ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
179 cm
chłopiec na posyłki dla gangów to tu, to tam
Awatar użytkownika
taki chłopiec śmieszny i uroczy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Opierał się o chłodny murek. Toronto o tej porze roku wydawało mu się wyjątkowo spokojne. Było chłodno, dało się wyczuć zbliżającą się powoli zimę, która nieubłaganie miała spowić świat pod swoją białą pierzyną. Eugene nie przepadał za zimą. Wydawała mu się ona dość przygnębiającą porą roku. Nie mówiąc o tym, że nie lubił wszechobecnej bieli śniegu, który szybko mieszał się z brudem i wszystkimi nieprzyjemnymi rzeczami, które o każdej innej porze najzwyczajniej były niezauważane. Bród był nieodłączną częścią takich metropolii jak Toronto i chłopak był do niego przyzwyczajony. Sterylna biel śniegu jedynie podbijała to wszystko, a to już zaczynało go razić w oczy.
   Chciał skorzystać z ostatnich słabych podrygów lata, które chyba nie chciało poddać się tak szybko i uciec. Wyszedł z mieszkania ubrany jedynie w swoje ulubione ciemne jeansy i czarny golf, który narzucił na gołe ciało. Wychodząc z mieszkania nie było mu zimno. Zażył jednak swoją typową mieszankę leków przeciwbólowych, które otępiały jego zmysły na tyle, by przestał odczuwać jakiekolwiek bodźce, które do niego docierały. Jego otumaniony i przytępiony umysł ignorował nieprzyjemne odczucia. Było mu dzięki temu niesamowicie przyjemnie.
   Idąc przed siebie pozwolił sobie, by zanurzać się w ciemności. Nie myślał o kierunku swojej wędrówki, a przynajmniej nie na samym początku. Ten cel wyklarował mu się dopiero wtedy, gdy niebo rozjaśniały jedynie sztuczne światła ulicznych lamp i neonowych wystaw sklepowych. Nieboskłon już dawno pogrążył się w ciemności, a księżyc był słabo widoczny nad horyzontem przysłoniętym wieżowcami i innymi wysokimi budynkami. Na ulicach nie było zbyt wielu ludzi, a ci, którzy się pojawiali, robili to tylko po to, by wrócić do swoich domów. On sam powinien zrobić to samo, jednak już miał plany.
   Miejsce organizowania nielegalnych wyścigów zawsze się zmieniało. Nie trzeba było mówić dlaczego tak się działo. I chętni uczestniczy i obserwatorzy dostawali informacje o lokalizacji na kilkadziesiąt minut przed rozpoczęciem wydarzenia. Na miejscu pojawił się więc na chwilę przed czasem rozpoczęcia wyścigu. Jego oczy niemal od razu dostrzegły znajomą sylwetkę Ryu , który kręcił się wokół swojej maszyny, której nazwy Eugene za nic w świecie nie potrafił zapamiętać. Uśmiechnął się jednak lekko i podszedł do niego.
   – Już się tak nie kręć, bo pomyślą, że coś majstrujesz – powiedział na przywitanie, opierając się o pobliski murek. Chłód betonu wbił się w jego ramiona i łopatki, pomimo tego, że golf, który miał na sobie był dość gruby. Zimno było przytłaczające, napinało jego mięśnie tak mocno, że niemal miał trudności w oddychaniu. Nie było to jednak nieprzyjemne.
   – Boisz się śmierci, Ryu? – zapytał, przyglądając się mu badawczo. Był znany z tego, że zadawał ludziom dziwne pytania, których normalnie by się nie zadawało w takich okolicznościach. – Kiedyś ktoś mi mówił, że ludzie ścigający się na motorach przywiązywali sobie żyłkę wędkarską do szyi dlatego, że woleli być martwi niż sparaliżowani – powiedział, kiwając głową. Nie wiedział, ile w tej historii kryło się prawdy, ale z jakiegoś dziwnego powodu kojarzyło mu się to z wojownikami albo samurajami, którzy woleli popełnić samobójstwo niż splamić swój honor porażką w walce.

Ryu Hollingsworth
28 y/o
For good luck!
182 cm
Kaskader, ściga sie na motorze Tam gdzie go wynajmą
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiOna/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

Kolejny wyścig.
Kolejna dawka adrenaliny.
Kolejna wygrana.
Nie ma innego scenariusza. Jest niepodzielnym królem nielegalnych wyścigów od bardzo dawna, nie znalazła się jeszcze osoba, która by go pokonała. To jest to dlaczego to robi – zawsze chciał być najlepszy. Ćwiczył. Był królem w tych legalnych wyścigach i tych mniej. Tutaj nikt się nie przyzna, bo wiele osób by poszło siedzieć i to na wiele lat, w tym on sam, chociaż jego prawnicy by mu pomogli. Nie biorą kasy za nic. Nie chce iść do więzienia, tylko cieszy się życiem na wolności, nie ma jeszcze trzydziestki. Nie ma zamiaru zniszczyć tego za kratkami. Nawet jakby miał dość kaucję to nic. Ma sporo kasy, która szybko dałaby mu wolność. Wkurzył się jakby zabrali mu motor. To jego cenna zabawka, jedna z droższych i nie może jej stracić.
Każdy wyścig odbywał się w innym miejscu, nie jest w tym nic dziwnego z wiadomych przyczyn. Tak samo o jego szczegółach nie każdy był powiadomiony, bo nigdy nie wiadomo kto może przyjść i puścić farbę w nieodpowiednim miejscu. Czasem pojawiają się tacy ludzie i bardzo szybko znikają. Co się z nimi działo? Nie wiedział i nie chciał się nawet dowiadywać, chociaż domyślał się co i jak. Sam nikogo nie zaprasza na te wyścigi. Ludzie muszą tu przychodzić z polecenia i nie zawsze nawet dostaną zaproszenie. On jako racer też musiał przejść swoje, aby się tu zostać. Jego pracodawcą jest jeden z organizatorów. Dzięki Ryu zbija kasę, której procent odpala chłopakowi i to bardzo przyjemny procent.
Przygotowywał swój motor, bo za kilkanaście minut jego kolej, kiedy usłyszał znajomy głos. Wytarł ręce i podniósł się, aby być na tej samej wysokości co Eugene.
- Możesz być spokojny, nigdy nie posuwam się do takich chamskich zagrywek. W nielegalnych wyścigach wole wygrywać za pomocą swoich umiejętności, a nie tanich chwytów - to kolejna rzecz typowa dla chłopaka. Chce, aby były doceniane jego umiejętności, a nie podkręcenie sprzętu do granic możliwości.
- Czy boje się śmierci? - Powtórzył pytanie po chłopaku. - Nie, nie boje się. Jak ma przyjść to przyjdzie, ale sam się nie pcham pod kose kostusze - przyznał otwarcie. Jemu takie pytania nie przeszkadzały. - Spotkałem kilka takich osób, ale to były totalne pojeby. Na własne życzenie wylądowali pod ziemią – wielu takich chodzi jeszcze po tej ziemi.

Eugene Hernandez
Natalia, dc: taaskaa
Nieuzasadniona przemoc, niepoparta argumentami, rozgrywanie gwałtu i maltretowanie zwierząt i dzieci
26 y/o
For good luck!
179 cm
chłopiec na posyłki dla gangów to tu, to tam
Awatar użytkownika
taki chłopiec śmieszny i uroczy
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

   Nie rozumiał, co było takiego podniecającego w nielegalnych wyścigach. Potrafił oczywiście zrozumieć podniecenie wywołane adrenaliną, od której ludzie potrafili się uzależnić. On sam również miał takie momenty, że robił coś, co podnosiło mu ciśnienie i przyspieszało bicie serca. Potrafił więc zrozumieć ludzi, którzy uczestniczyli w wyścigach. Nielegalne wyścigi były jednak czymś zupełnie innym, a to przez fakt, że nie były regulowane, nie były również ochraniane przez odpowiednie służby jak też nie było na miejscu lekarzy, którzy mogliby pomóc jeśli doszłoby do jakichś wypadków. Nie mówiąc już o tym, że trasa wyścigu nie była przystosowana do tego typu wydarzenia. Eugene może i wychodził na hipokrytę, biorąc pod uwagę, czym zajmował się on, jednak wydawało mu się, że on sam miał większą kontrolę nad swoim postępowaniem niż ścigający się ludzie.
   No ale na szczęście to nie było jego życie, na które powinien uważać. Nie chciał wiec krytykować Ryu za robienie tego, co lubił. Nawet jeśli nie był w stanie tego w całości zrozumieć. No ale posiadanie niebezpiecznych pasji chyba było w naturze osób takich, jak oni.
   – Nie twierdzę, że oszukujesz… tylko że pewnie znajdą się osoby, które by tak uznały – powiedział, przyglądając mu się, jak majstruje przy swojej maszynie. Nie znał się na takich pojazdach. Dla niego każdy pojazd silnikowy, który posiadał dwa kółka był motocyklem i tak też był przez niego nazywany. Słyszał wiele nazw i określeń, jednak ciężko to było wszystko spamiętać, zwłaszcza gdy się tym czymś nie interesowało. – Zdesperowani ludzie chwycą się wszystkiego, żeby sobie pomóc – pokiwał głową, bo wiedział, że taka była właśnie prawda. Znał ludzi zwłaszcza od tej gorszej, bardziej zdesperowanej strony całkiem nieźle, bo wielokrotnie stykał się z takim właśnie zachowaniem. Zajmowanie się rzeczami, które robił, nie należało do łatwych. Często dostarczał wiadomości, które nie były łatwe do przyjęcia nie mówiąc już o tym, że nie były tym, czego się spodziewano. O ile nie było to jego winą, bo nie on odpowiadał za to, jakie te wiadomości były, to wiele z frustracji było kierowanych w jego stronę. Nie zdarzało się, żeby był on w jakimś niebezpieczeństwie, ale bywało, że ludzie próbowali poprawić swoją sytuację, pakując go w kłopoty. Wielokrotnie był w sytuacji, że musiał wyjaśniać pewne nieścisłości, jednak w półświatku miał już ugruntowaną pozycję na tyle, że właściwi ludzie wiedzieli, że raczej nie ma ambicji na to, by mieszać i robić problemy. Tylko to go ratowało przed utratą głowy i wylądowaniem w jakimś przydrożnym rowie w niezamieszkałej okolicy. Robił to wszystko jednak dalej, właśnie ze względu na adrenalinę.
   – No a nie sądzisz, że lepiej stracić głowę niż możliwość… życia? – zapytał. No i oczywiście poprzez życie rozumiał cieszenie się z egzystencji i korzystanie z tego, co to życie miało do zaoferowania, a nie o śmierć. On sam nie wyobrażał sobie swojej egzystencji będąc przywiązanym do łóżka bez możliwości mówienia czy poruszania się. Tacy ludzie nie żyli, a jedynie istnieli. Czasami zastanawiał się, czy tego chcieli, czy było to możliwe tylko z egoistycznych pobudek najbliższych, którzy nie chcieli rozstawać się z taką osobą. Było to trudne, etyczne pytanie, na które czasami próbował znaleźć odpowiedź. Domyślił się jednak, że trudno mu będzie odpowiedzieć na to, jeśli sam nie znajdzie się w takiej sytuacji, co – jak miał nadzieję – nigdy nie nastąpi.

Ryu Hollingsworth
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Zoo”