ODPOWIEDZ
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jakim cudem znowu wpadła na tego człowieka?

Nie, to nie mógł być przypadek. Widziała go, gdy bujała się po barach w pojedynkę, tamtej nocy, gdy zadzwoniła po Rue, żeby poczuć się bezpieczniej. Widziała go też parę dni później, gdy szła późnym popołudniem ze szkoły na nocną zmianę w The Painted Lady. Początkowo tłumaczyła to sobie złośliwym zrządzeniem losu, bo to było wysoce nieprawdopodobne, żeby w takim mieście jak Toronto, wpaść na tę samą, obcą osobę w trzech, tak skrajnie różniących się od siebie miejscach. Nie chciała wyjść na paranoiczkę, bo przecież nigdy nią nie była. Nawet wtedy, gdy Mateo i Diego, dzwonili do niej po kilkanaście razy w ciągu jednej godziny, próbując ją zmusić do powrotu do Meksyku lub podania im adresu, który przecież i tak zdobędą, jeśli nie da im go po dobroci. Cholera, nic nie szło po jej myśli.

Było już dość późno. Zamknęła restaurację z koleżanką, w której od czasu do czasu sobie dorabiała, ale były to raczej pojedyncze rzuty raz na parę tygodni, kiedy miała więcej wolnego. Ruszyła w stronę swojego mieszkania, przy okazji miała okazję minąć The Painted Lady. Prawdę mówiąc, całkiem jej się ta fucha spodobała i dała jej wystarczający napływ gotówki, by poczuła się nieco pewniej. I nie szło jej to tak źle, łączenie pracy barmanki z nauczaniem, chociaż przez ostatnie tygodnie, zrobiła się zmęczona i przebodźcowana. Nie mogła wyzbyć się tego beznadziejnego poczucia, że cholernie marnuje swoje życie i przez to też zaczęła ostatnio więcej balować, co skutkowało... Jeszcze gorszym samopoczuciem. Well, it happens.

Wtedy go zobaczyła. Próbowała nabrać szybszego tempa, żeby zgubić tego mężczyznę między uliczkami, ale stale słyszała i odczuwała jego pospiesznie kroki za swoimi plecami. Serce podeszło jej do gardła, gdy poczuła na swoim ramieniu czyjeś palce. Ucisk był na tyle mocny, że ów nieznajomy, bez problemu wciągnął ją w jedną z bocznych alejek między budynkami. Zrobiło jej się ciemno przed oczami, a przez głowę przeleciało ze sto myśli na raz. Jezu Chryste. Chciała go odepchnąć. Zaparła się, jak tylko mogła, odsuwając go od siebie. Usłyszała swój rodowity język.

Nie. Nie. Nie. Nie. Nie. Tylko nie to.

Rozchyliła usta, żeby krzyknąć, ale mężczyzna zakrył jej wargi dłonią. Wbiła mu pięść w żebra, bo jeśli ma umrzeć to z jakimś honorem, prawa? A mogła iść na te lekcje boksu, jak planowała. Im bardziej się jednak zapierała, tym silniejszy stawał się jej przeciwnik, chwytający za jej skórzaną kurtkę, którą usilnie próbował zsunąć z jej ramion.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Dzisiejsza zmiana ciągnęła się niemiłosiernie. Wesley podejrzewał, że tak będzie, skoro od samego początku miało go tam nie być. Wiedział, że nie powinien brać tej zmiany od Carmen - miał już plany na ten wieczór i to ze swoją własną dziewczyną. Mieli wyjść razem na miasto, bez większej okazji, jednak od dość dawna nigdzie razem nie byli, na co skarżyła mu się od jakiegoś czasu. Gdy Torres więc zapytała, czy byłby w stanie zastąpić go tego wieczoru z początku chciał od razu odmówić. Spojrzała jednak na niego tymi swoimi czekoladowymi, dużymi ślepiami, a Austen połączył to z sytuacją z ostatnich kilku dni - miał wrażenie, że była bardziej wyciszona i wycofana, i nawet nie wykorzystywała wszystkich okazji, żeby mu dopiec, a to znaczyło, że coś musiało być na rzeczy. Trochę więc współczucie go wzięło i po prostu się zgodził, czując, że tak powinien.

I próbował to wytłumaczyć Summer. Nie spodziewał się, że ucieszy się na wiadomość, że w wieczór ich randki musi iść do pracy, jednak nie zakładał również, że zrobi z tego aż taką aferę! Nie pomagała nawet informacja, że zrobił to dla jej przyjaciółki. Ku jego zaskoczeniu, miał wrażenie, że to tym bardziej ją poddenerwowało i to na tyle, że maltretowała go ciszą od kilku dni. Dzwonił, pisał, jednak nic. Dość poważnie się obraziła. I Wes z jednej strony ją rozumiał, a z drugiej nie do końca. Przecież nie mieli żadnej rocznicy, święta czy innej okazji, która wymagała świętowania. Domyślał się, że przeszkadzało jej to, że blondyn poświęca ich wspólny czas na pracę, której nawet nie musiał mieć, ale robił to dla jej bardzo dobrej znajomej, więc te afery jego zdaniem były przesadzone.

Rozmyślał nad tą całą sytuacją od kilku dni, a i na tej zmianie jego głowy to nie opuściło. Zastanawiał się co zrobić, jak poprawić tę sytuację, co powiedzieć, a najgorsze, że miał wrażenie, że każdy nowy pomysł był gorszy od poprzedniego. I nawet nie miał się kogo doradzić. Gdyby Carmen była z nim na zmianie, to z pewnością by się jej dopytał, ale właśnie - gdyby ona była na zmianie, to w takiej sytuacji w ogóle by się nie znaleźli.

Wybiła północ i chociaż impreza w barze trwała w najlepsze, to Wes mógł już się ulotnić do domu. Nie przebierając się, by zaoszczędzić czasu, wyszedł z lokalu i załadował się na rower, na którym ruszył w kierunku mieszkania Summer, chcąc się z nią jeszcze tego wieczoru zobaczyć. Jechał dobrze znanymi sobie ulicami Toronto, korzystając nawet ze skrótów, by szybciej być na miejscu, gdy nagle, zobaczył coś, czego nigdy wcześniej nie był świadkiem. Jakiś mężczyzna wciągnął w przyciemnioną uliczkę jakąś dziewczynę. W pierwszej chwili myślał, że mu się to przywidziało. Rozejrzał się wkoło, by zorientować się, czy ktoś jeszcze to widział, jednak jak na złość, był jedyną osobą w okolicy. Nie myśląc już jednak wiele więcej, przyśpieszył swoje ruchy na rowerze tak, że kilka chwil później był już przy uliczce, w której ewidentnie trwała nierówna szarpanina. Zeskoczył wręcz roweru i podbiegł do tej dwójki, od razu rzucając się na osiłka, który nie spodziewał się osób trzecich. Pociągnął go za koszulkę, odciągając tym samym od dziewczyny i pchnął na murowaną ścianę. Adrenalina dodała Wes'owi siły, której sam się po sobie nie spodziewał. — Zaraz przyjadą tutaj gliny — ostrzegł, mając nadzieję, że odstraszy to faceta.Odwrócił się w kierunku dziewczyny, by zobaczyć, czy wszystko z nią w porządku i dopiero wtedy Wesley dostrzegł, kto miał być ofiarą. Powiedzieć, że był zaskoczony, to jakby nic nie powiedzieć. Nie komentował tego jednak w żaden sposób. Stanął tuż przed nią, by ewentualną złość większego mężczyzny, została wyładowana na nim, a nie Carmen. Ten jednak mruknął coś po hiszpańsku (z tego czego Carmen zdążyła go nauczyć do tej pory, wywnioskował, że chyba go obraził) i wybiegł z zaułku. Nim jednak zniknął z zasięgu jego wzroku, rzucił coś jeszcze ewidentnie do Carmen, czym zainteresował Austen'a, jednak ten miał już zbyt wiele innych pytań, które chciał jej zadać. Odwrócił się do niej twarzą i zmierzył ją całą wzrokiem, próbując ewentualnie doszukać się ran czy innych śladów, które świadczyłyby o tym, że coś jej jest. — Nie wiedziałem, że swoich też atakują — rzucił, odnosząc się do języka, w którym wspólnie mówili. Miał to być element humorystyczny, jednak na to było chyba jeszcze za wcześnie, co wywnioskował po jej spojrzeniu. — Nic ci nie zrobił? Nie skrzywdził cię w żaden sposób? — dopytał, kładąc jej rękę na ramieniu. Może i przyjaciółmi nie byli, a częściej darzyli się obelgami niż miłymi słowami, ale Wes musiał przyznać, że przeraziła go ta sytuacja. Nie tyle, że jemu coś się mogło stać. Nie przypadkowej osobie, a Carmen. — Trochę mnie przestraszyłaś, wiesz? — dodał, czując jak adrenalina, powoli z niego schodzi i powoli zaczął uświadamiać sobie, co przed chwilą miało miejsce.

Carmen Torres
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen chciała krzyczeć, ale głos ugrzązł jej gdzieś w gardle.
Pomijając już ten oczywisty fakt, że wielka łapa napastnika, wciąż zakrywała jej usta. Nigdy wcześniej nie czuła się tak bardzo przerażona, jak w tym momencie, gdy na ślepo próbowała go od siebie odepchnąć. Jeśli miała umrzeć, jeśli miał zrobić jej jakąkolwiek krzywdę, zamierzała walczyć do końca. Serce biło jej z zawrotną prędkością i kręciło jej się w głowie, gdy próbowała wymyślić cokolwiek, co mogłoby jej teraz pomóc. Cholera, Torres zawsze uważała się za odważną osobę; lubiła ryzyko i igranie z zasadami, szczególnie jak była młodziutką studentką, ale ta sytuacja... Chyba ją przerastała. Szczególnie, gdy natarczywa dłoń mężczyzny, próbowała wpełznąć pod jej bluzkę. Jeszcze te wszystkie słowa, które padały z jego ust; imię Diego, które usłyszała w trakcie jego wywodów i "ostrzeżenia", od których było jej ciemno przed oczami. A więc miała rację, gdy wspominała swoim przyjaciołom, że bliźniacy w końcu ją znajdą. Co teraz? Co dalej?

I w chwili, gdy zaczęło braknąć jej sił i gdy zaczęła zastanawiać się nad całkowitym poddaniem się, ciężar mężczyzny zniknął. Oparła się o ścianę za swoimi plecami, przez parę sekund, mając pieprzone mroczki przed oczami. Była tak pochłonięta tą walką i jego słowami, że nawet nie usłyszała, jak ktoś wbiegł w zaułek, decydując się na uratowanie jej tyłka. Carmen zamrugała mozolnie oczami, zatrzymując dość niemrawe spojrzenie na znajomych blond włosach i na sylwetce, którą ostatnio dość regularnie widywała. Wiedziała, że był to człowiek, którego nie musiała się obawiać, a mimo to skuliła się wewnętrznie w sobie, dopiero po chwili w pełni poznając ten głos. Torres milczała, czując jak z wolna schodzi jej napięcie i strach, który boleśnie ścisnął jej serce. — Austen — wydusiła, nigdy wcześniej nie ciesząc się aż tak bardzo na jego widok. A wtedy zrobiła coś, czego sama kompletnie się po sobie nie spodziewała; przynajmniej nie w jego przypadku. Odepchnęła się od ściany, wpadając prosto w jego ramiona. Zacisnęła mocno palce na jego koszulce, jakby próbowała w ten sposób powrócić do rzeczywistości. — M-myślałam, że... — rzuciła drżącym głosem, nie potrafiąc nawet dokończyć tego zdania.

Myślałam, że umrę? W tym momencie nawet nie obchodziło ją to, jaka relacja ich łączyła i że przecież nie potrafiła go znieść. Uratował ją. Dzięki niemu, mogła wziąć głęboki wdech prosto w płuca, mogła poruszyć swobodnie palcami, mogła poczuć się bezpiecznie. — Nic mi nie jest. Chyba — wymamrotała, w końcu nieznacznie odsuwając się od niego. — Dziękuję. Gdyby nie ty... — Znów zabrakło jej słów, a to było już zaskakujące samo w sobie. W końcu Torres zawsze miała coś do powiedzenia. Była naprawdę rozbita. Jej myśli tak szybko zmieniały się w jej głowie, że nie potrafiła za nimi nadążyć. — Nie wiem, co się wydarzyło. Wracałam z dodatkowej pracy i nagle... Moi bracia... — zaczęła dość panicznie się tłumaczyć. Weź się w garść, Torres. Zacisnęła oczy, kręcąc dość tępo głową.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wskakując pomiędzy Carmen i nieznanego mężczyznę, Wesley nie myślał za wiele. Odważnie rzucił się do pomocy, nie zakładając w ogóle, że mogłoby się to dla niego źle skończyć. Przecież napastnik mógł mieć coś więcej niż tylko zaciśnięte w pięści dłonie. Mało to się słyszy o nożownikach, ludzi atakujących znienacka tasakiem albo inną bronią? Summer by go zabiła, gdyby usłyszała, że sam się wplątał w sytuację, która mogła się skończyć dla niego gorzej niż tragicznie.

Tak chyba jednak działała adrenalina i chęć pomocy – nie czuł strachu ani lęku, a jedynie potrzebę reakcji. Znaczy, te emocje dawały o sobie powoli znać, jednak Wes nie był w stanie się na tym skupić, widząc jak Carmen reagowała na to wszystko. Nigdy wcześniej jej takiej nie widział. Takiej przerażonej, nieobecnej, bezbronnej. Aż przez chwilę nawet zastanawiał się, czy na pewno ma do czynienia z Torres a nie osobą do niej wręcz identyczną.

W ramach wsparcie zaoferował jej pocieszające słowa oraz swoje ramię, jednak ewidentnie potrzebowała czegoś więcej. Z impetem wpadła w jego ramiona i kurczowo złapała się mężczyzny, którego na co dzień raczej odpychała lub przepychała. Austen był tym z lekka zaskoczony, ale jedynie przez ułamek sekundy. Dało mu to do zrozumienia, jak traumatyczna musiała to być dla niej sytuacja. Jedną rękę położył na jej plecach, drugą zaś umiejscowił na jej głowie. Delikatnie przeczesał jej poplątane włosy. — Hej, hej, już spokojnie — mówił, próbując jakkolwiek jej pomóc. — Już nikogo tu nie ma. Wszystko jest w porządku — mówił i mówił. Musiał ją trochę zagłuszyć, bo nie był w stanie dopuścić ją do powiedzenia na głos tego, czego obydwoje się obawiali. Tego przed czym możliwe, że ją uchronił. Relacje jakie go łączyły z Carmen były dość proste do opisania. Nie lubili się zbytnio. A mimo to, przeraziła go myśl, że coś faktycznie mogło jej się stać. Tym bardziej nie chciał jej puścić z objęć, a w szczególności, gdy słyszał jej drżący głos. — Gdyby nie ja, to skopałabyś mu cztery litery — powiedział, rozluźniając swoje ramiona, aby mogła się od niego odsunąć. — Dałabyś sobie radę — dodał, próbując samemu w to uwierzyć, chociaż nie było to takie proste biorąc pod uwagę gabaryty przeciwnika.

— Kolejnej pracy? — zapytał, kierując się wraz z nią w stronę oświetlonej ulicy. Wydawało mu się to lepszym miejscem niż zaciemniony zaułek, w którym nadal się znajdowali. — Wykończysz się kiedyś — stwierdził, tym razem nie żartując sobie z tego i nie dogryzając jej. Nie wiedział, że jej sytuacja była aż tak nieciekawa, że naprawdę musiała chodzić ze zmiany na zmianę, a w międzyczasie jeszcze uczyć dzieciaki. Może za bardzo czasami jej z tego powodu dokuczał i rzucał złośliwościami. — Ale chwila, jacy bracia? — zapytał, gdy dotarły do niego jej słowa. Nawet zatrzymał się na chwilę. Nie rozumiał, co jej bracia mieli do tego wszystkiego. — Co oni mają do tego wszystkiego? — pytał i pytał, chociaż chyba nie był dobry moment na to. — Carmen, to mogła być sytuacja nie z przypadku? — a co za tym szło, mogło jej coś jeszcze grozić? — Musimy to gdzieś zgłosić. Nie musimy teraz, ale jutro na pewno — stwierdził. Wyszli z zaułka. Wes rozejrzał się za swoim rowerem, którego ku jego zaskoczeniu nigdzie nie było. Ktoś się najwyraźniej nie bał. . . — Gdzie mieszkasz? Daleko stąd?

Carmen Torres
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen wciąż uporczywie zaciskała palce na jego koszulce, jakby tylko w ten sposób, mogła jakkolwiek przywrócić się do porządku. Ciepło, bijące od jego ciała i ramiona, które dość pokrzepiająco ją objęły, dały jej to słodkie poczucie bezpieczeństwa i komfortu, którego teraz potrzebowała. Nie obchodziło ją to, jak wyglądała ich relacja na co dzień. Jutro mogli dalej kłócić się, przekomarzać, dogryzać lub wytykać błędy i wady, ale teraz... Teraz potrzebowała rozsądku. Zapewnienia, że wszystko będzie w porządku i że niebezpieczeństwo, które zaciskało pętle na jej gardle, niebawem minie na dobre. Nie nienawidziła go, już nie. Spędzając z nim coraz większą ilość czasu, zaczęła zauważać pewne rzeczy, które dla innych mogły być w nim dobre lub interesujące. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal kręciła nosem na jego widok, choć teraz była akurat wdzięczna, że postawił się w jej obronie. Przecież nie musiał tego robić. Mógł udawać, że niczego nie widzi i w spokoju spędzić resztę wieczoru, przy okazji pozbywając się upierdliwej koleżanki. Ach, ta moralność. Czując więc jak gładzi ją uspokajająco po włosach, Torres zaczęła panować nad swoim oddechem i rozbieganymi myślami. Skupiła się na jego głosie. Powoli.

— Jasne. Właśnie widzieliśmy, jak świetnie mi to szło... — rzuciła, próbując odchrząknąć, by pozbyć się tego drżącego głosu, który zdradzał jej stres i zdenerwowanie. Podciągnęła swoją kurtkę, którą napastnik, próbował zsunąć jej z ramion i drżącymi palcami, wyprostowała bluzkę. Wcale nie. Gdybyś nie pojawił się w porę, byłoby już po mnie. Uniosła na niego dość beznamiętne, zmęczone spojrzenie, ale nie wypowiedziała swoich słów na głos. Chyba sama bała się tego, jak mogłyby wybrzmieć i może jeszcze sprowadziłyby na nią dodatkowe nieszczęście.

— Dodatkowej. Raz na jakiś czas — wyjaśniła, odruchowo rozglądając się, gdy wyszli z uliczki. Zupełnie, jakby bała się, że mężczyzna wróci z jakąś pieprzoną obstawą. Po tej stronie było trochę więcej ludzi i światła, no i miała obok Wesleya. Czuła się nieco lepiej. Wykończysz się kiedyś. Chyba psychicznie.
Torres spojrzała na niego z zaskoczeniem, bo nie sądziła, że to mogłoby być dla niego jakimś... zmartwieniem. — Nie mam wyjścia — mruknęła. — Poza tym i tak już nie pracuję tak dużo — dodała. Ostatnie dni dały jej do myślenia; życie uciekało jej przez palce, a ona próbowała jeszcze je jakoś złapać. Próbowała wykorzystać swoją młodość i nie myśleć tak obsesyjnie o pieniądzach. Słysząc wiele pytań, padających ze strony blondyna, Carmel zacisnęła mocno wargi. Wesley nigdy nie był osobą, której chciałaby opowiadać o swoim życiu prywatnym, a tym bardziej o problemach rodzinnych, ale uratował ją. Chyba była mu to winna? — Ja... To strasznie długa historia — westchnęła. Musiałaby mu streścić połowę swojego życia, żeby zrozumiał istotę tego problemu. — Nie. Nie możemy — rzuciła, zatrzymując się gwałtownie i chwytając go za rękaw. — Wesley. Nie możemy — powtórzyła poważnie. — Coś wymyślę. Naprawię to — powiedziała z przekonaniem, choć jej myśli pozostawały rozbiegane. Nie sądziła, że Diego i Mateo przejdą do działania. Naiwnie wierzyła, że wszystko skończy się na groźbach. — Tam za tamtą ulicą — wymruczała, kiwnięciem głowy, wskazując odpowiedni kierunek. — Nie musisz mnie odprowadzać, Austen — stwierdziła, zsuwając swoją dłoń z jego bluzy, opuszczając ją luźno wzdłuż ciała. — Ale jeśli masz ochotę się czegoś napić, to zapraszam. Nie wiem, czy chcę zostawać dziś sama — przyznała, odrywając od niego spojrzenie. Każdy szmer na zewnątrz, będzie ją niepokoił, ale czy to dziwne, że wpadła w paranoję po takiej akcji?

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

— A ja mam dużo czasu — odpowiedział. Bo co innego mógł robić w środku nocy? A ciśnienie tak mu podskoczyło, jakby wypił przynajmniej kilka kaw, więc na sen nawet nie miał co liczyć. Co prawda, przydałby mu się przed następną zmianą, jednak do niej jeszcze sporo czasu było. Czasu, którego teraz mógł i przede wszystkim chciał poświęcić Carmen. Nie sądził, że tymi słowami przekonał ją do zdradzenia czegoś więcej ze swojej biografii. Wydawało mu się jednak, że było coś więcej, przez co nie chciała mu uchylić rąbka tajemnicy, a nie jedynie z faktu, że był to Wes. Sugerowała mu to jej reakcja na jego stwierdzenie, że powinni gdzieś to zgłosić. Po raz kolejny przeszło mu przez myśl, że napastnikiem niekoniecznie był ktoś obcy; może nawet Carmen tego kogoś znała? Nie chciała mu bardziej zaszkodzić? Austen nie miał pojęcia. Był osobą bardzo domyślną, jednak w tym przypadku miał za mało szczegółów. Chociaż kilka by mu cokolwiek nakreśliły.

— A może po prostu powiesz mi coś więcej i razem spróbujemy coś wymyślić? — zaproponował, skoro tak bardzo nie chciała angażować w to służb, co było dla niego naprawdę niezrozumiałe. Nieważne jakie relacje ją z kimś łączyły, nie można było pozwalać, aby uchodziło im to na sucho. Wesley był dość łebski, na pewno na coś sensownego (lub mniej) by wpadł. Poza tym, nie mógł zostawić jej z tym samej. Mimowolnie go w to wplątała. Chociaż biorąc pod uwagę okoliczności, sam się wplątał,

I gdy stwierdziła, że nie musi jej odprowadzać, po prostu spojrzał na nią znużonym spojrzeniem. Nawet jakby ona nie chciała, to i tak pod same drzwi by ją podprowadził dla własnego spokoju ducha. — W takim razie akurat będę szedł w tym kierunku —powiedział, ruszając z miejsca swobodnym krokiem. Obejrzał się tylko przez ramię i odprowadził wzrokiem dziewczynę, która podbiegła, by dorównać mu kroku. — A masz jakąś dobrą herbatę? Alkoholu wystarczająco opiłem się w pracy — powiedział, co brzmieć mogło kompletnie absurdalnie, jednak biorąc pod uwagę, że robił za barem – czasami nowej kombinacji smaków trzeba było spróbować, zanim w ogóle zacznie się je prezentować klientom. Kota w worku im by nie sprzedał, Wesley nie był z takich.

— Może weźmiesz kilka dni wolnego? — zaproponował w trakcie. — Mogę wziąć twoje zmiany w naszym barze — dodał, bo chociaż jeszcze parę godzin wcześniej przeklinał, że się w ogóle na to zgodził, to teraz czuł wręcz potrzebę odciążenia jej nieco. — Hiszpańskiego za ciebie dzieciaków uczyć nie mogę, bo nauczyłbym je jedynie liczyć do dziesięciu i przeklinać, ale wydaję mi się, że znajdą zastępstwo na tydzień — kontynuował. Wszystko już planował, jakby miał cokolwiek do powiedzenia w tym temacie. — A jak nie znajdą to dzieciaki będą zadowolone, bo mniej zadań domowych. Same plusy tej sytuacji — dodał i aż uśmiechnął się na myśl, jakim to on był szczęśliwym dzieckiem, gdy odwoływano mu zajęcia przez nieobecność nauczyciela - ten mógł przechodzić życiowe tragedie, a Austen chodził ucieszony, że matmy nie musi robić. — Może chciałabyś posiedzieć trochę z Summer? Wiem, że ostatnio coś między wami nie iskrzy, mówiła mi, ale to chyba nie taki zły pomysł, nie uważasz? — zapytał. Między nim a Summer również ostatnio nie iskrzyło, jednak ten wątek pominął; nie uważał, że Carmen w ogóle chciałaby o tym słuchać. Chociaż ona to pewnie byłaby tym faktem pocieszona, w końcu od początku powtarzała, przyjaciółce, że powinna dać sobie z nim spokój.

Carmen Torres
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Carmen zerknęła na niego z ukosa, bo nie była przyzwyczajona do takiej dawki uwagi z jego strony. Wiedziała, że to nie była typowa dla nich sytuacja, ale jej mózg chyba nadal nie potrafił przetworzyć tego wszystkiego, co się przed chwilą wydarzyło. To przerażające, jak szybko mogła zmienić się sytuacja — ze zwykłego powrotu do domu, wieczoru, który niczym nie różnił się od paru poprzednich — do napaści, przez którą nadal kręciło jej się w głowie. To była poniekąd jej wina, bo nie wzięła na poważnie gróźb ze strony braci. Nie przykuła większej uwagi do swojego otoczenia ani do tego, jakimi drogami podąża o takich godzinach. Była naiwna, wierząc, że nie dorwą jej tutaj w Toronto. No, bo... Jak? Nie mieli jej adresu. Nigdzie nie udostępniała, gdzie dokładnie mieszka. Najwidoczniej nie doceniała ich możliwości.
— Nie jestem pewna czy to właściwe miejsce na takie historie... — westchnęła. Wbrew pozorom, nie unikała tematu, bo była mu winna wyjaśnienia po tym, czego był świadkiem. Poza tym, może na serio poczuła nagłą potrzebę, by choć częściowo zrzucić ze swoich ramion cały ten ciężar. Mogła o tym pogadać z wieloma osobami, ale jednocześnie nikogo nie chciała obciążać swoimi problemami. Nie chciała w to wplątywać bliskich, bo nie zamierzała martwić się, że też doznają jakiejkolwiek krzywdy, bo tego mogłaby sobie już nie wybaczyć. Nie chciała jednak stać na środku ulicy, mówić mu o tak prywatnych rzeczach, bo zwyczajnie wciąż czuła się... obserwowana. Wciąż czuła jego ręce na sobie i te słowa, które wżerały się w jej umysł jak natrętna piosenka.

Torres po raz kolejny przyjrzała mu się dość niepewnie. Może nie była z nim blisko, ale nie zamierzała patrzeć jak Austen zbyt mocno się w to angażuje, bo jeszcze sam oberwie rykoszetem. — Nie chcę, żebyś się w to mieszał, Wes. To niebezpiecznie — parsknęła gorzko, jakby sama dopiero zdała sobie z tego sprawę. Czuła się jak idiotka, bo znając swoją rodzinę, w ogóle pozwoliła, żeby doszło do tej przeklętej napaści. — Poradzę sobie. Tym razem będę przygotowana — dodała uparcie. Im mniej osób jest w to zaangażowanych, tym mniej będzie potencjalnych ofiar, racja?

Dostrzegła to jego znużone spojrzenie, które sprawiło, że zacisnęła mocno usta. Jej charakter, nawet pomimo dość nerwowej atmosfery, próbował udowodnić mu, że przecież sobie poradzi. Na szczęście jej rozsądek przebijał się przez tę buntowniczość i kazał jej przyjąć jego pomoc, bo w gruncie rzeczy było to najlepsze rozwiązanie; wciąż była nieco roztrzęsiona. Carmen westchnęła ciężko pod nosem, ruszając zaraz za nim we właściwym kierunku. — Mam herbatę, Austen. Nie jestem tak spłukana, żeby nie móc zrobić ci herbaty — wymruczała. Ona potrzebowała wina albo ginu. Czegokolwiek, co pozwoli jej nieco rozluźnić napięte mięśnie i rozjaśnić jej umysł. Słysząc jego propozycję, Meksykanka pokręciła energicznie głową, bo nie mogła pozwolić sobie na wolne. Nie tylko ze względów finansowych, ale nie chciała obarczać innych dodatkowymi zmianami. Poza tym, jakby została w domu, pewnie świrowałaby jeszcze bardziej. — To i tak całkiem sporo. Twój hiszpański poprawił się od naszego pierwszego spotkania — pochwaliła, próbując skupić się na rozmowie, a nie na niedawnych doświadczeniach. — Dam radę. Po prostu muszę to przemyśleć i odpocząć. Jutro już stanę na nogi — zapewniła, posyłając mu drobny uśmiech, jakby tym samym mogła go przekonać do swojego planu.

Na wspomnienie o Summer, Carmen po prostu odwróciła od niego spojrzenie, wpatrując się w chodnik. Dziewczyna Wesleya, coraz bardziej rozmazywała się w jej wspomnieniach. Od lodowiska nie widziały się ani razu, nie wymieniły też zbyt wielu wiadomości i prawdę mówiąc, Torres nie miała już siły jednostronnie o to walczyć. Sum już taka była, gdy poznawała nowych ludzi, skupiała na nich całą uwagę. Nie potrafiła zatrzymać się w miejscu. — Nie wiem, czy to dobry pomysł — mruknęła w końcu, zatrzymując się przed budynkiem, żeby otworzyć drzwi i wejść na piętro. — Nie wystrasz się. Nie wiedziałam, że będę mieć gościa, więc nie posprzątałam — powiedziała, wchodząc pierwsza do swojego mieszkania, od razu zrywając z podłogi wszelkie ubrania i bieliznę, żeby wrzucić ją do kosza w rogu pokoju. Carmen była chaosem i takie było też jej mieszkanie, szczególnie jeśli nie spędzała w nim za dużo czasu.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Carmen nie działa, żeby się angażował. Problem polegał na tym, że już był zaangażowany, nie zważając na to kim wobec siebie byli. Jeszcze, gdyby nie przyznała się, że prawdopodobnie nie był to przypadkowy atak. Możliwe, że wówczas mógłby być spokojniejszy. Biorąc to jednak pod uwagę, zwyczajnie nie mógł się tym nie przejmować. Postanowił po prostu na razie się nie odzywać. Podejrzewał, że większy słowotok w tym temacie spowodowałby jedynie w końcu zirytowanie i kompletne zamknięcie się przed nim. Za daleko już w swojej relacji zaszli, żeby takie kroki w tył wycofywać. Trochę byłoby mu tego szkoda. Mimo wszystko wychodziło na to, że gdy nie wymieniali się wyzwiskami, to wydawała mu się naprawdę w porządku. Czasami, gdy się wyzywali, również, ale to zależało od dnia.

Faktycznie do mieszkania nie miała daleko od miejsca, w którym ją znalazł. I chociaż po drodze nic się nie stało i nikt już jej nie męczył, to cieszył się, że mimo wszystko mógł ją odprowadzić - był dzięki temu zdecydowanie spokojniejszy, z czego nawet Carmen nie zdawała sobie sprawy.

Jej mieszkanie, nie wyglądało tak, jakby sobie je wyobrażał. Może dlatego, że nigdy wcześniej go sobie nie wyobrażał. Nie czuł takiej potrzeby, bo nie sądził, że w takich okolicznościach się kiedykolwiek znajdą. Widać było, że mieszkała tu akurat ona – i nie sądził tak jedynie ze względu na to, że kątem oka dostrzegł fartuch z baru, w którym razem pracowali. Te meble, te dekoracje i ten nieogarnięty porządek (albo uporządkowany chaos – jak kto wolał). — Przytulnie tu masz — skomentował, wchodząc w głąb niewielkiego mieszkania. On sam miał niewiele więcej metrów, a to tylko dlatego, że trafiła mu się bardzo dobra oferta w nie aż tak złej okolicy.

— Jak to jest bałagan to lepiej żebyś nie zobaczyła to u mnie wygląda — rzucił, wzruszając ramionami. Nie dbał o nadmierny porządek, nie było mu to w głowie. Ogarniał jedynie wtedy, gdy wiedział, że będzie mieć gości, na przykład Summer. Z uwagi jednak na to, że ostatnimi czasy dość daleko do niego miała, testu białej rękawiczki by raczej nie zaliczył.

Wszedł w głąb mieszkania, aż do salonu, gdzie już uwidział sobie miejsce na kanapie. Wyglądała na wygodną. Nie usiadł jednak od razu, uznając, że Carmen już wystarczająco na głowie miała. — Pomóc ci w czymś? — zapytał, widząc jak krząta się po kuchni. Podszedł bliżej i nie czekając na odpowiedź, po prostu ją wyręczył. Wyjął z rąk kubek, który jak domyślił się był na jego herbatę i odstawił na blat. Sięgnął po szklankę, którą dostrzegł za jedną z przeszklonych szafek. A piwo? Domyślił się, że znajdowało się lodówce. Otworzył butelkę swoim sprytnym sposobem, którego nauczył się jeszcze przed pracą w barze i nalał tak, aby uniknąć nadmiaru piany. Gotowy produkt podsunął dziewczynie. Sobie też nalał. Uznał, że herbata jednak nie była wystarczająca po takim wieczorze. — W co ty się wpakowałaś, Carmen? — zapytał, unosząc swój kubek ku górze, po czym upił trochę. Wyłączył też wodę, żeby niepotrzebnie się nie gotowała. — Halo, halo, ale na raz wypić tego nie musisz.

Carmen Torres
25 y/o
Welkom in Canada
165 cm
nauczycielka hiszpańskiego & barmanka
Awatar użytkownika
It's 2 AM
You and I used to talk until the morning
It's day and night hurry now
Baby let's just take it slowly today
I don't wanna miss out on much today
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Torres czuła się nieco skołowana — nie dość, że przez sytuację samą w sobie, to jeszcze przez świadomość, że to Wesley tak bardzo się w to zaangażował. To, że pomógł jej w tamtej alejce nie było dla niej niczym dziwnym. Podejrzewała, że każdy człowiek z choć minimalną empatią, zachowałby się podobnie. Jednak to, że chciał odprowadzić ją do domu, dopytywał o wszystko i wyglądał na dość przejętego, było dla niej... nowością, w której nie potrafiła się jeszcze do końca odnaleźć. Nie zmieniało to jednak faktu, że tego wieczoru, doceniała jego obecność jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Była dość rozkojarzona i roztrzęsiona, co wydawało jej się nieco zabawne, bo zawsze uważała się za kogoś odważnego i samodzielnego. To ciekawe, jak los potrafił zweryfikować człowieka, huh? Tak czy inaczej, Carmen próbowała zebrać swoje myśli do kupy. Najgorsze było już za nią, przynajmniej na razie.

— Dzięki — wymruczała, na szybko zbierając swoje rzeczy. Czy było jej wstyd przez ten bałagan? Niekoniecznie. Austen z pewnością znał jej styl życia i wiedział, że więcej bywała poza domem niż typowo w nim. Nie miała czasu na porządki ani odpoczynek; nie na dłuższą metę, chociaż na przestrzeni ostatnich dni, naprawdę starała się nad tym wszystkim zapanować. A przede wszystkim próbowała nieco zwolnić tempo. Jej mieszkanie choć małe, emanowało jej energią, a każda rzecz w salonie miała swój sens i oddawała charakter Carmel. — Założę się, że nie jest tak źle — odparła na jego słowa, nawet nie mając zbyt wiele siły na złośliwości, jak to miała w zwyczaju, gdy wszystko było w normie. Ale nic tego wieczoru nie było chyba typowe, prawda?

Torres od razu przeszła do kuchni, dość mechanicznie włączając wodę na herbatę. Jej dłonie nieco drżały, ale była znacznie spokojniejsza niż wtedy, gdy była na zewnątrz. W mieszkaniu czuła się zdecydowanie bezpieczniej. Gdy Wes wyjął z jej rąk kubek, dziewczyna zacisnęła łagodnie usta, opierając się biodrami o blat i skrzyżowała ręce na klatce piersiowej, chcąc dodać sobie otuchy. Przez jej głowę przechodziło jakieś tysiąc myśli na raz. Carmen wzięła od niego szklankę, prawie zerując to piwo za jednym zamachem. Słysząc jego uwagę, odsunęła szkło od ust, wierzchem dłoni, wycierając kąciki. — To nie moja wina — westchnęła, odsuwając się od blatu, by ruszyć w stronę salonu, po krótkiej chwili, opadając na kanapę i zaciskając palce na szkle. Podwinęła nogi do klatki piersiowej, opierając podbródek na swoich kolanach. — To moi bracia — powtórzyła tępo. — Jednym z wielu powodów mojej przeprowadzki do Toronto, były ich interesy. Gdy kończyłam podstawówkę, zaczęli zajmować się handlem narkotykami. Wiesz, w Meksyku łatwo wbić się w tę branżę — rzuciła, uśmiechając się dość smutno. — A oni potrzebowali pieniędzy. Sami zresztą brali jakieś gówno, przez co notorycznie ściągali do domu jakichś chorych ludzi. Na początku były to licealne zabawy, a potem zamieniło się w to zarobek i... jakąś klątwę, która zawisła nad całą rodziną — wyjaśniła. — Początkowo nas chronili i trzymali od tego z daleka, ale z czasem wszystko wymsknęło się spod kontroli. Uciekłam do Toronto, prawie od razu się od nich odcinając, ale od paru tygodni znowu do mnie wypisują. Dzwonią. Proszą o kasę na długi — parsknęła, bo nadal wydawało jej się to absurdalne. Była ostatnią osobą, która miałaby nadmiary pieniędzy. — Chcą, żebym wróciła do Meksyku i im pomogła — rzuciła, zatrzymując spojrzenie na ciemnych tęczówkach Wesleya.

wesley
28 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Ostatnimi czasu spędzał zdecydowanie zbyt wiele czasu z Carmen - szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że teoretycznie za sobą nie przepadali. Razem sporo pracowali, a co za tym szło - również rozmawiali i to nie zawsze na tematy około służbowe. Fakt, one przeważały, jednak potrafili pogadać tak zwyczajnie. Niemniej jednak, nigdy aż tak szczerze, jak miało to miejsce tego wieczoru. Wes domyślał się, że gdyby nie to całe zdarzenie, to prawdopodobnie Carmen nigdy by się z nim tym nie podzieliła i możliwe, że zwierzała mu się w tym momencie, aby samej sobie ulżyć. Zaoferował swoją pomoc i nie miał zamiaru się z tego wycofywać, stąd też słuchał uważnie.

Ze swoją szklanką z piwem podążył za dziewczyną. Usiadła ona na kanapie, a Austen nie widząc innej, lepszej opcji, dołączył do niej, uprzednio odstawiając swój kufel na stolik przed kanapą.

Carmen nigdy nie opowiadała o swojej rodzinie. Co najwyżej wspominała coś o rodzicach albo czasem napomknęła o rodzeństwie, jednak nigdy tych tematów nie uszczegółowiała. Nie był tym zbytnio zainteresowany, lecz widząc jak je omijała sprawiało, że Wes mimowolnie zaczął już wcześniej podejrzewać, że coś za tym stało. Gdyby pochodziła ze szczęśliwej i ułożonej rodziny to raczej nie robiłaby z tego aż takiego sekretu, a przynajmniej tak mu się wydawało. I cóż, w tym momencie potwierdzały się jego domysły.

Słuchał jej uważnie i nie przerywał, obawiając się, że gdyby to zrobił, zamilkłaby. Chciał, żeby trochę się przed nim uzewnętrzniła, bo miał wrażenie, że po tej sytuacji mogło być to dla niej bardzo pomocne. Ponadto, momentalnie zaczął odczuwać, że wszystkie jego dotychczasowe problemu były naprawdę nic nie znaczące i małostkowe. Tyle razy narzekał na swoją codzienność, nie zdając sobie sprawy z tego, co mogło dziać się u innych. Oczywiście, wiedział, że nie ma najgorszego życia na świecie, niemniej jednak, nie spodziewał się, że ktoś w tak bliskim jego otoczeniu musiał kiedykolwiek mierzyć się z takimi problemami. A już w szczególności nie Carmen. Po ilości godzin jakie brała oraz prac, ilu się podejmowała zdążył wywnioskować, że pieniądze się jej nie trzymały, a dodatkowo życie w dużym mieście, niemalże w centrum budżet ścieśniało. Nie znał jej historii, jej przeszłości, bo wcześniej niespecjalnie go to interesowało, lecz myślał, że może podobnie jak on ma na bakier z rodziną i celowo unika od nich jakiejkolwiek pomocy. Cóż, w jej przypadki tak kolorowo najwyraźniej nie było i odcięcie się od najbliższych nie było jedynie fanaberią, a koniecznością. — Okej, to dość sporo do ogarnięcia — skomentował. — Mogłem spodziewać się wiele, jednak tego z pewnością nie — dodał szczerze. Nie nastawiał się na nic i miał wrażenie, że jest przygotowany na każdą historię, jaką by mu przedstawiła, a jednak. Koniec końców, spoglądał na nią z niedowierzaniem – w to, co mu opowiedziała oraz w fakt, że mimo wszystko jakoś się dalej trzymała. I nie chodziło mu jedynie o ten wieczór, a o cały ten czas. — Z rodziną jednak najlepiej na zdjęciach — westchnął, zbierając w głowie jakieś sensowne myśli, które faktycznie byłyby w stanie jej pomóc, a nie jedynie być rzucone w jej stronę bez większego znaczenia.

— Po pierwsze ustalmy, że nigdzie się nie wybierasz — zaczął, odwracając się w jej kierunku. Po jej spojrzeniu wywnioskował, że nie była chętna do powrotu do Meksyku, dlatego kontynuował. — Po drugie, dalej uważam, że zgłoszenie tego byłoby najbezpieczniejszą opcją, ale już wiem, że na to się nie zgodzisz. Ile oni od ciebie chcą? — zapytał, aczkolwiek miał wrażenie, że nieważne jaką sumę by im zapłaciła i tak byłoby za mało. — Nie możesz im płacić Carmen, wiesz o tym, prawda? Nigdy nie dadzą ci spokoju — powiedział, po czym niemalże automatycznie, wyciągnął swoje dłonie w jej kierunku i chwycił ją za rękę. — Chociaż przypadkiem się w to wplątałem, to nie jesteś w tym sama Carmen — dodał. — Nie odsuniesz mnie od tego. Dopóki nie wyjaśnimy tego wszystkiego a oni nie odpuszczą — zapewnił.

Carmen Torres
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”