ODPOWIEDZ
28 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
187 cm
reżyser filmowy Pinewood Studios
Awatar użytkownika
I feel that we're close to the end with one foot hanging from the edge.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor


Forever now and always you'll echo down the hallways.

Kamera. Akcja.
Świat filmu, w którym zawsze się coś działo, był mu dobrze znany i to już od najmłodszych lat, jeszcze zanim dowiedział się co to znaczy stosunek płciowy. To był świat ruchomy, zawsze w biegu i jedyną jego stałą była ciągła zmiana, bo nie czekał na nic i na nikogo, a zadaniem Amina było za nim nadążyć. Uwielbiał głośne rozmowy, oślepiające światła i ekscytację, gdy pędził do wielkiego finału i gdy tylko błysk fleszy znikał tuż po premierze najnowszego filmu wszystko zaczynało się od nowa, ale nigdy w taki sam sposób. Kochał swoją pracę i nie zamieniłby jej na żadną inną.
Każdy projekt miał swój unikalny czar i urok, niezależnie czy była to ogromna produkcja za granicą, czy mniejsza lokalna. Czasami nawet wolał być w pobliżu, bo długie wyjazdy sprawiały, że w końcu tęsknota go przybijała. Tym razem pracował przy reklamie dla kanadyjskiej firmy kosmetycznej DECIEM w Toronto, więc w zasadzie nigdzie nie musiał się ruszać, co było mu bardzo na rękę. Kręcił się przy kamerzyście, zerkał na kadr, jednocześnie odpowiadając na pytania modelki, która kręciła się przy nim, ubrana w krótką, cienką sukienkę i narzucony na nią biały szlafrok. Dzień był chłodny, więc okrycie zdejmowała tylko jak już kręcili.
Wszystko szło zgodnie z planem, nie było opóźnień, a ekipa wydawała się zgrana i z tego co zaobserwował Amin — wiedzieli co robili. Podobnie jak on. Wyjął słuchawkę z ucha i rozejrzał się za drugim kamerzystą, który nagle gdzieś zniknął. Przeszedł za przyczepę, przeskoczył nad splotem kabli i rozejrzał się, najdłużej kieruj wzrok w stronę toalet.
Krótka przerwa — mruknął do drugiego asystenta i westchnął ciężko, po czym ruszył się po kawę. Nie przepadał za czekaniem, lubił ogarnąć wszystko jak najszybciej, a przerwy robić tylko wtedy, kiedy zdjęcia trwały już długo i ludzie zaczynali robić się głodni. Pójście bez słowa do kibla, kiedy jest się potrzebnym nie było na jego liście ważnych powodów dla przymusowej pauzy.
Rozcieńczył podwójne espresso chłodną wodą, żeby wypić je naraz, a kiedy to już zrobił, sięgnął po listę z najważniejszymi punktami dnia i przejrzał ją jeszcze raz, aby na pewno niczego nie zapomnieć. Był bardzo szczegółowy w tym, co robił. Pilnował porządku zarówno przy strojach czy rekwizytach, ale i całej produkcji, zachowując odpowiednią kolejność działań, aby nic się nie pomieszało i nie daj boże zostało przeoczone. Czasami jego przełożeni niecierpliwili się trochę tym, że doglądanie całości zajmowało mu nieco więcej czasu, ale ostatecznie byli bardzo zadowoleni z efektu, bo dzięki temu dbał o to, aby nie dochodziło do opóźnień i wyrabiał się w wyznaczonym czasie.
Kamerzysta w końcu wrócił, a on znowu wpadł w wir kreatywnego trzymania ręki na pulsie. Obserwował kręcone sceny, przyglądał się modelom i jak tylko coś mu się nie podobało, to przerywał i prosił o powtórkę. Niektórzy nauczyli się już, że nie było sensu z nim dyskutować, bo nigdy nie odpuszczał. W pewnym momencie ktoś wszedł w kadr. Ktoś, kogo nie powinno tam być. Amin zamrugał zdziwiony, bo nawet nie wiedział skąd chłopak przyszedł. Czy wyszedł z podziemnego przejścia? Przecież chyba zamknęli je na czas kręcenia?
Wow, wow. Stop. Przerwa — powiedział, prostując się i wymijając kamerę, aby skierować się do nieproszonego gościa. Nawet jeżeli był statystą, to ewidentnie nie był moment dla niego, a ponadto wchodząc zasłonił modelkę, która właśnie miała powiedzieć kluczowe zdanie. Pewnie nie będzie zadowolona, bo to była już piąta próba.
Ale przecież musiało być i d e a l n i e.
Maggi? — rzucił, kiedy podszedł bliżej. W pierwszej chwili chciał go po prostu wyprosić, ale w następnej rozpoznał w nim znajomego sprzed lat. Jego wyjazd do Szkocji była dla Amina jak najbardziej zrozumiały i życzył mu wszystkiego co najlepsze i po latach sądził, że Maggio już tam został i ułożył sobie życie, bo nie utrzymywali kontaktu. Nie spodziewał się spotkać go w Toronto i to w dodatku w pracy.

Maggio Winters
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
29 y/o
For good luck!
188 cm
Biochemik ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Powrót do Toronto nie był najłatwiejszą decyzją. Szkocja nadal go przyciągała, zawierając w sobie liczne wspomnienia oraz cząstkę chłopaka. Paradoksalnie było to również powodem, dla którego ostatecznie zdecydował się wrócić do Kanady, zostawiając marzenia i połowę serca w miejscu, w którym do tej pory biło szybciej, natchnione nadzieją. Nie potrafił patrzeć już tak samo na drzewa, które były świadkiem licznych pocałunków; na wody, które pieściły ciała. Za wiele przeżył, za wiele bolesnych myśli przychodziło do głowy, aby mógł prowadzić tam normalne stabilne życie, którego potrzebował.
I tak, jak kilka lat wcześniej uciekł z Kanady do Szkocji, by rozpocząć nowe życie z dala od toksycznego otoczenia chcąc ratować, tak teraz uciekał ze Szkocji do Kanady, by marzenia pogrzebać. Samodestrukcja, tak z pewnością określiłoby to wiele osób. Ale czy gorzej nie zadziałałoby zostanie, kiedy każde miejsce przywodziło na myśl jej zapach?
Kilka pierwszych tygodni po ostatecznym zjechaniu do swojego rodzinnego kraju minęło mu na próbie ponownej adaptacji do otoczenia. Musiał się przestawić, zostawiając za sobą wszystkie nawyki wypracowane w Szkocji. Rzucić się w wir nowej pracy, która go fascynowała i stwarzała możliwości rozwoju. Brzmiało jak remedium na roztrzaskane serce. Na pogrzebanie naiwnych mrzonek o szczęśliwym zakończeniu, które nie istniało. Nie w tej rzeczywistości i nie z jego udziałem, czy to nie było wystarczająco dramatyczne?
Nadal nie otrząsnął się z pierwszego szoku, który trzymał jego duszę w garści, uzmysławiając mu, że był tylko zwykłym, słabym człowiekiem, który nie miał władzy ostatecznej nad własną przyszłością. Mógł zatrzymać pracę, pieniądze, mieszkanie, ale nie mógł zatrzymać przy sobie miłości.
Zaabsorbowany własnymi myślami, z których niewiele było przyjemnych, nie zauważyła, że zjawił się w miejscu, w którym nie powinien być niszcząc jakieś nagrania. To, że wparował na plan zdjęciowy jak gdyby nigdy nic dotarło do niego w chwili, w której usłyszał podniesione głosy, z których jeden wypowiedział jego imię. Zatrzymał się trochę zdezorientowany; no pięknie, teraz wyobraźnia poniosła go szczególnie.
Zerknął na postać, która ewidentnie go znała i potrzebował zaledwie pięciu sekund, żeby rozpoznać w niej dawnego kolegę.
-Amin. Wyjątkowo nieoczekiwane spotkanie. Nie spodziewałem się na ciebie wpaść - powiedział, chociaż to właśnie Maggio był tym, który wyjechał na inny kontynent, chcąc zostawić wszystko za sobą. - Minęło trochę czasu. Czy zniszczyłem ci nagrania? - spytał, rozglądając się. Nie wiedział nawet, czy mężczyzna jest producentem, aktorem, kamerzystą czy statystą. Niczego nie wiedział o dawnych przyjaciołach.

Amin Al-Maliki
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
28 y/o
KONSEKWENTNY RENIFEREK
187 cm
reżyser filmowy Pinewood Studios
Awatar użytkownika
I feel that we're close to the end with one foot hanging from the edge.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona / jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dobrze było go widzieć. Zawsze cieszył się ze spotkań ze znajomymi, wychodząc z założenia, że dobre relacje należało pielęgnować. Może powinien był przykładać się do tego również po wyjeździe Maggio z miasta, ale wir pracy potrafił wciągnąć tak skutecznie, że czasami trudno było zobaczyć nawet to, co przed nosem. Na pewno jednak o nim nie zapomniał, co z resztą właśnie okazał, od razu go rozpoznając.
Co prawda widok go zaskoczył i chyba sam Maggio siebie zaskoczył, że znalazł się w takiej sytuacji. Amin po prostu się uśmiechnął. W każdej innej sytuacji wyprosiłby osobę, która przeszkodziła w nagrywaniu sceny, a potem wrócił jak najszybciej do pracy, ale to nie była jedynie przypadkowa, nieznajoma osoba, a Maggio, którego od dawna nie widział i był bardzo ciekawy co u niego.
Nie, co ty. Nie przejmuj się — odparł od razu, prychając krótko pod nosem i machnął lekceważąco dłonią. Jedna z asystentek spojrzała na niego z wyraźnym zdziwieniem, może nawet w lekkim szoku. — Godzina przerwy na… cokolwiek chcecie — zarządził głośno, odwracając się do ekipy. Teraz wywołał już zdziwienie w większości pracowników, ale darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby, więc ludzie czmychnęli uznając, że lepiej zrobić to szybko, zanim Amin się rozmyśli.
Chodź na kawę — zaproponował, wskazując niewielki bufet pod jednym z namiotów. Nawet było tam kilka składanych krzeseł, żeby można było sobie usiąść. Zaprowadził tam chłopaka, po drodze wyjaśniając mu, że właśnie kręcą reklamę, a potem wskazał mu wolne miejsce, uprzednio rzucając na krzesło płaską poduszkę do siedzenia. Nie będzie przecież siedział na twardym. Gościnność w rodzinie Amina grała olbrzymią rolę. — Ze śmietanką? Słodzisz? — zapytał, sięgając go dzbanek świeżo zaparzonej kawy. Rozejrzał się za przekąskami i ciastem, a jego wzrok padł na połowę placka ze śliwkami i paczkę precli.
Proszę, jak w pięciogwiazdkowej kawiarni — zażartował i znowu szerzej się uśmiechnął, kiedy już przytargał okrągły, plastikowy stolik i ustawił na nim ich kawę, śmietankę, słodzik, talerz z ciastem i miskę precli. — Zaprosiłbym cię w jakieś lepsze miejsce albo do mnie, ale nie mogę zostawić teraz planu zdjęciowego — wyjaśnił, siadając na własnym krześle, również z poduszką pod tyłkiem. Sam używał i śmietanki i słodzika i lubił te wszystkie słodkie kawy z syropami, mlekiem i jeszcze najlepiej bitą śmietaną albo lodami. Wiedział, że pewne kiedyś się to na nim zemści, ale narazie nie odmawiał sobie, bo niby żyje się raz. To była chyba jego jedyna słabość (to i desery), ale poza tym odżywiał się naprawdę zdrowo i uwielbiał domowe posiłki, pił dużo wody i nawet ćwiczył. Lubił biegać i kilka razy w tygodniu skakał na siłownię lub basen.
Opowiadaj, mamy godzinę i liczę na szczegóły — powiedział, wodząc spojrzeniem po twarzy kolegi. Zauważył zmianę w jego wyglądzie. Niby minęło zaledwie kilka lat, ale wygładzone młodością rysy nabrały lekkiej głębi, nadając mu bardziej poważnego wyrazu i musiał przyznać, że cholernie mu to pasowało.

Maggio Winters
Myre
posty generowane przez ai, sterowanie cudzą postacią bez uzgodnienia.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”