37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002
Od kilku dni miał współlokatora. Hollis — bo to o niego chodziło — zamieszkał w pokoju gościnnym. Kiedy chłopak do niego przyszedł, mówiąc, że nie ma gdzie się podziać, nie miał innego wyboru. Musiał mu pomóc. Nie miał serca, żeby odesłać go z kwitkiem. Co prawda, sam zerwał kontakt i nie chciał mieć do czynienia ani z samym Hollisem, ani z jego matką, ale jak widać, kiedy przyszło co do czego, to nie potrafił być obojętny. Musiał w tym wszystkim przyznać, że miło było mieć w mieszkaniu jakieś towarzystwo. Od kiedy rozstał się ze swoją poprzednią partnerką, mieszkał sam, a było to już jakiś czas temu. Nawet jeśli był indywidualistą i lubił żyć po swojemu, to czyjeś towarzystwo dobrze mu robiło.
Był ciekaw, jak chłopak będzie odnajdywał się w pracy i czy będzie spełniał jego oczekiwania jako pracownik. Na szczęście okazało się, że ten był pracowity i że wykonywał wszystkie polecenia, które dostawał. Wyglądało na to, że przez całkowity przypadek zyskał świetnego pracownika. Oczywiście nie miał dla niego taryfy ulgowej i traktował go dokładnie tak, jak innych, więc czasami się zdarzało, że Hollis zbierał za coś opieprz. Tiernan miał już to do siebie, że przynajmniej raz dziennie musiał komuś na coś zwrócić uwagę albo podnieść głos. Ot, po to, żeby każdy wiedział, kto rządzi w atelier.
Przez to, że dopinali na ostatni guzik wszystkie sprawy związane z pokazem nowej kolekcji, siedział w atelier do późna. Niby wszystkie projekty już miał gotowe, ale miał jeszcze kilka innych spraw, którymi musiał się zająć sam. Dzisiaj był wyjątkowo zalatany, więc nawet nie miał czasu na to, żeby wyskoczyć na lunch. Od rana przy życiu trzymała go tylko kawa. Gdy jeszcze Hollis był w pracy, złapał go na korytarzu i powiedział, żeby kupił coś na wynos, co będzie mógł sobie wieczorem odgrzać. Dał mu na to pieniądze i wrócił do swoich spraw.
W końcu udało mu się uporać ze wszystkim, co miał na dzisiaj zaplanowane. Było już późno, więc nie marzył o niczym innym, jak o tym, żeby być już w domu. Przeszedł na parking, gdzie wsiadł do swojego samochodu i ruszył w kierunku mieszkania. O tej porze było już po godzinach szczytu, więc dojechanie na miejsce nie zajęło mu aż tyle czasu. Miał tylko nadzieję, że chłopak nie zapomniał o tym, że miał kupić coś do jedzenia i że czekała na niego jakaś kolacja.
Gdy dojechał na parking, zaparkował na swoim miejscu, po czym wysiadł z samochodu i skierował się do wejścia do budynku. Otworzył drzwi kodem i skierował się na odpowiednie piętro. Jak już znalazł się pod mieszkaniem, otworzył zamek kluczem i wszedł do środka. Momentalnie uderzył w niego przyjemny zapach jedzenia, którego jednak nie był w stanie bliżej zidentyfikować i połączyć z jakimś konkretnym lokalem.
— Co tak ładnie pachnie? — powiedział na dzień dobry. Ściągnął z siebie buty oraz płaszcz, który odwiesił na wieszak. Skierował się do kuchni, skąd wydobywały się przyjemne zapachy. Po drodze rozpiął górne guziki koszuli i podciągnął rękawy. Zaraz znalazł się w kuchni, gdzie nie umknęło jego uwadze to, że najwyraźniej ktoś coś w niej gotował. — Sam coś przygotowałeś? — zapytał, unosząc wyżej brew. Co prawda, mówił mu, że będą się dzielić gotowaniem i sprzątaniem, ale jakoś do tej pory się nie złożyło, żeby któryś z nich miał okazję do tego, żeby spędzić nieco więcej czasu w kuchni. Poza tym Tiernan bardzo często jadł coś na mieście i kuchnia potrafiła stać nieużywana przez wiele dni.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002.
Wciąż przyzwyczajał się do swojej nowej sytuacji życiowej. Wszystko wydarzyło się naprawdę szybko i jeszcze tak do końca nie przywykł do tego, że jego życie poniekąd wywróciło się o sto osiemdziesiąt stopni. Spakował swoje rzeczy, uciekł z domu i jeszcze tego samego dnia miał pracę w atelier Tiernana oraz nowy dach nad głową. Minęło od tamtej pory kilka dni i powoli aklimatyzował się w nowym mieszkaniu oraz miejscu pracy.
Tak jak obiecał Harcourtowi, przykładał się do swojej pracy. Oczywiście, od czasu do czasu popełniał jakieś niewielkie błędy, ale to chyba było zrozumiałe, skoro wciąż był na etapie wdrożenia i tak naprawdę dopiero wszystkiego się uczył. Tiernan jednak musiał się z nim chyba zgodzić, że jak na amatora, dla którego to była pierwsza praca w życiu, Hollis radził sobie naprawdę dobrze. Czasami zdarzało się, że zbierał od niego opieprz, bo coś zrobił nie tak, czy czegoś nie dopilnował, ale ogólnie nie były to sytuacje, które miały jakiś większy wpływ na flow pracy w atelier. W dodatku Bellamy był świetny w uczeniu się na swoich własnych błędach – jeśli coś zrobił nie tak, potem bardzo pilnował, żeby ponownie tego nie powtórzyć i szło mu to naprawdę nieźle.
W związku z tym, że w Atelier Intime był teraz gorący okres, oboje mieli ręce pełne roboty, chociaż Tiernan zdecydowanie był znacznie bardziej zapracowany. Praktycznie codziennie siedział w atelier od rana do nocy. Wychodził dość wcześnie i wracał bardzo późno. Nie dziwiło go to, bo zbliżał się pokaz nowej kolekcji i mężczyzna musiał dopilnować, aby wszystko było dopięte na ostatni guzik. Przez te kilka dni pracy z nim oraz wspólnego mieszkania był w stanie przekonać się o tym, że był z niego pracoholik i perfekcjonista. Mężczyzna nie akceptował bylejakości. Dzisiejszego dnia również uwijali się jak mrówki, bo było naprawdę dużo do roboty. Data pokazu zbliżała się nieubłaganie i miał wrażenie, że z dnia na dzień było tylko coraz więcej pracy. Nie był zaskoczony, kiedy w ciągu dnia Tiernan go zaczepił i dał mu znać, że na pewno późno wróci, więc poprosił, aby Hollis zamówił coś na wynos i dał mu pieniądze. Oczywiście, zgodził się. W końcu sam skończył pracę na dzisiaj i przyszła pora, żeby wracać do domu.
Niekoniecznie posłuchał mężczyzny w kwestii kupowania czy zamawiania czegoś na wynos, tylko wpadł na lepszy pomysł. Skoro Tiernan dał mu pieniądze, postanowił w drodze powrotnej zahaczyć o supermarket i zrobić zakupy, a potem samemu ugotować coś do jedzenia. Uważał, że mężczyzna zasługiwał na domowy posiłek, a nie śmieciowe żarcie, zwłaszcza, że ostatnimi czasy urabiał się w pracy po same łokcie. Na szczęście, w miarę radził sobie w kuchni, bo od dawna sam musiał dbać o swoje posiłki, jeśli chciał mieć co jeść. Postanowił zrobić coś mało wymagającego i szybkiego – makaron z mięsem mielonym, warzywami i sosem na bazie pomidorów. Był to raczej bezpieczny wybór, mniej więcej też orientował się w tym co Tiernan lubił jeść, a czego nie i wydawało mu się, że powinno mu smakować.
Z zakupami zeszło mu dłużej niż zakładał, dlatego po powrocie do domu praktycznie od razu wskoczył pod prysznic, przebrał się w wygodniejsze ubrania, a potem udał się do kuchni, gdzie wziął się za przygotowywanie jedzenia. Gdy uporał się z sosem, wstawił wodę na makaron, licząc na to, że jakimś cudem zbiegnie się to wszystko w czasie z powrotem Tiernana do domu. Chciał, żeby mężczyzna zjadł kolację kiedy wszystko było jeszcze świeże, a nie odgrzewane.
Akurat odcedzał makaron w durszlaku, kiedy usłyszał dźwięk otwieranego zamka. Uśmiechnął się pod nosem, bo nie można było zaprzeczyć, że idealnie się wszystko zgrało. Lepiej nie mógł sobie tego rozplanować. Musiał mieć niezłe wyczucie. Po odcedzeniu makaronu, wytarł dłonie w ściereczkę, po czym odwrócił się w stronę Harcourta, który zawitał w kuchni.
— Zapewne sos do makaronu — odpowiedział, uśmiechając się niepewnie. Na jego kolejne pytanie pokiwał delikatnie głową. — Tak. Skoro dałeś mi pieniądze i miałem być wcześniej w domu, to doszedłem do wniosku, że równie dobrze zamiast brać jedzenie na wynos, to mogę sam coś ugotować — powiedział. — Akurat skończył się gotować makaron, więc zaraz nałożę i możemy siadać do jedzenia. Kupiłem też czerwone wino, jeśli miałbyś ochotę się napić. Wydaje mi się, że będzie pasować do tego sosu… — przygryzł nerwowo swoją dolną wargę. Miał nadzieję, że mężczyzna nie będzie miał mu za złe, że tak porządził się jego pieniędzmi, bo miał je przecież wydać na coś innego.
Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Na pewno nie spodziewał się tego, że Hollis będzie chciał sam przygotować coś do jedzenia. Założył sobie, że skoro dostanie możliwość, żeby coś kupić na wynos, to z niej skorzysta, bo kto lubił stać po pracy nad garami. Tiernan niekoniecznie, więc żywił się przede wszystkim na mieście. Nie można się mu było jednak dziwić, skoro więcej czasu spędzał w atelier niż w domu. Tym razem jednak wyglądało na to, że będzie miał okazję zjeść porządny domowy posiłek.
— Sos do makaronu? — powtórzył po nim, unosząc brew. Jasne, widział, że zlew był pełen, chłopak odcedzał makaron, a na patelni był sos, ale po prostu się tego nie spodziewał, stąd jego zdziwienie. Wysłuchał tego, co chłopak miał mu to powiedzenia, by na sam koniec skinąć głową z krótkim pomrukiem, który miał znaczyć tylko tyle, że przyjął to wszystko do wiadomości. — Brzmi nieźle. Chętnie zjem w końcu coś domowego — odparł. — A wina też z chęcią się napiję. Po twoim wyjściu mieliśmy małe zamieszanie w szwalni, bo jedna z maszyn przestała współpracować, ale na szczęście udało się umówić na jutro serwis — westchnął bezgłośnie. — Że też wszystko musi się psuć przy tej kolekcji. Mam wrażenie, że wisi nad nią jakieś fatum i że coś jeszcze pójdzie nie tak — skrzywił się delikatnie. Najpierw nie był w stanie znaleźć przez długi czas odpowiednich materiałów, teraz to... Pierwszy raz w życiu miał takie poczucie, że chciałby, żeby już było po wszystkim i żeby kolekcja trafiła na sklepowe wieszaki.
Wszedł w głąb kuchni, a gdy mijał Hollisa ułożył delikatnie dłoń na jego talii, żeby go nieco przesunąć. Zrobił to całkiem odruchowo, w ogóle się nad tym nie zastanawiając. Sięgnął do szafki, z której wyjął dwa kieliszki, by odstawić je na blacie. Zaraz otworzył butelkę wina stojącą obok i nalał alkoholu do obu kieliszków. Od razu upił spory łyk z tego swojego. Wino rzeczywiście było smaczne, choć wiedział, że nie było z najwyższej półki. Był ciekaw, czy chłopak tak strzelał, bo etykieta mu się podobała, czy kierował się czymś innym.
Wziął oba kieliszki w dłonie i skierował się do stołu w części jadalnianej. Odstawił je po obu stronach, po czym sam usiadł na krześle i wbił spojrzenie w Hollisa, który krzątał się jeszcze po kuchni. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie tęsknił za jego obecnością w swoim życiu. Tęsknił, tylko nie potrafił tego sam przed sobą przyznać.
— Z tego, co zdążyłem się zorientować, to masz ze sobą naprawdę mało rzeczy. Pewnie zapakowałeś do torby tylko to, co miałeś pod ręką, mam rację? — zapytał, obserwując go. — Chyba powinniśmy wybrać się na jakieś zakupy. Nie możesz chodzić w kółko w tym samym, kiedy pracujesz w takim atelier. Poza tym przydadzą ci się bardziej wyjściowe ciuchy, zwłaszcza jak będziesz asystował na pokazie — dodał. — Możemy wybrać się w sobotę do galerii handlowej i kupić ci trochę rzeczy. Potraktuj to jako dofinansowanie w ramach pracy — podsumował. Akurat za to nie miał zamiaru mu potrącać z pensji, bo jak tak dalej pójdzie, to okaże się, że Hollis będzie pracował za darmo, a nie o to w tym wszystkich chodziło. Miał przecież odbić się od dna, a potem się wynieść. Po cichu jednak liczył, że trochę czasu minie, zanim tamten rzeczywiście się od niego wyprowadzi, bo podobało mu się to, że już nie wracał do pustego domu. Miło było mieć jakieś towarzystwo, nie wspominając o tym, że po takim czasie chciał się nim nacieszyć. Trochę zaczynał żałować, że zrywając kontakt z jego matką, zerwał go również z nim, ale z drugiej strony naprawdę nie chciał mieć nic wspólnego kobietą, a to jednak był jej syn.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwał głową w odpowiedzi i uśmiechnął się. Widział zaskoczenie na jego twarzy, ale skoro mężczyzna nie sprawiał wrażenie złego, chyba nie musiał się martwić tym, że taki obrót spraw mu nie pasował. Poniekąd liczył właśnie na to, że Tiernan chętnie zje domowy posiłek przygotowany przez niego, niż coś kupione na wynos w knajpie. Zdążył się przekonać, te mężczyzna głównie żywił się jedzeniem, które mógł gdzieś kupić albo zamówić w biegu, a odkąd zamieszkał z Harcourtem to nie przypominał sobie, żeby kuchnia chociaż z raz była porządnie używana. Jak widać, dzisiejszego wieczora postanowił to zmienić.
— W takim razie cieszę się, że mogę ci w ten sposób dogodzić. Nie możesz tylko ciągle czegoś zamawiać z dowozem albo kupować na wynos — stwierdził i westchnął cicho. Z drugiej strony, musiał przyznać, że ja na tak wątpliwą dietę, mężczyzna mimo wszystko był w stanie dbać o swoją sylwetkę i dobrze wyglądać. Oczywiście, że nie umknęło jego uwadze to, jak dobrze zbudowany był Tiernan. Wiedział, że mężczyzna musiał ćwiczyć, bo nie dało się w inny sposób osiągnąć takich efektów i wyglądać tak, jak wyglądał Harcourt. — Mam wrażenie, że przez te poślizgi, które co chwilę mają miejsce, wszyscy w atelier nie mogą się już doczekać, aż będzie po pokazie i kolekcja trafi do sklepów. Włącznie z tobą, co? — zapytał i uśmiechnął się do mężczyzny delikatnie.
Nie zdążył się odsunąć, kiedy Tiernan przechodził obok niego, ale najwyraźniej mężczyzna postanowił wziąć sprawy w swoje ręce – dosłownie. Poczuł dziwnie przyjemne motylki w brzuchu, gdy dłoń Harcourta spoczęła na jego talii i Tiernan sam go tak przesunął. Oczywiście, nie protestował i zrobił mu miejsce. Nie wiedział co miał myśleć o tym, że zareagował na ten gest właśnie w taki sposób. Nie powinien, bo przecież ze strony mężczyzny nie było w tym kompletnie żadnego podtekstu, Harcourt po prostu chciał, żeby się przesunął, to wszystko. Starał się nie dać po sobie poznać tego, że zrobiło to na nim jakieś wrażenie, skupiając się na tym, co akurat robił.
Wyjął z szafki dwa głębokie talerze, które odstawił na blat. Z szuflady wygrzebał szczypce, a potem przełożył z durszlaka makaron do naczyń, mężczyźnie nakładając więcej niż sobie samemu. Chochlą nabrał sosu z patelni i oblał nim makaron na obu talerzach. Na koniec wyjął jeszcze z lodówki opakowanie ze startym parmezanem, którym posypal po wierzchu obie porcje.
— Tak — odpowiedział, zgarniając z blatu oba talerze oraz sztućce i przechodząc z nimi do stołu, przy którym siedział Harcourt. — Wziąłem tyle, ile mi się zmieściło. Poza tym, to nie tak, że w ogóle miałem jakoś dużo ciuchów… Raczej nie było mnie stać na to, żeby kupować sobie nowe rzeczy — westchnął. Odstawił jeden talerz przed Tiernanem, podając mężczyźnie widelec, a sam usiadł naprzeciwko niego. — Smacznego, mam nadzieję, że będzie ci smakować — wtrącił i uśmiechnął się do niego. — A co do zakupów, to byłoby naprawdę miło. Większość moich ubrań i tak pochodzi z lumpeksów albo jest bardzo stara — powiedział i zaczął nawijać na widelec makaron. Zanim jednak zjadł, sięgnął najpierw po wino i upił niewielki łyk. Dopiero potem wsunął sobie jedzenie do ust. — Dziękuję — odpowiedział. Domyślał się, że komuś kto pracował w atelier, w dodatku tak znanym, nie wypadało chodzić w byle jakich szmatach i wyglądało na to, że Tiernan miał zamiar o to zadbać. To, jak prezentowali się pracownicy też odgrywało rolę w tym, jak firma była postrzegana przez osoby z zewnątrz i klientów.
— Mam nadzieję, że wino ci smakuje — odparł. — Nie znam się na takich rzeczach, więc wziąłem pierwsze lepsze, które wpadło mi w oko — przyznał. Założył nogę na nogę, nieświadomie zahaczając przy tym stopą o piszczel mężczyzny. Odchrząknął cicho, starając się to po prostu zignorować i skupił się na swoim talerzu, nawijając kolejną porcję makaronu na widelec.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie powiem, rzeczywiście jest to strasznie upierdliwe, kiedy ciągle tylko jesz na mieście — odparł i skinął lekko głową. Co prawda, mógł sobie przebierać w lokalach i zamawiać codziennie coś zupełnie innego, ale wiadomo, że takie domowe jedzenie też było dobre. Poza tym miło było wrócić do domu, w którym tak pachniało jedzeniem. Sam nie pamiętał, kiedy tak było, skoro nie miał czasu, żeby gotować. Jeśli danie okaże się smaczne, to nie miałby nic przeciwko temu, żeby Hollis częściej coś dla niego gotował.
— Tak, dobrze zauważyłeś — westchnął krótko. — Mam wrażenie, że nad tą konkretną kolekcją ciąży jakieś fatum. Od samego początku coś było nie tak, więc nie mogę się doczekać, aż będzie po wszystkim i bielizna trafi do sklepu — dodał. Jeszcze nigdy nie było takiego zamieszania wokół jednej kolekcji i skłamałbym, gdyby powiedział, że go to nie martwiło. Miał tylko nadzieję, że podczas samego pokazu nic złego się nie stanie, bo chybaby sobie strzelił w łeb, gdyby coś poszło nie po jego myśli. Był perfekcjonistą i jak coś szło nie tak, to zaraz dostawał na głowę.
— To zrozumiałe. Skoro twoja mama miała tyle długów i wam się nie przelewało, to nie oskarżyłbym jej o to, że dawała ci kasę na ubrania — powiedział. Raczej na nic mu nie dawała, biorąc pod uwagę to, co Hollis mu opowiadał. Szkoda mu go było, bo chłopak niczym sobie nie zasłużył na to, żeby skończyć w takim położeniu. Lubił go i to się nie zmieniło przez ten czas, kiedy nie mieli ze sobą kontaktu. Przez te kilka dni zdążył sobie uświadomić to, że brakowało mu go w swoim życiu. Po cichu liczył na to, że znów staną się sobie bliscy. Teraz nie musiał się już obawiać o to, że jego matka będzie coś kombinowała, niezależnie od tego, jak źle by to nie brzmiało.
— Smacznego — odparł i nabrał nieco makaronu na widelec. Zaraz go zjadł, a na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Skinął z uznaniem głową, co miało znaczyć tylko tyle, że mu smakowało. Nie nawykł jednak do tego, żeby chwalić innych, więc Hollis musiał się zadowolić tylko tym. — W takim razie w sobotę wybierzemy się na zakupy. Kupimy ci trochę rzeczy. Jeśli potrzebujesz jeszcze czegoś oprócz ubrań, to również mogę ci to kupić — powiedział. — Nie ma za co. Przecież robię to przede wszystkim po to, żebyś dobrze prezentował się firmie — wzruszył lekko ramionami. Nie powie mu wprost, że chciał kupić mu trochę prezentów, bo miał poczucie winy, że zostawił go całkiem samego z matką i jej kochankiem. Im dłużej o tym myślał, tym bardziej żałował, że tak się od niego odciął. Może gdyby jednak nie zniknął z jego życia, to wszystko potoczyłoby się inaczej? Nie chciał tego za bardzo rozważać.
— Jest w porządku — odparł i jakby na potwierdzenie swoich słów sięgnął po kieliszek, z którego upił łyk wina. — Jak na ten budżet to jest całkiem niezłe — dodał i uśmiechnął się do niego delikatnie. Sam bardzo dobrze znał się na winach i innych drogich alkoholach, więc jak mówił, że takie tanie wino było dobre, to rzeczywiście coś w tym było.
Nie spodziewał się tego, że poczuje jego stopę na swojej nodze, więc przeszedł go przy tym nagły dreszcz. Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że było w tym coś przyjemnego. Przez dłuższą chwilę skupiał się na jedzeniu, ale w końcu zrobił sobie przerwę i wbił spojrzenie w Hollisa.
— Wyrosłeś przez te kilka lat — powiedział. — Nie sądziłem, że tak szybko zrobi się z ciebie taki przystojny chłopak — dodał. Wiedział, co mówił, bo sam był biseksualny i potrafił docenić przystojnych mężczyzn. Na domiar tego wszystkiego Hollis był w jego typie. — Musisz mieć powodzenie u dziewczyn — dodał i uśmiechnął się do niego zaczepnie.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwał głową na jego słowa. Zastanawiał się czy przy każdej kolekcji sytuacja wygląda w taki sposób, czy to kwestia tej jednej konkretnej, ale wyglądało na to, że to była raczej dość wyjątkowa sytuacja i nie miała miejsca przy każdej nowej kolekcji, którą wydawało atelier Tiernana. Na szczęście, byli już praktycznie na ostatniej prostej, więc miał nadzieję, że po drodze nie pojawią się już żadne niechciane niespodzianki i ostatecznie wszystko pójdzie pomyślnie.
— Nawet nie miałaby z czego dawać. Ledwo wiązaliśmy koniec z końcem. Czasami przez kilka dni lodówka świeciła pustkami i nie mieliśmy co jeść. Alkohol jednak zawsze był w domu — skrzywił się. To była kolejna z rzeczy, która w tej całej sytuacji naprawdę go bolała i sprawiała mu sporą przykrość. Jego matka nie była w stanie zadbać o to, aby miał cokolwiek do jedzenia, ale nie miała problemu z tym, żeby zapewnić sobie dostępu do mocnego alkoholu, którym codziennie wraz ze swoim partnerem się upijała. Został zepchnięty na dalszy plan i doskonale zdawał sobie z tego sprawę, chociaż do samego końca starał się uparcie to wypierać.
Obserwował Tiernana, gdy mężczyzna próbował makaronu. Liczył na to, że rzeczywiście mu posmakuje, bo na pewno zapadłby się ze wstydu pod ziemię, gdyby okazało się, że mężczyźnie nie przypadł do gutu i ostatecznie skończy się na tym, że będą i tak musieli coś zamówić. Jemu jednak smakowało i sam raczej by się do niczego nie przyczepił, więc chciał być dobrej myśli. Reakcja Harcourta nie okazała się jakaś bardzo wylewna, ale sądząc po tym, że nie miał nic złego do powiedzenia i kontynuował jedzenie, to chyba sobie dobrze poradził i mężczyźnie posmakowało jego gotowanie.
— Dziękuję. Zastanowię się do weekendu czy jest jeszcze coś czego bym potrzebował i najwyżej zrobię listę — stwierdził i uśmiechnął się do niego delikatnie. Był pewien, że coś się znajdzie, bo po tym jak wypakował wszystkie rzeczy, które zabrał ze sobą z domu to uświadomił sobie, że rzeczywiście nie było tego zbyt wiele. — Tak, wiadomo. Nie mogę źle wyglądać, skoro swoją osobą reprezentuję twoje atelier — zgodził się z nim, kiwając głową. Nie chciał przecież przynieść mężczyźnie wstydu.
— To dobrze — odetchnął cicho. — Cieszę się, że mój strzał nie okazał się najgorszy — odparł. Sam również sięgnął po swój kieliszek i upił z niego łyk wina. Jemu smakowało, ale nie był wybredny. Poza tym, raczej nie miał okazji do pijania lepszych alkoholi z wyższej półki.
— Nie zaprzeczę. Ostatni raz kiedy się widzieliśmy na pewno byłem znacznie niższy. Potem trochę bardziej wystrzeliłem — stwierdził. Nie można jednak było o nim powiedzieć, żeby był jakiś super wysoki. Na pewno był niższy od Tiernana, a raczej już wyższy nie urośnie. Na kolejne słowa mężczyzny po prostu przewrócił oczami, zaraz jednak się uśmiechając, bo mimo wszystko ten komplement przypadł mu do gustu. — Nie wiem. Może — stwierdził. — Szczerze powiedziawszy, niekoniecznie zwracam na to uwagę. I w sumie, to nawet nie obchodzi mnie to czy dziewczyny się mną interesują, bo jestem gejem — powiedział wprost i wzruszył ramionami. Nie miał pojęcia, czy Tiernan kiedykolwiek coś w tej sprawie podejrzewał, ale nie widział żadnego powodu, żeby to przed mężczyzną ukrywać, bo i po co.
— Zważając na to, że mieszkasz sam i cały swój czas spędzasz w pracy, to obstawiam, że w sprawach sercowych raczej nie dzieje się u ciebie za wiele? — zapytał. — Chociaż… Nie trzeba od razu mieszkać z kimś, z kim się umawia — dodał już ciszej, bardziej sam do siebie. Harcourt jednak nie sprawiał wrażenia, jakby z kimś się spotykał albo był w związku, a przynajmniej taki wniosek sobie wyciągnął po tym jak ponownie zaczął przebywać w jego towarzystwie.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Przykro mi, że to wszystko skończyło się w taki sposób — powiedział. — To naprawdę nieodpowiedzialne z jej strony, że nie potrafiła o ciebie odpowiednio zadbać — skrzywił się. Jak dla niego to było po prostu pojebane. Jakby sam miał dziecko, to stawiałby je na pierwszy miejscu. Byłoby dla niego najważniejsze. No i po części tak było, kiedy jeszcze był z matką chłopaka, bo pod koniec zaczął traktować Hollisa jak swoje dziecko. Szkoda tylko, że kobieta postanowiła go zdradzić i to z taką szują. Gdyby nie to, to pewnie już dawno byliby po ślubie i wiedli szczęśliwe życie, a chłopakowi niczego by nie brakowało. Niestety, ale życie miało inne plany i trzeba było trochę pozmieniać priorytety. Skupić się przede wszystkim na sobie i na atelier.
— W porządku — skinął lekko głową i zjadł kolejny kęs makaronu. — Mhm, dokładnie. Jak pewnie zauważyłeś, przykładam sporą wagę do tego, jak prezentują się moi pracownicy. Ekspedientki też mają wymagający dress code. Nie toleruję niechlujstwa w ubraniach. Jeśli klient wchodzi do atelier, to ma wiedzieć, że osoby, które w nim pracują, mają szacunek do ubrań i wiedzą, jakie panują trendy — dodał gwoli wyjaśnienia. Jakby nie było, to pracownicy byli wizytówką jego firmy. Jakby to wyglądało, gdyby klient albo klientka byli obsługiwani przez kogoś w dresie, albo w wymiętej koszuli. To było ekskluzywne miejsce, a co za tym idzie, musiało mieć swój poziom.
— Mimo wszystko następnym razem ja pozwolę sobie coś wybrać — puścił mu oczko. Skoro znał się na drogich alkoholach, to można się było spodziewać tego, że wino będzie idealnie pasowało do tego, co będzie podane. Nigdy nie oszczędzał na alkoholu, ale mógł sobie na to pozwolić, skoro był bogaty. No i to nie tak, że pijał codziennie, bo starał się tego nie robić. Zdawał sobie sprawę z tego, że picie dzień w dzień to już zakrawało na uzależnienie.
— To zdecydowanie — skinął lekko głową. — Zmężniałeś, nie mogę powiedzieć, że nie — dodał. Nic jednak dziwnego, bo Hollis był już dorosły i to była najwyższa pora, żeby tak też wyglądał. Nie mógł zaprzeczyć temu, że ten się wyrobił i że zrobił się z niego naprawdę atrakcyjny młody mężczyzna. Może nawet by się nim zainteresował, gdyby nie relacja, która ich kiedyś łączyła. Nie sądził, że Hollis zrzuci na niego taką bombę, więc gdy oznajmił, że był gejem, to zastygł w pół drogi widelca do ust. Zaraz jednak zjadł to, co miał nabrane i odłożył sztuciec. — Nie spodziewałem się tego — stwierdził i sięgnął po kieliszek, żeby upić z niego łyk wina. — Nie to, że osądzam książkę po okładce albo coś w tym stylu, ale po prostu nigdy bym o tym nie pomyślał. Zresztą... — przerwał na moment. — Dla mnie jesteś nadal dzieckiem, więc nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby zastanawiać się nad twoją orientacją — dodał. — Ale dobrze wiedzieć. Będę miał to na uwadze — podsumował i uśmiechnął się do niego zaczepnie. Cholera wie, co takiego miał na myśli. Mogło to znaczyć tylko tyle, że będzie pilnował, żeby żaden dupek go nie poderwał, a mogło znaczyć tyle, że sam miał zamiar się za niego zabrać. Skłamałby, gdyby powiedział, że to drugie nie przeszło mu teraz przez myśl, ale dość szybko się za to skarcił. Nie powinien postrzegać go w takich kategoriach.
— Nie, nie dzieje się za wiele — przyznał zgodnie z prawdą. — Nie za bardzo mam czas na randkowanie i romanse — dodał. — Zdarza mi się tylko czasami korzystać z jakichś aplikacji randkowych, ale zwykle kończy się na jednym albo dwóch razach w łóżku. Nie szukam stabilizacji — wzruszył lekko ramionami. Nie chciał wprost mówić, że po tym, jak jego matka go zdradziła, to miał ogromny problem, żeby komukolwiek zaufać.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W odpowiedzi na jego słowa wzruszył ramionami. Owszem, było to nieodpowiedzialne, ale to nie tak, że miał wpływ na swoją matkę. Kobieta sprawiała wrażenie, jakby wiedziała wszystko lepiej. Nawet jeśli próbował jej przemówić do rozsądku, to nic to nie dawało, bo ta była zapatrzona w tego swojego faceta i nic do niej nie docierało. Ostatecznie skończyło się tak, że kobieta nie żyje, a on został z jej długami, pod jednym dachem z tym przemocowcem. Na szczęście, pod wpływem emocji zdecydował się stamtąd uciec i Tiernan zgodził się mu pomóc, bo inaczej nie miał pojęcia jakby to się dla niego skończyło.
— Nie umknęło to mojej uwadze — przyznał i kiwnął lekko głową. Rzeczywiście, nie dało się nie zauważyć, że w atelier Harcourta pracownicy byli ubrani bardzo schludnie i elegancko. Na pewno świetnie się prezentowali i przyjemnie się na nich patrzyło. Od razu człowiek miał wrażenie, że miał do czynienia z kimś kto znał się na modzie. Sam również nie chciał odstawać, więc takie zakupy jakie mężczyzna mu zaproponował jak najbardziej mu się przydadzą. Zdecydowanie potrzebował nowych ubrań, bo nie dość, że za wiele nie miał, to w dodatku niewiele z nich nadawało się do tego, aby zakładać je do pracy w takim miejscu w jakim pracował.
— Dobrze. Na pewno pójdzie ci to lepiej ode mnie — stwierdził rozbawiony. Nie znał się na alkoholach i tak na dobrą sprawę, nie pił jakoś dużo i często. Zdarzało się to bardzo sporadycznie, na przykład tak jak teraz do jedzenia albo czasami jak spotykał się ze znajomymi. Wychodził z założenia, że Tiernan miał o takich trunkach o wiele większe pojęcie. Nie wspominając o tym, że z reguły jak Hollis coś pił, to raczej pochodziło to w niższej i tańszej półki, bo na nic innego nie było go stać.
— Można tak powiedzieć — odparł i uśmiechnął się delikatnie. Nic dziwnego, skoro od ostatniego razu kiedy się widzieli minęło kilka lat. Teraz tak naprawdę był już dorosłym mężczyzną. Ukończył naukę w liceum oraz skończył osiemnaście lat, więc w świetle prawa był dorosłym. Reakcja mężczyzny na wieść o tym, że był gejem, niekoniecznie go zaskoczyła. Musiało to jednak oznaczać tyle, że Tiernan nawet przez moment nie podejrzewał tego, że coś mogło być pod tym względem na rzeczy. — No tak. Brzmi to sensownie — stwierdził i pokiwał głową. W końcu kiedy Harcourt zostawił jego matkę, Hollis był jeszcze podlotkiem. Nie było też żadnych powodów do tego, żeby rozwodzić się nad jego orientacją i preferencjami, bo tak właściwie na tamtym etapie swojego życia prawdopodobnie nawet sam nie zdawał sobie sprawy z tego, że rzeczywiście był homoseksualny. Kolejne słowa mężczyzny sprawiły, że zmarszczył czoło. — Co masz przez to na myśli…? — zapytał, bo nie do końca zrozumiał o co mu chodziło. Z jakiego powodu Tiernan miałby mieć na uwadze fakt, że był gejem? Do czego niby miałoby mu się to przydać?
— Tak myślałem — stwierdził. — Rozumiem. Nie ma co na siłę szukać miłości i związku, zwłaszcza kiedy człowiek nie czuje potrzeby, żeby w jakimkolwiek być — przyznał. Sam jeszcze nigdy nie był w poważnym związku. Tak na dobrą sprawę, to chyba z nikim nawet na poważnie nie randkował. Jakoś tak… Były inne rzeczy, które zaprzątały mu głowę i to nie było coś, o czym w ogóle myślał.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie będę się chwalił, ale jeśli chodzi o wino i whisky, to mam naprawdę dużą wiedzę. Swego czasu bardzo się tym interesowałem. Zastanawiałem się nawet czy dla przyjemności i własnej satysfakcji nie zrobić jakiegoś kursu na sommeliera, ale doszedłem do wniosku, że taki papierek nie jest mi potrzebny, bo i tak mam dużo profesjonalnej wiedzy. Wiesz, kupiłem trochę webinarów i tak dalej — wzruszył lekko ramionami. — Nie znaczy to jednak, że dużo piję. O to nie musisz się akurat martwić — dodał jeszcze, bo nie chciał, żeby Hollis sobie pomyślał, że trafił z deszczu pod rynnę. Co prawda, pił często, bo potrafił wypić sobie co wieczór lampkę wina, ale tylko dla smaku i dla przyjemności, a nie po to, żeby się nawalić. Żeby go zobaczyć pijanego, to musi być wielkie święto. Nie lubił tracić nad sobą kontroli, a po alkoholu dokładnie to się działo.
— Swego czasu ciężko mi było sobie wyobrazić, jak będziesz wyglądał, kiedy będziesz dorosły, bo to wydawało mi się strasznie odległe. Muszę przyznać, że nie spodziewałem się, że wyrośnie z ciebie aż tak atrakcyjny młody mężczyzna — zaśmiał się. W jego oczach chłopak nadal był jednak tym samym nastolatkiem, którym był, kiedy zostawiał jego matkę. Jakoś tak... nie potrafił spojrzeć na niego jakoś inaczej. Ale nie można się było co temu dziwić, skoro nigdy nie postrzegał go inaczej niż jako dziecko swojej partnerki. — Może nawet miałem w sobie taką myśl, że nie zaczniesz nigdy randkować? Byłeś na to trochę za młody, kiedy jeszcze byłem z twoją matką i jakoś nie mogłem sobie wyobrazić tego, że w końcu dorośniesz na tyle, że będziesz miał dziewczynę — zaczął. — No, jak się okazało, chłopaka — dodał i uśmiechnął się do niego delikatnie. Oczywiście nie miał nic przeciwko temu, że Hollis był gejem, bo sam był biseksualny. Nie miał jednak zamiaru mu tego mówić, bo na razie wolał zachować to dla siebie. Zakładał, że Bellamy był przekonany, że był hetero, skoro spotykał się z jego matką. — Choćby to, że będę miał oczy dookoła głowy i będę pilnował, żeby żaden frajer nie próbował cię poderwać — zażartował i się zaśmiał. — Poza tym wolę wiedzieć, czego mogę się spodziewać po drugiej osobie, więc dobrze, że tego przede mną nie ukrywasz — dodał. — Swoją drogą... — urwał na moment, żeby sięgnąć po kieliszek, z którego napił się nieco wina, jakby chciał go przetrzymać w tym oczekiwaniu. — Dlaczego założyłeś, że nie jestem homofobem? Przecież równie dobrze mogło się okazać, że nie toleruję takich osób. Ryzykowałeś tym, że mogłeś jednak wylądować na ulicy. Musisz trochę bardziej uważać na to, czym i z kim się dzielisz. Wiem, że chciałeś być w ten sposób wobec mnie uczciwy, ale na przyszłość musisz trochę bardziej uważać — dodał poważniej. Naprawdę uważał, że pewne rzeczy trzeba było zachować dla siebie na trochę dłużej, dopóki nie pozna się kogoś dokładniej. W tej sytuacji nic się nie stało, bo Tiernan nie miał nic przeciwko temu, że tamten był gejem, ale różnie mogło być.
— Mhm, dokładnie — zgodził się z nim. — Poza tym mam tyle pracy, że nawet nie mam czasu poznać kogoś na tyle, żeby być pewnym tego, że chcę się wdać w związek. Zresztą, sam mogłeś się już przekonać, że nie mam za wiele czasu dla siebie i że do domu przychodzę praktycznie tylko po to, żeby pójść spać — wzruszył ramionami. Poza tym jego matka skutecznie zniechęciła go do związków, ale tego nie miał zamiaru mówić na głos, bo nie chciał, żeby Hollis źle to sobie odebrał i żeby jeszcze się o to w jakiś pokrętny sposób obwiniał.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wysłuchał Tiernana, kiwając delikatnie głową gdy mówił. Troszeczkę brzmiało to tak, jakby mężczyzna chciał mu zaimponować albo się przechwalał, co musiał przyznać, nawet nieco go rozczuliło. Nie potrafił powstrzymać niewielkiego uśmiechu, który wkradł się na jego usta.
— Nawet bym cię o to nie podejrzewał. Że dużo pijesz — powiedział. Można było lubić alkohol i pić go dla smaku, ale nie przesadzać i się nim nie upijać. To nie tak, że ktoś, kto często pił z automatu był dla niego najgorszym człowiekiem, z jakim przyszło mu obcować. Dopóki ktoś robił to z głową i umiarem, to wszystko było dla ludzi. Poza tym, pomimo tego, że jego matka piła, tak samo zresztą jak jej partner, Hollis sam nie zrezygnował z alkoholu i od czasu do czasu również pił. Chociażby teraz.
— No już, już. Bo jeszcze się zarumienię od tych komplementów — odparł rozbawiony i pokręcił delikatnie głową na boki. Miło było mu to słyszeć, chociaż z drugiej strony było mu też nieco dziwnie, zważając na fakt, że takie komplementy prawił mu sam Tiernan. — No… Tak szczerze powiedziawszy, to właściwie i tak nie randkowałem. Nie miałem do tego głowy, nigdy też chyba po prostu nie trafiłem na kogoś, kto wystarczająco wpadłby mi w oko i z kim chciałbym spróbować czegoś więcej — stwierdził. Poniekąd przyznał się w ten sposób do tego, że nigdy jeszcze nie był w związku ani nie umawiał się z nikim na poważnie. Co za tym szło, nie miał też nigdy chłopaka; dziewczyny tym bardziej, skoro był gejem. — Uuuuu. Dalej odzywają się w tobie jakieś protekcjonalne instynkty względem mojej osoby? — zaśmiał się krótko. Mimo wszystko, miło mu się zrobiło, że Tiernan powiedział coś takiego. Takie słowa z ust mężczyzny utwierdzały go tylko jeszcze bardziej w przekonaniu, że rzeczywiście nie był mu całkiem obojętny. — Po prostu ci ufam, to wszystko — wzruszył ramionami. Nie czuł potrzeby, żeby robić z tego tajemnicę przed mężczyzną. Uniósł lekko brwi, gdy Tiernan tak urwał. Nie spodziewał się, że usłyszy od niego coś takiego, więc zmarszczył lekko czoło. — Powiedzmy, że miałem okazję poznać cię na tyle, żeby wiedzieć, że jesteś wyrozumiałym człowiekiem i coś takiego nie powinno ci za bardzo przeszkadzać — stwierdził. — I bez przesady, nie jestem idiotą. Nie mówię o tym każdemu, kogo spotykam na swojej drodze. Powiedziałem ci o tym, bo to jesteś ty — dodał i westchnął cicho. Przecież to nie tak, że głosił na prawo i lewo o tym, że lubił w dupę. Wiedział, że byli ludzie, którzy takich osób jak on nie tolerowali, więc tym bardziej nie miał zamiaru obnosić się ze swoim homoseksualizmem.
— Racja. Kiedy z kimś się umawiasz, to musisz dla tej osoby znaleźć czas, żeby nie czuła się zaniedbana i odtrącona. Ciężko byłoby ci pogodzić pracę ze związkiem. Z drugiej strony, młodszy się nie robisz… — urwał na chwilę. — Chyba nie chcesz spędzić reszty swojego życia w samotności? To do ciebie nie pasuje — powiedział. — Poza tym szkoda by było, żeby takie świetne geny się zmarnowały — dodał jeszcze żartobliwie i puścił mu oczko, po czym sięgnął po kieliszek, z którego upił nieduży łyk wina.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”