ODPOWIEDZ
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

If you try to chase the sun, you're never gonna catch it
These days I'm wiser, but I'm certainly not better
I'm still doing the same shit, I'm just makin' it sound clever
When I die, I want my life to look like sunflowers and leather
All I wanna do is say some shit that makes me live forever

W Emptiness nie bywał zbyt często. Zdarzyło mu się grać tam kilka większych koncertów, choć te przypadki należały raczej do przeszłości. Klub z pewnością był jednym z bardziej obleganych, wydawał się miejscem niemal ekskluzywnym. Młody Jasper byłby oszołomiony ilością możliwości i rozrywek, które ofiarował. Obecnie, lokal przypominał Porterowi o tych wszystkich miejscach, które odwiedził w Mieście Aniołów, gdy sądził, że świat leży u jego stóp, a on jest zupełnie nietykalny. Dziś jednak Emptiness było dla niego tylko szumem, kakofonią barw i dźwięków, plątaniną ciał, chaotycznym kłębowiskiem pragnień i niespełnionych obietnic. Dokładnie tego szukał – odwrócenia uwagi. Odrobiny zabawy. Może, przy odrobinie szczęścia, przypomni sobie kim był kiedyś i pozwoli temu człowiekowi przejąć nad sobą kontrolę. Znów popełniać błędy i płynąć z falą, niezależnie od tego, gdzie zamierzała go rzucić. I tak już rozbijał się o brzeg.
Wiedział, że Rae również występowała w Emptiness. Każdy artysta, który chciał zdobyć coś więcej, kiedyś postawił tu stopę, z nadzieją, że zostanie zapamiętany. Nie miał jednak pojęcia, że faktycznie stanowiła tu swego rodzaju celebrytkę. Nie miał też pojęcia, że kiedy podejdzie do baru, by zamówić jakiś przesadnie drogi alkohol, ujrzy jej twarz. Nie próbował jej odnaleźć po ich rozmowie w Tranzec, nie chcąc w żaden sposób się narzucać. Powiedziała jasno – nie potrzebowała jego rad, a on nie zamierzał wyciągać z niej nic, czego nie zamierzała mówić sama. Ludzie niejednokrotnie próbowali zmusić go, by obrał inną ścieżkę, jakby sądzili, że wiedzą lepiej co jest dla niego odpowiednie. Przecież dokładnie to przez większość życia robiła jego matka, odcinając go od jakichkolwiek informacji o ojcu. To robili jego menadżerowie, gdy miał przed sobą perspektywę większej kariery. To robili ludzie, którzy nazywali się jego przyjaciółmi. Wiedział jak taki nacisk potrafi paraliżować.
— Whisky. Z lodem. — Oparł się o ladę, obserwując znajomą twarz. Na jego własnej brakowało tego zadziornego uśmiechu, który zazwyczaj przybierał. Wydawał się zmęczony i nieco rozkojarzony. Pewnie przez cały wieczór Rae widziała wiele takich osób, które przy barowej ladzie szukały odpowiedzi - albo zapomnienia. Sam nie był pewien, której opcji oczekiwał. — Nie miałem pojęcia, że tu pracujesz. — Dodał po chwili milczenia, jakby chciał się usprawiedliwić, gdyby podejrzewała, że przyszedł tu po to, by znów zadawać niewygodne pytania. Tym razem nie był skory do walki.

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Emptiness z założenia było klubem, w którym się tańczyło. Przychodziło się tutaj, żeby spuścić trochę pary. Co ciekawe, bawiła się tutaj zarówno policja, jak i półświatek Toronto. Klub był kolorową mieszaniną przeróżnych celów i doświadczeń, pomiędzy którymi lawirował właściciel.
Rae była chyba jednym z takich doświadczeń... Zagubionym dzieciakiem, uciekinierką z domu, której przez totalny przypadek zabrakło benzyny akurat pod tym miejscem. Nie wiadomo, skąd zebrała się na odwagę, żeby wślizgnąć się do budynku przez niedomknięte drzwi w poszukiwaniu menadżera albo właściciela. Jakimś cudem została przez niego przyłapana, ale zamiast nadać ją na policję, ten... zaopiekował się nią i przygarnął do siebie. I tak była tutaj już siedem lat.
Długo, jak na kogoś, kto chciał robić karierę muzyczną, a nie być barmanką w nocnym klubie o szemranej reputacji.
- Hey, old Jazzman! - uśmiechnęła się na jego widok w ten swój sposób, w jaki uśmiechała się na scenie.
Zupełnie jakby nie było nawet śladu wspomnienia po ich ostatniej rozmowie, która przecież nie poszła tak dobrze.
- Wyglądasz, jakbyś się zgubił! - zauważyła, wrzucając do szklanki jedną, dużą, przejrzystą kostkę lodu, by na oko nalać alkoholu.
Tak na oko, to chyba nalała więcej niż powinna i chyba dobrze o tym wiedziała.
Nie miałem pojęcia, że tutaj pracujesz.
W odpowiedzi uniosła same ramiona na dłuższą chwilę, robiąc minę mówiącą: "No co zrobisz?"
- Każdy orze jak może... - jakże mądre stwierdzenie.
Koncerty w klubie właściwie zaczęły się od niej. To dla niej Madox zamówił pianino i nagłośnienie idealne do muzyki na żywo. Oczarowała go tym, jak śpiewała i z początku koncerty były raczej w dniach, w których w klubie było pustawo, ale z czasem zmieniło się to i rzeczywiście zaczęli tutaj występować także inni muzycy.
Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Podeszła do niego tak, jakby ich poprzednia rozmowa nie miała miejsca. Z scenicznym uśmiechem i otwartością, której się nie spodziewał. Faktycznie nie zaprzątała sobie głowy słowami, które padły po minionym koncercie, nad ciepłym piwem i whisky bez lodu, przechodząc tak po prostu do codziennego życia? Czy może był to element gry – udawać, że nic się nie stało, zagrzebać niewygodne sprawy i niedopowiedzenia? Była to dobra taktyka, nie ruszać tematu, skoro on sam go nie poruszał. Pozwolić wieczorowi toczyć się własnym rytmem, podchodzić do Jaspera, jakby był zwyczajną znajomą twarzą, kolejnym klientem przy barze, a nie kimś, kto kilka nocy temu próbował znaleźć w niej coś, co zagrzebywała głęboko w sobie.
Uśmiechnął się do niej, słysząc jak go nazywa. W innym wypadku zapewne odgryzłby się, że wcale nie jest stary, ale miała rację – wyglądał na zagubionego. Zupełnie jakby na chwilę wywiesił białą flagę, kapitulując. Jego strata, jej zysk. Najwidoczniej nie zamierzał rozgrzebywać tematu jej ucieczki.
— Dobrze mówią, że barmani jak mało kto potrafią wyłapywać ludzkie nastroje — zaśmiał się, gdy zwróciła uwagę na jego stan. Obserwował jak kostka lodu z brzdękiem ląduje w szklance, a później pęka, zalana bursztynowym płynem. Ilość whisky z pewnością była nadprogramowa, oferowana prosto od serca, jakby miała uleczyć jego smutki. — Powiedzmy, że ostatnio nie jestem pewny czego chcę, a ludzie, których spotykam, nie ułatwiają mi podjęcia wyboru — powiedział, nieco enigmatycznie, biorąc w dłoń szklankę. Oboje odsłaniali przed sobą niewiele, wciąż balansując między szczerością a dyskrecją. Czy gdyby zdecydował się przed nią otworzyć, kiedyś odwdzięczyłaby się tym samym?
— Kiedyś pracowałem jako barman w Los Angeles. Ilość ludzi, jaką można poznać przy szklance z alkoholem jest zaskakująca. — Oczy, które widzą wszystko, uszy, które słyszą więcej, niż by chciały. Posada niepozorna, czasami niezbyt wdzięczna, ale potrafiąca otworzyć więcej drzwi, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. — Grasz coś dzisiaj? Wiem, że w Emtiness lubią cię słuchać.


Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była u siebie i to było widać. Czuła się tutaj znacznie swobodniej niż w Tranzac. Do tego znała tę publiczność. Bo chyba tłum w klubie, nawet jeśli anonimowy, też był publicznością. A z tą konkretną była już oswojona. Jedno nie przeczyło drugiemu... Mogła być tutaj bardziej, a jednocześnie ciągle mieć z tyłu głowy ostatnią rozmowę.
Uśmiechnęła się w rozbawieniu, kiedy wspomniał o czytaniu emocji. Och, gdyby tylko wiedział, jaki był dla niej koszt tej umiejętności. Uśmiech był ciepły, może nawet trochę rozczulony.
- Kiedy przewija ci się dużo ludzi, to uczysz się ich czytać. Ale takie kluby jak ten nie sprzyjają pogawędkom. Z takimi talentami możesz zostać barmanem albo pastorem. Chyba bycie barmanem jest uczciwsze. - posłała mu przepraszający uśmiech, bo musiała zająć się kilkoma następnymi klientami, którzy akurat zrobili sobie przerwę od tańczenia.
Wróciła dopiero po dłuższej chwili, sięgając po butelkę, żeby dopełnić prawie pustą szklaneczkę. Ale zawahała się, widząc w niej jeszcze trochę płynu. Posłała mu pytające spojrzenie, a potem skupiła się na tym, co powiedział przed momentem.
- Takie momenty przychodzą... Człowiek budzi się rano i ze zgrozą orientuje, że jest w zupełnie innym miejscu, niż miał być. - powiedziała, opierając się łokciami na ladzie, by być nieco bliżej niego. - Ostatnio wydawałeś się być z tego zadowolony?
Czyli jednak pamiętała ich rozmowę.
Zmianę tematu przyjęła kiwnięciem głowy i cofnięciem się za bar, zwracając mu wcześniejszą przestrzeń.
- A nie miałeś tak, że po kilku tygodniach wszyscy zlewali się w jedną twarz NPC? - zapytała, a jej normalny uśmiech na ułamek sekundy zastąpił jakiś cień.
Nie lubiła tego, że miała ludzi dość po takim wieczorze.
- Oj, bo się zarumienię! Nie... To za dużo powiedziane. Emptiness jest klubem tanecznym. Właściciel ma do mnie słabość i pozwala mi występować od czasu do czasu.
Ech, gdyby tak tylko umieć kopnąć w te lekko uchylone drzwi i wparować tam całą sobą. Może gdyby potrafiła pisać...
Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zaśmiał się – miała rację, bycie barmanem wydawało się uczciwsze niż bycie pastorem. Nawet jeśli słuchała ludzi, bo jej za to płacono, wątpił by próbowała nakierowywać ich na odpowiednią drogę, podług moralnych przykazań, które ktoś kiedyś uznał za jedyne warte uwagi. Po prostu uczyła się przyjmować ludzkie słowa, wpuszczać je i wypuszczać, czasami dorzucić coś od siebie, bez oceniania. Nie im było rozgrzeszać innych z błędów, które popełniali. W końcu zapewne wszyscy znajdą się po drugiej stronie baru, jako ci, którzy szukają chwilowej ucieczki. Tak jak on tego wieczoru.
Podążył za nią spojrzeniem, gdy odeszła, by obsłużyć kolejnych klientów. Sączył whisky powoli; paliło przełyk w ten znajomy sposób, ale nie przynosiło ulgi. Było tylko kolejną próbą uciszenia nadmiaru myśli. Dlatego właśnie, gdy do niego wróciła, szklanka wciąż była po części pełna, jakby Jasper nie do końca był przekonany co do słuszności własnego planu. Czy w ogóle powinien być właśnie tutaj? Zapewne nie. Mimo to skinął głową, by dolała mu kolejną porcję.
— Jak mówisz, to momenty. Czasami wydaje mi się, że zrobiłem wszystko tak jak chciałem. Wiesz, pogodzenie się z własnymi ograniczeniami… — zaśmiał się gorzko, upijając whisky. — A czasami zdajesz sobie sprawę, że stać cię na więcej, ale jesteś jak zdarta płyta i potrafisz już wygrywać tylko jedną piosenkę. — Wzruszył ramionami. Doskonale jednak zauważył, że nawiązała do ich spotkania w Tranzec. Może nawet wyciągnąłby z niej coś więcej – czy chciał jednak to zrobić, skoro z ulgą przyjął oddaną mu przestrzeń i płynne przejście do mniej trudnych tematów?
— Zawsze się zlewają. Ale może to i lepiej. Gdybyś pamiętała każdą twarz, która wylewa swoje smutki przy barze, życie zdecydowanie stałoby się dużo mniej znośne. — Zerknął na nią, doskonale zauważając cień, który na moment zasnuł jej twarz. Zdecydowanie wolał, gdy pałała energią, tak jak robiła to na scenie. — Ma do ciebie słabość? To co powiesz na jeden występ? Sądzę, że większość gości podziękuje ci za chwilową zmianę repertuau. Monotonia nie jest wskazana. — Uśmiechnął się zadziornie, jakby rzucał jej wyzwanie. — Obiecuję, że będę klaskać najgłośniej.

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Słowa o zdartej płycie odbiły się w ułożeniu jej brwi, dosłownie na jeden takt. Zaraz potem uśmiechnęła się do niego w ten swój, rzucający wyzwanie, nie do końca ładny sposób. Nieszczerze. Wykrzywiła usta i pokiwała głową na boki, uznając, że dalsze słowa o byciu barmanką wcale takie głupie nie były. Może miał rację... Nawet jeśli myślała, że każdy zasługuje na większą uwagę, a przynajmniej na to, żeby go zapamiętać, to jednak przy takiej liczbie ludzi i historii, które przewijają się przez klub z muzyką latino, po prostu nie da się tego zachować.
Jej uśmiech rozszerzył się i nawet się zaśmiała, kiedy próbował ją namówić na występ.
- Ale tylko jeśli zagrasz ze mną! - odparowała, po czym spojrzała tęskno na scenę.
Tak, cieszyła się sympatią właściciela, ale nie zapominajmy o tym, że Emptiness to dalej był klub, w którym się tańczyło, waliło rum z Medellín, kokę w kiblach i przemykało się między skorumpowanymi gliniarzami i gangsterami, którzy byli informatorami. Występy Rae, jakie by nie były, pozostawały tylko czymś na doczepkę.
- Dzisiaj nie mogę... Ale w przyszłym tygodniu mam w czwartek koncert tutaj. Myślę, że moglibyśmy coś zagrać. - o ile jakiś głupi blackout nie pokrzyżuje im całkowicie planów...
Przez moment wydała się całkowicie bezbronna, wpatrując się w niego i czekając na jego reakcję. Dopiero po chwili złapała się na tym, że chyba odrobinę za długo czekała na jego reakcję, więc udała, że jakiś inny klient ją wzywa i znów na moment zniknęła. Szczęściem, akurat podeszło kilkoro ludzi do baru, żeby coś zamówić, więc rzeczywiście miała kilka chwil na to, by ochłonąć i zająć się czymś innym. Ale gdzieś tam kątem oka zerkała na Jaspera.
Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Kimkolwiek nie byliby klienci Emptiness – dilerzy, przestępcy, zagubione nastolatki, ludzie biznesu – Jasper był pewien, że nawet oni czerpali przyjemność ze sztuki. Była dla każdego, nie interesowała jej czystość ludzkiego serca, ani to, czym parał się obserwator. Pozwalała się chłonąć, nawet jeśli nie zawsze była rozumiana czy w pełni doceniana. W życiu każdego człowieka nadchodził moment, w którym łapał się na myśli, że chwila przerwy w biegu, mogła okazać się zbawienna. I właśnie wtedy oni mieli swój czas. W muzyce nie chodziło tylko o to jak brzmiała – choć był to jej nieodłączny element – ale o to, jakie emocje wywoływała. Jak czuł się tłum, który słuchał dźwięków i słów. Chodziło o adrenalinę, która krążyła w żyłach, gdy pierwsze uderzenia perkusyjnych bębnów rozlegały się na stadionie. O poczucie bycia częścią czegoś większego. Energia łącząca ludzi, którzy znajdowali się w tym samym miejscu i czasie; pozornie obcy, ale jednak pełni zrozumienia. Mógłby pokusić się o stwierdzenie, że to niemal jak narkotyk, dający przyjemne uniesienie i żadnych efektów ubocznych.
— Mam z tobą zagrać? — Uśmiechnął się, zerkając na nią z ciekawością. Patrzyła na niego w taki sposób, jakby naprawdę chciała, by się zgodził. Jej spojrzenie stało się niemal zbyt intensywne, na czym musiała sama się złapać, bo zniknęła z pola jego widzenia, umykając do kolejnych klientów. Nie potrafiłby odmówić takiej propozycji, tym bardziej, że znów chciał zobaczyć Rae w swoim żywiole, energiczną i uśmiechniętą. Nim jednak zdążył się odezwać, zapadła głęboka ciemność. Głośna muzyka się urwała, przez tłum przebiegł szmer niepokoju, a później nastąpiła cisza, tak gwałtowna, że niemal niepokojąca. Czerń rozświetlały tylko niewielkie neonowe znaki prowadzące do wyjść ewakuacyjnych, zapewne zasilane zupełnie inną metodą – nie wystarczyły jednak, by odegnać wszechobecny mrok. Letarg nie trwał zbyt długo, a cisza szybko zmieniła się w rumor. Szuranie krzeseł, głośne rozmowy, pytania bez odpowiedzi – co się dzieje – brzdęk rozbijanych szklanek, gdy ludzie wpadali na siebie, nie mogąc odnaleźć się w przestrzeni. Odpalił latarkę telefonu i skierował strumień światła w stronę baru, szukając Rae.

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
25 y/o
For good luck!
163 cm
muzykuję w klubach Toronto
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjipierwsza osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Cisza przez chwilę była namacalna i przez to przerażająca. Rae nie nawykła do ciszy. Źle się z nią czuła... Powodowała niepokój. Zaraz jednak odezwały się pierwsze okrzyki niezadowolenia, żalu, ale także przestrachu. Miała w głowie to, że tutaj w każdej chwili może się zagotować. Przecież wiedziała, jacy ludzie się tutaj spotykali.
Pojedyncze białe światełka telefonicznych latarek zaczęły pojawiać się w tłumie, który nieskładnie przepychał się i falował. Część ludzi miała pretensje o to, że impreza została przerwana, część panikowała w ciemności. Ktoś kogoś popchnął, ktoś ukradł komuś torebkę i zaczęło się zamieszanie.
Rae sama zapaliła swoją latarkę i zwinnie doskoczyła do zaplecza, szukając tam czegoś, co mogłoby posłużyć za oświetlenie. Duża, mocna latarka, a nawet dwie, były tutaj po to, żeby można było szukać zgubionych kluczyków poza klubem albo kolczyków czy czegokolwiek.
- Spokojnie, to pewnie chwilowa awaria! - rzuciła, wspinając się na bar z pomocą jednej z koleżanek.
Chyba nie była mistrzynią opanowywania tłumów, bo reakcje ludzi robiły się coraz bardziej chaotyczne. Spojrzała niepewnie na Jaspera z niemą prośbą w oczach.
- Pomożesz? - zapytała, kiedy kilku policjantów zaczęło wskazywać ludziom drogę do wyjścia. - Nie znam się na korkach za mocno...
Bezradność mieszała się w niej teraz z determinacją. Madoxa nie było... Co było samo w sobie zaskakujące, ale napisze do niego później. Gdzieś z tyłu głowy przemknęła jej myśl, że mogło się coś stać, ale ostatecznie uznała, że to będzie problem, którym będzie zajmowała się przyszła Rae. Teraz trzeba było ogarnąć przestraszony tłum.
Na szczęście obecni w lokalu policjanci szybko zaczęli przejmować kontrolę nad tłuszczą. Jednak zarządzanie kryzysowe to coś zupełnie innego niż czarowanie ludzi ze sceny. Nawet jeśli miała pod sobą prowizoryczną scenę. Inne dziewczyny patrzyły na nią teraz trochę jak na naturalnego lidera w tej sytuacji, co ona spuentowała cichym „fuck”.
Na szczęście z zaplecza wrócił właśnie Jasper. Korki były w porządku, ale prądu ciągle brakowało.
- No to nam się zrobił koncert unplugged... - rzuciła do niego z przyjaznym, ciepłym uśmiechem.
Zupełnie innym niż podczas rozmowy w Tranzac.
Jasper Porter
40 y/o
For good luck!
189 cm
muzyk który gra wszędzie, gdzie go zechcą
Awatar użytkownika
We'll sneak out, while they sleep
And sail off in the night
We'll come clean and start over the rest of our lives
When we're gone, we'll stay gone
Out of sight, out of mind
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wydawałoby się, że panika zacznie ustawać, gdy pierwsze światła latarek rozbłysnęły w ciemności. Nic bardziej mylnego – tłum odurzonych i zdezorientowanych ludzi stawał się coraz bardziej chaotyczny. Każdy niespokojny okrzyk, który wybrzmiewał, jedynie napędzał spiralę. Goście przepychali się między sobą, część z nich próbowała uspokoić tych bardziej rozjuszonych, ale zdrowy rozsądek rzadko wygrywał ze strachem. Rae, która przyniosła z zaplecza nieco mocniejszy sprzęt, który mógłby zapewnić lepszą widoczność, również próbowała opanować sytuację. Wspięła się na bar, górując nad tymi wszystkimi ciężkimi głowami, ale one ani myślały jej słuchać. Zapewnienia, że to tylko chwilowa awaria, nie docierały prawie do nikogo. Ich spojrzenia się spotkały, a Jasper jedynie pokręcił głową, jakby chciał powiedzieć, że nie warto próbować. Nie zamierzał jednak pozostać biernym, patrząc jak Rae sama toczy tę nierówną walkę. Obszedł blat, wślizgując się za ladę i przechodząc na zaplecze.
— Zobaczę co da się zrobić. — Uśmiechnął się do dziewczyny pokrzepiająco, kątem oka wyłapując jak policjanci i ochroniarze próbują zaprowadzić porządek na sali. Zapewne nawet dla nich to zadanie nie okaże się proste.
Jasper nie był złotą rączką, ale nawet on potrafił stwierdzić, że panująca ciemność nie była winą wybitych korków i wadliwych bezpieczników. Awaria musiała mieć znacznie poważniejsze podłoże, bo prąd nie chciał wrócić, pomimo usilnych starań Portera. Zaklął pod nosem. Wieczór, który miał odciążyć jego głowę okazał się przynieść nowe wyzwania. Miał zatopić się w alkoholu i głośnej muzyce, a tymczasem ginął w mroku i niecierpliwym szumie spanikowanego tłumu.
Wyszedł z zaplecza, pojawiając się przy boku Rae. Wokół niej zebrała się mała grupka ludzi, zapewne innych pracowników Emptiness – wszyscy patrzyli na dziewczynę, jakby posiadała klucz do rozwiązania problemu. Nie wyglądała, jakby znalazła się w wymarzonej roli, ale jednak nie oponowała.
— Korki są w porządku. — Zerknął na nią i wzruszył ramionami. — Nic nie zdziałamy. — Przynajmniej niewiele, jeśli chodziło o sam blackout. Wyglądało jednak na to, że Rae miała plan, który mógł uratować wieczór, a wizja ich wspólnego zagrania na scenie stała się nieco bardziej wyraźna. Na twarzy Jaspera pojawił się niewielki uśmiech, równie ciepły i szczery. — Wygląda na to, że wszechświat miał inny plan, a nasz wspólny występ został nieco przyspieszony. — Zerknął w stronę sceny. — Prawie jak za starych dobrych czasów. Akustyk, zero nagłośnienia i kameralna widownia. — Czy zabrzmiał jak stary jazzman, którym go nazywała? Być może. — To twoje miejsce i twoja scena. Jeśli chcesz to zrobić, jestem na tak.

Rae Westlake
sheriam
nic co ludzkie nie jest mi obce
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”