37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Teraz jestem ciekaw, jakbyś wyglądał, gdybyś rzeczywiście się zarumienił — zaśmiał się. Zapewne wyglądałby bardzo uroczo. Nie mógł zaprzeczyć temu, że chłopak miał bardzo uroczą buźkę i że miło się na niego patrzyło. Nigdy wcześniej nie sądził, że kiedykolwiek będzie go postrzegał w takich kategoriach, ale nic dziwnego, skoro miał z nim do czynienia, kiedy ten jeszcze był bardzo młody. Teraz sytuacja wyglądała trochę inaczej, bo Hollis był już pełnoletni i jak najbardziej wyglądał na swoje lata. — I nie ma w tym nic złego. Czasami trzeba poczekać trochę dłużej na odpowiednią osobę — uśmiechnął się do niego delikatnie. Lepiej tak, niż jakby miał się pospieszyć ze związkiem i trafić na jakiegoś dupka, który by go wykorzystał i kopnął w dupę. Sam nigdy nie szukał nikogo na siłę i randkowanie zaczął, kiedy był już dorosłym mężczyzną. Jakoś nigdy wcześniej go do tego nie ciągnęło. — Na to wygląda. Pewnych rzeczy nie da się najwyraźniej wyzbyć — rzucił żartobliwie. Jakoś tak... po prostu by nie chciał, żeby ktokolwiek się wokół niego kręcił i żeby chłopak randkował, a już na pewno nie z kimś, kto nie byłby w oczach Tiernana dla niego wystarczający. Co prawda, tamten był dorosły, a on nie był jego ojcem, ale mógł być pewien, że jak zacznie kręcić z kimś, kto mu się nie spodoba, to da mu jasno o tym do zrozumienia. Sam nie wiedział, dlaczego tak bardzo chciał go upilnować. — Miło mi to słyszeć. Po takim czasie nie każdy dalej darzyłby mnie zaufaniem — powiedział. Z drugiej strony... nigdy nie zrobił nic, żeby to jego zaufanie zburzyć. Zawsze był wobec niego w porządku i starał się być dla niego dobry. Nie chciał też zrobić mu krzywdy, więc Hollis jak najbardziej mógł mu ufać. — No i miałeś rację — przyznał. — Orientacja drugiej osoby to jedna z ostatnich rzeczy, na którą patrzę, kiedy kogoś oceniam — dodał i skinął lekko głową, jakby na potwierdzenie swoich słów. Tak na dobrą sprawę, to dopóki sam nie chciał kogoś poderwać, to nie za bardzo interesował się tym, jakiej orientacji była druga osoba. Sam nie chciałby być oceniany przez ten pryzmat, więc dlaczego miałby kogoś w ten sposób oceniać? — To dobrze — skwitował.
— Młodszy się nie robię? — powtórzył po nim nieco oburzony i ściągnął brwi. Westchnął ciężko na wspomnienie o genach, bo o tym, żeby mieć dzieci, w ogóle nie myślał. Nie zależało mu na tym. Miał do tego takie podejście, że jakby miał dziecko, to by jej miał, ale jak go nie było, to też było dobrze. Był do tego całkowicie neutralnie nastawiony. — Świetne geny mówisz? — uniósł kącik ust w łobuzerskim uśmiechu. — Masz na myśli to, że jestem przystojny? To, że mam taki talent do projektowania? To, że jestem człowiekiem sukcesu? — zapytał. No, na pewno nie dało się zaprzeczyć temu, że miał o sobie wysokie mniemanie. Tyle tylko, że to nie tak, że nie miał do tego podstaw, bo jak najbardziej mógł o sobie myśleć w taki sposób. Był znany w swojej branży, jego atelier świetnie prosperowało, a on sam... no cóż, był naprawdę przystojny.
— Zadbałeś o coś na deser? — zapytał niby mimochodem. — Skoro już urządziłeś taką romantyczną randkę, to chyba powinieneś też zadbać o to, żeby było coś na osłodę — dodał, nie odrywając wzroku od talerza, na którym aktualnie się skupił, ponieważ jadł. — No, chyba że to ty masz być dzisiaj deserem — rzucił od niechcenia i zerknął na niego znad talerza.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Posłał mu nieprzychylne spojrzenie, kiedy mężczyzna powiedział coś takiego. Zapewne byłoby to bardzo wyraźnie widać i zrobiłby się cały czerwony na twarzy, niczym burak. Był dość blady, w dodatku był rudy i miał mnóstwo piegów. Niestety, ale raczej nie byłby w stanie ukryć swojego zawstydzenia.
— Zapewne komicznie. Dlatego to dobrze, że nie tak łatwo wprawić mnie w zakłopotanie — odparł. Trzeba by było się nieźle nagimnastykować, żeby rzeczywiście doprowadzić do sytuacji, w której by się zawstydził i zarumienił. Oczywiście, jeśli Tiernan chciał to mógł próbować, bo nuż mu się uda, ale raczej nie liczyłby na jego miejscu na zbyt wiele. — Jestem jeszcze tak młody, że mam mnóstwo czasu na to, żeby sobie kogoś znaleźć i się ustatkować. Nie spieszy mi się do tego, żeby z kimś się umawiać i wiązać. Mam teraz inne problemy na głowie — stwierdził. Miał, zdecydowanie, w dodatku niemałe. Wiedział, że jak tylko zarobi wystarczająco, żeby nieco się odbić od dna, będzie musiał znaleźć sobie jakieś mieszkanie, bo przecież nie mógł siedzieć starszemu na głowie w nieskończoność. Jednocześnie musiał też spłacać dług matki, jak nie chciał, żeby któregoś dnia dopadł go ktoś nieproszony, bo niekoniecznie chciał skończyć pobity albo z nożem pod żebrami… — To miłe, że dalej się tak o mnie troszczysz — powiedział i uśmiechnął się delikatnie do Tiernana. Dobrze było mieć świadomość, że była chociaż jedna osoba, której jego los mimo wszystko nie był obojętny. Nawet jeśli na lata mężczyzna się od niego odciął, to nie odmówił mu pomocy, kiedy nagle pojawił się w jego życiu i jej potrzebował. Zapewne niewiele osób w jego sytuacji byłoby do tego skłonnych i większość odesłałaby go z kwitkiem. — Nigdy nie zrobiłeś niczego, żeby je zawieść — odparł. Nigdy go nie okłamał ani nie zrobił niczego, przez co Hollis zacząłby kwestionować jego szczerość i intencje. Nigdy też nie wyrządził mu żadnej krzywdy. Pomimo tego, że na samym początku niekoniecznie się ze sobą dogadywali, z czasem bardzo się do siebie zbliżyli i ich relacja się zacieśniła. — No widzisz? Wiedziałem, że się co do ciebie nie pomyliłem — posłał mu delikatny uśmiech. Wiedział, że Tiernanowi by coś takiego nie przeszkadzało. Poza tym, w jego branży było naprawdę wiele takich osób jak Hollis, a nawet bardziej kolorowych, więc byłoby to trochę dziwne, gdyby mężczyzna miał z tym problem i nie był w stanie takich ludzi tolerować. Jakby nie było, czasami musiał z kimś takim współpracować.
— Raczej nie — przyznał. Niestety, ale ludzie z reguły się starzeją, a nie młodnieją, a nie można było zaprzeczyć, że Tiernan nie był już pierwszej młodości. Był dorosłym i dojrzałym mężczyzną. — Tak — potwierdził i pokiwał głową. — Mam na myśli wszystko to, co wymieniłeś — odpowiedział i uśmiechnął się do niego w zaczepny sposób. Nie mógł zaprzeczyć żadnej z tych rzeczy. Mężczyzna był atrakcyjny, utalentowany, inteligentny i odniósł niemały sukces.
— Tak — odpowiedział i pokiwał delikatnie głową. Kupił jakieś ciasto w sekcji z wypiekami, ale nie był pewien, czy będzie smaczne. Z tymi marketowymi to nigdy człowiek nie wiedział na co trafi. Jedne były naprawdę smaczne, a innych nie dało się przełknąć. Na jego kolejne słowa nie zdążył nawet odpowiedzieć, kiedy Tiernan wyskoczył mu z takim tekstem. Akurat chwilę wcześniej wsunął sobie widelec z makaronem do ust, dlatego gdy mężczyzna wyjechał mu z czymś takim, aż się zakrztusił i dostał krótkiego napadu kaszlu. Szybko się uspokoił i łapczywie upił kilka łyków wina z kieliszka, dopijając do końca jego zawartość. — Co to niby miało znaczyć? — zapytał i odchrząknął cicho, marszcząc lekko czoło.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Jeszcze kiedyś dopnę swego — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Teraz tym bardziej miał zamiar próbować swoich sił, żeby sprawić, że chłopak się zarumieni. Był pewien, że z tak jasną karnacją i tymi rudymi włosami będzie to naprawdę przyjemny dla oka widok. Co prawda, nie powinien o nim myśleć w taki sposób, bo to przecież było nie na miejscu, ale nie potrafił się opanować. Chłopak był już dorosły, do tego bardzo atrakcyjny i nie widzieli się parę lat. Nic nie mógł też poradzić na to, że był całkowicie w jego typie... — Mądre podejście — odparł. — Jeszcze przyjdzie na ciebie czas. Na pewno nie ma sensu wdawać się w jakieś relacje, kiedy masz na głowie tyle problemów, bo nic dobrego by z tego pewnie nie wyszło — dodał i pokręcił lekko głową na boki. Domyślał się, że w obecnej sytuacji chłopak nie myślał w ogóle o randkowaniu. Zapewne nie miał na to w ogóle ochoty, biorąc pod uwagę to, jak wiele się teraz działo w jego życiu. Poza tym... jakoś tak, wolałby, żeby Hollis z nikim się nie umawiał, kiedy mieszkał z nim. Coś czuł, że byłby o niego po prostu zazdrosny, a kiedy robił się zazdrosny, to bywał nieprzyjemny. Jasne, nie miał żadnych podstaw do takiej zazdrości, ale to nie była przeszkoda. — Pewne rzeczy zostają w człowieku na zawsze i wygląda, że dokładnie tak jest z moją troską do ciebie — wzruszył ramionami. Nie mógł go zostawić na pastwę losu, tak samo, jak nie mógł się nim nie przejmować. Jakby zdecydował się go wtedy odesłać z kwitkiem, to zapewne miałby potem niemałe wyrzuty sumienia. To, że jego matka potraktowała go w taki okropny sposób, nie znaczyło, że była w tym jego wina. Hollis niczemu nie był w tym wszystkim winny. — Starałem się — odparł. Rzeczywiście nie przypominał sobie sytuacji, w której by go zawiódł. Chłopak stał się dla niego ważny, więc nic dziwnego, że robił wszystko, byleby było mu dobrze. Szkoda tylko, że jego matka już tak niekoniecznie przejmowała się jego losem. Był zły na kobietę, że ta postawiła swojego syna w takiej podłej sytuacji. Na jego następne słowa tylko uśmiechnął się pod nosem i pokręcił delikatnie głową na boki.
— Nie musisz mi o tym tak brutalnie przypominać — powiedział i posłał mu niezbyt przychylne spojrzenie. — Miło mi, że masz o mnie takie dobre zdanie i że według ciebie jestem niezłą partią. Problem tylko tkwi w tym, że nie napatoczył się nikt, kto zainteresowałby mnie swoją osobą do tego stopnia, że byłbym w stanie dla tej osoby trochę zwolnić z pracą. To byłby nie lada wyczyn — dodał. To nie tak, że wykluczał związek, choć miał problemy z zaufaniem do drugiej połówki, ale nawet nie pojawił się w zasięgu ktoś, kto był godny.
— To dobrze, bo czasami lubię zjeść sobie coś słodkiego po kolacji — odparł zgodnie z prawdą. Jakoś nie był zaskoczony tym, że Hollis zareagował w taki sposób. Z tego powodu nie był w stanie powstrzymać zaczepnego uśmiechu, który sam pchał mu się na usta. — Nic konkretnego — powiedział po prostu i sięgnął po kieliszek, żeby upić łyk wina. — Po prostu się z tobą droczę — dodał rozbawiony. — Wiesz... Może niejedna osoba na moim miejscu chciałaby, żebyś w zamian za mieszkanie tutaj i pracę spłacał to swoim ciałem — dodał, wpatrując się w niego świdrującym wzrokiem. — W końcu kogoś w twojej sytuacji pewnie dość łatwo byłoby postawić pod ścianą i nie dać wyboru — dorzucił. Przez chwilę po prostu mu się przyglądał, ale zaraz znów się odezwał. — Nie martw się, nie mówię tego na poważnie — uśmiechnął się do niego delikatnie. A może jednak powinien o tym pomyśleć w ten sposób?

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mruknął cicho i skinął głową. W takim razie nie pozostało mu nic innego jak tylko życzyć mężczyźnie powodzenia w osiągnięciu tego celu. Teraz jak wiedział, że ten będzie chciał do tego doprowadzić, na pewno będzie miał się na baczności i będzie pilnował, żeby do tego nie doszło. A co. Nie będzie mu ułatwiaj zadania.
— Też tak uważam. Poza tym, to nie jest nawet coś, na co miałbym jakieś parcie. To nie tak, że koniecznie chcę z kimś być i się umawiać. Jak poznam kogoś interesującego, to wtedy pomyślę, ale na razie aktywnie nikogo nie szukam — wzruszył ramionami. Naprawdę, miał jeszcze multum czasu na to, żeby sobie kogoś przygruchać i się zakochać. W ogóle nie przejmował i nie martwił się tym, że do tej pory nikt taki w jego życiu się nie pojawił. Był pewien, że prędzej czy później ktoś się napatoczy. — Chyba tak — pokiwał głową, zgadzając się z nim. Jak nietrudno się domyśleć, cieszył się z tego, że mężczyzna wciąż miał do niego słabość, bo na pewno odegrało to sporą rolę w tym, że zdecydował się mu pomóc. W innym wypadku mogłoby już nie być wcale tak kolorowo. Cieszył się, że w przeszłości tak dobrze się ze sobą dogadywali. — Wiem — skwitował. — Kiedy z nami byłeś, to był pierwszy i ostatni raz w moim życiu, kiedy miałem poczucie, jakbym miał namiastkę ojca — powiedział. Jego matka spotykała się z wieloma mężczyznami. Tiernan był z nią najdłużej, był obecny w życiu Hollisa i jako jedyny wykazał nim jakiekolwiek zainteresowanie oraz otoczył go troską. Nic więc dziwnego, że postrzegał wtedy Harcourta w taki sposób.
— Stwierdzam po prostu fakt — wzruszył lekko ramionami. — Jasne, rozumiem. Mam nadzieję, że mimo wszystko w końcu poznasz kogoś, kto będzie tego wart. Zasługujesz na miłość i na to, aby być z kimś, kto będzie wobec ciebie szczery i będzie cię kochał całym sobą — powiedział. Niestety, jego matka nie była w stanie tego dać Tiernanowi, ale uważał, że mężczyzna jak najbardziej na to zasługiwał.
— Okej — odparł i wypuścił głośno powietrze ustami. Już bał się, że mężczyzna insynuował mu coś, czego nie powinien. Czasami nie wiedział, kiedy ten mówił poważnie, a kiedy jedynie sobie żartował i się z nim drażnił. W obu przypadkach brzmiał dokładnie tak samo, więc ciężko było to rozszyfrować… Kolejne słowa Tiernana wprawiły go w osłupienie. Zamarł z widelcem wpół drogi do ust, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. Miał nadzieję, że tym razem również mężczyzna tylko się z nim droczył i nie był to scenariusz, który na poważnie przeszedł mu przez głowę. — Może — odparł i wsunął sobie widelec do ust. Zaczął przeżuwać, ale czuł, jak rośnie mu w ustach, bo przez to co powiedział Tiernan jakoś tak stracił apetyt i nawet trochę go zemdliło. Spuścił wzrok, wbijając spojrzenie w swój talerz. — Może i jestem zdesperowany, ale nie aż do takiego stopnia — stwierdził, w razie jakby mężczyzna na poważnie rozważał taki scenariusz. Były jakieś granice tego, czego mógł od niego oczekiwać w rekompensacie, a coś takiego na pewno by je przekraczało. — Nawet żarty mają pewne granice — stwierdził po prostu. Odłożył widelec, pomimo tego, że na jego talerzu wciąż została jeszcze dość spora porcja makaronu. — Chyba mi wystarczy. Straciłem apetyt — powiedział, odsuwając się z razem z krzesłem i najwyraźniej mając zamiar wstać od stołu.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Słuszne podejście. Szukanie sobie kogoś na siłę, to chyba najgorsze, co można zrobić w takiej sytuacji. Z tego nigdy nie wynika nic dobrego — odparł. Sam uważał, że lepiej było już być samemu, niż w takim wymuszonym związku. Jasne, jemu samemu trochę brakowało tego, że wracał ciągle do pustego mieszkania i że nie miał nikogo bliskiego, ale to nie zmieniało faktu, że to nie był dla niego w tym momencie priorytet. Tak naprawdę, to bał się wdawać w poważniejsze związki, bo obawiał się, że wszystko potoczy się tak, jak ostatnio i że osoba, z którą się związał, prędzej czy później go zdradzi. Na pewno jeszcze przez długie lata będzie miał problem z tym, żeby komukolwiek zaufać. O ile kiedykolwiek mu to w ogóle przejdzie. Jego słowa o tym, że poczuł, że miał namiastkę ojca, sprawiły, że nie wiedział, jak się z tym poczuć. Nigdy w życiu nie chciał go zastępować i nigdy nie myślał o tym, że być może Hollis patrzy na niego w taki sposób. — Nie wiedziałem, że postrzegałeś mnie w taki sposób. Bardziej stawiałem na to, że po prostu mnie lubiłeś i tyle — odparł i uśmiechnął się do niego delikatnie. To nie był jego cel, żeby chłopak go traktował w taki sposób. Chyba nawet by wolał, żeby tak nie było, bo dziwnie mu było z tą myślą.
— Nie pogniewałbym się, gdyby rzeczywiście kiedyś tak się stało. Na razie jednak mam zamiar skupić się na sobie i swoim atelier. Nadal może być jeszcze sławniejsze i jeszcze bardziej prestiżowe — odparł. Oj tak, zdecydowanie zależało mu na tym, żeby jego marka się rozrastała i żeby trafiała do konkretnej grupy odbiorców. Nie można było zaprzeczyć temu, że rzeczywiście był bardzo skupiony na swojej pracy i na tym, żeby odnosić coraz to większe sukcesy. Nic jednak dziwnego, bo zawsze był bardzo ambitny.
— To dobrze — odparł. Wyglądało na to, że Hollis nie rozważyłby nawet takiej opcji. Nie to, że miał zamiar zaproponować mu coś takiego, bo był od tego daleki. Stwierdził po prostu fakt, że były osoby, które chętnie wykorzystałyby to, że chłopak nie miał gdzie się podziać i że było się dla niego ostatnią deską ratunku. — Wiem, to było słabe — przyznał i westchnął. Nie miał nic złego na myśli i nie chciał, żeby się na niego pogniewał. Czasami po prostu zapominał o tym, że wypadałoby się ugryźć w język i pewnie rzeczy zostawić dla siebie. Skrzywił się lekko, kiedy tamten odsunął się z krzesłem od stołu. Sam odłożył widelec i westchnął ciężko, bo wyglądało na to, że będzie musiał się przed nim płaszczyć i tłumaczyć, a bardzo nie lubił tego robić. — Zostań — zaczął. — Przepraszam. Nie powinienem mówić ani sugerować takich rzeczy. To było poniżej jakiejkolwiek krytyki — dodał i odetchnął nieco głębiej. — Mówienie czegoś takiego, to był cios poniżej pasa. Nigdy w życiu nie wymagałbym od ciebie w zamian za dach nad głową takich rzeczy. Szanuję cię, jesteś dla mnie ważny i nie wykorzystałbym cię w taki sposób — uśmiechnął się do niego niepewnie. — Poza tym, kogo by to ze mnie robiło, gdybym w ogóle wpadł na taki pomysł, nie wspominając o jego realizacji — zrezygnowany pokręcił lekko głową na boki. Sam nie wiedział, co w niego wstąpiło, że rzucił mu takim tekstem. Zdecydowanie powinien bardziej się zastanawiać nad tym, co czasami wychodziło z jego ust. — Zjedzmy do końca razem — poprosił i ponownie się do niego uśmiechnął. Widział, że chłopak miał jeszcze sporo na talerzu i domyślał się, że to nie tak, że ten się najadł. Nie był jednak zaskoczony tym, że momentalnie stracił apetyt.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pokiwał głową, zgadzając się z nim. Był tego samego zdania. Szukanie sobie kogoś na siłę tylko dlatego, że nie chciało się być samotnym i chciało się mieć kogoś przy swoim boku, nie było mądrym posunięciem. Na szczęście, jego to nie dotyczyło, bo nie był zainteresowany wchodzeniem w tak bliskie relacje z drugą osobą. Miał na swojej głowie niemałe problemy, z którymi musiał się najpierw uporać. Na pewno nie było to coś, czym chciałby obarczać swojego potencjalnego chłopaka.
— To teraz wiesz — skwitował krótko i wzruszył ramionami. Ciężko, żeby go tak nie postrzegał, skoro Tiernan poświęcał mu tyle uwagi i zainteresowania. Żaden partner jego matki, z którymi kobieta spotykała się wcześniej nie był wobec niego taki, jaki był Harcourt. Nic dziwnego, że z czasem Hollis zaczął postrzegać go w taki sposób. Zapewne to był jeden z wielu powodów, dlaczego tak bardzo przeżył jego odejście i na początku nie potrafił zrozumieć, dlaczego mężczyzna odciął się również od niego, skoro on sam personalnie nie wyrządził mu żadnej krzywdy.
— Rozumiem — pokiwał lekko głową. Sam chyba powinien się cieszyć się z tego, że mimo wszystko mężczyzna był samotny i z nikim nie mieszkał. Domyślał się, że gdyby sytuacja była inna, na pewno tak łatwo nie przyjąłby go pod swój dach i nie zaoferował mu pomocy. Gdyby miał teraz jakąś kobietę, obstawiał, że zapewne byłaby niepocieszona z faktu, że jej partner postanowił pomóc synowi swojej byłej. Jakoś nie wyobrażał sobie, że byłoby to dla kogokolwiek łatwe do zaakceptowania.
Wyglądało na to, że mężczyzna podłapał, że zachował się nie na miejscu, rzucając mu takimi tekstami. Zdawał sobie sprawę z tego, że znajdował się w chujowej sytuacji, ale zakładanie takich scenariuszy i mówienie mu takich rzeczy naprawdę nie było koniecznie. Tiernan nie musiał go bardziej dobijać, bo i bez tego był świadom, że sam by sobie nie poradził i bez pomocy osób trzecich skończyłby marnie. Z drugiej strony, nie był pewien, za kogo mężczyzna go miał, skoro zakładał, że Hollis byłby na tyle zdesperowany, aby posunąć się do robienia takich obrzydliwych rzeczy. Były jakieś granice tego, co wypadało mówić, a czego nie. Czasami zastanawiał się nad tym, co tak właściwie siedziało w głowie Harcourta. Nie był pewien, czy jego zamiary i intencje rzeczywiście były spowodowane tym, że miał do niego słabość, czy być może kierowało nim jednak coś innego. Zanim zdążył wstać z krzesła, Tiernan powiedział, żeby został. Westchnął cicho i spojrzał na niego, z wyrazem twarzy, który nie wyrażał kompletnie żadnych emocji.
— Nie, nie powinieneś — potwierdził. To było bardzo nie na miejscu. — Mam nadzieję. W innym wypadku nie miałbym innego wyjścia, jak tylko zabrać swoje rzeczy i ostatecznie wylądować na ulicy — powiedział po prostu. Niezależnie od tego jak bardzo potrzebował pomocy, były granice tego, do czego byłby w stanie się posunąć. Na pewno nie dałby z siebie zrobić dziwki, tego Tiernan mógł być pewien. — Skurwysyna — powiedział bez ogródek. — Dokładnie niego by to z ciebie robiło — dodał, cały czas się w niego wpatrując. Jego kolejne słowa zostawił bez komentarza. Jedynie podsunął się z krzesłem z powrotem bliżej stołu, chwycił widelec i nie odzywając się, zaczął jeść. Dało się wyczuć, że atmosfera między nimi kompletnie się popsuła i zrobiło się dość niezręcznie.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Czasami po prostu mówił, co ślina na język mu przyniosła i zazwyczaj nie było to coś, czym powinien dzielić się na głos. Tym razem zdecydowanie powinien zachować swoje przemyślenia dla siebie i nie rzucać mu takimi sugestiami, zwłaszcza że nie miał zamiaru wymagać od niego tego, żeby mu się odwdzięczał swoim ciałem. To byłoby naprawdę popierdolone, biorąc pod uwagę to, co ich niegdyś łączyło. Zrobiło mu się też oczywiście głupio, że powiedział coś takiego i najchętniej by się z tego wycofał.
— Nie martw się. Do niczego takiego nie dojdzie. Nie musisz się bać, że będę sobie życzył czegokolwiek w zamian za to, że tutaj mieszkasz — powiedział dla jasności. — Tak, wiem — odparł i skrzywił się delikatnie. Zdawał sobie świetnie sprawę z tego, że wykorzystywanie go, kiedy był w takiej sytuacji i to w taki podły sposób, byłoby po prostu poniżej jakiejkolwiek krytyki. Nie miał zamiaru zniżać się do takiego poziomu, choć skłamałby, gdyby powiedział, że w tym wszystkim nie przeszło mu przez myśl to, że Hollis był naprawdę atrakcyjny i że gdyby ich relacja była inna, to nie próbowałby go poderwać. Nie mógł jednak myśleć o nim w taki sposób w takiej sytuacji, w jakiej się znajdowali. Nie umknęło jego uwadze to, że atmosfera momentalnie się popsuła i dobrze wiedział, że mógł za to winić jedynie siebie. Szkoda, bo było naprawdę przyjemnie, kiedy tak jedli razem kolację. Mógł jedynie zacząć zachodzić w głowę, jak to odkręcić i jak sprawić, że Hollis przestanie się na niego dąsać.
— Wiesz... — zaczął po dłuższej chwili ciszy, chcąc ją przerwać. — Nie musisz mieć poczucia, że cokolwiek jesteś mi winien za to, że tutaj mieszkasz — dodał i uśmiechnął się do niego niepewnie. — To nie tak, że muszę robić sobie jakieś wyrzeczenia, żeby cię wykarmić albo że jestem z kimś, komu by to nie pasowało — kontynuował. — Z tego względu nie chcę, żebyś myślał, że musisz na gwałt czegoś szukać albo że nie chcę, żebyś u mnie mieszkał. Tak naprawdę, to całkiem miła odmiana od kawalerskiego życia. Dawno z nikim nie mieszkałem i czasami brakowało mi towarzystwa drugiej osoby albo świadomości, że nie będę wracał do pustego domu — podsumował i ponownie się do niego uśmiechnął. Oczywiście, że mówiąc mu teraz te wszystkie rzeczy, chciał zetrzeć to, co powiedział wcześniej. Zapewne tak łatwo mu się to nie uda i nie byłby zaskoczony, gdyby Hollis zaczął się zastanawiać nad tym, czy może jednak faktycznie nie przeszło mu przez myśl, żeby wykorzystać go w taki sposób. Oby nie, bo nie chciałby, żeby było między nimi niezręcznie. Zależało mu na tym, żeby w domu panowała dobra atmosfera, a z całą pewnością tak by nie było, gdyby chłopak rozpamiętywał jego słowa.
Po chwili wrócił do jedzenia swojego makaronu, bo mimo wszystko był naprawdę głodny, a jedzenie było smaczne. Był ciekaw, czy chłopak potrafił coś jeszcze i czy częściej mógł liczyć na to, że po powrocie z atelier będzie na niego czekało coś domowego. Nie miałby nic przeciwko temu, bo to miła odmiana od ciągłego zamawiania jedzenia z dostawą.
— Jest naprawdę smaczne — powiedział, po raz pierwszy chwaląc na głos to, co chłopak dla niego przygotował. — Nie sądziłem, że tak dobrze sobie radzisz w kuchni — dodał i lekko pokręcił głową na boki. Sam nie wiedział czemu, ale założył sobie, że tamten średnio sobie radził z gotowaniem, choć przecież mówił mu wcześniej, że w domu się tym zajmował i że to nie był dla niego problem.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W odpowiedzi na jego słowa wydał z siebie cichy pomruk i kiwnął głową. Nawet jeśli mężczyzna tego nie planował i nie przeszło mu przez myśl, żeby w ogóle coś takiego proponować, to sam fakt, że w ogóle o tym wspomniał sprawił mu przykrość. Odniósł wrażenie, że myślał o nim jak o kimś, kto był tak bardzo zdesperowany, że ostatecznie zdecydowałby się do czegoś takiego posunąć, a dalekie to było od prawdy. Przynajmniej był o tym przekonany w tym momencie, bo prawda była taka, że gdyby został postawiony pod ścianą, to nie miał pojęcia jakby się ostatecznie zachował. Miał nadzieję, że to rzeczywiście była jedynie kwestia tego, że mężczyzna ot tak sobie o tym teraz pomyślał, a nie chodziło o to, że rozważał na poważnie podobną opcję. Ufał mu, więc nie myślał nawet o tym, że ten byłby w stanie w jakikolwiek sposób go skrzywdzić i użyć sytuacji, w jakiej Hollis się znalazł, przeciwko niemu.
— I tak mam — odparł i wzruszył ramionami. To chyba było normalne, że w zaistniałej sytuacji czuł się w taki sposób. Niby dokładał mu się do finansów i zakupów, ale wciąż to było nic w porównaniu do pomocy, którą Tiernan mu zaoferował. — No tak, wiem. Poza tym to nie tak, że całe dnie siedzę na tyłku i się lenię, bo pracuję, jeżdżę na zakupy… Dzisiaj coś ugotowałem. Jednak i tak mam poczucie, że robię za mało — wzruszył ramionami. Nie spodziewał się usłyszeć tego, co Harcourt powiedział następnie. Jakoś tak… Był przekonany, że mężczyzna będzie liczył na to, że jak najszybciej się odkuje i potem wyniesie, a wyglądało na to, że było na odwrót. Brzmiał teraz tak, jakby chciał, żeby z nim mieszkał i dotrzymywał mu towarzystwa. To, co powiedział Tiernan poprawiło mu nieco humor, bo na jego twarzy od razu zagościł delikatny uśmiech. — Miło mi to słyszeć… Nie spodziewałem się tego, że moje towarzystwo będzie ci tak odpowiadać. Byłem pewien, że tylko czekasz na moment, aż oznajmię ci, że znalazłem mieszkanie i chcę się już wyprowadzić — przesunął widelcem po talerzu, po chwili w końcu nawijając na niego nieco makaronu.. Cały czas miał poczucie, że zwalił mu się na łeb i jego obecność musiała przeszkadzać Tiernanowi, więc poczuł niemałą ulgę na wieść, że jednak tak nie było.
— Dziękuję. Cieszę się, że ci smakuje — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie. Miło mu się zrobiło, że mężczyzna docenił to co dla nich przygotował. Nie miałby problemu z tym, żeby częściej coś gotować. Mógłby to robić nawet codziennie, bo na pewno będzie to zdrowsze i lepsze, niż zamawianie czegoś z dowozem lub kupowaniem na wynos. — Nie mam wyjścia. Jakoś musiałem to ogarnąć, jak chciałem mieć co jeść. Raczej na matkę nie miałem już co dłużej liczyć pod tym względem — wzruszył ramionami. — Wiesz… Mogę częściej coś gotować. To nie jest dla mnie żaden problem, a przynajmniej będę miał poczucie, że do czegoś się przydaję i jestem dla ciebie bardziej użyteczny — zaproponował. Na pewno lepiej by się czuł, gdyby był jakiś kolejny sposób na to, aby odwdzięczył się mężczyźnie za okazaną mu pomoc.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Dokładnie — skinął lekko głową. — Nie jesteś darmozjadem. Co innego by było, gdybyś siedział cały dzień na tyłku w mieszkaniu i nic nie robił — dodał i wzruszył lekko ramionami. Widział, że Hollis starał się jak najlepiej wywiązywać się ze swoich obowiązków w pracy i że w domu też pomagał. Nie spodziewał się po nim niczego innego. Pewnie gdyby rzeczywiście by się od tego wszystkiego migał, to nie byłby taki chętny do tego, żeby zapewniać mu dach nad głową, ale w takiej sytuacji nie miał nic przeciwko temu. — Zawsze miałem do ciebie słabość — powiedział wprost. — Nie przeszkadza mi to, że z kimś mieszkam, zwłaszcza z tobą. To nie tak, że mam tutaj mało miejsca albo że spotykam się z kimś, komu twoja obecność mogłaby przeszkadzać. Jestem singlem, prawie nie ma mnie w domu, a do tego czasami brakuje mi towarzystwa kogoś spoza branży — uśmiechnął się do niego delikatnie. Czasami łapał się nawet na tym, że nie chciał, żeby Hollis jakoś szybko znalazł sobie mieszkanie. Pasowało mu to, że teraz mieszkali razem. Co prawda, nie wiedział, jak to będzie wyglądać na dłuższą metę i czy w końcu nie zacznie mieć dość tego, że nie mieszka już sam, ale jak na razie, to był bardzo zadowolony z takiego obrotu spraw i nie myślał o tym, że chłopak powinien się wynieść.
— Nie sądziłem, że będę mógł liczyć dzisiaj na domowy posiłek, więc mile się zaskoczyłem — odparł. — No tak, z tego, co mówisz, to raczej nie można było jej posądzać o to, że o ciebie dbała i że miała chęci i siły na to, żeby gotować — westchnął. Mógł sobie tylko wyobrażać, jak ciężkie miał życie u boku swojej wiecznie najebanej matki i jej gacha. Współczuł mu, że znalazł się w takiej sytuacji. To było dla niego cholernie niezrozumiałe, dlaczego kobieta zdecydowała się porzucić życie, w którym niczego jej nie brakowało i poszła do jakiegoś patusa. No cóż, niektórzy mają dziwne priorytety. Tyle dobrego, że dowiedział się o tym, że przyprawiała mu rogi przed ślubem. — Jeśli chcesz, to nie mam nic przeciwko temu. Na pewno miło będzie wracać do domu, w którym pachnie gotowaniem — uśmiechnął się do niego. Nie wspominając o tym, że to na pewno będzie o wiele zdrowsza opcja niż zamawianie wszystkiego na wynos.
Skupił się na jedzeniu, którego nie zostało już wiele na jego talerzu. Sprawnie się z tym uporał, po czym odsunął od siebie talerz i sięgnął po kieliszek, żeby dopić wino. Odchylił się nieco na krześle i odetchnął głębiej.
— Mam nadzieję, że wcisnę jeszcze w siebie deser, bo szkoda by było, gdyby się zmarnował — stwierdził i się zaśmiał. Rzadko pozwalał sobie na jedzenie słodyczy, ale dzisiaj miał na nie wyjątkową ochotę i na pewno nie będzie narzekał, kiedy Hollis poda ciasto. — A umiesz sam piec? — zapytał. — Bo jeśli tak, to chętnie bym spróbował czegoś, co sam zrobiłeś. Skoro w gotowaniu tak się odnajdujesz... — dodał. Może i wymagał od niego dużo, ale to nie tak, że prosił o jakieś niestworzone rzeczy. — Jeszcze tylko powinieneś mi szykować lunchboxy do pracy i będę w pełni zadowolony — zaśmiał się. Oczywiście tak sobie tylko żartował, bo na pewno nie miał zamiaru oczekiwać od niego tego, że rzeczywiście będzie mu przygotowywał jedzenie do pracy. Z drugiej strony na pewno by się o to nie pogniewał i miło by było mieć coś dobrego na lunch. Te zazwyczaj też sobie kupował gotowe.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Skinął głową na jego słowa. Zależało mu na tym, aby pokazać mężczyźnie, że był robotny. Skoro Tiernan zaoferował mu pracę w swoim atelier oraz pozwolił mu mieszkać w swoim mieszkaniu, dla niego to było logiczne, żeby pokazać się od jak najlepszej strony i nie nadużywać jego dobroci. I tak Harcourt zaoferował mu więcej niż to, na co w ogóle z jego strony liczył. Jeśli mógł się mu w jakikolwiek sposób przysłużyć i pokazać, że był użyteczny, to dokładnie to miał zamiar robić.
— Czy to dziwnie zabrzmi jak powiem, że mnie to cieszy? Pewnie gdyby nie fakt, że rzeczywiście ją do mnie masz, to nie wiem, czy miałbym gdzie teraz mieszkać i pracować… — przyznał. Zdecydowanie było to na jego korzyść. Po tylu latach bez kontaktu nie mógł mieć pewności co do tego, czy mężczyzna zechce mieć z nim do czynienia. Ostatecznie, dostał więcej niż chciał i w dodatku Tiernan sam przyznał – nie pierwszy zresztą raz – że ma do niego słabość. Miał nadzieję, że tak pozostanie i któregoś dnia jednak nie odwidzi mu się ta pomoc i nie oznajmi mu, że musi się wynieść. — W takim razie miło mi, że mogę ci umilać czas swoim towarzystem. Muszę przyznać, że mi też jest tutaj dobrze — powiedział. — Miło w końcu mieć przestrzeń, w której mogę czuć się bezpiecznie i do której wracam, nie martwiąc się tym co mnie czeka w domu — powiedział. Za każdym razem kiedy wracał do swojego poprzedniego mieszkania, które zamieszkiwał wraz z matką i jej partnerem, nie miał pojęcia co zastanie. Powroty do domu bardzo go stresowały i czasami odkładał je w czasie tak długo jak tylko mógł. Teraz było mu dane wracać ze spokojną głową, bo wiedział, że nie ma kompletnie żadnych powodów do obaw.
— Cieszę się, że udało mi się sprawić ci taką niespodziankę. Nie jest to nic wielkiego, ale miło mi, że to doceniasz — uśmiechnął się do niego delikatnie. Przygotowanie kolacji zajęło mu chwilę i nie spędził nad tym dużo czasu, ale miło było usłyszeć, że mimo wszystko Harcourt był mu wdzięczny za to, że wyszedł z inicjatywą i przygotował dla nich coś do jedzenia. — No właśnie — skwitował i wzruszył ramionami. Miał wrażenie, że pod sam koniec, zanim doszło do tego tragicznego wypadku, w którym kobieta zginęła, było jej już wszystko jedno. Nie przejmowała się ani swoim losem, ani losem swojego syna. Poniekąd czuł się przez nią pozostawiony na pastwę losu, a po jej śmierci było w sumie tylko jeszcze gorzej. Był wdzięczny sam sobie, że podjął ryzyko i zdecydował się uciec z domu, bo zdecydowanie wyszło mu to na lepsze. — Dobrze, zanotowane — odparł i puścił mu oczko. Nie był to dla niego problem, dlatego gdy tylko będzie w domu o wystarczająco wczesnej porze i będzie na to czas, zadba o to, aby przygotowywać dla nich domowe posiłki.
Nie potrzebował dużo czasu, żeby samemu również skończyć swoją porcję zaraz po tym, jak Tiernan skończył jeść. Odetchnął cicho i oparł dłoń na swoim brzuchu, po czym delikatnie go rozmasował, bo nie mógł zaprzeczyć, że naprawdę się najadł. Miło było w końcu zjeść coś domowego, co przygotował sam, a nie tak jak zwykle żarcie z dowozu. Uważał, że wpadł na świetny pomysł, żeby samemu coś ugotować.
— Oj, ja nie jestem pewien czy cokolwiek jeszcze będę w stanie zjeść. Chyba potrzebuję krótkiej przerwy, żeby wszystko najpierw ułożyło mi się w brzuchu — stwierdził rozbawiony. Przez dłuższy czas jadł bardzo nieregularnie, w dodatku jadał dość mało. Nic dziwnego, że teraz, kiedy to się zmieniło, wciąż nie był w stanie zbyt dużo zjeść, bo był przyzwyczajony do innego sposobu żywienia. — Nie wiem. Na zasadzie, nigdy nie próbowałem. Raz może upiekłem jakieś ciastka z kawałkami czekolady, ale w sumie to by było na tyle. Były smaczne — stwierdził. — Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, żebym spróbował z czymś ambitniejszym. Może sobie poradzę — wzruszył ramionami. — Jeśli chcesz, to mogę to zacząć robić. Mógłbym wtedy też przygotowywać drugi dla siebie — uśmiechnął się. — Chociaż… To by mogło się wydawać podejrzane, gdybyśmy codziennie oboje mieli to samo do jedzenia — zauważył i zmarszczył lekko czoło.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”