ODPOWIEDZ
20 y/o
For good luck!
178 cm
sex worker, thief, hustler ✨ wherever pays ✨
Awatar użytkownika
You're so pretty, think I forgot too fuckin' breathe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Call me a lowlife, that shit don't faze me
I'm alright on my own, I don't need you to save me


Strasznie chciało mu się jarać.
Papierosy to nie był tani interes, chociaż kupowanie kiepskiego tytoniu jakoś udawało mu się ogarniać. Czego się nie robi dla nałogu. Mógł nie jeść, ale jak nie zapalił, to coś go strzelało. Bywały lepsze i gorsze dni, w te lepsze częstowano go porządnym towarem, a w gorsze skręcał fajki i wyliczał je, mając nadzieję, że wystarczy mu, aby nie oszaleć.
Ostatnio wydarzyło się w jego życiu jeszcze coś, co nieco zmieniło jego podejście do tematu. Pojawił się Corin. Chłopak dosyć szybko stał się dla niego kimś więcej, niż setki ludzi, którzy wcześniej stanęli na jego drodze i większości ich imion już nie pamiętał. Corin był jak on, a jednocześnie zupełnie inny. Lubił na niego patrzeć, słuchać go i sama jego obecność działała na niego kojąco. Szybko sobie zaufali i szybko stali się dla siebie oparciem w najgorszych chwilach i kimś, z kim dzieli się te najlepsze.
Cała sprawa z paleniem polegała na tym, że Corin nienawidził tego smrodu i nie była to jedynie czysta niechęć, to była część jego traumy, od której potrafił się nawet pochorować. Dlatego Aurelian postanowił nigdy więcej nie cuchnąć przy nim dymem papierosowym. Jak można się domyśleć było to niesamowicie trudne dla kogoś, kto palił od lat i silnie uzależnił się w bardzo młodym wieku. Nie przestał palić, nie całkowicie, ale mocno ograniczył, bo widywał się z Corinem regularnie. Czasami codziennie, czasami kilka razy w tygodniu, ale mieli taką niepisaną zasadę, że nie rozdzielali się na dłużej, niż tydzień.
Ariel spalił ostatniego papierosa w nocy, może około pierwszej, może w pół do drugiej. Rano wziął prysznic, wyszorował zęby i wygrzebał z szuflady przy łóżku pojemnik z gumami do żucia. Zostało mu dziesięć, co oznaczało, że będzie musiał dokupić. To samo dotyczyło jedzenia, bo niezapłacony rachunek za prąd pominął. Miał jeszcze jakiś czas, dopóki nie odetną mu elektryczności. Musiał zarobić, cokolwiek i jakkolwiek i przede wszystkim — jak najszybciej.
Wciągnął na tyłek jeansy, a potem założył bluzę, naciągnął kaptur na głowę i zbiegł po schodach obskurnej kamienicy, której obraźliwe frazy wypisane na ścianach znał na pamięć. Mieszkał tu już od dwóch lat i było równie źle, co na początku, a może nawet gorzej. Doświadczenie nauczyło go, aby nie korzystać ze śmierdzącej windy nigdy. Kiedy przechodził obok niej na parterze, drzwi na chwilę się otworzyły, a ze środka wyszła Pani Burke, staruszka mieszkająca na najwyższym piętrze. Za nią na ścianie od góry do dołu ciągnęła się szeroka smuga całkiem świeżej krwi.
Udał, że tego nie widzi, jak zwykle.
Poruszał miarowo szczęką, czując jak znajomy smak mięty rozchodzi się we wnętrzu jego ust. Wcisnął dłonie głęboko w kieszenie bluzy przemierzając ulicę dosyć szybkim krokiem, nie oglądając się na nic i nikogo. Zauważył Corina już z daleka i uśmiechnął się lekko pod nosem, ruszając szybciej w jego kierunku. Zahaczył go ramieniem i zerknął na niego z ukosa, kiedy razem skierowali się w stronę szemranych zakamarków dzielnicy.
— Jadłeś coś? — zapytał, bo zazwyczaj bardziej troszczył się o posiłek dla niego, niż myślał o czymś dla siebie. Jak coś zarobią, to zjedzą razem. W dzień było zdecydowanie mniej roboty, niż w nocy, ale zależało mu na szybkim zarobku, więc udało mu się umówić klienta na południe.
— Chcesz gumę? — zapytał, kiedy dotarli na miejsce. Wyjął pudełeczko z gumami i wyciągnął je w stronę chłopaka. On był chyba jedyną osobą, z którą mógł podzielić się wszystkim. Oddałby mu nawet ostatnią gumę, ostatni kęs posiłku i łyk wody, nerkę też.
— Zaraz wracam — mruknął, posyłając Corinowi lekki uśmiech. Oddalił się pod wskazany przez klienta adres, po drodze zdejmując z głowy kaptur. Zaraz okazało się nie takie wcale krótkie. Ariel chciał wyciągnąć z klienta jak najwięcej forsy, więc minęło pół godziny, a jego dalej nie było. W tym czasie Briarwooda ktoś obserwował, ktoś znajomy i ten ktoś całkiem dobrze radził sobie z tym, aby móc go zaskoczyć. Trudno powiedzieć co nim kierowało i jakie miał zamiary, ale tak to już było z nieobliczalnymi osobami.

corin briarwood
Myre
posty z ai, brak interpunkcji w postach i zaangażowania w fabułę, jak ktoś kieruje moją postacią bez uzgodnienia, jakieś paranoje
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W jego życiu nie było zbyt wielu dobrych rzeczy; gdyby kiedykolwiek przyszło mu zrobić podsumowanie wszystkiego, co nie wywoływało nieprzyjemnego skrętu wnętrzności, najprawdopodobniej bez większego problemu policzyłby je na palcach jednej ręki. Odkąd pamiętał, jego życie było złe chujowe, a fakt, że uciekł z rodzinnego domu i zamieszkał w Toronto, wcale nie zmienił tak wiele, jak początkowo zakładał, że będzie.
Jednym z niewielu 一 być może nawet jedynym 一 światełek w tunelu była znajomość z Arielem; sama jego obecność działała na Corina uspokajająco, zaś wsparcie, którego od niego otrzymywał, miało większe znaczenie, niż kiedykolwiek byłby w stanie powiedzieć na głos.
Gdy dziś szedł z nim na spotkanie, czuł że pomoże mu się to odprężyć. Niestety, bardzo się pomylił i kiedy chłopak zostawił go samego, przytrafiło mu się najgorsze.
Nie od razu zorientował się, co się dzieje. Zanim Lockwood oddalił się w wiadomym celu, Corin udzielał mu obszernych odpowiedzi, że nic nie jadł i że myślał o tym, aby sprzedać się, by zarobić parę dolarów kanadyjskich.
Nim jednak zdążył podjąć decyzję, Ariel zostawił go samego. Nie od razu połapał się, że grozi mu niebezpieczeństwo, dlatego kiedy owe nadeszło 一 kiedy nie było już odwrotu i cios spotkał się z jego twarzą 一 załkał żałośnie i skulił się w sobie. Grad ciosów spadał na niego z każdej strony; nie potrafił się przed nimi uchronić, dlatego jedyne, na co się zdobył to żałosne błaganie, aby oprawca przestał.
Szczerze mówiąc, nie potrafił wskazać, kto to był; nie umiał wybrać konkretnej osoby, której mógł się narazić, bo w jego życiu przewinęło się zbyt wiele tych, którzy pragnęli wyrządzić mu krzywdę.
To nie był pierwszy raz, kiedy b o l a ł o (w jego życiu działo się to zbyt często), ale niewątpliwie mógł zaklasyfikować go do tych trudnych, po których podniesienie się było praktycznie awykonalne.
Błagał, płakał, jednocześnie dławiąc się przez niemożność złapania oddechu. Kiedy zaś wreszcie niebezpieczeństwo zdawało się oddalić, jeszcze przez parę chwil leżał bez ruchu w obawie o to, że ruch mógłby sprowokować tego kogoś do powrotu.
Ludzie, którzy przypadkiem znaleźli się w pobliżu, omijali go szerokim łukiem; w żadnym momencie nie byli zainteresowani wsparciem, bo dobrze wiedzieli, że w tej dzielnicy dobre chęci nie były czymś, czym należało się chwalić.
Gdyby nie świadomość, że Ariel może zaraz wrócić, Corin pogodziłby się z tym, że umarłby na tej ulicy, a kiedy wreszcie poczuł czyjś dotyk 一 ten z rodzaju mało nachalnych i wręcz delikatnych 一 automatycznie założył, że to musi być jego przyjaciel. — Nie wiem, co zrobiłem — powiedział cicho, po czym przymknął powieki, bo trzymanie ich otwartych było zbyt dużym wyzwaniem. — Pomożesz mi? — poprosił, mając świadomość że bez wsparcia nie uda mu się wykonać choćby kroku.

Ariel Lockwood
20 y/o
For good luck!
178 cm
sex worker, thief, hustler ✨ wherever pays ✨
Awatar użytkownika
You're so pretty, think I forgot too fuckin' breathe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Klientem był mężczyzna starszy od niego o dobre dziesięć lat. Pokój wynajęty na godziny albo przez kogoś udostępniony, bo na pewno nie spotkali się w jego własnym mieszkaniu. Szybko zauważył obrączkę ślubną na palcu, facet nawet jej nie zdjął. Nie miał zamiaru o to pytać, bo to nie była jego sprawa. Nie spieszył się, ale też nie ociągał, a Ariel postanowił wydłużyć to chociaż do godziny, żeby więcej zarobić. Okazało się, że nie tylko za to mógł policzyć, bo mężczyzna miał dosyć specyficzne życzenia. Zarobił sporo, prawie jak za trzy zwykłe spotkania, ale też odczuł to dosyć dotkliwie, więc ta kasa na pewno mu się należała.
Nie podobały mu się tylko otarcia na nadgarstkach i szyi i mocno zaczerwieniony policzek, ale nie miał zamiaru narzekać. Kiedy już będzie w ciepłym i bezpiecznym miejscu, z pełnym brzuchem, to na pewno nie będzie o tym pamiętał. Klient nie tylko zapłacił za wszystko zgodnie z umową, ale dorzucił coś ekstra i nawet pozwolił mu się umyć. Po namyśle Ariel zgodził się na kolejne spotkanie, a potem pospiesznie opuścił budynek, żeby nie kazać Corinowi dłużej czekać. Przetarł jeszcze tkliwe wargi kciukiem i ruszył ulicą do miejsca, w którym rozstał się z chłopakiem. Zmarszczył brwi, widząc go leżącego na ziemi i zerwał się do biegu, jednocześnie rozglądając za ewentualnym zagrożeniem, bo trochę zgłupiał, nie mając pojęcia co się stało.
Dobiegł i uklęknął przy nim, dotykając ostrożnie jego ramienia, bo chciał zobaczyć twarz i sprawdzić co się stało.
— Corin? To ja, Ariel, popatrz na mnie — powiedział starając się nie podnosić głosu. Kiedy zobaczył ślady pobicia i krwawiący nos, pospiesznie zdjął bluzę przez głowę, a potem koszulkę i objął go, podciągając i opierając na swoim torsie, materiał t-shirtu przykładając do nosa, żeby otrzeć krew.
— Odchyl głowę, oddychaj, powoli i spokojnie. Coś cię boli? Co się stało? — pytał zdenerwowany. Nie widział w pobliżu nikogo, kto mógł to zrobić, ale co chwilę dalej się rozglądał, spięty i gotowy w razie czego do bójki. Czuł się zagrożony i bał się o Corina, więc trzymał go przy sobie kurczowo, jakby myślał, że stanie się coś strasznego, jak tylko go puści. Sam głęboko odetchnął i zerknął znowu na Briarwooda.
— Dasz radę wstać? Pójdziemy do apteki, mam kasę — powiedział po chwili, podciągając go trochę bardziej na siebie, dalej trzymając koszulkę przy jego twarzy. Dopatrywał się jakichkolwiek większych oznak dyskomfortu i grymasów bólu, mając nadzieję, że nie doszło do obrażeń wewnętrznych. Przynajmniej mieli ubezpieczenie, więc mógł go zabrać i do lekarza i do szpitala. Nie chciał jednak, żeby coś mu się stało. Przecież miało już być dobrze. Czuł nie tylko strach, ale i złość. Corin był łagodny, czemu ktokolwiek doszedł do wniosku, że może go skrzywdzić i to na środku ulicy w biały dzień? Był też zły na siebie, bo gdyby tylko wrócił wcześniej, gdyby tylko dostał tego kogoś w swoje łapy.
Aurelian może i nie był specjalnie silny, ale był szybki i się nie wahał, a to często wystarczyło, żeby zadać pierwszy, mocny cios, na przykład czymś ciężkim, co akurat wpadło w ręce. Potem można było po prostu uciec. Skrzywił się na samą myśl, że Corin musiał mierzyć się z czymś tak nieprzyjemnym sam. Objął go mocniej na kilka chwili i pogładził po ramieniu dłonią, a potem zaczął pomagać mu się podnieść.

corin briarwood
Myre
posty z ai, brak interpunkcji w postach i zaangażowania w fabułę, jak ktoś kieruje moją postacią bez uzgodnienia, jakieś paranoje
0 y/o
For good luck!
0 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Trudno było mu jednoznacznie wskazać, bo go bolało, bo odzywała się każda część jego ciała. Tyle dobrego, że miał przy sobie przyjaciela; kiedy tylko usłyszał jego głos, wypuścił głośno powietrze i nawet uśmiechnął się słabo, bo wiedział, że teraz będzie zaopiekowany. 一 Wiem, że to ty 一 odpowiedział.
Przecież nie miał nikogo innego; na całym świecie nie było drugiej osoby, dla której byłby ważny, więc nawet przez sekundę nie myślał, że mógł podejść do niego ktoś inny.
Pozwolił mu wytrzeć krew ze swojej twarzy, w międzyczasie jeszcze na chwilę przymykając powieki. 一 Nie wiem, co się stało 一 mruknął, celowo ignorując pierwsze z pytań.
Usłyszawszy kolejne, pokręcił przecząco głową, nie chcąc nawet próbować wstawać, bo wydawało mu się, że było dużo za wcześnie na taki ruch. 一 Chcę tylko przeciwbólowe 一 poprosił, nie chcąc, aby zarobione pieniądze przeznaczyli tylko na lekarstwa. Wierzył, że to nic; że przejdzie tak samo, jak przechodziło za każdym poprzednim razem, bo przecież pobicie nie było dla niego niczym nowym.
Doświadczał tego odkąd pamięta; przemoc w jego rodzinie była na porządku dziennym, a on zdążył przywyknąć, że obrywało mu się za każde, nawet drobne przewinienie. Niezależnie od tego, co zrobił, jego ojciec był niezadowolony, dlatego Corin wyrobił w sobie przeświadczenie, że był b e z n a d z i e j n y.
一 Kup... Jakieś tanie 一 dopowiedział, nie mając wystarczająco siły, aby towarzyszyć mu w tej wyprawie. Z perspektywy Briarwooda brzmiało to gorzej niż zdobywanie wysokiego szczytu w Himalajach; konieczność podniesienia się była przytłaczająca, dlatego postanowił poczekać na przyjaciela na ulicy. 一 Idź, ja sobie chwilę... 一 dokończenie uniemożliwiło mu kaszlnięcie. 一 odpocznę 一 mruknął i przymknął powieki, kiedy przestał dusić go uporczywy kaszel.
Objawy towarzyszyły mu odkąd pamięta, więc nie zrzucał ich jedynie na pobicie; jego ojciec palił tak dużo, że już jako mały chłopiec Corin kasłał i kasłał, nie potrafiąc opanować napadów, bo nikt nigdy nie myślał o tym, żeby zabrać go do lekarza, aby to zbadać. W tamtych czasach z perspektywy jego rodziców o wiele ważniejsze były wyniki; zależało im na tym, aby dziecko przynosiło ze szkoły dobre oceny i zachowanie, które zasługiwało na pochwałę, a nie naganę.
一 Idź już 一 pogonił, chcąc jak najszybciej nafaszerować się prochami i wrócić do domu.

Ariel Lockwood
20 y/o
For good luck!
178 cm
sex worker, thief, hustler ✨ wherever pays ✨
Awatar użytkownika
You're so pretty, think I forgot too fuckin' breathe.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Odetchnął z ulgą, kiedy Corin się odezwał i oznajmił, że go poznaje. To chyba znaczyło, że nie doznał urazu głowy i nie był w jakimś super dużym szoku. Odetchnął ciężko, bo mimo wszystko bardzo mu było żal chłopaka i był zdenerwowany na to, jakie to wszystko było niesprawiedliwe, przecież Corin na nic złego sobie nie zasłużył, przynajmniej Ariel o niczym takim nie wiedział. W dodatku według poszkodowanego nawet nie wiedział co dokładnie się stało. Czy to znaczy, że został zaatakowany całkowicie znienacka? Może nawet od tyłu? Ariel rozejrzał się jeszcze raz, chociaż wątpił, że były szanse na odnalezienie sprawcy. Aż dziwne. Zaczynał się zastanawiać czy to nie jacyś gówniarze, może naćpani.
Teraz musiał się skupić na pomocy Corinowi.
Zmarszczył brwi, siedząc przy nim i słuchając jego słów. Nie rozumiał. Nie miał zamiaru go zostawiać samego, drugi raz tego błędu nie popełni. Jaką miał gwarancję, że jak wróci, to Corin będzie jeszcze żył? Podobno nieszczęścia chodzą parami, a on nie chciał tego sprawdzać. Westchnął ciężko i pokręcił głową, nie zgadzając się na to, co bełkotał pobity chłopak. Złapał go pewniej, mocniej i dźwignął ze stęknięciem wysiłku.
— Nie ma mowy. Idziesz ze mną — powiedział pewny swego. — Może zaboleć. Dojdźmy tylko do apteki, potem zamówię taksówkę — powiedział i podciągnął go jeszcze trochę, po czym oparł na sobie i ruszył przez boczną uliczkę do głównej. Był pewien, że mijali aptekę i była niedaleko. Corin swoje ważył, a Ariel nie był pasjonatem siłki, więc kiedy już doszedł do odpowiedniego budynku bolały go płuca, ale nie odpoczywał, po prostu wszedł do środka i posadził Corina pod ścianą.
— Przepraszam, potrzebuję czegoś… — zaczął, ale zaniepokojona aptekarka już zmierzała w ich stronę. Chciała zadzwonić po karetkę, ale odmówili i to tak wyraźnie, że zrezygnowała, za to pomogła skomplementować Arielowi niewielką apteczkę ze wszystkim, co będzie mu potrzebne do opatrzenia i leczenia Corina, włącznie z tabletkami przeciwbólowymi i przeciwzapalnymi. Zadzwoniła też na koniec po taksówkę i dała im butelkę wody mineralnej. Ariel pomógł Corinowi się napić, a potem sam to zrobił, żeby gardło go tak nie piekło.
Została im droga do jego mieszkania i po schodach wchodzili po prostu bardzo powoli i ostrożnie. Na miejscu z ulgą odetchnął, kiedy już posadził go w łazience, rozebrał i obmył. Robił co musiał, nieraz był świadkiem czegoś takiego, ale jakoś w przypadku Corina wszystko tylko bardziej go irytowało. Był wkurzony, że nie mogli dzisiaj odetchnąć, tak jak planowali, i po prostu miło spędzić resztę dnia. Przynajmniej pomimo nagłych wydatków na jakiś czas starczy im kasy.
— Nie kręć się, zaraz cię położę — powiedział, mrużąc oczy, kiedy przyklejał stripy na większą ranę. Wszystko uprzednio zdezynfekował. Zdjął im buty i opadł na łóżko razem z Corinem, a potem przekręcił się na bok, do niego przodem i sięgnął po koc, którym go nakrył. — Chcesz zupę czy coś innego? — zapytał łagodnie, układając dłoń na jego plecach przez materiał koca i przesuwając nią delikatnie w górę i w dół.

corin briarwood
Myre
posty z ai, brak interpunkcji w postach i zaangażowania w fabułę, jak ktoś kieruje moją postacią bez uzgodnienia, jakieś paranoje
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Rexdale”