego syna pretensjami, zrzucając na niego winę za swoje niepowodzenia. W końcu to wszystko wina dzieci, prawda? Bo nie mogła o siebie zadbać, jak wcześniej. Bo nie mogła być szczęśliwa. Bo została uwięziona. Bo po ciąży przestała wyglądać tak atrakcyjnie. I zapewne znalazłoby się więcej tego szamba, lecz większość obelg postanowił wyrzucić z pamięci. Wystarczająco zszargała mu samoocenę; przecież wiedział, że w jej oczach był nikim. Młodym chłopakiem, który po ukończeniu szesnastu lat mógł iść do pierwszej pracy i trochę dorobić do domowego budżetu, bo przecież ta dorosła kobieta nigdy nie miała siły, ani chęci do pracy. Za każdym razem potrafiła znaleźć świetną wymówkę. W tym czasie, w którym Riven użerał się z matką, ojcu udało się założyć nową rodzinę. Nigdy nie mówił, gdzie poznał nową kobietę. Starał się utrzymywać kontakt telefoniczny ze swoimi dziećmi, ale ze względu na
nową rodzinę nie mógł przejąć nad nimi opieki. Albo może nie chciał? Może jego nowa żona miała tak cudowną rodzinę, że nie chciał wstydzić się za swoje pierworodne dzieci, bo z góry skazał je na porażkę?
(Chujowe życie.)
- Masz już jakiś plan?
- Przedawkować, podciąć sobie żyły, a potem się powiesić.
- Wszystko na raz?
- Żeby przypadkiem nie zostało to zinterpretowane jako wołanie o pomoc.
Zostało zinterpretowane jako głupota. Tamtego wieczora, albo raczej nocy, padał mocniejszy deszcz niż każdego poprzedniego. Ciemnowłosy miał za sobą ciężką noc. Poprzedniego dnia od rana chodził dziwnie struty, niespokojny, spięty — jakby organizm, wbrew jego woli, przewidywał zbliżającą się tragedie. Do pokoju swojej matki zerkał częściej niż zwykle. Zaglądał do niej przed wyjściem do pracy, dzwonił w ciągu dnia, pytając o najgłupsze rzeczy... Wieczorem, gdy wrócił do domu, była w trakcie przygotowywania kolacji. Robiła naleśniki z syropem klonowym, co wzbudziło podejrzenia Rivena i spotęgowało poczucie niepewności. Wtedy była szczera, trzeźwa. Emanowała tym rodzajem ciepła, którego zdążyło się z niej ulotnić lata temu. W przeciwieństwie do młodszego rodzeństwa starszy chłopak czuł się tym zaniepokojony i nie potrafił cieszyć się z tej wspólnej kolacji. Siedząc wtedy przy stole, odniósł wrażenie, że otaczająca ich atmosfera była po prostu ciężka, choć tę ciężkość starano się ukryć pod powłoką radości i śmiechu.
Tej samej nocy obudził go dziecięcy płacz.
Pamiętał, że po wyjściu ze swojego pokoju, zastał swoją matkę z trudem walczącą o ostatni oddech. Próbowała popełnić samobójstwo. Wydzwaniając pod numer alarmowy, kazał młodszemu rodzeństwu iść na górę i nie wychodzić z pokoju, dopóki nie opuści go policja i pogotowie. Jednostki przyjechały szybko. Prawdopodobnie, gdyby nie reakcja Rivena i postępowanie według wytycznych ratownika, z którym rozmawiał przez telefon, ich matka tamtej by nie przeżyła. To był moment, w którym całkowicie się załamał. Z dnia na dzień rzucił szkołę, znalazł lepiej płatną pracę. Zostawił rodzeństwo pod opieką ciotki mieszkającej w Toronto i wyjechał do Nowego Orleanu, bo tam znalazł propozycję lepszej pracy. Utrzymywał kontakt z rodzeństwem, powtarzając, że zamierza wrócić.
I faktycznie to zrobił.
Wrócił bardziej skryty i stabilniejszy emocjonalnie, można by rzec, wyprany z ludzkich cech — ale tylko on ( i pewna dziewczyna) wiedział, co wydarzyło się w Nowym Orleanie i co tak naprawdę go zmieniło.
Ciekawostki
✧ Drażni go każda możliwa forma hałasu. Podniesiony głos dochodzący zza ściany, gwałtowne trzaśnięcie drzwiami czy dźwięk tłuczonego szkła potrafią sprawić, że nagle przerywa to, co robi. Jego ciała reaguje szybciej niż umysł, nawet jeśli rzekomy dźwięk jest tylko dźwiękiem i mu nie zagraża. Jest szczególnie wyczulony na podniesiony głos i odgłosy kłótni. Próbuje rozpoznać ton rozmowy, ocenić odległość, ustalić, czy sytuacja się uspokaja, czy dopiero ma się pogorszyć.
✧ im bardziej coś go porusza, tym mniej po nim widać. Zamiast okazywać emocje, zamyka się w sobie, porządkuje rzeczy wokół siebie i próbuje znaleźć logiczne wyjaśnienie sytuacji.
✧ Krążą plotki, że zarabiał poprzez brudne interesy i wchodził w układy z mafią. Mimo to jest uważany za miłego, acz trochę gburowatego chłopaka z sąsiedztwa. Ludzie mieszkający w okolicy wyrażają się o nim raczej pozytywnie i niewiele osób wierzy w plotki o rzekomych czarnych interesach (ale czy słusznie?)
✧ Pierwsze tatuaże i kolczyki zrobił w wieku piętnastu lat, wyrażając w ten sposób swój
bunt wobec świata. Coś, co miało być jednorazową zachcianką, stało się częścią jego życia. Aktualnie ma cztery dziurki w prawym uchu, jedną w lewym i rozrzucone losowo po całym ciele tatuaże.
✧ Potrafi godzinami siedzieć zamknięty w swoim pokoju i szkicować. Niewiele mu potrzeba do szczęścia, tylko świętego spokoju, kilku kartek, ołówków, biurka i wygodnego siedzenia. Mimo zimnego usposobienia ma dość bogatą wyobraźnię i coś na wzór wrażliwości, którą przelewa na papier. Rozmawiać o emocjach nie potrafi. Wszystko traktuje z dystansem, ale to, co przeżywa wewnętrznie, jest tylko częścią jego skomplikowanej osobowości.
✧ Potrzebował kilku lat, by z choleryka stać się flegmatykiem. Zmiana zachowania została na nim wymuszona przez niesprzyjające okoliczności. Stara się nie wracać do swojego życia w Nowym Orleanie ani do tego, co działo się w Toronto przed jego przeprowadzką. Jak można się domyślić — niewiele o sobie mówi, ani nie porusza tematów swojej rodziny. Ostatecznie nie ma powodów, żeby się nią chwalić.