ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Crooked Man: [to everyone] The crooked man stepped forth and rang the crooked bell. And thus his crooked soul spurre into a crooking hell.
Janet Hodgson: ...Murdered his crooked family and laughed a crooked laugh!

— The Conjuring 2
#5
Trzy tygodnie minęły od ostatniej wizyty w domu Effie Granger. Wystarczająco długo, żeby piwnica, szopy i boa dusiciel przestały być bieżącym tematem rozmów. Yonaka wróciła do swoich zleceń, łowcy zajęli się własnymi sprawami i wszystko wskazywało na to, że sprawa została zamknięta. Przynajmniej do czasu, aż Effie zaczęła zauważać błyski.
Anomalie pojawiały się w różnych częściach domu. Krótkie, ostre rozbłyski, przypominające światło flesza, ale zbyt nagłe, żeby łatwo przypisać je lampie czy reflektorom samochodów. Do tego doszło skrobanie. Raz zza ściany, raz z korytarza, innym razem gdzieś z góry. Początkowo łowcy nie przejęli się tym szczególnie.
Znowu coś wlazło do ściany — stwierdził Aaron.
Taissa spojrzała na niego znad telefonu.
Po ostatniej wizycie nadal jesteś zdania, że powinniśmy zakładać obecność zwierząt?
Po ostatniej wizycie jestem zdania, że ten dom może mieć własny ekosystem.
To nawet nie jest żart.
Wiem. Dlatego jest dobry.
Phil pokręcił głową.
Jedziemy. Sprawdzimy.
I sprawdzili. Instalację elektryczną, przewody, okna, drzwi, szczeliny, poddasze i piwnicę. Poszukali zwierząt. Obejrzeli ściany i miejsca, z których mogło dochodzić skrobanie. Sprawdzili też potencjalne źródła światła. Nie znaleźli niczego.
Czyli? — zapytał Aaron.
Phil schował latarkę.
Czyli nadal nie wiemy.
Fantastycznie.
To nie jest fantastycznie.
Wiem. Próbuję nadać temu pozytywny wydźwięk.
Taissa wsunęła telefon do kieszeni.
Możesz zacząć od znalezienia takiego, który nie brzmi jak ostatnie słowa człowieka przed śmiercią — burknęła, zakładając ręce.
Pracuję nad tym.
Kolejne noce nie przyniosły odpowiedzi. Zamiast tego przyniosły więcej pytań. Rozwiązanie? Rozstawienie kamer. Czujniki ruchu umieścili w korytarzach, przy schodach, w salonie i w pomieszczeniach, w których wcześniej pojawiały się błyski. Ustawili je tak, żeby pola widzenia częściowo się nakładały, bo chcieli wykluczyć martwe punkty.
Pierwszej nocy nie wydarzyło się nic. Drugiej również. Trzeciej kamera zarejestrowała krótki, biały błysk.
Taissa spojrzała na monitor.
Mamy coś.
Aaron podszedł bliżej.
Na pewno?
Tak.
Dobra wiadomość?
Jeszcze nie wiem.
To jest bardzo niefortunne zdanie.
Aaron przewinął nagranie. Błysk pojawił się ponownie.
Lampa? — zapytał Aaron.
Wyłączona.
Samochód?
Brak drogi od tej strony.
Odbicie?
Phil powiększył obraz.
Możliwe.
Aaron zmarszczył brwi i wykrzywił pięciodniowy zarost w paskudnej manierze maskowania lęku.
"Możliwe" to takie słowo, którym ludzie próbują przykryć "nie mam pojęcia".
W tym zawodzie bardzo przydatne.
Taissa przewinęła materiał jeszcze raz.
Sprawdźmy drugą kamerę.
Sprawdzili. Drugi kadr również złapał rozbłysk, tylko pod innym kątem.
No dobrze... — ciągnął Aaron. — Czyli albo mamy bardzo zdolnego ducha, albo bardzo zdolne światło.
Phil spojrzał na niego z ukosa.
Albo odbicie.
Nie psuj mi tego.
Następnej nocy czujnik ruchu zarejestrował aktywność w pustym pokoju. Kamera nie pokazała niczego. Żadnej sylwetki, żadnego zwierzęcia. Żadnego przedmiotu, który mógłby się przesunąć bez ingerencji bytów fizycznych. Widzieli tylko lekko drgający obraz.
Kamera się chwieje? — zapytała Taissa.
Phil sprawdził zapis.
Nie.
Czujnik?
Działa prawidłowo.
Aaron oparł dłonie na oparciu krzesła. Skórzane obicie skrzypnęło pod palcami.
Czyli mamy niewidzialnego lokatora.
Albo błąd — zasugerował trzeźwo Phil.
Wolę lokatora. Z błędem nie da się negocjować czynszu.
Taissa parsknęła w połowie sięgania po butelkę wody.
Ty naprawdę negocjowałbyś czynsz z duchem?
Jeśli płaci na czas, jestem człowiekiem otwartym na współpracę.
Phil nawet się nie uśmiechnął.
Znalazłem coś.
Oboje odwrócili się w jego stronę. Na nagraniu, kilka sekund po reakcji czujnika, pojawiło się skrobanie. Trzy krótkie dźwięki. Przerwa. Dwa kolejne.
Taissa momentalnie spoważniała.
To jest nagrane?
Tak.
Nagle Taissie przyświeciła idea. Odstawiła butelkę na krawędź papierów rozłożonych na wiekowym, rzeźbionym stole w salonie na parterze i pochyliła się nad starym planem domu.
Z którego mikrofonu?
Phil podał jej oznaczenie a Taissa prześledziła palcem kolejne symbole naniesione na foliówkę ponad rozkładem pomieszczeń.
To nie jest przy ścianie zewnętrznej — mruknęła pod nosem.
Wiem.
Aaron przez chwilę patrzył na ekran.
Może jednak powinniśmy wrócić do teorii o lokatorze.
Nie zaczynaj — sapnął Phil.
Nie zaczynam. Przygotowuję się psychicznie.
Taissa pokręciła głową.
Do czego?
Do bardzo nieprofesjonalnego wrzasku, jeśli coś wyjdzie z szafy.
Ty pierwszy wrzeszczysz.
Ja pierwszy ostrzegam innych, że wrzeszczę. Żeby nie pomylić mnie z banshee. Widzisz? Pomagam w różnicowaniu przy śledztwie!
Kolejna noc przyniosła coś jeszcze gorszego. Jedna z kamer zarejestrowała błysk w pokoju, w którym Effie nie przebywała. Tej nocy nie było jej nawet w domu.
Phil przewinął materiał. Raz. Drugi. Trzeci.
Nie podoba mi się to — powiedział Aaron.
Taissa westchnęła ciężko, dolewając do wody wódki zapożyczonej z sekretarzyka Effie.
Tobie od początku nic się nie podoba.
Owszem. Ale wcześniej miałem przynajmniej konkretne powody.
Phil zatrzymał nagranie.
Effie wtedy nie było.
Wiem.
I kamera nie złapała nikogo.
Wiem.
Czujnik nie zarejestrował wejścia z korytarza.
Aaron spojrzał na niego.
Philciu...
Co?
Doceniam szczegółowość, ale właśnie zrobiłeś listę rzeczy, przez które czuję się gorzej. Takie ekscesy żołądkowe wywołują. Wiesz jakie?
Taissa podeszła do okna, mieszając drinka w szklance. Ulica na zewnątrz była praktycznie pusta.
Mogło to być światło z zewnątrz.
Sprawdziliśmy — odpowiedział Phil.
Odbicie?
Też.
Samochód?
Nic.
Przez chwilę zapadła cisza przerywana tylko drobnymi łykami wody, odgłosami gryzienia paznokci i stukania w klawiaturę. Deski starego domu skrzypnęły pod ciężarem Aarona, maszerującego w korytarzu niespokojnie. W końcu zatrzymał się przy oknie osłoniętym starą kotarą. Odsunął materiał i wyjrzał na ciemny ogród.
Ej... a może ktoś z aparatem?
Phil przerwał pisanie i odwrócił się przez ramię w jego stronę.
Skąd taki pomysł?
Błysk przypomina flesz.
Taissa odwróciła się od okna.
I co, ktoś stoi po nocy za domem Effie i fotografuje ściany?
Aaron wzruszył ramionami.
Ludzie mają dziwne hobby.
Ty masz dziwne hobby.
Właśnie dlatego jestem ekspertem!
Phil westchnął wymownie.
Jeśli ktoś jest na zewnątrz, musiałby znać położenie kamer albo mieć cholernie dużo szczęścia.
Albo korzystać z miejsc, których kamera nie obejmuje — dodała Taissa. — Takie rzeczy potrafią też szczury.
Phil spojrzał na plan.
Martwe pola.
Albo odbicia w szybach.
Albo zmienia pozycję między aktywacjami.
Albo! Słuchajcie! — Aaron uniósł palec. — Albo... musi być duchem. Yokai albo poltergeist! Demon?
Taissa wywróciła oczami i wypiła duszkiem resztkę drinka.
Naprawdę musiałeś?
Tak.
Dlaczego?
Bo wszyscy zaczęliśmy wymieniać bardzo rozsądne opcje i atmosfera zrobiła się nieprzyjemna.
Przez moment panowała cisza. Czy tego chcieli, czy nie, dom Effie Granger zaczynał nabierać ciemniejszych barw. Sprawdzili uprzednio, że wąż jest na swoim miejscu w terrarium i nadal trawi szopa-włamywacza. O ingerencji zbiega, posłańca samego Valaka lub Szatana, nie mogli zatem mówić.
Udało ci się — przyznała Taissa grobowym tonem. — Gratuluję, Aaronie.
Dziękuję.
Nadal jesteśmy przerażeni.
Ale przez chwilę inaczej.
Mimo wszystko zaczęli sprawdzać także możliwość obserwacji z zewnątrz. Obejrzeli ogród, okoliczne okna, miejsca z dobrym widokiem na dom. Zwrócili uwagę na odbicia w szybach i lustrach. Przesunęli część kamer, żeby zmniejszyć liczbę martwych punktów. Nic. A potem błysk pojawił się ponownie — w innym pomieszczeniu. Znowu bez Effie.
Phil dosadnie zamknął klapę laptopa. Roztarł zmęczenie ostatnich nieprzespanych nocy osiadłych pod powiekami i głośno sapnął.
Dobra. Potrzebujemy Yonaki.
Aaron energicznie skinął głową.
To ten etap.
Taissa westchnęła.
Jaki?
Ten, w którym przyznajemy się do porażki i idziemy po człowieka, który nazywa nas idiotami w sposób bardziej elegancki niż my sami.
To akurat prawda.
Phil spakował komputer do torby i wstał. Kolana strzyknęły.
Tylko żadnych komentarzy o duchach.
Aaron spojrzał na niego z niewinną miną.
Nie obiecuję.
Aaron.
Dobrze. Jeden komentarz.
Nie.
Pół?
Z kuchni rozległ się odgłos puszczanej wody a po chwili Taissa wróciła z czystą szklanką. Odstawiła ją do sekretarzyka na jej pierwotne miejsce, wśród sobie podobnych, ale pokrytych kurzem i po chwili namysłu zabrała resztę butelki Gorbachovej.
Chodźcie, zanim naprawdę zaczniemy negocjować z demonem a ja nawtykam mu po białorusku.

⛧⛧⛧


LaVoodoo przywitało ich zapachem suszonych ziół, starego drewna i czegoś, czego Yonaka od lat nie potrafiła przypisać do konkretnej kategorii. Siedziała za ladą z notatnikiem przed sobą, kiedy drzwi otworzyły się i cała trójka weszła do środka.
Zanim zdążyła się z nimi przywitać, Aaron z rozpędu podstawił jej pod nos laptop Phila. Podniosła wzrok. Spojrzała na każdego z osobna. Na laptopa. Znowu na nich. I...
Nie.
Aaron uśmiechnął się blado.
Nawet nie powiedzieliśmy, po co przyszliśmy.
Właśnie dlatego.
Yonaka zamknęła notatnik i odsunęła nim od twarzy laptopa.
Taissa podeszła do lady, jak do baru i postawiła ze stukotem prawie wykończoną butelkę.
Maaamy... problem. Yoki?
Mhm, czuję to w powietrzu.
Phil wyrwał Aaronowi laptopa i położył go przed Yonaką znacznie bardziej cywylizowanie niż próbował jego kolega.
Effie znowu zgłasza anomalie.
Yonaka spojrzała na niego.
Jakie?
Błyski. Skrobanie. Ruch.
Zwierzęta?
Sprawdzone. Udon u siebie. Dziura nadal zamurowana.
Instalacja?
Sprawdzona. Podwójnie. Licząc z ostatnim razem, poczwórnie.
Odbicia?
Sprawdzone.
Włamanie?
Tu Phil zawahał się.
Nie znaleźliśmy śladów.
Yonaka wyciągnęła rękę.
Pokaż.
Nagrania zaczęły przesuwać się jedno po drugim. Pusty pokój. Błysk. Korytarz. Czujnik. Nic. Kolejny błysk. Yonaka zatrzymała obraz.
Tutaj.
Taissa pochyliła się nad ekranem do góry nogami a jej rude dredy przesłoniły obraz.
Ty coś tu — hik! — widzisz?
Mhm. Rusałkowy zagajnik — mruknęła i odgarnęła kudły za ekran. — I potrzebę umycia go.
Aaron oparł się o ladę.
To akurat jej problem. Nie nasz.
Yonaka przewinęła nagranie.
Jakie były warunki?
Phil natychmiast odpowiedział:
Rolety opuszczone. Światła wyłączone. Brak ruchu na pozostałych kamerach.
Okna?
Sprawdzone.
Z zewnątrz?
Też.
Yonaka zmieniła nagranie.
A to?
Czujnik ruchu.
Kamera nic nie pokazała.
Dokładnie.
Ktoś może przechodzić poza kadrem. Kamera nie rejestruje wszystkiego, co widzi czujnik.
Sprawdziliśmy martwe pola — powiedział Phil.
Wszystkie?
Wszystkie, które znaleźliśmy.
To nie jest odpowiedź.
Aaron bujnął się na piętach, tylko wyczekując takiej okazji.
Możemy też założyć, że dom jest przeklęty.... prawda?
Yonaka nawet na niego nie spojrzała.
Możemy też założyć, że ktoś cię kiedyś uderzył za dużo razy.
Taissa odwróciła głowę, żeby ukryć pijacki śmiech, a Aaron przyłożył uroczyście dłoń do klatki piersiowej.
I dlatego właśnie przyszliśmy do ciebie. O, guru demonów i zjaw!
Levin przewinęła materiał jeszcze raz.
Błysk może pochodzić z aparatu. — Wszyscy ucichli. Yonaka od razu dodała: — Albo z innego źródła światła dającego podobny efekt. Nie przywiązujcie się do tej wersji. Jeśli ktoś robi zdjęcia, musiałby mieć dostęp do odpowiedniego kąta, a przede wszystkim sposób, żeby pozostać poza zasięgiem kamer.
Phil skinął głową.
Czyli dobrze zakładałem, że to możliwe.
Teoretycznie.
Taissa zmarszczyła brwi.
I co by fotograf-hik!? No, ten teges...
Yonaka spojrzała na nią z ukosa. Pokręciła nosem.
Nie wiem.
Aaron uniósł rękę.
Wnętrze domu?
Możliwe.
Effie?
Yonaka spojrzała na niego chłodno.
Tego również nie wiemy.
Dobrze. To było moje „pół żartu”.
Bardzo krótkie pół... — Taissa smętnie odwróciła butelkę do góry dnem. Ostatnia kropla spadła na podłogę. — Bardzo krótkie pół.
Yonaka zamknęła laptop.
Pojadę z wami.
Aaron wyraźnie odetchnął.
Wiedziałem, że to cię zainteresuje.
Nadal zakładam, że istnieje racjonalne wyjaśnienie.
Jasne.
I nie chcę słyszeć słowa "duch" czy "demon", dopóki nie będziemy mieli czegoś więcej niż kilka błysków i skrobanie.
Aaron uniósł dłonie w obronnym geście.
Zrozumiano.
Naprawdę?
Nie powiedziałem, że się zgadzam.
Yonaka westchnęła.
Wykończycie mnie szybciej niż ten dom.
Gdy zaczęła zbierać rzeczy z lady i pakować do kieszeni skórzanego płaszcza, Phil zerknął na telefon.
Właściwie... mamy jeszcze jedną rzecz.
Jaką?
Effie będzie tutaj za pięć minut.
Yonaka znieruchomiała. Jak to...?
Umówiliście ją?
Tak.
Beze mnie?
Chcieliśmy, żeby sama ci opowiedziała.
Patrzyła na nich przez dłuższą chwilę, nie wiedząc czy jest bardziej pełna podziwu wobec ich zaradności, czy brawury, za którą dostaną opieprz nie z tego wymiaru.
Czasami naprawdę zastanawiam się, czy wy w ogóle wiecie, że można najpierw zapytać.
Phil wzruszył ramionami.
Wiemy.
Taissa dodała:
Po prostu wtedy musielibyśmy poczekać na odpowiedź.
Rozumiem. — Yonaka pokiwała głową. — Czyli jednak jesteście idiotami.
Drzwi LaVoodoo otworzyły się kilka minut później. Effie... wyglądała na zmęczoną. Nie jak po jednej nieprzespanej nocy. Raczej jak ktoś, kto od dłuższego czasu nie miał okazji naprawdę odpocząć. Yonaka nie potrzebowała więcej informacji, żeby zrozumieć, jak bardzo cała sytuacja musiała ją wyczerpać.
Jej irytacja wobec łowców wyraźnie osłabła.
Taisso, zrób dla pani Granger zimną wodę. Cytryna i imbir. — Wskazała Effie wolne miejsce przy stole pełnym indyjskich precjozów oraz bezgłowych figurek Buddhy. — Proszę usiąść. — Sama obeszła ladę i zajęła miejsce naprzeciwko, o dziwo już odziana w swój sygnowany płaszcz. Nie wyciągnęła jeszcze notatnika a już była gotowa do wyjścia. — Niech mi pani opowie wszystko od początku. — Jej głos był spokojny, pozbawiony wcześniejszego sarkazmu. — Kiedy zaczęły się błyski. Gdzie wystąpiły. Kiedy pojawiało się skrobanie. — Oparła dłonie na stole. — I przede wszystkim chcę wiedzieć, czy zayważyła pani w tym jakikolwiek schemat. — Skinęła na laptopa leżącego na ladzie ze zgniłym jabłuszkiem w miejscu loga Apple. — Potem zrobimy oględziny miejsca, w których to się wydarzyło. — I z tak przedstawionym planem usiadła na stosie książek zaaranżowanych specjalnie do tego. — Pani Granger, nie będę mówić, że to duch. Ale nie będę też udawać, że nic się nie dzieje. — Yonaka zerknęła na łowców. — Oni już wystarczająco długo udają, że wszystko mają pod kontrolą.
Aaron uniósł brew.
Mieliśmy plan.
Taissa pokiwała głową.
Da, da.... Mieliśmy.
Phil dodał spokojnie:
Plan przestał działać około trzeciej nocy.
Yonaka spojrzała z powrotem na Effie.
Właśnie. — Jej głos znów złagodniał. — Dlatego zacznij od początku. Ja będę słuchać.


🐀 Effie Granger 🐀
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
165 cm
upadająca gwiazdka na przymusowym urlopie
Awatar użytkownika
I'm the serpent here to test you with forbidden fruit, I love the look on your face when I'm tempting you
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkitry/me
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

3
Dwadzieścia jeden dni względnego spokoju dało Effie złudne poczucie bezpieczeństwa, podszyte głównie wiarą we własne przewrażliwienie — a niechęć do samej siebie, choć Granger walczyła z nią przez większość dorosłego życia i zdawać by się mogło, że była już do niej przyzwyczajona, nie była wcale najlepszym punktem wyjścia do czegokolwiek.
Wolała jednak wierzyć w to, że do reszty ją pojebało niż w to, że w jej domu faktycznie coś jest nie tak.
Ktoś z zewnątrz być może i bez demonicznej obecności powiedziałby, że z posiadłością Effie jest coś grubo nie tak. W normalnym domu znalezienie łażącego rurami luzem boa dusiciela wiązałoby się z natychmiastową wyprowadzką, a nie powszechną (jednoosobową, ale jednak) radością, a narzędzia do lobotomii i stare przyrządy chirurgiczne rodem z horroru klasy B nie leżały tuż obok chińskiego serwisu do herbaty.
Duchy i poltergeisty wydawały się w tym otoczeniu nie tyle spodziewane, co wręcz oczekiwane dla zachowania pełnego obrazka. To nie znaczyło jednak, że Effie miała ochotę na kręcenie własnego Paranormal activity
…ale właśnie do tego zmusiły ją okoliczności.
Tak zasadniczo… to dni tego względnego spokoju było chyba jednak mniej niż dwadzieścia jeden. Może… siedemnaście?
Bo to cztery dni temu, kiedy zdecydowała się zadzwonić bezpośrednio po znajomych łowców duchów łamane przez hydraulików łamane przez fanów baletu, miała największy problem z zaśnięciem przez nasilenie dziwacznych błysków. Odstawienie leków nasennych wcale nie pomagało; może i była w stanie skreślić jednego winowajcę na całej długiej liście potencjalnych czynników wywołujących lekką psychozę, ale godziny spędzane na wpatrywaniu się w sufit i wsłuchiwaniu w biały szum puszczony z YouTube’a nie wydawały się przez to ani trochę krótsze. Opuszczone rolety i niemal całkowite zaciemnienie sypialni tylko podkreślały anomalie; zwłaszcza, gdy te zdarzały się w przyległym do sypialni korytarzu lub głównej łazience, do której drzwi zawsze były uchylone. Serie rozbłysków potrafiły nawet ją wybudzić; może i nic dziwnego, skoro jej sen przypominał lekką drzemkę zająca w lesie pełnym lisów.
Może jednak spokoju były tylko dwa tygodnie? Woda z imbirem i cytryną przyjemnie orzeźwiała, ale niestety nie działała jak magiczny eliksir, który pomógłby jej przypomnieć sobie, kiedy dokładnie pierwszy raz usłyszała to cholerne skrobanie i świadomie je zignorowała, notując w pamięci, by kolejnego dnia kupić pudło żywołapek na myszy. Nauczona doświadczeniem (a głównie tym, ile wstydu najadła się przy ostatniej interwencji) świadomie przekonywała się, że każdy dziwny odgłos, który słyszy, ma przynajmniej pięć logicznych wytłumaczeń, za którymi nie stoi nic dziwnego, nawet niekoniecznie paranormalnego.
Na wszelki wypadek sprawdzała jednak co wieczór, czy wszyscy jej pupile bezpiecznie siedzą w terrariach.
Codziennie sprawdzała też pułapki na myszy, które uparcie pozostawały puste.
Więc może wszystko zaczęło się od nowa trzy dni po tym, jak zostawiła niemałą sumkę w wygniecionej kopercie na biurku Yonaki?
Czyli tak naprawdę…
…to nigdy się nie skończyło — mówiła Effie, nerwowo popijając ze szklanki małymi łyczkami. Jej historia była chaotyczna, tak jak za pierwszym razem, w przeciwieństwie do rozstawienia kamer łowców — pełna martwych pól. — Po prostu zmusiłam się do tego, by to ignorować, a i tak, kurwa, jesteśmy znowu tutaj.
Wzięła głęboki, rozedrgany oddech i wskazała na ciemną plamę w samym rogu pola widzenia kamery z korytarza, o którą zapytała ją przed momentem Yonaka.
To, droga pani, jest dziura — oświadczyła najzwyczajniej w świecie, jakby to nie właśnie cholerna wyrwa w piwnicy okazała się wcześniej powodem jej wszystkich zmartwień. — Jedna z czterech, które wyrąbałam w ścianach w ciągu ostatniego tygodnia.
Pytające spojrzenie Yonaki wyjątkowo zadziałało jej na nerwy.
Byłam wtedy po czterdziestu dziewięciu godzinach bez snu. — Nie spieszyła się z wyjaśnieniami. — Kiedy tylko przymykały mi się oczy… — Rozcapierzyła palce i zaczęła udawać drapanie. Czarny lakier na paznokciach zachował się tylko w jednej trzeciej; widać było, że musiała nerwowo go zgryzać. — Skrob, skrob, kurwa, skrob. Tuż za zagłówkiem łóżka, kilka chwil później — gdzieś nad głową, bardziej w głębi pokoju. Pomyślałam więc to, co pomyślałaby każda normalna osoba. To jakieś pierdolone myszy, których mój wąż, będąc na wolności, jakimś cudem nie zeżarł, i które jakimś cudem muszą być chyba uwięzione w ścianach mojej sypialni, skoro nie łapią się w te cholerne pułapki. Postanowiłam więc im pomóc.
Siorbnięcie. Effie splunęła plasterkiem imbiru z powrotem do szklanki i odstawiła ją z hukiem na blat. Aaron podskoczył na swoim miejscu.
Wisząca nad moim sekretarzykiem siekiera okazała się idealna, żeby rozwalić płytę GK.
A w jakim celu?
Phil, kurwa, nie słuchasz mnie? Żeby wypuścić te cholerne gryzonie ze ścian, złapać je w żywołapki i nakarmić nimi Ramena i Sobę przy najbliższej okazji.
Ja mam inne pytanie — wtrącił Aaron, unosząc do góry dwa palce, zupełnie jak uczniak — po jaką cholerę ci siekiera w sypialni?
Jako ozdoba ścienna.
Aha… to ja jednak chyba nie mam pytań. — Jego mina sugerowała jednak, że miał: „A poza tym wszyscy zdrowi?”.
Dziwi mnie, że nie zapytałeś o to przy rozstawianiu sprzętu albo ogólnie... wcześniej.
Zapytałem, tylko nie ciebie.
I co?
I Taissa pomachała mi tym twoim szpikulcem do grzebania w mózgu przed oczami.

🕷️ Yonaka Levin 🕷️
mommy
pierwsza osoba, nuda i tworzenie równoległych czasoprzestrzeni
30 y/o
For good luck!
173 cm
⛧ demonolog od siedmiu boleści — okadza meble w paradokumentach ⛧
Awatar użytkownika
Demons? The scariest ones — that I've met so far — are ghosts of pure capitalism and humanity's stupidity driving the success of Labubu.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjifantastyczny
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Yonaka znieruchomiała. Przez kilka sekund nawet nie mrugnęła, wpatrując się w Effie z miną kogoś, kto właśnie dostał informację tak absurdalną, że mózg potrzebuje chwili, aby zdecydować, od którego końca ją przetworzyć. Dłonie, dotąd luźno wciśnięte w kieszenie płaszcza, zacisnęły się w środku — na notatniku i podszewce kolejno w prawej i lewej.
Czterdzieści dziewięć godzin.
Szczęka napięła się nieznacznie. Spojrzenie powędrowało ku czterem dziurom w ścianie, potem do siekiery na zdjęciu. Tym razem zatrzymało się na niej zdecydowanie dłużej. Yonaka uniosła brwi, a ciało odruchowo zamknęło się w prostym założeniu rąk, jakby sam fakt obecności zardzewiałego narzędzia, niegdyś używanego do ścinania głów, stał się szczególnie niepokojącym elementem całej historii zaprezentowanej przez klientkę.
Parsknięcie. Krótkie.
Ty naprawdę rozwaliłaś ścianę siekierą... — Nie zabrzmiało to jak pytanie. Powoli pokręciła głową, zaciskając usta. Jedną dłonią przetarła twarz, zatrzymując palce na nasadzie nosa. Kiedy ją opuściła, przez moment wyglądała tak, jakby usiłowała odzyskać zawodowy spokój, który właśnie wyszedł przez najbliższe drzwi i postanowił pożegnać się bez słowa.
Sięgnęła po telefon. Kciuk zawisł nad ekranem. Przez krótką chwilę naprawdę rozważała znalezienie numeru do znajomego psychiatry.
Czterdzieści dziewięć godzin bez snu — powtórzyła ciszej. — I siekiera. — Jeszcze raz zerknęła na zdjęcie. — W ścianę.
Aaron uniósł rękę, podchodząc bliżej indyjskiej wystawki.
Technicznie rzecz biorąc, mogło tam coś być.
Yonaka bardzo powoli przeniosła na niego wzrok. Czasami nie wiedziała czy cieszy się z obecności lekkoducha, czy może...
Technicznie rzecz biorąc, mogłeś zostać wychowany przez wilki.
Nie wykluczam.
Nie odpowiedziała. Oparła dłonie o blat, mocniej niż zamierzała.
To przestaje być zabawne. — Choć jej głos pozostawał spokojny, napięcie stało się wyraźne w ramionach. — Skrobanie można zbadać. Błyski można przeanalizować. Kamery można sprawdzić. Ale czterdzieści dziewięć godzin bez snu i rozbijanie własnego domu siekierą to już coś, czego nie zamierzam ignorować.
Tylko że anomalie pojawiają się również, kiedy Effie nie ma w domu — zauważył Phil.
Wiem.
Nie mogła — nie jako psycholog czy demonolog, ale jako człowiek znający limity ludzkiego ciała. — zignorować coraz to bardziej gęstniejącego mroku. Spojrzała na Effie Granger i pierwszy raz na twarzy Yonaki pojawiła się delikatna, lwia zmarszczka. Bez krzty napięcia brwi. Bez wykrzywienia ust. Za to z silnymi obawami skrywającymi się w oczach.
Kamery też je rejestrują — dodała Taissa. — Gdyby nie to, inaczej bym nawet nie sięgała po twój płynny kapitał, Effciu. — Uśmiechnęła się przepraszająco. — Odkupię Gorbachova.
Yonaka westchnęła przez nos i przetarła kark. Z nieokazanym zdumieniem zarejestrowała, że palce stały się lodowate.
Dobrze — zaczęła cicho. — Potraktuję możliwość paranormalnego zdarzenia jako hipotezę.
Aaron pokiwał głową.
Brzmi prawie jak kapitulacja.
Nie przesadzaj. — Wreszcie wyciągnęła z kieszeni notatnik i rzuciła na stół. Otworzyła go na losowej stronie. Kartki w w paru miejscach były pogniecione a zgrabne pismo wyglądało przez to groteskowo. — Ale jest jedna rzecz, której nie będę traktować jak hipotezy. Brak snu. — Utwkiła twarde spojrzenie na Effie. — I żadnej więcej siekiery. Jeśli znowu coś usłyszysz, najpierw dzwonisz do nas. — Dopiero wtedy ramiona odrobinę jej opadły. — A teraz zaczniemy od początku. Błyski, skrobanie, miejsca, godziny. Wszystko.
Zgodnie z tym, co Effie przedstawiła towarzystwu, sprawa mogła rozbijać się o dwie rzeczy: odwyk od leków nasennych, których znaczna podaż wychodziła przez jakieś czas od detoksu oraz obecność bytów drugich, trzecich czy czwartych. A demonolożka nadal nie była przekonana względem pozostałych numerów. Dla dobra swego i ogółu, zostawiła LaVoodoo z Aaronem i Taissą.
Tuż po wyjściu na zewnątrz dzwony katedry wybiły szóstą popołudniu. Wezbrał północny wiatr i równie szybko zniknął. Od strony plebanii nadciągał ksiądz z ministrantami. Jeden z młodych dopalał naprędce papierosa i wcisnął niedopałek do rynny odpływowej przy budynku.
Drzwi salonu ezoterycznego śmignęły nagle a ze środka wyskoczył Aaron.
Chwilka! Chwiluteńka! — Ciągnął ze sobą pod ramię Taissę i stanął tuż przed otwartymi drzwiami Kujiry, do której już wsiadała Effie na przedzie a Phil z tyłu. — Ja nie chcę robić za rosyjską nianię napitego rudzielca!
Wylosowałeś krótszy los, Ivanie Niegroźny — oznajmiła Yonaka, zamykając drzwi za Effie. — Ktoś musi pilnować sklepu. I Taissy. Nie stracę utargu czy przeklętych butelek Jacka Danielska, tylko przez waszą niepewność.
Aaron zamrugał nerwowo i potrząsnął głową.
Ale... Ale ty nawet nie wierzysz w to...
Zgadza się.
Więc czemu?
Pytanie Aarona jeszcze krążyło jej nad głową, gdy bez słowa zostawiła go na chodniku i wsiadła za kierownicą starej toyoty. Męczyło na kolejnych światłach w wieczornym korku Downtown. Siągnęło się, jak gęsta melasa między palcami, w ciszy przerywanej muzyką ze starej kasety w odtwarzaczu samochodowym. I nie zniknęło.
Czemu chcesz jej pomóc? — słyszała nieme pytanie, gdy zerkała co jakiś czas w górne lusterko. Phil miał słuchawki na uszach i klepał coś w laptopie. Może montował nagrania do kolejnego odcinka paradokumentów na kanała YouTube. Może sporządzał dziennik. Może programował nowego Snake'a i nazwał go Valak.
To irracjonalne — pomyślała, czując na sobie cudzą uwagę. Wychyliła się lekko do przodu. Czerwone światło. Oparła się wygodniej w fotelu kierowcy i wtedy spostrzegła, że Effie patrzy na nią w podobny sposób, co Aaron. Yonaka odwróciła lekko głowę. Przez chwilę milczała. Dłonie skute lodem trzymała na kierownicy.
Na pewno wiesz, że podejrzewam to gorsze dla ciebie rozwiązanie — przerwała w końcu ciszę. — Postradanie zmysłów to... najokropniejsza forma nawiedzania. Lub opętania, jeśli kto woli. — Zerknęła przez szybę pasażera na zapełniony chodnik. Ludzie wracali z pracy, od specjalisty lub po obowiązkach przeżycia kolejnego dnia. — Naprawdę wolałabym, żeby to było coś paranormalnego. — Wróciła spojrzeniem do Effie. — Ale musisz zdawać sobie sprawę, jakie to trudne. A ja nie mam w zwyczaju okłamywać ludzi. — Zsunęła ręce na środek z popękanym logiem Toyoty i postukała palcami. — Musisz mi pomóc uwierzyć, że wszystko z tobą w porządku. — Potaknęła. — Tak, panno Granger. Też dla mojego spokoju ducha. — Blady uśmiech uniósł jeden kącik. — Chcę pomóc, na ile mogę, więc... Możemy się na to umówić?

🚘 Effie Granger 🚘
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
tell me your name, demon!
pliz, bez grafomanii
ODPOWIEDZ

Wróć do „St. Michael's Cathedral Basilica”