ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ponad dwa miesiące... Tyle czasu minęło od tamtej nocy, która przecież nic nie znaczyła, a co gorsze, nic się w niej nie wydarzyło.
Rae dokładnie pamiętała, jak brała prysznic i przedłużała go coraz bardziej, bijąc się z myślami pod strumieniami gorącej wody. Trochę liczyła na to, że jednak wejdzie do łazienki i dołączy. Trochę tego nie chciała. Trochę chciała wyjść z łazienki nago i zobaczyć, jak on zareaguje. A trochę chciała zapaść się pod ziemię, że w ten sposób myślała o ZAJĘTYM facecie...
O nim... Tak... Nie używała jego imienia nawet we własnych myślach.
Z jej ust wydobyły się ciche dźwięki. Nuciła... Melodię, która jeszcze nie powstała. Przynajmniej nie do końca. Sapnęła z frustracją, stukając ołówkiem w notes z żółtymi kartkami, po czym podniosła spojrzenie na piekarnik, żeby sprawdzić godzinę. Dalej nie działał. Co oznaczało, że nawet nie miała jak posłuchać muzyki, żeby zagłuszyć tę potrzebę, która zrodziła się w niej tej nocy. Odchyliła się na fotelu, opierając głowę na kancie. Ciemne włosy rozsypały się po materiale. Siedziała po turecku. W jego koszuli... Znowu... I znowu wkurzała się na siebie, że ją uprała, więc już nim nie pachniała...
Sapnęła i nachyliła się nad kartkami, wykreślając kilka zapisanych linijek.
We're drowning in our eyes
Don't know what we'll find
I'm not sure, should we fly or fight this?
We're terrified
*
Przygryzła gumkę od ołówka zębami, przyglądając się tekstowi przymrużonymi oczami. Podniosła się z fotela i z pustą szklanką w ręku ruszyła w kierunku lodówki. Zaopatrzonej teraz w jedzenie niewymagające chłodzenia, bo przecież nic nie działało...
Nuciła dalej...
- Pretending now that we don't care
But tension cuts, cuts the air
We're more than scared
I'm drowning in your eyes
I'm terrified*

Zatrzymała się przy ladzie, by nalać sobie trochę soku. Koszmarnie ciepłego soku, ale lodu też już nie miała w domu. Gorzej, że nawet nie było gdzie go kupić. Może powinna na ten czas wyjechać do domu? Pewnie rodzice by się ucieszyli... A może nie... Po tylu latach...
- Words are getting hard for me to speak
That's new for me*

Zachwycona kolejnym pomysłem wróciła do stołu i zaczęła notować fragment. Kiedy usłyszała pukanie do drzwi, była zbyt skupiona na zadaniu, żeby się oderwać.
- Otwarte! - krzyknęła tylko i nachyliła się bardziej nad notesem.
Kiedy wszedł do środka, mieszkanie było oświetlone kilkoma świecami, część z nich była na wyczerpaniu, ale na jednym z regałów czekał już pokaźny zapas kolejnych. Rae w pierwszej chwili go nawet nie zauważyła. Uniosła tylko dłoń, wyprzedzając jakieś słowa, żeby jej teraz nie rozproszył. Ale kiedy wykreśliła kolejne wersy, odwróciła się do niego z frustracją wymalowaną na twarzy.
I zamarła.
- Louis...


*Tak, wykorzystuję oryginalny tekst Sofii Carson, ale tak bardzo mi pasował do tego kontekstu. Cieszmy się, że Rae pisze, nawet jeśli tylko wyimaginowane.
louis rosier
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

W kierunku Louis’a leciały ciężkie rzeczy, ale również i słowa. Nie sądził, że bluza, którą rzucił do szafy już kilka miesięcy temu wywoła aż takie poruszenie, gdy trafi w ręce jego dziewczyny. Aczkolwiek prawdopodobnie byłby w stanie tego uniknąć, gdyby tylko nie to zbyt długie zawahanie w momencie, kiedy tylko zapytała, skąd to się wzięło. Cisza była o kilka minut za długa, przez co sama doszła do konkluzji i już nic nie dało się jej powiedzieć. Dopisała sobie całą historię, która jedynie w niektórych momentach była prawdziwa, czego oczywiście nie wspominał. Z początku jedynie jakoś próbował się bronić, bo wiedział, że nie zrobił nic złego (przynajmniej w jego mniemaniu). Prędko jednak zrozumiał, że nie ma to sensu i zwyczajnie zamilkł, przyjmując na klatę całą złość i frustrację dziewczyny, która swój wywód zakończyła: “a idź sobie do tej swojej zdziry!”

Louis powinien w tym momencie po prostu jej przerwać, spróbować uspokoić i wytłumaczyć całą nie aż tak zawiłą sytuację. Zamiast tego, chyba już znużony i zmęczony tą (słuszną) nagonką, wyszedł. Był tym zaskoczony chyba tak samo jak ona – nogi jednak samego go z mieszkania wyniosły. Zamknął za sobą drzwi i stał chwilę pod nimi, zastanawiając się co zrobić. Spojrzał jednak na bluzę w swojej ręce i nagle już znał swój kierunek.

Nie pamiętał dokładnego adresu, jednak wiedział, jak pokierować kierowcę taksówki. Nie przeszkadzała mu nawet kompletna ciemność, z którą zmagało się miasto po nagłej awarii. Wygrzebał z kieszeni kilka dolarów i wręczył taksówkarzowi, który niewątpliwie ucieszył się, gdy otrzymywał studolarówkę bez konieczności wydawania reszty. Louis wyszedł z auta i stanął pod jej blokiem. Miał jeszcze okazję zawrócić, jednak nie zrobił tego. Wszedł na odpowiednie piętro i zawahał się dopiero przed jej drzwiami. — Co ja robię — mruknął sam do siebie pod nosem, czując, że po raz kolejny pakuje się w absurdalną sytuację. Ścisnął bluzę w swojej dłoni, po czym zapukał.

Cisza. Pomyślał, że może jest w pracy, może występuje, może wyszła gdzieś ze znajomymi albo znowu męczy się z jakimiś natrętami. Nim jednak popadł w dalszy ciąg swoich własnych wymysłów usłyszał jej głos. Chwycił za klamkę i wszedł do środka. Teraz już nie było odwrotu.

Zdawała się być zaskoczona jego widokiem. Cóż, możliwe, że niemniej niż on faktem, że faktycznie się tu zjawił. — Ot tak wpuszczasz nieznajomych do mieszkania? — zapytał, zamykając za sobą drzwi. Wszedł w głąb mieszkania, którego jedynym oświetleniem były najwyraźniej pojedyncze świece. Za wiele nie dawały, jednak mimo to doskonale widział jej zaintrygowany wyraz twarzy oraz jej strój, który wywołał u niego krótki śmiech, który próbował zdusić, przygryzając swoją dolną wargę. — Chyba, że na kogoś czekałaś, a ja wszedłem wam w paradę — stwierdził, gdy był już niedaleko niej. — Chciałem tylko coś ci zwrócić, bo zawieruszyło się w mojej szafie — powiedział, po czym wyciągnął w jej kierunku bluzę. — Koszula widzę, że służy — zauważył, spojrzeniem zjeżdżając prawdopodobnie niżej niż powinien. — Pasuje ci.

Rae Westlake
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Ich spojrzenia skrzyżowały się, a napięcie rosło wraz z każdym tyknięciem, które dobiegło gdzieś z głębi mieszkania. Cisza... Łomot serca, uderzenia krwi w skroniach. Łup, łup... Łup, łup...
A potem ruszyła w jego kierunku i rzuciła mu się na szyję, oplatając go nogami w pasie i łapczywie wpijając się w jego wargi. Jej dłonie mierzwiły mu włosy, szukały szczelin w jego ubraniu, chcąc się wsunąć pod materiał, a potem...

Westchnęła, cofając się o dwa kroki na palcach, boleśnie wpadając udem na stół. Zbliżył się do niej za szybko. A ona naprawdę nie wiedziała, jak zareagować. Wyobrażenie, które miała w głowie, teraz zupełnie nie pasowało albo wydawało się zbyt głupie, żeby pozwolić sobie na coś takiego. Kto by pomyślał, że jedna męska bluza, która przecież mogłaby być jego, gdyby nie pachniała inną kobietą, wywoła taki niefortunny ciąg zdarzeń. Ale czy naprawdę niefortunny? Milczała, wbijając w niego czujne, nieufne spojrzenie, nie potrafiąc wyprowadzić żadnej riposty na zarzut, który rzucił w jej stronę.
No bo co miała powiedzieć? Że sąsiad z naprzeciwka ma do niej słabość i gdyby krzyknęła, to wpadłby tutaj z kijem baseballowym, nawet nie zastanawiając się, czy będzie bił winnego, czy nie. Mogła wyjaśnić, że przecież w tym bloku wszyscy się znają, a odkąd mamy blackout, to trzymają dodatkową sztamę, pomagając sobie nawzajem. Mogła powiedzieć, że zasady nauczone na ranczu przeniosła także tutaj, budując swoją własną, małą społeczność... Mogła też powiedzieć, że ma znajomości i ktokolwiek by nie próbował jej zrobić krzywdy, musiałby się potem liczyć z długimi mackami Madoxa – księcia podziemia...
Tylko że to wszystko wydawało się głupim tłumaczeniem przed kimś, kto... Martwił się o nią?
- Nie... - odpowiedziała trochę za szybko, kiedy zasugerował, że mogłaby na kogoś czekać. Cofnęła się o kolejny krok, gdy on zbliżył się do niej.
Opuściła wzrok na ciemny materiał bluzy i wzięła ją do rąk, odruchowo chcąc zrobić z niej kolejną zasłonę między nim a nią. Kątem oka zerknęła na żółte kartki, zastanawiając się przez chwilę, jak dużo na nich było niego? Jak bardzo mógłby się domyślić, że o nim pisała, ale szybko się uspokoiła. A na jej twarzy nawet pojawił się delikatny ruch kącika ust. Niby uśmiech, bardziej rozlewający się w jej wnętrzu niż na twarzy.
Nieco speszona spojrzała w dół na swój improwizowany dekolt, ale tutaj jej twarz się znów zmieniła. Usta powoli rozciągnęły się w szelmowskim, wyzywającym uśmiechu. Bluza wylądowała na stole, na kartkach. Jedną z dłoni sięgnęła do kołnierzyka koszuli, świadomie odchylając go nieco bardziej, by materiał zsunął się z ramienia. Jej palce leniwie przesunęły się wzdłuż krawędzi materiału na powiększony dekolt, odsłaniający już nawet trochę brzucha.
- Mam Ci ją oddać? - zapytała, patrząc na niego spod brwi.
Tym razem nie cofnie się o krok, jeśli podejdzie. Opadła na pięty, patrząc mu prosto w oczy.
stay this time?
31 y/o
For good luck!
186 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Wszechobecna ciemność, przez którą zapalone świece próbowały się nieskutecznie przedrzeć; cisza, która pozwalała usłyszeć nawet jak szybko w tym momencie biło serce Louis’a; Rae, której sylwetka w tym stroju dawała mu spory popis do wyobraźni; kłótnia z dziewczyną, po której nie wiedział, na czym dokładnie stoją - kulminacja tego wszystkiego sprawiała, że Rosier jeszcze bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że nie powinien tutaj przyjeżdżać. Wmawiał sobie, że nie oczekiwał niczego, że naprawdę chciał jedynie zwrócić jej bluzę, która dalej pachniała jej perfumami, że przez ostatnie miesiące nie żałował, że nie posunął się o krok dalej. Przekroczyli wtedy wystarczająco granic, więc czemu powstrzymywali się przed tą jedną? Louis aż nie dowierzał, że miał w sobie na tyle moralności, bo aktualnie w głowie miał wiele myśli, lecz żadna z nich moralna z pewnością nie była.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


Rae Westlake
ODPOWIEDZ

Wróć do „#33”