24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ruelle ciężko było uwierzyć w to jak bezczelna potrafiła być jej artystka. Naprawdę wolałaby się z nią zamknąć w jednym pomieszczeni i nareszcie robić wszystkie te rzeczy, o których wyłącznie pisały, ale wpierw musiałaby się uwolnić ze szponów rodziny.
Muza 💖
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description
Wiadomość...
Niewykluczone, że cała masa młodych ludzi na tej imprezie z czystego szacunku i sympatii zwracała się do Cristiny jako abueli, ale tym razem dziewczyna się nie przestrzeliła. Naprawdę miała do czynienia z kobietą, która była faktyczną babcią jej modelki. Faktem jednak było, że dla kogoś, kto dopiero pojawił się w ich otoczeniu, pewne zwroty i relacje mogły się wydawać niezwykle zawiłe. No, ale może babcia Tina mogła kiedyś rozrysować jej jakiś diagram powiązań rodzinnych skoro tak się polubiły?
Isabel zdawała się nie zauważać tego jakim spojrzeniem zaszczycała ją rysowniczka. Była w tej chwili za bardzo skupiona na obserwowaniu córki, która zeszła z parkietu po to, aby wziąć łyk drinka, który został jej przyrządzony przez jakiegoś wąsatego wujka.
- A dla ciebie to coś istotnego, River? - zapytała wprost,, przenosząc na nowo swoją uwagę na rysowniczkę.
Wyczuwała jakoś podświadomie, że chyba dla Cross było to coś nieco poważniejszego niż dla tanatopraktorki, która zdawała się traktować tę znajomość z nieco większą nonszalancją i twierdzić, że nie była ona przecież niczym wielkim.
- Z tego, co wiem to jesteś pierwszą osobą, którą się zainteresowała w... większy sposób - przyznała Isabel, ale widać było, że nie miała aż tak wielkiej pewności, co do swoich słów. - Nie wiem jak to wygląda między wami, bo nie chciała nic mówić, ale... Może potrzebuje czasu by się z tym oswoić.
Chyba żadna z nich nie spodziewała się tego, że będą z sobą dzielić tak wrażliwy moment jak ten. W końcu, jakby nie patrzeć, Cross w pewien sposób obnażała się przed nią z tego, co właściwie działo się w jej prywatnym życiu.
- Cóż... Jak była mała to jadła muszki owocówki - wypaliła w końcu Isabel z drobnym uśmiechem, całkowicie nieświadoma tego, że tę samą historię niedawno opowiadała jej własna matka.
Chyba nikt nie miał większych wątpliwości do tego, że była to całkiem dobra historia, którą można było zawstydzać młodą Prescott, która szczęśliwie zjawiła się przy nich, rujnując kolejne próby przekazania zawstydzających historyjek.
- River... - jęknęła zbolałym głosem, a już po samym sposobie w jakim poruszało się jej ciało, dało się poznać, że była już wyjątkowo pijana.
Najwyraźniej nagabywania kolejnych członków rodziny skończyły się dla niej dosyć drastycznie. Całe szczęście wciąż trzymała się jakoś na nogach. Szła nawet w miarę prosto, a gdy znalazła się przy rysowniczce to zwyczajnie wsunęła dłonie pod jej marynarkę i objęła ją w pasie. Wtuliła twarz w jej obojczyk i przymknęła oczy na krótką chwilę.
- Zabierz mnie do domu - wymruczała, lgnąc w pełni do ciała artystki.
- Rue, jesteś w domu - przypomniała jej Isabel, ale Ruelle jedynie mruknęła coś niezrozumiałego na co jej matka przewróciła oczami. - Chica malcriada... Mówiłam, żebyś przystopowała.
Teraz jednak było na to zdecydowanie za późno, a tanatopraktorka nie przejmowała się niczym, gdy miała obok siebie swoją rysowniczkę, do której przytuliła się wyjątkowo ufnie.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła właściwie spodziewać się takiego pytania jak to. To bardziej prawdopodobne niż żeby Isabel zainteresowała się jej pracą albo ulubioną zupą. Nie miała jednak żadnego powodu, by obawiać się odpowiedzi.
— Dla mnie bardzo. Oczywiście ona o tym wie, ale... — zawiesiła głos, nie będąc pewną, jak powinna dokończyć to zdanie. Ale mi nie wierzy? Ale ma to gdzieś? Ale nie do końca rozumie i nie jest pewna, czy chce w ogóle zrozumieć? Trudno powiedzieć, która wersja była najwłaściwsza. Wzruszyła ramionami na znak, że to właściwie nie ma znaczenia. Nie umniejszało to przecież w żaden sposób jej uczuciom. Nie przestanie jej kochać tylko dlatego, że Rue uzna, że tylko jej się coś wydaje. To był plus i minus tej sytuacji.
— Dobrze, że nie pracuję na etacie i mam mnóstwo czasu. — Uśmiechnęła się delikatnie, przenosząc wzrok na Ruelle, która właśnie tłumaczyła coś takiej staruszce, podczas gdy rasowy wujas stojący obok robił jej drinka. Aż szkoda, że w ogóle użył tej Coli do zmienienia kolorów, szkoda było odkręcać butelkę i wypuszczać z niej gaz na te kilka kropli. Artystka miała wrażenie, że drobne ciało Prescott może tego wszystkiego nie wytrzymać. A ona nadal nie była nawet zawiana.
Cmoknęła tylko niezadowolona, gdy usłyszała jeszcze raz tę samą historię. To jej się do niczego nie przyda. Miała niezbyt dowód na to, że babcia miała rację i coś jej się nie pojebało, ale nie sprawiała wrażenie takiej, której się cokolwiek myli. Cross szukała plusów na siłę, bo była po prostu zawiedziona takim przebiegiem sytuacji.
Uniosła brwi, gdy zobaczyła zbliżającą się do niej Ruelle. Po jej stronie ogrodu chyba troszeczkę wiało. Spuściła ją z oczu na pół godziny i proszę bardzo, w jakim stanie do niej wraca. Baby to jednak trzeba trzymać krótko, bo inaczej odwalają taki szajs. Przynajmniej wyglądała dość zabawnie. Rozbrajająco uroczo. Artystka uśmiechnęła się łagodnie, gdy usłyszała własne imię owiane takim rodzajem zmęczenia wszechświatem. Miała wyraźnie dość własnej imprezy. Objęła swoją modelkę w pasie, chcąc dać jej nieco stabilizacji.
— Mogę cię zabrać do domu, żebyś odpoczęła i nie skompromitowała się przed żadną ciotką — zasugerowała odruchowo ściszając nieco głos. Miała wrażenie, że dziewczynie hałasów już też całkowicie wystarczy. Pewnie najuczciwszym układem byłoby zaprowadzenie jej do sypialni na górę, ale jednak wolałaby móc wreszcie znaleźć się gdzieś z nią sama.
— Odstawię ją rano w jednym kawałku — zwróciła się do Isabel. Użyła zdania oznajmującego, ale w tonie dało się wyczuć pytanie o zgodę. Nie chciała wszczynać w tym momencie awantur. Prościej byłoby się po prostu pożegnać i zabrać Rue do Ubera, ale liczyła, że jej dobra wola zostanie doceniona. W takim stanie przecież nie pojadą się ruchać! A przynajmniej nie od razu.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Isabel zadała jej podstawowe pytanie, jakie mógł zadać każdy rodzic, który spotykał choćby potencjalnego partnera lub partnerkę swojego dziecka. Musiała wiedzieć na ile to było poważne ze strony River i coś wewnętrznie podpowiadało jej, że jednak bardzo, co dziewczyna samodzielnie potwierdziła.
- Ale? - chyba kobieta nie chciała jej tak łatwo odpuścić, co słychać było po tym w jaki sposób zadała jej pytanie.
Nie zamierzała pozwolić na to, aby River zaczęła jedno zdanie tylko po to, aby go nie skończyć. Chciała wiedzieć, co chodziło jej po głowie. Nawet jeśli trudno było ubrać to wszystko w odpowiednie słowa.
- Musisz dać jej czas, ale jednocześnie być bezpośrednia, aby wiedziała, czego od niej chcesz. Inaczej sama na to nie wpadnie - dodała jeszcze Isabel, która najwyraźniej doskonale znała swoją córkę.
Pewnie nawet i bez wiedzy na temat tego, co działo się między ich dwójką mogłaby udzielić jej jakiejś przydatnej rady związanej z Ruelle. W końcu wiedziała dosyć dobrze jak dziewczyna funkcjonuje oraz miała niemal ćwierćwiecze, aby móc ją obserwować i poznać w zupełnie inny sposób. Jako matka miała specjalny wgląd w to jak prezentował się umysł młodej Prescott oraz w jaki sposób się rozwijał.
Wyglądało też na to, że w pewien sposób przewidziała, że kontakt tanatopraktorki z częścią rodziny może zakończyć się zbyt dużą liczbą drinków oraz shotów, które w siebie wlała. Liczyła jednak na to, że córka będzie wiedziała lepiej i wykaże się pewną samokontrolą, aby nie przesadzić z alkoholem na rodzinnej imprezie. No, ale chyba się przeliczyła.
Historia o muszkach owocówkach na pewno była wielkim hitem w rodzinie skoro jako pierwsza przychodziła im do głowy, gdy tylko zostali poproszeni o opowiedzenie żenujących faktów z życia Ruelle. Chyba naprawdę dziewczyna nie powinna opuszczać boku swojej artystki. Przy okazji pewnie też uniknęłaby takiego stanu upojenia, w którym się znalazła.
Isabel nie była na nią zła. Była rozczarowana, a każdy wiedział, że to było o wiele gorsze. Tylko, że młoda Prescott nie była zdolna do tego, aby się tym w jakikolwiek sposób przejmować. Zwłaszcza, gdy miała przy sobie swoją artystkę. Była przyjemnie ciepła i pachniała tak dobrze. Rue pragnęła zwyczajnie wtopić się w nią i rozkoszować jej bliskością w jak najlepszy sposób.
Na propozycję rysowniczki zamruczała z zadowoleniem, bo taka propozycja chyba najbardziej jej się podobała. Chciała w końcu być z nią gdzieś sama i nacieszyć się właściwie tym, że miała ją przy sobie. W końcu ze wszystkich zgromadzonych to River wydawała jej się być w tym miejscu najistotniejsza.
Isabel przez krótką chwilę przyglądała się tej scenie, ważąc w głowie słowa Cross oraz zastanawiając się nad tym na co powinna jej pozwolić. Chyba nie bardzo podobał jej się taki obrót sprawy, ale nie miała powodów, aby nie ufać rysowniczce. Przynajmniej sprawiała wrażenie takiej, której mogłaby powierzyć swoją córkę.
- Może lepiej pójdziecie do altany albo na górę, żeby przetrzeźwiała trochę nim ją gdziekolwiek zabierzesz? - zaproponowała, co może było słuszną uwagą.
Obecnie Ruelle sprawiała wrażenie średnio nadającej się do transportowania jakimkolwiek pojazdem bez stwarzania ryzyka choroby lokomocyjnej, która mogłaby ją dopaść.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zacisnęła wargi w wąską linię, niespecjalnie zadowolona z faktu, że Isabel postanowiła drążyć. Tego córce w genach nie przekazała. Cholera wie, czy się z tego cieszyć czy tym smucić. Cross naprawdę nie była pewna, w jaki sposób powinna dokończyć to zdanie, aby było to uczciwe dla każdej ze stron.
— Ale ona jeszcze nie wie, jakie ma na ten temat zdanie — dopowiedziała. Było to dość ogólne stwierdzenie, ale musiało jakoś wystarczyć. Nie będzie przecież w tym momencie zwierzać się Isabel z całego tego zamieszania, które było w ich relacji. Od tego miała przecież przyjaciółkę na cmentarzu.
Brew artystki drgnęła nieznacznie w krótkim zaskoczeniu. Rada pani Prescott była sensowna, ale przecież rysowniczka już dawno się do niej stosowała. Zaczęła być bardzo bezpośrednia względem Ruelle odkąd pokłóciły się o Butelki. Niespecjalnie ta bezpośredniość działała, bo tanatopraktorka tak czy siak odbijała wiele stwierdzeń, które próbowała jej przedstawiać. Czyżby to wciąż było za mało? Nie no, niemożliwe. Przecież powiedziała jej wprost, że jest w niej zakochana i poprosiła, żeby przy niej została. Każdy normalny człowiek miałby po czymś takim jasną sytuację.
River była rozbawiona stanem, w jakim była obecnie solenizantka. Przynajmniej będzie miała okazję, by odwdzięczyć jej się za ostatnią pomoc, kiedy to rysowniczka zdecydowanie przegięła z alkoholem. Nie zgarnie jej wprawdzie z centrum w ramach poratowania sypialnią, ale postara się obronić przed rodzinną hordą, a to też przecież istotna kwestia. Pogłaskała dziewczynę po włosach, gdy ta wyraziła mrukliwy entuzjazm na jej pomysł. Nietrudno było ją do czegoś przekonać. Z jej matką było trochę gorzej. Cross tak średnio podobał się ten pomysł. Wolałaby się stąd po prostu oddalić. Z drugiej strony, może zabrać ją tam na krótką chwilę, by uśpić czujność Isabel, a przy okazji zgarnąć z sypialni jakieś potrzebne rzeczy i dopiero potem się wymknąć.
— Chodź, odpoczniesz przez moment — zaproponowała i skierowała się wraz z pijaną Latynoską w stronę domu. Trzymała ją mocno obok siebie, nie chcą jej nikomu oddać. Przy okazji stanowiła całkiem niezłe wsparcie dla niepewnie kroczącej Ruelle.
Tu jest nasza Rue! Chodźmy... zagadnął ich jakiś mężczyzna w średnim wieku, z którym minęły się w progu tylnego wejścia do domu. To zdecydowanie nie było nikomu do niczego potzrebne.
— Przyjdzie później — oświadczyła tylko chłodnym tonem, nawet się nie zatrzymując. Nie będzie przecież dyskutować na ten temat z żadnym kuzynem czy kim w ogóle był ten facet. Skierowała się wraz z dziewczyną prosto do jej sypialni, której na całe szczęście nie musiała szukać. Zatrzasnęła za nimi drzwi i przekręciła kluczyk czy inny zamek, odcinając je chociaż symbolicznie od imprezy. Przez uchylone okno wciąż było słychać jej hałasy, ale to akurat drobiazg.
— Widzę, że masz bardzo udane urodziny. Mam nadzieję, że nie masz zamiaru ich jeszcze kończyć? — zapytała, siadając na skraju łóżka. Przyciągnęła solenizantkę do siebie i wpakowała sobie na kolana. Miały jeszcze całą masę planów, których Prescott może nie być w stanie zrealizować. Trudno było się jednak na nią złościć, gdy robiła się taką przylepą.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Isabel już dalej nie drążyła. Pokiwała jedynie głową, wyczuwając, że mógł to być drażliwy temat. W końcu, co innego mogła zrobić matka rozmawiająca z dziewczyną, która żywiła wobec jej córki nie do końca odwzajemnione uczucia? Mogła ją zapewnić, że w końcu Rue wszystko zrozumie i przejrzy na oczy, ale sama nie mogła być pewna jaki będzie tego finał. W końcu jeszcze nigdy nie obserwowała swojej córki w podobnych okolicznościach, więc nie mogła nic powiedzieć na temat zakochanej Ruelle. Lub też pogrążonej w podobnym stanie.
Rada mogła być faktycznie bardzo dobra, ale pani Prescott nie bardzo znała wszystkie meandry znajomości pomiędzy tanatopraktorką, a jej artystką. Wtedy zapewne mogłaby złapać się za głowę i zacząć zastanawiać się nad tym na kogo też jej córka wyrosła. Całe szczęście, że przynajmniej tego jej oszczędzono.
Solenizantka była aktualnie rozanielona. Widać było, że wypity przez nią alkohol wpłynął nie tylko na jej ciało, ale także na umysł, obdarzając ją nieco bardziej łagodną osobowością. W tym momencie była całkowicie zadowolona z faktu, że mogła rozkoszować się bliskością swojej rysowniczki. Była taka ciepła i zapewniała jej doskonałe oparcie. Rue już nigdy nie chciała się wyplątywać z jej objęć, a zamiast tego najchętniej zapadłaby się w nich na zawsze i zwyczajnie wtopiła w objęcia dziewczyny. To przecież było najlepsze, co mogła uczynić.
Być może sugestia tego, aby doszła do sobie na piętrze była sensowna. Problemem jednak mogły okazać się schody, które normalnie nie wydawały się jakąś wielką przeszkodą, ale w takim stanie upojenia młoda Prescott mogła się ześlizgiwać ze stopni w swoich obcasach. Byli też jeszcze inni imprezowicze, którzy rzecz jasna musieli je zaczepiać, ale River radziła sobie z nimi zaskakująco sprawnie.
Dlatego też w miarę szybko znalazły się pod drzwiami sypialni tanatopraktorki, której próg przekroczyły. Ledwie zarejestrowała szczęk zamka. Właściwie nim zorientowała się w czymkolwiek to siedziała już na kolanach swojej rysowniczki. Ukryła twarz w zagłębieniu jej szyi i przytuliła się do niej tak mocno jak tylko była w stanie.
- Wzg... wzlgę... wzglend.. como de mierda se dice eso... W miarę okay są - odpowiedziała w końcu, bo najwyraźniej składanie zdań w pełni po angielsku powoli zaczęło ją przerastać. - Dlatego, że ty jesteś...
Normalnie na pewno nie bawiłaby się choćby w ułamku tak dobrze, ale ciągła uwaga ze strony River oraz obietnica tego, jak miało wyglądać zwieńczenie tego wieczora, sprawiały, że nagle cała impreza stawała się dla niej dużo znośniejsza. Nawet jeśli miała użerać się z niechcianymi członkami rodziny.
- Nie chcę kończyć... Chcę ciebie... Obiecałaś mi prezent - mruknęła, muskając przy tym wargami skórę jej szyi rysowniczki w drobnych i niby to przypadkowych pocałunkach.
Potrzebowała jedynie chwili na to, aby jednak odpocząć i wyrzucić z organizmu przynajmniej część procentów, które się w nim panoszyły. Jeszcze trochę i w pełni będzie gotowa na to, aby mogły wspólnie zrealizować plany, które snuły przez ostatnie parę dni odnośnie tej nocy.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Postawienie się w roli bohaterki swojej modelki zdecydowanie jej odpowiadało. Obiecała jej przecież, że uwolni ją od widma ciężkości tych urodzin, kiedy tylko będzie tego potrzebowała. Musiała dotrzymać słowa. Chwilowo postanowiła schować ją z dala od nieproszonych oczu, ale plan na noc się nie zmieniał. Chciała po prostu zabrać ją do siebie. Dobrze by było, gdyby do tego czasu Ruelle zdążyła nieco wytrzeźwieć, żeby faktycznie mogły spędzić czas tak, jak zaplanowały. Co się odwlecze, to nie uciecze. River nie miała zamiaru jej tego odpuszczać, a i sama Prescott wydawała się już na tyle nakręcona na ten plan, że też nie dałaby pewnie zepchnąć go na jakiś daleki plan. Skoro obie tego tak bardzo chciały, to nie ma co się wykręcać.
Schody stanowiły pewną przeszkodę, ale wspólnymi siłami mogły ją pokonać. Może i najprościej byłoby wziąć po prostu dziewczynę na ręce, ale Cross obawiała się, że przy obecnej bezwładności modelki mogłoby być trudno. Wniesienie jej po schodach byłoby trudniejsze tak czy siak a jeszcze na szpilkach? Nawet nie miała zamiaru próbować. Prescott musiało wystarczyć wsparcie jej ramienia. Na szczęście nikt po drodze nie wybił sobie zębów i dotarły do sypialni w jednym kawałku.
— Dzięki mnie jest w miarę okej? Dziękuję, Malutka. Jesteś naprawdę urocza. — Zaśmiała się krótko, niespecjalnie podbudowana tym komplementem. Nie no, nieprawda. Bardzo jej się spodobał! Niewątpliwie był szczery, czego więcej potrzeba? Jak na Ruelle to przecież bardzo dużo. Nie dość, że przyznała się do faktu, że rysowniczka w wyraźny sposób poprawiała jej nastrój, to jeszcze zrobiła to po angielsku. Co za dzień łaski! Może River też miała dzisiaj urodziny, ale zapomniała?
— Dostałaś już jeden prezent, pamiętasz? — mruknęła zadowolona, gdy usta Latynoski zaczęły krążyć po jej szyi. Niezależnie od stopnia trzeźwości tej dziewczyny, to jedno się nie zmieniało. Lgnęła do swojej artystki wyjątkowo zachłannie, czym River była totalnie zachwycona. Zsunęła własne obcasy i odsunęła je nogą gdzieś na bok, po czym schyliła się, by zdjąć buty solenizantce. Objęła ją mocniej i opadła do tyłu, kładąc się z nią na materacu.
— Z przyjemnością zrealizuję dalszą część prezentu, ale wolałabym, żebyś najpierw zaczęła odróżniać górę od dołu — wyjaśniła jej łagodnie. Wykorzystywanie jej, gdy była kompletnie zalana, to w ich przypadku żadna nowość, ale River wolała jednak, by Rue była w stanie coś pamiętać z tej ich wspólnej nocy. Nie chciała jej jednak zostawiać tak bez niczego, skoro wreszcie miały chwilę dla siebie i nie musiały się bać, że ktoś im przeszkodzi. Jej palce odruchowo zaczęły krążyć wzdłuż kręgosłupa Prescott, a wargi odnalazły jej usta, na której zaczęły składać coraz to śmielsze, ale leniwe pocałunki.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
24 y/o
Prepare to be a seasoned local
160 cm
tanatopraktorka white lily funeral services
Awatar użytkownika
Porque mañana yo no sé qué va a pasar
Me siento triste, pero se me va a pasar, je
Mi vida está cabrona, hey
Yo no me quiero casar
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła się naprawdę cieszyć z tego, że miała przy sobie swoją superbohaterkę, która postanowiła ją wyratować z opresji i zadbać od tłumu zadającego zbyt wiele pytań i zarzucającego ją niepotrzebną oraz zdecydowanie zbyt nieprzyjemną atencją. Nie potrzebowała tego wszystkiego. Chciała po prostu odrobiny spokoju i odcięcia się od tego wszystkiego. Najlepiej w obecności swojej ukochanej artystki.
Rue mogła być z siebie naprawdę dumna, że po drodze nie skręciła sobie kostki lub czegoś nie zwichnęła. Co prawda nie miała na sobie niebotycznych obcasów, ale wciąż po większej dawce alkoholu wędrówka na piętro mogła się okazać tragiczna w skutkach. Dlatego mogła się cieszyć z tego, że Cross tak dobrze się nią zajmowała.
- Yo no soy. Nie - zaprzeczyła w zasadzie odruchowo, bo przecież w naturalny sposób się buntowała przeciwko takim określeniom.
Może i momentami się zapominała, ale dalej miała w sobie przynajmniej odrobinę pomyślunku, aby działać tak jak zwykle w podobnych przypadkach. W końcu nie mogła pozwalać swojej artystce na tak słodkie słówka. Nawet jeśli rozgrzewały ją od środka nie gorzej niż te wszystkie wypite wcześniej drinki.
- Mhmmm, pamiętam. I obiecałaś usar to - odpowiedziała, a jej głos coraz bardziej ocierał się o obce oraz o wiele miększe hiszpańskie tony, gdy tylko mówiła.
Delikatnie musnęła językiem jej szyję i prawie zachichotała, gdy tylko poczuła, że dziewczyna zsuwa z niej buty. Czemu to wydawało jej się tak śmieszne? Może jeszcze bardziej sobie uświadomiła fakt, że właśnie siedziała w samej sukience na jej udach... Przynajmniej póki dziewczyna nie opadła na łóżko, a Ruelle w ślad za nią, kładąc się z cichym pomrukiem na swojej artystce.
- Od... różniam - odpowiedziała z drobną trudnością, ale całe szczęście nie musiała mówić nic więcej.
Odpowiedziała z wyjątkową energią na każdy kolejny pocałunek, zatracając się w nich powoli. Zamruczała z zadowoleniem, gdy tylko poczuła dłonie sunące po jej kręgosłupie i mimowolnie przesunęła biodrami po tych należących do artystki, chcąc zaznać jeszcze większej przyjemności z tego krótkiego kontaktu.

River Cross
Ari
Nie lubię narzucania mojej postaci reakcji i zachowania oraz dopisywania do jej rzeczy czy sterowania nią w jakikolwiek sposób bez konsultacji.
25 y/o
MAŁA LADY PANK
175 cm
twórczyni komiksów
Awatar użytkownika
Don't call your mother - don't call your priest
Don't call your doctor - call the police
You bring the razor blade - I'll bring the speed
Take off your coat - it's gonna be a long night
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się rozbawiona, gdy zaczęła się buntować przeciwko określeniu jej uroczą. To rozczulało ją jak nic innego. Im bardziej próbowała protestować, tym Cross była bardziej przekonana, że ma rację. Nie będzie miała z River łatwego życia, ale chyba nie spodziewała się w żadnym momencie, że będzie inaczej.
— Co za szczęście. Mam taką piękną i uroczą kobietę — powtórzyła, chcąc się nieco z nią podrażnić. Wycofanie się w takim momencie byłoby przecież bardzo głupie. W końcu ją przyzwyczai do tych wszystkich określeń. A jeżeli nie, to przyzwyczai się chociaż do faktu, że River ich używa. To River wystarczy. Nie miała wobec niech zbyt dużych wymagań, bo i po co? Tak na wszelki wypadek nie ma się co rozkręcać, żeby potem nie być zawiedzioną. Nie no, nieprawda. Nie potrafiła się powstrzymywać od najbardziej śmiałych założeń.
Przypomniało mi się w międzyczasie, że River miała na sobie kozaki, a nie szpilki, ale nie zmienia to faktu, że je zdjęła. Po prostu musiała się bardziej postarać. W każdym razie chciała im obu nieco ulżyć. No i czemu miałby się kotłować po łóżku w butach? Niespecjalnie rozumiała, skąd się wzięło w Prescott to rozbawienie, ale przecież dobrze, że jej wesoło.
— Tak? Na pewno? Mam wrażenie, że jesteś troszkę rozproszona — szepnęła i przygryzła zaczepnie skórę na jej szyi. Uwielbiała obserwować, jak Ruelle zaczyna się rozpływać pod wpływem jej dotyku. Wsparła się na łokciu, podnosząc je nieco. Obróciła je zgrabnie tak, żeby to Ruelle znalazła się na dole. Zawisła nad swoją modelką i pozwoliła sobie na chwilę spokoju. Przyglądała się ciemnym włosom rozrzuconym po materacu, obserwowała rozsypane po jej policzkach piegi i faktycznie nie była w stanie uwierzyć w swoje szczęście. A może pecha? W poprzednim życiu musiała zrobić coś bardzo złego albo wyjątkowo cudownego.
Dłoń River przesunęła się leniwie po udzie modelki, wsuwając się pod materiał sukienki. Nachyliła się w końcu nad dziewczyną z cichym pomrukiem zadowolenia. Zaczęła składać na jej szyi pocałunki, starając się zadbać o każdy skrawek skóry. Jej paznokcie krążyły leniwie po skórze na nodze Ruelle. Skupiała się na sprawianiu jej przyjemności, choć ewidentnie nie chciała dawać jej jeszcze wszystkiego. Chciała ją utrzymywać w delikatnym rozanieleniu, jednocześnie uważając, żeby nie zatraciła się w tym wszystkim za bardzo.

Ruelle I. Prescott
Werka
dogadamy się
ODPOWIEDZ

Wróć do „#7”