ODPOWIEDZ
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
Just a pretty little nightmare.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Wracała z pracy pieszo. Ostatnio wpadła na genialny pomysł, żeby brać na siebie zdecydowanie za dużo. Przyjmowała i wciskała w kalendarz każdą klientkę, która tylko poprosiła, która użyła tego magicznego bo mi tak bardzo zależy, przez co od tygodnia siedziała w salonie od piątej trzydzieści do dwudziestej drugiej minimum. Sama czuła, że przesadzała. Organizm niejednokrotnie błagał ją wręcz o odrobinę rozsądku, ale Norweżka zdawała się być głucha na wszystkie te mniej lub bardziej subtelne sygnały.
Co z tego, że dzień wcześniej prawie zasnęła za kierownicą? Rozwiązaniem tego problemu, jak się okazało, wcale nie było wyspanie się, a… zrezygnowanie z samochodu i powrót do domu spacerkiem. Oczywiście mogła pomyśleć o Uberze bądź komunikacji miejskiej, ale istniało ryzyko, że zaśnie również tam, lądując na jakimś końcowym przystanku, o którego istnieniu wcześniej nie miała pojęcia. Ewentualnie, w mniej optymistycznej wersji, obudzi się już gdzieś w lesie, przykryta liśćmi i zakopana pod płaczącą wierzbą.
Dlatego uznała, że spacer będzie zdecydowanie najbezpieczniejszą opcją.
Przynajmniej tak długo, jak długo nogi pamiętały, dokąd właściwie miały ją zanieść. Buła również opcja w postaci poproszenia Dantego, żeby po nią przyjechał — w końcu samochód został na podjeździe, a kluczyki na stoliku w salonie — ale wspaniałomyślnie uznała, że nie chce zawracać mu głowy, więc przystała przy pierwotnym planie zakładającym spokojny powrót pieszo. Nawet deszcz, który wbrew zapewnieniem prognozy pogody o pięknym, bezchmurnym wieczorze, zaczął delikatnie mrzeć z nieba, nie sprawił, że zmieniła zdanie.
A była naprawdę wykończona. Fizycznie, psychicznie… bo przecież znikąd w jej życiu musiał pojawić się jej licealny koszmar. Wstawiła tylko zdjęcie. Wydawało jej się, że całkiem dobrze na nim wyszła, w końcu od dawna słyszała, że miała naprawdę śliczny uśmiech i może — trochę nieskromnie — liczyła, że właśnie tego typu komentarze zobaczy pod tą fotką, ale nie. Musiał pojawić się on. I kiedy myślała, że wreszcie udało jej się go odpowiednio zgasić… odkopał jej numer telefonu. I choć w końcu przestał pisać, to ręce trzęsły jej się cały wieczór. Wróciły wspomnienia ze szkolnych lat, to całe psychiczne znęcanie, o którym nikomu nigdy nic nie powiedziała, twierdząc, że przecież świetnie sobie poradzi z tym sama. Dlatego ani Dante, ani jej tata nie mieli bladego pojęcia przez co przechodziła niemal przez całe liceum.
Ale te czasy już dawno minęły. Dlaczego więc… dlaczego więc znów się pojawił? I dlaczego znów to ona stała się jego celem do mało przyjemnych zabaw?
Migająca pomarańczowa dłoń pojawiła się na sygnalizatorze, ale licznik pokazywał pięć sekund do pojawienia się jej stałego odpowiednika. Nim jednak Elsa dotarła do przejścia, wspomniana dłoń zamieniła się w swój stały odpowiednik, a przez zbierający na siłę deszcz, który skutecznie rozmazywał dziewczynie widoczność, dziewczyna nie dostrzegła tej zmiany, wchodząc pewnie na przejście.
Pisk opon, oślepiające światło reflektorów motoru…
Serce podskoczyło jej do gardła, a ciało zareagowało szybciej niż myśli. Gwałtownie odskoczyła w bok, próbując zejść z toru jazdy, podczas gdy kierowca chyba dosyć instynktownie nacisnął hamulec. Maszyna zatrzymała się niedaleko niej, dosłownie kilkadziesiąt centymetrów, a drżące ze strachu nogi odmówiły posłuszeństwa — upadła na kolana. Opuściła swoją fioletową głowę i wzięła kilka głębokich, szybkich oddechów.
Chyba żyła.
Jeszcze… żyła.

levi shelby
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

at night the city grows
look at the horizon glow

Nie był raczej mściwą osobą, która szukała powodów do vendetty tam, gdzie ich nie było. Psem ogrodnika, który sam nie chciał, ale innemu też by nie oddał? Tym zdecydowanie tak. Shelby kochał kontrolę, a kiedy ją tracił, miał wrażenie, że ziemia rozchodzi mu się pod nogami we wszystkie możliwe strony. Ale anyways... bo zbaczamy z toru, eh? Wracając do sedna… po wczorajszej rozmowie, a raczej wymianie zdań czy tam wiadomości z niejaką Eriksen, czuł się niczym pan i władca. Kładł się spać ze świadomością i uśmieszkiem na twarzy.. no bo po pierwsze, nie podbił jej jeszcze bardziej tego cholernego zdjęcia na instagramie, a po drugie, zostawił jej ostatnią wiadomość na odczytanym.

W K U R W I A Ł A
G O
N I E S A M O W I C I E

Zadziwiające, że po takim czasie nadal potrafiła wzbudzać w nim aż tak silne emocje, co nie? Minęły przecież lata od liceum i od momentu, w którym ustalił sobie w tej swojej główce, że Elsa Eriksen do końca życia będzie zajmować zaszczytne miejsce w jego osobistym Death Note. Co prawda na razie znajdowała się tam tylko ona, to pieprzone słoneczko z Teletubisiów, które przyprawiało go o ciarki, bo ugh, no nie mógł na nie patrzeć, i Barney. Ten z bajki, w której jakiś facet przebierał się za fioletową maskotkę, a wszyscy dookoła jeszcze się z tego cieszyli i odwalali jakieś chore kumbaya? Nie no. Nienawidził takich rzeczy.

Tego dnia był na treningu motocrossowym w Montrealu, a potem wracał swoim motorem do Toronto. Pogoda z początku wydawała się całkiem ładna, w słuchawkach leciała muzyczka i ogólnie zdążył już zapomnieć o tej lodowej śnieżynce. Miał zajebibi humorek, nawet kiedy wjechał na bardziej zatłoczone torontońskie ulice, za którymi nie przepadał, bo musiał mieć oczy dookoła głowy. Wspominałam już, że deszcz zaczął coraz mocniej padać? Nie? No to zaczął, ale to na moment nie sprawiło, że jego mood się popsuł, po prostu dalej był czujny no bo jak już wspominaliśmy... drogi tutaj są mega nieprzewidywalne. Jak nie jakiś ćpun na fentanylu, to pseudoinfluencerka, która akurat stwierdziła, że środek jezdni będzie idealnym miejscem na sesję. Na razie jednak los się do niego uśmiechał i…

FuuucUUUCK.

Przeklął w myślach, gwałtownie hamując przed postacią, która pojawiła się przed nim zupełnie znikąd. Pisk opon przebił się nawet przez muzykę dudniącą mu w uszach, a serce momentalnie podskoczyło do gardła. Wyhamował tuż przed nią. Ja pierdolę. Jeszcze trochę i zbierałby kogoś z asfaltu, a tego akurat nie miał w dzisiejszych planach. Ściągnął szybko kask, wyrywając przy okazji słuchawki z uszu, aż zawisły mu na szyi. Oparł motor na stopce i ruszył w kierunku… kobiety, jak teraz zdążył już zauważyć. - Cholera, życie ci niemiłe?! - burknął, zanim przykucnął przy niej, żeby sprawdzić, czy była cała i zdrowa. - Potrzebujesz jakiejś pom… - No kurwa. Zamilkł. Przed nim znajdował się nie kto inny, a pieprzona Eriksen. - No chyba sobie ze mnie żartujesz. - Zmarszczył brwi, parskając śmiechem z niedowierzania. - Ja rozumiem, że nie polubiłem ci zdjęcia, nie podbiłem zasięgów, nie odpowiedziałem na twoją ostatnią wiadomość, ale żeby od razu mnie śledzić i próbować wsadzić za kratki?! - Wyprostował się i odsunął o krok, - Unfuckingbelievable.

Eriksen
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
Just a pretty little nightmare.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Wydawało jej się, że potrafiła zostawić przeszłość za sobą. Przecież była dorosłą, samodzielną kobietą, która odnosiła sukcesy w branży fryzjerskiej. W końcu nie zajmowała się tylko farbowaniem i ścinaniem mieszkańców dzielnicy, w której mieścił się jej salon. Przyjeżdżali do niej ludzie z całego miasta, nie wspominając o jej udziale w różnych pokazach mody. Ha! Przecież nie tak dawno wróciła z trzy tygodniowego wyjazdu do Włoch, podczas którego była stylistką włosów dla modelek domu mody ECLATÉ! Nie zgłaszała się nigdzie. To główny projektant, a jednocześnie założyciel tej marki, znalazł ją i skontaktował się w sprawie owej współpracy.
Ale spełniała się nie tylko zawodowo. Przecież wrócili z Dante do siebie, próbując odbudować to, co zepsuło się po jego wyjeździe z miasta, co wydawało się wcale nie takim prostym zadaniem. W końcu zostawił ją bez słowa, pozwalając, aby wyobraźnia podsuwała jej wszelakie scenariusze zmuszające go do tego niemego zerwania. Dała jednak radę i miała wrażenie, że to naprawdę mogło się udać. Nie żałowała danej mu szansy, bo nie była tak szczęśliwa chyba od czasu liceum. A przynajmniej do momentu, kiedy jej oznajmił, że musi wyjechać na rzekomy rok.
No ale skoro potrafiła zostawić za sobą tamten rozdział i zacząć go pisać na nowo… dlaczego nie mogła wymazać z głowy tych okropnych wspomnień związanych z Shelby? Dlaczego wystarczył jeden komentarz z jego strony, żeby każde spojrzenie spode łba, każde wyzwisko bądź nieprzyjemny komentarz, odbiły się echem przeszłości w jej głowie? Powtarzała sobie, że to tylko jednorazowy przypadek. Przestał ją w końcu obserwować na instagramie, na ostatnie wiadomości nie odpisał, a zostawił na odczytanym. Sam musiał dojść do wniosków, że należało dać jej święty spokój. Z pewnością nie mieli się już nigdy więcej nie spotkać.
I gdy tak siedziała na kolanach, wpatrując się w swoje drżące z zimna i strachu dłonie, nie zakodowała pierwszych słów, które kierowca do niej niemalże wykrzyczał. Podniosła wzrok dopiero w chwili, gdy mężczyzna przy niej kucnął i kiedy jej brązowe, sarnie oczy spoczęły na jego twarzy zamarła. Jak sekundę wcześniej miała wrażenie, że serce zaraz jej wyskoczy z piersi, tak teraz zatrzymało się.
Levi.
Modliła się do wszystkich bóstw świata, żeby jej nie rozpoznał. Co prawda, widział jej najnowsze zdjęcie, ale przecież nie musiał mu się jakoś bardzo przyglądać… prawda? A nawet jeśli rzucił mu się w oczy kolor włosów to w końcu żyli w XXI wieku w Toronto — tutaj kolorowe włosy nie były czymś niesamowitym. Zwłaszcza jak się odwiedzało jeden konkretny salon fryzjerski. Jednakże jego kolejne słowa pozbawiły ją wszelakich wątpliwości.
Faen!
— Co…? To… to ty we mnie prawie wjechałeś! Ja byłam pewna, że już dawno siedzisz! — To by wyjaśniało dlaczego od zakończenia liceum nie widzieli się ani razu. Toronto może i było dużym miastem, ale miało klasyczne miejsca, w których mogli się spotkać, czy to w klubie, barze, czy w parku podczas spaceru… — Ty jesteś jakiś nienormalny! Obrażasz mnie na mediach społecznościowych, wypisujesz SMS-y… Ty… ty pieprzony stalkerze! Daj mi spokój! — pisnęła przerażona całą sytuacją, choć naprawdę się starała pokazać, że była ponad tym wszystkim. Bo przecież gdyby się zorientował, że strach odebrał jej możliwość podniesienia się z mokrego asfaltu…

shelby
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

i don't know what to say now
i caught you falling on the way down


Nie no, śnił na jawie. Albo przysnął za kółkiem, a to był jakiś koszmar z ulicy wiązów, w którym Eriksen robiła właśnie za jego osobistą wersję Freddy’ego Kruegera. No horror po prostu. A Halloween jeszcze przecież do nich nie doszło, chociaż w niektórych Dollaramach zaczął już zauważać coraz więcej dekoracyjnych pierdółek związanych z tym świętem. Miał nadzieję, że serio to się nie działo naprawdę i właśnie mało co nie przejechał przechodnia, który okazał się być nikim innym jak jego odwiecznym wrogiem, ale nie. Oczywiście, że musiało być, cholera, jak łysemu we włosy, wiatr we włosy czy chuj wie, jak to się mówiło i padło na te pieprzoną kolorowankę. XD

No więc kucał tam przed nią i czuł się, jakby przed jego oczami właśnie odegrały się jakieś flashbacki z wojny w Wietnamie. Oboje patrzyli na siebie, jakby zobaczyli jakiegoś duszka Kacperka, tylko że to nie było nic niewinnego ani przyjaznego. Toć to był najgorszy horror i to taki przez który będzie musiał zostawiać światła włączone przez tydzień w całym mieszkaniu. W tamtym momencie, tak bardzo jak Shelby uwielbiał oglądać ten gatunek filmowy, tak teraz chyba właśnie go znienawidził. Mrugnął kilkakrotnie, zanim nie wybuchnął śmiechem. - Ja w ciebie wjechałem? - podniósł się, kręcąc głową z niedowierzaniem. - Kobieto, ja rozumiem, że to są pasy, ale do cholery, nie widziałaś, że miałem pierwszeństwo? To nie Europa, a Kanada, śnieżynko - warknął pod nosem. No bo taka prawda była. Przynajmniej według niego. Zasady jazdy po drogach w Kanadzie, a tym bardziej w samym Toronto, żyły własnym życiem, a sam fakt, że miał zielone, kiedy jechał, a to ona wlazła mu na pasy, spokojnie wystarczał mu za argument obronny. Chociaż nawet z tym nie chciałoby mu się pierdolić, bo szkoda byłoby czasu i nerwów na tę jędzę. - Już dawno siedzę? Za co niby? Jestem przykładnym, porządnym obywatelem, Eriksen! - wypiął pierś, bo halo, musiał przecież strugać koguta, który stroszył swoje piórka. - Obrażam cię? Tylko ci zdjęcie skomentowałem i podziękowałem za przysługę, że zadbałaś o mój wzrok i nie będę musiał na ciebie więcej patrzeć - wzruszył ramionami. - To ty mnie stalkujesz. Przyznaj się, że nie mogłaś przestać o mnie myśleć. - Zaśmiał się, ale po chwili po prostu podbiegł do motoru i przesunął go na pobocze. Dopiero wtedy wrócił do niej, odgarniając mokre włosy z czoła. - Dobra, ale tak serio, nic ci nie jest, Eriksen? Jak mam cię podrzucić do szpitala, to mów. Ale tylko cię tam zostawię i nie odpowiadam za ciebie. - może i był kutasem i nienawidził tej kolorowej poczwary, ale nie wybaczyłby sobie gdyby coś jej się stało. Dbał o bezpieczeństwo na drodze, tylko raz zdarzyło mu się wsiąść za kółko po alkoholu i tej samej nocy stracił dziewczynę, w której faktycznie wydawało mu się, że był przynajmniej na tamten moment zakochany. Od tamtej pory jeździł naprawdę uważnie, tylko ten deszcz i to, że zdecydowała tak wparować na te cholerne pasy uprzykrzył mu możlliwość szybszego jej wyłapania, ale hey... przynajmniej nie doszło do żadnej tragedii, no nie?? Well... not yet.

Eriksen
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
Just a pretty little nightmare.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Spodziewała się naprawdę każdego. Już prędzej uwierzyłaby, że jej ojciec, szanowny mecenas Casper Eriksen, norweski postrach sądów apelacyjnych, wsiadł na motor i prawie przejechał własną córkę. Ba! Wizja Toma Hardy’ego kucającego właśnie przed nią i opatrującego jej nogę wcale nie wydawała się aż taka abstrakcyjna w porównaniu do tego, co zaserwowała jej rzeczywistość. Bo jaka była szansa, że po tylu latach spotka akurat jego? Już i tak wystarczającym szokiem były dla niej komentarze pod jej zdjęciem czy te przeklęte smsy. Czy naprawdę musiała jeszcze doznać tego wątpliwego zaszczytu i spotkać się z nim twarzą w twarz?
Była pewna, że wchodziła na pasy zgodnie z przepisami. Jednak im głośniej darł na nią jadaczkę tym więcej wątpliwości zaczynało kłębić się pod tą fioletową łepetyną. Może przez ten deszcz już przed oczami jej się obraz rozmazywał?
– A jak zdawałeś prawko to cię nie uczyli, żeby tak… tak nie zapieprzać?! I to jeszcze w taką pogodę? Pierwszeństwo nie zwalnia cię z… z niczego! Masz zachować taką prędkość, żebyś mógł odpowiednio szybko zareagować! – krzyknęła, posyłając mu zacięte spojrzenie jakby liczyła, że niczym Scott Summers zaraz odstrzeli mu ten głupi łeb laserami. Trwało to jednak chwilę. Zaraz opuściła głowę i zaciskając mocno powieki, próbowała uspokoić oddech. Już nie wiedziała czy to łzy jej spływają po policzkach, czy krople deszczu skutecznie je imitowały i tworzyły na jej twarzy dziwną mieszaninę wody i emocji. Nawet nie miała nastroju na parsknięcie śmiechem po usłyszeniu o tym jakim był przykładnym obywatelem, bo chyba on sam nie wierzył do końca w to co mówił… prawda? Przecież na bank znalazłaby kilka paragrafów, które mogłaby cichutko szepnąć Eleanor albo chociażby własnemu ojcu czy Willowi, żeby go zatrzymać przynajmniej na dwie doby. W końcu czy gdyby zabrać go w tej chwili na badania to oby na pewno nic by nie wyszło z jego krwi?
— To nie komentuj. Nie dziękuj. Ciesz się swoim szczęściem, że miałam ten gest i wyświetliłam ci się na głównej i… czekaj. Co? Ja ciebie stalkuję? Ty wiesz jaka byłam szczęśliwa, że nie musiałam przez te lata oglądać twojej mordy i słuchać twojego głosu? Najpiękniejszy czas mojego życia…! Szkoda, że to co dobre tak szybko się kończy… — Ostatnie słowa wymamrotała już bardziej do siebie niż do niego. Dopiero po chwili otworzyła oczy i dotarło do niej, że nadal siedzi na mokrym asfalcie, a jej palce zaciskają się na materiale fuksjowych spodni. Serce waliło jej niesamowicie. Tak jakby chciało nadrobić ten czas, kiedy to rzekomo stanęło na moment, gdy motor z piskiem zatrzymał się przed nią.
— Nic mi nie jest… — odpowiedziała przez zaciśnięte zęby. — Możesz jechać. Byle jak najdalej ode mnie — dodała po chwili i dziwnymi zapasami siły, ułożyła prawą stopę na ziemi, po chwili podpierając się dłonią o udo… wstała. Poczuła jednak nieprzyjemną blokadę w prawej kostce, przez co odruchowo jej ręka wystrzeliła przed siebie, szukając czegoś na czym mogłaby się wesprzeć. Nic takiego jednak nie znalazła. Z lekkim grymasem, który pogłębiał się, ilekroć obciążała bolącą nogę, doczłapała się do chodnika i tam wreszcie oparła o rosnące przy jezdni drzewo. Mimowolnie wsunęła dłoń do kieszeni, licząc, że znajdzie tam swój telefon, ale jedyne, co jej palce napotkały to paragon z kawiarni, w której przed pracą zamówiła kawę na wynos. Zaczęła się rozglądać w poszukiwaniu swojej zguby i… znalazła ją. Na jezdni. Przy upadku musiał jej wypaść. Czyli czekał ją kolejny spacer.
FAEN…!
— Nie spieszyłeś się gdzieś? — odburknęła, odgarniając z oczu mokre fioletowe pasemka. Nie miała siły iść po komórkę, ale nie chciała, żeby ten idiota to widział. Jeszcze tego brakowało, żeby po tylu latach wyśmiewał się ją jeszcze z tego powodu. Zwłaszcza, że podejrzewała, że komórka miała roztrzaskany wyświetlacz. Czyli idealny przepis jak zakończyć i tak nienajlepszy dzień według Elsy Eriksen.

levi shelby
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wow, nie no zajebiście. Jeszcze tego brakowało, żeby ta chodząca kolorowanka zaczęła mu teraz wykładać przepisy ruchu drogowego, jakby właśnie siedział na egzaminie teoretycznym, a ona była pieprzonym egzaminatorem. Przez moment naprawdę miał ochotę zapytać, czy przypadkiem nie wyciągnie zaraz z ubrania kodeksu drogowego i nie zacznie odczytywać mu poszczególnych paragrafów, tylko, żeby make a point, bo Eriksen od zawsze taka glupiomądra była... Fucking hell. Nie dość, że prawie dostał zawału, kiedy w y s k o c z y ł a mu przed motor, to jeszcze musiał wysłuchiwać jej pretensji. - Dobra, dobra, pani instruktor, już skończyłaś? - prychnął, rozkładając bezradnie ramiona. - Następnym razem specjalnie dla ciebie będę jechał pięć kilometrów na godzinę. Zamontuję sobie nawet taki pierdolony dzwoneczek jak w dziecięcym rowerku, żebyś wiedziała, że nadjeżdżam. Może być? - uniósł brew, posyłając jej niewinny uśmiech, taki wymuszony wiecie - I dla twojej informacji, Eriksen, mam prawo jazdy. Legalne.

O, proszę bardzo. Znowu to samo. Ledwo się spotkali, a już potrafili doprowadzić się nawzajem do stanu, w którym człowiek zaczynał poważnie rozważać zamieszkanie na bezludnej wyspie. Najlepiej takiej, na której nie było zasięgu, a najważniejsze, fioletowowłosych Szwedek, Finek czy chuj tam jakichś Norweżek, nie pamiętał zbytnio skad pochodzila. Kiedy jednak zauważył, jak zacisnęła powieki i opuściła głowę, uśmiech na jego twarzy nieco przygasł. Cholera. Czy ona płakała? Nie był pewien, bo deszcz skutecznie utrudniał mu rozpoznanie, czy to woda spływała po jej policzkach, czy rzeczywiście łzy. A jeśli płakała, to co miał niby zrobić? Poklepać po plecach? No kurwa, bez przesady. - Awww, Eriksen, tyle lat beze mnie było najpiękniejszym okresem twojego życia? - przyłożył dłoń do klatki piersiowej, - Kurwa, aż mi się łezka w oku zakręciła. Nie wiedziałem, że mam aż tak wielki wpływ na twoje życie. Wiesz, są od tego specjaliści, nie? Terapia, medytacja... może pomogą ci przepracować traumę związaną z moją cudowną osobą. - Parsknął śmiechem, ale szybko ucichł, gdy zauważył, że próbowała się podnieść. I okej, z początku nawet miał ochotę rzucić jakimś komentarzem, ale kiedy zobaczył, jak jej ręka gwałtownie wystrzeliła do przodu w poszukiwaniu podparcia, poczuł nieprzyjemny ścisk w żołądku. Oh, for fuck's sake. Nie wyglądało to dobrze. Obserwował, jak kuśtykała w kierunku chodnika, próbując zachować resztki swojej dumy, której, swoją drogą, miała chyba więcej niż zdrowego rozsądku. I chociaż jeszcze przed chwilą zapewniała go, że nic jej nie jest, teraz nawet największy idiota zauważyłby, że coś było nie tak z jej nogą. - Eriksen, ty chyba sobie ze mnie jaja robisz. Nic ci nie jest? Serio?

Już miał podejść bliżej, kiedy zauważył, że zaczęła czegoś szukać. Zerknął w kierunku jezdni i dostrzegł telefon leżący na mokrym asfalcie. - Spieszyłem się, śnieżynko, ale właśnie zmieniłem plany - wzruszył ramionami. - Podobno jakaś wiedźma rzuciła na mnie klątwę i dopóki nie uratuję jej królewskiej dupy, nie będę mógł wrócić do domu. - Nie czekając na kolejną wiązankę wyzwisk, upewnił się, że nic nie nadjeżdża, po czym podniósł telefon i wrócił na chodnik. Wyciągnął urządzenie w jej kierunku, zerkając jednocześnie na bolącą kostkę. - Proszę bardzo, księżniczko. A teraz, tak całkiem serio, możesz przestać przez pięć pieprzonych minut udawać, że wszystko jest okej? - westchnął ciężko, przeczesując mokre włosy palcami. - Słuchaj, możesz mnie nienawidzić, wyzywać ile chcesz, ale nie zostawię cię tutaj z rozwaloną kostką. Zamówimy taksówkę, pojedziemy na pogotowie i nie będziesz musiała więcej oglądać mojej mordy. Brzmi jak zajebisty interes, co? - spojrzał na nią zmeczony tą całą interakcją - No dalej, crayon. Daj sobie pomóc. Obiecuję, że nikomu nie powiem, że wielka Elsa Eriksen potrzebowała pomocy swojego ulubienca. - Uśmiechnął się nonszalancko. - Możemy nawet ustalić, że to ty mnie uratowałaś. Wiesz, przed samotnością i brakiem kontaktu z dziewczyną w której przecież tak choleeeeernie bardzo się kochałem.

Eriksen
25 y/o
Indulge in local cuisine
162 cm
Stylistka włosów Studio Lush Locks
Awatar użytkownika
Just a pretty little nightmare.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Już nic mu nie odpowiedziała odnośnie tych jakże milutkich i w ogóle nie podszytych uszczypliwością komentarzy odnoszących się do jej znajomości przepisów drogowych i tego, że jeszcze ten jeden raz postanowiła wlać mu trochę wiedzy do tego pustego łba. Nie nosiła ze sobą kodeksu, nie potrzebowała. Ale za to na jednym oddechu mogła mu wyrecytować, który konkretnie numer przepisu złamał wraz z całą jego treścią. W końcu od małego podsłuchiwała rozmowy rodziców z klientami, więc wszystkie paragrafy, ustępy i inne punkty wchodziły jej do głowy tak samo łatwo jak te wierszyki i piosenki, których uczyła się w przedszkolu. Dlatego jedyne, czego mógł w tej chwili uraczyć z jej strony to wyolbrzymione wywrócenie oczami… które z pewnością mógł nawet usłyszeć i to nawet w tym zbierającym na sile deszczu. Chociaż naprawdę korciło ją, aby odpowiedzieć, że życzyła sobie, aby nigdy nie usłyszeć tego pierdolonego dzwoneczka. Równie mocno życzyła sobie, żeby go już nigdy więcej nie zobaczyć, jednak życie po raz kolejny jej udowodniło, że było tylko życiem, a nie magiczną lampą Alladyna z niebieskim dżinem w środku.
– No właśnie nic nie znaczysz. Dlatego nawet nie zauważyłam, kiedy minęły te piękne, beztroskie lata, gdy nie musiałam cię oglądać i słuchać – odburknęła, na jego głupie gadki o terapii czy tam innej medytacji. Zawsze pajacował, zawsze robił wokół siebie szum, wywołując dziesiątki westchnień zauroczonych w nim dziewcząt. Tylko… tylko ona jakoś niekoniecznie planowała znaleźć się w tym jego mini haremie. Bo nawet jakby sięgnęła głęboko pamięcią do wydarzeń sprzed tego słynnego prawego liściastego, to był po prostu jej kolegą, któremu dawała spisywać matmę albo tłumaczyła jak łatwo zapamiętać wzory na fizykę. Dopiero potem stał się tym, na którego wolała nie wpadać na szkolnym korytarzu bądź dziedzińcu.
– Podziwiam twoją zdolność do gadania bez przerwy. Naprawdę. To musi być jakiś wyjątkowy talent. Wpisz sobie w CV, najlepiej tłustym drukiem, tuż pod tym, że posiadasz legalne prawko. – Próbowała się uśmiechnąć, ale wyszedł z tego jakiś marny grymas. Bo oczywiście, że potrafiła się odgryźć i znaleźć odpowiednią kontrę niemalże od razu. Jednak pomimo słów, które dosyć naturalnie wypływały z jej ust, tak wargi drżały niespokojnie, co starała się ukryć z całych sił. Nie chciała, żeby zauważył cokolwiek poza tym, że nadal miała go za kompletnego dupka. Bo był nim. Jednym komentarzem potrafił sprawić, że chciała zapaść się pod ziemię, a potem zakładała maskę i udawała przed wszystkimi, że to ją wcale nie ruszało.
A tu proszę. Minęło tyle lat, a ona wciąż stała – choć w tej konkretnej chwili to siedziała – przed nim z tym samym nieprzyjemnym ściskiem w klatce piersiowej.
– Nic mi nie jest, mówiłam… – odparła przez zaciśnięte zęby, starając się jednak brzmieć jak gdyby nigdy nic. Tak jakby wcale nie czuła pulsująco-kującego bólu w kostce. Tak jakby wcale zimne krople deszczu nie wychładzały jej drobnego ciała. Tak jakby wcale nie miała za towarzystwo największego buca na świecie.
– No to co tutaj robisz? Idź szukaj tej królewskiej wiedźmy, bo pewnie przebiera nogami i nie może się doczekać twojego ratunku. – Odetchnęła cicho, z niedowierzaniem przyglądając się jak ten sięga po jej telefon. I szczerze? Spodziewała się, że albo rzuci go gdzieś dalej, albo wrzuci do studzienki kanalizacyjnej, albo – co wydawało się najbardziej prawdopodobne – uniesie go wysoko do góry i będzie kazał jej skakać po niego jak mała małpka w zoo. No ale na pewno nie liczyła, że tak po prostu go jej poda. – Dzięki… – wymamrotała, sięgając po komórkę. Tak jak podejrzewała, ekran się roztrzaskał, więc mogła zapomnieć o wezwaniu taksówki albo napisaniu do Dantego, żeby po nią przyjechał – pod warunkiem, że był w ogóle w domu i że jeszcze nic nie pił.
– Musisz być taki wulgarny? – zapytała, unosząc na niego spojrzenie i przechylając głowę lekko w bok. Bo prawda była taka, że Elsa nie przeklinała w ogóle, a przynajmniej nie po angielsku. W jej słowniku istniały jedynie norweskie wulgaryzmy, bo przecież i tak mało kto je rozumiał, więc nie musiała się przejmować, że brzmiałaby jak prostaczka. A on z kolei… no nakręcał się i to w zatrważającym tempie. I już miała mu wytknąć, żeby nie nazywał ją kredką ani tym bardziej śnieżynką. Ba! Już otwierała usta i wytykała palec w jego stronę, kiedy nagle wspomniał o tym rzekomym ratowaniu przed samotnością i dziewczynie, w której rzekomo tak bardzo się kochał.
Chwila.
Co?
– Już skończyłeś się nabijać? To nie jest ani trochę zabawne… – Odepchnęła się od drzewa, zamierzając go tak po prostu zostawić i spróbować jakoś się doczłapać do domu, kiedy to po stanięciu na tę chorą nogę, z jej ust wydobył się głuchy jęk.
– Faen…! … Dobra… chyba jednak muszę pojechać do szpitala. Ale ty nie musisz ze mną. Zamów mi tylko proszę taksówkę, bo mój telefon się do niczego nie nadaje… a potem jedź do tej wiedźmy czy tam innej wróżki… – Zacisnęła mocno dłonie w pięści i na nowo oparła się plecami o to jedno drzewo. Czuła się… żałośnie. I to tak cholernie.


levi shelby
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Badum
26 y/o
For good luck!
186 cm
rider || freestyle motocross
Awatar użytkownika
two heartbeats out of sync with one another
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nawet gdyby Shelby stanął teraz na środku ulicy i oznajmił, że właśnie odkrył lekarstwo na wszystkie choroby świata, Elsa zapewne przewróciłaby oczami i stwierdziła, że zrobił to w niewłaściwy sposób. Jesus fucking Christ, ta dziewczyna naprawdę miała jakiś wrodzony talent do doprowadzania go do białej gorączki... i jeszcze twierdziła, że nic dla niej nie znaczył? Awww, a on już prawie uwierzył, że przez te wszystkie lata trzymała jego zdjęcie pod poduszką i wzdychała do niego przed pójściem spać. No trudno, marzenia prysły, serduszko złamane... - No i widzisz, Eriksen? - uniósł brew, uśmiechając się bezczelnie. - Ja też jakoś specjalnie za tobą nie tęskniłem, a jednak los postanowił nas połączyć.. - Przyłożył dłoń do serca, po czym parsknął śmiechem. - I spokojnie, dopiszę sobie do CV, że potrafię gadać bez przerwy. Ty za to możesz wpisać, że masz doktorat z przewracania oczami. Idealnie się uzupełniamy, co nie?

No dobra, może trochę przesadzał z tymi zaczepkami, ale przecież nie zamierzał nagle zachowywać się jak jakiś pieprzony guardian angel. Zwłaszcza że Eriksen doskonale wiedziała, jak go sprowokować. Zresztą, gdyby zebrać wszystkie ich dotychczasowe rozmowy i wydać w formie książki, prawdopodobnie trafiłaby do działu horrorów psychologicznych.... albo komedii... zależy, kto by to czytał... anyways... Tyle że coraz trudniej było mu ignorować fakt, że dziewczyna naprawdę nie wyglądała najlepiej. Jej próby uśmiechania się kończyły się jakimiś dziwnymi grymasami, a dłonie i wargi drżały na tyle wyraźnie, że nawet on, ze swoim podobno pustym łbem, zaczął dostrzegać, że coś jest nie tak. Cholera. Może faktycznie powinien przestać sobie robić z niej jaja? Przynajmniej na chwilę? - Jasne, nic ci nie jest - mruknął z niedowierzaniem, spoglądając na jej nogę. - A ja jestem pieprzoną wróżką zębuszką. - Kiedy jednak odebrała od niego telefon i wymamrotała podziękowanie, aż uniósł brwi. Wait a fucking minute. Czy on właśnie usłyszał z jej ust coś, co nie było obelgą? - wow, cholera, Eriksen, ty mi właśnie podziękowałaś? - uśmiechnął się szeroko - toć to jest historyczny moment.

Zerknął na roztrzaskany ekran urządzenia, a następnie ponownie na nią, wzruszając ramionami na pytanie dotyczące jego słownictwa. - Mogę spróbować mniej przeklinać, jeśli dzięki temu przestaniesz mnie traktować jak największe zło tego świata - odparł, unosząc kącik ust. - Chociaż nie obiecuję cudów. To byłaby, kurewww... cholernie trudna sprawa. - No i proszę panstwa, widzicie to??? Skubany nawet się poprawił. Personal growth, ladies and gentlemen.

Jednak w momencie kiedy Elsa zareagowała na jego żart dotyczący rzekomego zakochania, Shelby tylko zmarszczył brwi. Jezu, girlllll, przecież żartował. Czy naprawdę wszystko musiała brać tak śmiertelnie poważnie? Już miał odpowiedzieć czymś równie głupim, kiedy zobaczył, jak próbuje się podnieść i potem usłyszał ten cholerny jęk. Uśmiech momentalnie zniknął mu z twarzy. Odruchowo wyciągnął rękę w jej kierunku, gotowy ją podtrzymać, gdyby ponownie straciła równowagę. No i pięknie. Wiedział, kurwa, że z tą kostką coś było nie tak. - Dobra, koniec wygłupów - powiedział, tym razem już całkiem poważnie. - Nie stawaj na tej nodze, Eriksen. Serio. - Przeczesał dłonią mokre włosy, deszcz lał coraz mocniej... ona wyglądała jak siedem nieszczęść, a jemu zaczynało być zwyczajnie zimno. No koniec swiata XD - A co do tej wiedźmy... - westchnął, wyciągając komórkę z kieszeni spodni. - Nie wiem, czy zauważyłaś, crayon, ale od dobrych piętnastu minut wlasnie z nią rozmawiam - Uśmiechnął się pod nosem, ale zaraz pokręcił głową. - Zamówię taksówkę, spokojnie. Tylko nie licz na to, że zostawię cię tutaj samą i odjadę sobie w pizdu. - Spojrzał na nią spod zmarszczonych brwi. - Pojadę z tobą, upewnię się, że trafisz do lekarza, a potem możesz wrócić do nienawidzenia mnie z całych sił. Deal? - Przykucnął nieco bliżej, żeby nie musiała zadzierać głowy, patrząc na niego. - I zanim znowu zaczniesz protestować, nie robię tego dlatego, że jestem w tobie potajemnie zakochany - dodał, przewracając oczami. - Po prostu nie jestem aż takim dupkiem, za jakiego mnie uważasz.. - Zawahał się przez moment, przyglądając się jej twarzy. - Bardzo boli? - zapytał już ciszej, bez pajacowania. - I nie wciskaj mi kitu, że nic ci nie jest, dobra? Bo tym razem ci nie uwierzę.

Eriksen
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”