ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
182 cm
Awatar użytkownika
I don't know, I don't know, I don't know
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły lub teraźniejszy
postać
autor

Upływ czasu niczego nie zmieniał, bo Brandon nadal nie pamiętał. Choć powoli dochodził do zdrowia (jego stan fizyczny poprawiał się z każdym dniem), głowa nadal nie chciała z nim współpracować. Pamięć wciąż stała w miejscu; Leffingwell codziennie ćwiczył umysł, ale nie pojawiały się w nim choćby przebłyski, które dotyczyły zapomnianych jedenastu lat.
Każdego ranka budził się z naiwną nadzieją, że może właśnie dzisiaj coś się zmieni; że spojrzy na Lennona, namalowany przez siebie obraz albo telefon i nagle wszystko wskoczy na swoje miejsce. Niestety, nic podobnego się nie wydarzyło, a świadomość, że inni wiedzieli o nim o wiele więcej, stawała się coraz bardziej przytłaczająca, zaś zapewnienia lekarzy, że musi sobie dać czas kojarzyły mu się coraz gorzej.
Słuchał o tym, co robił, o wydarzeniach, w których brał udział, a kiedy zostawał sam, próbował dopasować te informacje do człowieka, którym był. Przyłapując się na tym, że coś mu nie pasowało, zastanawiał się, z czego wynikały nieścisłości; czy może to jedynie niewłaściwa interpretacja przekazujacego informacje? A może to on zmienił się tak, że reagował już inaczej?
Przyjemną odmianą od słuchania kwestii, których nie pamiętał było zobaczenie znajomej twarzy; dostrzegłszy Maggio przekraczającego próg sali, poprawił swoją pozycję, uśmiechnął się lekko i wskazał na pobliskie krzesło. 一 Siadaj 一 poprosił niecierpliwie, po czym chrząknął i jeszcze raz omiótł spojrzeniem przyjaciela. 一 Nawet nie wiesz, jak dobrze cię widzieć 一 wyszeptał szczerze, nie ukrywając ulgi i radości.
Jego sytuacja nie była prosta; prawdę powiedziawszy, skomplikowało się wszystko, co tylko mogło, a on był niesamowicie zagubiony. Przynajmniej na razie nie widział światełka w tunelu; nic nie zapowiadało nagłego odzyskania pamięci, przez co zaczął brać pod uwagę scenariusz, zgodnie z którym będzie zmuszony zacząć od nowa. 一 Czuję się fatalnie, stary. Nie pamiętam Lennona 一 jęknął. Przemawiał przez niego prawdziwy ból; Brandon nie radził sobie ze świadomością, że nie poznawał osoby, z którą planował spędzić resztę życia. 一 Powiedział mi, że go uratowałem. Auto jechało prosto na niego. 一 Zachowanie potwierdzało, że kochał narzeczonego nad życie (bo przecież gdyby między nimi było coś nie tak, na pewno nie postępowałby w ten sposób), ale cóż z tego, skoro teraz czuł jedynie obojętność?

Maggio Winters
29 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
188 cm
Biochemik w ProteinQure
Awatar użytkownika
present's a thought
and a piece of mind
and i want my girl in my arms when I sleep
breathing in her dreams
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Od chwili, w której Maggio postanowił wrócić do Toronto minęło kilkanaście ładnych miesięcy. W tym czasie nie udało mu się przywrócić większości z kontaktów, które utracił tuż po tym, jak ostatecznie postanowił wyjechać, uwalniając się z domu, w którym czuł się jedynie jak opiekunka i wsparcie swojej młodszej siostry. Był między nimi zaledwie rok różnicy, niemniej nie przeszkadzało to rodzicom, zwłaszcza ojcu, w nagminnym przypominaniu mu, że powinien się opiekować dziewczyną, bo “tak wiele przeszła”. Winters to rozumiał, kochał siostrę i zrobiłby dla niej praktycznie wszystko, ale bywały chwile, w których czuł się na to wszystko zbyt słaby, zbyt niezrozumiany.
Teraz, kiedy ostatecznie na nowo osiadł w rodzinnym mieście, przypomniał sobie o wielu osobach, które kilka lat wcześniej były obecne w jego życiu bardziej, niż zaledwie mijani na ulicy przechodnie. Chociażby siostra Jerome, o której wspomnienia ożyły. Swego czasu spotykali się ze sobą regularnie, mając dobry kontakt. A teraz? Ot, pojedyncze zdania, zdawkowe uwagi i niespełnione obietnice, że w końcu się spotkają nadrabiając przeszłość. Ten dzień zdawał się tak odległy, że biochemik zaczął wierzyć, że nie nadejdzie nigdy. Zwłaszcza, że dziewczyna wyjechała chwilowo z Toronto i nie była pewna kiedy właściwie tu wróci.
Bywały jednak znajomości, które utrzymały się pomimo odległości i jedną z nich była ta z Brandonem. Może nie była już tak intensywna, jak w przeszłości, bo jednak czas i dorosłe życie robiły swoje, ale żaden nie zapomniał. Tym bardziej Maggio nie wyobrażał sobie nie odwiedzić mężczyzny, kiedy tylko dowiedział się, że ten wylądował w szpitalu ulegając poważnemu wypadkowi. Nie znał szczegółów - nigdy nie zbliżał się do jego rodziny, ograniczając się do samego Leffingwella, jednak brzmiało to poważnie. Całe szczęście żył.
-Mam dla ciebie prezent. Oby ukoił chociaż trochę twoją duszę, bo wyglądasz, jakby ktoś ci ją trochę sponiewierał - uśmiechnął się, kiedy wszedł do szpitalnej sali. Położył na nocnym stoliku szarego misia z niebieską wstążką - prosty, ale uroczy. Zdaniem Maggio nawet takie drobnostki były w stanie zmienić aktualny nastrój i humor. - Ani trochę? Ani jednego, nawet najmniejszego wspomnienia? Żadnego przebłysku? - zmarszczył brwi, zmartwiony. Współczuł mu, chociaż niemal z zazdrością pomyślał, że chętnie zamieniłby się z nim miejscem, wymazując z głowy i serca Szkocję. Wszystko to, co tam przeżył, z kim przeżył, ciągnęło się za nim odkąd wrócił. O ile łatwiej byłoby faktycznie wymazać to z głowy, niż na siłę próbować zapomnieć. Sytuacja brandona była jednak inna - jego serce nie zostało roztrzaskane. Jego nieustannie powinno bić dla tej jednej osoby. - Jakie są rokowania? Lekarze coś mówili? Jestem pewien, że to chwilowe. Prawdziwej miłości nic nie powstrzyma - stwierdził, a słowa te brzmiał w jego usta jak obelga; coś plugawego. Prawdziwa miłość była mrzonką samotnego serca.

brandon leffingwell
ODPOWIEDZ

Wróć do „Mount Sinai Hospital”