ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor


Like a flower from a funeral wreath
trzy lata temu


   Lubił swoje życie na tyle, że czuł się naprawdę swobodnie, przemierzając ulice Toronto nawet samotnie. Jeszcze do niedawna autentycznie musiał ukrywać się i pilnować na każdym kroku, bo jego była asystentka okazała się psycholką i starała się za wszelką cenę zdominować cały jego świat. Odpuściła dopiero kilka miesięcy temu, kiedy otrzymała sądowy zakaz zbliżania się, ale Lenny odzyskał odrobinę pewności siebie dopiero po kilku tygodniach spokoju i chociaż jeszcze nie do końca ufał, że dziewczyna naprawdę się odczepiła, to czuł się coraz pewniej i swobodniej.
   Inaczej sprawa się miała odnośnie Brandona, który wyglądał z tym wieńcem pogrzebowym tak, jakby sam miał się wpakować zaraz do grobu. Lenny dostał jego wiadomość, która swoją droga była trochę dziwna, i postanowił odwołać spotkanie ze znajomymi z teatru i udać się na spotkanie z mężczyzną, do którego zaczynał czuć miętę. Po drodze kupił sobie rogalika, bo w pośpiechu zapomniał zjeść śniadania, a że rogalika należało czymś popić, to zatrzymał się jeszcze po kawę. Kiedy zobaczył już ten wieniec, a za nim Brana, właśnie otrzepywał czarny t-shirt z okruszków, zauważając przy tym rozwiązaną sznurówkę jednego z butów. Jednak widok kolegi zaabsorbował nagle całą jego uwagę więc zostawił cholerną sznurówkę i ruszył w jego stronę, przekrzywiając lekko głowę, jakby dalej nie był pewien czy widzi to, co widzi.
   一 Jak to ktoś ci to przysłał? To chyba bardziej creepy, niż miłosne listy tej wariatki, w których groziła, że na dowód swoich uczuć mogłaby mi przysłać serce gołębia. Do tej pory nie wiem po co 一 mruknął, wzruszając ramionami. Stęknął cicho, kiedy wieniec uderzył w niego gwałtownie i ledwo go złapał, zataczając się. Westchnął ciężko i oparł go na swojej klatce piersiowej, przytrzymując sztuczne gałązki. Przekręcił głowę i wychylił ją zza wieńca, aby spojrzeć na Brana, który zachowywał się, jakby miał manię prześladowczą i rozglądał się panicznie na wszystkie strony.
   一 Co chcesz z tym zrobić? 一 zapytał, wodząc wzrokiem za rozbieganym spojrzeniem chłopaka. 一 Szukasz czegoś? 一 zapytał zaraz po raz drugi. W końcu zaczął rozglądać się na własną rękę, jakby miał nadzieję, że jakoś pomoże, ale przecież nie miał pojęcia czego szukał, więc jak to się niby miało udać. Opuścił wzrok na sam wieniec, któremu nie zdążył się jeszcze dobrze przyjrzeć i musiał przyznać, że był całkiem ładny. Jak kiedyś by umarł i ktoś kupiłby mu taki na grób, to na pewno by się bardzo ucieszył.
   一 To naprawdę piękne kolory, wiesz że… 一 zaczął i już chciał opowiadać o symbolice koloru fioletowego, kiedy napotkał spojrzenie mężczyzny, które wcale nie było zbyt przystępne i wtedy zamilkł, po czym pokręcił głową, porzucając temat. Wydawało mu się, że coś jest bardzo, bardzo nie tak. Może jednak stało się naprawdę coś poważnego, a on sobie tutaj chciał rozprawiać o kolorach i kwiatkach. 一 Kto umarł? 一 zapytał w końcu grobowo poważnym tonem, mając nadzieję, że jednak nikt, kogo znał.

brandon leffingwell
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Znalazłszy pod swoimi drzwiami wieniec, spędził kilka godzin w łóżku, trzęsąc się ze strachu. Nie miał pojęcia, kto był zdolny do czegoś takiego (a raczej o tym nie pomyślał), ale miał stuprocentową pewność, że nie można było mówić o pomyłce, bo na szarfie było jego nazwisko. Czyżby ktoś życzył mu śmierci? Tylko dlaczego?
Bodźcem zmuszającym go do wyjścia z łóżka była rozmowa z Epiphany; przyjaciółka doradziła mu, by się nie przejmował i tak też uczynił; napisawszy do Lenny’ego postanowił pozbyć się wieńca i wrócić do swojego życia. Bo może to był jedynie nietrafiony żart?
Gdy dostrzegł Evergrove’a, przyspieszył kroku i wkrótce znalazł się tuż obok niego.
Też chciałbym wiedzieć. Wracam do domu, widzę wieniec. Podchodzę bliżej i zauważam, że na wstęgach jest moje nazwisko. Koniec historii 一 wzdrygnął się, bowiem znów uderzyły w niego tamte uczucia. Emocje ściskały jego wnętrzności, a całe ciało drżało, nieustannie poszukując wyjaśnienia.
Kto wysłał ten wieniec? Dlaczego trafiło na niego?
Bo przecież...
Nawet nie chciał myśleć, że to groźba i ktoś chciał go zabić.
Oddychaj i wyrzuć to z głowy, przecież nikomu nic nie zrobiłeś.
Niecelowo zahaczył wieńcem o kumpla 一 jego planem było odwrócenie się i poprawienie chwytu, lecz skończyło się na tym, że potrącił Lennona. Ustał tylko dzięki szybkiej reakcji towarzysza, za co podziękował mu skinieniem głowy.
Chcę to wyjebać 一 powiedział, tachając wieniec. 一 Tylko nie mogę wyrzucić tego na śmietnik, bo jeszcze ktoś doda dwa do dwóch i będzie jeszcze większy problem 一 wyjawił, decydując się przekazać Lenny’emu jedynie szczątkowe informacje.
Nie miał pewności, kto był odpowiedzialny za wysłanie mu wieńca i co dokładnie mogło to oznaczać, lecz panikował i bał się przyszłości, w której ktoś mógłby kontynuować żart.
Przecież ludzie bywali nieobliczalni; przecież istniały potwory, które wykorzystywały każdą okazję i karmiły się strachem.
Nie chcę wiedzieć, Lenny 一 mruknął, skupiając wzrok na wieńcu. 一 Musisz mi pomóc. Weź ze mną to cholerstwo i zanieśmy to na cmentarz. Na pewno znajdziemy tam jakiś świeży grób, udamy, że jesteśmy jakimiś znajomymi i po sprawie. Nie wiem kto umarł, ale na pewno kogoś znajdziemy 一 zaproponował.
Wydawało mu się, że nie mógł wpaść na lepszy pomysł: dzięki przeniesieniu wieńca na cmentarz, osoba, która mu go wysłała, nie będzie wiedziała o tym, że się go pozbył.
No, chyba, że go śledziła, ale o tym nawet nie chciał myśleć.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Sytuacja wydawała mu się wyjątkowo podejrzana, szczególnie kiedy Brandon powiedział, że nie chce wiedzieć kto umarł, jednocześnie taszcząc wieniec pogrzebowy. To stało się zagadką, w dodatku niepokojącą, która zagnieździła się w umyśle Lennona i nie chciała sobie z niego wyjść, uznając że całkiem jej tam wygodnie. To mu się zdecydowanie nie podobało. Chciał skupić się na swojej pracy i dążeniu do awansu, bo wiedział już, że to było jego powołanie. Nie chciał żeby coś, albo ktoś, mu to odebrał. Dlatego trochę obawiał się dziwnych i podejrzanych wydarzeń, które mogłyby popsuć jego reputację, bo co jeżeli nagle okaże się że to jakaś sprawa kryminalna i zostaną aresztowani?
  Właściwie może nawet lepiej, że Bran mu nie wytłumaczył dokładnie co się stało, bo inaczej zwolniłby po cichu, odwróciłby się, podczas gdy kolega dalej by coś mówił, i zwiał bez pożegnania, co może nie było zbyt uprzejme, ale za to bezpieczne. Stało się jednak inaczej i ostatecznie postanowił chłopaka wesprzeć, może nawet trochę pocieszyć, bo wyglądał na wyjątkowo zestresowanego.
  一 No dobrze. Dobrze. Na cmentarzu na pewno znajdziemy odpowiedni grób 一 mruknął, podchodząc bliżej i przytrzymując wieniec z jednej strony, Wyglądał na ciężki i na pewno drogi. Trochę dziwiły go tak duże ceny w tym interesie pogrzebowym, ale z drugiej strony niektórzy chcieli zarobić na wszystkim, a śmierć towarzyszyła każdemu czy tego chciał, czy nie. 一 Ciągle ktoś umiera 一 pocieszył go, chociaż tak ogólnie to wcale nie było wesołe stwierdzenie, nawet jeżeli prawdziwe i obecnie im na rękę.
  Szli przez jakiś czas w milczeniu, kierując się w stronę węższej uliczki, którą można było dojść szybciej na cmentarz, do bocznej bramy. Przypomniał sobie, że niedługo Halloween, więc w sumie nie musieli nawet szukać świeżego grobu. Mogli zostawić wieniec na jakimkolwiek, byle nie był zaniedbany. Już chciał wspomnieć o tym chłopakowi, kiedy zobaczył po swojej lewej przejeżdżające obok nich auto. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że zarówno kierowca, jak i pasażer, patrzyli się na nich w taki sposób, jakby chcieli wyssać im dusze przez gałki oczne. Poza tym podejrzanie wolno jechali.
  一 W sumie możemy zostawić wieniec na jakimkolwiek zadbanym grobie… To dziwne 一 powiedział, zaczynając zdanie z animuszem, a kończąc je z nutką niepewności w głosie. Może Panowie w aucie chcieli zapytać o drogę, tylko czemu nie opuszczali już szyby? A może podziwiali wieniec, bo był naprawdę piękny.

brandon leffingwell
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Ucieszył się, że Lenny zaakceptował jego plan i odetchnął z ulgą, gdy ten chwycił za wieniec. Wspólne niesienie wiązanki umożliwiło mu regenerację sił, które utracił podczas samotnej przechadzki.
Słowa bynajmniej nie podniosły go na duchu; choć Lennon starał się odwrócić uwagę Brandona i chciał go pocieszyć, otworzył szufladkę, która wręcz krzyczała: skoro ciągle ktoś umierał, ty możesz być następny.
Obyśmy nie byli to my 一 jęknął (zapytany, nie potrafiłby stwierdzić, czy Evergrove to usłyszał, bowiem powiedział to naprawdę cicho).
Trudno było mu wskazać choćby jedno, racjonalne wyjaśnienie sytuacji; wielokrotnie (choćby od Lenny’ego) słyszał o dziwnych pomysłach ale w i e n i e c?
Słyszałeś kiedyś, żeby ktoś komuś wysłał coś takiego w żartach? 一 jego kumpel był dziennikarzem, więc NA PEWNO musiał znać podobne sytuacje. Bran nie mógł być jedyną osobą, która zamiast bukietu róż dostała kwiaty stawiane na nagrobkach.
Nim usłyszał odpowiedź, zwrócił uwagę na jadący w pobliżu samochód.
Ś w i e t n i e.
Och, kurwa 一 jęknął, gwałtownie odwracając spojrzenie. 一 Lenny, wiej 一 Ziścił się najczarniejszy ze scenariuszy; jeszcze do niedawna Bran nie chciał o tym myśleć, ale teraz miał niemal stuprocentową pewność, że to jacyś prześladowcy, a może nawet seryjni mordercy. A co najgorsze, wciągnął we wszystko kumpla. 一 Zostaw ten pieprzony wieniec i uciekamy 一 kontynuował, chcąc uchronić Evergrove’a od poznania się z mężczyznami z auta. Jego rodzina już wcześniej czasami dostawała pogróżki, ale nigdy nie było tak źle.
Być może przesadzał i nadinterpretował sytuację, ale strach i wspomnienia okazały się silniejsze. Branowi towarzyszyło nieodparte wrażenie, że wszystko, co złe wydarzyło się zaledwie wczoraj; że szlag trafił terapię i że znów powracały ataki paniki ze szkoły średniej.
Albo nie, rzućmy nim w nich. Na trzy 一 zasugerował, licząc, że ruch na tyle zdezorientuje obserwujących ich mężczyzn, że uda się im uciec.
Nim jednak zaczęli odliczanie, jeszcze raz spojrzał na mężczyzn, a potem głośno przełknął ślinę. 一 Jak przeżyjemy, będziesz miał o czym opowiadać dzieciom 一 starał się zażartować, lecz w głosie wyraźnie było słychać rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Lennon Evergrove
30 y/o
For good luck!
188 cm
reporter CBC Toronto
Awatar użytkownika
Ivory skin and eyes of emerald green. Your smile is like a breath of spring.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkidaj/spokój
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

   Na szczęście nie usłyszał słów Brandona, sugerujących, że oni sami mogliby niedługo umrzeć, bo być może przeraziłby się nawet na śmierć. Nie chciał umierać, nie miał tego w planach. Gdyby jednak tak się stało, to byłoby mu niezwykle przykro, szczególnie że napracował się na awans. Była również cała masa innych powodów, ale na szczęście nie musiał teraz o tym myśleć.
   Myślał za to nad tym, czy słyszał o wysyłaniu komuś wieńca pogrzebowego w żartach. Przez chwilę zastanawiał się naprawdę mocno nad tym zagadnieniem, ale ostatecznie doszedł do pewnych wniosków, które podparte były doświadczeniem z newsami ze świata oraz pogrzebami, które zdarzały się w jego rodzinie dość często, bo miał milion ciotek, wujków i innych kuzynów, którym się zdarzało od czasu do czasu kopnąć w kalendarz.
   一 Wiesz no, raczej mało kto żartuje sobie z takiego tematu. To musiałaby być osoba z czarnym poczuciem humoru, zdająca sobie sprawę, że nie odbierzesz tego tak… jak odbierasz właśnie. Prędzej bym powiedział, że wysyłanie żyjącym wieńca pogrzebowego to jakaś groźba, próba dokuczenia, wiesz? 一 mówił coraz bardziej niepewnie, powoli uświadamiając sobie, że Bran chyba nie pytał tak bez powodu. Pytanie czy ktoś wysłał jemu ten wieniec, czym może komuś z jego najbliższego otoczenia. A może to on chciał komuś go wysłać? Nie. Wtedy by zamówił transport, a nie chciał się go pozbyć.
   Zacisnął dłoń na sztucznych gałązkach, słysząc przekleństwo, a potem komendę, która miała zachęcić go do ucieczki. Jak to wiej? Co się działo? Nie trzeba mu było jednak dwa razy powtarzać. Jeżeli ktoś kazał uciekać, to się uciekało, a pytania zadawało później. Tak też uczynił i zaczął biec, zostawiając wszystko 一 auto z mężczyznami w środku, wieniec pogrzebowy i samego Brandona 一 w tyle. Na szczęście był jeszcze na tyle blisko, aby usłyszeć kolejne słowa kumpla. Oh, zmiana planów w takim momencie? To trochę okrutne, ale niech będzie. Zatrzymał się gwałtownie, oddychając szybko i płytko, a serce waliło mu mocno w piesi, kiedy adrenalina buzowała w żyłach razem z krwią.
   Wrócił biegiem i chcąc załatwić sprawę szybko, chwycił wieniec, okręcił się, wykorzystując jego ciężar, aby zamachnąć się z odpowiednią siłą, po czym cisnął nim w przednią szybę auta. Złapał rana za rękę, nie czekając na efekt końcowy jego popisowego numeru, po czym znowu zaczął uciekać.
   一 Raczej nie będę mieć dzieci 一 wymruczał pod nosem, bo nie planował związku z kobietą ani teraz, ani nigdy. Zerknął na niego kątem oka i przygryzł lekko wargę. Może dobrze, że tak się odsłonił, bo może ran zrozumie przesłanie.
   一 Co to za faceci? Co się dzieje? 一 pytał zdyszany, dalej biegnąc i ciągnąc za sobą chłopaka, jakby się bał że go zgubi, a nie chciał zostać teraz sam. 一 Lepiej mi powiedz, bo oni widzieli moją twarz, a to bardzo, bardzo źle 一 dodał, starając się brzmieć trochę na wściekłego, chociaż dawno tyle nie biegał i trochę brakowało mu tchu.

brandon leffingwell
Myre
posty wygenerowane przez ai, brak interpunkcji
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Wszystko wyglądało coraz gorzej, a usłyszenie od Lennona tego, co sam podejrzewał, było jak mocny cios w brzuch. Bran czuł niemal fizyczny ból i odnosił wrażenie, że powoli zmierzał do końca (w każdym znaczeniu tego słowa).
Na jego twarzy malowało się przerażenie zmieszane z zaskoczeniem, bowiem nie spodziewał się, że Lenny ucieknie tak szybko. W tej samej chwili pożałował, że nie ugryzł się w język i że wyjawił mu swój plan. Przecież powinien załatwić to w pojedynkę; przecież nie powinien zawracać niewinnego człowieka, który chciał mu pomóc.
Co on narobił?
Wszystko wydarzyło się na tyle szybko, że Bran nie zakodował ponad połowy informacji; w jednej chwili Lenny stał kilka metrów od niego, później nagle znalazł się tuż obok i cisnął wieńcem na samochód. Zaś nim Leffingwell zdążył mrugnąć już uciekali i zostawiali śledzących ich mężczyzn za sobą.
N-nie wiem 一 zająknął się, gorączkowo analizując, czy powinien iść w zaparte czy wyznać prawdę. Obie opcje wydawały mu się fatalne; przyznanie się do przeszłości sprawi, że Lenny będzie w niebezpieczeństwie, ale zatajenie faktów również niczego nie wyprostuje, bo przecież mężczyźni widzieli jego twarz i na pewno spróbują to wykorzystać. 一 T-to... T-to... 一 Aktywność fizyczna utrudniała złapanie oddechu i mało brakowało, by Bran wypluł płuca. 一 Skręćmy tutaj, tu mamy większe szanse, żeby ich zgubić 一 polecił, zmuszając się ze wszystkich sił do wyraźnego wypowiedzenia słów.
Plątanina wąskich uliczek zwiększała ich szansę na ucieczkę, dlatego Brandon zdecydował się pociągnąć Lenny’ego i zgubić śledzących ich mężczyzn.
Uparcie ignorował fakt, że kumpel domagał się informacji 一 obiecał sobie, że w pierwszej chwili muszą uciec i że dopiero, gdy im się to uda, wyjaśni wszystko (a raczej wymyśli wiarygodną i okrojoną wersję historii).
Lawirowali pomiędzy uliczkami przez dobre kilkanaście minut. Upływ czasu sprawił, że Bran czuł się coraz pewniej aż wreszcie dotarł do momentu, gdy odetchnął z ulgą. 一 Chyba ich zgubiliśmy 一 powiedział, opierając się plecami o pobliski murek.
Niekontrolowanie osunął się na ziemię, a później przymknął oczy i starał się oddychać głęboko, by uspokoić nerwy. 一 Przepraszam, że cię w to wciągnąłem 一 dodał, nie spiesząc się z tym, by wyjaśnić co było powodem zamieszania. 一 Nie powinieneś wracać, trzeba było uciekać.

Lennon Evergrove
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”