Nie spodziewał się, że po ogłoszeniu, że się zbiera, impreza zostanie oficjalnie uznana za zakończoną. Był zmęczony i przebodźcowany. Lubił imprezowanie, a jeszcze bardziej lubił te mniejsze, bardziej kameralne wyjścia z przyjaciółmi do klubów albo restauracji. Nie potrzebował bowiem większych szaleństw, zwłaszcza teraz, gdy pogoda zaczynała się zmieniać, a na uczelni zaczynało przybywać więcej obowiązków i nauki. Nikt nie powinien się więc dziwić, że pragnął odpocząć. Dlatego właśnie chciał się zebrać. I początkowo rzeczywiście planował iść prosto do domu i dopiero pojawienie się powiadomienia z aplikacji randkowej sprawiło, że plany te się nieco zmieniły.
Kolejną rzeczą, której się nie spodziewał było to, że po kliknięciu w powiadomienie wyświetli mu się profil Cree. Cóż… po ich ostatniej przygodzie z tygrysem i wymianie kilku sms’ów nie mieli okazji porozmawiać twarzą w twarz, a ich kontakt ograniczał się na mówieniu sobie
cześć na korytarzu w budynku Komendy Policji. Obaj byli zajęci – Cree swoimi obowiązkami związanymi z pracą i rozwiązywaniem kryminalnych zagadek Toronto, a Tomash studiami, pracą w YMCA i okazjonalnym pomaganiem w pierogarnii rodziców. I w sumie nie sądził, że znajomość z detektywem rozwinie się w coś poważniejszego.
Dlatego też nie potraktował poważnie tego powiadomienia. Gdy ich zmatchowało stwierdził jednak, kierowany pewnie alkoholem, który dodał mu nieco odwagi, że napisze. Okazało się, że pisanie przez Internet dodawało pewności i pewnie tylko dlatego cała ta ich rozmowa skończyła się właśnie na tym, że czekał teraz na to, aż Cree pod niego podjedzie. Denerwował się, więc niewiele się odzywał. Nie dlatego, że czuł się nieco onieśmielony samym towarzystwem detektywa, ale też faktem, że ten zgodził się porozwozić pozostałych uczestników imprezy, którzy raz za razem posyłali Tomashowi zaskoczone i ciekawskie spojrzenia. Wiedział, że jutrzejszego dnia będzie miał sporo do wyjaśnienia, więc już teraz, zanim został z Cree sam na sam, postanowił przygotować sobie odpowiedzi. Musiał to zrobić, bo wiedział, że znajomi nie dadzą mu spokoju.
W końcu jednak zostali w samochodzie sami. Nieobecność znajomych nieco go rozluźniła. Normalnie pewnie spiąłby się jeszcze bardziej, jednak świadomość tego, że już siedział w samochodzie z Cree i spojrzał w twarz prawdziwemu niebezpieczeństwu, dodawała mu otuchy. Uśmiechnął się w stronę swojego towarzysza.
–
Nic się nie przejmuj – powiedział, kiwając lekko głową. Nie wypił dużo, bo zaledwie dwa słabe drinki i na tym się jego spożywanie alkoholu skończyło. Nigdy nie przepadał za przesadnym pijaństwem, ale skłamałby, gdyby powiedział, że nie lubił tego stanu, w którym zaczynał się czuć, jakby jego głowa traciła na ciężarze, a jego policzki rozgrzewały się przyjemnie. W tym wszystkim nie chodziło o upijanie się od nieprzytomności i umieranie na kaca następnego dnia. Nie żeby coś takiego było mu obce, bo był młody i głupi i zdecydowanie szalał zbyt mocno, gdy już legalnie mógł zacząć pić alkohol. No ale chyba każdy popełnia ten błąd. Zwłaszcza jeśli wcześniej nie miało się do czynienia z alkoholem, który wykraczał poza ukradkowe wypijanie butelki piwa.
Trochę pogadali w samochodzie. Ten small talk rozluźnił ich nieco. Spotkania tego typu potrafiły nieźle namieszać w głowach, bo nie było to normalne spotkanie towarzyskie. Nie wiedział, dlaczego tak się działo i dlaczego tak myślał, biorąc pod uwagę, że z Cree się już znał. Nie była to zażyła znajomość, to prawda, ale nie sądził, że będzie mu tak
dziwnie. Rozmowa jednak rozwiała wszelką początkową niepewność i dyskomfort, które wynikały tylko i wyłącznie z prostego faktu, że Tomashek, chociaż nie chciał być tak postrzegany, był dość nieśmiały.
Droga na szczęście nie była długa i dość szybko podjechali pod dom Cree. Tomash rozejrzał się po podjeździe zanim wjechali do garażu. Pierwszym, co pomyślał było to, że detektywi chyba nie zarabiają tak mało, skoro Cree było stać, by mieszkać w takim ładnym domku. Drugą myślą było to, że bardzo spodobało mu się drzewo z kolorowymi liśćmi, które znajdowało się przed budynkiem. Lubił rośliny, więc nie mógł przejść obojętnie od takiej dużej i kolorowej.
Wysiadł z samochody i skierował się za Cree w stronę środka domu. Oczywistym było, że pierwsze co zrobił, to rozejrzenie się po wnętrzu. Nie było ono przesadnie udekorowane, nawet jeśli on sam lubił przebywać w takich zagraconych przestrzeniach, musiał jednak przyznać, że mu się spodobało. Nie było jednym z tych, w których się tylko przebywało, jeśli nie było się w pracy, ale faktycznie wyglądało na zamieszkałe. Nie potrafił bowiem znieść tych pokazywanych na ogłoszeniach albo w telewizji beżowych brył, z których nie dało się wyczytać niczego o właścicielach. Cóż, jeśli miał być szczery, to dom Cree również nie wskazywał na to, żeby mieszkał w nim detektyw, ale Tomash miał dość stereotypowe podejście do pracowników policji. Wydawało mu się bowiem, że mieszkają w niekoniecznie wysprzątanych wnętrzach, w których pełno jest puszek po piwie i energetykach oraz opakowań po jedzeniu na wynos i fast foodach.
Uśmiechnął się, bo wnętrze, jak zresztą jego właściciel, robiło wrażenie. Zdjął swój czarny płaszcz i narzucił go na stojący przy drzwiach wieszak. Zsunął swoje buty, po czym przeszedł wzdłuż korytarza do salonu. Odprowadził Cree wzrokiem do kuchni, gdzie mężczyzna zaczął się kręcić szukając przekąsek i czegoś do picia. Tomash nic mu nie odpowiedział, bo był całkowicie skupiony na rozglądaniu się i myśleniu, co włączyć. W jego głowie oczywiście szybko pojawił się pomysł na właściwy film. Poprosił tylko, żeby Cree włączył mu telewizor i odpalił odpowiedną platformę streamingową, bo on sam nie chciał niczego popsuć. Gdy to już było naszykowane, to rozsiadł się wygodnie na kanapie, podciągając nogi pod siebie, żeby było mi nieco cieplej. W pokoju nie było zimno, jednak świeżo po wejściu czuł na plecach chłód wieczoru.
Pozwolił Cree działać. Nie chciał mu przeszkadzać i mówić, żeby się nie fatygował, bo wyglądało na to, że się przygotował na tę wizytę kupując te wszystkie przekąski. Poza tym, jak na Polaka przystało, pochodził z niesłychanie rodzinnego i gościnnego rodu, który nie wyobrażał sobie witania gościa przy pustym stole. Nawet u niego w domu rozstawiano przystawki i jedzenie nawet jeśli były to niezapowiedziane i spontaniczne wizyty sąsiadów. Po części więc rozumiał to zachowanie. Zdążył znaleźć właściwy film w momencie, gdy Cree pojawił się i oparł o framugę drzwi. Z kuchni zaczął docierać do niego słodki, maślany zapach gorącego popcornu, który zawsze poprawiał mu humor.
–
Pewnie oglądałeś, ale jest październik, więc sezon na horrory zawsze otwieram Egzorcystą – powiedział, wskazując głową ekran telewizora. Był to dość oklepany wybór, jak na horror, bo oczywiście wiele osób się na niego decydowała, jednak jak na klasykę przystało, był to zawsze dobry punkt wyjścia. Uwielbiał zaczynać sezon horrorów właśnie od tego filmu, nie mówiąc o tym, że zbliżało się Halloween, które też lubił. Wyciszył szybko swój telefon, sprawdzając przy okazji, która była godzina. Na szczęście nie było jeszcze aż tak późno, bo dopiero dochodziła dwudziesta druga.
–
Przytulnie tu masz – przyznał w końcu, patrząc na Cree i uśmiechnął się lekko. Podwinął rękawy swojego czarnego golfu i rozpiął srebrną bransoletkę, którą miał na nadgarstku, wkładając ją sobie do kieszeni czarnych dżinsów, żeby jej nie zgubić. Tak samo zrobił z sygnetem, który zdobił jeden z jego palców. Lubił nosić biżuterię, bez względu na to, czy była ona z prawdziwego złota lub srebra czy też tanich imitacji tych metali. Wartość nie miała dla niego znaczenia, jeśli coś wyglądało ładnie.
Cree Bellerose