26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jerome westchnął, kiedy jego telefon po raz kolejny w ciągu ostatnich minut wydał z siebie głośny dźwięk powiadomienia. Dlaczego w ogóle wpadł na pomysł by wyłączyć tryb cichy podczas gdy jego siostra bombardowała go wiadomościami i instrukcjami od samego rana? Nie miał prawa narzekać, w końcu pozwoliła mu okupować kanapę w swoim mieszkaniu, póki co powstrzymując się od pytań, na które nie chciałby udzielać odpowiedzi. Jerome starał się nie myśleć zbyt wiele, po prostu robił to, o co go prosiła. Zakupy? Nie ma problemu, uwielbiał dźwigać siaty. Wyprowadzenie psa na spacer? Zbieranie psich kup w akompaniamencie ostentacyjnego kichania to również żaden problem. Przygotowanie obiadu? Tu zaczynały się schody, ale przecież da sobie radę, miał w końcu dwadzieścia sześć lat. Być może musiał poświęcić ulubioną patelnię siostry, być może w myślach przypominał sobie numer alarmowy na straż pożarną, ale przynajmniej żadne z nich się nie zatruło. Jerome może i nie był zachwycony listą zadań do zrobienia, jednak był za nią poniekąd wdzięczny. Wdzięczny za wszystko, co pozwalało mu przez moment nie myśleć o niczym innym.
Wieczorem, kiedy skończył wykonywać większość zadań z listy siostry, wybrał się na spacer po parku, którym lubił dawniej spędzać czas. Zabawne, jak dobrze znane ulice i miejsca wydawały się mu być teraz czymś zupełnie obcym. Jerome nie potrafił odnaleźć się w nowej, czy raczej starej, rzeczywistości. Wetknął do uszu słuchawki i odciął się od świata, słuchając kawałków, które przyprawiały go wyłącznie o bardziej podły humor. Pogrążony we własnych myślach, które próbował od siebie odpychać, nie zauważył nadjeżdżającego rowerzysty. Niestety poczuł go dopiero na własnej skórze, kiedy odleciał do tyłu i spektakularnie wylądował na tyłku, boleśnie go sobie obijając. - Koleś, szybciej się nie dało? - może wtedy zamiast obitego tyłko miałby stłuczoną czaszkę i święty spokój. Miał przynajmniej nadzieję, że jego spodnie były nadal całe. Jerome schował słuchawki do kieszeni i z westchnieniem ujął wyciągniętą dłoń sprawcy zamieszania. A może to on nim był? Ciężko stwierdzić. - Sorry, to moja wina, mogłem się rozejrzeć… Jesteś cały? - zapytał, marszcząc czoło, bo jego niedoszły zabójca wydał mu się dziwnie znajomy. Nie potrafił go sobie jednak przypomnieć. Podobnie jak wszystko inne w tym mieście, należał do przeszłości, z powrotem do której miał spory problem.

Maggio Winters
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Jazda na rowerze dawała poczucie wolności, dodatkowo korzystnie wpływając na środowisko oszczędzając mu pokaźnej ilości spali. Dodatkowo miała w sobie coś urzekającego, jakby romantycznego, pozwalając skupić się na własnych myślach lub na obserwowaniu powolnie przesuwającego się świata, kiedy mijało się kolejne alejki. Maggio potrafił dostrzec w tym dostatecznie wiele piękna, które później ubierał w słowa zapisywane na kawałku papieru. Rachunek, pojedyncza strona z zeszytu, czasopismo znalezione na ławce w parku. Nie miało znaczenia gdzie, ważne, żeby nie zapomniał tego, co aktualnie pojawiało się w jego głowie. Nie raz, nie dwa zdarzyło mu się utracić zdanie, ostatecznie już nigdy do niego nie wracając. Każda kolejna próba wymuszenia w pamięci jego powtórzenia kończyła się powstaniem zaledwie słabego klona, któremu brakowało duszy.
Pędząc dzisiaj przez park napawał się półmrokiem oraz względną ciszą na około. Miała w sobie coś urzekającego i pięknego. Winters często wybierał się na przejażdżki nocą, by podziwiać miasto, które nie tętniło tak życiem oraz przyglądać się światłom, których aura unosiła się na około budynków. W takich chwilach żałował, że nie posiadał talentu malarskiego wystarczającego by uwiecznić to na płotnie. Zadowalał się więc kolejnymi wersami, oddając im kawałek swojej duszy.
Oczarowany własnymi myślami, w których zaczynały współgrać ze sobą kolejne rymy, nie dostrzegł pieszego, któremu pomyliło się chodzenie po ścieżce przeznaczonej dla niego ze ścieżką rowerową. Maggio nie wnikał - w dzisiejszych czasach człowiek mógł utożsamiać się dosłownie ze wszystkim, nawet z rowerem. Niestety, owe niedopatrzenie, jak również nieobecność umysłowa Wintersa sprawiły, że wjechał w biednego chłopaka, który poleciał do tyłu. Maggio niemal słyszał, jak jego tyłek uderza o podłoże.
-Wybacz, nie zauważyłem cię. Mrok spowił cię aż za bardzo, a mi światło gdzieś umknęło - odpowiedział, starając się szybko zejść z roweru, by pomóc chłopakowi. Skończyło się to zahaczeniem stopą o ramę i piękną wywrotką, dzięki której boleśnie obił sobie kolano. Będzie z tego siniak, o ile noga nie spuchnie mu niemiłosiernie. Podniósł się jednak, otrzepał spodnie i podszedł do ofiary. - Owszem, póki co jestem w całym kawałku, ale powinieneś się o siebie martwić. Obicie kości ogonowej bywa upierdliwe w skutkach - skomentował z uśmiechem licząc, że jednak nie dostanie po buzi za ten wypadek. słowie mógł się potyczkować, ale jeśli chodziło o pięści wypadał raczej marnie. - Podzielmy się winą po połowie, tak będzie sprawiedliwie - uśmiechnął się do niego, a kiedy światło padło na jego twarz, Maggio dostrzegł w niej znajomą postać. - Jerome? - spytał, bo nie był pewien. Minęło trochę czasu odkąd miał okazję widzieć go ostatni raz. Miał jednak dziwne wrażenie, że potrącony chłopak był bratem dziewczyny, z którą swego czasu się kolegował.

Jerome Blackwood
26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby nie własna, żenująca sytuacja, Jerome zacząłby się śmiać na widok nieporadności gościa na rowerze. Co by nie mówić, obie wywrotki były dość spektakularne i, jak to mawiała obecnie młodzież, odejmowała punktów od aury. - Ty może i tak, twoje spodnie niekoniecznie - Jerome wskazał na drobne zadrapanie na materiale, które mogło równie dobrze okazać się niczym poważnym. - Przynajmniej rower wygląda w porządku - miał nadzieję, że rower tego gościa zbytnio nie ucierpiał podczas ich bliskiego spotkania, jako że niekoniecznie był na ten moment w posiadaniu odpowiedniej ilości pieniędzy na naprawę. Pożyczanie ich od siostry byłoby co najmniej upokarzające, podobnie jak tłumaczenie jej w jaki sposób uszkodził rower. Śmiałaby się z niego przez najbliższy tydzień.
Jerome odwzajemnił uśmiech, oddychając z ulgą, że rowerzysta okazał się być całkiem normalny i sympatyczny. Zazwyczaj wpadał pod koła takich, którzy odgrażali mu się nieistniejącymi prawnikami lub wzywaniem policji. Zdecydowanie powinien popracować nad uważnością, jeśli zależało mu na spokoju ducha. - Uhm, tak? - odpowiedział nieco niepewnie, słysząc swoje imię z ust rowerzysty. Czy to znaczyło, że z jego pamięcią nie było do końca tak źle i naprawę się znali? Próbował przypomnieć sobie tego chłopaka, jednak nic konkretnego nie przychodziło mu do głowy. - Przepraszam, nie pamiętam twojego imienia… Wiem tylko, że skądś kojarzę twoją twarz. Spotkaliśmy się kiedyś? - zapytał, czując się niesamowicie głupio. Być może blondyn był znajomym kogoś z jego rodzeństwa? W końcu wszyscy Blackwoodowie byli towarzyscy, a ich dom codziennie pękał w szwach. - Zaraz… Mark, Mario? Nie, Maggio! Ten od zatrucia, teraz pamiętam - zaśmiał się, przypomniawszy sobie jeden z zabawniejszych momentów, kiedy jego siostra i jej kolega ledwie dotarli do domu po wizycie w jednej z knajp, walcząc o pierwszeństwo do toalety. - Nadal widujesz się z moją siostrą? - zapytał, czując się trochę niezręcznie, bo przecież nie miał pojęcia co robi teraz jego rodzeństwo. Większość postawiło na nim kreskę, gdy nagle zupełnie się od nich odciął, a powrót do łask wiązałby się z wyjaśnieniami i opowiadaniem historii, o której chciał jak najszybciej zapomnieć. - Byłoby mądrze stąd zejść… Nie wiem jak ty, ale ja nie chcę znowu obić sobie tyłka - mruknął, przezornie schodząc ze ścieżki rowerowej.

Maggio Winters
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Machnął jedynie ręką na komentarz o spodniach, na których faktycznie widniały otarcia, przez które sączyło się trochę krwi. Nie przejmował się uszkodzeniami ubrań, były jedynie rzeczami materialnymi (które trzeba było nosić, aby nie zostać posądzonym o ekshibicjonizm), mając bardziej na uwadze dobro poszkodowanego. A że zaliczył przy tym równie spektakularny upadek? Przynajmniej nie będzie mógł powiedzieć, że cierpiała tylko jedna osoba i kto wie, czy później nie wymienią się doświadczeniami “kogo boli bardziej”.
-Nic mu nie będzie. Nie byłeś aż tak ciężką przeszkodą, żeby go uszkodzić - stwierdził, zerkając na przedmiot, który spoczywał teraz na trawie. Może dzięki temu w końcu da go do przeglądu, bo ostatnio odniósł wrażenie, że hamulce mu szwankują, co stanowiło pewnego rodzaju zagrożenie życia - wolałby nie wpakować się pod ciężarówkę tylko dlatego, że nie mógł się dostatecznie szybko zatrzymać.
Przyglądał się jego twarzy zdecydowanie zbyt długo i zapewne zbyt nachalnie, odwracając wzrok kiedy uświadomił sobie, jak musiał wtedy wyglądać. Nie potrafił się jednak powstrzymać niemal nigdy, kiedy widział kogoś, czyja twarz wyglądała znajomo. Potrzebował wtedy odszukać w głowie obrazów i informacji, dzięki którym ustaliłby personalia osobnika. Z Jerome poszło mu nad wyraz sprawnie - najwidoczniej dostatecznie odcisnął się w głowie Wintersa pomimo upływu lat.
-Mario… - powtórzył, bo wydało mu się to zabawnym imieniem w ich sytuacji. Ten poruszał się gokartem, za to Maggio rowerem - zero różnicy. - Nie jestem pewien, czy schlebia mi fakt, że pamiętasz mnie przez pryzmat tego wydarzenia. Ale tak, to ja. Nadal mną wewnętrznie telepie, kiedy przechodzę obok tego lokalu - zaśmiał się, odtwarzając w głowie wspomnienia, które chłopak wydobył. Nie pamiętał czy kiedykolwiek jeszcze tak bardzo zależało mu na tym, by dostać się do ubikacji. Pocieszał go jedynie fakt, że był wtedy dzieckiem.
-Znacznie mniej, niż bym chciał. Nasz kontakt… trochę się urwał po moim wyjeździe i jakoś nie było okazji, żeby do niej wpaść. Zresztą mieszka chyba w Nowym Jorku? - spytał, nie będąc w pełni pewnym. Wspominała coś o powrocie do miejsca, w którym się urodziła, ale było to już jakiś czas temu i Maggio nie wiedział, czy informacje nadal są aktualne.
-Trafne. Może jakieś piwo, kawa, herbata? jeśli masz ochotę powspominać dawne czasy i podzielić się aktualnościami - zaproponował. Bo chociaż sam chciał o swojej przeszłości zapomnieć, wymazując z niej najbardziej bolące aspekty, tak nie miał niczego przeciwko towarzyskiej pogawędce.

Jerome Blackwood
26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W przeciwieństwie do rowerzysty, dla niego ta sytuacja nie była machnięciem ręki. Gdyby nie jego brak uwagi, facet jechałby dalej dokądkolwiek zmierzał, mając przed sobą perspektywę spokojnego wieczoru. Jerome zaczynał myśleć, że był przeklęty, a jego pech zaczynał rezonować też na innych, nawet kompletnych nieznajomych. - Mam uznać to za komplement? - zdecydowanie było mu daleko do ciężkiej przeszkody, a ostatnie miesiące zmieniły go nie do poznania, również i fizycznie. Być może dlatego chłopak wpatrywał się w niego tak intensywnie, próbując odnaleźć w nim coś znajomego? Jerome nie czuł się szczególnie komfortowo, gdy ktoś poświęcał mu tak wiele uwagi, ale nie zamierzał też mówić tego głośno by przypadkiem nie wprawić chłopaka w zakłopotanie. - Wybacz… Pamiętam też inne, po prostu, jakoś, uhm… To pierwsze co przyszło mi do głowy - Jerome zaśmiał się nerwowo. Miał nadzieję, że nie obraził Maggio przywołaniem tego konkretnego wspomnienia. - Chyba… Chyba tak. Nie jestem pewien. Nie rozmawiałem z nią od dawna - po prawdzie nie miał najmniejszego pojęcia, że jego siostra wyjechała. Nie wiedział zbyt wiele o życiu swojego rodzeństwa odkąd urwał z nimi kontakt, a jego partner zmusił go do usunięcia mediów społecznościowych, oskarżając go o zdrady. Ale przecież nie przyzna się do tego Maggio, musiał zatem coś wymyślić. - Przez kilka lat mieszkałem w Londynie. Studia, praca, potem więcej pracy. Wiesz jak to jest - a przynajmniej miał nadzieję, że chłopak to łyknie. Przecież nie kłamał, prawda? Propozycja wspólnego wypadu trochę go zaskoczyła. Od czasu utraty pracy i zatrzymania jego byłego nie rozmawiał z nikim. Nie tak, jak przedtem. Głównie były to samotne wyjścia do baru by trochę się upić i zapomnieć lub podobna próba w domowym zaciszu. Ale może tego właśnie teraz potrzebował? Towarzystwa kogoś, kto znał go zanim wyjechał. Z czasów, gdy był jeszcze sobą. - Pewnie. Ale ostrzegam, język rozwiązuje mi się dopiero przy czwartej kolejce - zaśmiał się, siląc się na nonszalancję. Nic się przecież nie stanie, jeśli spędzi z kimś czas. Ale upłynie go jeszcze sporo nim nauczy się tego na nowo.

Maggio Winters
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Kontakty międzyludzkie były skomplikowane, ale Maggio je lubił. Dawały natchnienia nawet jeśli nie każde spotkanie kończyło się pozytywnie. Ile to razy naraził się przypadkiem chociażby jednym słowem, trafiając na kogoś kto przesadnie wyczulony był na dłuższy kontakt wzrokowy? Ile to razy musiał się tłumaczyć ze zwykłego potrącenia w tłumie, byleby tylko uniknąć konfliktu? Rad był, że młodzieniec, na którego wpadł nie planował się na niego rzucać.
-Poniekąd, chociaż może powinieneś nabrać trochę kilogramów. Niedługo, jeśli wiatr mocniej zawieje, porwie cię niczym dmuchawca - stwierdził, prześlizgując się po jego sylwetce. Nie robił tego nachalnie, nie chciał zostać źle odebranym. Chłopak był chudy, szczupły przestał być już jakiś czas temu. Wyglądał jak ktoś, kto na swoich barkach nosi znacznie więcej, niż jest w stanie udźwignąć. - To całkiem interesujące - móc usłyszeć o sobie z ust drugiej osoby, zwłaszcza przez pryzmat wspomnień. Mam wrażenie, że wiele z nich mi umknęło i teraz tym bardziej jestem ciekawy czy jeszcze możesz się ze mną podzielić - powiedział, zerkając na sympatyczną twarz. Niemal każdy z jego rodziny był miły - Maggio swego czasu często u nich przesiadywał, znając się ze starszą siostrą jerome całkiem dobrze. Relacje miały jednak to do siebie, że trzeba było o nie dbać, a przebywając w Szkocji Maggio zatracił się w uczuciu, nie widząc świata poza jedną osobą, wpatrzony w nią bezgranicznie. Teraz czuł się jak ślepiec, który na nowo uczył się patrzeć.
-Londyn? Mówisz poważnie? W takim razie nas obu przyciągnęły Brytyjskie ziemie, bo ja wyjechałem do Szkocji. Mam nadzieję, że dobrze spędziłeś tam czas - lepiej niż ja, dodał w myślach. - Koniecznie musisz podzielić się wrażeniami, czy Londyn jest tak fantastyczny jak go malują - powiedział. Potrzebował tej ucieczki jak niczego innego. Musiał na nowo zacząć funkcjonować - minęło już zbyt wiele czasu, by przeszłość miała nad nim taką władzę. Dostrzegł w spotkaniu z Jerome potencjał, który prosił się o wykorzystanie - stał się kołem ratunkowym niespodziewanie rzuconym przez ratownika.
-Ze mną jest znacznie łatwiej; nigdy nie miałem mocnej głowy, więc łatwiej będzie ci wyciągnąć ze mnie informacje. Czy prośba, byś jednak tego nie wykorzystywał coś da? - spytał z żartem w głosie. Bo chociaż nigdy nie miał mocnego kontaktu z tym Blackwoodem, tak coś w jego postawie kazało mu sądzić, że będą w stanie dogadać się tak, jak swego czasu dogadał się z jego siostrą. - Masz jakieś ulubione miejsca, czy zdajesz się na mnie. Ale uprzedzam, z barami doświadczenie mam nikłe.

Jerome Blackwood
26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jerome parsknął cicho śmiechem, słysząc uwagę o dmuchawcu. Może i powinien był nabrać kilku kilogramów, ale jakoś nigdy nie miał głowy do liczenia kalorii, regularnych posiłków czy innych rzeczy, którymi normalni ludzie podobno się przejmowali. Jego waga zazwyczaj utrzymywała się na prawidłowym poziomie, a sam Jerome regularnie biegał. Jednak w ostatnich miesiącach jedzenie było raczej czymś, o czym przypominał sobie dopiero wtedy, kiedy żołądek zaczynał boleśnie domagać się uwagi, a i wówczas często go lekceważył. - Świetnie. Całe życie marzyłem o tym, żeby zostać dmuchawcem - odpowiedział z lekkim rozbawieniem. Być może powinien obrazić się na tę uwagę, ale Jerome nie należał do osób chowających urazę. Co więcej, nie był pewien, kiedy ostatni raz tak swobodnie z kimś rozmawiał, mimo że nie przychodziło mu to lekko. Każda zwyczajna rozmowa wydawała się czymś dziwnie obcym, wymagającym wysiłku. Maggio miał jednak tę przewagę, że nie zadawał pytań, na które Jerome nie był gotowy odpowiadać lub nie zaimprowizował odpowiedzi w biegu. Przynajmniej jeszcze nie.
Wspomnienie Londynu sprawiło, że mimowolnie na moment spoważniał. To miasto było jednocześnie wszystkim i niczym. Miejscem, w którym nauczył się samodzielności, poznał ludzi, których kiedyś uważał za ważnych, i zbudował życie, które ostatecznie okazało się nie być jego. Teraz musiał stawiać je na nowo.- Londyn jest fantastyczny - powiedział po chwili zamyślenia, choć zabrzmiało to mniej przekonująco, niż zamierzał. - Oczywiście jeśli lubisz tłumy, wieczny pośpiech, absurdalnie drogie mieszkania i ludzi, którzy potrafią przejść obok ciebie bez mrugnięcia okiem, to zdecydowanie polecam. Szkocja brzmi dużo bardziej interesująco… Żałuję, że nigdy nie udało mi się tam dotrzeć - mimo, iż każdej jesieni planował w swojej głowie wypad do Edynburga, nigdy nie doszedł do skutku. Nigdy też zbytnio się tym nie przejmował, przecież zawsze jest ten następny raz. Do czasu aż go zabraknie.
Jerome pomógł Maggio postawić rower z powrotem na ścieżkę, po czym ruszyli wspólnie w stronę wyjścia z parku. Młodszy chłopak wsunął dłonie do kieszeni by sprawdzić czy niczego nie pogubił. - Nie wiem za kogo mnie masz, ale moje imię znajduje się w słownikowej definicji słowa naiwny - jeśli Maggoo nie chciał poruszać jakiegoś tematu, Jerome nie zamierzał ciągnąć go za język. Coś mówiło mu, że każdy z nich nosił w sercu ogromny ciężar, o którym nie był jeszcze gotów mówić. - Od dawna mieszkasz znów w Toronto? To takie dziwne… Czuję się tu jednocześnie znajomo i zupełnie obco - westchnął cicho, zastanawiając się czy i kiedy te uczucie minie. Być może Maggio miał dłuższy staż i doświadczenie w powrotach.

Maggio Winters
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Słowa płynęły, tak po prostu - bez presji, bez oczekiwań i wymogów. To mu się podobało, bo dawało poczucie normalności, której pragnął. Znajoma twarz potrafiła zdziałać cuda, chociaż trafienie na nią miało miejsce w mało przyjemnych warunkach. O to może właśnie chodziło - potrzebne było zdarzenie, żeby ostatecznie Maggio się trochę rozluźnił pozwalając na lekką konwersację. Wspominki dawnych czasów, wymianę informacji o tym, co działo się teraz. Skupienie na drugiej osobie pomagało na odsunięciu upierdliwych myśli, dając poczucie ulgi. Dokładając do tego jeszcze brak złości na twarzy Jerome, Winters mógł uznać, że ten wieczór będzie lepszy, niż w momencie, w którym zaplanował wycieczkę rowerową.
Dał mu czas na odpowiedź, nie naciskając. Każde miejsce, w którym człowiek się znajdował, wiązało się ze wspomnieniami różnej maści - pozytywnymi, negatywnymi, wesołymi, smutnymi. Ciężko było mu powiedzieć na podstawie zaledwie obserwacji, jakie teraz zaprzątały głowę Jerome - nie znał go aż tak dobrze, by w locie wyłapywać zmiany nastroju, czy mimiki twarzy. Nie byli sobie również na tle bliscy, żeby zaraz dzielić się najgłębiej skrywanymi w sercu informacjami.
-Tłumy potrafią być przydatne. Kiedy człowiek musi poświęcić obcym zacznie więcej czasu, niż powinien, nie ma go na to, by zastanawiać się nad pomyłkami i rozczarowaniami we własnym - rzucił lekko, nie chcąc by jego słowa zbyt bardzo przytłoczyły małego Azjatę. Nikt nie chciał się tu bawić w psychologa, ani filozofa - oni chcieli po prostu koleżeńskiej pogawędki, która nie była naszpikowana zobowiązaniami. - Koniecznie zrób sobie kiedyś taką wycieczkę. A ja pojadę do Londynu. później wymienimy się doświadczeniami i zobaczymy, które miejsce wygrało ranking - skomentował. Brzmiało jak plan idealny, chociaż nie był pewien, czy na chwilę obecną chciał w ogóle pojawiać się jeszcze na brytyjskiej ziemi. Dwa odmienne kraje, a jednak zbyt blisko siebie by nie kusiło go wrócenie nad pamiętne jezioro jakby w nadziei, że tym razem historia będzie miała inne zakończenie.
-Niedługo miną dwa lata. Albo już minęły. Ciężko powiedzieć, czas szybko płynie, a zdarzyło się naprawdę wiele - odpowiedział, kiedy kierowali się do pobliskiego baru. Można było wybrać coś innego, ale jaki był sens latania po mieście, skoro alkohol wszędzie był ten sam - różna mogła być jedynie cena. - Doskonale cię rozumiem. Nawet teraz mam wrażenie, że ominęło mnie zbyt wiele. Jakbym został wyrwany z jakiegoś uniwersum i umieszczony z podobnym, a jednak zupełnie różnym - skrzywił się lekko. To uczucie było mu znane doskonale - zagubienie w znajomym otoczeniu. - A ty? Jaki masz staż? Rok? Kilka miesięcy? Udało ci się na nowo połączyć z kimś, z kim straciłeś kontakt jak wyjechałeś? - rzucił pytaniami, sadowiąc ich przy wolnym stoliku. w barze panował gwar, ale to było całkiem rozluiźniające. - Ostatecznie piwo, czy masz ochotę na coś mocniejszego? - zerknął na niego, gotów złożyć zamówienie.

Jerome Blackwood
26 y/o
For good luck!
185 cm
psycholog/bezrobotny
Awatar użytkownika
frankly, my dear, I don't give a damn
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z jednym Jerome był gotów się zgodzić: tłumy potrafiły być przydatne. To w nich mogłeś poczuć się anonimowy. To w nich twoje problemy przestawały mieć choć na trochę znaczenie, gdy byłeś tylko jednym z wielu. Na szczęście Toronto, choć miało trzykrotnie mniej mieszkańców, nadal pozostawało całkiem sporym miastem, w zgiełku którego z łatwością można było się ukryć. Jerome czuł, że za słowami Maggio kryje się coś więcej, ale nie zamierzał drążyć tematu. Szanował prywatność innych, nawet jeśli oni nie zawsze szanowali tę jego. - Coś mi mówi, że Londyn jest bez szans. Jedna przejażdżka metrem i będziesz w biegu kupować bilet powrotny do domu - zaśmiał się, przypominając sobie te paskudne, śmierdzące i wyjątkowo klaustrofobiczne wagoniki, którymi codziennie dojeżdżał do pracy. Złote czasy, które już nigdy nie powrócą. Po prawdzie, Jerome nie byłby gotowy na powrót do Europy. Nie, w najbliższej przyszłości. Tak mocno jak pokochał Londyn, który na długi czas stał się jego drugim domem, i z którym wiązał swoją przyszłość, tak równie mocno go teraz nienawidził. - Dwa lata, a nadal masz poczucie wyobcowania? Nie brzmi to zbyt optymistycznie - i nie wątpił, że podobnie będzie w jego przypadku. Z takim bagażem doświadczeń, przywyknięcie do nowej-starej rzeczywistości z pewnością nie będzie łatwym zadaniem. - Dwa, może trzy dni? Póki co mieszkam na kanapie u Blossom, mojej bliźniaczki. Ze starych znajomości niewiele zostało - gdyby nie było to pokłosiem złych decyzji, a zwyczajną koleją rzeczy, Jerome nie czułby się źle na myśl o tym. Z drugiej strony, może i akurat tego by nie zmieniał? Nigdy nie miał szczęścia do znajomych, może poza jedną osobą, którą mógłby bez wahania nazwać prawdziwym przyjacielem. Myślami wracał tylko do Nico.
Droga do baru upłynęła im na miłej rozmowie, a Jerome szybko docenił spokój jaki bił od Maggio. Stanowił doskonałą przeciwwagę dla jego zwykle chaotycznego sposobu bycia (nawet wchodząc do baru musiał potknąć się o jakiś stołek i wpaść na gościa, który zmierzył go morderczym wzrokiem). - Zaskocz mnie. Tylko weź pod uwagę, że bezrobotni mają ograniczony budżet - uśmiechnął się szeroko. Czy przepijanie ostatnich pieniędzy było mądre? Nie, ale kogo by to obchodziło. Lej pan, na zdrowie!

Maggio Winters
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
say10
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Zaśmiał się, słysząc w jaki sposób Jerome wyrażał się o Londynie. Było to nad wyraz mało pochlebne, co sprawiało, że w oczach Maggio nie mógłby być żadnym telemarketerem, ani osobą, która na siłę próbowała polecić lub wcisnąć coś, do czego sama nie była przekonana. Kryło się za tym znacznie więcej - dla Wintersa było oznaką, że chłopak był zwyczajnie szczery, a to cenił sobie szczególnie. Nie trzeba było bezgranicznie się ze wszystkiego zwierzać, ale przynajmniej nie było kręcenia. Pytanie, czy potrafił być również szczery sam ze sobą, bo biochemik wiedział, że to było najtrudniejsze.
-Jeszcze trochę opisów w twoim wykonaniu i nie w smak mi będzie w ogóle jazda tam - skomentował, lekko głową kręcąc. Było mu miło, że Blackwood zdawał się byc w jego towarzystwie chociaż trochę rozluźniony - on sam mógł pochwalić się dokładnie tym samym. Azjata mógł nie zdawać sobie z tego sprawy i zapewne żył w tejże błogiej nieświadomości, ale Maggio potrzebował tego wspólnego, męskiego wypadu, by bezceremonialnie wlać w siebie trochę alkoholu, nie myśląc o konsekwencjach. te miały pojawić się dopiero jutro, więc na cóż za wczasu zaprzątać nimi głowę, skoro można było czerpać ze spotkania jak najwięcej?
-Nie patrz na swój powrót przez pryzmat mojego. Liczę, że tobie będzie łatwiej. Ja po prostu… zbyt wiele zostawiłem w Szkocji i minie trochę czasu, zanim odnajdę to również tutaj - odpowiedział. Zostawił serce, zostawił duszę - dwa elementy, bez których teraz był zwyczajnie niepełny. I chociaż wmawiał sobie, że to uczucie minie tak ten cichy, natrętny głosik ciągle powtarzał mu, że to było niemożliwe. Istniały bowiem rzeczy, których utrata była ostateczna. - Dopiero wróciłeś? - Na twarzy chłopaka pojawił się wyraz prawdziwego zaskoczenia. Tak niewiele czasu, a to właśnie na niego Jerome wpadł. Przypadkiem by tego nie nazwał - może potrzebowali siebie wzajemnie czując, że łączy ich więcej, niż podejrzewali - doświadczenia, które odcisnęły piętno, a z którymi nie tak łatwo było sobie poradzić. - Jeśli potrzebujesz pracy, mogę popytać u siebie w firmie. Jestem pewien, że coś by się znalazło. Ale tym bardziej trzeba uczcić twój powrót - rzucił z entuzjazmem. Uznał, że skoro tu był, w Londynie wydarzyło się coś, co nie pozwoliło mu zostać. Albo w Toronto znajdowało się coś, do czego potrzebował powrotu.
-Nie przejmuj się, ja stawiam. I żadnego marudzenia, proszę - uciszył go, zanim ten zdążył powiedzieć coś jeszcze. Zamówił im po jednym piwie stwierdzając, że o wiele lepiej zacząć od czegoś słabszego, a jak wyjdzie później? Cóż, o tym przekonał się prędzej, niż podejrzewał, kiedy gorzki trunek został zastąpiony whisky. Ta już była znacznie mocniejszym zawodnikiem, szybko uderzający do głowy.
-Jak nic się upiję, a później rower będzie prowadził mnie, a nie ja jego - zaśmiał się, upijając kolejny łyk drinka. Wariacje wariacjami, ale picie tego bez coli było dla niego samobójstwem.

Jerome Blackwood
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”