ODPOWIEDZ
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i'm the voice to offend
all those who pretend


kilka miesięcy wcześniej

Ktoś mógłby rzec, że to był dzień jak co dzień. No, w sumie prawie. Była to kolejna sobota, a gdyby nie fakt, że odbywało się oficjalne otwarcie kwiaciarnio-kawiarni 'Seasons', to pewnie przewróciłaby się na drugi bok, machając dłonią, żeby Szeryf zmienił pozycję w łóżku i dał jej spokojnie pospać przynajmniej kilka godzinek dłużej. I odpuścił sobie to miauczenie oraz podrygiwanie, jakby był głodzony. No toć ile można żreć!

No ale z okazji wielkiego otwarcia - August znajdowała się w kawiarni o niesamowicie wczesnej porze dnia. Przygotowała swoje signature wypieki, ułożyła kompozycje kwiatów, no i otworzyła! Minęło dziesięć minut, piętnaście… a po ani jednym kliencie ani widu, ani słychu. Zaczęła się stresować, bo przecież widziała przechodniów chodzących na zewnątrz. I oooo, pierwszy i jedyny klient, który się zjawił, okazał się typem, który zapytał, czy może skorzystać z łazienki. Welp.

Smutek i zażenowanie samą sobą przeszły przez całe jej ciało, więc zdecydowała się sprawdzić, o co do jasnej cholery chodziło. Wsunęła do uszu słuchawki na kabelku, włączyła piosenkę i wyszła na zewnątrz, żeby zrobić badanie w terenie. Dobra, znajdowała się na zewnątrz. Rozejrzała się w prawo, w lewo, za siebie, żeby upewnić się, że aby na pewno ustawiła znak informujący, że było otwarte. No i był - na litość boską co to było… kryzys w Toronto? Nagle? Dzisiaj? Chyba sobie żarty robili. Zmarszczyła brwi, przygryzając policzek od środka i próbując wymyślić jakiś chwyt marketingowy, gdy nagle wpadła na pomysł! Uśmiechnięta od ucha do ucha, z planem, który narodził się w jej blond główce, po czym odwróciła się na pięcie i znalazła swoją pierwszą ofiarę… to znaczy klienta, rzecz jasna! No bo jakże by inaczej, co nie? No…

Podbiegła do cholernie wysokiego kolesia o jasnych włosach, który był swoją drogą bardzo schludnie ubrany. Nie to, co ona. Właścicielka od siedmiu boleści, która zamiast ubrać się odpowiednio na okazję, wyglądała, jakby zaraz wybierała się na trening niskobudżetowej ligi bejsbola. Sigh. - Dzień dobry, cześć!! - rzuciła rozradowana i stanęła dosłownie przed nim. - August Winters, właścicielka nowo otwartej kwiaciarnio-kawiarni Seasons. - Nie dała mu dojść do słowa. - Mam dla ciebie wspaniałą wiadomość… - Chwyciła go za nadgarstek, no tak, przestrzeń osobista? Zapominała o tym czasami. Bardzo często. Najwyżej zaraz pozwie ją za porwanie czy cokolwiek. - Wygrałeś tygodniowy zapas darmowych wypieków i kawy w moim lokalu… jedyne, co musisz zrobić, to rzucić o nim dobre słówko, jak już spróbujesz, co mam do zaoferowania! - Mówiła dosadnie, trochę głośniej, niż powinna, przez muzykę cały czas grającą w jej słuchawkach. Dopiero gdy zatrzymała się przed drzwiami i puściła jego nadgarstek, dotarło do niej, co ona tak naprawdę odpierdalała. Odwróciła się do niego z głupkowatym uśmieszkiem i dopowiedziała, - Um… jeżeli masz ochotę, oczywiście.
I oto, proszę państwa, szybki poradnik, jak nie powinno się robić biznesu.

nowy klient
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

To był dobry dzień na niezobowiązujący spacer po mieście. Liczył się z tym, że groziło mu zalanie przez ludzi korzystających z wolności od pracy, ale nie przejął się tym na tyle, by zmusić ciało do pozostania w domu. Kusiło, ale były rzeczy ważne i ważniejsze. Potrzebował odrobiny ruchu od ciągłego siedzenia przed komputerem. Uwielbiał to, jasne, ale jeszcze chwila, a mu kręgosłup przyrośnie do wygodnego fotela, nie wspominając o tym jak bardzo zniekształcą się cztery litery.
Przeciągnął się, nakarmił koty, obiecując im, że wróci z ich ulubionymi przekąskami i wyruszył w świat zwany Toronto. Udało mu się spokojnie przejść kilka przecznic, nie napotykając nikogo, kto chciałby zabrać jego i tak marne oszczędności, więc mógł uznać, że dzień był udany. Dopiero się zaczął, owszem, ale gruntem było pozytywne myślenie, a wdawanie się w bójkę nie było na liście Felixa. Nie był w tym dobry i zdecydowanie nie chciał wystawiać na próbę własnych możliwości.
Jego myśli szybko odpłynęły, mieszając w głowie wspomnienia przeszłości, jak i wplatając plany na przyszłość. Musiał kupić płyn do czyszczenia monitora i niewielką miotełkę do klawiatury. I żarcie dla kotów. Musiał też zadbać o lunch na poniedziałek, bo ostatnio w pracy był głodny, a to nie kończyło się za dobrze.
Brian by się uśmiał gdyby wiedział, jak skakał z myśli na myśli.
Niespodziewanie został zaatakowany. Nie była to napaść brutalna, nie poczuł żadnego ciosu, ale niemal odbił się od drobnej postaci, która przed nim wyrosła. Nie było mowy, aby znajdowała się tam cały czas, bo chociaż był wysoki, patrzył pod nogi.
-He? - wyrwało mu się z ust. Krótki dźwięk, który nie brzmiał zbyt inteligentnie.
Cofnął się mimowolnie kilka centymetrów, pokazując typową ludzką reakcję w takich chwilach. Nie tego się spodziewał, kiedy postanowił podjechać w te okolice busem. W planach miał małe zakupy, a nie staranowanie krasnala.
W następnej sekundzie został zalany potokiem głośno wypowiadanych słów. Może pomyślała, że jest głuchy? Krótka chwila nieuwagi i został pociągnięty w stronę drzwi lokalu. Skąd ona miała w sobie tyle siły? Uroczy atak, nie zaprzeczał, ale można by rzec, że brutalny. Jak słodka mrówka łażąca po ciele słonia.
-Hola, hola - wyrzucił z siebie. Czas odzyskać chociaż trochę panowania nad sytuacją, chociaż myśl o darmowych wypiekach szybko zawirowała mu w głowie. Sernik? Ciasto marchewkowe? Zrobił się głodny. - Wysublimowany sposób na zjednanie sobie klientów. Ale… - tu pochylił się nad nią, co poważnie nadwyrężyło jego kręgosłup i pociągnął za kabelki wystające z jej uszu. - Nie musisz tak krzyczeć. Reklama to podstawa, ale wielu mogłoby się trochę przerazić nagłym hałasem - uśmiechnął się szeroko i na chwilę jego oczy stały się dwoma kreseczkami radości.
-Zawsze mam ochotę na słodkie. - Wyprostował się, nie mając zamiaru odmawiać ani ciast, ani kawy. To było niczym wygrana na loterii kiedy było się lekko spłukanym. Chwilowo, bo wypłata tuż tuż, ale jednak komputery kosztowały. - Zdecydowanie wystawienie opinii wymaga posmakowania. Masz sernik? - spytał z nadzieją, zerkając na nią szczenięcymi oczami.

august winters
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

t o r n a d o

Inaczej nie można było jej nazwać. Zjawisko, które z daleka mogło wydawać się czymś pięknym, niesamowitym do podziwiania, jednak po chwili… gdy stało się za długo w miejscu, naprawdę człowiek orientował się, że było czymś cholernie niebezpiecznym, bo przez cały ten czas, gdy tak stał, ono zbliżało się do niego z niesamowitą prędkością. Tak właśnie było z August. Może i wyglądała na drobną i uroczą, aczkolwiek pod jej kopułką roiło się milion myśli naraz… takich, które wymagały nie lada wysiłku, by ją rozgryźć i zrozumieć. Tak też było z jej planem reklamowym… w końcu musiała jakoś zgarnąć klientów, no nie? A ten wysoki mężczyzna dosłownie wpadł jej w ramiona. Nie dosłownie, rzecz jasna, sama mu się napatoczyła pod nogi, ale omińmy zbędne szczegóły. W jej scenariuszu tej znajomości, tego spotkania, nie było odwrotu… nawet nie było możliwości, żeby powiedział 'nie' albo kazał jej spływać, więc stwierdziła, że gadanie wszystkiego, co jej ślina na język przyniesie, wraz z chwyceniem go za nadgarstek w formie kajdanek, będzie najlepszym rozwiązaniem.

Wydobywając z siebie słowa w bardzo wysokiej częstotliwości, ciągnęła go za rękę w kierunku swojej kawiarni, mając nadzieję, że jej siła perswazji będzie tutaj górować. Stojąc teraz naprzeciw kawiarni, plecami do wejścia, uniosła głowę wysoko, by móc spojrzeć na jego twarz i spróbować rozgryźć, co teraz myślał. No, wariatka. Pewnie ta opcja - wcale, a wcale by jej nie zdziwiła. Anyways. Wydobył z siebie dźwięk, a August uniosła brew, starając się rozgryźć, co tak właściwie mówił przez muzykę na wpół zagłuszającą jego głos. Uchylała już lekko usta, gdy zobaczyła, jak powoli zbliża twarz w jej kierunku, zanim poczuła, jak słuchawki zostają tak po prostu wyjęte z jej uszu. Teraz słyszała jego głos w idealnym oddźwięczeniu, a następna piosenka z playlisty rozbrzmiewała w tle, wydobywając się ze zwisających słuchawek, które szybko chwyciła i przerzuciła sobie przez szyję, żeby tak o z niej dyndały.

Pokiwała tylko głową, zgadzając się z każdym jego słowem, i odwzajemniła szeroki uśmiech, jaki właśnie jej posłał. - Zapamiętam tę poradę, jak będę werbowała następne ofiary - prychnęła pod nosem. - Ale teraz skupimy się tylko na tobie! - Odparła to uradowana, znowu chwytając go za nadgarstek, i zrobiła kilka kroków, zanim weszli do jej lokalu. Po przekroczeniu progu - zapach kwiatów, unoszący się od lewej strony, mógł od razu uderzyć nozdrza. Rustykalne, neutralne kolory przeplatały się z ciepłymi barwami, a zapach świeżych wypieków wypełniał całe pomieszczenie. Po chwili puściła jego rękę i uśmiechnęła się szeroko. - Oczywiście, że mam sernik. New York cheesecake i brownie cheesecake. Mam też cronuty! - Podążyła w kierunku lady z maszyną do kawy i witrynką z ciastami, po czym zaczęła nakładać różne wypieki na pomniejsze talerzyki, zanim ułożyła je na tacce. - What’s your poison? - uśmiechnęła się zadziornie, unosząc brew, oczywiście nawiązując do kawy, jaką pił jej nowy klient, a nie do alkoholu.

klient
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Felix był w stanie przewidzieć i zaplanować naprawdę wiele, jeśli chodziło o wirtualny świat. Nie stanowiło dla niego wymyślenie kolejnego przydatnego programu, ani zmiana w grze, która jego zdaniem była potrzebna. Poruszał się po cyfrowym uniwersum z taką swobodą, jakby został w nim wychowany, co poniekąd pokrywało się z prawdą. Od niemal zawsze interesowały go komputery i złożoność programów, która była pikusiem w porównaniu z ludźmi. Ci byli skomplikowani i nie zawsze umiał odczytać ich intencje, pakując się dość często w kłopoty z tego wynikające. Nic dziwnego, że czuł się znacznie pewniej siedząc przed komputerem i śmigając palcami po klawiaturze.
Zdawał sobie sprawę, że nie mógł w nieskończoność siedzieć w domu, a brak profesjonalnego ekspresu do kawy zmuszał go do rozprostowania nóg. Kto by jednak pomyślał, że wychodząc z domu spotka go taka przygoda, wywołująca uśmiech na jego delikatnej twarzyczce! Miało skończyć się na zwyczajnym spacerze, zwieńczonym kawą i porcją jakiegoś dobrego ciasta, a zamiast tego został uprowadzony i przekupiony w niecny sposób voucherem na wypieki. Czy to w ogóle brzmiało realnie? A może tylko zdawało mu się, że wyszedł z domu, a tak naprawdę znalazł się w jakimś matrixie?
Mógłby się postawić uroczej istocie, która go napadła, ale wywołało to w nim poczucie rozczulenia. Te jej usilne próby, to zaangażowanie, żeby został przy niej, będąc, jak zdążył wywnioskować, pierwszym klientem.
-Może nie werbuj ich na siłę? Może wystarczy jakieś dobre hasło reklamowe? - uśmiechnął się do niej, prostując. Pochylanie się w stronę małych ludzi zawsze nadwyrężało jego szyję. I mówiła to osoba, która siedziała w wyjątkowo nieergonomicznych pozach przed komputerem. - Och, nie musisz się na mnie skupiać, naprawdę - powiedziała, unosząc obie dłonie i lekko nimi machając, jakby stanowiły tarczę. Czuł się lekko zakłopotany takimi słowami, nie sądząc, żeby był na tyle ważny, by miał stanowić epicentrum.
-Ładnie tutaj - zauważył, kiedy znaleźli się w środku. Przyjemnie pachniało, nie tylko wypiekami, a na dodatek było ślicznie i jasno. Plus stoliki były wystarczająco duże, a to mogło sprzyjać pozyskiwaniu klientów, którzy ciągle nosili ze sobą laptopy.
-Och - kolejne westchnienie, bardziej rozmarzone, kiedy padło błogosławione stwierdzenie. - Brownie cheesecake - rzucił z namaszczeniem, jakby to była jego mantra. Wspaniały wypiek, który jego zdaniem zasługiwał na miano potrawy narodowej lub gwiazdkowego odznaczenia. - Flat white bez cukru. Ciasta idealnie równoważą smak goryczy - skomentował. - Hm, może… może powinnaś pokroić trochę w takie małe kawałeczki, w sensie ciasta, wbić wykałaczki, ułożyć na tacy i moglibyśmy się przejść po okolicy, częstując ludzi? - zerknął na nią. Potrafił mieć przebłyski, które nie miały związku z cybernetyką.

august winters
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była dobra w autoreklamie. Była raczej chaotyczną duszą, która po prostu winged everything, upsiii. - kurde, wiesz, że jestem strasznie słaba w te rzeczy? - stwierdzila z pełną powagą. - może podrzuć jakiś pomysł hasła, a ja spróbuję go wykorzystać?- jednak, kiedy stwierdził, że nie musiała się na nim skupiać, zmarszczyła nos, jakby powiedział coś totalnie bez sensu. - Oczywiście, że muszę. Jesteś moim pierwszym porwanym klientem. To jest dla mnie historyczny moment!!! A co za tym idzie musisz stać się moim przyjacielem, bo już cię nie wypuszczę ze swoich sideł. I tak, jest to w pewnym rodzaju groźba, hah - Puściła mu oczko i przeszła za ladę, poruszając się z wyluzowaniem, kiwając główką, nucąc coś pod nosem. Kurna, była taka dumna z siebie, że udalo jej się to otworzyć. Gdyby nie pomoc Alexa... nie wie jakby sobie poradziła.

Uśmiechnęła się szeroko słysząc jego komplement - Naprawdę? - wyrwało jej się ciszej, zanim szybko odchrząknęła. - to znaczy, super, i mean.. yaahhh.... thanksss - parsknęła śmiechem pod nosem i przewróciła oczami na własną reakcję. To miejsce było jej bejbi i cieszyła się, że nie tylko jej się podobało. Uradowana na jego wybór ciasta odparła - Wiedziałam, że dobrze wybrałam ofiarę - mruknęła, nakładając mu kawałek, o wiele większą porcję niż dla normalnych klientów - brownie cheesecake to bardzo solidny wybór. - Zaczęła robić flat white, kiwając głową z uznaniem, zanim przysunęła kubek z gorącą cieczą w jego kierunku. Nawet udało jej się machnąć kjut symbol na górze, ooo.

Gdy zaproponował pokrojenie ciast na małe kawałki i przejście się po okolicy, znieruchomiała. Powoli odwróciła głowę w jego stronę. - serio? zrobiłbyś to ze mną? O EM DŻI - Oparła dłonie o blat, uśmiechając się coraz szerzej. Cholera, czym sobie zasłużyła, że ten człowiek, którego napadła w biały dzień... teraz chciał jej pomagać i ściągnąć klientów do miejsca, ktorego zapomniała wypromować? Nie no iufhsiufsudiyfuisyd. Po chwili przysunęła w jego kierunku równeż talerzyk z sernikiem. - spróbuj i daj znać co sądzisz. Dopóki nie uzyskam od Ciebie słowa uznania to nigdzie się stąd nie ruszamy, okej? - Spojrzała na niego znad lady. - Przedstawisz mi się nareszcie?

pomocnik sernikowy
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Przechylił lekko głowę, kiedy padło pytanie. Hasło reklamowe. Jasne, radził sobie z komputerami, ale czy był wystarczająco kreatywny, żeby podsunąć jej coś, dzięki czemu zaroi się tu od klientów? Szatą graficzną swojej przyszłej strony nie musiała się martwić, dostała to w pakiecie w chwili, w której wciągnęła go do środka, niczym ofiarę z syndromem sztokholmskim.
-Sam nie wiem… Może coś w stylu “Na smutki, troski i ziewanie – mamy kawowe rozwiązanie!”, “Łyk za łykiem, dzień za dniem – u nas kawa rządzi snem!” albo “Kawa, ciastko i uśmiech w pakiecie – lepiej nie znajdziesz na całym świecie!”. Wiesz, hasła reklamowe nie są moją dobrą stroną, ale służę ci pomocą techniczną! - klasnął w dłonie, ostatecznie składając jej propozycję. Szkoda mu się zrobiło, że w tak ładnie wyglądającym miejscu nie było masy klientów. Tym bardziej, że przecież zostało dopiero co otworzone, a to znaczyło, że można było liczyć na zniżki. Carlson nie raz, nie dwa bywał w lokalach pierwszego dnia i otrzymywał gratisy! Jak teraz, chociaż te od uroczej istotki przebijały wszystkie dotychczas.
-Kawa, ciasto i przyjaźń w pakiecie? Brzmi korzystanie - stwierdził, niemal przytłoczony jej otwartością. Do tej pory myślał, że sam nie miał problemów z zagadywaniem do ludzi, a tu proszę - znalazł się ktoś znacznie bardziej wprawiony, dla kogo zdawały się nie istnieć limity. Z kimś takim człowiek aż chciał przebywać czując pozytywną energię. Dawała mu wajb osoby, którą kiedyś znał, a która zniknęła z jego życia. Może czas było na zastępstwo, skoro przeszłość miała zostać przeszłością?
Oczy mu się niemal zaświeciły na widok wypieku. Wiele razy słyszał, że powinien ograniczyć cukier, ale jak miał zrezygnować z ciast? Były uzależniające i stanowiły tę jedyną przyjemność w życiu, która nigdy się nie kończyła.
Obserwował ją z lekkim uśmiechem, kiedy tanecznym krokiem, niczym nimfa w leśnym zagajniku, robiła kawę. Nadawała się do tego. Właśnie wtedy podjął ostateczną decyzję, by pomóc jej osiągnąć kawiarniany sukces.
-Jasne. Nie mam teraz niczego do roboty. Dam się nawet ubrać w fartuszek z nazwą lokalu. Masz takie, nie? - spojrzał na nią znad talerza, by zaraz wgryźć się w sernik. Odynie miłosierny, jakie to było wspaniałe. - Bafso smazne - powiedział, z pełnymi ustami w języku znanym tylko jemu. Chociaż podobno wielkie umysły myślą podobnie, więc kto wie!
-Oh, no tak! - zrobił facepalma, bijąc się w czoło. - Felix jestem - powiedział już wyraźniej, przełykając słodkości, które miał w ustach.

august winters
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stała tam, patrząc na niego całkiem poważnie i naprawdę próbując się nie zaśmiać, ale czuła, jak kąciki ust zaczynają drżeć jej coraz mocniej. Wytrzymała może kilka sekund, zanim w końcu parsknęła głośnym śmiechem i od razu zakryła usta dłonią, trochę przerażona, że zabrzmiała zbyt bezczelnie. - Jezu, przepraszam. Po prostu nie wierzę, że tak szybko to wymyśliłeś - zaśmiała się jeszcze, kręcąc głową. - Ale słuchaj, doceniam. Następnym razem zdecydowanie będę ich używała, jak będę miała zamiar sprowadzić do mojej kawiarenki tłum wygłodniałych klientów. - Posłała mu ciepły uśmiech. Nie no, naprawdę bardzo pozytywnie ją zaskoczył. Zwykle to ona była tutaj od rzucania najbardziej randomowymi pomysłami, które wpadały jej do głowy bez żadnego ostrzeżenia, a tutaj proszę. Voila. Mężczyzna stojący przed nią miał łeb jak sklep. Tylko pozazdrościć.

Uniosła brew i pokiwała ochoczo głową. - Tak jest, a przyjaciółką jestem zajebistą - wypięła dumnie pierś. - Mój najlepszy przyjaciel Alex może potwierdzić! Jestem cudownym materiałem na wspierającą bestie. - Przyłożyła dwa palce do czoła, po czym odbiła je w jego stronę z szerokim uśmiechem. - Słowo harcerza! Chociaż nigdy nim nie byłam. - Parsknęła pod nosem, po czym zabrała się za przygotowanie mu jedzonka i kawki. Trochę krzątała się za ladą, próbując przy okazji wyglądać tak, jakby naprawdę wiedziała, co robiła, chociaż no... niezbyt wiedziała... dopiero co zaczynała swoją karierę jako właścicielka kwiaciarnio kawiarni! - Wiesz co, fartuszki mam, ale takich z szyldem jeszcze nie. Może faktycznie powinnam w takie zainwestować - podrapała się po głowie, chwilę się nad tym zastanawiając. - Cały czas się uczę. W sensie... to pierwszy raz, kiedy otworzyłam swój własny biznes i jak mam być szczera, to momentami kompletnie nie wiem, co robię. - Uśmiechnęła się dość nieśmiało, wzruszając lekko ramionami. - Ale... tyle tego. Cieszę się, że smakuje. - Spojrzała na niego z rozbawieniem, widząc, jak zajadał przygotowane przez nią jedzenie, i no... nie powie, bardzo ją to cieszyło. - Miło cię poznać, Fel. Ja mam na imię August - rzuciła po chwili, zerkając na niego. - I nie, nie urodziłam się w sierpniu. W lipcu. Byłam wcześniakiem, a rodzicom najwyraźniej nie chciało się już zmieniać całej koncepcji imienia, więc... ot co. - Wzruszyła ramionami, po czym odwróciła się na moment, żeby nalać sobie szklankę wody. Upiła łyk i spojrzała na niego ponownie. - To co? Mogę liczyć na to, że jeszcze kiedyś tutaj wpadniesz?

Fel
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Felix musiał przyznać, że uśmiech tejże niewiasty był doprawdy uroczy i sprawiał, że człowiekowi aż samemu chciało się śmiać. Była takim pociesznym stworzeniem, chociaż nie mógł odmówić jej odwagi - zaciąganie do kawiarni zupełnie obcej osoby, która mogła okazać się seryjnym mordercą było prawdziwym wyczynem, na który normalnie ludzie raczej by się nie pokusili.
-Jeśli tylko się przydałem, to miło mi! Przynajmniej masz pożytek z kogoś, kogo tak niecnie zaatakowałaś. Musisz być niebywale silna, albo umieć w tajniki sztuk samoobrony bo co, gdybym okazał się zabójcą? Różni ludzie chodzą po tym świecie - uśmiechnął się do niej szeroko. Jasne, zupełnie groźnie nie wyglądał, z tymi swoimi szczenięcymi oczetami i uśmiechemm na ustach, ale przecież ta niewiasta go nie znała. Poza tym czy to nie tak, że ci najgorsi przestępcy zawsze wyglądają najbardziej niewinnie, dzięki czemu są w stanie zmylić swoje ofiary?
Z jego ust wydobyła się kolejna salwa śmiechu, kiedy tak dobrze się reklamowała.
-Widzisz, kochana, czyli potrafisz w reklamę! Teraz z takim entuzjazmem powinnaś zareklamować swoją kawiarnię i jestem pewien, że niedługo nie będziesz w stanie opędzić się od klientów! Trzeba narobić wokół niej trochę szumu, a skoro ludzie kochają kawę oraz dobre ciastka, to będą tu przychodzić. Tylko trzeba im uzmysłowić, że to będzie najlepsze miejsce - stwierdził. Nie podejrzewał nawet, że jemu też nagle zacznie tak zależeć na tym, żeby dziewczynie się udało. Jego zdaniem zasługiwała - była miła, pogodna, a tacy ludzie powinni w swoim życiu otrzymywać jedynie szczęście.
Słuchał jej, racząc się pysznościami, które mu podała. łasuch z niego był niewybredny i wiadomo, że jeśli tylko ktoś podał mu cukier, to od razu mogli się przyjaźnić. Byle nie taki w kostkach, ten zdaniem Carlsona był zarezerwowany jedynie dla koni.
-Twoi rodzice to pewnie żartownisie. A ja będę tutaj wpadać jako stały klient, możesz na mnie liczyć - stwierdził, zerkając na nią. Popił wszystko kawą i wstał. - Dobrze, August urodzona w lipcu. Dawaj ten fartuszek i idziemy na podbój ulic! - Klasnął w dłonie, gotowy do akcji.
Kiedy podała mu przedmiot, który na nim wyglądał dość zabawnie ze względu na długość, poczekał, aż przygotuje małe porcje, którymi miał skusić klientów. Wziął tacę wychodząc na zewnątrz i zaczepiając ludzi, oczywiście nie tak energicznie jak August jego, zaczął im polecać kawiarnię za jego plecami. Zanim się obejrzał do lokalu już weszło pięć osób!
-widzisz?! Dobrze jak na start, prawda? - uśmiechnął się do kobiety, które teraz musiała obsłużyć gości.

august
28 y/o
for all his sins
166 cm
właścicielka kwiaciarnio-kawiarni "Seasons"
Awatar użytkownika
will you turn my blue into violet?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Parsknęła śmiechem i machnęła ręką. - Ahhh, mój przyjaciel już pokazał mi kilka niezłych chwytów, które mogę wykorzystać, gdyby ktoś mnie zaatakował. - Przybrała bojową pozę, po czym zaraz się wyprostowała. - Dobra, żartuję. Nie mogę ci zdradzać moich tajnych technik - dodała z uśmiechem. Na szczęście nigdy nie musiała sprawdzać ich w praktyce, chyba że podczas siłowania się z Alexem, kiedy próbowała wykorzystać przeciwko niemu to, czego sam ją nauczył. Jak to się mówiło… uczeń przerósł mistrza czy coś w tym stylu? No, chciałaby. Tak na dobrą sprawę nie miała z nim żadnych szans, bo hellooo, dzieliło ich ponad dwadzieścia centymetrów wzrostu, on był cholernie umięśniony, a ona wyglądała przy nim jak szprotka, którą ktoś dodatkowo przejechał walcem. Ahhh, fucked up situation, eh?

Spojrzała na niego, mrużąc oczy. - Myślisz? Jestem kiepska w te rzeczy, a z tymi klientami to mam nadzieję, że masz rację. Fajnie byłoby mieć jedną z tych kawiarni, gdzie jeszcze nie zdążyłeś otworzyć, a za drzwiami już stoi kolejka ludzi, którzy nie mogą się doczekać, aż skosztują twoich wypieków - przyznała, na moment się rozmarzając. Może dla innych brzmiało to jak istny koszmar, ale dla Winters? Jak spełnienie marzeń. Od zawsze chciała mieć swoje miejsce w społeczności, wnieść coś od siebie. Stworzyć lokal, do którego ludzie wracaliby nie tylko po kawę, ale też po coś słodkiego i kilka minut rozmowy. Po raz pierwszy od wielu lat czuła, że naprawdę była blisko. - Żartownisie? Oni są niemożliwi. Momentami zachowują się gorzej niż ja i mój brat razem wzięci - parsknęła pod nosem. - A z tego, że będziesz moim stałym klientem, cieszę się niezmiernie. O, widzisz? - Przyłożyła palce wskazujące do kącików ust, szczerząc się do niego szeroko.

Rzuciła w niego fartuszkiem i zabrała się do przygotowywania małych samples. Ułożyła je na tacce, którą zaraz mu podała, a kiedy wyszedł na zewnątrz i zaczął zagadywać przechodniów, przygotowała drugą dla siebie. Miała do niego dołączyć, naprawdę, tylko że… no nie zdążyła. Ledwie podniosła wzrok, a do środka weszły pierwsze osoby. Potem kolejne. Oh my gooood. - Nie wierzę w to! - zawołała uradowana do Felixa, zanim odstawiła próbki i czym prędzej zabrała się za przyjmowanie zamówień. Uśmiech nie schodził jej z twarzy. Pakowała wypieki... i jezzuuuu, przecież miała ochotę wybiec i go wyściskać. Tym jednym gestem zapewnił sobie specjalne miejsce w jej serduszku.

Felix
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”