37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie, w ogóle nie zabrzmi to dziwnie — powiedział i pokręcił lekko głową na boki. — Przecież gdyby nie to, to na pewno nie wziąłbym cię do siebie. Nie czułbym się za ciebie po części odpowiedzialny. Raczej nie miałbym oporów przed tym, żeby odesłać cię z kwitkiem — przyznał wprost. Nie był typem osoby, która robiłaby coś za darmo. Rzadko się zdarzało, że robił coś z dobroci serca tak, jak teraz. Tylko dlatego, że swego czasu byli ze sobą blisko, zdecydował się na to, żeby mu pomóc. Gdyby nie łączyła ich taka silna więź, to miałby na niego wywalone. Niestety, ale nie mógł zaprzeczyć temu, że pod wieloma względami był egoistą i bardziej niż innych ludzi cenił sobie swoją własną wygodę. — Cieszę się, bo zależy mi na tym, żebyś się tutaj dobrze czuł — uśmiechnął się do niego delikatnie. Oczywiście, że wolał, żeby chłopak traktował to miejsce jak swój dom, a nie, żeby nie chciał tutaj spędzać czasu. Skoro już mu pomagał, to chciał, żeby czuł się dobrze w jego towarzystwie i jego mieszkaniu. — Tutaj zdecydowanie nie będziesz musiał się martwić o takie rzeczy, bo nigdy nie zrobiłbym ci krzywdy — westchnął bezgłośnie. — Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jak musiałeś się okropnie czuć za każdym razem, kiedy wracałeś do domu i nie wiedziałeś, co cię czeka — odetchnął nieco głębiej. To musiało być okropne uczucie i nie byłby zaskoczony, gdyby Hollis robił wszystko, byleby tylko nie spędzać czasu w domu. Kto chciałby to robić, kiedy czekał tam na niego przemocowy partner jego matki i ona sama pijana? Nigdy nie posądziłby kobiety o to, że tak się stoczy, więc nadal trochę ciężko mu było w to uwierzyć. Wyglądało na to, że wystarczyło tylko wpaść w nieodpowiednie towarzystwo, żeby człowiek zmienił się o sto osiemdziesiąt stopni.
— Dla mnie to całkiem sporo, biorąc pod uwagę fakt, że nie pamiętam, kiedy ostatnim razem ktoś coś dla mnie ugotował — zaśmiał się. To naprawdę była odmiana, że ktoś włożył wysiłek w to, żeby sprawić mu taką przyjemność. Doceniał to. Byłby kutasem, gdyby potraktował to, jak coś, co po prostu mu się należy. Jasne, mówił mu, że będzie odpowiedzialny za gotowanie i sprzątanie, ale szczerze powiedziawszy, nie spodziewał się tego, że chłopak po pracy będzie chciał mu coś przygotować.
— Do tej pory nie jadałeś za dobrze, mam rację? — zapytał. — Albo masz świetną przemianę materii — dorzucił. Widać było po nim, że nie odżywiał się tak, jak powinien. Trochę liczył na to, że teraz Hollis będzie mógł trochę odżyć i że nabierze trochę zdrowia. Życie w takich warunkach musiało być dla niego ciężkie, a wiadomo, że to, co działo się w głowie, zazwyczaj przekładało się na to, jak człowiek się czuł fizycznie. — Byłoby super, jakbym wrócił do domu, w którym od progu pachnie jakimś ciastem. Szczerze powiedziawszy, to już nie pamiętam, kiedy ostatni raz jadłem jakieś domowe ciasto. Chyba kilka miesięcy temu, kiedy byłem w odwiedzinach u rodziców, bo ich gosposia często piecze — rozbawiony pokręcił głową na boki. Poza tym nic nie stało na przeszkodzie, żeby Hollis nauczył się piec. Przecież to nie tak, że puści dom z dymem. — Byłoby miło. Nie musiałbym się wtedy urywać z atelier. Zaoszczędziłoby mi to sporo czasu i może udałoby mi się dzięki temu trochę wcześniej wychodzić do domu — odparł. Na jego kolejne słowa zmarszczył lekko czoło. — A nie chcesz, żeby ktoś dowiedział się, że u mnie mieszkasz? — zapytał. — Bo sam nie uważam, żebyśmy musieli trzymać to w tajemnicy — wzruszył ramionami.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mruknął cicho. Wyglądało na to, że miał w tej całej opłakanej sytuacji jednak trochę szczęścia. Poniekąd łudził się, że przez wzgląd na ich przeszłość Tiernan będzie skłonny mu pomóc i w tej kwestii się nie pomylił. Postawił wszystko na jedną kartę i zwalił mu się nieoczekiwanie na łeb, ale osiągnął zamierzony efekt i dzięki temu miał teraz pracę, dach nad głową i na głos mógł słuchać tego, że Harcourt miał do niego słabość. Na pewno będzie miał to na uwadze, bo coś czuł, że będą jeszcze sytuacje, w których będzie mógł użyć tego na swoją korzyść. — W końcu mam wrażenie, że mogę odetchnąć. Mogę w spokoju spędzać swój wolny czas, w spokoju jeść posiłki, myć się i kłaść się do łóżka — powiedział i uśmiechnął się delikatnie. Tiernan zapewne nawet nie zdawał sobie sprawy z tego jak wiele to dla Hollisa znaczyło. — Wiem — odparł. Znał go przecież nie od dziś i mu ufał. Wiedział, że mężczyzna by go nie skrzywdził. Poza tym, jakie miałby mieć ku temu powody? To nie tak, że zrobił mu coś złego i Tiernan miał potrzebę, aby się na nim mścić. Jego matka skrzywdziła Harcourta, ale gdyby mężczyzna chciał się za to mścić na nim, to musiałby być z niego kawał skurwysyna. — Nawet nie chcę o tym myśleć i tego roztrząsać — pokręcił głową na boki. Naprawdę nie chciał do tego wracać, bo nie było do czego. Nie chciał również psuć sobie humoru. Teraz w końcu był bezpieczny i wyglądało na to, że wszystko zmierzało w odpowiednim kierunku. Wciąż miał na swojej głowie dług, który wymagał spłacenia i spędzało mu to sen z powiek, ale przynajmniej jego inne problemy zostały rozwiązane z pomocą Tiernana.
—Gdybym wiedział od razu, to na pewno wcześniej zacząłbym się uwijać w kuchni, a nie pozwalał na to, żeby co chwilę coś zamawiać — zaśmiał się. Na szczęście, teraz już wiedział co i jak, więc wyglądało na to, że miał od tej pory zamiar zadbać o sposób, w jaki będą się odżywiać i samemu zajmie się gotowaniem.
— Nie da się nie zauważyć, co? — zapytał i uśmiechnął się do niego niemrawo. Zdawał sobie sprawę z tego, że nie miał zbyt dużego apetytu i na pewno dobrze by mu zrobiło, gdyby trochę przytył. Niestety, przy takich warunkach w jakich jeszcze niedawno przyszło mu żyć i mieszkać, niekoniecznie mógł zadbać o swoje zdrowie oraz dietę. Możliwe, że pod tym względem również zacznie teraz powoli wychodzić na prostą, ale zapewne minie trochę czasu, zanim nadgoni.
— Cóż, na pewno moje wypieki nie będą tak smaczne jak te gosposi twoich rodziców, ale postaram się, żeby przyjemnie pachniało w mieszkaniu i nadawało się do zjedzenia — odparł rozbawiony. Wyglądało na to, że teraz nie miał wyjścia jak tylko rzeczywiście coś upiec, jeśli chciał dogodzić Tiernanowi. Oczywiście, nie musiał, ale wychodził z założenia, że Harcourt nie napomknął o tym bez powodu.
— Jasne. Da się załatwić — stwierdził i puścił mu oczko. — A kiedy mogę się spodziewać, że zaczniesz mnie nazywać swoją żoną? — dodał żartobliwie. W końcu miał gotować, piec i przygotowywać mu jedzenie do pracy, jak na przykładną panią domu przystało. Nie był to jednak dla niego problem, aby o to wszystko zadbać. Zwłaszcza, jeśli dzięki temu będzie mógł trochę odciążyć Tiernana. — Hm? Nie, nie o to mi chodziło… — odpowiedział. Jemu to było obojętne, czy ktoś wiedział, czy też nie. — Po prostu założyłem, że raczej ty wolałbyś, aby to się nie wydało. Skoro to jednak nie problem, to nie było tematu — odparł i uśmiechnął się niepewnie.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— To naprawdę proste rzeczy. To smutne, że tak niewiele trzeba, żebyś był szczęśliwy — westchnął bezgłośnie. — Nie rozumiem, co poszło nie tak, że twoja matka tak się stoczyła — z dezaprobatą pokręcił głową na boki. Dla niego to było nie do pomyślenia, żeby żyć w taki sposób. Nigdy nie podejrzewałby swojej byłej o to, że ta będzie miała skłonność do picia i że wpadnie w długi oraz uzależnienie. Pamiętał ją jako zupełnie inną osobę. Trochę to brzmiało tak, jakby nagle coś jej przeskoczyło w głowie i zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. I to wszystko pod wpływem tego gacha, z którym go zdradziła? Dla niego to było aż nie do pomyślenia. — I słusznie. Nie ma sensu do tego wracać — powiedział. Nie dziwił się, że Hollis nie chciał o tym rozmawiać i tego roztrząsać, bo każdy na jego miejscu chciałby jak najszybciej zapomnieć o tym, co go spotkało i do tego nie wracać. — Wiesz... mam wyrzuty sumienia, że cię tak zostawiłem — przyznał. — Gdybym wiedział, że to wszystko tak się potoczy, to wziąłbym cię do siebie, kiedy tylko skończyłeś osiemnaście lat — dodał i się skrzywił. Niestety, ale nie miał pojęcia, co takiego działo się w życiu chłopaka i nie mógł nic na to poradzić. Miał teraz zamiar sprawić, że ten trochę odżyje i że będzie mu się od teraz lepiej wiodło. W końcu dał mu pracę i dach nad głową, a to na pewno lepszy start, niż jakby miał wylądować na ulicy bez grosza przy duszy.
— Sam się nad tym specjalnie nie zastanawiałem. Po prostu przyzwyczaiłem się do tego, że niemal codziennie zamawiam coś z dostawą albo jem na mieście. To dla mnie codzienność — stwierdził. To nie tak, że nie mógł sobie na to pozwolić, bo nie zarabiał mało i taki wydatek, to było dla niego nic. Nie zmieniało to jednak faktu, że czasami tęsknił za takim domowym jedzeniem. Sam nie potrafił za bardzo gotować, a nawet nie miał na to czasu, więc z całą pewnością doceni to, że Hollis będzie dla niego przygotowywał posiłki.
— Nie, nie da się — przyznał. — Musisz trochę nadrobić, bo to niezbyt zdrowe — dodał. Domyślał się, że nie musiał mu tego mówić i że chłopak zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinien mieć niedowagi, ale nie był specjalnie zdziwiony tym, że tak to wyglądało. Przecież nie można było mieć apetytu, kiedy żyło się w takich podłych warunkach, nie wspominając o braku pieniędzy na jedzenie. Teraz na szczęście chłopak nie musiał się martwić o to, że czegokolwiek mu zabraknie.
— Myślę, że to tylko kwestia czasu aż nabierzesz wprawy — puścił mu oczko. Nie oczekiwał od niego, że od razu stanie się mistrzem cukiernictwa, bo zdawał sobie sprawę z tego, że to nie było możliwe, ale był pewien, że małymi kroczkami chłopak nauczy się piec. Oczywiście nie musiał tego robić, bo to była tylko sugestia, ale na pewno miło by się wracało do domu, gdyby od czasu do czasu pachniało w nim świeżym ciastem.
— A powinienem? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Trochę nie spodziewał się takiego tekstu, nawet w żartach, ale postanowił się nad tym za bardzo nie zastanawiać. To nie tak, że chłopak cokolwiek mu sugerował. Wiedział, że niezależnie od tego, czy uważał Hollisa za atrakcyjnego czy też nie, nigdy nie powinno dojść między nimi do czegoś więcej. To byłoby trochę chore, zważywszy na to, jak swego czasu wyglądała ich relacja. Niemniej jednak był w stanie dostrzec to, że tamten był bardzo atrakcyjnym chłopakiem i że był w jego typie, a to trochę mieszało mu w głowie. — Jest mi wszystko jedno, czy ktoś się tego domyśli. Nie dość, że jestem tam szefem, to jeszcze to nic takiego, że ze mną zamieszkałeś — wzruszył lekko ramionami. Nie widział powodów, dla których musieliby to ukrywać.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wzruszył ramionami. Sam też tego nie rozumiał. Nie rozumiał dlaczego zdradziła Tiernana, w dodatku z kimś takim; dlaczego potem związała się z takim podłym człowiekiem i tak zrujnowała sobie życie. Zresztą, jemu też, bo również na tym ucierpiał. W dodatku skończył z długami kobiety, które teraz musiał jakoś spłacić. Miał jej wiele za złe, ale z drugiej strony to wciąż była jego matka. Nieświadomie starał się ją tłumaczyć i szukał dla niej wymówek, dlaczego postąpiła w swoim życiu w taki, a nie inny sposób. Gdyby nie Tiernan, tak właściwie byłby kompletnie sam na tym świecie. Nie było nikogo innego na kogo mógłby liczyć albo kto byłby mu na tyle bliski, co mężczyzna. Tylko jemu ufał. Czy słusznie? Miał nadzieję, że tak. Wierzył w to, że Harcourt nigdy by go nie skrzywdził.
— No właśnie — powiedział. Chciał myśleć i być przekonanym o tym, że już nigdy nie będzie musiał tam wracać. Nawet gdyby z jakiegoś powodu Tiernan postanowił wykopać go ze swojego mieszkania, zapewne wolałby skończyć na ulicy, niż wracać do gacha swojej matki. Wiedział, że nie czekało go tam nic dobrego. Kolejne słowa mężczyzny sprawiły, że na ustach Hollisa pojawił się smutny uśmiech. — Zastanawiałem się nad tym, czy do ciebie napisać — powiedział. — Kiedy wszystko już zaczęło się kompletnie sypać i wiedziałem, że nie ma odwrotu — dodał. — Wcześniej jednak nigdy nie odpowiadałeś, więc uznałem, że pewnie tym razem będzie tak samo. Wolałem sobie oszczędzić rozczarowania — westchnął cicho. Nawet jeśli teraz Tiernan zdecydował się mu pomóc, to miał przeczucie, że gdyby do niego wcześniej napisał, ten rzeczywiście by to zignorował. — Zresztą… Teraz jak po takim czasie się odezwałem, to przecież też zignorowałeś… — stwierdził i wzruszył ramionami. Pewnie gdyby nie pojawił się w atelier mężczyzny i nie zechciał z nim porozmawiać, ten nigdy by nie odpowiedział na jego wiadomość ani by nie oddzwonił.
— Codzienność czy nie, nie jest to zdrowe — odparł. Uważał, że nie można było się żywić jedynie w taki sposób. Prędzej czy później to na pewno by nadgoniło i odbiło się na zdrowiu mężczyzny. Skoro była możliwość, żeby zadbał lepiej o jego (i swoją) dietę, nie widział powodów, dlaczego miałby tego nie zrobić.
— Skoro tak twierdzisz — wzruszył ramionami. Nie mógł jednak się z nim nie zgodzić, bo doskonale wiedział, że mężczyzna miał rację. Powinien bardziej o siebie zadbać, zwłaszcza teraz, kiedy w końcu mógł sobie na to pozwolić. Wcześniej miał na głowie całkiem inne rzeczy i nawet nie zwracał uwagi na to, że potrafił cały dzień nic nie zjeść, a jak już miał co, to często nie było nic pożywnego.
— Okaże się — uśmiechnął się delikatnie. Pewnie na początek poszuka jakichś łatwiejszych przepisów. Nie miał pojęcia jak działał piekarnik Tiernana, więc będzie musiał go również wyczuć, a co za tym szło, zapewne kilka pierwszych wypieków może nie wyjść idealne. Z czasem jednak zapewne będzie tak jak zakładał Harcourt i nabierze wprawy.
— Nie wiem. Skoro będę przykładną panią domu… — powiedział i wzruszył ramionami. Chociaż, gdyby Tiernan rzeczywiście zaczął się do niego tak zwracać, na pewno na początku nie czułby się z tym zbyt komfortowo. — Rozumiem. W takim razie nie muszę się przejmować tym, że ktoś się dowie — uśmiechnął się delikatnie. Z góry zakładał, że mężczyzna będzie chciał to utrzymać w sekrecie, ale jak widać mylił się.
— To co, chcesz to ciasto? — zapytał, unosząc lekko brwi. Sam niekoniecznie miał na nie miejsce, ale może skorzysta z okazji, że mężczyzna chciał zjeść deser i spróbuje chociaż kęs, żeby przekonać się, czy w ogóle było smaczne.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Szczerze powiedziawszy... nie wiem, czy bym odpisał— przyznał niechętnie. — Bardzo zależało mi na tym, żeby zamknąć ten rozdział mojego życia i żeby to zostało już za mną — dodał i skrzywił się delikatnie. — I rzeczywiście teraz też nie byłem w stanie ci odpisać ani do ciebie oddzwonić — dodał jeszcze z głośnym westchnięciem. — Mimo wszystko cieszę się, że znalazłeś adres mojego atelier i że do mnie przyszedłeś — uśmiechnął się do niego delikatnie. Pewnie przez najbliższy czas będzie sobie teraz pluł w brodę, że chłopaka wystawił i że musiał żyć w takim syfie. Z drugiej strony skąd miał wiedzieć, że działo się tak źle? W życiu by nie zakładał, że jego była partnerka, aż tak się stoczy, bo nic na to nie wskazywało, kiedy jeszcze byli razem. Zupełnie jakby nagle zmieniła się w całkowicie inną osobę.
— Nie jest, muszę przyznać — powiedział i pokręcił lekko głową na boki. — Kto by pomyślał, że taki młody chłopak będzie mnie strofował i mówił mi, co jest dla mnie zdrowe — uśmiechnął się do niego zaczepnie. Nie mógł jednak zaprzeczyć temu, że jego styl życia pozostawiał trochę do życzenia. Jasne, chodził na siłownię i starał się nie jeść syfu, ale mimo wszystko ciągle się przepracowywał, jadał bardzo nieregularnie i zapewne też nie tak, jak powinien.
— Tak, dokładnie tak twierdzę — odparł. — Tak w ogóle... to chyba dobrym pomysłem byłoby wysłać cię na jakieś kompleksowe badania krwi, żeby sprawdzić, czy nie masz jakiejś anemii albo niedoborów — dodał. — Oczywiście za to zapłacę. Chcę mieć pewność czy wszystko jest w tej kwestii okej. Muszę przecież dbać o dobro swojego pracownika — podsumował. Skłamałby, gdyby powiedział, że nie martwiło go to, że chłopak miał taką niedowagę. Miał nadzieję, że teraz jak zacznie regularnie jeść, to trochę przytyje i że będzie zdrowszy.
— Rzeczywiście, jak tak to ujmujesz... — zaśmiał się. Trochę czuł się źle z tym, że chciał mu zwalić na głowę trochę obowiązków, ale z drugiej strony Hollis nie będzie się dokładał do rachunków albo zakupów, więc to nie tak, że nie mógł tego w ten sposób odrobić. — Nie, zdecydowanie nie musisz — powiedział. — Ale to też nie tak, że masz teraz się tym chwalić każdemu na prawo i lewo. Po prostu zachowaj to dla siebie, ale jak ktoś zapyta wprost, to nie kłam. Nie chcę potem być uwikłany w jakąś spiralę kłamstw i tajemnic. Nie lubię tego. Wolę grać w otwarte karty — podsumował. Naprawdę nie znosił, jak ktoś coś kręcił, więc sam tego nie robił. Poza tym to nie tak, że robili coś złego, mieszkając razem. Nikogo nie powinno to interesować.
— Tak, zdecydowanie — powiedział i uśmiechnął się do niego. — Jestem ciekaw, co takiego wybrałeś — dodał. Nie był wybredny, jeśli szło o jedzenie i mało było rzeczy, które mu nie podchodziły. Wiadomo, stronił od syfiastego i taniego żarcia, bo to było poniżej jego godności, ale nie było wiele takich rzeczy, których by w ogóle nie ruszył. — Po wszystkim mogę wstawić zmywarkę — zaproponował jeszcze. — Tyle sobie poradzę w kuchni — stwierdził. Nie chciał pokazywać się od złej strony, stąd ta propozycja. No i to nie tak, że nie był mu wdzięczny za to, że Hollis poświęcił swój czas i energię na to, żeby ugotować i smaczny posiłek.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Westchnął cicho. Znowu zrobiło mu się jakoś tak przykro, chociaż rozumiał Tiernana. Gdyby on był w sytuacji mężczyzny i został potraktowany w taki sposób przez kogoś, kogo zamierzał poślubić, zapewne też chciałby zostawić to wszystko za sobą i najlepiej nigdy do tego nie wracać. Nie zmieniało to jednak faktu, że było mu smutno z powodu tego, że ten tak całkowicie odciął również jego, bo sam przecież niczym nie zawinił. Mężczyzna z dnia na dzień zniknął z jego życia, a był jego dużą częścią. Naprawdę to przeżył.
— Też się cieszę, że ostatecznie się na to zdecydowałem. Inaczej… Pewnie teraz spałbym gdzieś na ulicy na jakimś kartonie. No, o ile wcześniej nie znalazłby mnie ktoś niepożądany i nie skończyłbym z nożem pod żebrami albo pobity na śmierć — stwierdził i wzruszył ramionami. Tego chyba bał się najbardziej… Naprawdę obawiał się tego, że w końcu ci ludzie go znajdą, a wtedy nie skończy się to dla niego dobrze. Bał się o swoje zdrowie i życie, a teraz również o Tiernana, skoro to u niego mieszkał i pracował. Jak będą go szukać i w końcu natrafią na jego trop, to mężczyzna też będzie miał niemały problem.
— Ktoś musi przypilnować, żebyś o siebie lepiej zadbał — powiedział i westchnął cicho. Zabawne, że sam wypominał mężczyźnie to, jak się odżywiał, kiedy z ich dwojga to zdecydowanie on miał znacznie większe problemy pod tym względem i powinien porządnie wziąć się za siebie. Na szczęście, teraz kiedy w końcu zaznał trochę spokoju i miał bezpieczny dach nad głową, być może będzie w stanie poświęcić nieco więcej uwagi sobie samemu oraz swojemu zdrowiu.
— To miłe, że się tak o mnie martwisz — stwierdził w pierwszej kolejności i uśmiechnął się delikatnie. — Nawet nie pamiętam kiedy ostatnio byłem u lekarza, więc to nie jest chyba taki zły pomysł. Rzeczywiście przydałoby się sprawdzić, czy wszystko jest okej — zgodził się z nim. Na pewno takie badania mu nie zaszkodzą, zwłaszcza, że czuł, że wyniki raczej nie będą zadowalające.
— No własnie — stwierdził i uśmiechnął się do niego zaczepnie. Skoro sprzątał, gotował i tak dalej, to chyba zasłużył sobie na miano przykładnej pani domu czy żony. Oczywiście, tylko tak żartował, bo byłoby to dość niezręczne, gdyby mężczyzna rzeczywiście zaczął zwracać się do niego w taki sposób. Nie musiał jednak dokładać się do czynszu ani zakupów, a logiczne, że nie mógł bezczynnie siedzieć na tyłku w domu i nic w nim nie robić. Musiał coś od siebie wnieść. — Nie mam zamiaru. Ale dobrze wiedzieć co powinienem mówić, kiedy już ktoś zapyta i będzie dociekał. Chociaż uważam, że to nie jest niczyja sprawa i powiedzenie mu, żeby się nie interesował chyba jest najlepszym rozwiązaniem — wzruszył ramionami. Nie musiał mówić prawdy, ale nie musiał też kłamać. Mógł powiedzieć komuś wprost, że to nie była jego sprawa i tyle.
— Okej, ale miej na uwadze, że to wciąż jest marketowe ciasto — pokręcił na boki głową. Zgarnął talerz mężczyzny i wstawił go do swojego talerza, po czym wstał od stołu. — Jasne, dzięki — odpowiedział z uśmiechem, po czym zgarnął z blatu naczynia po jedzeniu i udał się z nimi do kuchni. Włożył je do zmywarki, a potem podszedł do lodówki, z której wyjął opakowanie z ciastem. Po otwarciu ukroił kawałek, przekładając go na talerzyk. Wyjął z szuflady widelczyk, po czym wrócił z ciastem z powrotem do mężczyzny, odstawiając przed nim talerzyk na stole. — No, to chwila prawdy — odparł, czekając aż Tiernan spróbuje deseru.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Myślę, że nie ma sensu się nad tym zastanawiać — pokręcił lekko głową na boki. — Ja żałuję, że nie odbierałem i nie odpisywałem. A ty postanowiłeś złożyć mi wizytę. Zatrzymajmy się przy tym, że tak miało być — uśmiechnął się do niego niemrawo. Jak tylko sobie pomyślał, że tak niewiele brakowało do tego, żeby Hollis skończył na ulicy, to aż dostawał ciarek. Wolał się nad tym za bardzo nie zastanawiać, bo momentalnie dopadały go wyrzuty sumienia. Czasu jednak nie cofnie. Mógł tylko się upewnić, że od teraz jego życie będzie lepsze. Planował, że nawet jeśli chłopak się od niego wyprowadzi, to pozostanie w jego życiu. No, o ile tamten będzie tego chciał, bo do niczego nie miał zamiaru go zmuszać.
— I tą osobą będziesz ty? — uśmiechnął się do niego zaczepnie. — Nie mam nic przeciwko temu. Już nie pamiętam, kiedy ktoś o mnie dbał — dodał zaraz wyraźnie rozczulony tym, co tamten powiedział. Musiał przyznać, że mieszkanie z kimś i świadomość tego, że komuś szczerze na nim zależy, było naprawdę miłe. Dawno nie był z nikim w bliskiej relacji, więc cieszył się, że chłopak go odnalazł. Był pewien, że dobrze mu zrobi jego towarzystwo. Świadomość tego, że miał do kogo wrócić i że nie zastanie pustego mieszkania po powrocie z pracy, była po prostu miła.
— Po prostu czuję, że jestem teraz za ciebie po części odpowiedzialny. To tyle — wzruszył lekko ramionami. — W takim razie tym bardziej powinieneś je sobie zrobić. Może skorzystam z okazji i też sobie zrobię jakiś pakiet? Sam nie pamiętam, kiedy ostatnio się badałem tak profilaktycznie, a w tym wieku to już... — westchnął ciężko, udając zrezygnowanego, by zaraz się zaśmiać. — Poszukam odpowiedniego miejsca, zamówię nam badania i pójdziemy w któryś dzień przed otwarciem atelier — dodał już poważniej. Na pewno nie miał zamiaru tego odpuścić, bo coś miał przeczucie, że w przypadku Hollisa skończy się na jakichś suplementach albo nawet i lekach. Oby nie, ale coś mu mówiło, że na to nie miał co liczyć.
— Tak też możesz do tego podejść, ale na twoim miejscu nie podchodziłbym w taki sposób do niektórych z pracowników, bo mogą to sobie źle odebrać. Niektórzy pracują tam tylko dlatego, że nikogo lepszego na ich miejsce nie znajdę, ale ich zachowanie czasami pozostawia wiele do życzenia — skrzywił się delikatnie. — Nie chciałbym, żebyś komuś podpadł. Już raz jakiś czas temu mieliśmy przypadek mobbingu i mimo że już teraz jest okej, to nadal mam koszmary — westchnął ciężko. Najgorsze w tym wszystkim było to, że trochę to trwało, zanim w ogóle ten problem został zgłoszony. Na szczęście udało się to jakoś sensownie rozwiązać. Zdawał sobie jednak sprawę z tego, że ta branża bywała bardzo toksyczna.
— Dobrze, będę o tym pamiętał — wywrócił oczami, uśmiechając się do siebie pod nosem. Obserwował go, kiedy tak się kręcił, a gdy wrócił z ciastem, to poprawił się na krześle. — Mhm — mruknął w odpowiedzi, po czym sięgnął za widelczyk, żeby nabrać na niego kawałek ciasta. — Nie jest złe — przyznał. — Wiadomo, daleko mu do jakiejś eleganckiej i drogiej cukierni, ale ujdzie. Poza tym... to jest słodkie. Ciężko coś zepsuć — zażartował i wsunął sobie kolejny kawałek ciasta do ust.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W odpowiedzi na jego słowa pokiwał delikatnie głową, zgadzając się z nim. Najważniejsze, że zebrał się na odwagę, przyjechał do atelier Tiernana i mężczyzna zgodził się z nim spotkać oraz porozmawiać. Dzięki temu miał teraz pracę, dach nad głową, a Harcourt towarzystwo, z którego jak dawał mu do tej pory do zrozumienia, był zadowolony. Skoro im obojgu obecna sytuacja była na rękę i ich zadowalała, nie było sensu roztrząsać tego co by było gdyby…
— A jest ktoś inny poza mną, kto mógłby się tym zająć? — zapytał, uśmiechając się delikatnie. Z tego co kojarzył, nie było, skoro Tiernan sam przyznał, że z nikim się nie umawiał. Nie spodziewał się jego kolejnych słów, które sprawiły, że z jakiegoś powodu poczuł przyjemne motylki w brzuchu. Sam był zaskoczony tym, że zareagował w taki sposób, ale starał się za bardzo nad tym nie zastanawiać. Uznał, że po prostu zrobiło mu się naprawdę miło z powodu tego, że mężczyzna doceniał to, że się o niego martwił.
— To miłe, dziękuję. Z drugiej strony, chyba nie ma co się dziwić, zważając na to jaka relacja nas kiedyś łączyła — stwierdził. Może nie było dokładnie tak, żeby myślał o Tiernanie jak o swoim ojcu i zwracał się do niego per tato, ale poniekąd postrzegał mężczyznę jako figurę ojcowską w swoim życiu. — Już bez przesady, brzmisz jakbyś był jakimś staruchem — spojrzał na niego z politowaniem. Może Harcourt nie był już pierwszej młodości, ale nie uważał też, żeby ten był stary. Był jeszcze przed czterdziestką, więc nie było tak źle. Poza tym, dobrze się trzymał, bo nie powiedziałby o nim, że był w takim wieku, ile rzeczywiście miał lat. — Okej — pokiwał głową. Trochę się obawiał tych badań, bo nawet nie pamiętał tego kiedy ostatni raz był u lekarza. Miał przeczucie, że wyniki nie będą zadowalające. Bał się też trochę, że może być chory na coś poważniejszego, nawet jeśli fizycznie czuł się dobrze.
— Hmmm… No to rzeczywiście odpowiadanie w taki opryskliwy sposób może się nie sprawdzić. A co, jak będę grał głupiego? Wiesz, uśmiechał się i mówił, że nie mam pojęcia o co chodzi? — zapytał rozbawiony. Coś jednak czuł, że takie zachowanie również mogłoby kogoś zirytować, zwłaszcza jeśli był taki jak Tiernan sugerował. — Nie brzmi za ciekawie. Wydaje mi się jednak, że nawet jakby ktoś chciał się na mnie uwziąć, to nie pozwoliłbym się traktować w taki sposób. Z drugiej strony, to by tylko zaogniło konflikt… — westchnął cicho. Szczerze powiedziawszy, miał dość chodzenia wokół innych na palcach, bo w domu musiał to robić cały czas, byleby tylko nie podpaść i nie kusić losu. Wyglądało jednak na to, że w pracy również nie powinien się wychylać i powinien być dla wszystkich miły oraz sympatyczny, jeśli nie chciał mieć problemów i nikomu nie zaleźć za skórę.
— To dobrze, że mimo wszystko ci smakuje — stwierdził i uśmiechnął się delikatnie, po czym usiadł z powrotem na swoim krześle. Zaraz jednak uniósł się nieco, nachylając się w stronę mężczyzny przez stół. — Daj spróbować — powiedział, po czym jak gdyby nigdy nic rozchylił wargi, dopraszając się kawałka ciasta. Nie chciał sobie nakładać całego, bo wiedział, że zapewne by go nie zjadł, ale nic nie stało na przeszkodzie, żeby przymilić się do Tiernana, aby go poczęstował i dał mu spróbować. Gorzej, jak mężczyzna odmówi, bo pewnie zrobiłoby się trochę niezręcznie i by się zbłaźnił.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
37 y/o
For good luck!
183 cm
projektant bielizny, właściciel Atelier Intime
Awatar użytkownika
You say you want it but you can't get it, and you
You got yourself a bad habit for it
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie, nie ma — pokręcił głową na boki. — Jestem całkiem sam — dodał. — No, a przynajmniej byłem, bo teraz mam ciebie — uśmiechnął się do niego. Nawet jeśli to wszystko działo się z niezbyt przyjemnych powodów, to nie mógł zaprzeczyć temu, że zaczynało mu się podobać to, jak to wszystko wyglądało. Nie mógł narzekać na towarzystwo. Już zdążył zapomnieć, jak bardzo lubił spędzać z Hollisem swój czas. Miał nadzieję, że teraz choć trochę uda im się nadrobić ten stracony okres, kiedy zerwał z nim kontakt. Powinien mu to wynagrodzić w jakiś konkretny sposób?
— To prawda. To na pewno odgrywa w tym sporą rolę — zgodził się z nim. Gdyby nie fakt, że traktował go poniekąd jak swojego syna, to pewnie teraz ich relacja nie wyglądałaby w taki sposób. Pewnie kopnąłby go w tyłek, bo uznałby, że zajmowanie się dorosłym chłopakiem, było problematyczne. Miał do niego słabość i nigdy tego nie krył. Odkąd zaczęli się ze sobą dogadywać i tamten pozwolił się do siebie zbliżyć, zaczęła łączyć ich mocna więź. Jak widać, to im nie przeszło, bo nadal czuli się swobodnie w swoim towarzystwie. — Czasami się tak czuję. Nieraz jak za szybko wstanę, to łupie mnie w krzyżu, a jak uklęknę i się podniosę, to boli mnie kolano — zaśmiał się. Oczywiście teraz żartował, bo fizycznie kompletnie nic mu nie dolegało i czuł się dobrze. Ćwiczył na siłowni, więc dziwne by było, gdyby nie był wysportowany. A to, czy w środku jego organizmu działo się coś złego, wyjdzie na badaniach. Dawno nie robił sobie takich okresowych, więc to na pewno był dobry pomysł. Nie zaszkodzi. Bardziej martwiło go to, co mogło wyjść z badania Hollisa, bo ten nie wyglądał na okaz zdrowia.
— Myślę, że to też by nie przeszło — spojrzał na niego z politowaniem. Wolałby, żeby chłopak nic nie kombinował i żeby był miły i prawdomówny. Nie chciałby, żeby ktoś się do niego doczepił albo miał do niego jakiś problem. — Jest to ciężki temat — przyznał z krótkim westchnięciem. — Niestety, ale ta branża ma to do siebie, że jest dość toksyczna. Trzeba nauczyć się w niej funkcjonować i nie brać pewnych rzeczy do siebie. Zresztą, jak będziesz pomagał na pokazie, to przyjdzie ci obcować z wieloma osobami, które pozjadały wszystkie rozumy i które zachowują się, jakby były panami świata — wzruszył lekko ramionami. Nie to, że sam nie gwiazdorzył, ale wiedział, że mógł sobie na to pozwolić, bo znał swoją wartość. Zdawał sobie sprawę z tego, że w świecie mody był kimś i że ludzie darzyli go sporym szacunkiem.
— Jest naprawdę w porządku — skinął głową. Na pewno nie spodziewał się tego, co Hollis zrobił jako następne. W pierwszej chwili po prostu go zatkało, ale zaraz nabrał nieco ciasta na widelec i wyciągnął rękę w jego stronę. Gdy Hollis zjadł to, co mu podetknął, poczuł z tego powodu przyjemne motylki w brzuchu. — Następnym razem ja zadbam o ciasto. Przywiozę coś ze swojej ulubionej cukierni — powiedział, chcąc odwrócić swoją uwagę od tego, co się przed chwilą stało. — Zresztą... możemy podjechać do jakiejś kawiarni, kiedy będziemy wracać z zakupów. Jak już wszystko kupimy, to pójdziemy coś tam zjeść, a potem pojedziemy na kawę i ciasto. Mamy chyba trochę czasu do nadrobienia, nie uważasz? — zaśmiał się. Chętnie spędzi z nim dzień w taki sposób.

Hollis Bellamy
ryo
metagaming; decydowanie za cudzą postać
19 y/o
For good luck!
176 cm
stażysta w Atelier Intime
Awatar użytkownika
Visceral, wicked, divine
Kiss my wounds
Drink my crimes
So my taste stays burnin' in your bones
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnął się delikatnie na jego odpowiedź. W jakiś dziwny i niewyjaśniony sposób, bardzo spodobał mu się fakt, że był jedyną osobą, która aktualnie mogła zadbać o Tiernana. Skłamałby również, gdyby powiedział, że nie cieszył się z faktu, że mężczyzna był singlem. Oczywiście, nie dlatego, że sam miał wobec niego jakieś zamiary (chociaż nie mógł zaprzeczyć temu, że było na czym zawiesić oko), ale to po prostu wiele ułatwiało. Na pewno sprawa z jego zamieszkaniem tutaj byłaby znacznie bardziej skomplikowana, gdyby mężczyzna jednak z kimś się spotykał, prawda? A przynajmniej chciał wierzyć, że dokładnie z tego powodu ten fakt tak go cieszył.
— Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak wiele żalu miałem do matki o to, co zrobiła. Na początku nie mogłem przeżyć tego, że się rozstaliście i po prostu zniknąłeś z naszego życia — powiedział i westchnął ciężko. Nic dziwnego, skoro był tak przywiązany do mężczyzny. Naprawdę dużo czasu zajęło mu zaakceptowanie faktu, że Tiernan już do nich nie wróci i zapewne nigdy więcej nie będzie im już dane mieć ze sobą do czynienia. Na pewno nie spodziewał się tego, że jego losy potoczą się w taki tragiczny sposób i ich drogi ponownie się skrzyżują. A już na pewno nie zakładał scenariusza w którym będą wspólnie mieszkać i będzie pracował w atelier Harcourta. — Żartujesz, prawda? Nie masz nawet czterdziestu lat — spojrzał na niego z politowaniem i zaraz pokręcił lekko głową na boki. Poza tym, gdyby dokuczały mu takie dolegliwości, zapewne byłoby to po mężczyźnie widać. Patrząc jednak na to jaki ten był wysportowany i zadbany, raczej powątpiewał w to, że tego typu schorzenia rzeczywiście dawały mu w kość. Wiedział też, że Tiernan regularnie chodził na siłownię i ćwiczył.
— Tak też myślałem — westchnął sobie cicho zrezygnowany. — Brzmi na taki — przyznał. Raczej mobbing to nie było coś, co ktokolwiek by chciał, żeby było obecne w jego biznesie. Domyślał się, że zapewne Tiernan musiał mocno przeżywać to, że do czegoś takiego doszło w atelier, które do niego należało. — W takim razie dobrze wiedzieć. Przynajmniej teraz wiem mniej więcej czego mogę się spodziewać — stwierdził. Jak rzeczywiście już będzie miał do czynienia z kimś specyficznym, zapewne od razu przypomni sobie słowa mężczyzny i będzie wiedział, żeby po prostu przymknąć na to oko.
— To świetnie. W takim razie dobrze wybrałem — uśmiechnął się delikatnie. Miał nadzieję, że Tiernan nie będzie miał nic przeciwko temu, żeby dać mu spróbować ciasta, bo w sumie nie wziął pod uwagę scenariusza, w którym mu odmawia, kiedy zdecydował się tak nachylić przez stół i zacząć sępić. Na szczęście, nie musiał długo czekać aż widelec z ciastem znalazł się w jego ustach. Opadł z powrotem na krzesło i wydał z siebie cichy pomruk, co miało świadczyć o tym, że było smaczne. — Okej, już nie mogę się doczekać — stwierdził. Chętnie spróbuje czegoś z cukierni, za którą Harcourt przepadał. — Tak, zdecydowanie mamy, dlatego chętnie możemy zrobić tak jak zaproponowałeś. Zwłaszcza, że nawet nie pamiętam kiedy ostatnio gdziekolwiek wychodziłem — odparł i westchnął cicho. Wcześniej po prostu nie miał na to kasy, a teraz miał pracę oraz obowiązki w domu. Trochę też obawiał się gdziekolwiek wychodzić, w razie gdyby ktoś na niego czyhał i chciał go dopaść.

Tiernan Harcourt
eon
posty pisane przez ai; metagaming; ghostowanie; sterowanie postacią bez zgody autora; brak inicjatywy ze strony współgracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „#28”