Jeszcze będąc w liceum słyszała od mamy historię o tym, jak Casper przez chyba cały miesiąc próbował przyswoić informację, że sam wepchnął Elsę w ramiona Dantego. Podejrzewał, że ten musiał ją czymś zaszantażować albo nafaszerować, skoro zgodziła się z nim
chodzić. Bo jak to jego porządna córeczka z tym nieporządnym… idiotą, żeby nie użyć słowa na
d.
A jednak zdarzały się dni, kiedy po cichu doceniał tego idiotę. Nigdy oczywiście w jego obecności, ale trudno było zaprzeczyć, że Dante odprowadzał Elsę po każdej imprezie do domu, oddawał jej kurtkę albo bluzę, kiedy marzła, a czasem po prostu brał ją na barana, gdy nogi odmawiały posłuszeństwa po całonocnej zabawie u któregoś ze znajomych. Najwyraźniej nawet Casper musiał gdzieś podświadomie czuć, że dziewczyna mogła trafić znacznie gorzej. Wciąż jednak wolał wierzyć, że gdyby tak się stało, sama szybko zakończyłaby podobną relację.
Przy Dantem było inaczej. Choćby nie wiadomo jak bardzo mu się to nie podobało, Elsa była szczęśliwa, a dopóki nie działa jej się krzywda, chyba nie zamierzał jakoś szczególnie ingerować.
Na kolejne próby wymigania się od kolacji z jej rodzicami zmarszczyła więc tylko nos, próbując przybrać możliwie groźną minę. Bo co to właściwie miało znaczyć, że wolał spędzić pół dnia w parku z Murphym niż… no właśnie, niż co? Czyżby jej towarzystwo zaczynało schodzić na dalszy plan?
Oczywiście natychmiast potraktowała to personalnie.
Jakby zupełnie zapomniała, że problemem od początku był Casper. Z jej mamą Dante dogadywał się przecież całkiem dobrze, a Larsa ostatni raz widział jeszcze jako nastolatka, który zresztą większość czasu spędzał w swoim pokoju z nosem w książkach. Jeśli więc przeszkadzało mu wyłącznie towarzystwo jej ojca… może zaczęła przeszkadzać mu również ona?
Może przyzwyczaił się do swojego spokojnego życia, w którym Elsa większość czasu spędzała w pracy, a on mógł zajmować się własnymi pomysłami. A teraz nagle pojawiła się taka jedna w zielonym swetrze i zrzędziła, że wymyśliła im plany na cały weekend.
Dlatego wyjście do kuchni wydawało się najlepszym rozwiązaniem. Potrzebowała chwili, żeby ochłonąć, policzyć do dziesięciu i przestać budować w głowie scenariusze, które tylko niepotrzebnie ją nakręcały.
Zresztą najwyraźniej nie zdążyły się tam szczególnie zadomowić, skoro kilka chwil później wystarczyło, że Dante ją dotknął i zaproponował mały kompromis w postaci powrotu do domu na noc, a uśmiech natychmiast wrócił na jej twarz. Nie potrafiła też powstrzymać nagłego przypływu czułości. Była mu wdzięczna, że ją przytrzymał i pomógł zachować równowagę. Bo chyba rozwalona głowa — nieważne czyja — lejąca się krew i w konsekwencji atak paniki Norweżki były ostatnimi rzeczami, których w tej konkretnej chwili potrzebowali.
— Dziwnie mówisz „ja ciebie też” — odparła, cmokając go ostatni raz w usta. — Cóż, ona właśnie wyznała mu miłość trzy razy, a on w odpowiedzi stwierdził, że mógłby robić jej śniadanie. Byle tylko nie zbliżać się do tego konkretnego domu w York Mills.
— I to bardzo miłe z Twojej strony, że chcesz mnie przez kilka dni witać śniadaniem o piątej rano… ale chyba nie chcę cię torturować tak wczesnymi pobudkami, więc wystarczy mi tylko ta kolacja. Obiecuję, że nie będziemy siedzieć bardzo długo. A po powrocie… ładnie ci podziękuję za to, że byłeś taki grzeczny… — Ostatnie słowa wymruczała, sunąc nosem po jego szyi, aż dotarła nim do ucha, które po chwili czule ucałowała.
Zgodził się. I jeszcze miał zrobić jej jutro śniadanie!
Naprawdę była przekonana, że na wizytę u rodziców wybierze się sama, a tu proszę. Jakimś cudem znowu udało jej się go przekonać.
Reszta popołudnia minęła zaskakująco szybko. Skoro nie musieli zabierać zwierzaków ze sobą, wybrali się na dłuższy spacer, żeby Murphy i Olive mogli się wybiegać i załatwić swoje potrzeby. Potem przyszedł czas na prysznic, zmianę garderoby i niewiedząc kiedy, jechali już w stronę jej rodzinnego domu. Samochód prowadziła Elsa i to nie dlatego, że nie ufała umiejętnościom Dantego — przecież bardzo ładnie ich woził we Włoszech jak zaniemogła i niejednokrotnie także w Toronto. Tutaj chodziło raczej o brak zaufania, że na pewno dotrą do celu. Może niesłusznie, ale podejrzewała, że jakimś cudem chłopak mógłby skręcić w złą uliczkę i nagle znaleźliby się za miastem. A tak to nie miał wyjścia. Zwłaszcza, że Norweżka ostentacyjnie zablokowała drzwi w aucie, więc żeby faktycznie się z niego wydostać to musiałby albo wybić szybę i przez nią wyskoczyć, albo ogłuszyć swoją dziewczynę. I na całe szczęście, nie wpakowali się w żadne korki, więc dodatkowo Dante miał bardzo mało czasu, aby wymyśleć ewentualną trzecią opcję, bo po jakichś trzydziestu minutach, wjeżdżali już przez bramę.
— Bądź grzeczny… i pamiętaj, że cię kocham — powiedziała mu jeszcze przed wyjściem z auta, po czym poszła się przywitać z czekającą na nich na tarasie rodziną.
— Och, jesteście wreszcie. Już się bałam, że zgubiliście się po drodze. Dante, jak miło cię wreszcie zobaczyć! Mówiłam Elsie przez telefon, że jestem zazdrosna, że ciągle się widujesz z moim mężem, a ze mną jeszcze ani razu! — Blondwłosa kobieta zbliżyła się do chłopaka i uściskała go w geście powitania. Przez te ostatnie lata zdawała się w ogóle nie zmienić, w przeciwieństwie do pewnego wysokiego młodzieńca, którego to Dante mógł zapamiętać jako tego małego chłopca wpatrzonego w swoją siostrę jak w obrazek. Wyrósł, zmężniał i podczas kiedy Eline witała się z partnerem swojej córki, on zamknął Elsę w swoich ramionach, ukrywając twarz w jej kolorowych włosach.
— Tęskniłem… — wymamrotał, zaciskając dłonie na jej talii. I wtedy wydawało się, że drgnął niespokojnie, unosząc po chwili głowę i zawieszając wzrok na tym
nieodpowiednim facecie.
— Schudłaś…
— Co? Nie, niemożliwe. Regularnie wciągam słodycze i inne niezdrowe przekąski. Obstawiałabym, że raczej przytyłam.
— Czyli to jest twój główny jadłospis? Ciastka i paluszki? Elsa… — odezwał się nagle mężczyzna, który po przywitaniu z córką, stał przy wejściu z założonymi na torsie ramionami. Na Dantego kiwnął jedynie głową, ale najprawdopodobniej nie z własnej inicjatywy, a pod wpływem morderczego spojrzenia swojej żony.
— Ech nie, oczywiście, że nie. Dante świetnie gotuje tylko jak jestem w pracy to jedyne na co mam czas to na szybkie wsadzenie sobie ciastka do dzioba albo schrupanie trzech krakersów. Zresztą, nie mówmy o tym, dobra? Chyba mamy lepsze tematy do rozmów niż moje ciągnoty do niezdrowego żarcia. — Wywróciła teatralnie oczami, wyswobadzając się z objęć brata, który nie był zbytnio zadowolony z takiego obrotu sprawy, ale czego oczywiście Elsa nie dostrzegła, po czym podeszła do ukochanego i złapała go za rękę, aby zaraz wraz z nim wejść do środka, gdzie to mieszały się już przepyszne zapachy dzisiejszej kolacji.
Dante Levasseur