ODPOWIEDZ
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

002
she's a fire sign and I don't really know what that means
I'm a cold night and I wanna be close to the heat

{outfit}


Ich całkiem przestronny dom zdaje się nagle skurczyć do niekomfortowego rozmiaru. Nie jest w stanie przejść przez salon tak, by nie wpaść lub po prostu otrzeć się o któregoś z gości. Wciąż wydaje mu się zaskakujące, że Sage zna każdego z gości z osobna. Nawet tych, którzy są jedynie osobami towarzyszącymi zaproszonych, kojarzy przynajmniej z imienia i jednej anegdotki. Kendall zna tylko najbliższe przyjaciółki (w liczbie dziesięciu sztuk!) Sage i dwie inne osoby. Przynajmniej tak mu się wydaje, bo okazuje się, że zna go więcej osób niż on sam i to nie z historii jego narzeczonej czy ze zdjęć, choć on sam nie potrafi przypomnieć sobie ich imion, skojarzyć twarzy, a już na pewno nie przypomnieć sobie okazji, w jakich ich poznał. Wychodzi na nieuprzejmego i kompletnie niezainteresowanego życiem Sage i nawet jeśli ta kwituje to jedynie wywróceniem oczami w rozbawieniu, wie, że przy okazji najbliższej kłótni, wyciągnie to.
Jest już kompletnie zmęczony nic nie wnoszącym small talkiem, gwarem i historiami opowiadanymi po raz setny przez jej przyjaciółki. Szuka więc sobie wciąż zajęcia i stara się być przydatny. Podaje ludziom butelki z alkoholem, przygotowuje drinki, uzupełnia przekąski. Gdy zauważa Elmo, zamienia z nim parę grzecznościowych słów (Dobrze się bawisz? Potrzebujesz czegoś?), ale trzyma właśnie przygotowanego dla Sage drinka, więc zapoznaje Eliela ze stojącą obok Penny i wraca do swojej narzeczonej. Podaje jej szklankę, a sam siada na podłokietniku fotela i obejmuje ją ramieniem. Sage kładzie dłoń na jego udzie, kończąc opowiadaną przez siebie historię, a gdy w odpowiedzi rozlega się śmiech jej przyjaciółek, unosi głowę do góry, by znaleźć się tuż przy uchu Kendalla.
– Mógłbyś postarać się wyglądać na mniej niezadowolonego – szepcze mu na ucho niby luźno, choć z wyrzutem i wraca do poruszanego akurat przez dziewczyny tematu, nie oczekując jego odpowiedzi. Nic więc nie mówi, po prostu całuje ją w czubek głowy, jakby chciał jej powiedzieć, że spróbuje. I faktycznie nawet stara się parę razy włączyć do rozmowy i może nie wybucha gromkim śmiechem, jak one, ale przynajmniej delikatnie uśmiecha się w odpowiedzi. Bardziej jednak udaje zaangażowanie, niż jest na prawdę zainteresowany rozmową. Czasem się wyłącza, czasem obserwuje sytuację w pomieszczeniu. Przygląda się Elmo rozmawiającemu wciąż z Penny i gdy on sam spogląda na niego, uśmiecha się delikatnie do niego. Dziwnie widzieć go w otoczeniu innych ludzi, tak jakby dotychczas należał tylko do nich. Zawsze spotykali się wyłącznie we trójkę, więc teraz, gdy wśród nich znajduje się więcej osób, wydaje mu się to kompletnie niepasujące. Szczególnie wtedy, gdy całkiem niekontrolowanie pojawia się w jego głowie wspomnienie ich ostatniego zbliżenie i myślenie o Elmo poznającym jego ciało wszystkimi zmysłami, jest kompletnie niewłaściwe wśród wszystkich tych ludzi. Nawet jeśli przecież nikt nie ma dostępu do jego umysłu. Odwraca się więc w kierunku Amandy, która mówi trochę za głośno i za często wplata w wypowiadane przez siebie zdania jakby. Ostatecznie uznaje, że przez chwilę jego duchowej nieobecności, zeszły na temat, przy którym potrafi udawać jakiegokolwiek zaangażowania, więc po prostu rzuca Sage zaraz wracam i wstaje.
Potrzebuje chwilę pobyć z dala od wszystkich tych ludzi, od Sage, która w towarzystwie swoich przyjaciółek jest kompletnie inną osobą i całego tego rozgardiaszu. Wychodzi więc na balkon wychodzący z ich sypialni, po drodze wyjmując ze swojej kryjówki paczkę papierosów i odpala jednego z nich na zewnątrz. Mija ledwie chwila i zauważa, że światło z korytarza wypełnia część ich sypialni, zanim nie zasłania go wysoka i postawna sylwetka Elmo. Nie ma problemu z jego towarzystwem, więc daje mu znać ruchem dłoni, że jeśli ma ochotę, może wyjść do niego na balkon.
– Nie mów o tym Sage. Powiedziałem jej, że rzuciłem – mówi, gdy za Elmo zamykają się drzwi balkonowe. Właściwie jest to prawda, ale aktualnie jest tak zmęczony tą imprezą, że czuję potrzebę, by się wyciszyć i zapalić. To już drugi sekret, który jest tylko między nimi, z wyłączeniem Sage. Wydawałoby się to niewłaściwe, gdyby nie dotyczyło nieszczególnie poważnych kwestii. A może to i tak jest niewłaściwe? Z jednej strony nie ma nic złego w tym, że o pewnych kwestiach rozmawia się z kolegami, ale niekoniecznie z partnerką, ale przecież Elmo nie jest zwykłym kolegą.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

2

the skyline falls as i try to make sense of it all;
i thought i'd uncovered your secrets but, turns out, there's more


{ outfit }


Chaos, którym brzęczy dom Sage i Kendalla, jest dezorientujący. Z jednej strony przytłacza – różnorodność charakterów, nakładające się na siebie głosy, dla Elmo zupełnie obce, donośne śmiechy, przypadkowe dotknięcia, zupełnie jakby znajdowali się w przepełnionym ludźmi klubie – a z drugiej wydaje się dziwnie znajomy. Tego wieczoru bardziej skutecznie niż kiedykolwiek wcześniej Eliel przypomina sobie o tym, jaki był kiedyś. Z zaintrygowaniem rozgląda się po uśmiechniętych twarzach i podsłuchuje tematy rozbrzmiewających dookoła rozmów. W innym wszechświecie (w tym, w którym nigdy nie pozwolił nikomu zamknąć się w szpitalu) chciałby wziąć udział w każdej z nich. Skakałby od człowieka do człowieka, zagadując ich tylko o ostatnie wychwycone z ich konwersacji fragmenty rozmów, rozśmieszałby ich absurdalnością swoich skojarzeń i przed każdym twierdziłby, że „jest fajnie, właściwie to nawet super, ale któregoś dnia muszą omówić to jeszcze raz, najlepiej w Dooly’s, bo mają tam bilarda”.
W pewnym sensie za tym tęskni. Jego uśpiona w tym momencie umiejętność dopasowania się do każdego towarzystwa na pewno sprawiłaby, że lepiej by się tutaj bawił i może nie musiałby udawać, że interesuje go to, co Penny ma mu do powiedzenia o swoich trzech kotach. Elmo zaczyna ten temat z grzeczności, gdy Penny narzeka na swoją brudną od sierści spódnicę, ale kiedy po dziesięciu minutach dziewczyna zaczyna temat kocich alergii i szokujących cen panujących w gabinetach weterynaryjnych, Saynsberry musi co jakiś czas szczypać się w przedramię, żeby przypadkiem nie okazać po sobie znudzenia.
Od kontynuacji rozmowy z Penny ratuje go potrzeba zajścia do toalety. W kolejce do łazienki jednak wcale nie ma czasu odsapnąć; tuż przed nim czekają dwie rozbawione, wyraźnie wstawione dziewczyny. Gdy tylko wyczuwają za sobą jego obecność, odwracają się i wybuchają śmiechem.
Jeny, ty jesteś Elmo!
Serce Eliela zamiera. Jego pierwsze wyjaśnienie tego, skąd te dziewczyny w ogóle znają jego imię, dotyczy jego relacji z Sage i Kendallem; kwestia, o której zdecydowanie nie chce rozmawiać z nieznajomymi.
Nim jego głowa ma szansę skonfrontować się z nagłym, niezrozumiałym strachem i przetworzyć wszystkie informacje, dziewczyna rzuca mu się na szyję. Jej koleżanka śmieje się jeszcze głośniej niż wcześniej.
Chodziliśmy razem do podstawówki, pamiętasz? – pyta z ustami wciśniętymi w jego ramię. Elmo jest tak zaskoczony, że nawet nie przechodzi mu przez myśl ją odepchnąć. – Glamorgan. My byłyśmy w grupie Sage, a ty chyba chodziłeś dwie klasy wyżej, nie? Ale szok! Rozpoznałam cię po włosach! Słodkie są. Zmieniałeś kiedykolwiek fryzurę?
Ciężar osiadły w jego klatce piersiowej znika. W porządku. Wszystko jest w porządku.
Uśmiecha się (jego policzki są dziwnie sztywne) i potakuje. Przez chwilę rozmawia z pełnymi energii dziewczynami – Jennifer i Evelyn – a później, gdy drzwi łazienki wreszcie się otwierają, obie ze śmiechem wchodzą do środka i Elmo zostaje na korytarzu sam. No, nie do końca sam; tuż za jego plecami grupa jakichś chłopaków komentuje ostatni mecz Edmonton Elks i Toronto Argonauts, a na parę kroków przed nim śmiesznie niska dziewczyna rozmawia przez telefon, ale nikt już nie próbuje go zaczepić. Mimo to, proces rozluźnienia się jest na tyle powolny, że nawet kiedy wreszcie wychodzi z łazienki czuje się nieswój. Uderza go imponująca ilość przyjaciół Sage. Kto z nich jeszcze go kojarzy? Kto jest z nią na tyle blisko, że słyszał o gościu, którego Sage i Kenny czasami sprowadzają sobie do łóżka?
Kierując się z powrotem w stronę salonu, zerka na otwarte drzwi prowadzące do sypialni. Parę metrów dalej, na niewielkim balkonie, dostrzega Kendalla. Elmo nawet w mroku jest w stanie rozpoznać zarys jego sylwetki, chociaż kiedy podchodzi bliżej niego zdaje sobie sprawę z tego, że z papierosem w dłoni wcale nie przypomina siebie.
Eliel przymyka drzwi balkonowe i uśmiecha się łagodnie. Na widok Kenny’ego automatycznie przestaje myśleć o wszystkich stłoczonych poza sypialnią osobach. O tym, co mogą o nim wiedzieć również.
Nie powiem – przysięga. – Do tej pory w żadnym momencie nie zagadała mnie o syreny, więc jestem ci to winien – dodaje żartobliwym tonem. Nie postrzega ich małych obietnic jako nieodpowiednich sekretów. Przecież nie chodzi o nic ważnego. – Nie wiedziałem, że można przyjaźnić się z tyloma ludźmi – zagaduje lekko, wciąż uśmiechnięty. – Nie wiem czy mi to imponuje, czy jednak jestem przerażony.
Nie dziwi go to. Sage jest zabawna i miła. Elmo zawsze czuje się w jej towarzystwie swobodnie, bez względu na to, jak dziwny czasami wydaje mu się cały ten ich układ. Pozwala więc sobie założyć, że wobec innych ludzi jest równie przyjazna, co dla niego.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

W głowie wciąż mu huczy od wszystkich tych rozmów, które toczyły się przed jego wyjściem. O byłym chłopaku Annie, z którym okazjonalnie sypia od poprzedniego tygodnia, o kocie Sary, który wczoraj wymiotował trzy razy, a któremu jak się okazuje, nic nie dolega, o szefie Ray, który ciagle mówi na nią złotko i rzuca w jej stronę niestosowne teksty, o dziecku Laury i Frankiego, które tydzień powiedziało swoje pierwsze słowo – niezbyt oryginalne mama. Plączą mu się głosy, twarze i słowa w jedną wielką niezrozumiałą plataninę, której teraz, gdy stoi już spokojnie na balkonie i wszelkie dźwięki dobiegające z salonu są przytłumione, chce się pozbyć. Skupia się więc na trzymanym w ręku papierosie, a gdy Elmo wychodzi na balkon – na nim samym. Na ułożonych chaotycznie włosach, jego ciemnych oczach i delikatnym uśmiechu. Powoli supeł natarczywych myśli się rozluźnia, a tempo ich przepływania się uspokaja. Jak długo może tu siedzieć, zanim Sage zauważy jego dłuższą nieobecność? Tu jest mu tak dobrze i spokojnie. Ani trochę nie spieszy mu się z powrotem do środka.
– Ja nie wiedziałem, że może się tu zmieścić tyle osób. Głowa mi pęka – odpowiada, masując dwoma palcami miejsce między brwiami. Świadomość tego, ile Sage ma znajomych, wcale nie pomogła mu w określeniu tego, czy zaproszenie ich wszystkich do ich domu, jest aby na pewno dobrym pomysłem. Do tego dochodzą osoby towarzyszące i te które znalazły się tam w bardziej przypadkowy sposób, i nagle ich dom staje się niemal mikroskopijnych rozmiarów, w którym trudno przejść z jednego końca pokoju na drugi, a głosy nachodzą się, tworząc potworny szum. Teraz jest już ledwie słyszalny, więc Kenny czuje się znacznie bardziej komfortowo.
Jednocześnie czuje się winny, że narzeka. W końcu to specjalny dzień Sage, jej urodziny, więc najważniejsze powinno być tylko to, że ona jest zadowolona i cieszy się z towarzystwa wszystkich tych ludzi, którzy są dla niej ważni. A on, jako jej narzeczony, powinien po prostu zagryźć zęby i przeboleć to, że jeden dzień jest nieco intensywniejszy niż pozostałe. Nie powinien za to rozważać tego, by pozostać na balkonie z Elmo przez następną godzinę, licząc, że Sage będzie się tak dobrze bawić ze swoimi znajomymi, że nie zwróci uwagi na to, że jej chłopak (i ich kochanek) gdzieś przepadł.
– Penny cię za bardzo nie wymęczyła? – pyta z rozbawieniem i zaciąga się po raz kolejny. Dopiero wtedy się reflektuje i wyciąga w stronę Elmo paczkę na wszelki wypadek, gdyby ten też miał ochotę zapalić. Nie widział go co prawda nigdy palącego, ale co niektórzy robią wyjątek na imprezach, więc nic nie szkodzi zaproponować. – Przepraszam, nie chciałem cię zostawiać samego, a ona akurat stała obok – dodaje, kręcąc głową rozbawiony. Najważniejsze, że ostatecznie udało mu się od niej uwolnić. Teraz mogą sobie posiedzieć chwilę tylko w swoim towarzystwie, takim, które jest znacznie bardziej komfortowe. Co jest o tyle dziwne, że ich relacja wymyka się całkiem prostym definicjom, za to jest jednym wielkim nieokreślonym zamieszaniem. Czy nie powinno im być bardziej niezręcznie, gdy ostatnim razem, gdy się widzieli, badali dokładnie swoje nagie ciała, wyznaczając po nich ścieżki dłońmi i ustami? Czy nie powinno im być trudniej spojrzeć sobie w oczy? A jednak stoją na balkonie we dwójkę i wcale nie unikają swojego wzroku. Nawet Elmo, który zazwyczaj wydaje się nerwowy i spięty, rozmawia z nim luźno, nie uciekając od jego spojrzenia.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Sage i Kendall są od siebie kompletnie inni. Ona – śmiała, głośna, towarzyska i jasna; światło, które wlewa się do pomieszczenia i rozgania panującą w nim ciemność. On – spokojny, skryty, zaplątany w myślach i trochę trudny do wyczucia; twardy cień skrywający się w kątach, szczelinach i innych, trudno dostępnych zakamarkach. Nie da się nie zauważyć kontrastu pomiędzy ich charakterami, ale ta rozbieżność nie jest ani dysharmonijna, ani sprzeczna. Elmo właściwie uznałby ją za powód, dla którego Kenny i Sage są tak dobrze dobraną parą. On hamuje ją tam, gdzie robi się zbyt intensywnie, a ona dopełnia go w miejscach, w których widzi braki. Są dla siebie idealni. Albo przynajmniej na takich wyglądają dla obserwującego ich z boku Eliela.
Zdaje sobie sprawę z tego, że nie wie o nich wszystkiego. Właściwie wie tylko tyle, ile chcą mu pokazać, a ponieważ jest to i tak dużo więcej niż odsłaniają przed nim inne pary znajdujące się w gronie jego przyjaciół, stara się nie wypytywać o nic więcej. Jeśli już czasami zdarza mu się ulec zaciekawieniu, robi to wtedy, kiedy ma obok siebie zarówno jedno, jak i drugie. Poruszanie tematu ich związku tylko przy Kennym albo tylko przy Sage wydaje mu się przekroczeniem już i tak bardzo niewyraźnej i cienkiej granicy, a on nie chce pozwalać sobie na zbyt wiele.
Posyła więc Kendallowi współczujący uśmiech i wsuwa rękę do kieszeni spodni, aby sprawdzić, czy ma tam blister tabletek przeciwbólowych – ratunek, który zwykle zabiera ze sobą wszędzie – ale nie. Musiał wyciągnąć go przed praniem.
Z zewnątrz wasz dom w ogóle nie wygląda na taki, który pomieściłby… ile tu jest osób? – pyta. – Z trzydzieści? – Zawsze miał problem z szacowaniem liczebności tłumów. – Dobra wiadomość jest taka, że za parę godzin znowu zostaniecie sami – kontynuuje lekko. W pewien sposób, choć na pewno dużo mniej uciążliwy, podziela przytłoczenie Kenny’ego; ponieważ jednak zgodzenie się z nim na głos byłoby co najwyżej oficjalnym morderstwem jego cierpliwości, Elmo postanawia go nie nakręcać.
Wspomnienie Penny wywołuje na jego twarzy bardzo konkretny, przepraszający uśmiech; rodzaj, który przywdziewa wtedy, gdy bardzo chce skłamać, ale jednocześnie wie, że prawda odbije się na jego twarzy sama.
Nie przejmuj się. – Macha ręką, a potem, kiedy Kendall wyciąga do niego paczkę z papierosami, automatycznie wyciąga jednego ze środka. Kiedyś palił codziennie. Później urodziła się Lily i Gia kazała mu rzucić. Elmo był wtedy bardzo podobny do Kenny’ego – zamiast spełnić jej prośbę, popalał po kryjomu, a później kompulsywnie mył zęby i jeszcze bardziej obsesyjnie psikał się perfumami. Zastanawia się, czy Weavers robi to samo. – Jest miła.
Nie zamierza powtarzać Kenny’emu wszystkiego, co Penny naopowiadała mu o swoich kotach. Obawia się, że mógłby wtedy niechcący sprowokować jego samobójstwo. Zamiast tego chwyta za zapalniczkę, którą Kendall przekazuje mu chwilę potem i, odpaliwszy papierosa, opiera się o balustradę. Spojrzenie, które zawiesza na Kennym, wygląda na dziwnie poważne, chociaż jest to wrażenie, które niknie, gdy Elmo z namysłem przekrzywia głowę.
Jeśli jest trochę śmielszy niż zwykle, wini za to Penny, która podczas swojego monologu wcisnęła mu do rąk jakiegoś różowego drinka; dobrego, choć na pewno bardzo naszprycowanego alkoholem.
Nie chcę cię pouczać, to ty jesteś masażystą, ale u mnie na ból głowy najlepiej działa masowanie skroni albo… tutaj, nie pamiętam jak to się nazywa? – Przykłada sobie wolną dłoń do miejsca, gdzie po bokach głowy zaczyna się jego linia włosów i zaciska palce na ciemnych kosmykach. – Trzeba pociągnąć i masować. Najlepiej przyciskając do głowy… – Marszczy brwi. Rozluźnia dłoń, odsuwa ją od czaszki i mierzy ją skupionym spojrzeniem. – ...tę część dłoni. – Ruchem brody wskazuje na kłąb kciuka, a potem uśmiecha się i potrząsa głową. – Anatomiczna terminologia zawsze była moją zmorą. – Nie zmieniły tego nawet dwa lata PCP, co absolutnie mogło wiązać się z tym, że zamiast ślęczeć nad książkami, Elmo co wieczór albo spotykał się z przyjaciółmi, albo angażował się w szalone plany poznanych na ulicy nieznajomych.
Gdyby Kenny zobaczył go w tamtych czasach, na pewno by go nie polubił.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Unika głośnych i tłumnych imprez jak ognia. Jeśli z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego powodu znajduje się na takiej, szuka sobie spokojniejszego miejsca. Takiego, gdzie pijani ludzie na siebie nie wpadają, nie próbują przekrzyczeć muzyki i nie zagadują innych, nieszczególnie zainteresowanych kontaktem. Wie za to, że Sage jest właśnie w swoim żywiole. Co jest dla niego zupełnie niepojęte, uwielbia otaczać się ludźmi. Skakać od jednego do drugiego, włączać się w rozmowy z imponującą łatwością, zagadywać ludzi, których kompletnie nie zna, brać udział w głupich pijackich zabawach i bawić się w całym tym hałasie i chaosie. Być może jest jej lepiej bez kuli u nogi, jaką jest jej wycofany narzeczony i może bawi się teraz lepiej, nie myśląc o tym, gdzie jest Kendall i co takiego porabia.
Różnice między nimi są oczywiste i tak wyraźne, że trudno je przeoczyć. Wydają się kompletnie do siebie niedopasowani, ale dotychczas się to sprawdzało. Sage tchnęła w niego nieco życia, a on stał się dla niej oparciem i głosem rozsądku. Wyciągali z siebie to, co najlepsze, korzystając z zupełnie innego punktu widzenia swojego partnera. Od pewnego czasu ma wrażenie, że te różnice stają się dla nich obu coraz bardziej uciążliwe, jakby zaręczyny sprawiły, że zaczęli zastanawiać się nad tym, czy są w stanie z takim podejściem iść przez resztę życia.
Przez większość lubi to, jak czuje się przy Sage. Uwielbia jej chaos, rozczula go jej roztrzepanie i imponuje jej to, jak potrafi sprawić, by każdy z osobna czuł się wyjątkowy. I on też tak się przy niej czuje. To, że są razem też wydaje się wyjątkowe. To zaskakujące połączenie kompletnie różnych od siebie osób nie ma racji bytu, a jednak są ze sobą tak długo i planują wspólną przyszłość. Na dobre i złe. Wciąż nie mają daty, zarezerwowanego lokalu ani czegokolwiek, ale wydaje się jasne, że w końcu Sage stanie przy nim w białej sukni i powiedzą sobie tak. Jest tego pewien, nawet jeśli w jakiś irracjonalny i niezrozumiały sposób całkowicie go to przeraża.
– Aha, może tak być – zgadza się z nim, choć nie zna dokładnej liczby gości znajdujących się w ich domu. Trzydzieści wydaje się jednak całkiem prawdopodobną możliwością. – Tak, sami z całym tym bałaganem – stwierdza z rozbawieniem, równoważąc próbę spojrzenia na sprawę w optymistyczny sposób z twardym realizmem. Może jednak powinien przyjąć nieco bardziej pozytywne nastawienie dla swojego własnego dobra.
Uśmiecha się, kiwając głową, ucinając temat Penny. Mógłby się okazać tak samo nużący jak ona sama. To prawda, Penny jest miła, choć znacznie bardziej pasuje do niej określenie sympatyczna, gdy nie ma w niej żadnej osobowości i cechy charakteru, która ją jakkolwiek wyróżnia. Jest sympatyczna to więc jedyna rzecz, którą jest w stanie o jej osobie powiedzieć.
Zdejmuje dłoń z czoła i uśmiecha się do Elmo. Wcale nie czuje się pouczony, raczej bardziej rozbawiony sytuacją, w której Eliel mówi mu, jak powinno się masować. Kenny co prawda nie specjalizuje się w masażach twarzy, ale co nieco w tej kwestii wie. Pozwala mu jednak powiedzieć wszystko, co ma do powiedzenia w tej sprawie.
– Och okej, panie masażysto! – rzuca ze śmiechem. – Skoro chcesz mnie wygryźć z roboty, to pokaż mi co potrafisz –– uzupełnia i zabiera z jego dłoni papierosa, by miał wolne obie ręce. Muska przy tym jego knykcie chłodną dłonią, a sam przybliża się do niego, tak, że ich głowy dzieli od siebie maksymalnie dwadzieścia centymetrów. – Powinienem się odwrócić? – pyta go, unosząc do góry brwi. Skoro tym razem to on jest pacjentem, czeka na instrukcje od niego.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Większość związków to mimo wszystko kompromisy; duże i małe. Zniesienie imprezy urodzinowej swojej bardzo ekstrawertycznej narzeczonej podpada raczej pod typ małych, chociaż zmęczona twarz Kenny’ego wygląda dość żałośnie. Mimo wszystko Elmo, nawet znajdując się w obliczu chłodnego, realistycznego podejścia Weaversa, dochodzi do wniosku, że on i Sage muszą nie mieć nic przeciwko chodzeniu na ustępstwa, skoro są ze sobą nieprzerwanie od trzech lat.
Bałagan możecie odłożyć do jutra – zauważa lekko. Niezrażona pogoda ducha jest cechą, którą Elmo kieruje się w stosunku do wszystkich oprócz siebie. Kenny musi to zaakceptować. Każdy argument, który wyciągnie przeciwko optymizmowi Eliela spotka się z kontratakiem; okazja jest zbyt ważna, aby Saynsberry sięgnął do głębi siebie i zaproponował Kenny’emu, aby się stąd urwali. Pomijając już fakt, iż pełniąc rolę wyłącznie dodatku w ich sypialni, byłoby to z jego strony kompletnie nie na miejscu.
Nie chce się wymądrzać. Zaznacza to od razu na początku, ale to i tak nie powstrzymuje łagodnego śmiechu Kendalla. Policzki Eliela zabarwiają się na różowo.
Nie, nie o to chodzi, po prostu moja mama… – zaczyna, przypadkowo wpadając w temat Delii Saynsberry i jej życiowych mądrości. To akurat wcale go nie zawstydza. Nie ma drugiej takiej kobiety jak jego mama. Jest kochana i mądra, i choć Elmo nie zawsze podąża ścieżkami wytyczonymi przez jej wskazówki, wie, że prowadzą w same dobre miejsca. Po prostu czasami chce zrobić coś po swojemu.
Nie udaje mu się dokończyć. Kenny decyduje za niego, odbierajac mu dopiero co odpalonego papierosa. Elmo nie kłóci się z nim tylko dlatego, że sprawia wrażenie, jakby w jednej chwili zapomniał o zamieszaniu dziejącym się za drzwiami sypialni.
Okej. Chodź. – Uśmiechnięty, przywołuje go gestem dłoni. Jest gotowy na poddanie się ocenie mistrza. – Tak, odwróć się. Będzie wygodniej – instruuje go, a kiedy Kenny spełnia jego prośbę, Elmo podchodzi na krok bliżej i zawisa nad jego barkami. Gdy wplątuje ręce w miękkie, kręcone włosy, budzi się w nim wspomnienie tego, jak zaledwie tydzień wcześniej robił dokładnie to samo; jedyna różnica polega na tym, że wtedy znajdowali się na łóżku, które teraz stoi na najwyżej pięć metrów od nich. Razem z tą myślą w kark Elmo chucha poczucie, że oto robi coś nieodpowiedniego, ale jego palce już zaciskają się na ciemnych kosmykach, a dolna strefa wewnętrznej części dłoni zaczyna masować czaszkę Kenny’ego, tuż nad jego uszami.
Moja mama uważa, że masaże pomagają na wszystko – mówi, byleby tylko nagle nie zapadła pomiędzy nimi zbyt przyjemna cisza. – Kiedyś dostałem kręćka na punkcie chemii i ciągle się uczyłem. Bardzo to lubiłem, ale później często bolała mnie głowa, więc brałem dużo tabletek. Przeciwbólowych – uściśla, chwilowo zapominając, że Kenny nie wie o innych branych przez niego proszkach i substancjach. – A moja mama, nie wiem czy ci wspominałem albo czy ona ci mówiła, jest farmaceutką. I jak się dowiedziała… – zawiesza głos. Pozwala Kendallowi, aby wyobraził sobie złą panią Saynsberry sam. – Zabrała mi wszystkie tabletki i nauczyła mnie różnych masaży głowy – w jego głosie rozbrzmiewa czułe rozbawienie. – Ten zawsze działał na mnie najbardziej. Jest jeszcze lepiej, gdy ktoś nie gada ci ciągle nad uchem. – Wstrzymuje powietrze, żeby się nie roześmiać. Krótka opowieść o wspaniałej Delii Saynsberry sprawia, że nagle czuje się spokojniej, ale jest to stan, który nie trwa długo, bo nagle w zasięgu jego wzroku pojawia się coś dziwnego. Na paręnaście metrów dalej, przy linii drzew, które oddzielają dom Kenny’ego i Sage od ulicy stoi…
Czy ty też widzisz renifera?
Na żadnej z ulotek dołączonych do jego leków nie ma żadnej wzmianki o skutkach ubocznych w postaci halucynacji, a jednak Elmo nie jest pewien jak mógłby inaczej wytłumaczyć to, co widzi.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie uważa, że Elmo się wymądrza. Wydaje się, że ta cecha kompletnie do niego nie pasuje. Niezależnie od jego własnych umiejętności, zdecydowanie przyjemniej otrzymywać masaż od drugiej osoby, niż robić go sobie samemu. Kendall zawsze jest po drugiej stronie, więc absolutnie nie ma nic przeciwko, by Eliel wymasował mu skronie swoją ulubioną techniką. Uśmiecha się więc delikatnie do niego i odwraca się. Wyczuwa jednak jego poddenerwowanie, ale zanim zdąża go jakkolwiek uspokoić, Elmo rozpoczyna swój słowotok. Słucha go, starając się mimo wszystko zrelaksować. Przymyka powieki, starając się skupić wyłącznie na jego dotyku. Napięcie powoli opuszcza jego twarz. Dotyk Eliela jest niesamowicie przyjemny. Zdążył się o tym przekonać już nie raz, choć w kompletnie innych okolicznościach. Teraz jest inaczej: są w ubraniach i tylko we dwójkę, co być może stanowi pewną niestosowność. Ale przecież to całkiem niewinne, prawda?
Nawet jeśli jego dłonie wplecione w jego włosy, ciągnące je delikatnie, przywodzą na myśl mniej niewinne wspomnienia.
Nie zna rodziców Eliela, ale ten często o nich wspomina i za każdym razem mówi o nich tak ciepło, że wydają się wspaniałymi ludźmi. Czasem mu trochę zazdrości tego, jakie ma w nich wsparcie. Pewnie jest łatwiej mieć w kimś oparcie od najmłodszych lat i czuć, że cokolwiek się stanie, można na kogoś liczyć. Dla Kendalla to całkiem obce. Jakąś namiastkę tego ma aktualnie z rodzicami Sage, z którymi na tym etapie dogaduje się już bez większego problemu. Lubi wizyty u nich, to jak żywo są zainteresowani jego życiem, nawet jeśli zazwyczaj odpowiada im dość zdawkowo i jak zawsze są gotowi w jakiś sposób pomóc Sage, gdy ma z czymkolwiek problem. Frances i Hank Westfoldowie są najbliżej rodziców, jak tylko Kenny może mieć.
Wciąż z przymkniętymi powiekami, bardziej zrelaksowany, słyszy słowo, którego nie spodziewa się usłyszeć w sierpniu. Renifer? Czy Elmo przypadkiem coś mu poprzestawiał w głowie?
– Co? – rzuca zdezorientowany, otwierając szeroko oczy. Odsuwa się nieco od Elmo, by obrócić się wygodniej w stronę kawałka zieleni pod domem jego i Sage. Przez chwilę bierze pod uwagę, że Elielowi tylko coś się przewidziało, ale w końcu sam dostrzega zwierzę, którego jeszcze parę chwil temu na pewno nie było. – Kurwa, to naprawdę renifer – mówi, przyglądając się zwierzęciu. Gdy oni są nim żywo zainteresowani, zwierzę z kolei nie przejmuje się dwójką gapiów i powoli skubie sobie trawę.
– Powinniśmy do kogoś zadzwonić? – pyta, nie odwracając wzroku od renifera. To pierwszy raz, gdy widzi to zwierzę na żywo. Wydaje mu się, że nigdy nie był w zoo jako dziecko, a później jako dorosły niekoniecznie go w to miejsce ciągnęło. Szczerze mówiąc, nie był pewien, czy kiedykolwiek widział renifera gdziekolwiek indziej, niż w bajce lub filmie o tematyce świątecznej, gdzie ten futrzasty osobnik dzielnie w zaprzęgu ciągnął sanie św. Mikołaja. To, że teraz tak po prostu skubie sobie trawę pod domem Kenny’ego i Sage jest abstrakcyjne. Gdyby Elmo również nie widział zwierzęcia, mógłby uznać, że tylko mu się wydaje z przemęczenia, ale skoro obaj go widzę to nie ma żadnych wątpliwości. – Skąd tu się wziął? Myślisz, że któryś z sąsiadów hoduje renifery w ogródku? – pyta, nie potrafiąc w to do końca uwierzyć. Taka opcja wydaje mu się kompletnie niewiarygodna, ale skąd to zwierzę znalazłoby się tutaj?

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

W całym swoim życiu Elmo widział renifera tylko raz – gdy którejś zimy z okazji Świąt Bożego Narodzenia jego szkoła podstawowa zorganizowała wycieczkę do wioski Świętego Mikołaja. Pojechały na nią prawie wszystkie dzieci (kiedy przypomina to sobie teraz myśli, że rozgadana Jennifer, którą spotkał chwilę wcześniej na korytarzu, na pewno też tam była), podekscytowane i zapakowane w ogromne autobusy. Elmo pamięta to wszystko tak, jakby wcale nie zdarzyło się ponad dwadzieścia lat temu – dwukrotnie większe od niego figury lukrowanych, piernikowych ludzików, czerwono-zielona ciuchcia mknąca pomiędzy śniegiem, śliczna, uśmiechnięta elfka oprowadzająca ich po chatce Świętego Mikołaja, okrągła karuzela z siedziskami w kształcie koni i sani. Renifer też tam był. Prawdziwy. Stał przed sklepem z pamiątkami, przywiązany do drewnianego słupa. Elmo bardzo chciał go pogłaskać, ale pilnująca go kobieta w stroju śnieżynki surowo tego zakazała. W drodze powrotnej wszystkie dzieci jednogłośnie na nią narzekały. Każde z nich wróciło z tej wycieczki z jednym, niespełnionym marzeniem.
Teraz dotknięcie renifera nie leży już w zakresie pragnień Eliela. Mimo to, wpatruje się w skubiące trawę zwierzę wielkimi jak spodki oczami i chyba na moment wstrzymuje oddech. Boi się, że jeśli mrugnie albo zbyt głośno wypuści powietrze, renifer przestraszy się i ucieknie. Nieważne, że dzieląca ich odległość jest znaczna i prawdopodobnie całkiem bezpieczna.
Elmo zerka na Kenny’ego. Powinni do kogoś zadzwonić? Pewnie tak. Ale do kogo? Do inspektoratu weterynaryjnego? Do zoo? Na policję?
Ta ostatnia myśl otwiera Elielowi nową furtkę. Wyciąga telefon z kieszeni spodni i otwiera konwersację ze swoim tatą. Wiadomość, którą do niego wysyła jest krótka.
„Do kogo zadzwonić, jeśli znalazłem na ulicy renifera?"
Blokuje ekran i opuszcza dłoń z telefonem wzdłuż ciała. Chciałby umieć odpowiedzieć na pytania, które zadaje mu Kenny, ale obawia się, że wie o tej sytuacji tyle samo co on.
Raczej nie. – Robi w głowie szybki przegląd ich sąsiadów. Z większością z nich rozmawia okazjonalnie i tylko z grzeczności (przeszłość, w której jako kipiący od energii nastolatek zagadywał ich o wszystko już się nie liczy). Trudno mu więc stwierdzić, który z nich mógłby trzymać na podwórku renifera. – Hannigan kiedyś hodował strusia, ale zainteresowało się tym towarzystwo opieki nad zwierzętami i znaleźli mu lepszy dom. Straszne to było. – O kreatywnym pomyśle sąsiada rozpisały się wtedy wszystkie okoliczne gazety. Hannigan chyba nawet pozwał jedną z nich za to, że poszli o krok za daleko i stwierdzili, że struś był zaniedbany. – Chyba nie ryzykowałby powtórki. A reszta sąsiadów… – nie kończy, bo oto nadchodzi odpowiedź od Benjamina. Eliel odblokowuje telefon i mruży oczy, patrząc na jego wyświetlacz.
„ELMO.WSZYSTKO.OK?PIŁEŚ?GDZIE.JESTEŚ?"
Zaraz potem pojawia się następna wiadomość:
„TWOJA.MAMA.MÓWI.ŻE.MOŻESZ.PRZYPROWADZIĆ.GO.DO.DOMU.ALE.TYLKO.DOPÓKI.NIE.WYMYŚLIMY.GDZIE.ZADZWONIĆ.PAMIĘTASZ.PATRICKA?NA.TO.SIĘ.NIE.ZGADZA"
Wzdycha.
No tak. Hannigan nie jest jedynym z tej okolicy, który ma na sumieniu incydenty z trzymaniem na swoim terenie rzadko możliwych do udomowienia zwierząt. O tym Elmo zapomniał. A jednak gdy tylko jego tata wspomina o Patricku, bobrze, którego nastoletni Eliel zgarnął z ulicy i którego trzymał w swoim pokoju przez trzy dni, dopóki nie zajrzała do niego jego mama, dopada go jakaś dziwna nostalgia.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
27 y/o
For good luck!
180 cm
masażysta w the healing room
Awatar użytkownika
it feels like medication, and it's good for me, I'm sure, but it don't matter how your love feels anymore, it'll never be the cure
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Zdecydowanie powinni kogoś poinformować – myśl tę najpierw werbalizuje, a potem kompletnie o niej zapomina. Elmo jej nie podchwyca, sięga po swój telefon, a Kenny przemyka jedynie po nim wzrokiem, po jego pochylonej głowie i dłoniach wystukujących wiadomość. Sam wyciąga z kieszeni swój i znajduje konwersację ze swoją narzeczoną.
Chodź szybko na balkon w naszej sypialni. Pod domem jest RENIFER
Poza tym jednym przypadkiem, Kenny prawdopodobnie użył capslocka maksymalnie dwa razy w życiu. Teraz jednak podkreślenie tego słowa wydaje się wręcz konieczne. Kto może powiedzieć, że widział renifera na wolności? I to nawet nie w jego naturalnym środowisku, tylko na ich osobistej (choć prawdopodobnie jednak należącej do miasta) trawie przed domem.
Nad wiadomością o reniferze widnieje parę innych, które wciąż pozostają bez odpowiedzi. Część z nich widzi zresztą po raz pierwszy, więc teraz przemyka po nich wzrokiem.
Kocham cię, ale jeśli jeszcze raz zostawisz karton z resztką mleka, to cię zostawię
Pani Harlow pyta, czy możesz ją przyjąć jutro po południu. Obiecała blaszkę ciasta cytrynowego, więc lepiej ją wciśnij, bo teraz mam na nie ochotę
Nieważne, zadzwonię na recepcję, przecież odczytasz to za dwa dni
Będzie jutro o dwunastej, bez odpowiedzi
Ale jak odpowiesz w ciągu 5 minut, zrobimy dziś w łóżku na cokolwiek masz ochotę
TWOJA STRATA, KENDALL
Uśmiecha się do siebie i odpowiada na pierwszą z nieodczytanych wiadomości: Tez cię kocham. Nie zaglądaj do lodówki i unosi wzrok. Dopiero wtedy przypomina sobie, że stoi na balkonie z Elmo, a na dole skubie trawnik przed ich domem najprawdziwszy renifer. Na chwilę przeniósł się gdzieś indziej, ale już jest z powrotem.
– Wydaje mi się, że teraz hoduje węże. Podobno ściągnął z Australii jakiś bardzo jadowity gatunek – odpowiada, wzruszając ramionami, jak gdyby była to zupełnie normalna wiadomość, choć hodowla strusi i jadowitych węży na osiedlu mieszkalnym nie jest czymś, co powinno być normalizowane.
Potem Elmo znów znika w telefonie, a Kenny opiera się o barierkę balkonu i przygląda się tajemniczemu osobnikowi. Wygląda tak majestatycznie ze swoim eleganckim porożem. Powoli przyzwyczaja się do myśli, że na trawniku przed jego domem chodzi renifer. Nie jest już tym aż tak bardzo zaskoczony (choć trudno tak całkiem przejść nad tym do porządku dziennego), skupia się więc na badaniu zwierzęcia: przyglądaniu się jego brązowanej sierści i całkiem masywnemu porożu. Niesamowite spotkanie, sytuacja jedna na milion. Chce więc, żeby Sage też zdążyła to zobaczyć, zanim renifer nie zdecyduje się pójść w swoją stronę. Może powinien po nią po prostu pójść? Za bardzo jest jednak w tym momencie wpatrzony w małego uciekiniera, by wpaść na ten pomysł.
– I co robimy? – pyta, w końcu spoglądając w stronę Eliela. Zatrzymuje się na jego ledwie oświetlonej twarzy na dłużej, jego oczy wydają się teraz niemal czarne. – Może zadzwońmy po prostu do straży miejskiej, a oni zawiadomią już, kogo trzeba? – pyta, zastanawiając się na głos. Pewnie nie będzie to ich pierwsze zgłoszenie. Od zoo dzieli ich kawałek drogi, więc renifer musiał już zdążyć wpaść na parę zaskoczonych przechodniów.

eliel m. saynsberry
jusia
posty napisane przez AI, czytanie postaci w myślach, wątki o niczym
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Elmo do końca wierzy, że napisanie do ojca w sprawie luźno hasającego po przeciwnej stronie ulicy łosia nie okaże się błędem, ale jest inaczej. Nie kończy nawet wystukiwania własnej wiadomości, gdy jego tata znów atakuje go wielkimi literami i kropkami pełniącymi rolę przerw pomiędzy słowami.
„ELMO.ODPISZ.PRZYJECHAĆ?”
Kręci głową i zaciska usta.
Przepraszam, mój tata… – zaczyna się tłumaczyć, ale jest taki roztargniony, że myśl pozostaje niedokończona do momentu, w którym wysyła ojcu odpowiedź.
Nie przyprowadzę go do domu!!! Jest na ulicy i jest wielki. Zadzwonić na policję czy gdzie?
Dopiero potem spogląda na Kenny’ego i uśmiecha się przepraszająco.
Mój tata był policjantem i pomyślałem, że będzie wiedział gdzie powinniśmy to zgłosić – wyjaśnia, po czym przenosi wzrok na niewzruszonego gapiami renifera. W tej chwili obserwują go już nie tylko Elmo i Kendall, ale też dwóch przechodniów, którzy zmierzają chodnikiem z pełnymi torbami na zakupy. Eliel nie widzi ich twarzy, ale dostrzega, że stoją nieruchomo i nic do siebie nie mówią. Pewnie też są w niezłym szoku.
Telefon znów wibruje.
NAPOLICJE.ĘNIE.ZADZWON.311”
Co?
Benjamin Saynsberry, nie jest specjalnie pomocny, choć widać, że bardzo tego chce. Elmo może tylko podejrzewać, że jego absurdalne wiadomości są skutkiem drastycznie przerwanej drzemki. Jego tata jest klasycznym przypadkiem ojca, który zasypia w fotelu przed telewizorem i chrapie tak głośno, że kolekcja ozdobnych, porcelanowych filiżanek jego żony aż drży w białej witrynie pod ścianą, ale gdy ktokolwiek próbuje choćby wysunąć mu z rąk pilota, czy to aby przełączyć na inny kanał, czy aby wyłączyć telewizor, otwiera oczy i zarzeka się, że wcale nie spał. Później przez co najmniej pół godziny jest tak rozkojarzony, że nie pamięta gdzie znajdują się jego okulary (zwykle na jego własnym nosie) i nie wie, czy dobiegający z kuchni brzęk sztućców oznacza nadchodzący obiad, czy kolację.
Mówi, żebyśmy zadzwonili pod 311 – przekazuje Kenny’emu zalecenia Benjamina, a później wbija w niego wyczekujące spojrzenie. Który z nich powinien wykonać telefon? Elmo jest starszy, ale Kendall z kolei sprawia wrażenie kogoś, kto twardo stąpa po ziemi i lepiej poradzi sobie w przypadku zbyt szczegółowych pytań zdziwionych funkcjonariuszy. Najwygodniej w ogóle byłoby przekazać całe to zadanie Sage, ale któryś z nich musiałby po nią iść.
Mogę…? – pyta, wskazując na papierosa, którego Weavers trzyma pomiędzy swoimi palcami. Właściwie jest ich tam dwa, ale Elmo pozwala sobie założyć, że skoro odpalił swojego trochę później, jest minimalnie dłuższy. Nie, żeby miało to jakiekolwiek znaczenie. Na przestrzeni ostatnich tygodni granice konkretnie określające ich znajomość rozmyły się za bardzo, aby zwracać uwagę na takie niuanse. Właściwie Eliel wciąż nie rozumie jak do tego doszło. Jak jedna, śmiała gra mogła zmienić aż tyle. Trzy miesiące temu byli tylko sąsiadami, a teraz…
Teraz Elmo nawet nie jest pewien jak określić to, co ich łączy. W swojej głowie nazywa się dla Kenny’ego i Sage dodatkiem, ale jest to słowo, które brzmi dość dziwnie. Ku jego uldze, ponieważ nikt o tym nie wie, nie musi mierzyć się z niewygodnymi pytaniami ani próbować znaleźć dla tej relacji żadnego określenia. Dla wszystkich zgromadzonych tamtego dnia w domu na Guildwood Parkway są więc po prostu znajomymi. Oczywiście zakładając, że Kenny i Sage nie podzielili się z nikim informacją na temat najnowszego urozmaicenia swojego związku. O ile co do Kendalla Elmo jest spokojny, tak myśl o nieco wstawionej, chichoczącej z koleżankami Sage przyprawia go o dziwny niepokój.

kendall weavers
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
ODPOWIEDZ

Wróć do „#36”