ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hunter nigdy nie spędzał swoich dni wolnych w domu. Zawsze był aktywny i wszędzie było go pełno. Gdzieś w końcu trzeba było wyładować tę nadmiarową energię, żeby z nerwów kogoś nie uszkodził z przeciwnej drużyny. Bójki były czymś normalnym na lodowisku, ale nie chodziło przecież o to, żeby posłać kogoś do szpitala. Sam nie raz dostał w mordę i musiał to przeżyć. Trochę korektora i przynajmniej nie straszył sąsiadów w bloku, którym zawsze przytrzymywał drzwi czy pomagał wnosić zakupy. Sąsiadem był akurat zajebistym. Spokojny, dobrze wychowany, pomocny. Czasem więcej go nie było, niż był, ze względu na mecze wyjazdowe, ale lepszego sąsiada chyba nie mogli sobie wymarzyć.
Tego dnia postanowił pojeździć na swojej ukochanej deskorolce, którą kupił trzy lata temu. Po dostaniu się do Toronto Maple Leafs przykleił od spodu logo swojej drużyny, bo łatwiej było wyrywać na to laski, kiedy tylko widziały, gdzie gra. A po drugie, był bardzo dumny z siebie, że się tam dostał. Jedno z jego marzeń się spełniło, a teraz czas było wymyślić kolejne, które trzeba będzie zrealizować.
Po dobrym śniadaniu wyszedł z domu, rzucił deskorolkę na ziemię i wskoczył na nią z rozpędu. Chwila moment i już go nie było widać, bo pędził przed siebie, nie zwracając na nic uwagi. To był jego sposób na relaks i idealny czas na przemyślenia. Uważał, że był całkiem dobrze ustawiony. Rodzice dzięki niemu będą mieli wymarzony dom na starość, siostra też dostanie swoje miejsce, jak już znajdzie odpowiednie, a na niego przyjdzie czas później. Nie potrzebował apartamentu z pięcioma sypialniami. Wystarczyło mu wygodne łóżko, kuchnia, w której mógł sobie gotować, i byle jaka łazienka. I właśnie to miał, dzięki czemu resztę pieniędzy mógł oszczędzać na kolejne wydatki. Chociaż on sam dużo nie potrzebował. Auto i motocykl miał, mieszkanie też, więc czego więcej było mu trzeba?
Może mniej idiotów na świecie? Bo chociaż był dobrym chłopakiem, to niektórych ludzi wprost nie znosił. Na przykład takiego Felixa – brata jego kumpla. Metr dziewięćdziesiąt czystej nędzy i rozpaczy. W liceum był często gnębiony przez Huntera i jego bandę, o czym na szczęście nikt z wyższej ligi się nie dowiedział, bo zaraz zostałby wyrzucony. Bo po co komu problemowa gwiazda?
I aż żałował, że o tym chłopaku pomyślał, bo chyba go do siebie przyciągnął. To, co wydarzyło się później, zdarzyło się zdecydowanie zbyt szybko.
Jechał sobie grzecznie chodnikiem, na chwilę tylko obejrzał się za jakąś dupeczką i zaraz poczuł, jak wpada na jakąś wyższą osobę. Siła rozpędu sprawiła, że Hunter wylądował na tej osobie, a jego deskorolka wesoło pojechała dalej, wjeżdżając na jezdnię i łamiąc się pod kołami jakiegoś grata, czego na początku nawet nie zauważył.
Podniósł głowę i zobaczył przed swoją twarzą gębę Carlsona, od którego gwałtownie odskoczył.
– Ja pierdolę… Uważaj, jak leziesz. Nawet w tym wieku masz problem z poruszaniem się jak człowiek? – warknął, podnosząc się i szukając swojej deskorolki. Znalazł ją kilka metrów dalej. – Patrz, co narobiłeś! – krzyknął, wbiegając na jezdnię, kiedy akurat nie było na niej żadnego auta. Zabrał obie części swojego skarbu. A była dla niego taka cenna!
– Wiesz, ile ona kosztowała? Ty pieprzona łamago – mruknął, oglądając szkody. Już teraz widział, że nie da się jej naprawić.

Felix Carlson
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Felix czuł się skołowany. Nadal dziwnie absurdalny i jakby nierzeczywisty wydawał mu się powrót Briana do żywych. Co prawda rozmawiał z nim, widział się już kilka razy, ale nadal część jego umysłu nie potrafił przyjąć do wiadomości, ze chlopak, ktorego przez kilka lat uważał za zmarłego nagle na nowo pojawił się w jego życiu. Nie z taką intensywnością, z jaką miało to miejsce w przeszłości, jednak nadal mógł cieszyć się jego obecnością nawet, jeśli bolała go równie mocno, jak radowała. Czuł, ze to co łączyło ich w przeszłości, przeszłością pozostanie i chociaż starał się uczyć go na nowo niebywale ciężko było wymazać wszystko to, co wiedział na jego temat. Podobnie trudno było również pozbyć się uczuć, jakie niezmiennie do niego zywil, niezależnie od wszystkiego. To na jego widok serce zawsze biło mocniej, to na rozmowę z nim czekał z niecierpliwością. To jego chciał mieć przy sobie, dzieląc się myślami.
Westchnął. Ile jeszcze będzie żył w ślepej miłości do osoby, która nigdy miala nie spojrzeć na niego w taki sam sposób? Przerabiał to już, prawda? Chodził z nim do sklepów wybierając prezenty dla kolejnych dziewczyn. Słuchał wszelkich zwierzeń na ich temat oraz wysłuchiwał, która aktualnie podobała mu się najbardziej. To bolala, a jednak świadomość, ze mimo wszystko moze byc obok osoby, która tak wiele dla niego znaczyła, zrekompensowała mu ból, który go przepełniał za każdym razem, gdy pojawiała się kolejna kobieta.
Zatracony w podobnych myślach nie zwracał szczególnej uwagi na otoczenie, a co za tym szło na samochody oraz mijanych ludzi. Kto wie, może gdyby w odpowiednim momencie się ocknął oszczędziłby sobie nieprzyjemności z udziałem osoby, ktorej naprawde nie chcial wiecej ogladac w swoim życiu. Niestety, człowiek zawsze najmądrzejszy był po szkodzie i zanim Felix zarejestrował cokolwiek poczuł silne uderzenie, które niemal zwaliło go z nóg.
Już zanim dostrzegł twarz usłyszał głos, którego nie dało się pomylić z niczym innym - Hunter bowiem byl najlepszym kolega brata analityka i dość często swego czasu bywał u nich w domu. Dodatkowo Falix nie byl wstanie zapomniec osoby, ktora uprzykrzala mu zycie w szkolnych czasach - gdyby nie Brian pewnie nigdy by się od niego nie odpędził.
Serce zabiło mu niespokojnie na wspomnienia wszystkiego, czego doświadczył od tej osoby i na chwile poczuł, jak się spina. To wcale nie było przyjemne.
-Nie chce byc niegrzeczny, ale to ty jechałeś z prędkością, która zdecydowanie znacznie przekraczala dopuszczalna - powiedzial, bo mimo wszystko nie chciał pozwolić, żeby ktoś wszystko zrzucal na niego. Owszem, trochę zawinił, ale umówmy się - Felix często najpierw mowil, a później zastanawiał się czy powinien. - Jesteś tak samo winny jak ja. Powinieneś jechać znacznie wolniej, a nie teraz się na mnie wyzywac Nie jestesmy juz w szkole - lekko zmarszczył brwi, chociaż serce nadal tłukło mu się w piersi. Nie byl az tak dobry w konfrontacjach zwłaszcza, jeśli druga strona była na niego wściekła. A Hunter z pewnoscia byl - tym bardziej, ze ucierpiała jego deskorolka, która nie nadawała się do niczego.
-Przykro mi chociaż… ostatecznie chyba lepiej, ze deskorolka a nie twój kark, co? - rzucił trochę zakłopotana, wystraszony i ogólnie skołowany. - Słuchaj, możesz mnie za to winić, ale prawda jest taka, ze to byl wypadek. Nie zniszczyłem jej przecież specjalnie - zerknął na niego. Byl troche nizszy od Felixa, ale z pewnością groźniejszy, przynajmniej w oczach mlodego Azjaty.

Hunter Robertson
26 y/o
For good luck!
180 cm
Hokeista (napastnik) Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Hunter zawsze jeździł odpowiedzialnie. Zwłaszcza w swojej okolicy, gdzie w każdej chwili ktoś mógł mu wpaść pod koła. Poza tym jego deskorolka nie miała napędu elektrycznego, więc niby jak miałby konkurować z takimi rowerami? To one były znacznie bardziej niebezpieczne. On zaś, po tylu latach wprawy, radził sobie na desce równie dobrze jak podczas chodzenia czy jazdy na łyżwach. Do tej pory nigdy nie miał żadnych problemów. Ba, nawet nie uszkodził żadnego dzieciaka, który nagle postanowił wyrwać się matce i pobiec za piłką.
A tu musiał wpaść na takiego łamagę, który najwyraźniej myślał, że skoro ma szczudła zamiast nóg i patrzy na wszystkich z góry, to może robić, co mu się podoba. Niedoczekanie. Hunter może i był niższy, ale nie na tyle, żeby nagle zacząć się go bać. Wzrost nadrabiał charakterem, którego Azjata najwyraźniej nigdy nie posiadał. Wystarczyło kilka ostrzejszych słów, a Felix od razu zamykał się w sobie, powstrzymując łzy. Był wręcz idealnym obiektem do dokuczania i drwin, dlatego Hunter i jego banda często się nad nim znęcali. Ale to było ile lat temu? Od tamtej pory Hunter zdążył zapomnieć o istnieniu chłopaka, kontaktując się jedynie z jego bratem. I miał cichą nadzieję, że już nigdy więcej nie zobaczy tej parszywej gęby. A tu proszę. Jakby samo uniwersum uparło się, żeby znowu postawić ich sobie na drodze.
Tylko po co?
Hunter zacisnął szczękę, mierząc Felixa niechętnym spojrzeniem.
— A ty co? Masz prędkościomierz w oczach? — warknął, obrzucając go oburzonym spojrzeniem. Do czego to w ogóle doszło? Nerd, któremu dokuczał jeszcze w czasach szkolnych, teraz miał czelność mówić mu, co zrobił źle. Hunter jechał tak, jak uważał za bezpieczne, i zwracał uwagę na drogę. Odwrócił głowę dosłownie na sekundę i oczywiście właśnie wtedy musiało wydarzyć się nieszczęście w postaci Felixa, który nagle próbował być kozakiem, bo trochę mu się wyrosło. Prawda była taka, że Hunter mógłby powalić go jedną ręką, a ten nawet nie zdążyłby zareagować. Nie zamierzał jednak robić z tego większej afery. Przynajmniej jeszcze nie. — O nie, nie, nie. Ja jechałem spokojnie, bo chyba nie wiesz, jak bardzo trzeba się postarać, żeby osiągnąć jakieś niewiadomo jakie prędkości na deskorolce. To ty, jak sierota, zamiast się rozejrzeć, wlazłeś mi prosto pod koła. A to, że nie jesteśmy już w szkole, nie oznacza, że przestałeś być przegrywem, Carlson — odparł, uśmiechając się złośliwie. Znał jego brata i ten był zupełnie inny. Umiał odnaleźć się w każdej sytuacji, potrafił odpowiedzieć i nie dawał sobie wejść na głowę. Felix natomiast najwyraźniej nadal zamykał się we własnym, wirtualnym świecie. Nic dziwnego, że nawet nie umiał porządnie odpyskować. Wystarczyło trochę mocniej go przycisnąć, a zaraz brakowało mu argumentów.
Hunter prychnął pod nosem. Nie mógł uwierzyć, że po tylu latach znowu musiał się z nim użerać.
— Co ty w ogóle pierdolisz? — mruknął, krzywiąc się. Jego deskorolka była zniszczona, a dla niego nie było chyba nic gorszego niż to. No, może poza złamanym karkiem, choć tym akurat przejąłby się znacznie mniej. Deska miała dla niego wartość sentymentalną. Jeździł na niej od dawna, a do tego własnoręcznie dbał o każdy szczegół. Jeszcze logo jego drużyny zostało uszkodzone, co do tej pory było dla niego jednym z powodów do dumy. — Specjalnie czy nie, jesteś mi winien deskorolkę. I to nie jakąś gównianą dla dzieci — stwierdził najzupełniej poważnie. Nie zamierzał odpuścić. Stać go było na sto takich desek, ale tutaj nie chodziło o pieniądze. Felix nie mógł po prostu narobić szkód i odejść, udając, że nic się nie stało. W szkole łatwo było nim pomiatać i najwyraźniej kilka lat później nic w tej kwestii się nie zmieniło.
Hunter uniósł lekko brew, jakby właśnie czekał, aż Felix spróbuje się z nim wykłócać. Wtedy dopiero zrobiłoby się ciekawie. Bo jeśli Carlson myślał, że po tylu latach Hunter nagle nauczył się odpuszczać, to najwyraźniej przez te wszystkie lata wcale go nie poznał.


Felix Carlson
26 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
190 cm
Analityk kryminalistyczny w Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I want you and your beautiful soul
You're the one I wanna chase
You're the one I wanna hold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Spotkanie Hunterem nie było mu na rękę. W chwili, w której jego wzrok padł na twarz chłopaka, wszelkie mało przyjemne wspomnienia zaczęły nawiedzać jego głowę. To, jak z niego żartował, jak go wyzywał w szkole, będąc po prostu najzwyczajniej w świecie prześladowcą, przed którym swego czasu bronił go Brian. potrafił wyczuć, kiedy nadciągały kłopoty, znajdując się przy Carlsonie zawsze, kiedy faktycznie tego potrzebował. Teraz jednak, po upływie wielu lat, jak również po wszelkich dziwnych zdarzeniach, które miały miejsce, młody analityk musiał sobie radzić sam, nie mając już u boku osoby, która była jego Aniołem Stróżem. Zresztą czy nie na tym poniekąd polegała dorosłość? Że człowiek sam mierzył się z problemami, starając się znaleźć rozwiązanie?
Westchnął. Cóż, jego dorosłość była raczej marnego gatunku i nawet nie miał zamiaru się oszukiwać, iż było inaczej. Miał swój świat i swoje kredki, z którymi było mu dobrze. Fakt, że po raz kolejny w przeciągu tak niewielkiego odstępu czasu musiał sobie radzić z przeszłością trochę wysysał z niego energię. Po raz kolejny tego dnia zapragnął po prostu znaleźć się w domu.
-Słuchaj, może po prostu uznamy, że część winy leży po mojej stronie, a część po twojej. To trochę sprawiedliwe, bo żaden z nas nie patrzył - westchnął, nie chcąc problemów. Był z natury łagodny, może nawet aż za bardzo (przynajmniej tak postrzegali to jego przyjaciele, bo on sam problemu nie widział), dlatego wszelkiego rodzaju ostrzejsze starcia wprawiały go w stan dyskomfortu. O ile świat byłby przyjemniejszy, gdyby ludzie byli dla siebie mili. - Z fizycznego punktu widzenia wcale nie musiałeś sam przyspieszać, zrobił to za ciebie skos - odpowiedział, lekko brwi marszcząc. Aż mu się ciepło zrobiło, kiedy tylko wdali się w dyskusję, której nie chciał. Powinien odejść, tak po prostu, a jednak nadal trwał przy osobie, która swego czasu była dla niego koszmarem na jawie.
-Nie wiem co do mnie masz, Hunter. Nigdy niczego ci nie zrobiłem, a ty zachowujesz się tak, jakbym co najmniej zabił ci jakiegoś członka rodziny albo zrobił inne świństwo. To wina mojego brata, co? Fakt, że on sam nigdy za mną nie przepadał - wyrzucił z siebie, nie potrafiąc jednak powstrzymać szybkiego bicia serca. stresowało go to niemiłosiernie! Przez wiele lat sporo się w nim nagromadziło i chociaż nie miał jeszcze w sobie wystarczającej odwagi, by wyrzygać mu wszystko, co na sercu leżało, tak przynajmniej trochę mógł zakomunikować, że nie jest zadowolony ze stosunku niższego chłopaka do swojej osoby. Bo faktem było, że Carlson nie zrobił niczego, poza tym, że żył, co mogłoby nastawić Huntera tak negatywnie do niego.
-Ja jestem ci winien? Nie stać mnie na takie rzeczy. Poza tym… przecież nie ja ci ją zepsułem - odpowiedział, zerkając na niego. Nie posiadał nadprogramowych funduszy, którymi miałby pokryć spory wydatek, ponieważ owa deska, która teraz roztrzaskana leżała na środku jezdni, zdecydowanie nie wyglądała jak coś co kosztowało dziesiątki dolarów. Obstawiał, że należało dołożyć kolejne zero czy dwa. prawdę powiedziawszy nawet nie wiedział ile takie rzeczy kosztowały. - Hunter, sam powiedziałeś, że nie jesteśmy już w szkole, więc może dasz mi spokój, co? - powiedział i nawet cofnął się o krok. Serio, nigdy nie umiał z nim dilować, a wystarczyło pewnie raz się postawić, żeby odpuścił. Jaka szkoda, że tego akurat nikt Felixa nie nauczył, bo faktycznie opryskliwy był w momentach, kiedy dostawał napadów szału. Tyle przynajmniej wywnioskował z relacji świadków.
-Może da się ją jednak naprawić? Posklejać, czy coś? Można popatrzeć w internecie… - zaproponował, chociaż przecież doskonale wiedział, że to już nie będzie to samo. Rzecz miała się podobnie z wszelkimi stłuczonymi naczyniami - niby człowiek je skleił, ale już nie nadawały się do tego samego.

Hunter Robertson
ODPOWIEDZ

Wróć do „#701”