ODPOWIEDZ
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

♯18
pick it, pack it, fire it up
── ˗ˏˋ Obrazek ˎˊ˗ ──
Szczerze cieszyła ją perspektywa weekendu z Pixie. Nie oszukujmy się — za podobnym, równie solidnym pretekstem do wyrwania się z Toronto Indie rozglądała się już od dłuższego czasu, więc propozycja wspólnego wypadu za miasto brzmiała nie dość, że wspaniale, to wręcz zbawiennie. Z przyczyn czysto strategicznych odmawiała sobie chwilowo wszelkich dalszych podróży, nie do końca ufając sobie z dłuższymi wyjazdami i jakimikolwiek większymi decyzjami ogółem, ale niezobowiązujący biwak w towarzystwie Pix wydawał się idealną formą przerwy od rzeczywistości i dokładnie tym, czego Caldwell w ostatnim czasie tak pilnie zaczynała potrzebować. Po kumpelę była oczywiście o 11... i ani minuty później! Przycupnęła sobie na awaryjnych tuż pod jej adresem, a o swoim przybyciu poinformowała z pomocą krótkiego, bardzo treściwego smsa:
indie 🍀
Wiadomość...
Skoro już obiecała Fontaine fancy randkę z prawdziwego zdarzenia, wiadomo, że musiała zachowywać się adekwatnie, to znaczy w kurwę dżentelmeńsko, dlatego z auta wysiadła w tej samej chwili, w której ta tylko pojawiła się w zasięgu wzroku, wszystko po to, żeby zafundować jej iście szarmanckie, wytworne powitanie.
— Witam piękną Panią i ZAPRASZAM — powitała ją już z daleka, wymyślnym i szalenie czarującym gestem dłoni wskazując na swojego Saaba. Kurwa, taka klasa, że zaraz jeszcze nawet pospieszyła do drzwi po stronie pasażera, żeby je dla niej otworzyć. — Proszę uprzejmie — wskazała na jej miejsce. Tylne siedzenia złożyła — jak na zajebistego gospodarza przystało — jeszcze przed wyjazdem z domu, więc za chwilę poinstruowała: — Rzeczy zamiast do bagażnika możesz pierdolnąć za siedzenie. — Znów otworzyła drzwi, tym razem tylne, wskazując na przestrzeń pomiędzy złożonym siedzeniem a tyłem fotela pasażera. — O tu, o. Specjalnie ci miejsce zostawiłam, pa — wyjaśniła, ewidentnie bardzo zadowolona z siebie samej i faktu, że z powodzeniem udało jej się wygospodarować trochę miejsca na szpargały Pix. Cała reszta wolnej przestrzeni w aucie była lekko zajebana, więc umówmy się — był to ze strony Indie naprawdę niemały wyczyn. Serio, nie żeby coś, ale takich zdolności organizacyjnych nie powstydziłaby się nawet pierdolona Marie Kondo. — Wiesz, Pix, niektórzy się skarżą, że kurewsko długie te auta są, no i dobra, przyznaję, skurwysyn może rzeczywiście nie ma tej samej skrętności co, nie wiem, Mini Cooper jakiś, ale driftuje się nadal git, a miejsca z tyłu to akurat rzeczywiście jest w chuj i jeszcze trochę, sama zresztą zobaczysz — już nadawała bezmyślnie, bo przecież nie byłaby sobą, gdyby na dzień dobry nie zaczęła beztrosko trajkotać kumpeli o pierwszej lepszej rzeczy, która akurat nasunęła jej się na myśl. — W każdym razie powinno spać się dobrze — podsumowała, bo to do tego od początku zmierzała ze swoim wywodem. — No to ten, komu kurwa w drogę, co, Fontaine?
Ostatnio zmieniony ndz paź 18, 2026 8:00 am przez Indie Caldwell, łącznie zmieniany 6 razy.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

#
006.
ćmy mają łuski na skrzydłach i to one odpowiadają za dużą część ich kolorów i wzorów 🦋
Uśmiechnęła się szeroko na widok wiadomości od Indie i pospiesznie zgarnęła z podłogi podróżną torbę. Ten weekend zapowiadał się... uwaga! LEGENDARNIE. Musiała dobrze rozgospodarować ostatnie dni przed powrotem na uczelnię, a zostało ich już naprawdę niewiele! Miała już za sobą wyjazd nad jeziora Muskoka z paczką znajomych ze studiów, kilka wyjść (sick!) z dziewczyną swojego brata i w końcu udało jej się sfotografować pasikoniki, nad którymi musiała przeprowadzić badania na zajęcia z taksonomii. Trochę pluła sobie w brodę, że nie zabrała się za to wcześniej, ale doba miała zdecydowanie za mało godzin.
— O kurwa, co ty wyprawiasz? — zaśmiała się głośno, widząc, że Caldwell wysiada z samochodu tylko po to, żeby otworzyć jej drzwi. — Dziękuję, ale chyba o czymś zapomniałaś — powiedziała i nachyliła się, nadstawiając policzek. Palcem wskazała miejsce, w którym Indie powinna złożyć jej soczystego buziaka. Inaczej wpierdol i do lochu. Potem od razu wrzuciła torbę na tylne siedzenie, doceniając, że przyjaciółka zrobiła dla niej jakikolwiek porządek. O ile porządnie dało się nazwać zepchnięcie wszystkich szpargałów na drugi koniec samochodu tylko po to, żeby torebusia Fontaine miała wygodnie.
Wpakowała się do Saaba, który faktycznie był przestronny, więc na luzie będą mogły tutaj spać i jeszcze zostanie trochę przestrzeni, bo Pixie zajmowała naprawdę niedużo miejsca. Serio zasypiała w jednej pozycji i rano budziła się w tej samej. Dziwne, nie? Kto tak robił? Na pewno nikt normalny.
— Stara, ja mogłabym spać z tobą nawet w szczerym polu — oznajmiła beztrosko, bo owady były jej przecież niestraszne. Co prawda nie wiedziała, jak Indie zapatruje się na szczypawice w uszach, ale prawdopodobieństwo, że coś by je nocą upierdoliłoby było praktycznie zerowe. Oczywiście nie można niczego wykluczyć. Byle to nie była pszczoła, inaczej Fontaine dostałaby wstrząsu anafilaktycznego i umarła. — To dokąd mnie zabierasz? Będzie plaża i zachód słońca? Przygotowałaś nam romantyczną kolację? Słuchaj, może powinnaś wypróbować coś takiego na tym całym Lucasie - Kutasie? Mnie to jara, to może i on byłby zachwycony? — zasugerowała z łobuzerskim uśmiechem. Obiecała sobie, że nie poruszy od razu tematu rzekomej miłości Caldwell, ale nie mogła się powstrzymać.
— Czekaj, jeszcze muza — dodała, kiedy Indie wyjeżdżała już bocznej uliczki. Od razu połączyła się z głośnikiem (bo chyba Saab miał radio z bluetoothem?) i włączyła album The 502s. Ten zespół indie (hehe) folkowy miał najlepszą muzę do podróżowania samochodem. — No i teraz można zapierdalać! — wyrzuciła ręce w powietrze, a wiatr dostający się do środka przez uchylone okno rozwiał jej burzę jasnych loków.

Indie Caldwell
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Aha, NO PRZECIEŻ, gdzie moje maniery — zreflektowała się, że rzeczywiście zaniedbała jedną z kluczowych powinności wobec swojej randki, zmuszona z miejsca przyznać Pix pełną rację. Do kompletu i dopełnienia wizji romantycznego powitania rzeczywiście brakowało tylko całusa, więc Indie swój błąd naprawiła bezzwłocznie, zaraz cofając się o kilka kroków, żeby ująć jej twarz w dłonie i sprzedać jej w policzek buziaczka. Solidnego, takiego, jakiego dostaje się na przykład od tej jednej miłej, ale trochę dziwnej cioci, która utrzymuje, że zna cię od gówniaka, ale Ty mógłbyś przysiąc, że pierwszy raz w życiu widzisz ją na oczy. — Od razu lepiej — oceniła usatysfakcjonowana, teraz mogąc z czystym sumieniem wrócić do oprowadzania Pixie po Saabie, to znaczy pokazywania miejsc, w których miała kolejno posadzić najpierw swoje toboły, a potem tyłek.
— No weź, Pix, daj spokój, bo się przecież jeszcze zarumienię — cmoknęła w odpowiedzi na słowa przyjaciółki, machając krótko dłonią. Szalenie schlebiał jej taki komplement, bo właśnie taką kumpelą chciała być — do tańca, różańca, wspólnej kradzieży koni (albo w sumie czegokolwiek) i wszelkich innych side questów, na które nie zgodziłaby się żadna rozsądna osoba. — W chuj będzie plaża i zachód słońca, żebyś wiedziała — potwierdziła, zadowolona z siebie i opracowanego planu podróży, zwłaszcza, że nie miała na to wiele czasu. — A zabieram cię dooo... — przerwała, żeby pospiesznie odblokować własny telefon i skonsultować się z już ustawioną nawigacją, tak żeby czasem nie popierdolić nazwy parku, który wybrała na kierunek dzisiejszej wycieczki. — Kawartha Highlands, o. — doprecyzowała w końcu. — Hm, no może? Nie wiem, Stara — poważnie rozważyła sugestię dotyczącą zafundowania Lucasowi podobnej randki. — W sensie móc to mogę, z miłą chęcią nawet, ale wiesz, nie jestem przekonana czy w tym przypadku to coś pomoże... akurat trudne się kurwa wylosowało — wyjaśniła krótko. Jak najbardziej zamierzała udzielić Fontaine więcej informacji i nakreślić trochę kontekst sytuacji, ale cała historia jej relacji z Lucasem była tak niewyobrażalnie popierdolona i skomplikowana, że Indie zdecydowanie potrzebowała do tego dojrzeć. Albo po prostu zdrowo się spizgać, na jedno wychodziło.
Pozwoliła Pixie zająć się muzyką i pokiwała głową z uznaniem na jej wybór. Może nie był to 2Pac, ale wybrany przez przyjaciółkę soundtrack jak najbardziej wydawał się pasować do okoliczności, więc Caldwell nie miała nic przeciwko.
— A, właśnie. O kolację pytałaś — przypomniała sobie za chwilę. — Nie chciało mi się gotować, więc z romantyczną kolacją będziesz musiała trochę pomóc — oznajmiła. — Bo najpierw miałam zaproponować żeby zgarnąć po drodze jakiś fast food, ale potem sobie pomyślałam, że Ty przecież jesteś po pierwsze wege, a po drugie WOKE, to pewnie nie będziesz chciała żadnych Maków i podobnych. — Wcale nie mówiła tego z jakimkolwiek wyrzutem czy przekąsem, w ogóle. Może na co dzień nie podzielała nawyków Fontaine i nie była aż tak eko-świadoma, ale w stu procentach rozumiała i szanowała jej poglądy, nie mając najmniejszego problemu z tym, żeby okazjonalnie się do nich dostosować. — Więc mam dla ciebie bojowe zadanie, poszukałabyś nam czegoś po drodze, co?

pixie 𓆤
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Cmok był tak soczysty, że Pixie z trudem powstrzymała się od wytarcia policzka wierzchem dłoni. Ale jak już otrzymała buziaka, to nie będzie się teraz wydurniać! A jeszcze jak usłyszała, że faktycznie będzie plaża i zachód słońca, to musiała przyznać, że Indie postarała się w opór. No taka przyjaciółka to prawdziwy skarb. Królowa złota! Fontaine normalnie mogłaby ją nosić na ręką, ale pewnie by się wyjebały i rozwaliły te głupie mordy.
— O kurde, nie byłam nigdy Kawartha Highlands! To znaczy byłam, ale jakimś tam przejazdem. Nigdy nie nikt mnie nie zabrał tam na nocowanie pod gołym niebem. Jesteś moją pierwszą — puściła do niej oko. Co prawda dziewictwa Caldwell jej nie odbierze, ale inne pierwsze razy też były fajne! Na przykład wypad do Kawartha Highlands. A jak ujarają się jak bąki, to na pewno wpadną im do głowy same wspaniałe pomysły, na które nie wpadłyby na trzeźwo. I kto wie, może właśnie takie, których dotychczas nie robiły?
— A co? Nie jest typem spontanicznych wypadów? — uniosła brwi, słuchając o Lucasie-Kutasie. Dalej nie rozumiała, jak dorosły typ mógł ustawić sobie taką nazwę na Instagramie. Spodziewałaby się tego po jakimś piętnastolatku, ale tyle to pewnie gość miał mentalnie. Albo i mniej. — Nie wygląda na nudziarza — stwierdziła po chwili, przypominając sobie jego profil, które tam zamieszczał. Ba, po ze wstawionych zdjęć można było nawet wywnioskować, że był całkiem zabawny. Chyba że to tylko takie pozory, a w rzeczywistości to menda, pijok i pasożyt.
2Paca zostawiła im na wieczór. Będzie jak znalazł na spizganie. Teraz potrzebne było coś energicznego, żeby wprawić się w ten cały klimat podróży. To miały być ze dwie godziny jazdy, więc zdążą przerobić wszystkie gatunki muzyczne. Nawet jebanego Marka Grechutę.
— Jesteś słodka, że tak pamiętasz. Czasami moja własna matka zapomina o tym, że nie jem mięsa — powiedziała, bo któregoś pięknego dnia pani Fontaine podała na obiad jagnięcinę, nie uwzględniając niczego innego dla Pixie. Tym sposobem skończyła żrąc sałatę, jak jakiś królik. — Ale nie przesadzajmy z tym, że nie jadam w maku. Nie popadajmy ze skrajności w skrajność. McVeggie Deluxe jest całkiem spoko! Sprawdzę jeszcze jakieś alternatywy — dodała i odblokowała telefon. Na trasie i w pobliżu Kawartha Highlands na pewno będą kanjapki. Pixie już dawno nauczyła się, gdzie warto zatrzymać się na żarcie - trzeba zwracać uwagę, gdzie zatrzymują się ciężarówki. Bo wiadomo, że tam, gdzie dużo ciężarówek, to i jedzenie będzie dobre. Zawodowi kierowcy nie zatrzymywali się byle gdzie!
— Jakie rozrywki dla nas przygotowałaś? — zerknęła na przyjaciółkę znad wyświetlacza. No co? Fontaine liczyła na to, że Indie ją zabawi, skoro już zdecydowała zabrać ją na randkę w formie wycieczki. Jaranie blantów to jedno, a co z całą resztą? Grzybobranie? Łażenie na chabry do sadu z naprzeciwka? Turlanie się z górki za kawałkiem sera?

Indie ✮
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie no, jest — zapewniła pospiesznie, bo to akurat nie był problem, wręcz przeciwnie — jeśli ktokolwiek potrafił dotrzymać kroku przesadnej spontaniczności Caldwell, to właśnie chyba Lucas. — No stara, z nudziarzem bym się nie ustawiła — wytknęła, bo wydawało jej się, że akurat to powinno być oczywiste. Nie zawracałaby sobie przecież dupy byle rutyniarzem. — Nie w tym rzecz — westchnęła. — I powiedziałabym ci w czym, ale w tym celu musiałabym w pierwszej kolejności opowiedzieć ci kontekst całej sytuacji, a na trzeźwo autentycznie nie dam kurwa rady — przyznała otwarcie, bo uzewnętrznianie się nigdy nie przychodziło jej z łatwością, niezależnie od tematu, a ten konkretny był dla niej szczególnie trudny. Z wielu powodów. — Bo wiesz Pix, teraz niby jest między nami git, ale długo nie było — wyjaśniła, krzywiąc się na samą myśl o tym, jak do niedawna wyglądała jej relacja z Millerem. — Musisz wiedzieć, że zaprowadziło mnie tu kilka... no, trochę kontrowersyjnych decyzji i wyborów, tak to nazwijmy. — Może brzmiało to trochę dramatycznie, ale szczerze wątpiła, że Fontaine spodziewała się chorej ilości zwrotów akcji, nieporozumień i fatalnych wyborów, które obejmowała ta historia.
— No wiem, najsłodsza kurwa, nie? — podziękowała uprzejmie za komplement. — Aha, no to jak tam sobie stryjenka życzy w takim razie. Może być Mak, może być coś innego, up to you — odparła bez zawahania, wzruszając lekko ramionami. Osobiście nie miała w tej kwestii większych preferencji — nigdy nie była ani specjalnie wybredna, ani wymagająca, więc chętnie oddawała tę decyzję w ręce Pix.
— To zależy od tego, w jakim jesteś nastroju — odpowiedziała na pytanie o program wycieczki. Akurat grzybobrania niestety nie przewidywał, głównie dlatego, że tajemnicę dokładnych współrzędnych swoich najlepszych spotów na grzyby Indie planowała zabrać ze sobą do grobu. Sorry, ale byle dziwki nie zaprowadzisz na prawdziwki, stąd też z ujawnianiem komukolwiek tak wrażliwych danych Caldwell planowała wstrzymywać się przynajmniej aż do ślubu, kto wie, czy nawet nie jeszcze dłużej. — No bo tak, sryliard jezior i rozlewisk ma ten park, podobno najlepiej zwiedzać z wody, ale na to jest kilka sposobów, ja proponuję dwa — zaczęła tłumaczyć. — Wariant numer jeden, relaksacyjny. Łódka, zachód słońca i gibon na środku jeziora, czyli romantycznie w chuj, niewymagająco, nie zmęczymy się za bardzo... no klasa ogólnie — przybliżyła trochę z szczegółów pierwszej, spokojniejszej z dwóch opcji. — Albo wariant dwa, odwrotny: męczymy się BARDZO, tak konkretnie wspólną walką o życie w kajaku, bo w okolicy podobno są jakieś pojebane spływy. — Ten wariant chyba przemawiał do Indie trochę bardziej niż poprzedni, bo wydawał jej się bardziej ekscytujący, ale nie była pewna, czy Pixie podzielała jej przygodowy nastrój. — To dziś. A jutro zabieram cię do najważniejszego miejsca na mapie Ontario... CANADA'S DINOSAUR PARK.

pixie 𓆤
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Faktycznie nie podejrzewała Indie i umawianie się z jakimś nudziarzem. To by do niej zupełnie nie pasowało! Niby przeciwieństwa się przyciągały, ale Pixie była zupełnie innego zdania. Kto w ogóle wymyślił takie bzdurne stwierdzenie? Trudno było jej sobie wyobrazić, żeby Caldwell wytrzymała dłużej niż pięć minut z kimś, kto nie miał w sobie odpowiedniej dozy szaleństwa. Musiała mieć przy swoim boku kogoś, kto potrafił dotrzymać jej kroku. Nudziarz odpadał na starcie!
— Dobra, to poczekaj z tą opowieścią, aż się zjaramy — zastrzegła natychmiast, bo wszystko, co teraz mówiła kumpela, brzmiało tak, jakby sama Fontaine miała nie znieść tej historii na trzeźwo. A po trawce, to wiadomo - poszerzały się horyzonty i człowiek dostrzegał rozwiązania, które wcześniej jakoś nie chciały się pojawić. Teraz Pixie prawdopodobnie nie zdołałaby poratować jej żadną szczególnie dobrą radą. Mogłaby co najwyżej powiedzieć coś oczywistego, a potem sama zacząć się zastanawiać, czy przypadkiem nie powiedziała czegoś głupiego. Ale pod wpływem THC? Pani kochana! Wtedy dopiero uruchamiała się jej prawdziwa kreatywność. Podrzuci Indii takie pomysły, że dziewczynę wypierdoli z butów!
— Chyba jednak zostaje Mak. Niby wyszukało mi jakieś inne knajpy po drodze, ale opinie mają strasznie kiepskie. Nie ma nic gorszego od rozczarowania się żarciem — mruknęła, odrzucając telefon na deskę rozdzielczą. Lepiej zjeść coś sprawdzonego. A McVeggie Deluxe już jadła wielokrotnie i nigdy nie była zawiedziona. Nie miała też potem żadnych rewolucji żołądkowych, a to już spory sukces!
Słuchała z błyszczącymi oczami, kiedy Indie zaczęła opowiadać o tym, co miała jej zaoferowania. A właściwie co do zaoferowania miało miejsce, do którego jechały.
— Wow wow, czekaj. Spływ kajakowy? No kurwa, chyba nie. Czy ja ci wyglądam na wioślarkę? — wskazała na siebie palcem. Pixie miała tyle wspólnego ze sportem, co z graniem na puzonie. Czyli nic. — Zdecydowanie obstawiam przy pierwszej opcji, czyli łódka i gibon — pokiwała głową, bardzo zadowolona ze swojego wyboru. Zaraz jednak podskoczyła na swoim miejscu, obracając się całym ciałem do Caldwell. A właściwie na tyle, na ile pozwalały jej pasy bezpieczeństwa.
Czy ona dobrze usłyszała? Miały zwiedzać park dinozaurów?!
— Mówisz serio?! Ale czad! Zawsze chciałam tam pojechać, ale nigdy nie było okazji, a większość moich znajomych uważa, że dinozaury są durne. Rozumiesz? Nienormalni jacyś — prychnęła i otworzyła okno, żeby wychylić przez nie cały łeb. — LUDZIE, INDIE CALDWELL ZABIERA MNIE NA RANDKĘ DO PARKU DINOZAURÓW — wydarła się na cały głos. Jakiejś babci, która szła chodnikiem aż reklamówka z zakupami wyleciała z ręki. Za to jadący poboczem rowerzysta wystawił kciuk, gratulując zajebistego pomysłu. No i to był prawdziwy gość!

Indie ✮
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doceniła fakt, że Pix nawet nie próbowała kwestionować, że to nie był temat do omawiania na trzeźwo, więc z uśmiechem pokiwała głową na jej słowa, bardzo zadowolona, że były w tej kwestii zgodne. Ludzie czasem mieli tendencję do zakładania, że wyolbrzymiała nazywając niektóre ze swoich historii pojebanymi, nie wierząc, że mogły być aż tak złe, więc cieszyło ją, że akurat miała u swojego boku kogoś, kto znał już jej możliwości i wiedział, że naprawdę można było wierzyć jej na słowo. Bardziej cieszyła ją już chyba tylko perspektywa wspólnego zjarania się, bo — jak było słychać — taka odskocznia od codzienności ewidentnie była Indie szalenie potrzebna.
— Romantyczny posiłek w Maku it is — ustanowiła uroczyście, przytakując krótko. Zgadzała się, że lepiej było wybrać coś sprawdzonego. Powiedziałaby zaufanego, ale tekstura mięsa w McNuggetsach jakoś nie budziło jej zaufania, więc to chyba nie było właściwe słowo.
— Czy wyglądasz? — skorzystała z czerwonego światła, żeby obrócić się w stronę Pixie i zmierzyć ją od góry do dołu uważnym spojrzeniem, ściągając przy tym brwi w głębokim namyśle. — W sumie to trochę tak, jeśli mam być szczera — wydała w końcu swój werdykt, zaraz przenosząc spojrzenie z powrotem na drogę. — Ale w porządku, żaden problem, zadecydowane w takim razie — podsumowała.
— No serio!!! — zapewniła gorliwie, momentalnie podchwytując entuzjazm przyjaciółki. Zawsze łatwo zarażała się cudzą ekscytacją, no i wiadomo — pacierza i okazji do darcia mordy Caldwell nie odmawiała nigdy. — Z całym szacunkiem, ale potrzebni ci nowi znajomi — stwierdziła, nie chcąc zabrzmieć zbyt krytycznie, ale nie potrafiąc kryć oburzenia. Bo co to w ogóle za idiotyczny wniosek, że dinozaury są durne? — Dinozaury są wykurwiste, tak samo jak ten park. Wiesz, że oprócz dinozaurów mają tam też wielką krewetkę? — Chyba krewetkę? W sumie to nie była pewna. — Albo może to langustynka była? Chuj wie... — Machnęła ręką. — W każdym razie zajebiste miejsce, nie mogę się doczekać — skwitowała entuzjastycznie, chociaż chyba nie tak entuzjastycznie jak Pixie, która była tak przepełniona ekscytacją, że postanowiła podzielić się zajebistą nowiną z całym światem. Caldwell momentalnie zaniosła się chichotem, zaraz zwalniając prędkość do minimum tylko po to, żeby na chwilę dołączyć: — TO PRAWDA! — Wrzeszcząc w kierunku rowerzysty brzmiała na równie radosną, co przepełnioną dumą. — JEDZIEMY ZOBACZYĆ WIELKĄ KREWETKĘ!
Świetnie bawiła się piłując ryja do przypadkowych ludzi, ale jak to Indie, siedząc na miejscu kierowcy zawsze miała przemożną potrzebę być w stu procentach skoncentrowana na prowadzeniu, więc szybko odmówiła sobie dalszego pajacowania i przeniosła uwagę z powrotem na drogę. Jak to w weekend, na ulicach Toronto zastał je lekki ruch, ale po wyjeździe z miasta ilość aut znacząco zmalała, więc jechało jej się dobrze, całkiem przyjemnie. W dobrym towarzystwie czas szybko leci, więc droga mijała Indie równie sprawnie, co miło i zanim się obejrzała miały za sobą już sporo ponad jej połowę. Nigdzie im się nie spieszyło, więc uznała to za dobry moment na jakiś przystanek i krótką przerwę.
— Dobra, Szefowo, ja to bym jakiś postój chyba zrobiła — zaproponowała, dopiero po chwili przyznając: — ...bo w chuj mi się na szluga chce. — I wszystko jasne. — Weź sprawdź, daleko ten Mak? Dobrze pamiętam, że był przy autostradzie, czy mam gdzieś zjeżdżać? Bo jeśli tak, to chyba jakoś za niedługo?

pixie 𓆤
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
23 y/o
PRACOWITA PSZCZÓŁKA
170 cm
studentka biologii na university of toronto
Awatar użytkownika
perfumy, które pachną na twojej skórze,
ty masz usta czerwone, a ja jestem w bluzie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była gotowa skoczyć za tą dziewczyną w ogień. To chyba można było nazwać prawdziwą przyjaźnią, prawda? Pixie nie miała co do tego większych wątpliwości. Wciąż jednak uważała, że znacznie łatwiej będzie im pogadać o tym wszystkim, kiedy już odpalą blanta. Wtedy problemy może nie wydadzą się aż tak przytłaczające, a one same spojrzą na nie z trochę większym dystansem. Albo, co też było całkiem prawdopodobne, uznają, że niektóre sprawy mogą iść się pierdolić i nie będą zawracać sobie nimi głowy. Umówmy się - ten cały wypad po prostu im się należał. Jak psu buda i chłopu ziemia. A przystanek w maku był tylko początkiem tej czilery-utopii.
— Serio? — uniosła wysoko brwi, kiedy Indie stwierdziła, że w sumie to wygląda na wioślarkę. — Niby z której strony? — parsknęła śmiechem, bo przecież daleko było jej do sportowca. Była szczupła, ale nie żadnych mięśni. Nie trenowała. Nie biegała, jeśli nie musiała zdążyć na autobus. Nie robiła skłonów, o ile nie musiała się po nic schylać, a i tak najczęściej podnosiła to stopą, jak każdy normalny człowiek. Nigdy nawet nie była na siłowni, a kajakiem płynęła może ze dwa razy na jakichś rodzinnych wyjazdach. Słowem - Caldwell wygadywała bzdury.
Otworzyła w zdumieniu usta, słysząc, że w parku dinozaurów znajduje się wielka krewetka. Już miała sięgnąć po telefon i to wyguglować. Oczywiście nie dlatego, że przyjaciółka ją wkręcała (chociaż to też przeszło jej przez głowę, okej?), ale chciała zobaczć, jak to wygląda. Zaraz jednak zrezygnowała, bo po co miała sobie psuć wrażenie, szkoda mogła zobaczyć rzeźbę krewety na żywo?
— Przypomnij mi, dlaczego nie jesteś moją dziewczyną? — spojrzała na Indie, bo ta sprawiała jej tyle radości, że Fontaine brakowało tyle, no dosłownie o tyle, żeby się w niej zajebać. W szczególności po tym, jak ta również zaczęła wydzierać się w niebogłosy, podzielając jej ogromny entuzjazm.
Zatłoczone miasto ustąpiło miejsca szerokiej autostradzie, a podróż mijała jej w zawrotnym tempie, jak to bywało w doborowym towarzystwie. Pix nawet nie patrzyła w telefon, a przecież zwykle scrollowała wszystko, co popadnie. Była uzależniona od social mediów i absolutnie nie mogła nic na to poradzić. Dopiero poproszona o sprawdzenie, jak daleko znajduje się wyczekiwany Mak, sięgnęła po urządzenie i wpisała lokalizację.
— Za siedem kilometrów — oznajmiła i popatrzyła pobłażliwie na Indie. — Kiedy rzucisz to gówno? — zapytała i wcale nie chodziło jej o Lucasa-Kutasa, a o szlugi. Fontaine gardziła petami, za to zawsze miała przy sobie lolki. — Ja się nie będę tobą zajmować, jak zachorujesz na raka — ostrzegła lojalnie. Kłamstwo. Obie wiedziały, że byłaby pierwsza, żeby przynieść jej szklankę wody i podetrzeć dupę, gdyby Caldwell nie była już w stanie podnieść się z łóżka. Może nawet smarowałaby ją sudocremem, żeby nie nabawiła się odleżyn.

Indie ✮
bubek
nudy i braku zaangażowania
24 y/o
she’s kerosene
171 cm
wyprowadza psy i opierdala się za kasą w fox theatre
Awatar użytkownika
the girl's a super freak
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/on, wszystko jedno
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Z której strony? W zasadzie nie wiedziała. To raczej nie był werdykt, który Indie wydawała na podstawie jakichkolwiek konkretnych danych. Na próżno było szukać w nim większej logiki — sama nie miała pojęcia, jaki tok rozumowania doprowadził ją do tego wniosku, więc na pytanie przyjaciółki musiała wzruszyć beztrosko ramionami. Tylko pozazdrościć takiej elokwencji i lisiego sprytu.
— Z oczu ci tak patrzy jakbyś kajaki nad życie kochała. No kurwa, mordo, a ja wiem z której strony? — Nie zamierzała udawać, że miała dla swoich wniosków realne, rzeczowe uzasadnienie. Czy wygadywała bzdury? Możliwe. Szerokopojęte farmazony stanowiły znaczną większość tego, co opuszczało usta Caldwell, właściwie rzadko kiedy zdawało jej się mówić coś sensownego, więc... no, pewnie tak. Raczej tak.
Na dźwięk kolejnych słów przyjaciółki Indie uśmiechnęła się szeroko, szelmowsko, nie kryjąc, że jak najbardziej schlebiało jej takie pytanie i fakt, że ta oficjalnie wyrażała uznanie wobec efektów jej starań.
— Nie wiem, ty mi powiedz, Pix — odparła. — Bo nie proponowałaś. Trzeba mnie po prostu zapytać — wyjaśniła, odpierając własną chęć dodania, że na myśl nasuwał jeszcze jeden taki, który też mógłby w końcu po prostu się jej zapytać.
— Kiedyś na pewno — zapewniła w temacie palenia i rzucania, które rzekomo Indie miała w planach. Kiedyś. Oprócz fizycznego uzależnienia od nikotyny, przy nałogu trzymała ją też miłość do całego rytuału — lubiła mieć pretekst do robienia sobie częstych przerw we wszystkim co robiła, nigdy nie musieć zastanawiać się co robić z rękami i nawiązywać w palarni głębokie więzi z obcymi tylko wokół wspólnej potrzeby spalenia peta. Wymagałoby to od niej przejścia na jakąś inną formę budowania wartościowych relacji, ale żadnej sensownej alternatywy jeszcze nie znalazła. — Uwierzysz, jak powiem ci że przed trzydziestką? — Tak zazwyczaj brzmiała jej odpowiedź na to pytanie, nawet jeśli nie do końca odzwierciedlała rzeczywiste zamiary Caldwell dotyczące rzucania, głównie dlatego, że takowych nie miała. Zawsze z wiekim trudem przychodziło jej myślenie o przyszłości bardziej odległej niż dwa miesiące naprzód, dlatego zupełnie szczerze nie potrafiła się tym teraz martwić. Wiedziała tylko tyle, że nie zamierzała zrywać z nałogiem w najbliższym czasie, niezależnie od tego, jak bardzo cierpiała na tym jej kieszeń. — W każdym razie ok, siedem kilometrów wytrzymam. — Jej potrzeby szlugowe były całkiem naglące, ale na szczęście nie na tyle, żeby nie być w stanie sekundę się wstrzymać i darować sobie dodatkowe przystanki. — To pilnuj teraz, żebym nie przegapiła — poleciła, znów nie chcąc polegać wyłącznie na własnym umiarkowanym rozgarnięciu. — Weźmiemy na wynos, wyczaiłam nam blisko spot na piknik. Nie po to spierdalamy z Toronto żeby jeść z widokiem na więcej betonu — podzieliła się swoimi rozporządzeniami. Do oficjalnej destynacji miały jeszcze kawałek, w większości już na lokalnych drogach, ale krajobraz z każdym kilometrem stawał się coraz bardziej malowniczy, bliższy docelowemu, więc Indie nie widziała żadnych powodów żeby nie korzystać z tego garściami i nie znaleźć sobie do kolacji widoku, który cieszyłby oko trochę bardziej niż wnętrze przydrożnego McDonalda.

pixie 𓆤
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
ʟᴇᴏ
nie lubię AI, braku przecinków i przerostu formy nad treścią
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”