ODPOWIEDZ
34 y/o
For good luck!
155 cm
Ripley's Aquarium of Canada teutolog
Awatar użytkownika
Remind me that the most fertile lands were built by the fires of volcanoes.
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiwe didn't start the fire
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

1
Kanibalizm "po randce"
Dla wielu głowonogów interakcje z własnym gatunkiem bywają śmiertelne w skutkach. Ośmiornice i mątwy znane są z regularnych praktyk kanibalistycznych.
Wczesne popołudnie rozlewało się słońcem po chodniku przed kawiarnią. Etna siedziała naprzeciwko Bory, ogrzewając dłonie papierowym kubkiem z latte na wynos.
Spotkanie zaczęło się obiecująco. Rozmowa płynęła swobodnie, wracały do książek i fatalnych ekranizacji, a Etna po raz pierwszy od dawna nie czuła potrzeby, by starannie dobierać każde słowo. Na pierwszej randce Bora nie próbowała zaglądać pod powierzchnię ani wydobywać z niej zwierzeń, na które nie była gotowa. Może właśnie dlatego Etna zgodziła się spotkać ponownie, czemu Mara — najlepsza przyjaciółka i omal szwagierka — oczywiście nie omieszkała przypisać sobie zasług.
"Nie musisz od razu planować wspólnej emerytury. Idź na kawę."
Etna poszła. Co więcej, miała nawet plan na dalszą część popołudnia: w sklepie ogrodniczym znajomej odbywały się warsztaty, na które od dawna chciała się wybrać. Zamierzała zaproponować Borze, by do niej dołączyła. Rośliny, ziemia, kilka godzin bez wielkich deklaracji — brzmiało jak całkiem przyjemny sposób na przedłużenie spotkania.
Nie zdążyła jednak przejść do propozycji.
— Mam pomysł — oznajmiła Bora, pochylając się nad stolikiem. — Zamiast siedzieć przy kawie, mogłybyśmy zrobić coś ciekawszego. Coś, co naprawdę podnosi adrenalinę.
Etna upiła łyk napoju.
— To zależy, jak definiujesz „ciekawsze”.
— Nie zaczynaj od razu analizować. — Bora roześmiała się. — Wspinaczka, bungee, spontaniczny wypad gdzieś za miasto. Cokolwiek! Chciałabym zobaczyć, jaka jesteś, kiedy przestajesz wszystko kontrolować.
Etna powoli odstawiła kubek. Na jej dłoniach wciąż tkwiły rowerowe rękawiczki, choć na spotkanie wcale nie przyjechała rowerem. Skłamała, że przypięła go za rogiem. Drobna, niewinna wymówka, która pozwalała jej zachować odrobinę kontroli nad tym, co pokazywała innym.
— Nie wiedziałam, że jestem w trakcie testu.
— Nie jesteś! Po prostu zawsze wszystko planujesz. Nie możesz raz powiedzieć „tak” i spróbować czegoś nowego?
— Mogę. Jeśli mam na to ochotę.
— Ale nawet nie chcesz spróbować! Przecież nic ci się nie stanie, jeśli od czasu do czasu zrobisz coś szalonego.
Na twarzy Etny pozostał cień uśmiechu, lecz w jej spojrzeniu pojawiła się chłodna uwaga. To nie sama propozycja ją drażniła. Bora mogła lubić ryzyko, mogły różnić się temperamentem. Nie musiały przecież chcieć tego samego. Ale pewność, z jaką Koreanka zapewniała ją, że nic złego się nie wydarzy, zabrzmiała wyjątkowo naiwnie.
Etna przez lata pracowała w zawodzie, w którym konsekwencje błędnych założeń potrafiły być nieodwracalne. Wiedziała, że niebezpieczeństwo nie znika tylko dlatego, że ktoś ma ochotę je zignorować. Nie zamierzała jednak tłumaczyć Borze, skąd wzięła się ta wiedza. Nie chciała, by kolejna randka zmieniła się w opowieść o tym, co straciła.
— Wiesz, co jest ciekawe? — zapytała, patrząc jej prosto w oczy. — Na pierwszej randce nie miałam wrażenia, że muszę ci udowadniać, że potrafię podejmować własne decyzje.
Bora zmarszczyła brwi.
— Nie musisz niczego udowadniać. Chcę tylko, żebyś się otworzyła.
— Przed tobą?
— Tak. Po to chyba są randki? Żeby się poznawać.
Etna przytaknęła, choć jej cierpliwość zaczynała się wyczerpywać.
— Poznawanie kogoś nie polega na przekonywaniu go, że jego granice są niewłaściwe.
— Boże, ja tylko proponuję nam coś fajnego. Dlaczego od razu robisz z tego problem?
Właśnie wtedy coś w niej przeskoczyło. Nie przez podniesiony głos, ale przez łatwość, z jaką jej sprzeciw został sprowadzony do przesady. Zawodowa część umysłu natychmiast podsunęła jej listę pytań: dlaczego Bora tak bardzo potrzebowała jej zgody? Dlaczego odmowę potraktowała jak wyzwanie? Czy chodziło o spontaniczność, czy o satysfakcję z przekonania kogoś, kto początkowo nie chciał ustąpić?
Etna nienawidziła, kiedy zaczynała analizować ludzi zamiast po prostu z nimi rozmawiać. Jeszcze bardziej nie lubiła, kiedy dostawali ku temu powód.
— Nie robię z tego problemu — odparła spokojnie. — Mówię ci, że nie mam ochoty na to, co proponujesz.
— Czyli jednak nie.
— Czyli nie na to.
— Zawsze musisz mieć ostatnie słowo?
Krótki, pozbawiony wesołości śmiech wyrwał się Etnie z gardła.
— Nie. Ale miło byłoby, gdyby moje pierwsze słowo też się liczyło.
Umilkła. Kawa zdążyła wystygnąć, a pomysł warsztatów ogrodniczych nagle stracił swój urok. Nie chciała jeszcze skreślać Bory. Być może nie zauważyła, kiedy entuzjazm zamienił się w nacisk. Być może wystarczyłoby, żeby na moment przestała przekonywać, a zaczęła słuchać.
Etna przesunęła kciukiem po papierowej krawędzi kubka. Rękawiczki zaszeleściły cicho. Nie zamierzała usprawiedliwiać swojej odmowy historią, której Bora nie znała, ani odsłaniać ran tylko po to, by nadać jej odpowiednią wagę.
— Powiedz mi tylko jedno — odezwała się w końcu, unosząc wzrok. — Naprawdę chcesz, żebym się z tobą dobrze bawiła, czy po prostu chcesz sprawdzić, czy dasz radę mnie przekonać?

Lynn Bennett
Mt. Judas
schizofrenia dialogowa, schizofrenia akapitowa
39 y/o
For good luck!
165 cm
kierowniczka ds. zgodności Canadian Imperial Bank of Commerce
Awatar użytkownika
Well, my eyes are wandering, can we just eat the news?
And dance around the room in our scattered point of views
Take my hand and breathe, yeah, just count to three
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osb.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Rytmiczne stuknięcia skórzanych botków Lynn w kilku krokach doprowadziły ją do końca kolejki w kawiarni. Kobieta wracała właśnie ze zajęć malowania akwarelami na które udało jej się namówić koleżanki. Mimo, że plotkowanie przy drinkach było zajmujące to potrzebowała czegoś innego, więc czemu nie połączyć praktycznego z przyjemnym? Będąc już w okolicy skorzystała ze spaceru w parku i odnalazła kawiarnię. Ze swoją mocha latte w dłoni rozejrzała się po szarawym wnętrzu i stwierdziła, że w tak słoneczny dzień skorzysta jeszcze ze świeżego powietrza.
Gdy chwytała za klamkę, akurat ze słuchawek w jej uchu zaczęło się charakterystyczne ’’Do-do-doop’’ z piosenki Always Be My Baby co jednocześnie niezawodnie skłaniało Bennett to cichego nucenia. Zdjęła ze swojego ramienia torebkę o odcieniu whiskey (pasującym do botków) i odstawiła ja na wolne siedzenie, sama zabierając te które wypadło akurat tyłem do dwóch kobiet pochłoniętych rozmową. Chociaż nie wysilała się nad tym by je podsłuchiwać mimowolnie pewne zdania docierały do niej jakby tło do muzyki.
Wysunęła z torebki swoją komórkę i mimowolnie zaczęła przeglądać lokale do wynajęcia. Z jakiegoś powodu to sprawiło, że muzyka przestała grać, ale zamiast sprawdzić co poszło nie tak zaczęła bardziej interesować się rozmową obok niej. Od razu pomyślała, że to wścibskie, ale jednocześnie tak trudno było się jej powstrzymać. Czasami jedyne co w kawiarniach czy przy barach robiła to obserwowanie i słuchanie innych ludzi.
Brzmi jak randka, pomyślała i upiła drobny łyk kawy. Na kwestię o adrenalinie uniosła brew, czekając na to, aż kobieta zdradzi co miała konkretnie na myśli. Rowerzystka musiała pomyśleć to samo, a odpowiedź jej raczej nie zainspirowała. Lynn myślała, że kobietom szło całkiem dobrze, jeszcze wcześniej widziała, że uśmiechały się i dyskutowały za oknem, ale wzmianka o bungee nawet jej wydała się trochę nie ma miejscu. A stamtąd było już tylko gorzej. Cieszyła się, że siedzi do nich tyłem, bo nie widziały jak krzywiła się na przymuszoną spontaniczność i namowy do otwarcia się.
Mimo szumu ulicy, przytłumionego gwaru z wnętrza kawiarni, cisza między tą dwójką była najgłośniejsza. Lynn przygryzła wargę ważąc przed sobą jak bardzo nie powinna się wtrącać. Bardzo bardzo, czy tylko bardzo? Jeśli tylko trochę bardzo, to…
Podniosła się spokojnie ze swojego miejsca chwytając za torebkę i przewieszając ją przez ramię. Wsunęła krzesło, chwyciła jeszcze swoją kawę i odwróciła się gotowa do odejścia, kiedy jej wzrok zatrzymał się na Rowerzystce.
Bóg cię pokara za tą wścibskość.
-O mój boże! – Uśmiechnęła się szeroko. -kopę lat, co ty tutaj robisz, kochana? – Czy kobieta koniecznie potrzebowała ratunku? Zapewne nie, zapewne w swojej elokwencji i cierpliwości poradziłaby sobie z tym sama. Atmosferę między kobieta można było jednak ciąć już nożem jak masło więc postanowiła być tym ostrzem.
-I kim jest twoja koleżanka? – Zagadnęła, spoglądając z ciekawością na Adrenalinę.
Koreanka wyrwana z myśli, zamrugała, ale szybko się poprawiła i z uśmiechem, jakby wymuszonym, odparła. -Jestem Bora.
-Miło mi poznać, jestem Lynn. A my ostatni raz widziałyśmy się… – Wróciła spojrzeniem do Rowerzystki. -w klubie książkowym, dopóki nie zmieniłam pracy i już czasowo mi nie pasowało. – Wyjaśniła, z udawanym rozczarowaniem. -Co u ciebie słychać? Bora cię dobrze traktuje, czy trzeba ją wysłać na zajęcia aktywnych słuchaczy? – Zmarszczyła nosek, zerkając na Koreankę.
Kości rzucone, wszystko w rękach Rowerzystki, bez roweru.

Etna Ripley
ODPOWIEDZ

Wróć do „Baddies”