27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Początkowo chciałem po prostu zamówić stos bagietek czosnkowych. No wiesz, specjalnie dla ciebie. — Brian przesunął uważnym spojrzeniem po sylwetce dziewczyny, odsuwając się lekko na bok, by wpuścić ją do swojego mieszkania. Od przeprowadzki odwiedziły go tylko dwie osoby: jego brat i najlepsza przyjaciółka, a więc Bunny była pierwszą obcą osobą, która mogła zobaczyć, jak mieszka. No było to swego rodzaju wyróżnienie, ale mając w głowie ten konkretny pomysł na to spotkanie, nie wyobrażał sobie zrobić tego gdziekolwiek indziej. I nie chodziło nawet o to, że Shelby był jakoś szczególnie introwertyczny, po prostu nie czuł potrzeby, żeby sprowadzać tu innych. Chłopak stanął za odrobinę starszą od siebie kobietą, zsuwając z jej ramion kurtkę, dość wyraźnie wyczuwając subtelny, ale pociągający zapach jej perfum. — Ale nigdy nie lubiłem, kiedy było za łatwo, więc pomyślałem, że możemy spróbować zrobić je od postaw — mruknął, wyciągając dłoń, by wskazać jej drogę do kuchni. Broke naprawdę dobrze gotował, szczególnie włoskie jedzenie, więc wiedział mniej więcej, jak powinni się za to zabrać. — Ach, no i przygotowałem się — parsknął, wymijając ją, by sięgnąć do jednej z szafek. Po paru sekundach, wyciągnął butelkę rumu, o której pisali wcześniej. — Specjalnie na pani zamówienie — dodał, uśmiechając się krzywo.

I dopiero wtedy, mężczyzna mógł swobodnie przyjrzeć się kobiecie. Okej, miał ostatnie dziwne szczęście. Była piękna. Zabójczo piękna, a Brian był wzrokowcem. W końcu należał do grona artystów, prawda? Potrafił docenić czyjąś urodę. Mógłby ją narysować, nazwać ją swoją inspiracją lub jakimkolwiek innym ckliwym przezwiskiem, które może poruszyłoby jej serce. Jak na razie nie zaproponował jednak żadnej z tych rzeczy, bo podejrzewał, że w najbliższym czasie i tak poruszą temat tatuażów. Większość osób, które poznawał ciekawiła ta kwestia i wcale im się nie dziwił. Poza tym miał jej się dzisiaj pochwalić swoimi pracami, racja? Nie dość, że sprowadził śliczną kobietę do swojego mieszkania, to jeszcze załatwił sobie potencjalną klientkę. Dwie pieczenie na jednym ogniu czy jakoś tak.

— Drinka? — zapytał niewinnie, wyciągając jedną szklankę na blat, a drugą unosząc lekko, przelotnie zerkając w jej stronę. — Jak twoje umiejętności kulinarne, hm? — zagaił, otwierając butelkę, jednocześnie odwracając się do niej przodem i opierając się biodrami o szafkę. W razie, gdyby miała podpalić kuchnię, to przynajmniej będzie od razu wiedziała, jak ugasić ten potencjalny pożar, tak?

Bunny
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

003.
— Na pewno chcesz tam iść TAK? — prześmiewczy głos Donnovana wybrzmiał w wozie strażackim, który właśnie zaparkował na parkdale. Mężczyzna po raz trzeci przeleciał wzrokiem po Bunny, śmiejąc się przy tym i kręcąc głową w geście wielkiego niedowierzania.
— No raczej — wtrąciła od razu, odpinając pas i przy okazji trącając kask gdzieś za siebie. — Jak to było… kiedy nie chcesz mnie w najgorszym wydaniu, to nie zasługujesz na to najpiękniejsze… coś tam kurwa — machnęła ręką, bo nie miała pojęcia, jak właściwie szło to bzdetne powiedzenie. Donnovan z pewnością wiedział, o co jej chodziło, a poza tym, nie miała już czasu na nadmierne tłumaczenia.
Już sam fakt, że zmiana przeciągnęła się jej o t r z y godziny przez zawalenie się tunelu kolejowego i dopiero teraz z niej zeszli, mocno psuł plany odjebania się na randkę i zrobienia dobrego wrażenia. Ale co miała zrobić? Odwołać? Tej opcji nawet nie było na stole. Bunny nigdy się nie poddawała i tym razem też nie miała zamiaru pozwolić, żeby robota powstrzymała ją przed spędzeniem miłego wieczoru z randomowym gościem poznanym na Tinderze.
— Nie wiem, czy by mnie kręciła taka zasmolona buzia przy pierwszym poznaniu — wtrącił jeszcze przyjaciel z remizy, kiedy Carver wygramoliła się z auta i poprawiła ciężką kurtkę.
— Dlatego to nie z tobą się umówiłam — rzuciła jeszcze na pożegnanie, podnosząc głos, po czym machnęła na przyjaciela środkowym palcem i pobiegła pod odpowiedni adres.
Może faktycznie nie powinna pojawiać się w takim stanie na pierwszym spotkaniu, ale z drugiej strony, co miała do stracenia? W najgorszym wypadku szybko skończą i Brian odprawi ją z kwitkiem. Nic nowego. Pobiegła więc po schodach, a już po chwili stukała w numerek dwadzieścia trzy na drzwiach.
Uśmiechnęła się szczerze na widok mężczyzny w progu. WCALE nie dlatego, że był kurewsko przystojny — chociaż był — ale bo faktycznie wyglądał jak na zdjęciu. Żaden sześćdziesięciolatek z brodą i piwnym brzuszkiem, który tylko podawał się za gorącego faceta, a faktycznie gorący facet witał ją, zapraszając do mieszkania i w dodatku już na start nawijał o bagietach czosnkowych. Czy tak wyglądało niebo?
— Stos bagietek czosnkowych? — prychnęła, wchodząc do środka. — Wtedy to chyba musiałabym ci się już na start oświadczyć — albo biec umyć zęby po ilości czosnku, jaki byłaby w stanie pochłonąć. A była. Dużo. — Ale to świetnie się składa, że nie lubisz jak jest za łatwo, bo jak widzisz… — zaprezentowała mu się w pełnej okazałości w upierdolonym mundurze i usmolonej lekko twarzy, po czym sięgnęła do ciężkich butów, by zacząć je odwiązywać. — Zmiana mi się przedłużyła, przez cztery godziny przerzucałam gruz i tak, nie miałam czasu się nawet umyć, więc… — zawahała się lekko, tracąc na moment równowagę. Całe szczęście Brain okazał się stać tuż obok, więc Carver pozwoliła sobie naruszyć jego przestrzeń osobistą i na moment zacisnąć palce na jego przedramieniu, przy okazji podnosząc jasne oczy na te jego, wyjątkowo ciemne. — Więc ten czosnek chyba faktycznie się przyda — zakończyła jakże błyskotliwie, nieco zbyt długo zatrzymując na nim spojrzenie. Pierwsze koty za płoty, co?
Uśmiechnęła się delikatnie, a w następnej chwili już zrzucała z siebie buty i kroczyła za mężczyzną do kuchni. Trochę się porozglądała, jak to w zwyczaju wypadało, ale przecież mieszkanie jak mieszkanie, nie było w nim nic wyjątkowego. No, może oprócz właściciela i rumu, który wyciągnął z szafki.
— Kurde, jakbym wiedziała, że tak dobrze słuchasz, to może wspomniałabym jeszcze o samochodzie i wycieczce nad Niagare — wtrąciła zaczepnie. Bo skoro Brian tak ochoczo spełniał wszystkie jej zachcianki po tak krótkiej rozmowie, to równie dobrze mogła zażyczyć sobie o wiele więcej. Chociaż to co przygotował to już i tak było naprawdę dużo. Nie spodziewała się. Postarał się. A ona przyszła cała usmolona, jakby przed chwilą sama wyszła z piekarnika.
— Lej i nie pytaj — machnęła ręką, słysząc pytanie o alkohol i sama przy okazji sięgnęła do grubego polara, walcząc z zapięciem. — Moje umiejętności kulinarne? — powtórzyła, podnosząc na niego spojrzenie. — Zajebiście efektywne — wyjaśnia, przy okazji ściągając zamek z dół, uwydatniając zwykłą, białą koszulkę na ramiączkach. Pięknie. Ledwo co przyszła, a już się przed nim rozbierała. Szybko poszło. Zamierzyła się nawet, żeby usiąść na jednym z wysokich krzeseł, ale wtedy przypomniała sobie o jeszcze jednej rzeczy…
— Kurwa, bardzo brudne są? — odwróciła się do niego tyłem, prezentując obszerne, twarde spodnie, które tego dnia przeszły piekło. — Może mi pożyczysz jakieś dresy? — spytała bez najmniejszych ogródek, chociaż na dobrą sprawę już dawno powinna z a p a ś ć się pod ziemie. Całe szczęście Bunny Carver nie wiedziała co to wstyd. Gorzej jak jej randka będzie chciała ją wyprosić zanim nawet dobrze się zacznie.

Brian :stickhihi:
kasik
nudy, postów z AI i braku inicjatywy.
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Brian Shelby dowiedział się dziś o sobie czegoś zupełnie nowego.
Między innymi właśnie tego, że leciał na kobiety w mundurach. Och, no i to zdecydowanie. Nawet ta smoła na twarzy dodawała jej pewnego uroku, a jednocześnie sprawiała, że z nieco kąśliwym uśmiechem, błądził spojrzeniem po jej ładnej buzi, ostatecznie zatrzymując go na jej błękitnych oczach. Damn. — Cholera, gdybym wiedział, że tak szybko pójdzie, to zamówiłbym je już dawno temu — rzucił z rozbawieniem na wspomnienie o oświadczynach. — Jak potrzebujesz skorzystać z łazienki, to śmiało. Jeśli nie wezwą cię nagle na kolejną misję, to mamy sporo czasu — zasugerował. Podejrzewał, że musiała być wykończona po takiej długiej zmianie i może chciała się odświeżyć? Shelby złapał ją lekko w pasie, pomagając jej złapać pion, po czym uśmiechnął się nieco złośliwie. — Ach, czosnek jest tym o czym teraz marzysz? — zapytał, śmiejąc się pod nosem. — Teraz już sam nie wiem, czy umówiłaś się ze mną czy z bagietką — mlasnął z udawanym zawodem. — Jak na fakt, że wróciłaś teraz z tak wymagającej pracy, wyglądasz zajebiście dobrze, Bun. O to bym się akurat nie martwił — mruknął, otaksowując całą jej sylwetkę uważnym spojrzeniem. Boże, zdecydowanie mu się to podobało. No, ale hej, skoro kobiety miały słabość do mundurów, to dlaczego miałby być gorszy, tak? — Co się wydarzyło? — rzucił, na krótką chwilę, opierając się ramieniem o framugę drzwi. Poczekał, aż zrzuci buty, choć dla niego mogłaby w nich nawet wparadować do środka i nie miałby z tym żadnego problemu, po czym skierował ich w stronę kuchni.

Broke nie był przyzwyczajony do starania się... o kogokolwiek, tak naprawdę. Zwykle po prostu kierował się instynktem i stawiał na luz. Tym razem było podobnie, ale doszedł do prostego wniosku, że to całkiem normalny i fajny sposób na spędzenie czasu. No i poznanie się nieco bliżej. Butelka sama się nie opróżni, a przy okazji zjedzą coś dobrego. Same plusy.

— Powiedzmy, że bagietki i rum były w zasięgu mojego budżetu — parsknął, robiąc jej napój. Jego proporcje pozostawały dużo do życzenia, ale nie ma nic lepszego niż mocny drink po ciężkim dniu w pracy. Sprawdzone. — Niagarę zostawiam raczej na drugą randkę. Muszę wiedzieć, jak wytrwała jesteś, choć widzę, że z tym nie będzie problemu — stwierdził. — A zamiast samochodu, mogę zaproponować przejażdżkę motorem — rzucił niewinnie, zerkając na nią dość przelotnie. Mógłby ją zabrać gdziekolwiek by chciała, ale o tym nie powiedział już głośno, zaskakując tym samego siebie. Słysząc jej słowa, Brian odwrócił się, by zerknąć na jej spodnie. Podszedł do komody z ciuchami, wygrzebując jakieś jasne dresy i koszulkę, jakby chciała przebrać też górę; nie spodziewał się takiego obrotu sprawy i obawiał się tego, jak będzie wyglądać w jego rzeczach. No, ale wciąż był trzeźwy. Myślał logicznie. Jego myśli wcale nie rozchodziły się w pojebanych kierunkach. Słowo harcerza.
Od razu zgarnął też jakiś ręcznik, po czym podszedł do niej, podnosząc palce, żeby musnąć kciukiem usmolone miejsce na jej twarzy. Uniósł kącik ust w nieco rozbawionym uśmiechu. — Tego też możesz potrzebować — poradził, dając jej cały zestaw. — Choć jak dla mnie w tej wersji też wyglądasz ciekawie — zapewnił. Jeśli będą gotować, to nadal jest szansa, że się pobrudzi. — Ocenię te twoje umiejętności kulinarne. Ach, no i patrzenie się nie liczy — ostrzegł, sięgając po paczkę papierosów, leżącą na blacie. Podszedł do okna, opierając się o parapet i zapalając jednego z nich. — Nie ukrywam jednak, że pobiłaś rekord — rzucił za nią żartobliwie. — Nikt nigdy wcześniej nie rozebrał się u mnie tak szybko — dodał, wypuszczając z wolna dym spomiędzy warg.

Bunny
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Talk about breaking the ice.
Uprzejmości mieli już z głowy.
Niezręczność, jaka przeważnie szła w tego typu spotkaniach również.
Bo jak może być niezręcznie po tym, jak laska właśnie wparowała się do domu w uwalonym mundurze zamiast pięknej, obcisłej sukienki, z potarganymi przez wiatr włosami, usmoloną twarzą i w dodatku zamiast zapytać o ulubiony kolor czy czego szukał na Tinderze, ona prosiła go o spodnie. O SPODNIE. Kurwa, całe szczęście, że Carver nie miała w sobie za grosz wstydu, bo pewnie większość lasek, które miało w sobie jakąkolwiek klasę, wybiegłoby stąd zażenowane. Chociaż trzeba przyznać, że jego reakcja również tu pomagała. Nie patrzył na nią jak na wariatkę, którą trzeba szybko wyrzucić, a raczej z z a i n t e r e s o w a n i e m. Bardziej jak na jakiś ciekawy przypadek, z którym wcześniej nie miał styczności. I zamiast zapytać czy ją przypadkiem nie pojebało, on pytał co się wydarzyło.
— Zawalił się tunel przy przejeździe kolejowym — wyjaśniła spokojnie, machając przy tym ręką. Bunny robiła w straży już dobre dziesięć lat. Na tym etapie już naprawdę mało co ją dziwiło. — Lokomotywa utknęła pod gruzem, całe szczęście udało się wyciągnąć maszynistę w jednym kawałku — trochę jakby zdawała mu raport, ale coś w tym było. Nie umiała inaczej mówić o robicie. Od razu mina robiła jej się bardziej poważna, ton opanowany i wszystko jakieś takie bardziej poukładane. Całe szczęście zaraz kiedy skończyła, ponownie się do niego uśmiechnęła. Szczególnie, że wspomniał o wypadzie nad Niagarę na drugą randkę, w dodatku motorem.
— No i fajnie. To jesteśmy umówieni — podniosła na niego spojrzenie, pozwalając sobie nieco dłużej zawiesić je na jego intensywnie czekoladowych oczach. Zajebiście ładnych, tak swoją drogą. — Lubię szybką jazdę — dodała po chwili, zgodnie z prawdą. Chociaż jej prywatne auto pozostawiało wiele do życzenia i za nic nie było diabłem prędkości, Bunny kochała pędzić. Zapewne wiązało się to z jej wyjątkowo niezdrowym uzależnieniem od adrenaliny, które wyrobiła przez lata pracy w straży, ale kto by się tam tym przejmował? Lubiła, kiedy się działo. I lubiła też fakt, że Brain nie miał najmniejszego problemu z tym, żeby pożyczyć jej swoje ciuchy.
Oparła się o blat i przez moment po prostu go obserwowała. To jak krzątał się po pomieszczeniu, wyciągając z szafy nie tylko pewnie dużo za duże dresy ale też i koszulkę. Nawet ręcznik zakręcił się gdzieś po drodze, pewnie równie przypadkowo, co jego palce na ciepłym, usmolonym policzku Carver. Jego dotyk choć szorstki był wyjątkowo elektryzujący. Skóra zamrowiła przyjemnie, a kącik jej ust również bezczelnie uniósł się ku górze. Kurwa. Co mogło się stać, kiedy spotka się dwójka osób bez istniejącej przestrzeni osobistej? Strach się bać.
— Lepiej ciekawie niż sympatycznie — wtrąciła zaczepnie, bo przecież każdy wiedział, że nazwanie kogoś sympatycznym było o b e l g ą, tylko powiedzianą trochę bardziej miłymi słowami. — Dzięki — skinęła głową, obierając wszystkie rzeczy, które dla niej przygotował. Czy faktycznie miała zamiast iść z tym do łazienki i się umyć? Niekoniecznie. Po co? Skoro widział ją już w całym tym smarze i mundurze, to co miałą się starać, pierwsze wrażenie już i tak zostało zrobione (albo nie), dlatego kiedy on łapał papierosy i skierował się do okna, Bunny rozgościła się na kanapie, na którą cisnęła odebranie od niego ciuchy.
— W jakich kategoriach będziemy oceniać? — zagadała, osadzając palce na zapięciu spodni, gdy tylko Brain odwrócił się w stronę okna, odpalając peta. — Walory smakowe czy jednak bardziej sposób przygotowania? — bo to przecież były bardzo ważne informacje! Musiała wiedzieć, jak odpowiednio przygotować się do oceny, nawet jeśli jej kulinarne skile chwilami pozostawiały wiele do życzenia. Szarpnęła ciężki materiał w dół, a wraz z nim wszystkie dodatki, które szły w pakiecie. Przy okazji nie omieszkała prychnąć na uwagę, którą podzielił się Shelby.
— Też nie ukrywam, że nigdy wcześniej tak szybko nie skończyłam w samych majtkach u kogoś w domu — wtrąciła, przeciągając ostatni skrawek przez nogę, po czym cisnęła wszystkim na podłogę. Głośny huk wypełnił pomieszczenie, a Bunny dopiero wtedy sięgnęła po dresy. Materiał był chłodny i przede wszystkim wyjątkowo lekki, co było tak kurwa przyjemną odmianą, że aż musiała sobie westchnąć głośno pod nosem. — I bez bluzki — znowu go zaczepiła, zmieniając koszulkę i przy okazji obserwując, jak grzeczny był z niego facet, czy odważyłby się do niej odwrócić. Niezależnie od tego, co zrobił, Bunny w końcu skończyła ubrana od stóp do głowy w jego ciuchach. Dresy ściągnęła gumką, żeby nie spadały z tyłka, a zaś dużą koszulkę związała w pasie, gdzieś nad pępkiem, żeby chociaż jakoś się prezentować. Tak odstrzelona przeszła do okna i bezczelnie wcisnęła się między jego, a parapet. Przysiadła na nim, podnosząc na ciemne spojrzenie na twarz Briana.
— To chyba czyni nas wyjątkowymi, nie sądzisz? — spytała wyzywająco, sięgając do jego ust. Palcem wskazującym wraz z kciukiem złapała za filter od papierosa i niezbyt kulturalnie wyciągnęła go spomiędzy gorących warg mężczyzny, by po chwili wsadzić pomiędzy własne. Nie była nałogowym palaczem, za to nigdy nie przechodziła obojętnie obok okazji złapania dymka. Zaciągnęła się mocno, nie spuszczając z niego spojrzenia i może nawet zrobiłoby się ciekawie, może padłyby jakieś kolejne zaczepki, jednak zamiast tego chwilową cisze wypełniło głośne i wyraźne BURCZENIE w brzuchu Bunny. Jakby siedział tam co najmniej potwór, którego nie dokarmiała od tygodnia. Romantycznie w chuj.
— Ile będą robić się te bułki? — spytała, próbując powstrzymać uśmiech. — Chyba już trochę zgłodniałam.
No shit, Sherlock.

:rhys:
kasik
nudy, postów z AI i braku inicjatywy.
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Kurwa, przejebane — skomentował, bo to nie brzmiało jak łatwa praca. A zawalenie się tunelu musiało być czasochłonne, więc zważywszy na to i tak niewielkie opóźnienie, to Bunny pojawiła się u niego o wiele szybciej niż mógłby zakładać, gdyby wiedział wcześniej. No robiło to na nim wrażenie i nie miał zamiaru udawać, że było inaczej. Praca dla społeczeństwa wymagała wiele cierpliwości, wysiłku i oddania; to już samo za siebie mówiło wiele o dziewczynie. Być może to był też jeden z wielu powodów, przez które spoglądał na nią z podziwem i zainteresowaniem. Na pierwszy rzut oka, nie wpadłby przecież na to, że Bun mogła być strażakiem. — Nikt więcej nie ucierpiał? — zapytał orientacyjnie. Szczęście w nieszczęściu, czy jakoś tak. — Dobra robota, Carver. Spisałaś się — przyznał z uznaniem. Jej posada mogłaby zawstydzić nie jednego mężczyznę, ale dla niego było to po prostu... imponujące.

Na wspomnienie o szybkości, Brian rozciągnął usta w nieco szerszym uśmiechu.
— Pewnie lubisz adrenalinę, hm? — spytał subtelnie, dochodząc do wniosku, że na pewno musiała ją lubić; jej zawód sporo jej dostarczał. A jednak ta adrenalina, której on mógł jej dostarczyć, była nieco inna i też mogłaby jej się spodobać. Niezależnie od tego, czy wybraliby przejażdżkę jego motorem czy inną rozrywkę. Na pewno szybko dogadaliby się w przypadku wyboru dodatkowych atrakcji. Tak czy inaczej, mężczyzna spojrzał w jej jasne oczy, gdy tylko przesunął opuszkiem kciuka po skórze jej twarzy. Jej obecność zdecydowanie mocno mąciła w jego głowie; i to chyba widocznie, skoro jego spojrzenie błądziło po jej buzi, ostatecznie na krótki moment, zatrzymując się na jej pełnych wargach. — Sympatycznie, ciekawie, ładnie, pociągająco... — zaczął wymieniać, kiwając łagodnie głową. — Mam mówić dalej? — zapytał; bo mógł. Mógł ją komplementować jeszcze przez długi czas. Widział wiele zalet, o których mógłby porozmawiać, ale zamiast tego skupił się na swoim papierosie.

Przez krótki moment, patrzył przez okno, zaciągając się dymem, jednak w momencie, w którym znów się odezwała, Brian bezceremonialnie przeniósł na nią spojrzenie. Well, gdyby nie chciała, żeby na nią patrzył, to poszłaby się przebrać do innego pokoju z dala od zasięgu jego wzroku, right? A patrzeć przecież miał na co, szczególnie jak zrzuciła z siebie te ciężkie spodnie i mógł lepiej dostrzec jej sylwetkę. Miał jednak w sobie na tyle szacunku, żeby nie wlepiać w nią tak intensywnego spojrzenia, więc uniósł lekko kącik ust, tym razem skupiając się na swoim papierosie. — Oceniam zaangażowanie, wsparcie, umiejętności.. — wyliczył, śmiejąc się cicho pod nosem, zanim znów na nią zerknął. — Albo możesz po prostu dotrzymać mi towarzystwa. Wszystkie chwyty dozwolone — rzucił, uśmiechając się przy tym krzywo.

Bunny wyglądała naprawdę dobrze w jego ubraniach. W jego głowie chyba coś przestawiło się na krótki moment, przez co miał ochotę zaśmiać się ze swoich własnych myśli. No, ale o czym innym mógłby myśleć, gdy Carver wcisnęła się pomiędzy niego a parapet, znów zabierając całą jego uwagę, jak gdyby nigdy nic? Brian dość automatycznie odwrócił się w jej stronę, mrużąc łagodnie oczy, gdy podebrała mu papierosa. Broke rozchylił usta, żeby skomentować to wszystko, jednak gdy usłyszał jej głośne burczenie, roześmiał się niekontrolowanie. — Zrobię je tak szybko będę w stanie, okej? — rzucił, odsuwając się od niej, żeby zrobić obiecane bagietki czosnkowe. Chwycił drinka, którego przygotował chwilę wcześniej i podał jej szklankę. — Możesz coś włączyć, jeśli chcesz — zasugerował, bo muzyka była stałym elementem jego życia. I pewnie nie tylko jego. Na szczęście, gdy Bun ratowała życia i pociągi, Brian zdążył przygotować ciasto, które logicznie uformował. Podwinął rękawy koszuli, żeby przygotować najważniejszą część, czyli masełko czosnkowe. No po coś się przecież spotkali, prawda? — Jesteś pierwszą osobą, dla której gotuję na pierwszym spotkaniu, Bun. Chyba naprawdę jesteś wyjątkowa — rzucił złośliwie, sięgając jedną ręką po swojego drinka.

Bunny♥
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Pewnie lubisz adrenalinę?

Lubiła.
Aż za bardzo.
Tak bardzo, że podpadało to już pod poważne uzależnienie, z którego cieżko było się wyleczyć. Tak samo jak jej ciało buntowało kiedy tylko nie dostarczała jej odpowiednio dużo. Nie umiała się nudzić. I chociaż dla jednych mogło to być zaletą, tak Carver najlepiej wiedziała, jak uciążliwe tak naprawdę było to na dłuższą metę. Wiecznie szukanie kłopotów, porywów serca, przyśpieszonego oddechu i spięć mięśni, doprowadzanie się do stanu, w którym człowiek czuł, że żyje. I nawet ona mając tak odpowiedzialny zawód jak praca w straży, potrafiła robić kompletnie idiotyczne rzeczy tylko po to, by podnieść sobie ciśnienie.
Chociaż teraz nie musiała.
Brian robił to za nią wręcz śpiewająco.
Uśmiechnęła się do niego zaczepnie, gdy ten bezceremonialnie postanowił podejrzeć, jak dziewczyna się przebierała. Nie miała nic przeciwko, ale przecież to już na starcie zwiastowało kłopoty. Zazwyczaj otaczała się ludźmi, którzy ją hamowali, a on wyglądał na takiego, który zachęciłby ją do tego, żeby wzięła jeszcze większy rozpęd. Tak samo jak z rozpędu wcisnęła się między niego a parapet, kradnąc mu spomiędzy ust papierosa.
— Dotrzymywanie towarzystwa mnie nie urabia — skwitowała na temat robienia bagietki i tego, że mogła po prostu patrzeć, jak on odwalał całą robotę. — Lubie mieć zajęte ręce — wtrąciła, nie ściągając z niego spojrzenia. Mógł się doszukać w tym wiele dwuznaczności, ale taka była prawda. Carver zawsze lubiła grać zespołowo, nieraz ze wszystkich zapierdalała najbardziej, dając z siebie wszystko. Może można było zwalić to na jakiś zespół niespokojnych nóg, chociaż kiedy zaczepiała nimi udo Shelbiego, były wyjątkowo spokojne. Szkoda tylko, że donośne burczenie w brzuchu musiało przerwać cały przyjemny klimat i tym samym zagonić jej randkę do roboty.
Zaciągnęła się papierosem, uważnie obserwując, jak się od niej odsuwa i kieruje w stronę kuchennego blatu. Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie zrobiło jej się chłodniej gdy się odszedł, ale to akurat pozostawiła dla siebie. Dopaliła peta, wciskając go do popielniczki, pewnie kurwa zrobionej z jakiegoś słoika po majonezie.
— Mogę coś włączyć — skinęła głową na jego propozycję, zeskakując z parapetu. — A będziesz śpiewać? — dopytała, bardziej w formie zaczepki niż jakby faktycznie tego od niego oczekiwała. Chociaż… — Bo jeśli tak, to odpalam Celinę Dion — spojrzała na niego zaczepnie i doskoczyła do czegokolwiek co tam miał do puszczania muzyki. Biorąc pod uwagę, że to była r a n d k a mogła wybrać jakieś ckliwe piosenki o miłości, nawet najlepszych klasyków, ale… kurwa, to była Bunny, ona wszystko robiła na opak. Wiec tak dla odmiany wybrała klasyczek o gangusach, przemocy i porachunkach po rozstaniu w postaci Another one bites the dust Queen. Rytmiczna gitarka basowa momentalnie wybrzmiała w głośnikach, wypełniając ciszę, a gdy tylko Brian spojrzał w jej stronę, Carver pokręciła głową do rytmu pewnie wyglądała jak chodzący gołąb i ruszyła w jego kierunku, poruszając biodrami.
— Może być? — spytała, zaglądając w jego ciemne oczy i przy okazji odbierając drinka, którego dla niej przygotował. Wiadomo, że Brain pewnie wolałaby to, ale musiał się zadowolić Queen. — Czy mało pasuje do sytuacji? — uniosła brew ku gorze, upijając wyjątkowo dobry rum. Koneserką alkoholi nie była, ale gówno też by poznała. To jednak zdecydowanie się do niego nie zaliczało. Ewentualnie mogła to być kwestia przemęczenia materiału i faktu, ze teraz wlałaby już w siebie dosłownie wszystko.
Przysiadła na hokerze naprzeciwko, patrząc jak Shelby podwija rękawy koszuli i bierze się za wyciąganie składników do przygotowania masła, przy okazji racząc ją kolejnymi powodami, dla których powinna czuć się wyjątkowa.
— Jeszcze zobaczymy, czy w dobrym czy jednak złym sensie — wtrąciła obojętnie, chociaż prawda była taka, że zaimponował jej swoim zaangażowaniem. Kurwa, nie dość, że dał jej swoje ciuchy, nie wywalił z mieszkania po tym jak się spóźniła to jeszcze robił jej bagietkę czosnkową? Damn, boy. — A co normalnie robisz na pierwszym spotkaniu kiedy nie gotujesz? — oparła się o krzesło, nie ściągając z niego wzorku. — Bierzesz je od razu na motor? Na drinka do klubu? Do łóżka?

Brian :rizz:
kasik
nudy, postów z AI i braku inicjatywy.
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Okej, czyli kompletnie nie potrafisz odpoczywać — stwierdził, posyłając jej krótkie, uważne spojrzenie. W jego oczach zamigotało znajome zainteresowanie, które odczuwał tylko wtedy, gdy rozmawiał z kimś po raz pierwszy. Lubił odkrywać nowe osoby; każdy miał do opowiedzenia o sobie zupełnie inną historię, niepowtarzalną. Nie znał nigdy wcześniej kobiety, która pracowałaby w straży pożarnej, lubiła bagietki czosnkowe i nie miała w sobie za grosz wstydu lub barier. A to przecież dopiero początek tej randki — kto wie, czym Bunny zdoła go jeszcze zaskoczyć? To takie ekscytujące. Świadomość, że spotkanie, w zależności od ich humoru lub sposobu postrzegania świata, może pójść w zupełnie różne strony. — Kiedy ostatni raz byłaś zmuszona, żeby siedzieć bezczynnie na tyłku, hm? — mruknął z rozbawieniem, powracając do przygotowania im jedzenia, bo przecież nie zamierzał jej tu głodzić. Szczególnie, że gotować uwielbiał, więc jeśli miał opcję zaimponować jej w ten sposób, to nie zamierzał zaprzepaścić takiej okazji. — I jak długo wytrzymałaś? — dodał żartobliwie. Znał takich jak ona, tylko w głównej mierze byli to chorobliwi pracoholicy. Bun z kolei wyglądała na człowieka energicznego, zwyczajnie łaknącego adrenaliny. A kimże by był, gdyby ją tego pozbawiał?

Na wspomnienie o muzyce i Celine Dion, Brian parsknął pod nosem, wskazując na siebie nożem do masła. — Wyglądam ci na fana My heart will go on? — zapytał, odgarniając palcami przydługie kosmyki włosów. — Mogę ci zaśpiewać Livin' on a Prayer. To będzie miało więcej sensu — zaproponował w zamian, powracając do przygotowywania bagietek. Shelby uwielbiał starą muzykę, więc wybór Queen też zdecydowanie przypadł mu do gustu. Podobnie jak Carver, tak prędko jak tylko usłyszał melodię, tak szybko zaczął poruszać głową w jej rytm. Mężczyzna do tej pory uparcie wierzył, że muzyka — szczególnie tak legendarna — łączyła wszystkich ludzi, bez względu na różnice. — Jak zaśpiewasz to dorzucę ci jakiś gratis do całej kolacji — rzucił nieco prowokująco, posypując na wierzch pieczywa bazylię. — Ewentualnie może się dołączę. O ile nie fałszujesz — dodał żartobliwie, bo mógł zrobić naprawdę wiele, ale nie był do końca pewien, czy dołączyłby do potencjalnego duetu. No, ale może kolejna piosenka wyciągnie z niego jakiegoś potwora karaoke? Kto wie? Po alkoholu Brian robił jeszcze więcej głupich rzeczy niż wtedy, gdy był całkowicie trzeźwy.

— Jak ocena? — zapytał, skinieniem głowy, wskazując na drinka. Chociaż po jej minie, doszedł do wniosku, że najpewniej była usatysfakcjonowana. Sam chwycił swoją szklankę, wolną dłonią, wsuwając tacę do piekarnika. Teraz tylko uzbroić się w cierpliwość. A głodna kobieta to groźna kobieta; to już wiedział przez swoją matkę. Dramatyczna kobieta, ale Włoszka; dobrze, że nie odziedziczył po niej temperamentu. Broke oparł się swobodnie o blat naprzeciw Bunny, spoglądając na jej twarz z uwagą. — To zależy. Zwykle staram się, by wychodziły zadowolone ze spotkania — mruknął, muskając palcami zegarek na swoim nadgarstku, jakby wciąż zastanawiał się nad odpowiedzią. — Więc, jeśli chcą to zabieram je do fajnych barów na drinki. Albo na spacery nad jezioro, choć ten wybór jest dla mnie szalenie nudny — parsknął. — Niewiele jest chętnych na przejażdżkę, a szkoda, bo to jest dopiero ekscytujące — westchnął, przyglądając się alkoholowi w swojej szklance. — A czasem zabieram je prosto do łóżka — stwierdził niewinnie. Opcji było wiele, choć Brian nie umawiał się tak często jak mogłoby się wydawać. Szybko się nudził. — A ty, Bunny? Igrasz z ludźmi jak z ogniem? — rzucił, posyłając jej nieco złośliwy uśmiech. — Bo skoro nie gasisz pożarów, to w jaki sposób je rozpętujesz? — rzucił, wspominając o ich początkowych wiadomościach. Zignorował ten przyjemny zapach, który z każdą minutą, zaczynał rozchodzić się po kuchni. Chciał skupić się tylko na niej, bo bardziej niż na pieczywo, miał ochotę po prostu na nią. Na wszystko, co mogłaby zaproponować mu swoją chaotyczną osobowością. No, ale przez żołądek do serca, tak?

Bunny :william:
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Miał racje — nie potrafiła odpoczywać.
Zawsze musiała coś robić. Wiecznie w ruchu, szukając czegoś, co mogłoby przyśpieszyć bicie serca, zająć głowie i sprawić, czuła, że żyła. Kiedy człowiek połowę swojej doby spędzał w remizie często miał wrażenie, że dni po prostu przechodzą jeden obok drugiego. Gdyby Bunny do tego jeszcze po powrocie wywalała się na kanapie i ledwo egzystowała… co by jej pozostawało? A jakby jeszcze do tego dodać fakt, że od dzieciaka wszędzie było jej pełno, wytwarzała się mieszkanka, którą, cóż, nie każdy był w stanie udźwignąć.
Zastanowiła się dłużej na jego pytanie kiedy ostatni raz była zmuszona, żeby siedzieć bezczynnie na tyłku i szczerze? Nie była sobie w stanie przypomnieć. Wzruszyła ramionami. Pewnie jak spała. Wtedy była potulna jak baranek, a nawet podobno wyglądała całkiem słodko, kiedy śliniła poduszkę! Ale taki przypadek-przypadek…
— Pewnie w kościele — spojrzała na niego wymownie, upijając kilka łyków alkoholu, który dla niej przygotował. — Chociaż nawet i tam po chwili mam ochotę kopać ludzi w siedzenia — koloryzowała, co mógł widzieć po jej bezczelnym, zaczepnym uśmiechu. Ale akurat w jej przypadku, to był dobry znak. Kiedy czuła się przy kimś komfortowo o wiele szybciej pozwalała sobie na to, by być sobą. Tutaj ta granica zostałą pewnie zatarta już w chwili, w której wparowała mu na mieszkanie cała uwalona gruzem, a on nie wyrzucił jej z mieszkania.
I tak samo jak czuła się swobodnie w jego ciuchach, tak tylko na wspominkę o tym, że gdy mu zaśpiewa dorzuci coś gratis… no przecież wiadomo, że zaczęła nucić. Nawet przysuwając się do lady pokazała mu swój popisowy ruch bioder. Nie miała wielce anielskiego głosu, ale na ogniska przy gitarce zdecydowanie wystarczył i jemu też musiał.
— I co dostane? Te ciuchy do domu? — spytała zaczepnie, przesuwając palcami po całkiem przyjemnym materiale dresów. Nie żeby nie miała własnych i te jakoś bardzo chciała, ale pogadać sobie musiała, tak? — Chociaż moja popisowa nuta na karaoke to zawsze Rehab Amy Winehouse — zarzuciła ciekawostką. I to wcale nie tak, że Carver utożsamiała się wyjątkowo z tematyką piosenki, a bardziej, że jej niski głos fajnie zgrywał się z tym Amy. — Kiedyś najebana wygrałam za swój wykon dwa darmowe szoty i od tego czasu mocno stoję przy tym, że to mój ulubiony numer — może nie powinna pokazywać mu się w takim pijackim świetle na pierwszym spotkaniu, ale z drugiej strony… kto tam wiedział, czy będzie drugie. Trzeba było wycisnąć ten wieczór do cna, żeby się przekonać, czy byli godni spotkać się ponownie.
— Dobre — wtrąciła, gdy spytał, jak smakował jej alkohol. Faktycznie był dobry, chociaż z niej też nie była wielka koneserka. Raczej piła to, co się jej podsuwało pod nos i była zadowolona. Z czego jednak była już mniej, to fakt, że Brian urabiał pieczywo tak daleko od niej. Dlatego wyzerowała rum ze szkła i poszedł bliżej, przysiadając na kawałku czystego blatu. Bo po co komu krzesła? Tak było wygodniej. I w końcu też na poziomie mężczyzny, w końcu dorównywała mu wzrostem. Słuchała uważnie o jego kobietach, spojrzeniem wodząc po jego jego dłoniach, gdy układał ciasto na blaszce i dawał ją do piekarnika.
— Kurwa, musi ich być strasznie dużo, skoro masz aż tak rozwinięte sposoby spędzania z nimi czasu — zauważyła, słysząc tą cała listę miejsc, do których zabierał dziewczyny na randki. — Spacer nad jezioro faktycznie brzmi nudno, no chyba, że potem można do niego wskoczyć — nago, na przykład, pomyślała, ale juz nie powiedziała tego na glos. Bunny praktycznie wcale nie chodziła na randki, jakoś nigdy nie miała okazji budować bardziej trwalszych relacji, szczególnie odkąd pracowała w straży.
— Czy ja igram z ludźmi jak z ogniem? — prychnęła, patrząc na niego wymownie. — Igram — nawet na moment nie spuściła z niego spojrzenia. Bo taka była prawda. Lubiła się bawić. I nie bała się też sparzyć. Uważała, że zawody tez były wpisane doświadczenia, a zawsze lepiej było żałować, że coś się zrobiło niż zastanawiać co by było gdyby.
I właśnie idąc tym tokiem rozumowania, gdy tylko Brian spytał w jaki sposób rozpętywała pożary, Bunny w pierwszej kolejności przesunęła po nim spojrzeniem, a zaraz potem wyciągnęła rękę, zaciskając pewnie na materiale jego koszulki. Za szybko naruszała jego przestrzeń osobistą? T r u d n o.
— Podejdź tu, to ci pokaże jak — mruknęła bezczelnie, a potem szarpnęła za jego bluzkę, przyciągając go do siebie tak, by wylądował między jej nogami. Serce załomotało szybciej w piersi, krew od razu zaczęła szybciej przepływać, a bliskość jego ciała sprawiła, że przez kręgosłup przeszedł jej przyjemny dreszcz. Mógł się domyślać, co chciała zrobić? Mógł. Ale pewnie i tak by nie zgadł. A dowiedzieć też się nie dowiedział, bo Bunny zdążyła mu jedynie zajrzeć głębiej w oczy i przysunąć się bliżej, kiedy nagle… światła zgasły. Wszystko. W mieszkaniu zapanowała kompletna ciemność i jedynie lekkie buczenie nagrzanego piekarnika wydawało z siebie dźwięk.
— Co jest? — spytała nagle przyciszonym tonem. Jej ciepły oddech omiótł jego poliki, ale za to dłoń, która zaciskała na koszulce w końcu odpuściła. — Wywaliło korki?
Nie, to blackout, bitches.

Brian :impra:
kasik
nudy, postów z AI i braku inicjatywy.
27 y/o
For good luck!
185 cm
tatuażysta w Black Thorn Tattoo & Piercing
Awatar użytkownika
Too young, too dumb
To know things like love
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Przypomnij mi, ile masz lat? — zaśmiał się, gdy stwierdziła, że nawet w kościele ciężko jej wysiedzieć. Zaraz jednak posłał jej złośliwy uśmiech, tym samym dając jej do zrozumienia, że tylko się z nią drażnił. Czy zamierzał pouczać ją, jak ważny jest odpoczynek i czas dla siebie, szczególnie po tak wymagającej pracy? Niekoniecznie. Nie był osobą, która czułaby się w obowiązku edukowania innych ludzi na temat tego, jak spędzają swój wolny czas. Nie oznaczało to jednak, że nie zamierzał zrobić wszystkiego, byle to właśnie z nim spędziła jak najlepszy i najbardziej ekscytujący wieczór, do którego może jeszcze przez pewien czas będzie wracała myślami. Przynajmniej miał pewność, że skoro była już po jednej misji, to nie ucieknie mu na drugą... Racja? Wtedy to poleciałby zaraz za nią, samemu doszukując się w tym jakiejś nowej odmiany adrenaliny. — Urocza jesteś — stwierdził. — Taka twarda bohaterka, której ciężko usiedzieć w jednym miejscu — mruknął, rzucając jej pełne podziwu spojrzenia, zmieszane z typowym dla niego rozbawieniem. Jedną z charakterystycznych dla niego rzeczy, było droczenie się lub drażnienie; to była jasna oznaka, że czuł się przy kimś bardzo komfortowo. No, a w przypadku Bunny... Początek ich znajomości był na tyle nietypowy, że ciężko było mówić o jakiejś niezręczności. Najgorsze rzeczywiście mieli już za sobą.

No dobra, może trochę go zaskoczyła, gdy zaczęła śpiewać. Broke przeniósł na nią błyszczące spojrzenie, gdy zaczęła też tańczyć, co nie umknęło jego uwadze. Ta randka robiła się coraz ciekawsza. — Jak ci się podobają, to jak najbardziej możesz je sobie wziąć — parsknął, opuszczając wzrok na dresy, wiszące na jej biodrach. Damn, Shelby. Opanuj się. — Choć bez nich wyglądałaś jeszcze lepiej — skomentował niewinnie, bo przecież w tej formie też ją widział. No, prawie, ale już nie czepiajmy się szczegółów. — Ja pierdolę. Czy randka z bagietką i rumem ewoluuje na pieprzone karaoke? — zaśmiał się, bo był na to gotów. — Dopiję tego drinka i przysięgam, że możesz mieć mocnego konkurenta — ostrzegł. Jak puści swoje ulubione, stare kawałki, to połowa sąsiadów może będzie miała go dosyć. Cóż, nie pierwszy i nieostatni raz na pewno. — Dwa darmowe szoty? Następnym razem idziemy razem do tego baru — parsknął.

— No właśnie jakoś ich mało — stwierdził. Nie umawiał się zbyt często. Właściwie jego życie towarzyskie rozkwitło dosłownie na przestrzeni ostatnich tygodni. — Nie powiesz mi, że wokół ciebie nie kręci się dużo facetów — mruknął, zerkając na bagietki, zanim powrócił do niej spojrzeniem. — Ja bym się kręcił — dodał, zatrzymując spojrzenie na jej jasnych oczach. — Ach, tak myślałem, że to nie w spacerze problem, ale w potencjalnej dziewczynie — parsknął, gdy powiedziała, że do jeziora można zawsze wskoczyć. Cholera, Bunny wydawała się być dla niego idealną kompanką; szczególnie do tych głupich pomysłów, które czasem wpadały niespodziewanie do jego głowy.

Brian uniósł brew, gdy otwarcie przyznała, że igra z ludźmi jak z ogniem. Shelby ułożył dłonie na blacie po obu stronach jej bioder, dość naturalnie nachylając się w jej stronę. Bliskość go nie peszyła, podobnie jak piękne kobiety; posłał jej zaczepny uśmiech, a w oczach błysnęło rozbawienie i zadowolenie z obrotu spraw. No i nagle wyjebało korki. Chyba. Albo i nie? Shelby odwrócił głowę, żeby wyjrzeć przez okno, ale całe miasto było pogrążone w pieprzonej ciemności. Brian nie odsunął się od dziewczyny, próbując przyzwyczaić wzrok do niespodziewanej ciemności. — Nie sądzę — westchnął. — Albo w całym mieście nie ma prądu albo w całej dzielnicy — mruknął, przenosząc wzrok na piekarnik. — Chyba nie doczekasz się tych bagietek, piękna — parsknął, po omacku wyszukując jej dłoń, zanim pociągnął ją, by zeszła. Chwycił butelkę rumu, którą prawie przez przypadek zrzucił i wyciągnął ją na balkon.

Wiele osób wyszło na ulicę, kompletnie nieświadomych tego, co się działo. Nic nie działało. Jedyne, nikłe światło dawał słabo świecący księżyc. Na około zapanował chaos, a Brian tylko oparł się tyłem o balustradę, przyciągając w talii swoją dzisiejszą partnerkę i wysuwając w jej stronę butelkę rumu. — Co teraz, Bunny? Musisz zaufać swoim innym zmysłom, skoro wzrok zawodzi — rzucił z rozbawieniem.

Bunny
34 y/o
For good luck!
174 cm
gasze pożary i nie tylko
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Randka szła świetnie.
Wybornie wręcz.
Oczywiście pomijając fakt, że spóźniła się na nią jakieś dwadzieścia minut, wparowała mu od domu umazana smarem, z ciuchami roboczymi w błocie, a jakby tego było mało, finalnie skończyła w jego ubraniach, które również bezczelnie wyprosiła. Nie było jednak tego złego co by na dobre nie wyszło, bo już samym faktem, że Shelby nie wywalił jej z mieszkania, mocno sobie u niej zapulsował. Lubiła otaczać się ludźmi, którzy potrafili być kreatywnie z sytuacjach skrajnych i kiedy nic nie szło zgodnie z planem. NIenawidziała paniki, szczególnie niepotrzebnej, a Brian zdawał się przyjmować na siebie wszystko, co mu dawał los. Podobało jej się to. Prawie tak bardzo jak on.
Szkoda tylko, że nikt nie ostrzegł ich, że upierdolone ubrania będą ich najmniejszym zmartwieniem.
W mieszkaniu wywaliło prąd.
Carver z początku myślała, że to jedynie u nich, jednak wystarczyło jedno spojrzenie w stronę okna, by bardzo szybko przekonać się, że światła nie było nigdzie. W żadnym oknie naprzeciwko, nawet latarnie przestały świecić. Świetnie. Jej naturalny instynkt strażaka od razu kazał jej chwycić za telefon, zadzwonić do remizy i dowiedzieć się, co się właściwie działo. Problem w tym, że przecież dzisiaj zrobiła już swoją robotę. Nawet nadgodziny. Czy naprawdę nie należało jej się chociaż kilka godzin spokoju? Jak mogła teraz wyjść, kiedy miała między nogami (dosłownie) kurewsko gorącego faceta i rum rozcieńczający krew w żyłach?
Proste: nie mogła.
I nie miała zamiaru.
— Przyznaj się, Shelby, sam to załatwiłeś, bo wiedziałeś, że wyjdą ci chujowe — prychnęła rozbawiona, wychwytując w ciemności jedynie jego błyszczące oczy. Trochę na czuja przesunęła udem, zaczepiając to jego, podczas gdy głowę oparła od szafkę z tyłu. — Dziwnym trafem wywaliło prąd, jak już wylądowały w piekarniku — oczywiście wiedziała, że to wszystko było jedynie przypadkowym zrządzeniem losu, jednak wyjątkowo niefortunnym, bo przecież mieli się najeść p y s z n y m jedzeniem. Była gotowa mu to wypomnieć, jednak wtedy poczuła jego dłoń na swojej. Przyjemne ciepło ciała mężczyzny momentalnie sprawiło, że skóra zamrowiła, a ona grzecznie pozwoliła mu się zsunąć z blatu. Przez chwile czuła jego oddech na szyi, gdy sięgał po butelkę, ale ledwo widziała, gdzie stał. A potem już szybka trasa na balkon.
— Co teraz? — zaśmiała się, przejmując od niego butelkę. — Teraz będę zajebiście głodna, proste — załapała kilka łyków z gwinta, czując jak mocny alkohol pali przyjemnie przełyk. — I to tego pewnie szybko najebana — biorąc pod uwagę, że piła na pusty żołądek, a ostatni posiłek pewnie jadła jakieś pół dobry temu. Plus był taki, że księżyc przy kompletnie zgaszonych światłach wyglądał bajecznie. W dodatku trafiła im się prawie pełnia przez co tego światła było o wiele więcej. Do tego stopnia, że mogła zajrzeć Biranowi w oczy. I zrobiła to, na krótką chwilę, jednak zaraz potem odchylała się na barierce, patrząc w górę.
— Popatrz tylko — wtrąciła, zadzierając brodę i patrząc w niebo. Przy kompletnym blackoucie i tym, że światło się nie odbijało, niebo momentalnie się rozgwieździło. Z każdą chwilą coraz bardziej. A Bunny tak się zapatrzyła, że prawie przeleciałaby w dół. Całe szczęście, że Shelby trzymał ją blisko. — Kurwa, źle widać — mruknęła niezadowolona, wracając na kafelki balkonu. — Da się tu wyjść na dach? — na pewno się dało. Znała ten typ bloku. Zazwyczaj klatka schowa posiadała drzwi na samej górze. Często również otwarte w razie potrzeby nagłej ewakuacji. — To może piknik pod gwiazdami? — zaproponowała, ściągając spojrzenie na ciemne oczy Briana, przy okazji podając mu butelkę rumu. Przecież nie będą chyba cały wieczór siedzieć na balkonie? Z góry pewnie widoki były jeszcze lepsze. A już najlepiej byłoby, gdyby mogli zakosić przy okazji z lodówki jakieś jedzenie albo lody z zamrażarki.

Brianek <3
kasik
nudy, postów z AI i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#23”