
data i miejsce urodzenia
04/12/1996 I Toronto, Kanada
miejsce pracy
Superior Court of Justice
orientacja
heteroseksualna
dzielnica mieszkalna
Distillery District
pobyt w toronto
od urodzenia
umiejętności
Spostrzegawczość, umiejętność szybkiego analizowania i myślenia strategicznego, co przydaje się w pracy. Do tego fotograficzna pamięć, łatwość w nawiązywaniu nowych kontaktów, cięty język i nieustępliwość w dążeniu do założonych celów - czy tych związanych z karierą czy te związane z prywatnym życiem. Naturalnie, posiada prawo jazdy na samochód, ale planuje kiedyś zdobyć uprawnienie na jednoślad. Lubi gotować, lecz nie podejmuje się tego zbyt często, ze względu na brak czasu w głównej mierze, skupiając się na zawodowej sferze swojego życia. Jeszcze w czasie edukacyjnym nauczyła się trzech języków - hiszpańskiego, włoskiego oraz niemieckiego, aby mieć szersze pole do popisu, gdyby było to potrzebne do załatwiania spraw. Warto też wspomnieć o tym, iż chętnie interesuje się nowinkami technologicznymi, w jakich łatwo się odnajduje; nie boi się nowych wyzwań, chętnie działa w wielu obszarach swych działań, jeśli ma ku temu sposobność, niejednokrotnie pomagając chociażby w darmowych poradach prawnych dla potrzebujących - wciąż nie zapominając o tym iż zdecydowała się na taki zawód ze względu na ludzi, którym ta pomoc jest potrzebna.
słabości
I choć wydawać by się mogło, że jest to twarda sztuka, tak boi się pająków, niezbyt dobrze czuje się w ciasnych pomieszczeniach bądź posiada syndrom białego fartucha, lecz również obawia się... samotności, dlatego nadal nie zerwała ze swoim obecnym partnerem, nawet jeśli od dawna nic ich nie łączy, nie ma między nimi jakiejkolwiek chemii. Póki było jej to na rękę, nie chciała zmieniać swojej sytuacji, mogąc się w pełni skupić na pracy, zupełnie jak i "druga połówka", choć najdziwniejszym w tym wszystkim jest fakt, iż jej ojciec go uwielbia. Pomimo tych strachów, stara się pokazywać jako nieskazitelna, bez jakiejkolwiek najmniejszej wady, nie dająca sobie w kaszę dmuchać - co przekłada się chociażby na to, iż nie pozwala komuś na to, aby jego zdanie było tym ostatnim, bo przecież zawsze znajdzie jeszcze jakąś kropkę nad i do dodania. Perfekcjonizm można by powiedzieć, że stanowi jej drugie imię, co zarazem przekłada się na pracoholizm z jakiego nie potrafi się wyrwać - nawet jeśli chciałaby to zmienić, to automatycznie wewnętrzny głos karze ją za takie podejście, bowiem musiała dalej dążyć do bycia najlepszą.
Bycie jedynaczką w bogatej rodzinie adwokackiej mogłoby zwiastować jedno - dostawała wszystko to, co chciała, nawet jeśli tego rzeczywiście nie potrzebowała bądź jeszcze dobrze o tym nie wspomniała.
I nie ma co ukrywać, trochę tak było, niemniej też nie było tak, że wykorzystywała to w pełni na tyle, by wyciągać od rodziców jak najwięcej się dało.
Nie była też typem dziewczyny chętnie chwalącej się swoimi rzeczami, lepszymi ciuchami jakie usilnie jej mama kupowała, czy dobytkiem rodziców. Nawet jeśli nosiła je na sobie, pomimo iż te przedmioty używała częściej lub rzadziej w życiu codziennym, to jednak nie chciała nigdy zachowywać się w taki sposób, żeby druga osoba czuła się przy niej gorsza. Zwyczajnie źle czułaby się z faktem eksponowania tego czy owego, jedynie ze względu na to, że skoro to miała, to czemu miałaby tego nie robić. Kim była, by podobnego typu zagrywki stosować?
Zadane pytanie według jej rodziców było wart odpowiedzenia. Była przecież Primrose Halley - wyczekiwana oraz ukochana córka, przyszła Pani Adwokat, która będzie kontynuowała schedę rodu, gdzie będzie dzięki niej kontynuowana już w trzecim pokoleniu. Bo oczywiście, nie zakładali żeby miało być inaczej, a jedyne dziecko musiało być tym, kim oni chcieli. Musiała być, skoro tak bardzo się o nią starali, tak bardzo jej pragnęli od zawsze, a dopiero po ponad sześciu latach starań, chodzenia do lekarzy i próbowania wielu metod ostatecznie pojawiła się właśnie ona. I choć Robert mocno manifestował syna, tak w momencie urodzenia Prim, zakochał się w córce bez pamięci; nie przyzna się, lecz po dzień dzisiejszy nieba by jej przychylił, jeśli by tylko o to poprosiła. Ruszyłby niebo oraz ziemię, żeby tylko miała to wszystko, co potrzebuje do posiadania szczęśliwego życia. Może to i dziwne, ale ona sama miała pewną świadomość tego - a pomimo to, w dalszym ciągu nie wyciągała korzyści materialnych z tego w taki sposób, w jaki niektórzy pewnie by zrobili.
Odkąd tylko pamięta, zawsze chciała wszystko sama. Do wszystkiego dążyła sama. Rodzice chcieli dać jej korepetytora, gdy miała cięższy okres w szkole z przedmiotami ścisłymi; zamiast pozwolić im na zadzwonienie po najlepszego nauczyciela w okolicy, wydając zapewne na to fortunę, wolała dłużej przesiedzieć w książkach, by samej to ogarnąć - jednocześnie spędzając więcej czasu w szkole na zajęciach dodatkowych, zamiast spotykać się z przyjaciółmi. Na konkurs plastyczny nie poprosiła o jakiekolwiek wsparcie, samej projektując i działając od samych podstaw do ostatniej kreski, kropki czy ruchu kredki, dzięki czemu udało jej się uzyskać pierwsze miejsce. Inne wystąpienia to również dla niej szalony rollercoaster emocji wymieszany z obowiązkami, nie dając się złamać i ciągle nie ustępując.
Szkolny okres generalnie był dla niej mocnym wyzwaniem. Dosyć sporą walką z samą sobą - a przede wszystkim z tym, czy rzeczywiście było tak, jak mówiła, że zostanie jak rodzice prawnikiem. Obiecała, to prawda, niemniej był moment kiedy wątpiła w ten pomysł. Sama w sobie idea jej nie odpowiadała, nie wyobrażając sobie siebie w garsonkach jak przystało na dobrą Panią Adwokat, mając nienaganną opinię i idealnie skrojoną spódnicę poniżej kolana. Nie planowała zmieniać swojego podejścia w życiu, ale czy ostatecznie była gotowa zawierzyć życie prawu? Czy faktycznie była w pełni oddana sprawom ludzi, żeby to dla nich przede wszystkim się poświęcić?
Odpowiedzi przyszły z czasem - wraz z większą dojrzałością wiekową, z większą ilością wiedzy jaką posiadała. I choć początkowo powiedziałaby, że robi to dla rodziców oraz świętego spokoju, tak pod koniec lat licealnych zmieniło się jej podejście do całej sprawy, a sama Primrose uznała, iż taka droga kariery jest czymś dla niej. Nie ze względu na to, iż dzięki rodzicom będzie mieć łatwiej, a zwyczajnie poczuła potrzebę działania w społeczeństwie. Nie chciała tylko wymierzać sprawiedliwość - chciała przede wszystkim pomagać tym, którym niezbyt dobrze szło w życiu i potrzebowali wyjaśnień, wskazówek, wskazania drogi na tle prawnym, żeby mogli swoje życie poukładać tak, jak należy.
Tak właśnie trafiła na studia prawnicze - gdzie sądziła, że w szkole dawała z siebie sto procent i było to wystarczające, tak tutaj podwoiła ów stawkę; nie dlatego, że był to wymóg ojca czy uczelni, a jej własny, by być jak najlepszą wersją samej siebie. Jednocześnie stając się jedną z najlepszych na roku, chociaż nie takie było początkowe założenie, ale nie znaczyło to, iż nie dawało to satysfakcji. Nie ma co tu zresztą kryć - w przypadku Primrose Halley przejście przez licencjat oraz magistrat zdawałoby się, że jest oczywistością; w międzyczasie zdobywała szczątkową praktykę w kancelarii rodziców oraz chodziła na sprawy sądowe - głównie do taty, tak jakoś akurat wyszło - co dawało dziewczynie dodatkowe doświadczenie z racji obserwacji. Może ten sukces był zależny od znajomości rodziny Halley, a może to wyłącznie wynik cholernie ciężkiej pracy tej młodziutkiej reprezentantki rodu… na to pytanie raczej nigdy nie uzyska jednoznacznej odpowiedzi, co nie znaczyło iż nie mogła w swojej drodze mierzyć dalej. Pruła wręcz do przodu, od razu podejmując się egzaminów licencyjnych oraz poleconych praktyk zawodowych, aby nabrać kolejną dozę wprawy w tym zawodzie, choć początki były dosyć kruche w jej wykonaniu.
Trochę się peszyła, trochę nie była przekonana czy da sobie radę w momencie zadawania kluczowych pytań czy podczas mów. Pierwsze sprawy jako asystentka jedynie siedziała na sali obok klienta, nie odzywając się praktycznie słowem, a jedynie podając odpowiednie kartki, notatki czy podrzucając luźne przemyślenia jakie pojawiały się w trakcie rozpraw i uznała, że chce się nimi podzielić ze swoim przełożonym. Dopiero po paru miesiącach ośmieliła się na stawianie pierwszych kroków; miała świadomość, że to już nie jest szkoła, acz zarazem wiedziała iż siedząc i gapiąc się niczego się nie nauczy i nie zdobędzie tego, co najważniejsze - pewność siebie, jaka jest niezbędna w sali rozpraw.
Budowała z każdą kolejną sprawą siebie. Budowała swoją pozycję, swoją - jakby nie patrzeć - markę. I chociaż miała zapewnione miejsce w kancelarii rodziców, tak nie chciała wisieć w miejscu, gdzie byłaby ciągle pod ich opiekuńczym skrzydełkiem, stąd pojawiła się decyzja o dołączeniu do sądu prowicjonalnego, czego do dziś nie może jej wybaczyć ojciec, choć już nie wspomina o tym tak często, jak na samym starcie podjętego wyboru.
Minęły dwa lata, a jej obecna droga w karierze jest zdecydowanie mocniej ugruntowana, jej przekonanie o swoim znaczeniu na sali sądowej znacznie mocniej w niej siedziało, a na swoim koncie miała sporą ilość wygranych. Tak naprawdę - spełniała się w tej roli wręcz perfekcyjnie, a ona nie załowała tego, gdzie się znajdowała.
No cóż - do pewnego momentu tak było, póki nie ścięła się z pewnym Prokuratorem, który zdaje się że celowo utrudnia jej życie.
zgoda na powielanie imienia
nie
zgoda na powielanie pseudonimu
nie
Zgody MG
zgoda na śmierć postaci
nie
zgoda na trwałe okaleczenie
nie
zgoda na nieuleczalną chorobę postaci
nie
zgoda na uleczalne urazy postaci
tak
zgoda na utratę majątku postaci
nie
zgoda na utratę posady postaci
nie