ODPOWIEDZ
31 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
169 cm
koordynatorka oprawy meczowej i wydarzeń Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
diamonds are a girl’s best friend 💎
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Obrazek

𝟘𝟘𝟚
Lipiec i sierpień to idealne miesiące, by mieć odrobinę wolnego, a tak się składało, że w tym okresie wokół Maple Leaf niewiele się działo. Był to czas na odpoczynek, sezon hokejowy zamierał, a lód na Scotiabank Arena był roztapiany. Klub oczywiście żył swoim życiem, bo właśnie teraz był idealny czas na transfery i zmiany w zespole, których nawiasem mówiąc baaaardzo potrzebowali po tak fatalnym sezonie jaki mieli w tym roku. Ona jednak nie zajmowała się doborem zawodników, więc w ciągu tych dwóch miesięcy na palcach jednej ręki mogła zliczyć ile dni była w pracy. W końcu miała swój zasłużony urlop i czas na to, by spędzać całe dnie z córką bez urywających się telefonów i głowy pełnej planów przewidujących sportowe wydarzenia.
S p o k ó j.
Głównie to odczuwała, kiedy bawiła się z małą przy dawnym kamperze przerobionym na domek ogrodowy. Na chwilę zapomniała o wielkiej hokejowej hali, która potrafiła ją pochłonąć bez reszty. Niekiedy żałowała, że przez to poświęca zbyt mało czasu córce, ale z drugiej strony od dziecka była związana z tamtym miejscem i nie potrafiła zrezygnować z czegoś, co tak mocno ją ukształtowało. Scotiabank Arena była jej drugim domem, a z hokejem wiązały się wspomnienia z jej dzieciństwa i dorastania. Robiła to co kochała, tylko niekiedy miała problem, aby w tym wszystkim znaleźć odpowiedni balans. Teraz jednak nie zaprzątała sobie tym głowy, w końcu miała wakacje w pełni! Po całym dniu spędzonym z Daisy napisała do przyjaciółki obwieszczając (i nie przyjmując tym samym odmowy), że wieczorem się widzą, bo ogarnęła sobie wychodne. Liam troszczył się o małą jak o własną córkę, dlatego nie miała żadnych obaw przed pozostawieniem ich na jedną noc i ruszeniem na podbój miasta z Blair, która być może potrzebował tego bardziej niż sama Penny.
Do dziś pamięta te noce, które przesiedziały razem, gdy to ją z dnia na dzień zostawił człowiek, którego uważała za miłość swojego życia. Nie mówiąc już o tych chwilach, gdy odkryła, że jest z nim w ciąży. Blair zawsze była przy niej, gdy sufit walił się jej na głowę, nic dziwnego, że działało to też w drugą stronę i O’Connell dokładała wszelkich starań, by wesprzeć ją na duchu.
Podjechała swoim samochodem po przyjaciółkę tylko po to, by wrócić w rejon Etobicoke, ale nie zamierzała wracać do domu. Zamiast tego zajechały pod Old Mill Toronto Spa, gdzie zarezerwowała im nie tylko regeneracyjny pakiet, ale też nockę all inclusive ze śniadaniem do łóżka. Czy jest coś lepszego niż luksusowa nocowanka z przyjaciółką? Wyjdą stąd piękniejsze, szczęśliwsze, może wciąż lekko wstawione szampanem podanym do śniadania, ale kto im zabroni? No właśnie nikt! Mayfield zasługiwała na wszystko co najlepsze, a Charlie jeszcze pożałuje, że zamiast skupić się na niej i dać jej co tylko zapragnie, wolał latać na Teneryfę i maczać pędzel w innych farbach.

Blair Mayfield
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dla niej wakacje nie zawsze oznaczały prawdziwych wakacji. Wręcz bardzo rzadko wybierała te letnie miesiące jako czas na swój wyjazd. Nie ma co się oszukiwać, że podczas tego okresu wszędzie było najwięcej ludzi, każdy czerpał z tej pory roku tyle, ile się dało, choć widoczne było odchodzenie od utartego przekonania, że przez ten niedługi czas w roku można było odpoczywać. Blair, wraz ze swoim byłym narzeczonym, szczególnie upodobała sobie początek roku, aby wejść w kolejne miesiące ze świeżą głową i kompletnym resetem. Wtedy wszystko się zerowało, chociaż po tegorocznym wyjeździe było inaczej i wszystkie sprawy potoczyły się w dziwnym kierunku. Już od samego początku coś było na rzeczy, a choroba ojca była kamieniem milowym, od kiedy wszystko zaczęło się sypać. Po czasie była utwierdzona w tym przekonaniu — w końcu to wtedy poznał tę pigułę. Dodatkowo, już od styczniowego powrotu z Hawajów zaczęło się parcie i nagonka na ich ślub, a cała organizacja tego wydarzenia została podjęta przez ich matki, które do serca wzięły sobie swój plan, aby ich dzieci pobrały się jeszcze tego roku.

No, jak widać, nie wyszło.

Do jeszcze niedawna październik był dla niej poniekąd “godziną zero”, a teraz pozostał zwyczajnym miesiącem, który jednak nie zmieniał czegokolwiek w jej życiu. Już od kilku tygodni żyła w ten sposób jak teraz i… nie no, nie mogła powiedzieć, że zaczęła się przyzwyczajać, skoro pustka dalej gościła w jej codzienności oraz sercu. Żyła z tym mężczyzną tyle lat, wyrobili sobie swoją własną rutynę, a teraz musiała wyrobić nowe, własne standardy życia. Nie naciskała na siebie samą, w końcu to czas leczy rany, prawda? Miała nadzieję, że w końcu i ona całkiem zapomni o Marshallu albo przynajmniej to wszystko stanie się nieco bardziej znośne.

Przepustka na wyjście z domu nie była czymś oczywistym, kiedy posiadało się dziecko, ale Mayfield nigdy nie narzekała na czas, który spędzały we dwójkę, a raczej w trójkę — w końcu Daisy była przeuroczą dziewczynką, a sama Blair mogła szczycić się tytułem ulubionej cioci! A to było czym się chwalić. Obserwowanie jej zabaw czy po prostu spędzenie czasu z czterolatką dawało jej pewien rodzaj ukojenia i pokazywało, że niepotrzebne były zmartwienia, kiedy można było przeznaczyć ten czas na zabawę. Dlatego dzisiaj nie miała zamiaru sprzeciwiać się przyjaciółce i nawet nie próbowała powiedzieć nie. Wyszła nawet wcześniej z pracy, żeby zostać porwaną przez Pen i przez naprawdę dłuższą chwilę myślała, że jadą do jej domu posiedzieć, napić się wina i poplotkować.

— Jesteś niemożliwa — rzuciła, kiwając głową na boki, kiedy ruszyły od recepcji w kierunku swojego dzisiejszego pokoju. — Ale przy tym wszystkim genialna. Dopiero teraz poczułam napięcie w barkach i jak bardzo przydałby mi się masaż — przyznała, bo nawet nie pomyślała, aby wyrwać się z domu właśnie w ten sposób; żeby oderwać myśli od bieżących problemów i po prostu zregenerować się w najlepszy z możliwych sposobów. Już na wejściu, przechodząc w tę strefę mieszkalną, dostały po kieliszku szampana na drogę i zaraz znalazły się w swoim pokoju, aby zostawić rzeczy. — Dziękuję, naprawdę cieszę się, że udało się nam wyrwać we dwie — powiedziała, obejmując przyjaciółkę ramieniem. I Penny z pewnością znała ją na tyle dobrze, że wiedziała, że Blair nie miała nic przeciwko ich wspólnym spotkaniom i wypadom z jej córeczką, ale jednak czas spędzony we dwie był inny. I O’Connell należy się czasami ten luksus, aby mieć czas tylko i dla siebie!

Penelope O'Connell
31 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
169 cm
koordynatorka oprawy meczowej i wydarzeń Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
diamonds are a girl’s best friend 💎
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wpadła do ich pokoju nie kryjąc swojej ekscytacji! Z tego wszystkiego o mały włos wylałaby szampana przed siebie, na szczęście udało się jej opanować potknięcie. — Nawet nie wiesz, jak ja się z tego cieszę! — przyznała odwzajemniając uścisk przyjaciółki, a gdy się odsunęła zachichotała radośnie. — To śmieszne, ale czuję ekscytację z tego, że będę mogła się wyspać — powiedziała pół żartem, pół serio. Noce z czterolatką może nie były już okrutnymi przeprawami jak wtedy, gdy była noworodkiem, ale też nie należały do najłatwiejszych. Poza tym Penelope naprawdę miała wrażenie, że od porodu jest przewlekle niewyspana cokolwiek by nie robiła, więc pewnie przez najbliższych kilka minut będzie łudzić się, że dziś jest ta noc, a potem i tak wyjdzie, że gówno prawda, bo przesiedzą razem do białego rana plotkując na temat gorszego gatunku czyt. mężczyzn. — Poza tym uznałam, że należy się nam odrobina luksusu. Ileż można robić maseczki w płachcie w zaciszu własnego domu — och, gdyby każda kobieta wierzyła w siebie równie mocno, jak w działanie maseczki za trzy dolary z drogerii to świat wyglądałby zupełnie inaczej. Pen starała się wierzyć w siebie i być taką wspierającą matką i przyjaciółką, ale jak każdy człowiek zaliczała swoje dołki, których nie szło przyklepać maseczką za parę dolarów. Teraz jednak to Blair potrzebowała mocniejszego wsparcia, a O’Connell postanowiła ruszyć na ratunek, jak przystało na prawdziwą girls girl.

— Słuchaj, piję tak mało, że ta lampka szampana może mi już zawrócić w głowie — wtrąciła wskakując na łóżko i rozsiadając się wygodnie. — Proponuję najpierw coś zjeść, a potem kierunek SPA — i posłała Blair zaciekawione spojrzenie licząc, że jedzenie wjedzie jako pierwsze, bo jak zaszaleją za bardzo to po drugiej atrakcji może odpaść. Zdawała sobie sprawę, że akurat tutaj nie oszczędzają na alkoholu jak się wykupiło full pakiet. Niby dają go na powitanie, a potem podstawiają przy każdej najmniejszej okazji. Zdradzieckie! — Marze o odrobinie ciepła z sauny, bąbelkowej kąpieli i porządnym masażu, też chodzę cała spięta jakby miało wydarzyć się coś złego — wyznała wstając i kierując się do torby, którą ze sobą przywiozła. Wygrzebała z niej strój kąpielowy i wygodny dresowy ciuch machając nim przed Blair. — Lecę się przebrać, a ty po mnie! Nie ma czasu do stracenia — i po chwili schowała się w toalecie, ale też równie szybko z niej wyszła gotowa do działania. — Twoja kolej! — ponagliła i znów rozsiadła się na łóżku czekając, aż Mayfield będzie gotowa. — Co u ciebie tak właściwie? Jest choć trochę lepiej niż ostatnio? — zapytała przez zamknięte drzwi uznając, że czasem lepiej przegadać coś trudnego przez ścianę, albo chociaż zacząć. Niezliczone ilości razy zaczynały coś przez drzwi toalety, a później już samo leciało. Pen musiała upewnić się, że u Blair sprawy nie ciągną jej w dół. rozstania w końcu potrafiły być dołujące i ona już coś na ten temat wiedziała.

(❀ˆᴗˆ)(•́ᴗ•̀✿)
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Mała daje popalić? — zapytała, unosząc lekko brwi. Blair nie znała się na dzieciach. Kontakt z nimi miała tyle co z najmłodszą siostrą Charliego, ale w zasadzie to i ona była już dość dużą dziewczynką. Pamiętała jeszcze, jak była malusia, chociaż wydawało jej się to być naprawdę odległymi czasami. Miała nadzieję, że czas równie szybko będzie jej mijać bez jednego z Marshalli. — Słuchaj, wyśpisz się, jak nie w nocy, to w dzień. Już ci tu wygospodaruje odpowiednio czas! — W końcu obydwie miały wyjechać stąd zrelaksowane, spełnić swoje największe marzenia, nawet jeśli miało być nim zwykłe wyspanie się. Mayfield też ostatnio nie spała zbyt dobrze; jak się okazuje, spanie z kimś w łóżku weszło na dobre w jej rutynę i nie mogła znaleźć sobie miejsca, tym bardziej ze świadomością, że musi przyzwyczaić się do tego stanu rzeczy, bo jej narzeczony nie wróci ani z delegacji, ani po prostu później do niej nie dołączy. — Chwała maseczkom w płachcie, że czasami dają uczucie, jakby rozpieszczały, ALE masz stuprocentową rację. — Pokiwała głową. Ile razy miały okazję pójść do SPA? No kurczę, czas strasznie je gonił, może kiedyś udało im się zrobić jakieś wyjście na masaż czy coś podobnego, jednak w większości codzienność strasznie uciekała przez palce. Blair doceniała, że miała w życiu osoby, na które mogła liczyć i które w takich sytuacjach dbały o nią bardziej niż ona sama. W końcu jej tymczasową strategią było rzucenie się w wir pracy, nawet nie pomyślałaby o tym, aby rozpieścić się, dając sobie możliwość odetchnięcia.

— Racja… nasze starcze głowy już nie są tak wydajne. Apropo picia i tolerancji na alkohol, to jak opowiem ci, co odwaliłam po nim jakiś czas temu… — Musiała się w końcu pochwalić, że trzy dni po swoim rozstaniu napisała pijana do Charliego, żeby ją odebrał. Wspomnienia wracały z czasem, a wraz z nimi fala wstydu. Wtedy przeżywała kryzys przywiązania, teraz… no nie było jakoś spektakularnie lepiej. Na pewno nie piła alkoholu, a dzisiaj z pewnością wyłączy i odłoży telefon, żeby przypadkiem nic jej nie kusiło. — Taktyczne podejście — zaśmiała się cicho. — Najpierw jedzenie. — Kiwnęła, zgadzając się. W końcu noc miała być jeszcze długa, tak? Całe plany zdawały się być zbyt piękne, żeby były prawdziwe. Naprawdę niewiele trzeba było, żeby sprawić sobie tak prostą przyjemność, jak ściągnięcie tego napięcia w barkach. Poczekała aż przyjaciółka się przebierze, w międzyczasie zgarniając z torby swoje rzeczy i w oczekiwaniu szybko przeczesując swoje włosy, które związała w wysoki kucyk. Weszła do łazienki, żeby szybko przebrać się i w międzyczasie zaczęła odpowiadać jej na pytanie. — Nie mogę powiedzieć, że nie jest lepiej, bo jest. Czas leczy rany, ale nie jest też dobrze. Okropne jest to, jak mocno można przywiązać się do drugiego człowieka — westchnęła, na strój narzucając swój ulubiony komplet dresowy. — Jak weszłyśmy do pokoju, to mówiłam, że później ci coś opowiem… — zaczęła, wychodząc z toalety i rzucając swoje rzeczy na otwartą walizkę i uśmiechając się niewinnie. — No, kilka dni po tym, jak rzuciłam w Charliego pierścionkiem, to napisałam do niego po pijaku i po mnie przyjechał — rzuciła, ale to przecież nie było najgorsze. — A potem wniósł mnie do góry, stałam przed nim naga, zrobiłam mu malinkę i poprosiłam, żeby został, a rano jedliśmy razem jajecznicę — wyrzuciła z siebie na jednym wdechu, na chwilę przenosząc spojrzenie z Pen na okno, nieco zmieszana swoimi pijackimi wydziwami, żeby po kilku sekundach na nowo wrócić do niej swoimi jasnymi oczami, niemo prosząc o jak najmniejszą krytykę, ale… kto miał ją skrytykować, jak nie ona? Była w końcu osobą upoważnioną do potrząśnięcia nią! — Ogólnie to to wszystko pamiętam jak za mgłą, niektóre rzeczy przypomniały mi się dopiero na drugi dzień.

Penelope O'Connell
31 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
169 cm
koordynatorka oprawy meczowej i wydarzeń Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
diamonds are a girl’s best friend 💎
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— No właśnie teoretycznie nie, ale regularnie wpycha się do łóżka — zaśmiała się lekko i westchnęła bezradnie, bo choć w efekcie często budziła się obolała to nie potrafiła nie rozczulać się nad tą czynnością. Kiedy otwierała oczy rano może i czuła, jak nawalają ją plecy, ale też widziała przed sobą małego szkraba, który był całym jej światem. Jak mogłaby mieć jej to za złe, tym bardziej, że miała świadomość tego jak czas ucieka i jeszcze kiedyś zapragnie do tego wrócić. Nie rozumiała tylko jednej kwestii! Jak to się działo, że pomimo, że mają ogromne łóżko z Liamem, to malutka i tak wciskała się tak, że napierała na Penny do tego stopnia, że ta niekiedy budziła się dosłownie wisząc na krawędzi. Z a w s z e! A Liam miał większość łóżka dla siebie! I gdzie tu sprawiedliwość?! — Ty to mi wygospodaruj czas na ploteczki! — parsknęła zamachując się ręką tak, by olała to jej całe paplanie o spaniu, bo pewnie obie przypuszczały, że z tym spaniem to znając je i tak nic nie wyjdzie. Niby miały wyjść zrelaksowane, ale wspólnie spędzony czas z przyjaciółką na ploteczkach, szampanie to też pewien luksus, którego nie miała na co dzień. Należało się tym nacieszyć. To, że sporadycznie robiły sobie pogaduchy przez telefon oblepione maseczkami to jedno, a to, że teraz mogły aplikować sobie witaminowy koktajl pod skórę i zaliczyć masaż twarzy taki, że wszystko pójdzie góry, łącznie z fiutkiem byłego jak zobaczy glow up Blair, to coś zupełnie innego! Penny za punkt honoru wzięła sobie to, by utrzymać przyjaciółkę w pionie i by dalej przez życie podążała z zadartą do góry głową. Nie zamierzała pozwolić na to, by jakiś facet ciągnął ją w dół.

I jak poprosiła wcześniej, tak teraz to dostała. Już słysząc to jak opowiem ci, co odwaliłam… a Penny już zaświeciły się oczęta. Owszem, troszkę się bała, że ma to coś wspólnego z byłym - klasyczny błąd pijanej i zdradzonej kobiety, no ale i tak - p l o t e c z k i! Mając taką zachętę przebierała się w tempie ekspresowym, a potem przebierała nogi, aż i Blair będzie gotowa, a gdy tylko wyszła obdarzyła ją wymownym spojrzeniem: słucham. Im dłużej słuchała tym większe oczy robiła, ale wysłuchała. Do końca, grzecznie… a potem bez zastanowienia wzięła jeden z ręczników przygotowanych na łóżku i zamachnęła się nim w stronę przyjaciółki uderzając ją w biodro, jeden raz, drugi, nawet w pośladek. — No na boga, czyś ty oszalała! Rozumy wszelkie POZJADAŁAŚ?! Życie ci niemiłe?! — no nie, tak się koleżanko nie bawimy. — Klasyczny kurwa błąd, pisanie do byłego po pijaku. I jeszcze prosząc o spotkanie!!! Typowe w tej fazie załamania, nawet kurde zrozumiałe — większość dziewczyn ten błąd popełniało, to pewnie już wgrany systemowo błąd przy narodzinach, którego żadna z nich nie jest w stanie kontrolować. — ALE żeby się rozbierać?! ROBIĆ MALINKĘ!? — i znów ją tym ręcznikiem pacnęła z zaskoczenia, jak przestała się kurczyć myśląc, że zagrożenie minęło. — I zero godności ma typ, jeszcze został… powinien uciekać w podskokach, jak cię tak zranił, a nie zostawać na jajecznicę. Jak ty w ogóle rano na niego spojrzałaś? Bo ja bym mu kazała spieprzać gdzie pieprz rośnie. Chyba muszę zacząć nocować u ciebie… — zapowietrzyła się od tego karcenia, a o najmniejszej krytyce to mogła pomarzyć. — Coś ty sobie u licha myślała, Blair. Przecież on ci serce złamał, nie pamiętasz?

(❀ˆᴗˆ)(•́ᴗ•̀✿)
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
31 y/o
Welkom in Canada
170 cm
wiceprezes oraz dyrektorka kreatywna w Mayfield Architects
Awatar użytkownika
We both have demons, that we can't stand
I love your demons like devils can
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

— Korzystaj póki możesz, nim się obejrzysz, a będzie zbuntowaną nastolatką, której nawet nie da się przytulić — zaśmiała się pod nosem, chociaż jej samej ciężko było wyobrazić sobie tę wizję. Póki co, malutka jej przyjaciółki była cudem i aniołkiem, Blair lubiła z nią spędzać czas, aleeee… wiedziała, że we wspomnianym etapie życia, będzie tą super ciotką, która odbierze ją z imprezy w środku nocy — lepiej tak, niż żeby miała szwędać się po nocach i dodatkowo spędzać matce sen z powiek. Poza tym, tak właśnie siebie widziała za te kilka lat, zwłaszcza teraz, kiedy jej jedyna stała w życiu i potencjalna przyszłość rozsypała się w drobny mak. Co prawda, nie planowali z Charliem dzieci w najbliższej przyszłości, woleli zrobić wszystko po kolei, ale wiadomo, że życie bywa przewrotne. Może los napisał dla nich inny scenariusz? Cóż… no, poniekąd właśnie napisał i to taki, którego się nikt nie spodziewał. — Ay ay pani kapitan — rzuciła, salutując z rozbawieniem. Penny zdecydowanie nie była gotowa na to, jakie ploteczki zaserwuje jej Blair, a dziewczynie jedynie pozostało mieć nadzieję, że dostanie rozgrzeszenie od swojej przyjaciółki. Koniec końców… nie pocałowała go. Chyba?

Nie mogło obyć się bez lania — i bardzo słusznie. Powinna trzepnąć ją ręcznikiem w tę pustą łepetynę, a żeby raz a porządnie wybić z jej głowy Charliego! Może tego potrzebowała? Próbowała zrobić unik przed mięciutkim materiałem, ale w końcu nie pozostało jej nic innego, jak po prostu wystawić się, zaraz posyłając O’Connell niewinny uśmiech. Była przekonana, że okładanie jej się skończyło, jednak z kolejną zjebą przyszedł kolejny, niespodziewany zamach, przez który odskoczyła lekko w bok. Zaraz usiadła obok niej na łóżku, opadając plecami na materac i uważnie słuchała słów przyjaciółki… no jakby nie wiedziała, że zrobiła źle! Na trzeźwo miała świadomość, że mogła powstrzymać się i na pewno byłoby to dla niej zdrowsze i nie wprowadziłoby dodatkowego zamętu w jej głowie. Blair dobrze znała teorie, lecz w praktyce ciężko było się powstrzymać, zwłaszcza gdy alkohol puścił jej wszystkie hamulce. Jeszcze świadomość, że nadal się o nią troszczył… Myślała, że minęła jej faza łez, a jednak gdzieś zakuły ją w oczy, przez co zamrugała szybciej, aby dzisiaj darować sobie rozklejanie się. Miała wyjść stąd piękna, a nie opuchnięta przez kolejną fazę żałoby po związkowej! — Chciałam iść spać, okej?! A malinka… — żadne wytłumaczenie nie było dobre, bo po co miała chcieć zaznaczać swój teren, który przecież nie był już jej? Podparła się na łokciach, patrząc zmęczonym spojrzeniem na przyjaciółkę. — Rano? Rano to było mi głupio za to wszystko co odwaliłam. Ale żeby nie było, nie byłam taka łatwa! Nie chciałam z nim jechać! — ale sama po niego zadzwoniła… no hipokrytka. — Nie musisz u mnie nocować. Co jeśli zacznę korzystać z życia i spraszać sobie kolegów? — zapytała, jakby to było coś zupełnie normalnego, ale nie u Blair Mayfield, która prędzej rzuci się w wir pracy oraz dodatkowych projektów, niż pójdzie do jakiegoś luksusowego klubu, aby wyrywać biznesmenów. — Problem w tym, że chyba wtedy nic za bardzo nie myślałam — przyznała, a rzadko to się zdarzało; nie myślenie, a nie przyznawanie racji. Umiała przyznać się do błędu, ale nie do tego, że nie przemyślała swojego zachowania. — Złamał mi serce i nadal jest złamane, ale jednocześnie… — urwała i spojrzała na Penny, wzruszając lekko ramionami. Po pierwsze, ciężko było jej to powiedzieć, po drugie, nie wiedziała, czy przypadkiem nie zląduje z łóżka za takie słowa, ale… ten kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana? — …jednocześnie nadal go kocham. Nie umiem przestać go kochać. — Opadła z powrotem plecami na materac, wpatrując się w sufit. — Żeby to było jasne, nie umiem mu również przebaczyć! — uniosła rękę z wyciągniętym palcem wskazującym, nim rozpoczął się kolejny wywód. — Powiedział, że będzie czekać tak długo, aż w końcu uwierzę, że chce tylko mnie. Że nikt inny go nie interesuje, że nikogo innego nie ma. Że żałuje, ale czasu nie cofnie. Że chce naprawić to, co spierdolił. Że jest tylko mój… — ostatnie zdanie powiedziała ciszej, a jedna łza wymknęła się nieproszona z jej oka, ale szybko starła ją wierzchem dłoni. Koniec ze słabościami…. tak?

Penelope O'Connell
31 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
169 cm
koordynatorka oprawy meczowej i wydarzeń Toronto Maple Leafs
Awatar użytkownika
diamonds are a girl’s best friend 💎
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Wiem, nawet nie mów! Już teraz wydaje się taka duża, a jeszcze ostatnio non stop wyskakują mi filmiki, że nigdy nie wiesz, kiedy będzie ten ostatni raz — o dear lord, już się wzruszyła na samo wspomnienie tego, ale jej szybko oczy robiły się wilgotne, bo była wrażliwa. — Wiesz, ostatni raz na huśtawce, ostatnie podnoszenie przez mamę, ostatnie przejście z własnej sypialni do rodziców — aż czuła jak ją w mostku ścisnęło i ledwo przełknęła ślinę. — Czas mógłby nieco zwolnić — westchnęła rozmarzona, bo to, że sobie pod nosem narzekała to jedno, a to, że wcale nie chciała, by to się skończyło to zupełnie inna historia. — Oby nie wdała się w ojca, który uciekł raz, ale konkretnie — choć w zasadzie do dziś nie wiedziała czy uciekł, czy się zapadł pod ziemię, czy ducha wyzionął. Swoje jednak już przepłakała, a teraz miała prawo czuć żal. Choć głównie czuła smutek, brakowało jej zakończenia tamtej relacji, jakiejkolwiek informacji, która wskazywałaby na cokolwiek. Miała jedynie domysły i swoją chorą dziwną wyobraźnię. Za wiele myślała, dobrze, że miała Liama, bo jako jeden z nielicznych był w stanie wyciągnąć ją z tego stanu przesadnej analizy myśli. Dziś jednak nie zamierzała wracać do przeszłości, liczyła tylko na ploteczki Blair i babski wieczór, no i…?! Trzeba było przyznać, że Mayfield nie brała jeńców, jak wywaliła plotki, to Penny nie była w stanie już myśleć o niczym innym. Z kolei Blair zdecydowanie powinna myśleć o czymś innym niż obnażanie się przed byłym zdradzieckim facetem! Dlatego uaktywniła tryb lańska na dobry początek, by sprowadzić ją na ziemię. Troszczył się, sroszczył się. Raczej to puszczał się, ugh. — Nie wiem coś ty sobie u licha myślała — zacmokała kiwając głową z wyraźną dezaprobatą. — Jeszcze został do rana — aż za klatkę piersiową się złapała i odetchnęła ciężko. — I właśnie w tym rzecz, że chyba muszę! Ty sobie spraszaj, a ja jak ta przyzwoitka będę z boku się wam przyglądać i oceniać, czy typ jest wystarczająco dobry dla ciebie — zażartowała, by rozluźnić nieco atmosferę, ale znów wróciły do tematu byłego. Wsłuchiwała się w słowa Blair, by koniec końców podejść do niej i objąć, gdy starła pojedynczą łzę spływającą po jej policzku. — Straszny z niego palant. Nienawidzę tego, że zawsze mądrzeją po fakcie… a potem wyskakują z takimi tekstami i bądź tu człowieku mądry — stwierdziła gładząc ją po plecach, jakby chciała dodać jej otuchy. — Musisz dać sobie czas, takie wyskoki jak pijacka nocowanka z nim nie mogą się powtarzać, bo wpadniesz do tej samej rzeki nim zdążysz przemyśleć wszystko racjonalnie — a Penny na razie nie była przekonana, co do tego, czy powinna moczyć jakikolwiek palec w rzece Charliego. — Chodź, zbieramy się do tej sauny, na masaż, a potem objemy się z dostawą do pokoju i obejrzymy jakiś paskudnie mdły romcom — a to brzmiało już jak świetny plan.




(❀ˆᴗˆ)(•́ᴗ•̀✿)
♡ ancy ‪‪♡ winniethepooh
(·•᷄‎ࡇ•᷅ )
ODPOWIEDZ

Wróć do „Old Mill Toronto Spa”