28 y/o
Welkom in Canada
183 cm
rezydent neurochirurgii w Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
'Cause lately we've been living in different nations
Enemy lines are drawn, lines are drawn
We're speaking different tongues communicating
And as we fall, time is frozen
I know we break, but we're not broken
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cyrus utkwił nieco zmęczone spojrzenie w jej czekoladowych tęczówkach, w których był tak boleśnie zakochany. Jego skronie pulsowały, a łeb wręcz pękał od nadmiaru alkoholu, od kłótni, od ostrych słów, które żadna ze stron nie żałowała sobie nawet przez chwilę. Gdyby mógł cofnąć czas, to zacisnąłby usta już w chwili przekroczenia progu swojego mieszkania. Po prostu przyznałby jej rację, chowając dumę do kieszeni i uznając to za swój błąd; tak było najlepiej, prawda? Najrozsądniej. Dzięki temu mógłby ominąć tą burzę, przez którą teraz przechodzili, ciskając w siebie oskarżeniami jak piorunami. — Nie bywałem w poważnych związkach, Calliope — mruknął w końcu, błądząc spojrzeniem po jej twarzy, jakby szukał tam deski ratunku. Jakiegoś błysku, który utwierdzi go w przekonaniu, że jeszcze nic nie było stracone. — Ale wydaje mi się, że budowanie czegoś długotrwałego bez zaufania jest zupełnie bezcelowe — wymruczał pod nosem, choć nadal twierdził, że oboje ponosili w tym dużą winę. To nie była tylko jego wina. To nie były tylko jej domysły. Mieli jednak zbyt silne charaktery, by przyznać to jednogłośnie. — Albo jesteśmy w tym gównie razem i próbujemy zrobić to tak, jak powinniśmy od samego początku — zaczął, wzdychając głęboko. — Albo naprawdę musimy się rozejść, bo prędzej czy później znów wrócimy do tego momentu — przyznał. Choć na samą myśl, że sam musiałby się przełamać i zaakceptować tego idiotę, robiło mu się po prostu niedobrze. Tragedia.

Chce umawiać się z tobą, ty pieprzony idioto.

Nie powinno go to bawić. Cała ta sytuacja zdecydowanie była daleka od jakiejś komedii, ale słysząc te słowa, Cy parsknął cicho pod nosem, bo od dawna nie słyszał, by ktoś nazwał go w ten sposób. — W porządku — powiedział w końcu. — A mi nie podoba się przesłuchiwanie, no i interpretowanie wszystkiego, jak tego chcesz, bez podparcia realnymi i logicznymi faktami — rzucił, krzyżując ręce na klatce piersiowej. — Co teraz z tym zrobimy? — zapytał; dla niego jedyne rozwiązanie to... kompromis. — Przeżyję — rzucił z rozbawieniem na jej przeprosiny. Nie spodziewał się tak solidnego uderzenia z jej strony, ale wiedział, że musiał sobie na to zasłużyć. W innym przypadku w ogóle by do tego nie doszło. — Jestem zazdrosny — przyznał w końcu, zastanawiając się, czy to może w jakiś sposób nie załagodzi ich kłótni. — I wściekły, że to nie ja byłem przy tobie przez ostatnie lata — parsknął gorzko, zaraz wzruszając ramieniem. — Ale sam jestem sobie winny, hm?

Widząc jak cofa dłoń, Cyrus wywrócił z niedowierzaniem oczami; naprawdę nawet w takiej chwili musiała z nim walczyć? Lockhart tylko mocniej zacisnął palce na jej skórze, bo nie zamierzał zostawiać jej rannej. Ani jako lekarz, ani jako chłopak. Eks-chłopak? No miał nadzieję, że sprawa nie była jeszcze przesądzona. — Callie, to nie jest dobry moment — rzucił nerwowo. Oczywiście, akurat teraz musiała zgrywać odważną, samodzielną i samowystarczalną. No oszaleć mógł z nią. Odetchnął niechętnie pod nosem, gdy zabrała dłoń i spojrzał na nią ze znużeniem. To od samego początku był zły moment na takie dyskusje. On był pijany, a ona zdenerwowana. Nie potrafił zebrać myśli ani wybrać bezpiecznego, schematycznego zachowania.

Lockhart pociągnął za wszystkie właściwe sznurki, żeby przyjęli Calliope tak szybko, jak tylko było to możliwe. Był przy niej praktycznie cały czas, obsesyjnie wszystko nadzorując, jakby nagle nie ufał nawet swoim własnym współpracownikom. A może po prostu obawiał się, że jak tylko odwróci wzrok, to Nerreza naprawdę od niego ucieknie?
Wychodząc z sali, wpadli na jednego z jego studenckich przyjaciół. Cyrus uniósł na niego spojrzenie, ale był tak zmęczony i jednocześnie znajdował się w tej okropnej fazie trzeźwienia, że nie miał zbyt dużej ochoty na pogawędki. Szczególnie, że nie bez powodu urwał im się kontakt te parę lat temu. — Ach, ta... No nie wiem, zobaczymy. Straszna nuda, co nie? — mruknął niechętnie, utrzymując rozmowę raczej z grzeczności niż z realnego zainteresowania. — A ty dalej na ratownictwie? — rzucił oceniająco, nagle wyczuwając dotyk Callie na swoim ramieniu. Odwrócił łagodnie głowę w jej stronę. Dostrzegł jej nagłe... spłoszenie? Ściągnął brwi z pewną konsternacją, zaraz powracając spojrzeniem do swojego starego kumpla. — Nie ma potrzeby. Po co miałbym przedstawiać jej kogoś, kto już nie ma dla mnie żadnego znaczenia? — zapytał, uśmiechając się przy tym krzywo. — Lockhart. Widzę, że z awansami, odeszło ci też wyczucie — skomentował mężczyzna, a blondyn wzruszył ramieniem, odsuwając dziewczynę za swoje plecy. Nie był głupi. Wyczuł to nagłe napięcie i brak komfortu. — Zobaczymy się na zjeździe — mruknął, odwracając się, by łagodnie pociągnąć ją w głąb szpitala.

Szedł przez dłuższą chwilę w ciszy, obejmując ją ramieniem i dopiero, gdy znaleźli się wystarczająco daleko, popchnął ją łagodnie na ławkę. — Co się stało? Czemu się tak wystraszyłaś? — zapytał, kucając przed nią. Zerknął na jej zabandażowaną dłoń, po czym uniósł palce, by odgarnąć pojedynczy kosmyk włosów za ucho. — Wrócisz ze mną do domu, Callie? I porozmawiamy na spokojnie jutro? — poprosił, wlepiając w nią to swoje błękitne spojrzenie.

my lovely calliope
27 y/o
Welkom in Canada
168 cm
robi biżuterie for fun
Awatar użytkownika
i like the way you kiss me,
i can tell you miss me
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

"Albo naprawdę musimy się rozejść..."

Słysząc to zacisnęła usta, próbując opanować drżenie brody. No właśnie. Znowu wystarczyło kilka zdań, żeby zaczęła się zastanawiać, czy to naprawdę miało sens. Z każdą kolejną ulotnę chwilą wątpiła w to coraz bardziej... - Nie chcę się rozchodzić, Cyrus - odpowiedziała ciszej. - Tylko daj mi trochę czasu, dobrze? Przecież próbuję. - Spojrzała mu w oczy, przecierając mokry policzek. Chciał zaufania, rozumiała to. Sama cholernie chciała móc mu je dać, ale nie potrafiła wymazać wszystkiego tylko dlatego, że oboje zdecydowali się spróbować jeszcze raz. Na pytanie o to, co teraz zrobią, przez chwilę milczała. - Postaram się najpierw pytać, zamiast od razu zakładać najgorsze - mruknęła w końcu. - A ty spróbuj mi odpowiadać bez tego parskania i traktowania mnie, jakbym wymyślała sobie problemy dla rozrywki. - Pociągnęła nosem. Jego przyznanie się do zazdrości trochę ją uspokoiło, chociaż nadal bolało ją wszystko, co wcześniej powiedział. - Nie cofniesz tych lat - odezwała się łagodniej. - Ale jesteś teraz. I chciałabym, żebyś został, zamiast zastanawiać się, czy powinieneś konkurować z Brianem. - Nie chciała wybierać pomiędzy ludźmi, na których jej zależało najbardziej na świecie. Briana kochała platnonicznie... a Cyrusa...

Czując jak mocno ścisnął jej nadgarstek, skrzywiła się, unosząc na niego zmęczone spojrzenie. - To boli. Możesz trochę lżej? - poprosiła. Nie miała już siły się szarpać ani tłumaczyć mu, dlaczego każde kolejne zignorowanie jej prośby tylko pogarszało sytuację. Pozwoliła opatrzyć sobie rękę, a w szpitalu skupiła się na tym, żeby przetrwać szycie i wreszcie stamtąd wyjść. Tyle że na korytarzu wszystko znowu się posypało. Zacisnęła dłoń na jego ramieniu i przysłuchiwała się ich rozmowie, ale pojedyncze słowa docierały do niej z opóźnieniem... Oni naprawdę mogli tak po prostu ze sobą rozmawiać, podczas gdy ona ledwo potrafiła zaczerpnąć powietrza? Dopiero kiedy Cyrus zbył mężczyznę i przesunął ją za siebie, poczuła odrobinę ulgi. Nie puściła jego ramienia. Szła przy nim, wbijając spojrzenie w podłogę, i dopiero za zakrętem obejrzała się nerwowo, sprawdzając, czy tamten za nimi nie poszedł. Swoją drogą myślała, że Lockhart będzie przyjaźniejszy dla niego... przecież się kiedyś przyjaźnili, no nie?

Usiadła na ławce, trzymając zabandażowaną dłoń na kolanach, a kiedy Cyrus przed nią kucnął, przez chwilę nie umiała na niego spojrzeć, jednak w końcu wymusiła uśmiech i uniosła wzrok. - To? A nic… Przypominał mi takiego klienta, którego zdenerwowałam parę dni temu w kawiarni - wyjaśniła, zerkając mu w oczy. - Sam wiesz, jak potrafię działać ludziom na nerwy, co nie? - Uniosła brew, a po chwili również opatrzoną dłoń, przypominając mu, czym skończyła się ich kłótnia. Chwyciła go zdrową dłonią za rękę, wstała i pociągnęła lekko, żeby podniósł się razem z nią. - Porozmawiamy, na pewno. I przepraszam jeszcze raz. - Zarzuciła mu ręce na szyję i stanęła na palcach, przyciągając go bliżej siebie. - Wrócę z tobą do domu, Cy - zapewniła z uśmiechem, zanim czule musnęła jego usta. - A wiesz, co jest podobno dobre na każdą kłótnię? - Uniosła brew, spoglądając na niego figlarnie. - Seks na zgodę.

No i jakoś tak się stało, że wylądowali u niego w mieszkaniu, kompletnie ignorując bałagan na podłodze, bo byli zbyt zajęci sobą, żeby zwracać na niego uwagę. Spędzili pół nocy, kochając się, a rano zjedli razem śniadanie i wreszcie spokojnie porozmawiali. Callie nie powiedziała mu prawdy, ale zapewniła go, że z nikim innym nie chciałaby być tak bardzo jak właśnie z nim. I akurat w tej kwestii nie musiała kłamać. A prawdy… no, kiedyś się dowie. Może, co nie?

k o n i e c


you will always be just mine
ODPOWIEDZ

Wróć do „#34”