ODPOWIEDZ
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

♯17
take another drag, turn me to ashes, ready for another lie?
says he's gonna teach me just what fast is
── ˗ˏˋ ♫ ˎˊ˗ ──
freckles ⊹࣪˖
24 seaforth ave jbc
tylko lepiej sie kurwa nie spoznij
bo łeb ukrece
💝💝
Wiadomość...
Nie do końca wiedziała, czego powinna spodziewać się po dzisiejszym wieczorze. Co prawda nic nie stało na przeszkodzie, żeby wprost zapytać Shelby'ego o jego intencje czy nawet konkretne plany na dziś, ale... Indie zwyczajnie nie czuła takiej potrzeby. W ogóle. Zaproszenie przyjęła w ciemno, bez zastanowienia — umyślnie nie wnikała w propozycję Leviego, nie próbując dociekać jej szczegółów ani w żaden sposób jej kwestionować. Mogłaby spytać, jasne, że tak, nie miałaby przed tym zresztą najmniejszych skrupułów, ale nie chciała, po prostu. Nie miała na to ochoty, bo... bo ten element zaskoczenia i niepewności był dla Caldwell w tym wszystkim chyba najbardziej czarujący. Relację z Levim ceniła sobie z wielu różnych powodów, ale jednym z najważniejszych musiał być fakt, że — w przeciwieństwie do większości jej dotychczasowych znajomości o podobnym charakterze — nie musiała martwić się w niej o monotonię. Nigdy w niczym nie przeszkadzała jej niewiedza ani kapryśna natura planów takich jak te, wręcz przeciwnie; jako szalenie impulsywna, przygodowa osoba, Indie ponad wszystko ceniła sobie spontaniczność, toteż nie miała najmniejszego problemu z tym, żeby pozwolić się zaskoczyć.
W czas szykowania się jak zawsze skrzętnie wkalkulowana była tak zwana ostatnia fajka — zazwyczaj odpalała ją na balkonie, tuż przed wyjściem z mieszkania, ale dziś zdecydowała się zrobić to już na dole, pod klatką. Nie lubiła palić w pośpiechu (w sumie kto lubił?), dlatego przed swój blok finalnie wyszła nieco wcześniej niż było to konieczne, tak, żeby rzeczonego szluga móc wypalić w pełnym spokoju, bez zbędnej presji i niepokoju o to, że miało zabraknąć jej na to czasu. Leviego nie oczekiwała jeszcze przez dobre dziesięć kolejnych minut, więc nijak nie spodziewała się po wyjściu z klatki od razu zobaczyć go pod swoim blokiem.
— O chuj, tak przed czasem? — zdziwiła się, nawet nie próbując kryć swojego zaskoczenia tym widokiem. Pozytywnego, rzecz jasna, co zdradzał chociażby uśmiech, który zagościł na twarzy Indie dokładnie w tym samym momencie, w którym jej spojrzenie natknęło się na sylwetkę Shelby'ego. Swoją aprobatę zaraz zresztą wyraziła bezpośrednio, otwarcie, zaczynając od pokiwania głową z uznaniem. — Podoba mi się, Hot Wheels — rzuciła zadowolona, żeby za chwilę w kilku niespiesznych krokach skrócić dzielący ich dystans i zatrzymać się już bliżej, tuż przed Levim. Spędziła chwilę lustrując go uważnie, z żywym zaciekawieniem w oczach, przechylając lekko głowę i posyłając mu kolejny szelmowski uśmiech kiedy dodała: — ...bardzo nawet.
Ostatnio zmieniony czw paź 15, 2026 3:31 pm przez Indie Caldwell, łącznie zmieniany 4 razy.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

it's the expression on your face
it's a thing line, this love and hate

Nie należał do romantyków z prawdziwego zdarzenia. Ani z jakiegokolwiek innego, szczerze mówiąc. Zazwyczaj po prostu robił to, co akurat przyszło mu do głowy. Miał kilka wolnych tygodni pomiędzy treningami motocrossowymi i wracając do Toronto, od razu pomyślał o swojej dziewczynie, Indie. Co swoją drogą brzmiało dość surrealistycznie, bo Shelby nie przywiązywał się do nikogo w taki sposób. Jakiekolwiek związki czy długoterminowe relacje nie były kompatybilne z jego układem nerwowym, a tym bardziej zakochiwanie się, miłość i inne pierdololo. Ale przy Caldwell? Oh my. Czuł te przysłowiowe motylki w brzuchu przy każdym ich spotkaniu. Nie należała do tych dziewczyn, które na każdą randkę musiały zakładać cholernie wysokie obcasy i obcisłe sukienki, niepozostawiające zbyt wiele wyobraźni. U niej? Zawsze wchodziły w gre luźne ciuchy, a pod nimi zajebiście seksowne ciało, obsypane pocałunkami słońca, do którego dostęp miał tylko i wyłącznie Shelby.

Fuck. Na samą myśl o niej robiło mu się gorąco. No nic, wracając do tematu. Levi postąpił wbrew własnym przyzwyczajeniom i zgodził się, a raczej oboje zgodzili się, że będą spotykać się tylko ze sobą. Przez co nieraz słyszał jakieś podśmiechujki od kumpli z teamu. Wohoooo, Shelby ma panienkę, blablabla. Dawał im popieprzyć, bo wiedział, że wtedy szybciej im się znudzi. Chociaż gdyby sama Freckles to usłyszała, nie dość, że dałaby im nieźle popalić, to pewnie przy okazji i jemu dostałoby się za samo stanie obok. m a y b e. Lubił, kiedy się złościła, więc zapewne jeszcze dolałby oliwy do ognia, zanim spróbowałby zamknąć jej buźkę pocałunkiem.
hot wheels 𑣲⋆
tylko lepiej sie kurwa nie spoznij
ja? spóźnić?
za kogo ty mnie masz, bbygirl
już jadę x
Wiadomość...
Wciągnął na siebie luźne ciuchy, spryskał się perfumami, które dla niego wybrała, i pojechał po nią. W końcu nie mógł ryzykować, że urwie mu łeb za spóźnienie, eh? Zaparkował przy jej bloku, odłożył kask na siedzenie motocykla i ruszył w stronę wejścia do klatki, od razu uśmiechając się na jej widok. - Mówiłem, że się nie spóźnię! - Podszedł do niej, spoglądając w dół, i położył dłonie na jej biodrach. - Tak? Jak bardzo? - mruknął, zsuwając je niżej i wsuwając do tylnych kieszeni jej spodni. - Ty też jesteś niczego sobie, freckles - parsknął pod nosem, lekko ściskając jej pośladki, zanim nachylił się i musnął jej usta. - Gotowa na wycieczkę? - zapytał cicho, po czym pocałował ją jeszcze raz. Wyprostował się, wysunął dłonie z jej kieszeni i chwycił ją za rękę, prowadząc w stronę motocykla. - Uprzedzam, że będziesz musiała się trochę powspinać, ale bez problemu mogę cię asekurować od tyłu - dodał, unosząc brew z rozbawieniem. Sięgnął po przygotowany dla niej kask i ostrożnie wsunął go na jej głowę. Jeszcze przez moment patrzył w jej niebieskie tęczówki, uśmiechając się pod nosem, zanim opuścił wzrok, żeby zapiąć pasek pod jej brodą.

freckles ⊹࣪˖
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ciężko powiedzieć, czy wizjom wspólnej przyszłości z Shelby'm bardziej sprzyjał czy zagrażał fakt, że dla Indie ten związek również był pewnego rodzaju anomalią. Lekkim odstępstwem od normy, może nawet formą eksperymentu. To nie była pierwsza taka relacja w jej życiu, ale jedna z nielicznych, które kiedykolwiek doczekały się etykietki pełnoprawnego związku, bo idea tak poważnego zobowiązania wobec drugiej osoby zawsze była dla niej... przeciętnie atrakcyjna, jakkolwiek to nie brzmiało. Niewiele rzeczy Caldwell ceniła sobie w życiu tak bardzo jak niezależność i poczucie wolności, co niekoniecznie ułatwiało budowanie w nim czegokolwiek trwałego — na ogół kurewsko trudno przychodziły jej jakiekolwiek kompromisy, a już zwłaszcza te dotyczące własnej autonomii, więc temat związków zawsze był w jej przypadku trochę skomplikowany. Myśl o całkowitej wyłączności z jednej strony wydawała jej się nieco męcząca, może nawet stresująca, a z drugiej — paradoksalnie — szalenie atrakcyjna; nie do końca po drodze było jej z presją wzajemnych zobowiązań, ale te poświęcenia w pewnym sensie rekompensowało jej poczucie przynależności, bycia ważnym. Czyimś i tylko czyimś.
I może właśnie dlatego zgodziła się być tylko jego. Zamiast zadręczać się zbędnymi (czytaj: jak najbardziej uzasadnionymi, ale łatwiej było udawać, że wcale nie) pytaniami o przyszłość czy potencjalną długotrwałość relacji z Levim, Indie wolała koncentrować się na chwili obecnej i tym, jak czuła się w niej teraz: dobrze. Obecnie czuła się z tym wszystkim całkiem dobrze, zwłaszcza kiedy witał ją tym swoim przekornym, rozbrajającym uśmiechem i ułożonymi na biodrach dłońmi, a całkiem dobrze awansowało na nawet lepiej wraz z chwilą, w której z pomocą splecionych na karku Shelby'ego palców mogła bezczelnie przyciągnąć go do siebie jeszcze bliżej.
— Mówiłeś — przyznała z szczerym uznaniem w głosie, nawet na moment nie odrywając od niego zaciekawionego spojrzenia. — Jak bardzo? — powtórzyła po nim zaczepnie, jakby z namysłem. Ostatecznie wzruszyła ramionami, ale wcale nie znaczyło to, że pytanie Leviego pozostawiła bez żadnej odpowiedzi — sądziła, że sam za siebie mówił sposób, w jaki za chwilę odwzajemniła jego pocałunek, tuż po tym, jak kolejnym promiennym uśmiechem skwitowała rzucony wcześniej komplement. — No gotowa, gotowa — potwierdziła z krótkim przytaknięciem głowy, żeby po kolejnym, równie pewnie odwzajemnionym pocałunku pozwolić poprowadzić się w kierunku motocykla. — Poradzę sobie, Shelby — zapewniła pospiesznie, niby zupełnie poważnie, ale z przekornym uśmiechem błądzącym po twarzy, odruchowo mrużąc oczy kiedy w międzyczasie nasuwał jej na głowę kask. — Tu? — upewniła się tylko, wskazując na — jak mniemała — swoje miejsce na motocyklu, nie potrzebując od Leviego potwierdzenia bardziej entuzjastycznego niż krótkie skinienie głowy, żeby skwitować, jak zawsze z klasą: — wykurwiście. No to teraz tłumacz jak.

hot wheels 𑣲⋆
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

true or false, it may be,
well, she's still out to get me


n i e p r z e w i d y w a l n o ś ć

Tym chyba najlepiej mógł określić swoją relację z Indie. Zawróciła mu w głowie do tego stopnia, że wszystkie jego wcześniejsze przekonania dotyczące jakiejkolwiek przynależności mogły spokojnie spocząć gdzieś głęboko w szufladzie. Najlepiej tej samej, w której za gówniarza chował świerszczyki i inne magazyny, byleby matka nie przyłapała go na ślinieniu się do kobiet z zajebiście krągłymi kształtami. Nie należał nawet do tego basicowego typu chłopaków z liceum, którzy ślinili się do Margot Robbie. Wolał podziwiać piękności pokroju Anny Nicole Smith albo Cindy Crawford, no ale dobra, nieważne. Teraz trzymał w rękach swoją łobuziarę, która potrafiła doprowadzić jego serce do kołatania na milion różnych sposobów. And oh boy, how much he fucking loved it.

Uśmiechnął się, czując, jak przyciągnęła go bliżej siebie. - Mhm… jak? - mruknął tylko. Nie potrafił jednak skupić się na odpowiedzi, kiedy do jego nozdrzy dotarł cholernie pociągający zapach jej perfum. A może szamponu, którego dzisiaj użyła? Nie miał pojęcia. Wiedział tylko, że pachniała zajebiście dobrze i chciał czuć ją jeszcze bliżej. Uśmiechnął się przez pocałunek, po chwili pogłębiając go i splatając swój język z jej, zanim westchnął cicho prosto w jej usta i w końcu niechętnie się odsunął. - Co ty ze mną robisz, Caldwell? - parsknął pod nosem z niedowierzaniem. Owinęła go sobie wokół paluszka. Dosłownie w tamtym momencie mogłaby rzucić mu jakąkolwiek komendę, a on chyba jeszcze by dla niej zaszczekał.

No przepadł.

Wpadł do cholernego krateru wypełnionego lawą i stał tam teraz jak idiota, całkowicie gotowy dla niej spłonąć. - Poradzisz? - uniósł brew, uśmiechając się nonszalancko. Kiedy zapiął jej kask, klepnął ją lekko w jego czubek, a po chwili sam wciągnął swój. Spojrzał na nią, później na motocykl i parsknął śmiechem. - Freckles, wiem, że ten jest wyższy niż ostatni, ale dasz sobie radę. Przypomnij sobie tylko, jak ładnie wskoczyłaś na mnie dwa tygodnie temu pod prysznicem. - Uśmiechnął się pod nosem, zanim obszedł ją od tyłu i bez większego problemu uniósł. Jedną dłoń wsunął pod jej uda, drugą asekurując jej plecy, a po chwili spojrzał prosto w jej oczy przez wizjer. - A teraz rozszerz nóżki, zaraz cię upuszczę. - Stuknął delikatnie swoim kaskiem w jej, zanim usadził ją tak, żeby wygodnie ułożyła się na siedzeniu. Zsunął jej wizjer, a po chwili sam usiadł przed nią, chwycił jej dłonie i owinął je sobie wokół pasa. - Postaraj się mnie nie rozkojarzać, eh? - powiedział nieco głośniej, żeby mogła go usłyszeć. Podniósł stopkę i odpalił motocykl, odjeżdżając spod jej bloku przy charakterystycznym ryku silnika. Po jakichś czterdziestu minutach jazdy nareszcie zatrzymali się na miejscu. Pomógł jej zejść z motocykla i ściągnąć kask, zanim odwrócił się w kierunku wysokiego muru. - To co? Gotowa włamać się do zoo?

freckles ⊹࣪˖
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podobało jej się. Wszystko, sama już nie była pewna, co najbardziej — to, jak na nią patrzył, czy może jednak sposób, w jaki ją całował? Nie potrafiła zdecydować. Albo może to, że czuła się w tym momencie jak epicentrum całego jego świata, jakby poza nią nie obchodziło go nic i nikt inny? Chyba tak. Chyba właśnie to poczucie, że miała go tylko dla siebie i fakt, że tym razem — niewykluczone, że po raz pierwszy — potrafiła temu poczuciu zaufać, szczerze uwierzyć w to, że była dla Leviego tą najważniejszą. Może czyniło ją to naiwną, ale wierzyła mu, naprawdę wierzyła, a już zwłaszcza kiedy w ten sposób przyciągał ją bliżej, kiedy pytał co z nim robiła, otwarcie się jej do tego wszystkiego przyznając. Może nie mówiła tego na głos, nie mając w zwyczaju o cokolwiek się dopraszać — oczywiście, że nie, przecież uważała to za ujmę na własnym honorze — ale kurwa, lubiła to słyszeć. Po raz pierwszy, drugi, piąty czy dwudziesty, wszystko jedno, bo chociaż zawsze nudziła się szybko i łatwo, wszystkim i wszystkimi, to jakoś nie tymi zapewnieniami. Pod ich wpływem zdawała się chcąc nie chcąc łagodnieć, nawet na tyle, żeby przy okazji wspinania się na motocykl nie stanąć w obronie własnej niezależności i pozwolić sobie pomóc. Nie miała w tym wprawy, niemniej tym razem była skłonna zrobić wyjątek i darować sobie protesty, a zrozumienie wobec instrukcji Leviego potwierdzić tylko krótkim kiwnięciem głowy.
Podobał jej się również fakt, że nie pożałowała swojej decyzji o tym, żeby pozwolić się zaskoczyć. Nie rozczarował. Ani trochę, co, tak nawiasem mówiąc, nie było werdyktem, który Indie wydawała lekką ręką. Jako samozwańczy ekspert od szukania wrażeń i ktoś, kto wiódł absurdalnie barwny, rozrywkowy żywot, miała na koncie naprawdę wiele niecodziennych doświadczeń, ale musiała przyznać — akurat zaproszenia na randkę-włamanie (i to do Zoo) nie dostała jeszcze nigdy. I niby to nie tak, że spodziewała się po dzisiejszym wieczorze czegokolwiek konkretnego, ale umówmy się, raczej nie tego. Musiała przyznać, że jednak chyba nie zgadłaby, że mieli spędzić go akurat w ten sposób... i to też jej się podobało.
Kurewsko nawet. Aż jej się oczy zaświeciły — nie było najmniejszych wątpliwości, że ta wizja budziła w Caldwell niezaprzeczalną ekscytację, bo wyraźnie ożywiła się już na samo pytanie Leviego.
— Serio? — upewniła się tylko szybko, tak na wszelki wypadek, nie potrzebując potwierdzenia bardziej konkretnego i entuzjastycznego niż szelmowski uśmiech, który zakwitł wówczas na twarzy Shelby’ego. — Żartujesz, Hot Wheels? — uniosła brwi, wykonując krok w jego kierunku. — Co za idiotyczne pytanie — oceniła fachowo. — Oczywiście, że gotowa — zapewniła, bo to przecież tak, jakby pytał się jej czy dzik sra w lesie. No kurwa raczej, że tak. — To jaki mamy plan? — spytała z uśmiechem, splatając niespiesznie dłonie na karku Leviego i przyglądając mu się z zainteresowaniem, gotowa uważnie wysłuchać szczegółów jego planu. No, prawie uważnie, bo bo nie dało się ukryć, że nieco rozpraszały ją znakomite widoki, bynajmniej nie te oferowane przez nocną panoramę miasta.

hot wheels 𑣲⋆
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

must have been a dream
i couldn't tell what time it was

Well, well, well…. no proszę. Czyli jednak ją zaskoczył. Nie żeby potrzebował jakiegoś oficjalnego potwierdzenia, że potrafił zorganizować zajebistą randkę, ale… no dobra, trochę potrzebował, okej? Zwłaszcza od Caldwell, która potrafiła się czymś zachwycić, a chwilę później już rozglądać się za kolejną atrakcją. Zaimponowanie jej było jednym, ale utrzymanie jej zainteresowania? To już wyższa szkoła jazdy. A ten błysk w jej oczach? Kurwa. Chyba jednak całkiem nieźle mu szło. - Przepraszam cię bardzo, ale czy wyglądam ci jakbym żartował? - parsknął śmiechem, zanim uniósł brew i przyjrzał się jej błękitnym niczym ocean tęczówkom, cholera no przysłowiowo... poetycko w nich kurwa tonął... za każdym razem gdy spojrzał w nie o chwile za długo - also, czy znasz mnie dopiero pięć minut? O jakim planie my właściwie mówimy? - powtórzył, uśmiechając się, kiedy jej dłonie splotły się na jego karku. Automatycznie wsunął swoje na jej biodra, przyciągając ją bliżej siebie, tak by dzieliły ich już praktycznie nikłe centymetry. - Caldwell, serio myślisz, że zdradzę ci wszystko od razu? - mruknął rozbawiony. - gdzie jest wtedy cala zabawa, eh? - Przesunął spojrzeniem po jej twarzy, zatrzymując się na moment na ustach, zanim zerknął ponad jej ramieniem w stronę wysokiego muru. - plan jest cholernie skomplikowany, więc postaraj się za mna nadążyć - zaczął śmiertelnie poważnym tonem. - Wchodzimy i nie dajemy sie zlapac. Easy, no nie?

Uniosł palec. - I najważniejsze freckles… nie próbujesz zaprzyjaźnić się z żadnym drapieżnikiem i gówno mnie obchodzi, że jakiś wilk może w odbiciu księżyca przesłodko wyglądać. - Zmrużył oczy, przyglądając jej się podejrzliwie. - i mówię ci to bo obawiam sie, ze jakbys zobaczyla jakiegos wiekszego kota to zaczelabys wykonywac w chuj slodkie pspspspsps, a potem będe musial dzwonic po pogotowie. - Parsknął śmiechem, przesuwając dłonią wyżej po jej plecach. - Ah, and one more thing…. jak coś pójdzie nie tak, to był twój pomysł. Ja zostałem po prostu zmanipulowany przez przepiękną kobietę. - Nachylił się i musnął ustami kącik jej ust.

Prawda była taka, że specjalnie wymyślił coś takiego. Mógł zabrać ją do drogiej restauracji, baru z widokiem na Toronto albo jakiegoś fancy miejsca, gdzie kelner opowiadałby przez pięć minut o pochodzeniu pieprzonego pomidora leżącego na jej talerzu. Ale Indie? Indie potrzebowała czegoś innego. Czegoś, co zapamięta. Historii, którą za kilka tygodni będą mogli wspominać i zastanawiać się, kto z nich pierwszy wpadł na pomysł tak debilny, że był do kurwa nędzy na dobrą sprawę… genialny. - chciałem cię zaskoczyć - przyznał po chwili, wzruszając lekko ramionami. - a tak poza tym... sprawdziłem wcześniej wejście. Tam jest kawałek ogrodzenia, przez który da się przejść, a kamery… powiedzmy, że nie wszystkie patrzą tam, gdzie powinny. - Uśmiechnął się szerzej i wyciągnął w jej stronę dłoń. - Gotowa? Idziemy sie przekonać czy małpy nocą przypominają bardziej mnie czy ciebie?

freckles ⊹࣪˖
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie jestem głupia, nie próbowałabym głaskać żadnych drapieżników — oburzyła się. Owszem, oprócz słabości do futrzaków Caldwell miała również perfidne, przewlekłe niedobory w zdrowym rozsądku, ale obcując ze zwierzętami zawsze zachowywała rozwagę, zwyczajnie dlatego, że tak ją wychowano. Pierwsze lata swojego życia spędziła dorastając w otoczeniu gór i dzikiej kanadyjskiej przyrody, więc rodzice od najmłodszego wpajali jej respekt do natury i uczyli, jak z nią obcować. Dzięki temu dziś bardzo dobrze wiedziała, co można było próbować głaskać, a czego lepiej nie, no chyba, że chciało się stracić palce, rękę, albo życie. — Bardziej powinieneś martwić się o to, że wyjadę stąd na zebrze — dodała, bo zebra to przecież praktycznie to samo, co koń, a z tymi w końcu absolutnie nie brakowało jej obycia. W związku z tym miała powody aby sądzić, że bez kłopotu mogłaby odtworzyć teraz klasyka koniarskiego kina i na wzór głównej bohaterki Zebry z Klasą oswoić sobie jakiegoś pasiastego kompana, a potem wyjechać na nim wierzchem w Toronto dostojna niczym Aleksander Macedoński na grzbiecie Bucefała. — A jak coś pójdzie nie tak, to piękna kobieta nie ma pojęcia kim jesteś ani w jakim niecnym celu ją tutaj przywiozłeś.
Ale tak naprawdę to nie, bo co jak co, ale Indie konfidentem jednak nie była, w rzeczywistości miała zbyt wiele honoru żeby wydać kogokolwiek, a już zwłaszcza Shelby'ego. Czy jej się to podobało czy nie, nie potrafiłaby go tak podle podpierdolić, ale nie znaczyło to, że nie zamierzała odgrażać się tym i tak.
— No to jest taka szansa, że nawet ci się udało — odparła z zaczepnym uśmiechem kiedy przyznał, że chciał ją zaskoczyć. To wcale nie było coś, co kiedykolwiek przyznawała chętnie czy łatwo, więc nie było żadnych wątpliwości, że ten pomysł na randkę trafiał w jej gusta. O plan pytała z ciekawości, bo umówmy się, jego potencjalny brak nie stanowił dla Indie żadnego problemu. Ani dziś, ani kiedykolwiek indziej — nigdy nie miała większych kłopotów z tym, żeby zdać się na los, nawet wtedy, kiedy niekoniecznie było to z jej strony mądre. Albo może właściwie zwłaszcza wtedy...? Nieważne. W każdym razie w zupełności wystarczała jej informacja o dziurze w ogrodzeniu i lukach w efektywności monitoringu, na którą pokiwała krótko głową. — Nie musimy włamywać się do Zoo żeby to ustalić. Od razu mogę ci powiedzieć, że do Ciebie. — Wziąć takiego orangutana, machnąć mu kilka dziar, nałożyć na łeb kask, posadzić na motocyklu i proszę, nie do rozróżnienia. Jak dwie krople wody. Niczego nie trzeba było sprawdzać, niemniej Indie wiedziała, że w nauce każda hipoteza potrzebowała potwierdzenia w dowodach, więc była skłonna zrobić to w imię nauki właśnie. — Ale w porządku, nie zaszkodzi się upewnić — zgodziła się zatem, wzruszając ramionami i łapiąc go za dłoń. — Gotowa — jeszcze raz potwierdziła ze zniecierpliwieniem swoją gotowość. — Prowadź.

hot wheels 𑣲⋆
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uniosl ręce w geście poddania i w czyms typu co złego to nie ja, parskając przy tym pod nosem. - Dobra, dobra. Cofam to, przepraszam - No trzeba było oddać jej honor. Caldwell potrafiła odpierdalać rzeczy, po których człowiek zastanawiał się, gdzie podział się jej instynkt samozachowawczy, ale przy dzikich zwierzętach wiedział, że będzie wiedziała jak się zachować.. PO PROSTU CHCIAŁ SIĘ Z NIĄ PODROCZYĆ NO. - Ale tego pspspsps dalej nie wykluczam - dodał z uśmiechem. - bo sam bym to zrobił. - no i dosłonwie sekundę później udowodniła mu, że faktycznie martwił się nie tym, czym powinien.

Zebra.

Pokręcił głową z rozbawieniem. - kochanie, pojeździć to ty możesz co najwyżej na mnie, aleeeeee już nic nie mówię - znowu uniósł dłonie w geście przeprosin bo na dobrą sprawę to wiedział, że coś dzisiejszego wieczoru starał się być taki trochę głupiomądry XD. Po chwili jednak przyłożył dłoń do klatki piersiowej. -Wow. Tak szybko się mnie wyprzesz? - pokręcił głową z udawanym rozczarowaniem. - Najpierw dajesz się zabrać na zajebistą randkę, później wykorzystujesz moje dobre serce do popełniania przestępstw, a jak pojawiają się gliny, to nagle Levi who? Zapamiętam to sobie. - Prychnął pod nosem. - Heartbreaking, freckles. Naprawdę.

No ale anyways, najważniesze, że w końcu dostał to, na co czekał. To znaczy, w pewnym sensie... nie dosłownie. - Nie krępuj się, możesz po prostu powiedzieć, że miałem zajebisty pomysł. Obiecuję, że ego mi bardziej nie urośnie. - liar, oczywiście, że by urosło. I właśnie wtedy dostał soczystym orangutanem w twarz. Nie no, unbelievalble, zatrzymał się w pół ruchu i spojrzał na nią z niedowierzaniem. - ja? małpą? Jestem najwyżej surykatką lub fenkiem bo są kinda cute - parsknął śmiechem.

Poczuł jej dłoń wsuwającą się w jego i bez większego zastanowienia splótł z nią palce. - No to chodź. - Ruszył z nią w stronę bocznej części ogrodzenia, którą wypatrzył kilka dni wcześniej, a im bliżej byli miejsca, tym bardziej jego głos automatycznie robił się cichszy. - Kamera łapie kawałek wejścia, ale przy samym murze powinniśmy przejść bokiem - mruknął, zerkając przez ramię, czy nikt przypadkiem się nie kręcił. Dotarł do luźniejszego fragmentu siatki i odsunął go na tyle, żeby Indie mogła się przecisnąć. - Panie przodem - rzucił z uśmiechem, przytrzymując jej przejście. Gdy tylko znalazła się po drugiej stronie, ruszył za nią, objął ją ramieniem i przyciągnął bliżej siebie, żeby chwilę później pocałować ją w skroń. - Jesteś głodna czy chcesz najpierw coś zobaczyć, freckles? - zapytał z uśmiechem. Swoją drogą thank fuck, że jego kumplowi udało się podmienić fragment nagrania z reszty kamer na zapętlony obraz, przez który wyglądało, jakby w tamtym miejscu kompletnie nic się nie działo. Inaczej na bank wpadliby szybciej, niż zdążyliby zobaczyć chociaż jedną pieprzoną małpę. A jeżeli już mieli mieć przez własną głupotę jakieś problemy, Levi zdecydowanie wolał, żeby to on za nie odpowiedział.

freckles ⊹࣪˖
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”