27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Paris miała wrażenie, że wyścigi i imprezy, które były ich nieodłącznym elementem, zawsze takie były: dynamiczne, intensywne i głośne. Nie przeszkadzało jej to. Ba, skłamałaby mówiąc, że nie czuła się tutaj dobrze. To było jej miejsce na tym świecie, niezależnie od tego, czy jej się to podobało czy też nie. Tutaj miała większość swoich znajomych, tutaj dostawała upragnioną dawkę adrenaliny, tutaj była w swoim motoryzacyjnym raju i to tutaj dostawała chaos, od którego była uzależniona. Nic więc dziwnego, jak prędko wszystko zmieniało się tej nocy. Myślała, że skończy się na krótkiej kłótni z Kirą, ale G-Force wtrącił się, dodając temu wszystkiemu dodatkowego koloru. A teraz Paris zdecydowała sobie, że pomęczy trochę dziewczynę, bo jakimś dziwnym trafem, tym razem nie miała w zasięgu wzroku którejkolwiek ze swoich koleżanek.
— Besties for life — rzuciła śpiewająco i nieco ironicznie, gdy tak chętnie odciągała ją na bok, odrobinę z dala od tłoczących się razem ludzi. — Finch, dzisiaj ty będziesz moją przyjaciółką — mlasnęła na jej słowa. — A o moje życie towarzyskie to się, słodka, nie musisz martwić. Nie męczę ich swoimi sprawami, jeśli nie mam istotnych wyścigów — stwierdziła. No, bo tej nocy, na pewno nie postawili na nią tak dużo jak w niektóre wieczory, gdy mocno przygotowywała się do wyścigów. To miał być jej wieczór, upamiętniający śmierć ojca, a to że przegrała, to już zupełnie inna sprawa. Będzie musiała to jakoś przepracować. Przyznaj po prostu, że jesteś spragniona mojego towarzystwa. Rissy aż przystanęła, parskając pod nosem i kiwając z najprawdziwszym przekonaniem głową. — Masz rację. Jestem masochistką — mruknęła złośliwie.

Kingsley przeniosła spojrzenie na jej furę, po czym znów na nią. Paris niejednokrotnie spędziła noc w swoim samochodzie, więc to nie byłoby dla niej coś nowego. Chociaż zdarzało jej się też wracać pod wpływem alkoholu, z czego nie była dumna, ale... O tym Kira już nie musiała wiedzieć, racja? — Coś się wymyśli. Bez paniki, blondie. — Machnęła ręką, bo nie sądziła, żeby to był teraz największy problem. Rissy zacisnęła dłoń w pięść i szturchnęła ją mocno, gdy tak bezczelnie porównała go do tego idioty. — Zero zabawy z tobą — stwierdziła, mimo wszystko pijąc więcej szampana, zanim wskoczyła na murek tuż obok niej. — Nie powinien sobie pozwalać na to wszystko, tylko dlatego, że jego stary jest kimś ważnym — mruknęła z niezadowoleniem. — Chwila. Czy ty mnie nazwałaś Rizz? — zapytała, jakby nagle dostała olśnienia. Zwykle nazywała ją po prostu Paris albo Kinglsey, przez co Rissy roześmiała się nieco głośniej, nachylając się w jej stronę. — Czyli jednak jesteśmy przyjaciółkami? — rzuciła, uśmiechając się krzywo.

Odchyliła się lekko, opierając jedną dłoń za swoimi plecami, a drugą nadal obejmując butelkę. — Dlaczego zaczęłaś się ścigać, K? Nie wyglądasz, jakby brakowało ci pieniędzy. To adrenalina? — mruknęła, przypatrując się imprezy, trwającej w najlepsze.

k.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie uważasz, że to zbyt mocne słowa? — zapytała z rozbawieniem, kiedy Paris oświadczyła, że to ona dziś będzie jej przyjaciółką. No nie. Przyjaciółkami to one nie zostaną. Choćby skały srały i mury pękały. Kira mogła się z nią co najwyżej napić. W końcu pacierza i alkoholu nie odmawiała.
Zaczynała szczerze wątpić, że Kingsley faktycznie miała jakichś znajomych, skoro dzisiejszego wieczoru nagabywała ją do wspólnego spędzania czasu. Na jej korzyść działała jedynie butelka szampana. I fajna dupa. No tego Finch nie mogła jej ująć. Była wzrokowcem, więc zawsze zwracała uwagę na wygląd kobiet. Niespecjalnie interesowało ją ich wnętrze. Charakteru przecież nie ruchała. Ich środek to co najwyżej mogła wypełnić swoimi palcami. Albo językiem. Wedle uznania.
— Och, nie pochlebiaj sobie. To, że nazwałam cię ksywką o niczym nie świadczy — wywróciła ostentacyjnie oczami, kiedy Paris jak zwykle zaczęła sobie coś dopowiadać. Czy właśnie nie tak zwracano się do nich w ich środowisku? Rizz, K-Rush, G-Force, Sonic, Ravy, Outlast, Boost - każdy miał jakiś przydomek, którym posługiwał się w trakcie wyścigów. To w nich wrosło wraz ze startem w pierwszym undergroudem. — Zaraz zacznę podejrzewać, że zajebiście zależy ci na przyjaźni ze mną. Ja wiem, że jestem zajebista i każdy chce obrać się w moim towarzystwie — prychnęła pod nosem, rozbawiona samą tą myślą. Finch wybierała sobie znajomych z niezwykłą ostrożnością. Najpierw musiała wiedzieć, że może im zaufać. A Paris nie ufała ani trochę.
Nie panikowała. Uważała po prostu, że to, co chciała wymyślić Kingsley nie było dobrym pomysłem. Sama miała ojca prawnika i wiedziała, jak wpływowi mogą być ludzie na wysokich stanowiskach. Kira przyciągała kłopoty jak magnes, mimo że wcale ich nie szukała. Przynajmniej nie tak często, jak mogło się wydawać. To kłopoty znajdowały ją, okej? Stąd stwierdzenie, że z G-Forcem lepiej nie zadzierać.
— Ktoś musi być twoim głosem rozsądku. Zrobisz jak zechcesz, ale nie mów potem, że cię lojalnie nie ostrzegłam — uniosła ręce w obronnym geście i sięgnęła do kieszeni po paczkę papierosów. Wyciągnęła jednego zębami i skierowała pomięte opakowanie w stronę Kingsley. Nie, ten gest również nie czynił ich przyjaciółkami. Finch poczęstowałaby fajką zarówno ją, jak i szanownego pana menela spod monopolowego. Kulturalna z niej dziewczyna.
— Nie robię tego dla kasy — odparła na pytanie, dlaczego zaczęła się ścigać. — Adrenalina, to jedyny czynnik, który mną kieruje. Jak miałam jakieś szesnaście lat, to starszy kumpel zabrał mnie na jeden z takich wyścigów i od tamtej pory bujałam się z jego ziomkami. Na początku byłam za młoda, żeby startować, więc uczyli mnie wszystkiego na boku. Dopiero jak stuknęła mi osiemnastka, to mogłam legalnie brać udział, o ironio, w nielegalnych wyścigach. A co z tobą? Ty akurat wyglądasz, jakby brakowało ci hajsu — zmierzyła ją wzrokiem od góry do dołu. Niby nie oceniało się książki po okładce, ale Kira tak robiła. No i fura Kinsgley pozostawała wiele do życzenia. Nie była to nówka sztuka prosto z salonu.

P.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Mocne słowa to byłyby, jakbym nazwała cię głupią pizdą, Finch — westchnęła. — Ale skoro jest to dla ciebie przyjemniejsze od bycia przyjaciółką, to nie zamierzam się z tobą kłócić — powiedziała z udawanym przejęciem, przykładając dłoń do klatki piersiowej. Poza tym słowa to jedno, a czyny to już inna kwestia; Rissy mogła żartobliwie nazywać ją swoją bestie, ale w praktyce sukcesem było już to, że potrafiły siedzieć obok siebie w spokoju. Tak czy inaczej, Kingsley nie zamierzała jej się tłumaczyć z tego, gdzie są jej znajomi; poza tym, gdyby Kira była tak rozchwytywana, to z pewnością zostałaby już przez kogoś porwana, a nadal dotrzymywała jej towarzystwa. Niezależnie od tego, co ostatecznie przekonało dziewczynę, Rizz była usatysfakcjonowana, że mogła spędzić ten wieczór z drugim człowiekiem. Oszalałaby, gdyby została zupełnie w pojedynkę. To mogłoby się źle dla niej skończyć i nie daj boże, znowu uciekłaby w prochy jak ostatni tchórz.

— Jasne, jasne. Najpierw Rizz, a zaraz zapytasz, czy chcę się całować — rzuciła złośliwie, wytykając w jej stronę język. Chyba szampan uderzył jej do głowy, bo nawet humor zaczął jej się nieco poprawiać, jakby wszystkie negatywne rzeczy wokoło przestały mieć już dla niej tak duże znaczenie. Oczywiście, że lubiła sobie dopowiadać; dzięki temu jeszcze nie zwariowała. Na początku swojej kariery na nielegalnych wyścigach, Paris rzeczywiście przedstawiała się tym pseudonimem, chociaż po czasie większość ludzi jakoś naturalnie zaczęła nazywać ją nazwiskiem. Mało kto pamiętał o nazywaniu ją Rizz i być może dlatego, tak bardzo zwróciła na to uwagę. — I kto tu sobie dopowiada? — parsknęła pod nosem, machając nogami i przyglądając się swoim wysokim butom. Lubiła się ładnie ubrać. Ładnie i wyzywająco. Zawsze wszystko, co robiła, wpadało ze skrajności w skrajność. Nie było nic pośrodku.

Rizz zabrała od niej jednego papierosa, od razu podpalając jego końcówkę i zaciągając się dymem. Może nie była to przyjaźń, ale w tej chwili mogła nazwać to sojuszem. Podświadomie Kingsley wiedziała, że Kira miała rację. To było niepotrzebne ryzyko, które dałoby jej zaledwie chwilową satysfakcję. Jeśli chciała się zemścić powinna to zrobić długodystansowo i przemyślanie, jak najbardziej oczyszczając się z ewentualnych zarzutów. — Lojalnie — powtórzyła za nią z rozbawieniem, strzepując lekko swojego papierosa, zanim przeniosła na nią spojrzenie. — Przemyślę to. Na razie postaram się utrzeć mu nosa na kolejnym wyścigu — mruknęła, zerkając na zbiorowisko ludzi, w którym zwykle najlepiej się odnajdywała. Może to dlatego, że mogła na chwilę w nim zniknąć?

Paris skupiła się na jej słowach, w milczeniu paląc swojego papierosa. Mimo wszystko jej słowa utwierdziły ją w przekonaniu, na swój paradoksalny sposób, że naprawdę znalazła się we właściwym miejscu. — Auta i szybkość przypominały mi kiedyś o bliskiej osobie — przyznała. — Potem potrzebowałam adrenaliny. Ciągle jej potrzebuję. W jakiejkolwiek formie. Bez niej, mam wrażenie, że umrę — powiedziała, sięgając po szampan. — A hajsu zawsze mam za mało. Furę kupiłam za połowę sprzedaży rodzinnego domu. Kiedyś będzie lepsza — stwierdziła, wzruszając ramieniem. Liczyły się dla niej doświadczenia, chociaż wiedziała, że mogłaby osiągnąć znacznie więcej, gdyby miała lepsze auto. No cóż, wszystko w swoim czasie, right?

K.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mogła uważać ją za głupią pizdę. Całkowicie to po niej spływało. Finch była ostatnią osobą, która przejmowałaby się opinią innych ludzi. Nie zabiegała o niczyją sympatię, bo przecież nie była jebaną pomidorową, żeby każdy musiał ją lubić. Chociaż, prawdę mówiąc, w dużej mierze właśnie tak było. Zdarzały się jednak wyjątki od reguły, jak w przypadku G-Force’a. Ale to działało w obie strony, bo ona również szczerze go nienawidziła. Wobec Paris żywiła za to ambiwalentne uczucia. Ani ją ziębiła, ani grzała. Prawda była taka, że to Kingsley zabiegała o jej towarzystwo, a nie odwrotnie. Finch mogła spędzić z nią trochę czasu, ale nazywanie jej przyjaciółką było już sporym nadużyciem. Poniosła dziewczynę fantazja.
— A chcesz się całować? — zapytała wprost, poruszając wymownie brwiami. No co? Kingsley sama zaczęła. Nie trzeba było kogoś lubić, żeby zacząć się z nim obściskiwać. Albo pójść do łóżka. Kolejność dowolna. Fizyczność rządziła się własnymi prawami, a Kira nie zamierzała udawać, że Rizz nie była piękna i pociągająca. — Co takiego niby sobie dopowiadam? — zabrała jej butelkę z szampanem i zsunęła się z murku, żeby stanąć naprzeciwko, wciskając się pomiędzy jej nogi. Zupełnie nic sobie nie robiła z tego, że Paris może zwyczajnie nie być zainteresowana. Ale czy na pewno nie była? Jej zachowanie świadczyło zupełnie o czymś innym. Prawda była taka, że lgnęła do Kiry jak ćma do światła.
Przyglądała jej się w milczeniu, zaciągając się papierosem. Wypuściła dym kącikiem ust i pokiwała głową. Utarcie nosa G-Force’owi w kolejnym wyścigu było zdecydowanie lepszym pomysłem. Nie było powiedziane, że właśnie tak się stanie, ale przynajmniej brzmiało to lepiej niż dziecinne zagrywki w stylu porysowania mu samochodu. Po co wpierdalać się w jakieś szambo, skoro można było dać mu nauczkę z klasą?
— Coś w tym jest — odparła, kiedy dziewczyna wspomniała o śmierci z braku adrenaliny. Finch czuła się dokładnie tak samo. Bez adrenaliny nie potrafiła oddychać. To było coś w rodzaju fantomowego bólu w klatce piersiowej. Nie umiała nawet porządnie tego wyjaśnić, ale chyba tylko ludzie, którzy nieustannie poszukiwali silnych, ryzykownych bodźców, mogli naprawdę ją zrozumieć. Czyli właściwie wszyscy biorący udział w nielegalnych wyścigach, choć nie każdym kierował ten sam powód. Dla części liczyły się przede wszystkim pieniądze. Był to całkiem łatwy zarobek, o ile jeździło się na odpowiednio wysokim poziomie.
— Mogę dać ci namiary na mojego mechanika. Trochę podrasuje ci to różowe cacko i wcale nie zedrze z ciebie dużo kasy — rzuciła niezobowiązująco. — Nie mówię, że musisz podkręcać furę od razu. Sama zarzekałaś się, że następnym razem się mnie pokonasz, więc będzie cię na to stać — uśmiechnęła się łobuzersko i puściła do niej oko. Chyba Paris nie była gołosłowna? A może bawiła się w G-Force'a i potrafiła być jedynie mocna w gębie? Szczerze powiedziawszy, Kirę nieszczególnie by to zaskoczyło.

P.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Mm, jestem na to zbyt trzeźwa, K — mruknęła z rozbawieniem, ale jakby na przekór swoim własnym słowom, opuściła spojrzenie na jej kształtne usta. Szczerze mówiąc, nie stanowiłoby to dla niej żadnej przeszkody. Rissy kochała chaos, skrajnie nieodpowiedzialne decyzje, nieprzewidywalność i utratę kontroli — nad sobą, czy też nad sytuacją. Szukała adrenaliny nie tylko w szybkiej, nielegalnej jeździe, ale też w kontaktach z drugim człowiekiem, w ryzyku i w przekraczaniu swojej wytrzymałości. Kingsley notorycznie robiła głupie rzeczy, po czym intensywnie uciekała przed konsekwencjami swoich wyborów, ale chyba za to właśnie kochała swoje życie, dopóki nie doganiała ją dusząca paranoja. — Nie zależy mi na przyjaźni z tobą — sprostowała, podążając za nią spojrzeniem, gdy zsunęła się z murka, by wcisnąć jej się między nogi. Rizz stuknęła paznokciami w jej podbródek, unosząc lekko jej ładną buzię. — Wystarczy mi własna autodestrukcja. Nie potrzebuję, żeby ktoś bardziej mi dociskał — stwierdziła, zerkając na jej twarz, zanim zabrała dłoń, by znowu oprzeć ją za swoimi plecami. — Mam swoje powody, żeby uczepić się ciebie dzisiaj, Finch — westchnęła, zdając sobie przy tym sprawę, że palce znów świerzbiły, by ją dotknąć. Może jednak była trochę pijana?

Ego Paris oczywiście nie pozwoliło jej na przyjęcie innej myśli do świadomości, niż tej, że w kolejnym wyścigu po prostu go przebije. Zrobi wszystko, żeby nie wygrywał jeszcze przez długi czas. Nawet nie musiała to być ona; mogła to być Kira, czy jakakolwiek inna osoba. Każdy był lepszy od tego człowieka. — Tak? I to ci wystarcza? — zapytała, skinieniem głową, wskazując na całe otaczające ich środowisko. Jeśli czuła się podobnie, co Rizz, jeśli chodziło o adrenalinę, to była ciekawa, czy tak jak ona, szukała innych bodźców. — Dla mnie to ciągle za mało. Dlatego lubię się z tobą... posprzeczać od czasu do czasu i próbować innych rzeczy — rzuciła kąśliwie, uśmiechając się przy tym niewinnie, zanim zgasiła swojego papierosa na murku, to na nim przez chwilę skupiając swoją uwagę.

Słysząc jej propozycję, Kingsley zerknęła na nią podejrzliwie. Skąd ta nagła, dobroduszna oferta? — I to tak za darmo? Nic nie chcesz w zamian? — rzuciła, nachylając się w jej stronę. — Skąd ta nagła dobroć? Boże, Finch, chyba nie umierasz, co? — parsknęła, mimo wszystko nieco poważniejąc, bo nie mogła przegapić takiej propozycji. — Przyjmę te twoje namiary, K — westchnęła. — A wtedy dobrze się przygotuję, żeby uczciwie skopać ci tyłek — powiedziała entuzjastycznie, wyciągając szampan z jej palców, by ponownie go zasmakować. — Uch, tanie to gówno. — Wzdrygnęła się, podejrzewając, że później odczuje skutki tego lejącego się szampana. — Anyway. Co robisz zwykle po wygranych wyścigach, K? — zapytała, wlepiając w nią uważne spojrzenie; albo tylko jej się wydawało. Tani szampan lepiej wchodził. — Idziesz grzecznie spać? Imprezujesz? Masz jakiś pieprzony rytuał? — rzuciła, podsuwając jej butelkę, której zdążyły opróżnić już co najmniej połowę.

k.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Spojrzała na nią z rozbawieniem, unosząc jedną brew. No tak, mogła się spodziewać, że Paris zwyczajnie stchórzy.
— Jesteś jedną z tych lasek, które muszą się najebać, żeby pójść z kimś w ślinę? — parsknęła pod nosem i pokręciła głową. — Myślałam, że jesteś bardziej spontaniczna, Rizz — dodała, z naciskiem na ksywkę, którą ta niby już się nie posługiwała. Grzecznie wycofała się spomiędzy jej nóg i przycisnęła papierosa do ust. Zaciągnęła się jeszcze raz, po czym rzuciła niedopałek pod nogi.
Kira lubiła prowokować laski, które zarzekały się, że są hetero, a później przy niej zaczynały kwestionować własną orientację. Czy je prowokowała? Może. Ale przecież to one zdradzały z nią swoich facetów. Finch nie miała sobie absolutnie nic do zarzucenia. Co miała poradzić na to, że kobiety miały do niej taką ogromną słabość?
— Doprawdy? To opowiedz mi o tych swoich powodach — rzuciła i oddała jej butelkę szampana. Sama potrzebowała znacznie więcej, żeby się upić. Bąbelki na razie nie działały.
Rozejrzała się dookoła, spoglądając po zgromadzonych, którzy połączyli się w liczne grupki. Zwykle cotygodniowe wyścigi dostarczały jej wystarczająco dużo adrenaliny, ale i na co dzień zawsze znalazło się coś, co skutecznie podnosiło jej ciśnienie. Albo ktoś.
— Mam dość barwne życie i nie narzekam na brak doznań — odparła z lekkim wzruszeniem. W redakcji znali ją od zupełnie innej strony, gdzie Kira była spokojna i opanowana. Nie zawsze, oczywiście, bo i tam potrafiła zajść za skórę. Weekendami wychodził z niej demon prędkości, więc można śmiało powiedzieć, że miała w sobie dwa wilki. — Aż tak działam ci na uzębienie, że masz później puls sto sześćdziesiąt? — zaśmiała się krótko. Był to pewnego rodzaju komplement, który Finch przyjęła z łobuzerskim uśmiechem.
Propozycja była jak najbardziej bezinteresowna. Co właściwie mogłaby chcieć od Kingsley, kiedy wszystko miała? Nie oczekiwała niczego w zamian. Ani pieniędzy, ani że podłoży się w następnym wyścigu. Ani w ogóle niczego. Serio tak trudno było w to uwierzyć?
— Nie rób ze mnie takiego potwora. Wolę ścigać się przeciwko porządnej maszynie, a nie z jakimś gruchotem. To uwłaczające, że czasem wygrywam tylko dlatego, że ktoś ma kiepską furę. Tobie nie brakuje umiejętności, ale potrzebujesz lepszego samochodu. A skoro nie znać cię na lepszy, to musisz przynajmniej podkręcić tę, którą masz — wyjaśniła, jaki w tym wszystkim miała cel i uważała, że to uczciwy układ. — Możesz uznać to za gest łaski. Czy za co tam sobie chcesz — dodała nonszalancko i wyjęła kolejnego papierosa. Jednak zamiast odpalić fajkę, umieściła ją sobie za uchem.
Zamyśliła się na moment nad tym, jak zwykle spędzała czas po wygranych wyścigach. Właściwie spędzała go dokładnie tak, ale zwykle przenosiła się ze znajomymi do jakiegoś fancy klubu.
— Imprezuję i zwykle ląduje w łóżku z głową jakieś randomowej panny między swoimi udami, więc można uznać, że moim rytuałem jest pieprzenie. A ty? Upijasz się tanim szampanem i co dalej? — zainteresowała się i zaparła się na murek, żeby znów usiąść obok Paris i poczekać na swoją kolej z upiciem kilu łyków tego żałosnego alkoholu.

P.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czy wspominałam już o tym, że Paris naprawdę łatwo było sprowokować?
Nie była najmocniejszym zawodnikiem. Kingsley pochyliła się nad Kirą, wsuwając palce w jej włosy, by pociągnąć łagodnie jej głowę do tyłu i zmusić ją w ten sposób, by na nią spojrzała. — Jestem jedną z tych lasek, które lubią udowadniać innym, że się mylą — powiedziała poważnie, wpatrując się w jej oczy z uwagą. — Ale naprawdę staram się nie karmić twojego ego — rzuciła, wypuszczając kosmyki jej włosów ze swoich palców. — Nie brakuje mi spontaniczności, ale dobrze wiedzieć, że nie miałabyś nic przeciwko — dodała, uśmiechając się przy tym krzywo. Robiła bowiem wszystko, żeby tylko nie wpaść w jej pułapkę i nie zrobić coś, według jej myśli, żeby udowodnić jej swoje szaleństwo. — Poza tym nie jesteś byle kim, Finch — przypomniała jej uczynnie, zanim oderwała od niej spojrzenie, nawiązując do jej poprzednich słów. Z kimkolwiek innym poszłaby bez namysłu w ślinę, a w przypadku Kiry, jej duma mogłaby nieco ucierpieć; musiała więc kontrolować tą dziwną adrenalinę, którą odczuła na samą tę myśl.

Właściwie to nigdy wcześniej nie miały zbyt wiele okazji, żeby normalnie porozmawiać, tak jak tego wieczoru. Ich interakcje zwykle obracały się wokół przepychanek słownych i wyścigów. To chyba oczywiste, że Rissy mogła mieć błędne wyobrażenie o Kirze. Blondynka spojrzała na dziewczynę, przez chwilę wahając się przed takim uzewnętrznianiem. Ostatecznie parsknęła pod nosem, stukając palcami o murek, próbując zebrać swoje roztargnione myśli. — Dzisiaj jest rocznica śmierci mojego ojca. Przegrałam wyścig, który miał go upamiętnić i nie ma w mieście nikogo, kogo mogłabym akurat dzisiaj nazwać swoim bliskim — przyznała obojętnym tonem, choć wcale nie było to dla niej łatwe. — Więc tak jak mówiłam padło na ciebie. Powstrzymujesz mnie przed podjęciem bardzo złych decyzji — dodała, znów przenosząc na nią spojrzenie. — Oszaleję, jeśli zostanę sama, Finch — odparła niewinnie, wzdychając głośno.

Paris trochę jej tego zazdrościła. Całej tej niewymuszonej aury i balansu, którego nie musiała przełamywać, żeby zachować zdrowy rozsądek. Dostrzegając jej łobuzerski uśmiech, Rizz parsknęła tylko pod nosem; zaraz jednak skupiła się na jej słowach, które zabrzmiały jak komplement. Co to za noc przełomów? Okej, trochę jej to zaimponowało. — Damn, możesz to powtórzyć? Czego mi nie brakuje? — zapytała, wyciągając z kieszeni swój telefon, by nieco teatralnie przysunąć go w jej stronę. — Powtórz, muszę to nagrać. Nie brakuje mi umiejętności, tak? — zaśmiała się lekko, posyłając jej nieco bardziej szczery uśmiech niż do tej pory. Zaraz jednak opuściła dłoń z komórką, skupiając się na dalszej rozmowie.

— Upijam się tanim szampanem, a potem idę tańczyć. Albo krzyczeć. Albo spędzam noc z przypadkowym gościem, który ostatecznie jest tak nudny, że szukam kolejnej atrakcji — zaczęła wyliczać, odwracając się w jej stronę. — Albo jadę na miasto i spaceruję po mostach, próbując złapać balans na tych grubych barierkach. Wiesz, jakie to ekscytujące? — rzuciła, odgarniając swoje włosy. — Albo dziaram się, losując przypadkowy wzór. Albo... — urwała. — Robię coś, co sprawia, że kolejnego dnia budzę się z myślą, że zrobiłam coś szalonego albo na tyle intensywnego, że życie jest warte każdej sekundy — odparła, przymykając na krótką chwilę oczy, by wsłuchać się w swój ulubiony hałas; muzyki, śmiechów, głośnych rozmów i ryku silników.

k.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła pod nosem. Co to w ogóle znaczyło, że Paris nie chciała karmić jej ego? Obawiała się, że Kira obrośnie w piórka? Na takie zmartwienia już trochę za późno, bo jej ego było dojebane w kosmos. Miała to po ojcu. Genu nie wydłubiesz. Czy Kingsley nie widziała, że Finch od zarania dziejów łaziła dumna jak paw?
— Poczekaj chwilę — przerwała jej z nieukrywanym rozbawieniem. — Czy ja wyglądam ci na taką, która miałaby coś przeciwko? Jesteś niepoważna — pokręciła z politowaniem głową. — To naprawdę wspaniałomyślne, że nie mierzysz mnie miarą wszystkich innych, Rizz. Bardzo dobroduszne — dodała pogardliwie. Nie chciała, to nie. Kira nie będzie się o nic prosić. Niedługo znajdzie wiele innych, chętnych panienek, które będą chciały nie tylko się z nią całować, ale również puszczą się z nią na tylnym siedzeniu żółtego Ferrari. Paris nie robiła jej żadnej łaski. I nie musiała jej niczego udowadniać, bo Finch i tak już uznała ją za nudziarę.
Gdyby miała w sobie chociaż gram empatii, pewnie powiedziałaby, że jest jej przykro względem zmarłego ojca dziewczyny i że w sumie to trochę lipa, że nie ma w mieście nikogo bliskiego. Ale to była Kira. Nie oczekujmy od niej jakichś jebanych cudów na kiju. Mimo to sięgnęła po butelkę szampana, pociągnęła z niej łyk i wylała trochę na ziemię, żeby uczcić pamięć pana Kingsley'a. To musiało wystarczyć.
— Po co mówisz mi to wszystko? Próbujesz wzbudzić we mnie litość? — spojrzała na dziewczynę w wysoko uniesionymi brwiami. Jeśli Paris czuła potrzebę, żeby komuś się wyżalić, to naprawdę fatalnie trafiła. Finch mogła słuchać, ale nie zamierzała użalać się nad niczyim losem. Nie robiła tak wobec swoich przyjaciół, to na pewno nie będzie robiła tak wobec praktycznie obcych jej osób. Trzeba być twardym, a nie miękkim. A jak ma się miękkie serce, to trzeba mieć przynajmniej twardą dupę. — I o co chodzi z tymi złymi decyzjami, co? Gdyby nie ja, rzuciłabyś się teraz z wiaduktu? Bycie cierpiętnicą już dawno wyszło z mody — dodała z lekkim wzruszeniem ramion. Kira nie była jebaną pocieszycielką ani sanitariuszką, żeby ratować komuś życie.
Pokręciła ze zrezygnowaniem głową, żeby zaraz wywrócić ostentacyjnie oczami. Paris zdecydowanie za bardzo podniecała się tym, co przed chwilą zostało jej powiedziane.
— Nigdy nie ukrywałam, że dostrzegam twoje umiejętności. Umiesz jeździć, chociaż ścigasz się złomem. Ale to jest okej. Niektórzy mają więcej sprzętu niż talentu — zauważyła, zresztą całkiem słusznie. Weźmy na tapetę takiego G-Force'a, który jeździł zajebistą furą, a jednak to nie wystarczało, żeby dominować podczas wyścigów.
Sposoby, w jaki świętowały wygraną, wcale nie różniły się od siebie aż tak diametralnie. Obie lubiły się upijać i bzykać po zwycięstwie. Po przegranej też sięgały po alkohol, ale żeby utopić w nim smutki. Były pod tym względem bardzo podobne. Z jedną tylko różnicą.
— Łazisz po barierkach? Pojebało cię? — parsknęła zduszonym śmiechem. — Aż tak życie ci nie miłe? Ty wiesz, że jakbyś spierdoliła się to takiej wody, to siła uderzenia byłaby tak silna, jakbyś przyjebała o beton? — siedząc na murku, szturchnęła Paris swoją stopą. Strasznie durna była ta laska.

P.
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
27 y/o
For good luck!
165 cm
menadżerka w The Fifth Social Club & street racer
Awatar użytkownika
Said you wanna be good but you're begging me to come over. I don't wanna hurt you but you live for the pain. Who's gonna love you like me?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie każ mi odpowiadać, na jaką według mnie wyglądasz, bo nasza rozmowa zatoczy kółko — parsknęła, patrząc na nią z mieszanką niedowierzenia i pewnej frustracji. Im dłużej z nią rozmawiała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że Kira była cholernie specyficzną osobą. Teraz niekoniecznie nazwałaby ją złą albo denerwującą. Finch była po prostu dziwna i tak bardzo różniła się od niej, że chwilami zaczynało ją to nawet fascynować. Miały zupełnie inne style życia, podejście do pewnych spraw, no i charaktery. Dlatego słysząc ten pogardliwy ton głosu, Paris roześmiała się swobodnie pod nosem; mogła być tą szaloną, mogła mieć nierówno pod sufitem. Nie robiło jej to różnicy.

— Mówię ci, bo mnie o to spytałaś — przypomniała jej obojętnie, bo nie potrzebowała litości. Przeszła przez żałobę i cały ten proces rok temu; po prostu spakowała się, sprzedała wszystko, co miała i wyjechała po lepsze życie. Nie potrzebowała poklepania po ramieniu ani słów otuchy, bo tak czy siak, nic nie przywróciłoby do życia jej rodziców. — Gdybym chciała pocieszenia, to byłabyś ostatnią osobą, do której bym poszła, Finch. Nie martw się — parsknęła ironicznie. — Ale skoro chciałaś wiedzieć, dlaczego się dzisiaj do ciebie przykleiłam to proszę bardzo. Bo nie miałam ochoty być sama. Bo miałam powody, żeby nie być sama — dodała, wzruszając lekko ramieniem. — Po co zadajesz pytania, na które nie chcesz znać odpowiedzi? — rzuciła, zakładając nogę na nogę. — Wiesz jak wyglądasz? Jak te postacie z tych bajek dla dzieci. Miałabyś taką czarną chmurę nad głową i wiecznie wykrzywioną mordę — mruknęła, uśmiechając się krzywo. — Pani maruda — dodała, odrywając od niej spojrzenie, by znów zerknąć na imprezowiczów.

Kingsley i tak uznawała to za komplement. No, bo umówmy się; usłyszenie takich słów z ust przeciwniczki, było całkiem sporym osiągnięciem. Szczególnie, że zwykle nie potrafiły wymienić zbyt wiele przyjemnych słów. — Duh — mruknęła, krzyżując ręce na klatce piersiowej. — No fantastyczna atrakcja. Powinnaś kiedyś spróbować — powiedziała z takim przekonaniem, jakby polecała jej przejechać się jakimś rollercoasterem. — To jak ruletka. Spadnę albo nie spadnę — rzuciła, bo to nie była najgłupsza rzecz, jaką zrobiła, ale tym lepiej już się chyba nie chwalić. — Jak już mówiłam. Zero zabawy z tobą — stwierdziła, zsuwając się z murka. — Wracam do domu, frajerko — powiedziała, unosząc lekko podbródek.

k.
26 y/o
fast & furious
174 cm
dziennikarka motoryzacyjna/street racer w toronto sun
Awatar użytkownika
w domu, w głowie, w sercu mam ciemnię,
może mnie wywołasz jak zdjęcie?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No jaka jestem? Sukowata? Puszczalska? Wkurwiająca? — podsunęła jej kilka określeń, z którymi bez większego problemu identyfikowali ją ludzie. Sama również nazwałaby się w ten sposób. Wszystkie były przecież prawdziwe i Kira nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Ba, gdyby chciała, mogłaby dorzucić jeszcze co najmniej kilkanaście kolejnych. Lista była naprawdę imponująco długa.
Spośród wszystkich ludzi, którzy okupowali miejscówkę po wyścigu, Paris postanowiła spędzić czas właśnie z nią. Gorzej naprawdę nie mogła wybrać. Kira nie rozumiała więc, skąd to zaskoczenie jej zachowaniem. Przecież Finch nie zmieniła się nagle pod wpływem pełni księżyca. Od zawsze była dokładnie taka sama, a Kinsgley zachowywała się tak, jakby dopiero ją poznała. Może faktycznie nie wiedziały o sobie zbyt wiele, ale Kira nigdy nie kryła się ze swoją niechęcią do ludzi. Nie udawała przesadnie miłej, nie próbowała przypodobać się każdemu i nie miała potrzeby zbierania wokół siebie tłumu znajomych. Przyjaciół wybierała ostrożnie. Nie było ich wielu, ale w tym wąskim gronie znajdowały się wyłącznie osoby, którym naprawdę ufała. Nie zamierzała więc odgrywać przed Paris kogoś, kim nie była, tylko dlatego, że ta postanowiła spędzić z nią trochę czasu. Nie miała ochoty na siłę udawać miłej, empatycznej i zainteresowanej cudzymi problemami. Jeśli Rizz liczyła na kogoś takiego, to zdecydowanie wybrała sobie niewłaściwą osobę.
— Zluzuj majtki. Nie jestem żadną panią marudą. I jakby nie zauważyła, dotrzymuję ci towarzystwa — powiedziała, bo gdyby nie chciała, już dawno poszłaby w swoją stronę. A jednak dalej siedziała z nią na murku, dopijając paskudnego szampana. — Spodziewałaś się plotek i robienia maseczek? — posłała jej rozbawione spojrzenie, a potem szturchnęła ją zaczepnie w łydkę. — Nie chcesz być sama. Zakodowałam. Pozwolę ci więc cieszyć się moją wspaniałą osobą — dodała skromnie, odpalając papierosa, którego do tej pory trzymała za uchem.
Paris jednak szybko zrezygnowała z jej towarzystwa. Zeskoczyła z murku, oświadczając, że sobie idzie. Finch nie zamierzała jej powstrzymywać i nagabywać, żeby jeszcze chwilę została.
— I to tyle? I to ja jestem nudziarą, co? Najpierw mówisz mi, że nie chcesz być sama, a teraz się zawijasz? I weź tu, kurwa, zacznij nadążać za tymi babami — pokręciła z politowaniem głową. — Na razie, Rizz. Nie spierdol się z jakiejś barierki! — rzuciła za nią, dopijając resztę szampana. A jak już dopaliła papierosa, to pokręciła się trochę po okolicy i poprosiła jednego z kumpli, żeby odwiózł ją do domu jej samochodem. Nie mogła przecież zostawić swojego cacka w takim miejscu bez opieki.

P.
koniec
bubek
nie lubię postów o niczym, braku zaangażowania w fabułę i jak stoimy w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”