ODPOWIEDZ
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

05.


Biblioteka nie była może wymarzonym miejscem na spędzanie popołudnia, ale w obecnych okolicznościach Mona doceniała nawet jej mniej oczywiste zalety. Przynajmniej tutaj panowała względna cisza, a kilka świec pozwalało rozłożyć notatki bez obawy, że wiatr porwie luźniejsze kartki. Wielodniowy blackout skutecznie pokrzyżował plany całemu Toronto, jednak uniwersytet nie zamierzał z tego powodu zawieszać wymagań. Podejrzewała, że nawet gdyby nad miastem pojawiła się kometa, ktoś i tak przypomniałby im o terminie oddania pracy zaliczeniowej.
— Zaraz wracam — rzuciła do Perry, podnosząc się od stołu. — Jeśli znajdziesz moje notatki z anatomii, nie czytaj ich na głos. Napisałam je jak w jakimś ciągu myślowym, są kompletnie bez sensu i do poprawienia…
Zabrała telefon, który od kilku godzin służył jej głównie za niezbyt przekonującą latarkę, i ruszyła między regały. Potrzebowała podręcznika, którego nie udało jej się znaleźć w materiałach elektronicznych. Dział, którego szukała, znajdował się bliżej wejścia, w spokojniejszej części biblioteki. Po drodze minęła puste stanowiska komputerowe i tablicę z informacją o ograniczonym dostępie do budynku
Przesuwała palcami po grzbietach książek, odczytując kolejne tytuły w przytłumionym świetle. Im więcej uczyła się weterynarii, tym wyraźniej dostrzegała, jak wiele pozostawało jeszcze do opanowania. Chciała jednak nie tylko zaliczać egzaminy, ale przede wszystkim rozumieć, co dzieje się z organizmem i jak rozpoznawać sygnały świadczące o problemie.
W końcu znalazła właściwy dział. Wysunęła jedną z książek, ale tytuł szybko rozwiał nadzieję, że tym razem udało jej się trafić na odpowiednią pozycję. Oczywiście. Byłoby zdecydowanie zbyt prosto, gdyby biblioteka postanowiła współpracować akurat wtedy, kiedy jej potrzebowała. Wspięła się na palce, zaglądając na wyższą półkę, i wtedy usłyszała kroki.

Początkowo nie zwróciła na nie uwagi. Ktoś mógł szukać wolnego miejsca albo kierować się do wyjścia. Dopiero gdy kroki zatrzymały się tuż za jej plecami, Mona opuściła rękę i odwróciła się, gotowa ustąpić przejścia. Zamiast zwyczajnego pytania zobaczyła dwóch obcych mężczyzn. Jeden stał na tyle blisko, że odruchowo cofnęła się o krok, drugi zaś zerknął w stronę głównego pomieszczenia, jakby sprawdzał, czy ktoś zwrócił na nich uwagę.
— Telefon i portfel — rzucił pierwszy, wyciągając rękę.
Mona przez chwilę patrzyła na niego bez zrozumienia. Jeszcze przed momentem zastanawiała się nad tytułem podręcznika, a teraz stała między regałami naprzeciwko dwóch nieznajomych, którzy zdecydowanie nie przyszli tu po książki.
— Słucham? — wyrwało jej się, zanim zdążyła ugryźć się w język.
Mężczyzna zaklął i zrobił krok w jej stronę. Dopiero wtedy Mona zauważyła nóż w jego dłoni. Metal błysnął w świetle, a wszystkie myśli nagle się urwały. Poczuła chłód wzdłuż kręgosłupa i przeniosła wzrok z ostrza na twarz napastnika. Nie miała przy sobie niczego, co mogłoby posłużyć za rozsądną obronę. Telefon nie był bronią, a podręcznik weterynarii raczej nie rozwiązywał problemu.
— Nie każ mi powtarzać — warknął mężczyzna.
— Dobrze. Już — odpowiedziała szybko, unosząc wolną rękę w uspokajającym geście.
Dopiero teraz naprawdę dotarło do niej, co się dzieje. Napad. W uniwersyteckiej bibliotece, pośród podręczników i porozkładanych notatek, podczas zwyczajnego popołudnia, które miało upłynąć na nauce i narzekaniu na brak prądu. Serce zaczęło jej bić mocniej, a palce zacisnęły się na mankiecie bluzy. Musiała zachować spokój, nie prowokować ich i oddać to, czego chcieli. Brzmiało prosto, przynajmniej w teorii.
Problem polegał na tym, że nie była tu sama.
Perry siedziała przy stole, kilka regałów dalej, nieświadoma tego, co właśnie się wydarzyło. Mona miała ochotę się obejrzeć, choć i tak nie mogła zobaczyć przyjaciółki. Bała się, że Perry usłyszy coś niepokojącego i postanowi sprawdzić, co się dzieje. Nie chciała, żeby zobaczyła nóż albo próbowała jej pomóc, sama narażając się na niebezpieczeństwo. Najchętniej kazałaby jej zostać na miejscu, ale nie mogła nawet wypowiedzieć jej imienia.
Przełknęła ślinę, starając się opanować narastający niepokój. Nie miała pojęcia, jak powinna zachować się w takiej sytuacji. Wiedziała tylko, że musi uważać na każdy ruch i liczyć na to, że napastnicy zadowolą się tym, po co przyszli. A jeśli Perry usłyszy hałas? Jeśli zacznie jej szukać? Spokojnie, Mo.



Perry Wallace
23 y/o
For good luck!
159 cm
studentka weterynarii na university of toronto
Awatar użytkownika
sorry I’m late, I saw a dog
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

05
Perry nie podobał się ten cały blackout, ale jeszcze bardziej nie podobał jej się fakt, że uniwersytet - prowadzony chyba przez bezdusznych sadystów - nie zamierzał z tego powodu odwołać żadnych zajęć. Ostatnie dwa tygodnie były, mówiąc krótko, zjebane. Uczyła się przy świeczkach, a żeby utrzymać telefon (i powerbanka) przy życiu, kradła prąd na uczelni, kiedy uniwersytet łaskawie odpalał zapasowe agregaty i wszyscy studenci rzucali się na gniazdka jak opętani. Używała telefonu tylko do wymieniania wiadomości z Griffinem, rodzicami i znajomymi, żeby oszczędzać baterię. No aleee… jeśli miałaby poszukać w tym chaosie jakichkolwiek plusów… cóż, na przykład, w końcu chodziła spać o ludzkiej porze, bo nie scrollowała Instagrama w nieskończoność przed spaniem, i nareszcie budziła się całkiem wyspana. O, no i były jeszcze wieczory z Griffinem! Kiedy robiło się ciemno, rozstawiali na podłodze świece, wyciągali planszówki i jedli bagietki z różnymi serkami i winogronami. W sumie wychodziła z tego całkiem klimatyczna, romantyczna randka, więc Perry nie narzekała. Anyways… siedziała sobie właśnie z Moną w bibliotece i pisała referat na zajęcia z anatomii, który musiała mieć gotowy na jutro. Masakra. Była tak pochłonięta w swoich notatkach, że gdy Mona wstała od stolika, nawet nie podniosła wzroku znad kartki. - Mhm, mhm, okej… Nic nie będę czytać, obiecuję - rzuciła, nie przerywając pisania.

Przez kolejne kilka minut Wallace zdołała dokończyć akapit, po czym wyciągnęła się na krześle, ziewając i rozmasowując sobie kark. Zjadłaby coś. Już otwierała buzię, żeby spytać Monę, czy chciałaby zjeść ramen, ale przecież Mony nie było, bo sobie poszła. No tak. Poszła po książkę! Perry zmarszczyła brwi i zerknęła na zegarek. Hmm, odnalezienie jednej książki nie powinno zająć Monie aż tyle czasu, nawet po ciemku. - Mo? - szepnęła Perry w stronę regałów, ale nie dostała żadnej odpowiedzi. Ta nienaturalna cisza panująca w bibliotece zaczynała ją przerażać. Zaintrygowana (i podświadomie wyczuwająca, że coś było nie tak) Perry podniosła się z krzesła. Odruchowo zniżyła moc swojej latarki i zaczęła iść w stronę regału na paluszkach. Wyjrzała zza książek zaledwie na centymetr i od razu zesztywniała. Dwa metry dalej, w słabym świetle ekranu telefonu Mony, stali dwaj faceci. Jeden z nich trzymał w dłoni… nóż? Omagad, żołądek Wallace właśnie próbował wywrócić się na drugą stronę, serce jej przyspieszyło, w ustach zaschło. Nóż? On miał nóż w uniwersyteckiej bibliotece?! Oh, boy. Czy oni nie wiedzieli, że studenci byli biedni jak myszy kościelne i jak chcieli zjeść kanapkę z serem żółtym, to pisali na kromce chleba napis SER ketchupem? Masakra...

Na krótki - no, dobra, może jednak trochę dłuższy - moment, panika sparaliżowała ciało Wallace, ale zaraz odpalił się w niej ten sam instynkt, który kazał jej gonić kieszonkowca w zoo. Gdyby po prostu wyskoczyła zza regału i zaczęła krzyczeć, typ z nożem mógłby zrobić Monie krzywdę, zanim Perry zdążyłaby w ogóle zareagować. Okej, czyli musiała ich… zaskoczyć? Tak, dzięki temu na pewno zdobyłaby pewną przewagę. Odwróciła się na pięcie i omiotła wzrokiem swój stolik. Okej, gruby tom Anatomii Małych Zwierząt mógłby się przydać, ważył chyba z trzy kilogramy. Obok stał jej metalowy termos z logo Maple Leafs. W środku miała gorącą herbatę... Dobra, też mógł się nadać. Chwyciła podręcznik i termos, po czym wróciła do krawędzi regału. Zmierzyła wzrokiem odległość i pozycję drugiego z napastników - tego, który stał tyłem do korytarza i ubezpieczał kolegę. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki wdech… i z całych sił rzuciła ogromnym podręcznikiem w sąsiedni, pusty regał za plecami napastników. Od razu odwrócili się w jego stronę i to była jej jedyna szansa. - Mona, spierdalamy! - wrzasnęła Perry na cały głos, wypadając zza regału z otwartym termosem w jednej ręce i latarką w telefonie skierowaną prosto w oczy gościa z nożem w drugiej. Oślepiła tego fajfusa! - Co ty, kurwa… - zaczął, ale Wallace akurat w tym momecie chlusnęła mu gorącą herbatą prosto w twarz. - AAA! - wrzasnął napastnik, odsuwając się do tyłu i… raniąc Monę nożem w ramię. Perry złapała Monę za rękę i pociągnęła przyjaciółkę za sobą. - Mówiłam, spierdalamy! - powtórzyła, kierując się w stronę wyjścia z biblioteki. - No co się gapisz? Łap te suki! - zawołał typ z poparzoną twarzą do swojego kumpla, który najpierw przyglądał się temu wszystkiemu z głupią miną, ale potem rzucił się za dziewczynami w pościg…

Mona
23 y/o
For good luck!
155 cm
studentka weterynarii na TVC
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Huk rozbijający ciszę biblioteki sprawił, że Mona drgnęła tak gwałtownie, że niemal upuściła telefon. Odwróciła głowę w stronę hałasu, nie mając pojęcia, co właściwie się stało, a potem usłyszała głos Perry. Głośny, spanikowany i zdecydowanie zbyt bliski jak na kogoś, kto jeszcze przed chwilą siedział bezpiecznie przy stoliku.
Mona, spierdalamy!
Wszystko wydarzyło się naraz. Perry wypadła zza regału, światło jej telefonu uderzyło napastnika prosto w twarz, a chwilę później powietrze przeciął jego wrzask. Nawet nie zdążyła zrozumieć, skąd wzięła się przyjaciółka ani co dokładnie zrobiła, kiedy poczuła szarpnięcie za ramię. Ruszyła odruchowo za nią, ale zaraz potem coś ostrego przejechało jej po skórze.
Ból był nagły i tak zaskakujący, że przez moment nie potrafiła go nawet właściwie umiejscowić. Spojrzała w dół, zobaczyła rozcięty materiał bluzy i krew, która zaczęła znaczyć rękaw na czerwono. Nóż. Naprawdę ją zranił. Ta myśl dotarła do niej z opóźnieniem, jakby należała do kogoś stojącego obok, a nie do niej samej. Miała ochotę zatrzymać się i sprawdzić, jak poważna jest rana, ale Perry ciągnęła ją za sobą, a za plecami rozległ się kolejny wrzask.

— Czekaj, ja… — Nie obejrzała się, choć każda część jej ciała zdawała się domagać potwierdzenia, że mężczyzna z nożem nie stoi już tuż za nią. Usłyszała jego przekleństwa, potem rozkaz rzucony do drugiego i odgłos kroków, które ruszyły w ich stronę. Dopiero wtedy strach, dotąd ściskający ją w miejscu, zmienił się w coś bardziej praktycznego. Musiała biec. Nie miała innego wyjścia. — Perry, biegnę! — wyrzuciła z siebie i zaklęła pod nosem, próbując dotrzymać jej kroku.
Jej torba obijała się o biodro, telefon trzęsł się w dłoni, a ranne ramię pulsowało bólem przy każdym ruchu. Mona zacisnęła zęby i przyspieszyła, starając się nie potknąć o własne nogi. Jeszcze chwilę temu martwiła się, że Perry usłyszy hałas i postanowi sprawdzić, co się dzieje. Teraz przyjaciółka dopiero co oblała napastnika gorącą herbatą, oślepiła go latarką i postanowiła uratować je obie za pomocą podręcznika oraz termosu. W innych okolicznościach Mona pewnie uznałaby to za historię, której nie dałoby się opowiedzieć bez płaczu ze śmiechu. Teraz nie była pewna, czy w ogóle pamięta, jak się oddycha.
Przed nimi majaczyło wyjście, ale Mona nie była już pewna, czy rzeczywiście zdołają do niego dotrzeć. Zamiast kierować się prosto do drzwi, skręciła w boczny korytarz pociągając Perry za rękaw. W pokoju, między regałami znajdowały się niewielkie sale do nauki. Jedne z drzwi stały uchylone. Mona nie zastanawiała się ani chwili — pozwoliła Perry wejść szybko do środka, po czym sama wpadła za nią, niemal potykając się o próg.
Dopiero kiedy drzwi zamknęły się za nimi, uświadomiła sobie, jak bardzo brakowało jej powietrza. Oparła się plecami o ścianę i przycisnęła zdrową dłonią ranne ramię, próbując jednocześnie uciszyć oddech. Serce waliło jej tak mocno, że przez moment zagłuszało wszystko inne. W niewielkim pomieszczeniu panował półmrok, a stojący przy ścianie stół i kilka krzeseł rzucały długie cienie w świetle ich telefonów. Wyglądało to jak najzwyklejszy pokój do nauki. Trudno było uwierzyć, że jeszcze przed chwilą ktoś próbował ją okraść, a potem zranił nożem. O ile w ogóle można było nazwać to zwykłym napadem, skoro najwyraźniej nie zamierzali poprzestać na portfelu i telefonie.

Dopiero teraz ból zaczął do niej docierać z całą mocą. Skrzywiła się, ostrożnie odsuwając materiał bluzy od skóry, ale szybko zrezygnowała z oglądania rany. Nie chciała patrzeć na krew. Nie chciała też myśleć o tym, co mogłoby się stać, gdyby Perry nie pojawiła się w odpowiednim momencie. Spojrzała na przyjaciółkę, próbując upewnić się, że nic jej nie jest, choć sama ledwie potrafiła zebrać myśli.
— Okej. Okej, dobra… — wyszeptała, bardziej do siebie niż do Perry, po czym przyłożyła palce do ust, jakby dopiero wtedy przypomniała sobie, że powinna zachować ciszę. — Przepraszam, ja po prostu… — Nie dokończyła. Z korytarza dobiegł ją dźwięk kilku stąpnięć, a zaraz potem głos jednego z mężczyzn, wciąż zaskakująco bliski i rozjuszony. Mona zesztywniała. Przez krótką chwilę miała nadzieję, że pobiegną dalej, że nie pomyślą o bocznym korytarzu ani o zamkniętych pokojach, że w całym tym zamieszaniu po prostu je zgubią. Przycisnęła dłoń mocniej do ramienia i wstrzymała oddech, wpatrując się w drzwi.
Kroki zwolniły. Potem ucichły zupełnie.
— Gdzieś tu musiały skręcić — usłyszała jednego z napastników. — Nie mogły wyparować.
Poczuła, jak żołądek zaciska jej się w ciasny supeł. Mężczyzna znajdował się gdzieś po drugiej stronie drzwi, może kilka metrów od nich. Wystarczyłoby, żeby nacisnął klamkę albo zajrzał do środka. Dziewczyna ostrożnie przesunęła wzrok na Perry, nie śmiejąc odezwać się choćby szeptem.



Perry Wallace
ODPOWIEDZ

Wróć do „University of Toronto”