25 y/o
Mark your calendar for Canada Day
168 cm
mała jędza jestem utrzymanką
Awatar użytkownika
Skaczę sobie z kwiatka na kwiatek.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona, jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zoya właściwie nie zdziwiła się, że Adeline wybrała najpierw rozmowę z Hartleyem. Po tym, co nawyczyniał Ree, rzeczywiście mógł sobie poczekać, skoro sam przez dwa lata zwlekał z bardziej istotnymi faktami (nie tylko z t y m i nie tylko on, hehe). Potaknęła więc na znak, że w pełni zgodziła się z podjętą przez przyjaciółkę decyzją.
Parę minut później temat mężczyzn zszedł na boczny tor, bo obie zdawały się skupić na Lucienie. Zoya dla niego, a Adeline, wiadomo i dla Zoi.
Początkowo z dużym zdumieniem obserwowała, z jakim zaangażowaniem przyjaciółka przywołała na twarz najpiękniejszy uśmiech, jaki miała dotąd okazję u niej widzieć, po czym z godnym podziwu kunsztem aktorskim wcieliła się w swoją rolę. Zoya raz czy dwa uśmiechnęła się z wyrazem uznania, a potem również prychnęła rozbawiona wzmianką o uśpionej czujności. Może i ten fragment wypowiedzi wypadł mało realistycznie, acz niezwykle uroczo.
Po zwiedzaniu padoku przyszedł wreszcie czas na wyścig. Z każdym kolejnym okrążeniem napięcie coraz mocniej wywoływało u Zoi ścisk żołądka. Ani na moment nie oderwała wzroku od ekranu, choć zawodzące raz po raz jęki tłumu, przeplatające się z wybuchami entuzjazmu, czasami zaczynały ją dezorientować.
Kiedy jednak auto z numerem czterdzieści jeden dosłownie w ostatnim momencie wyprzedziło rywala, niekonrolowanie wrzasnęła - a wraz z inni. W tym także Adeline, która rzuciła się w jej ramiona.
— Wygrał. Naprawde wygrał — powtarzała jeszcze pełna szoku, po czym po prostu roześmiała się, słysząc wzmiankę o klątwie. Tak, rzeczywiście dziś mogły zasnąć spokojnie.
Albo i nie.
Stanęły w tłumie zgromadzonym pod sceną, kiedy Lucien wraz z dwoma pozostałymi kierowcami zajął miejsca podium. Obserwowały jak z szerokim uśmiechem odebrał puchar, a chwilę później razem z innymi zaczął oblewać się szampanem. Ten widok wywołał w serduszku Zoi szczerą radość, co zaakcentowała skandując z pozostałymi jego imię.
Może i nie miała pewności, czy w ogóle ją zauważył, ale ilekroć spojrzenie mężczyzny opadało na tłum, odruchowo uśmiechała się jeszcze mocniej.
Później zaczeła sie p r a w d z i w a jazda! Muzyka i kolorowe światła szybko porwały dziewczyny do zabawy. Tańczyły oraz śmiały się, obijały się o sylwetki innych uczestników albo piły drinki, uprzednio naprawdę tracąc poczucie czasu. Do hotelu wróciły przed trzecią nad ranem i wstały dopiero chwilę przed południem.
Poniedziałek dla odmiany spędziły w spokojniejszej atmosferze. Po obiedzie skupiły się głównie na plażowaniu. Dopiero wieczorem postanowiły zrzucić stroje kąpielowe i przyodziane w kuse szorty oraz topy, ruszyły na miasto. Znowu odwiedzały jeden bar za drugim. W pewnym momencie, o zgrozo, pod wpływem alkoholu, wpadły na (w ich mniemaniu, oczywiście) absolutnie genialny pomysł i postanowiły zrobić sobie tatuaże.
Wtorek oscylował wokół bólu głowy i niestrawności. Pomimo tego korzystając z ostatnich godzin pobytu, jeszcze jeden raz przespacerowały się uliczkami urokliwego Misano. Potem zjadły jakieś lokalne danie i ruszyły na lotnisko.

K o n i e c.

Adeline Covington
Pola
Sprawdź moje granice rozsądku.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”