ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
175 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Alessandra de la Fuente
Camilla Morrone
homeprofilebiopermits
Obrazek
data i miejsce urodzenia
08.08.1993 Boston, USA
zaimki
Ona, jej
zawód
była prostytutka obecnie instruktorka tańca
miejsce pracy
MK Dance Studio
orientacja
hetero
dzielnica mieszkalna
West End, Parkdale
pobyt w toronto
kilka miesięcy
umiejętności
Lubi i umie tańczyć | nauczyła się gotować i nawet całkiem nieźle jej to idzie | uważa że wszystko da się zrobić samemu, wystarczy znaleźć tylko dobry tutorial w internecie | uwielbia prowadzić samochód | jest w stanie zjeśc każdą możliwą ilość jedzenia | z marszu umie zrobić szpagat
słabości
brzydzi się wszelkiego robactwa i insektów | nie uie śpiewać ale po kilku piwach strasznie się do tego rwie | gdy widzi że ktoś robi krzywdę zwierzakowi to nie kalkuluje tylko rusza z awanturą co niejednokrotnie nie kończyło się dla niej pozytywnie | nie umie pływać, gdyby gonił ją rekin to by pewnie umiała ale tak dla przyjemności to nie umie
Lata 90. Para dwudziestoletnich Kolumbijczyków, pełnych nadziei na lepsze jutro, przybywa do jednej z biedniejszych dzielnic Bostonu. Nie wiedzieli dokładnie, co ich czeka, ale przepełnieni optymizmem i pewnością lepszego jutra wprowadzili się do domu, w którym mieszkali ich rodacy. Miesiące mijały, aż dorobili się Alessandry. Nie planowali tego, tym bardziej że oboje pochodzili z bardzo religijnych rodzin, a ślub nie był nawet w planach. Wzięli szybki ślub w otoczeniu zupełnie obcych im rodaków, którzy stanowili dla nich już jakąś przyszywaną rodzinę i jedyny realny kontakt z ojczyzną.
Alessandra wychowywała się niby w Bostonie, ale cały czas była otoczona kulturą i tradycjami ojczyzny swoich rodziców. Zapachy, muzyka, smaki, język i wszystko inne wlewało się w kilkulatkę zupełnie tak, jakby mieszkała w kolumbijskiej wiosce, a nie godzinę od Worcester. I takie szczęśliwe dzieciństwo mogłoby trwać wieczność, gdyby nie wypadek samochodowy jej rodziców, w którym oboje zginęli na miejscu.
Mała miała pięć lat i kompletnie nie rozumiała nic z tego, że zamiast rodziców w mieszkaniu pojawili się policjanci i zabrali ją do jakiegoś dziwnego miejsca, gdzie były inne dzieciaki. Początkowo było fajnie, bo się bawiła, ale jakieś dziwne napięcie wisiało w powietrzu cały czas. Mijały godziny, później dni, a jej rodziców dalej nie było. Ona nie rozumiała wtedy koncepcji śmierci. Rozumiała tylko, że jest w nowym miejscu, a jej rodzice nie zjawili się od dawna. Nie płakała w ogóle. Była przyzwyczajona do tego, że codziennie zostawała z kimś innym, a każdy był jej wujkiem albo ciocią.
Tygodnie mijały, aż przestała zupełnie o nich pytać. Mijały kolejne tygodnie, dzieci się zmieniały, aż w końcu ona trafiła do jakiejś nowej rodziny. Jej wrodzony talent do adaptacji w każdej sytuacji sprawdzał się świetnie. Aż do okresu dojrzewania. Wtedy wszystko, łącznie z hormonami, zaczęło w niej buzować. Do tego stopnia, że opiekunowie nie dawali sobie z nią rady i po kilku grubszych akcjach oraz interwencjach policji Alessandra wróciła do domu dziecka, gdzie przebywała do osiągnięcia pełnoletności.
Niby dostała pomoc od państwa w ogarnięciu mieszkania i rozpoczęciu dorosłego życia na własną rękę, ale w jej opinii ta pomoc była beznadziejna. Szybko uwolniła się spod opieki pracownika socjalnego. Dostała się na studia taneczne i wynajęła pokój w dużo lepszym mieszkaniu z dziewczyną, którą poznała na jednej z imprez. O dziwo, coś, co nie miało prawa się udać, wyszło idealnie. Chodziła na zajęcia, wieczorami dorabiała jako opiekunka do dzieci, a weekendy spędzała na imprezach ze swoją współlokatorką, z którą nawiązała przyjaźń — i to taką na całe życie.
Finalnie okazało się, że praca nie jest na tyle dochodowa, na ile się wydawało, a imprezy okazały się duuużo ciekawsze niż chodzenie na zajęcia. Po roku zrezygnowała ze studiów i, szukając lepiej płatnej pracy, zatrudniła się za barem w klubie nocnym, po czym dostała „awans” na striptizerkę.
Pieniądze były dużo lepsze, niż mogło się wydawać, i tam też poznała całkiem sporo nieciekawych typków. Ona nie chciała pracować, tylko mieć kasę, a skoro miała pracować na etacie na kasie w Walmartcie za marną kasę albo rozbierać się przed typami za dużo większą stawkę, to wybór był oczywisty.Była młoda, zgrabna i umiała udawać słodką, głupiutką dziewczynkę, więc wtedy wydawał jej się to genialny pomysł. Uznała, że sexworking nie jest zły, jeśli umie się grać w tę grę na odpowiednich zasadach. I tak właśnie zaczęła zarabiać na sprzedawaniu siebie każdemu, kto miał odpowiednie środki w portfelu. I to nie tak, że obsługiwała każdego — od tego były stare baby. Ona celowała wyżej, a im ktoś miał lepszą pozycję albo więcej kasy, tym bardziej się pilnowała. Nie przywiązywała się do nikogo, bo życie nauczyło ją tylko tego, że każdy kiedyś zniknie bez słowa, a jedyną osobą, która się nią zajmie, jest ona sama.
I wtedy na jej drodze los zesłał jego.
Kilka lat starszy koleś, którego nie mogła rozgryźć. Pojawiał się w klubach i na imprezach z ważnymi lokalnymi kolesiami i udawał kasiastego, a pachniał tanimi perfumami. Jasne, to nie jest wyznacznik niczego, ale mimo wszystko było w nim wiele sprzeczności... do czasu, w którym to on zgarnął ją na komisariat.Wkurzali siebie nawzajem niemiłosiernie. On co chwilę ją aresztował, a ona stawiała się, ile mogła — krzyczała, klęła i kilka razy nawet go ugryzła.
Niby chciał informacji od niej o ludziach, z którymi sypiała, ale zaczął odwiedzać ją w domu. Potem przynosił śniadanie i powoli, ze spotkania na spotkanie, z niechęci do siebie przeszli do tego, że ona serio zaczęła czekać na te spotkania. Niby nic ich nie łączyło, ale wystarczyła mała iskra do wybuchu wszystkiego. Intrygowało ją w nim to, że on nie chciał jej przelecieć, a próbowała wielu trików, a on dalej nie dał się skusić.Oczywiście do czasu.
Po kilku miesiącach całe to ich chodzenie dookoła siebie przestało mieć znaczenie. Zeszli się jakoś naturalnie, bez większych rozważań. Powoli i małymi krokami nagle stali się parą i zamieszkali razem.
Po trzech latach przywitali na świecie bliźniaki i można by uważać, że było idealnie. Nie obywało się oczywiście bez awantur przez ten czas, bo niejednokrotnie były krzyki i rzucanie talerzami, ale to nie miało większego znaczenia. Dzieciaki rosły, między nimi było całkiem poukładane życie, planowali nawet ślub w dalszej przyszłości.
On skończył pracę w policji i szukał sobie miejsca w życiu, aż oznajmił jej, że chce iść w politykę. Plan ambitny, tym bardziej że oni wszyscy wyglądali jak z okładki planu na poprawę dzietności w kraju.
Ale wtedy pojawił się problem, bo jej wcześniejsze życie boleśnie o sobie przypomniało. On nie może iść do polityki, bo wtedy wszyscy prześwietlą również jej życie i z pewnością wyjdzie na jaw, że kiedyś, bardzo dawno temu, jeden z jej klientów, który był też przyjacielem i wsparciem dla niej, do dzisiaj miał ich wspólną seks-taśmę.
Niby przyjaciel nie powinien jej udostępnić światu, ale to, co powinno się wydarzyć, a to, co może się wydarzyć, to dwie różne rzeczy.
Chciała odzyskać nagranie. Nie ważne jak, liczył się cel. A celem było niezniszczenie planów miłości jej życia.
Nie mogło być jednak za łatwo, bo warunkiem odzyskania nagrania było spędzenie weekendu z owym typem. Długo biła się z myślami, ale w jej rozumowaniu na jednej szali była jej rodzina, którą stworzyli razem, a na drugiej igranie z ogniem. Przystała na warunek faceta.
Co ciekawe, nie chodziło mu o seks. Przywitał ją słowami, że wychowanie bliźniaków to ciężka robota, więc ma na weekend zorganizowane mini spa, masaże i święty spokój.
Odzyskała nagranie, ale jej ukochany nie był w stanie pojąć, że do niczego nie doszło. Takiej awantury nie widziała jeszcze okolica. Latało tam wszystko — talerze, ubrania i prawdopodobnie cały wachlarz wyzwisk, i to w obie strony.
Po tej apokalipsie nastała cisza. Oboje mówili tylko do dzieci, zupełnie jakby przestali siebie zauważać, ale dalej siedzieli razem. Żadne z nich nie powiedziało, że to koniec, czy cokolwiek takiego. Oboje wiedzieli, że wszystko musi przyschnąć i muszą nabrać do tego dystansu.
W tym całym ich zawieszeniu pojechali na weekend za miasto ze znajomymi. Plan był prosty: zmiana otoczenia, alkohol i oczyszczenie głowy. Tyle że całodniowe sączenie drinków i piwa okazało się nie takie sprzyjające.
On, na mocnym rauszu, szukał zaczepki i trafiła się ona. Od słowa do słowa kłótnia się rozwinęła, a w kulminacyjnym momencie wycedził przez zęby:
„Głupia dziwka”.
Alessandra, zawsze krzycząca i awanturująca się, zamilkła. On przekroczył wszelkie granice, a ona dobrze wiedziała, że to koniec. Znowu zostaje sama i można powiedzieć, że wraca na start. Poczekała, aż pijany wybranek serca zaśnie, zabrała swoje rzeczy, zabrała dzieci i zniknęła w domu za miastem swojej przyjaciółki. Nie odbierała telefonów, a jedyne, co robiła, to wysyłanie mu dzieci przez przyjaciółkę, żeby tylko nikt nie zarzucił jej, że utrudnia kontakty ojca z dziećmi. Po miesiącu bez słowa, w najlepszej sukience i wyglądając jak milion dolarów, zjawiła się w ich, do niedawna wspólnym, mieszkaniu ze spisanymi ustaleniami odnośnie do dzieci. Była jak góra lodowa, bez emocji i nawet mrugnięcia okiem.
Ból, który jej sprawił, był cały czas żywy, ale nie mogła pozwolić sobie na to, żeby okazać słabość. Nie teraz i nie jemu. Chciała zacząć wszystko od początku. Kochała go dalej i świadomość, że może go spotkać w kolejce do piekarni, sprawiałaby, że rana nigdy się nie zagoi. Zapakowała chłopców i wyprowadziła się do Toronto. Znalazła niedrogie mieszkanie i nową pracę i stara się wyjść na prostą, mimo że dalej za nim tęskni, ale duma nie pozwala jej przyznać się przed sobą, co właściwie czuje.
Ciekawostki
| Ma bardzo charakterystyczny temperament. Jak jest zła, to najpierw robi się głośniejsza, a dopiero potem zaczyna myśleć. Czasami potrafi się sama nakręcić podczas kłótni.
| Gestykuluje jak szalona. Opowiadając historię, potrafi machać rękami tak, jakby prowadziła jednoosobową konferencję prasową.
| Ma bardzo mocną dumę. Może nie mieć pieniędzy, może być w dupie po uszy, ale jeśli ktoś zaproponuje jej pomoc w sposób, który zabrzmi jak litość, to prawdopodobnie usłyszy: „pierdol się”.
| Ma świetną pamięć do twarzy. Po tylu latach pracy z ludźmi nauczyła się zapamiętywać szczegóły bardzo szybko.
| Za to jest beznadziejna w zapamiętywaniu nazwisk, jeśli ktoś nie jest dla niej istotny.
| Nie znosi ciszy po kłótni. Ironia polega na tym, że sama potrafi urządzić komuś kilkudniowe silent treatment.
| W stosunku do swoich dzieci jest zupełnie inna niż wobec dorosłych. Przy nich pozwala sobie być miękka.
| Nie znosi, kiedy ktoś mówi jej, że jest „silna”. Bo dla niej „silna” przez większość życia oznaczało po prostu „nie masz wyboru, musisz sobie poradzić”.
| Zna hiszpański, oczywiście kiedy się wkurwi, hiszpański wychodzi jej szybciej niż angielski.
| Ma bardzo specyficzne poczucie humoru. Im bardziej stresująca sytuacja, tym większa szansa, że rzuci kompletnie niepasującym żartem.
| Nie płacze przy ludziach. Jeśli już płacze, to najczęściej sama i ze złości na siebie, że w ogóle płacze.
| Ma ogromny problem z powiedzeniem „potrzebuję cię”. „Chcę cię” przejdzie. „Kocham cię” też. Ale „potrzebuję cię” to dla niej poziom emocjonalnego boss fightu.
| Jeżeli mówi „rób jak chcesz”, to absolutnie nie rób jak chcesz. To jest komunikat dyplomatyczny oznaczający: masz około 30 sekund, żeby zrozumieć, co właśnie zrobiłeś.
zgoda na powielanie imienia
tak
zgoda na powielanie pseudonimu
tak
Zgody MG
poziom ingerencji
średni
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
tak
zgoda na utratę posady postaci
tak
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
yllden
...
33 y/o
For good luck!
175 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

I walk alone, not because I have to, but because I choose to
yllden
...
ODPOWIEDZ

Wróć do „w budowie”