ODPOWIEDZ
33 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
189 cm
chirurg ogólny w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
god doesn't love you. God despises you. So there's no hope and mankind is just a component of the device by which the devil creates itself. Are you with me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy/przeszły
postać
autor

15.

Schował twarz w swoich dłoniach - wpił palce w bieguny skroni, masując skórę pod którą szumiało tętno splecionych gałęzi naczyń. Wrzesień mógł być okrutny, przynosił w pewnym sensie kres piekła sezonu urlopowego, z drugiej strony część osób czekało tylko na moment, aż nadejdzie, by udać się właśnie wtedy na zasłużony wypoczynek. Znów mieli rozległe braki które ktoś musiał zszywać przekrwioną nicą swojej wystawionej jak mięso armatnie obecności. Czuł, że mógł trochę przesadzić ostatnio z pracą, był jednak jak chore zwierzę schowane zawzięcie w kącie, w milczeniu, które nie ma zamiaru przyznawać się do bólu i zwyczajnego też bycia wycieńczonym. Ważne, że jego ręce mogły być dalej sprawne, ważne, że zrobił wszystko, co miał wykonać przy pacjentach. Zdarzało się, że nie wiedział czy zabija ich bardziej niż zaczynali umierać sami z siebie. To zawsze trudne pytanie. Wychylił się z samochodu - wahał się czy powinien zgodzić się na spotkanie, nie szukał nawet bliskości, gdyby chodziło jemu wyłącznie o nią, tę prostą, płytką, fizyczną mógłby znaleźć osoby skłonne przychodzić prosto do mieszkania, bez wstępu i bez rozmowy bo nic nie drażniło go podobnie jak udawanie i gra pozorów, aby banalnie móc dosięgnąć czyjejś skóry. Nie mówił o sobie wiele, nie mówił poznanym ludziom o zawodzie jaki wykonywał, bo nie chciał, by patrzyli na niego przez perspektywę różnych wyświechtanych powiedzeń i przekonań. Mówił im częściej o tym, co jeszcze go ciekawiło, o zwierzętach, o gadach które hodował, o książkach które przeczytał i które nie miały też nic wspólnego z medycyną. Możliwe, że czuł tylko i wyłącznie ciekawość, która zaczynała przyjemnie wypełniać mu świadomość. Możliwe, że to była ciekawość. Nie przyszedł tu z jasnym planem, nie był nawet szczególnie przygotowany, bo cudem zdążył się nie spóźnić, wysuwając się spod prysznica po dyżurze, dobierając swój strój oraz nakładając na siebie biżuterię. Nie pamiętał, kiedy ostatnio miał na palcach sygnety, a kiedy przegub nadgarstka oplotła mu bransoletka - ręce były od zawsze dla niego wizytówką, były znacznie ważniejsze niż kolor jego koszuli i rodzaj perfum jaki często niestety musiał nadgryzać tytoń. Kobieta, którą poznał, bawiąc się aplikacją, wydawała się inna, nie umiał tak jasno stwierdzić pod jakim dokładnie względem ale miał zamiar niedługo później się przekonać. Wydawała się jedną z tych wykształconych naprawdę obeznanych osób, o dużej wiedzy w interesujących ją tematach, co było wbrew pozorom dość rzadkie, a równocześnie sprawiło, że nie był w stanie oderwać się od rozmowy, jaką ze sobą prowadzili, wymieniając się początkowo stertą wiadomości. Nie mógł nawet określić, czy zdążyła obdarzyć go sympatią, koniec końców wybrali jednak wspólnie punkt na mapie miasta gdzie mieli się zobaczyć. W pierwszym, osobistym spotkaniu był zawsze dreszcz ekscytacji. Stres tylko go uzupełnia, potrafi z nim zgodnie żyć.
- Myślałem, czy nie jest lepiej spotkać się w innym miejscu - wyznał już, gdy oboje zdążyli usiąść przy stoliku - ale dotarło do mnie, że tutaj będzie wygodniej nam rozmawiać - cieszył się, że bar nie był obecnie przepełniony. Nie lubił podnosić głosu, bo mówił z opanowaniem jak opłacony zabójca lub urzędnik, dość monotonnie, jakby nie silił się, by koniecznie zabarwiać emocjami kolejnych oderwanych z jego ust wypowiedzi. Wierzył, że miał proste intencje i nie miał nigdy zamiaru ich podkreślać. Siedział dosyć swobodnie i podparł głowę na łokciu. Zazwyczaj patrzył się w oczy.
- Minęło już trochę czasu, odkąd byłem w muzeum albo w galerii sztuki - nie wstydził się tego stwierdzić, niestety, ale tak nie inaczej przedstawiała się ostatnio jego rzeczywistość - przypomniałaś mi o tym. Nieświadomie. - Zakończył z zaczepnością człowieka, który z premedytacją przyznaje się do błędu. Nie sądził za to, by błędem stawało się przyjście tutaj. Nie teraz. Jeszcze nie.


Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tranxene
jestem za głupia na triggery
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mimmo's Place”