ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001
Powiedzieć, że był w k u r w i o n y, to jak nic nie powiedzieć. Jasne, był bardzo cierpliwym człowiekiem i wiele było trzeba, żeby go zdenerwować, ale Eonowi udawało się to bezbłędnie. Czasami miał ochotę ukręcić mu głowę przy samej dupie, choć starał się tego po sobie nie pokazywać. To wciąż był syn kogoś, kogo darzył szczególnym szacunkiem, ale mimo wszystko chłopak nie powinien tego wykorzystywać. Reon, kiedy wychodził z domu, zgodził się na to, że wróci przed północą. Tylko dlatego Ryouta zgodził się na to, żeby chłopak poszedł na imprezę sam. Niestety, ale północ już dawno minęła, a jego nie było w domu.
Napisał do niego wiadomość, licząc na to, że gdziekolwiek był, to usłyszy telefon i mu odpisze. Już po pierwszej wiadomości było jasne, że chłopak był pijany albo porobiony. Ewentualnie jedno i drugie. Szlag go trafiał, ale odetchnął kilka razy, żeby się uspokoić. Po krótkiej (bardzo irytującej) wymianie wiadomościami, w końcu się dowiedział, gdzie powinien go szukać, a przynajmniej miał taką nadzieję. Wiedział, że Eon wybierał często ten konkretny klub, więc liczył na to, że właśnie tam będzie.
Przebrał się w coś bardziej wyjściowego niż dres, po czym wyszedł z mieszkania i skierował się do samochodu. Wsiadł do niego i ruszył, kierując się do klubu, w którym chłopak zapewne przebywał. Na szczęście o tej godzinie ulice nie były ruchliwe, więc szybko dojechał na miejsce. Zaparkował blisko wejścia, wysiadł z auta i od razu skierował się do wejścia do klubu. Na szczęście bramkarz nie miał nic przeciwko temu, żeby wpuścić go do środka. Jeszcze tego w tym wszystkim by brakowało, żeby go z jakiegoś powodu nie chcieli w klubie.
Po wejściu do wnętrza budynku, przeszedł się po nim, szukając swojego podopiecznego. Nie dojrzał go na parkiecie ani przy barze, co trochę go zirytowało. Nie chciało mu się go szukać po całym klubie, bo to było jak szukanie igły w stogu siana. Przeszedł do toalety, gdzie również go nie było. W końcu przyszła kolej na to, żeby przejść się do strefy dla VIP-ów. Nie byłby specjalnie zaskoczony tym, gdyby znalazł go właśnie tam. Problem tylko polegał na tym, że przy wejściu do loży stał ochroniarz, z którym musiał przeprowadzić zdecydowanie za długą dyskusję na temat tego, czy powinien go wpuścić, czy też nie. Na szczęście dał się przekonać i uwierzył w to, że Ryouta szukał swojego młodszego brata, który zaginął gdzieś w akcji i ich rodzice się o niego martwili. Opowiedział mu ckliwą historię o tym, jak bardzo ich mama się o niego bała, bo od kilku dni nie dawał znaku życia i nie wracał do domu.
Po wejściu do loży, musiał wejść nieco bardziej w głąb. W końcu jednak dostrzegł chłopaka w towarzystwie sporo starszej od siebie kobiety. Skrzywił się na ten widok, bo coś miał przeczucie, że ten coś zbroił. Podszedł do stolika, stanął naprzeciwko Eona i skrzyżował ramiona na klatce piersiowej. — Reon — powiedział stanowczym tonem, przeszywając go spojrzeniem. — Pożegnaj się z panią i wracamy do domu — dodał, przenosząc wzrok na kobietę, która siedziała obok. Nie mógł powiedzieć, że nie była atrakcyjna, ale zdecydowanie nie powinna brać sobie do towarzystwa takiego młodziutkiego chłopca.

Reon Moriya
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
For good luck!
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001.
Dla Reona, cały dzień spędzony bezczynnie w domu był dniem straconym, dlatego korzystając z faktu, że nie pracował i wolnego czasu miał aż nadto, lubił go spędzać jeżdżąc na zakupy albo rozbijając się po klubach nocnych, imprezując i wlewając w siebie wątpliwe ilości trunków alkoholowych. Niestety, ku niepocieszeniu swojego osobistego psa obronnego, Ryouty Aso. Sam fakt, że Moriya musiał pytać go o z g o d ę na to, żeby gdziekolwiek samemu wyjść był wystarczająco irytujący, a do tego jeszcze dostawał od niego godzinę policyjną, o której musiał być już w domu. Zupełnie, jakby był dzieckiem i nie mógł robić po prostu tego, na co miał ochotę, jak na dorosłego przystało. Z dwojga złego jednak, wolał już to, niż żeby mężczyzna szlajał się po tych klubach razem z nim, bo nie znał chyba ani jednej innej osoby, która tak spektakularnie psułaby świetną zabawę, jak Aso.
Obiecał, że wróci dzisiaj do domu najpóźniej o północy. Dla niego, o tej godzinie tak naprawdę dopiero zaczynała się impreza, dlatego nic dziwnego, że kiedy wybiła odpowiednia godzina, po Reonie nie było ani widu, ani słychu. Nie był też zaskoczony, że ledwo parę minut po północy dostał wiadomość od Ryouty z zapytaniem gdzie się podziewał. Nie miał najmniejszej ochoty zdradzać mu swojej lokalizacji, ani nawet z nim konwersować, ale wiedział, że ten nie da mu żyć i będzie do niego uporczywie pisał oraz wydzwaniał, dopóki z nim nie porozmawia. Jako, że był już pod wpływem dość sporej ilości promili, jego wiadomości wysyłane do mężczyzny pozostawiały wiele do życzenia. W dodatku był rozdrażniony przez to, że ten w ogóle zawracał mu tyłek, dlatego najwyraźniej postanowił być dla niego niemiły. Ostatecznie, już dla świętego spokoju dał mu wskazówkę, gdzie mógł teraz być, chociaż w głębi duszy liczył na to, że ten i tak nie będzie w stanie go znaleźć i w pierwszej kolejności odwiedzi inne kluby, w których też zdarzało mu się bywać.
Moriya był dość podstępną bestią i zawsze kiedy gdzieś wychodził, wiedział wokół kogo się zakręcić, żeby jak najlepiej wykorzystać swój czas, który spędzał w klubie. Nie inaczej było tym razem, kiedy przy barze wyczaił swoją ofiarę. Już wcześniej zauważył, że kobieta miała wstęp do loży VIP-owskiej, a czy jest coś bardziej prestiżowego, świadczącego o wysokim statusie osoby, niż fakt, że miała do takowej wstęp? Dla Reona nie. I wiedział jedno – dokładnie tam chciał spędzić resztę dzisiejszego clubbingu. Oczywiście, postanowił do tego wykorzystać swój wygląd oraz urok osobisty. Wystarczyło, że postawił parę drinków i zrobił się trochę zbyt przymilny, by ostatecznie skończyć na wygodnej, welurowej kanapie w loży, przy okazji nie musząc płacić kompletnie za nic. Oczywiście, było go stać, ale jeśli ktoś chciał mu coś sponsorować, dlaczego miałby z tego nie skorzystać? I nawet jeśli te nieszczęsne wiadomości od Ryouty popsuły mu nieco humor, to dość szybko o tym zapomniał, kiedy na stoliku przed nim postawiono kolejnego wysokoprocentowego drinka.
Niestety, w końcu nadeszła ta chwila, w której największy psuj zabawy jaki chodził po tym świecie, dotarł do klubu, w którym imprezował Moriya. Na widok Ryouty nie zareagował jednak agresją, a jedynie uśmiechnął się głupkowato od ucha do ucha. Przez chwilę tak po prostu patrzył na niego z dołu, słuchając tego co Aso ma mu do powiedzenia. Na koniec pokręcił przecząco głową.
Ryouuuuuuta — klasnął w dłonie i poderwał się do góry, przy czym od razu się zachwiał, bo momentalnie mocno zakręciło mu się w głowie. Ręką podparł się o oparcie kanapy, dzięki czemu udało mu się złapać równowagę. Wyprostował się i wsunął rękę pod ramię mężczyzny, uwieszając się na nim. Wlepił szczenięce spojrzenie w jego twarzy i wydął dolną wargę. — Noc jest jeszcze młoda. Może zostaniesz i zabawisz się z nami? — zapytał.
Masz, napij się i się trochę rozerwij. Na pewno dobrze ci to zrobi — nieco się nachylił w stronę stolika, odsuwając się od mężczyzny, ale tylko po to, żeby sięgnąć po swojego na wpół wypitego drinka, którego następnie wcisnął mu w dłoń.
Ryouta Aso
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdy tylko zobaczył ten jego głupkowaty uśmiech, to już wiedział, że chłopak nie miał zamiaru pójść z nim po dobroci. Zdążył go za dobrze poznać, żeby nie wiedzieć, co to oznaczało. Naprawdę nie miał ochoty na to, żeby się z nim przepychać słownie i zaciągać go siłą do swojego samochodu, a potem do mieszkania. Szlag go trafiał za każdym razem, kiedy działo się coś takiego. Tyle dobrego, że miał w sobie tyle spokoju, że w ogóle nie pokazywał po sobie tego, że był rozdrażniony. Eon jednak mógł być pewien tego, że był na niego po prostu zły. Nie miał zamiaru dawać mu się urobić. Wiedział, że chłopak na pewno będzie próbował to zrobić.
Wywrócił oczami, kiedy tamten tak się zachwiał. Tak, jak sądził wcześniej, Reon miał już dość mocno wypite i nawet nie próbował tego ukrywać. Dobrze, że nie poszalał bardziej, bo bardzo nie chciałby z n o w u zbierać go z klubowego kibla, kiedy rzygał do muszli klozetowej. Nie takie przeboje już przerabiali, zarówno tutaj, jak i w Tokio, kiedy czasami dostawał polecenie od szefa, żeby go przypilnować. — Ledwo stoisz na nogach — mruknął pod nosem, bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego. Pochylił się lekko w jego stronę, kiedy Eon się na nim uwiesił, ale zaraz z powrotem się wyprostował i wypuścił głośno powietrze nosem.
Uniósł wyżej brew, kiedy dojrzał to jego szczenięce spojrzenie. — Dobrze wiesz, że ten twój szczenięcy wzrok w ogóle na mnie nie działa i że nic w ten sposób nie wskórasz. Możesz sobie darować te swoje sztuczki z przymilaniem się do mnie — powiedział wprost. Może kiedyś jeszcze dawał się na to łapać i potrafił mu ulec, ale z czasem uświadomił sobie, że chłopak tylko grał takiego niewinnego, a tak naprawdę miał sporo za uszami. Znacznie więcej, niż powinien, biorąc pod uwagę to, ile miał lat. — Nie lubię takich miejsc i imprez — uciął temat. Na pewno nie miał zamiaru tutaj zostawać. Wystarczyło mu, że w pracy musiał znosić dudniącą muzykę.
Nie lubię pić i świetnie o tym wiesz — westchnął ciężko. — Nie raz dawałem ci do zrozumienia, że nie lubię tracić nad sobą kontroli — dodał i wzruszył lekko ramionami. Odstawił drinka z powrotem na stolik, by zaraz się wyprostować. Dopiero teraz przeniósł wzrok na kobietę, z którą chłopak spędzał czas. Nie umknęło jego uwadze to, że była od niego dużo starsza. Wyglądała też na bogatą. Porządny makijaż, ułożone włosy i markowe ciuchy. Nietrudno było sobie wywnioskować, że to Reon doczepił się do niej, a nie na odwrót.
Mam nadzieję, że nie sprawiał pani żadnych problemów. Przepraszam za niego z góry. To strasznie... frywolny młody człowiek — powiedział i posłał jej przepraszające spojrzenie. Objął chłopaka w talii, korzystając z tego, że tak się na nim uwiesił, po czym odwrócił się i ruszył w stronę wyjścia. — A ty co? Milfa ci się zachciało? Przecież takie kuguarzyce tylko czekają na takich naiwnych chłoptasiów jak ty — powiedział, zbliżając twarz do jego ucha, żeby nie krzyczeć. Nie chciałby, żeby kobieta usłyszała, co takiego o niej myślał. Jak dla niego to nie było normalne, że dorosła, dojrzała kobieta, zainteresowała się dużo młodszym od siebie chłopcem. Nie dość, że Eon był młody, to wyglądał na jeszcze młodszego, niż był w rzeczywistości. Jak dla niego, to zakrawało już trochę o tendencje pedofilskie.

Reon Moriya
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
22 y/o
For good luck!
180 cm
baluje za hajs ojca
Awatar użytkownika
I'm having fun tonight
I'm doing drugs tonight
I'm cranking up
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnął sobie ciężko i przewrócił oczami, kiedy Ryo skomentował to, w jakim był stanie. Rzeczywiście, nie mógł się z nim nie zgodzić w kwestii tego, że ledwo stał na nogach, bo ciężko było utrzymać mu się w pionie. Wypił już sobie dość solidnie, bo minęło kilka godzin odkąd zawitał w klubie, więc nic dziwnego, że był porządnie nawalony. Nie uważał jednak, żeby to było coś złego. Po prostu chciał się zabawić i trochę rozerwać, to wszystko. Nie każdy miał kija w dupie, jak Aso.
Jesteś bez serca — stwierdził po prostu i odwrócił wzrok, zagryzając jeden z policzków od wewnątrz, jakby obrażony. Dobrze wiedział, że takie sztuczki nie działały na mężczyznę, a mimo to i tak próbował je stosować za każdym razem, kiedy chciał go na coś namówić. Na początku jeszcze był w stanie coś w ten sposób ugrać i Aso rzeczywiście mu ulegał, ale z czasem przejrzał go na wylot i Moriya miał znacznie utrudnione zadanie, jeśli chciał go udobruchać. — To mógłbyś zacząć i przestać być takim sztywniakiem — stwierdził, wzruszając ramionami. Czasami zastanawiał się, czy Ryo wiedział co to znaczy dobra zabawa i czy w ogóle kiedykolwiek oddawał się jakimś formom rozrywki. Nie wyobrażał sobie, jak można było żyć w taki nudny i przewidywalny sposób jak mężczyzna.
Nie umrzesz, jak wypijesz jednego drinka. Właściwie, to pół — zmarszczył czoło, spoglądając na szklankę, którą przed chwilą wcisnął Ryoucie. — Daj spokój, nie najebiesz się przecież taką ilością alkoholu — spojrzał na niego z politowaniem. — Nikt chyba nie ma aż tak słabej głowy — stwierdził. Zdawał sobie sprawę z tego, że Aso raczej stronił od alkoholu, bo znał mężczyznę od lat. Nie zmieniało to jednak jego zdania odnośnie tego, że jakby od czasu do czasu Ryouta sobie coś chlapnął, to nie stałaby mu się żadna krzywda. Czasami chciał, żeby ten się z nim napił czegoś mocniejszego, ale jak nietrudno się domyśleć, za każdym razem mężczyzna odmawiał.
Cmoknął na Ryo, kiedy ten zwrócił się do kobiety i powiedział coś takiego. Bardzo nie lubił, kiedy ktoś wypowiadał się na jego temat n e g a t y w n i e. Sam nigdy nie miał sobie nic do zarzucenia. Poza tym, skoro kobieta sama chętnie go tutaj zaprosiła i spędzała z nim czas, kupując mu kolejne drinki, to chyba logiczne, że miała ochotę na jego towarzystwo, tak? Nie spodziewał się, że Aso tak go obejmie, więc gdy mężczyzna to zrobił, nieco się zakłopotał i odchrząknął cicho. Niechętnie ruszył za nim, ale nie omieszkał jeszcze odwrócić głowy, układając dłoń w kształt słuchawki telefonicznej i przykładając ją do ucha. Puścił kobiecie oczko i poruszył ustami, jakby mówił, aby do niego później zadzwoniła, a na koniec westchnął ciężko, odwracając się z powrotem przed siebie.
Ja pierdolę, przecież nie przespałbym się z nią. Nie pojebało mnie — powiedział. Po prostu chwilowo skorzystał z tego, że wpadł kobiecie w oko. — A nawet jeśli, wiek to tylko liczba — dodał jeszcze, wzruszając ramionami. W końcu to nie tak, że miał coś przeciwko parom z dużą różnicą wieku. Serce nie sługa, prawda? Gdy już wyszli z loży, zamiast ruszyć w kierunku wyjścia, Reon ponownie uczepił się ramienia mężczyzny i pociągnął go za sobą, chcąc najwyraźniej podejść do baru.
No weź, Ryo. Nie chcę jeszcze wracać do domu — powiedział błagalnym tonem. — Napij się ze mną chociaż jednego drinka… A nie, czekaj. Pewnie jesteś samochodem — zamyślił się na krótką chwilę, ściągając brwi. — To chociaż dotrzymaj mi towarzystwa, a ja się jeszcze napiję! Proszęęęęęęęęę. Tylko jeden drink, a potem będę grzecznym chłopcem i wrócimy razem do domu, dobrze? — zagryzł delikatnie dolną wargę, znowu wpatrując się w niego tym szczenięcym wzrokiem. Zupełnie, jakby tym razem to jednak miało zadziałać.
Ryouta Aso
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
30 y/o
For good luck!
186 cm
ochroniarz Emptiness
Awatar użytkownika
There'll be no rest for the wicked
There's no song for the choir
There's no hope for the weary
If you let them win without a fight
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Być może — odparł i wzruszył lekko ramionami. Jeśli bycie odpowiedzialnym oznaczało, że był bez serca, to rzeczywiście tak było. Nie uważał jednak, że pozwalanie chłopakowi na dalsze imprezowanie było wskazane, biorąc pod uwagę to, w jakim był stanie. Uważał, że już starczyło mu alkoholu jak na ten wieczór. Chyba nawet nie chciał wiedzieć, jak dużo w siebie wlał, że skończył tak porobiony. — To, że nie lubię latać po klubach i chlać nie robi ze mnie sztywniaka — powiedział, unosząc wyżej brew. Co prawda, nie mógł o sobie powiedzieć, że był rozrywkowym gościem, ale to też nie tak, że miał kija w dupie. No, a przynajmniej swoim zdaniem, bo wiele osób, które miało okazję mieć z nim do czynienia, pewnie powiedziałoby to samo. Wolał jednak mieć głowę na karku, niż potem żałować, że czegoś nie dopatrzył.
Nie, nie umrę, ale nie będę po tobie dopijał — stwierdził, licząc na to, że jak da mu taką wymówkę, to młodszy przestanie na niego naciskać w tej kwestii. W ogóle nie miał ochoty na to, żeby pić drinka, a już na pewno nie takiego kolorowego. Kiedy już coś pił, to stawiał na normalny alkohol. — Nie mówię, że się najebię, ale to nie zmienia faktu, że po prostu nie lubię pić — spojrzał na niego z politowaniem. Znali się od wielu lat i Eon już powinien się nauczyć, że niezależnie od tego, jak będzie się starał, to nie będzie w stanie namówić go na picie. Jeśli już sięgał po alkohol, to robił to z własnej nieprzymuszonej woli i tylko wtedy, kiedy sam miał na to ochotę. — Pewnie nie — rzucił, chcąc zbyć temat. Owszem, miał słabą głowę, ale rzeczywiście nie tak, że to pół drinka mu zaszkodziło.
Wypuścił głośno powietrze nosem na to jego cmoknięcie, bo w ogóle mu się to nie spodobało. Nie znosił, kiedy Eon próbował go ustawiać albo karcić, bo w jego oczach chłopak był po prostu rozpieszczonym gówniarzem. Miał ogromny szacunek do jego ojca, ale nie potrafił zrozumieć, jakim cudem rozpieścił go do tego stopnia, że ten zachowywał się w taki karygodny sposób. Nie umknęło jego uwadze to, że ten jeszcze na odchodne dał kobiecie do zrozumienia, żeby się z nim skontaktowała. Jego niedoczekanie, że pozwoli mu się z nią spotykać.
Jesteś pewien? Oboje dobrze wiemy, że jak jesteś nawalony, to puszczają ci hamulce. Nie byłbym specjalnie zaskoczony tym, jakbyś rano do mnie zadzwonił i poprosił, żebym cię odebrał z jej mieszkania — odparł. To nie byłby zresztą pierwszy raz, kiedy Eon nad ranem do niego dzwonił, żeby kazać mu po siebie przyjechać gdzieś, gdzie spędził z kimś noc. Za każdym razem był na niego tak samo wkurzony. Nie był jego prywatną taksówką. — Wiek to tylko liczba, jeśli dzieli cię z kimś taka różnica wieku, jaka jest między nami, a nie kiedy jest między kimś różnica trzydziestu lat — spojrzał na niego z politowaniem. Czasami naprawdę chciałby być w jego głowie, żeby poznać jego procesy myślowe.
Ale ja chcę — mruknął pod nosem. Gdyby nie to, że Eona jeszcze nie było w domu, to już dawno siedziałby w łóżku i spał albo czytał książkę. — Oczywiście, że przyjechałem po ciebie samochodem — wywrócił oczami. Przecież nie szukałby go po mieście taksówką. Tak było łatwiej i szybciej. Westchnął ciężko, kiedy chłopak zaczął go tak prosić. Przystanął na moment, wbił beznamiętne spojrzenie w jego twarz i przez chwilę się nad czymś zastanawiał. — Okej, w porządku. Inaczej nie dasz mi spokoju i będziesz siedział naburmuszony — odparł z ciężkim westchnięciem, po czym skierował się do baru. Puścił go, kiedy się przy nim znaleźli i usiadł na jednym ze stołków. — Colę z lodem — rzucił tylko do barmana.

Reon Moriya
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
👹
metagaming; decydowanie za cudzą postać
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”