Simon nie był już najmłodszy. Wchodził bowiem w piątą dekadę swojego życia i chociaż świadomość tego była przytłaczająca, bo przecież nikt nie chce być zestawiony z myślą o swojej własnej śmiertelności, to Rossi nie bał się starości. Jego spokojne nastawienie wynikało przede wszystkim z faktu, że mógł sobie pozwolić na to, by zapewnić sobie przyzwoite życie na starość. I nie chciał tego faktu ukrywać. Oczywiście nie myślał o tym, że będzie stary i o momencie, w którym to nastąpi, ale myślał, że był na to przygotowany. Z drugiej jednak strony na starość nie dało się tak dobrze przygotować.
Śmierć męża pokazała mu, że życie potrafiło być ulotne. Doszedł do wniosku, że wiele osób traktuje je tak, jakby było ono komuś zagwarantowane, a nie była to prawda. Za każdym razem, gdy budził się rano i przeglądał w lustrze, wiedział, że los postanowił podarować mu kolejny dzień. Nie było to żadne uduchowione spostrzeżenie, lecz zauważenie faktu. Jeśli ktoś chciałby na to spojrzeć z jego perspektywy, to zrozumiałby, że w sumie, potężnie to upraszczając, miało się dokładnie pięćdziesiąt procent szans na to, że faktycznie otworzy się oczy. W sumie w każdą sekundę wchodziło się z tym samym prawdopodobieństwem, że będzie ona tą ostatnią. Oczywiście później pojawiało się setka czynników, które wpływały na to prawdopodobieństwo, ale ta delikatna równowaga gdzieś tam pozostawała.
Ciężko mu było podnieść się po wypadku. Świadomość, ze utracił ukochanego była czymś okropnym. Przez jakiś czas, żeby poczuć się lepiej, utwierdzał się w kłamstwie, że jego partner po prostu postanowił od niego odejść i zniknąć z jego życia, zaszywając się w jakimś niedostępnym dla Simona miejscu. Tego typu rozłąka była dla niego niezwykłym pocieszeniem, bo nawet jeśli nieprawdziwa, to dawała mężczyźnie wizję tego, że jeszcze kiedyś mogliby się spotkać. Rzeczywistość, w której był okazywała się więc wyjątkowo tragiczna. Śmierć była bowiem finalna, nieodwracalna. Simon nie wierzył w duchy, więc nie miał możliwości, by pozwolić sobie na to, że jego partner skontaktuje się z nim zza grobu. Już nigdy nie mógł go spotkać. I było to najgorszym uczuciem, jakie mógł poczuć.
Zniknął więc ze świata, radząc sobie ze swoją żałobą na własną rękę przez trzy, długie lata. Jedyne co trzymało go od utraty zmysłów była jego adoptowana córka i praca. Praca była kolejną miłością w jego życiu. Pewnie ktoś mógłby go nazwać pracoholikiem, gdyby nie zdawał sobie sprawy z tego, że Rossi w rzeczywistości nie oddaje z siebie wszystkiego. Starał się zachowywać zdrowy umiar i dbał też o swój czas wolny. Był ogarnięty i była to rzecz, z której naprawdę był dumny, bo uważał to za dość trudne do osiągnięcia.
A więc w wieku czterdziestu jeden lat był człowiekiem, który swoje życie miał w miejscu, w którym chciał. Oczywiście fakt, że chcieli się go pozbyć z jego własnego domu mody było poważną i głęboką rysą na tym wszystkim, ale… cóż, wiedział, że jeśli straci posadę, to komfort jego dalszej egzystencji nie zmieni się zbyt drastycznie. Niewiele osób mogło sobie na taki komfort pozwolić.
Dlatego też, być może, nie spieszył się ze stworzeniem swojej ostatniej kolekcji i zamiast tego wolał pracę z rzeczywistym klientem. Możliwość rozmowy z kimś była przyjemna. Jeszcze wtedy, gdy był zaszyty na Lazurowym Wybrzeżu zrozumiał, że całkowita izolacja nie wchodziła w grę. Bycie zamkniętym ze swoimi tylko myślami było okropne i potrzebował jakiegoś innego głosu i opinii.
Marcus wśród jego klienteli pojawił się dość nagle i zupełnie niespodziewanie. Rossi był znany w świecie mody niemalże wszystkim, jednak większość z jego klientów była ludźmi w jego wieku i rzadko pracował z kimś młodym i energicznym. Możliwość pracy z kimś takim jak West początkowo przyprawiła go o grymas niezadowolenia, jednak szybko otworzyły się przed nim drzwi do wyzwania i okazji do eksperymentowania.
O chłopaku wiedział tylko tyle, że był młodym sportowcem, bo inne rzeczy nie miały w jego zawodzie znaczenia. Marcus nie był kobietą, przez co jego strój nie musiał oddawać charakteru, bo od mężczyzn się tego nie wymagało. Było to olbrzymią wadą męskiej branży modowej, bo rzadko można było pozwolić sobie na eksperymentowanie i zabawy formą. I nawet teraz w tym przypadku, chociaż sam zdecydował się na lekkie eksperymenty, to garnitur i tak prezentował się dość normalnie. Był z niego jednak zadowolony, bo chociaż jego wygląd nie odstawał na tle innych, to wprawne oko ludzi, którzy zajmowali się analizowaniem strojów mogli dość łatwo dostrzec jego próby na przełamanie tradycji. Miał nadzieję, że próby te zostaną docenione i nie uznane za szaleńcze podrygi osoby próbującej ratować resztki swojej kariery.
–
Postaraj się, bo okaże się później, że jedna nogawka jest dłuższa a druga krótsza… chyba nie chcesz żeby ludzie myśleli, że masz nogi różnej długości – stwierdził. Czasami źle skrojony strój mógł wpływać optycznie na proporcje czyjegoś ciała. No a Simon był na takim etapie swojej kariery, że nie mógł sobie pozwolić na takie podstawowe błędy. Na potwierdzenie tych słów złapał nogawkę w kolanie, zebrał odrobinę materiału i spiął go agrafką tak, że nogawka zwęziła się tak, jak tego chciał. Zmiana nie była zbyt duża i pewnie dla kogoś innego okazałaby się wyjątkowo mało istotna, jednak dla jego oka robiła różnicę.
–
Dostrajanie zawsze jest procesem czasochłonnym… poza tym, jeśli chcesz być przez ludzi brany na poważnie, to musisz się prezentować nienagannie – powiedział, gdy już zabrał się za drugą nogawkę. Jego oczy ciągle utkwione były w materiale, którego jakość była zatrważająco doskonała. Simon był pełen podziwu, że chłopaka było stać nie tylko na jego usługi, ale również na zakup takich tkanin. Nie śmiał więc wątpić w jego zdolności do płacenia podatków.
–
Każdego… tych przystojnych wolę rozbierać – powiedział, chociaż żartował. Był już w tym wieku, że nie myślał o podrywaniu i byciu podrywanym. Nie mówiąc już o tym, że takie rzeczy nie przychodziły mu do głowy, gdy pracował. No ale skoro West już o tym zaczął, to Simon musiał przyznać, że z osobami pięknymi i przystojnymi pracowało mu się znacznie przyjemniej. Uśmiechnął się lekko podwijając jego nogawkę, żeby pozaznaczać, do jakiej długości ją skrócić.
–
Poza tym zawsze myślałem, że młodym sportowcom nie brakuje wytrwałości… więc jak to jest z tobą, co? We wszystkim nie potrafisz wytrzymać zbyt długo, czy tylko w staniu nieruchomo? – zapytał, nie wiedząc, czy próbuje z nim faktycznie flirtować, czy obraża go w jakiś dziwny sposób.
Marcus West