ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Sameer wysiadł z metra zdecydowanie później, niż miał w planach.
Nie było to szczególnie zaskakujące. Siódma trzydzieści wieczorem, na którą umówił się z siostrą, minęła jakieś półtorej godziny temu, a on nadal miał przed sobą kilka minut spaceru. Właściwie to pewnie więcej niż kilka, bo Toronto nocą wyglądało zupełnie inaczej niż w dzień, a A.J. miał tę nieszczęsną przypadłość, że nawet kiedy znał drogę, lubił sprawdzać, czy przypadkiem nie istnieje jakaś ciekawsza.
Wyszedł ze stacji i przez moment stał bez ruchu. Białe światła metra zostały za jego plecami, ale jeszcze przez chwilę migały mu pod powiekami. Poprawił pasek torby przewieszonej przez ramię i odgarnął włosy z twarzy, po czym ruszył przed siebie.
W uszach grała mu muzyka.
Słuchawki oczywiście były na kablu.
Nie dlatego, że chciał wyglądać jak jakiś pretensjonalny artysta, który odrzuca nowoczesną technologię na rzecz analogowego brzmienia. Shah po prostu nie pamiętał, żeby ładować te bezprzewodowe, a kiedy już jakimś cudem były naładowane, zazwyczaj po kilku dniach nie wiedział, gdzie je zostawił. Te tanie, przewodowe miał natomiast praktycznie w każdej kurtce. Kupował je przy okazji, kiedy poprzednie znikały w tajemniczych okolicznościach. Kabel plątał mu się teraz pod rozpiętą kurtką, zahaczając co jakiś czas o materiał koszulki.
Nie przejmował się tym.
Wyglądał zresztą całkiem dobrze jak na człowieka, który miał pojawić się na imprezie z opóźnieniem dochodzącym do dwóch godzin. Ciemna kurtka była niedbale narzucona na sprany T-shirt, spodnie układały się luźno na długich, szczupłych nogach, a włosy – jak zwykle – robiły dokładnie to, na co miały ochotę.
Po drodze kończył piwo. Pustą puszkę wyrzucił do śmietnika, bo jednak istniały pewne granice jego moralnego upadku. Nie uprawiał seksu bez zabezpieczenia i jak dotąd udało mu się nie przepracować ani jednego dnia w Starbucksie, McDonaldzie czy kinowym multipleksie. Nie zamierzał też śmiecić na ulicy, papieros był natomiast całkowicie uzasadniony. Zatrzymał się przed budynkiem, odpalił go i uniósł głowę. Mieszkanie. Które piętro? A.J. zmrużył oczy, próbując odczytać numerację z ciemnej fasady. Wyjął telefon, spojrzał na wiadomość od siostry i przeczytał ją jeszcze raz.

Trzecie piętro. 312. I tym razem naprawdę weź coś do picia.

- Wziąłem – mruknął do siebie.
Nie wziął.
Miał za to papierosy, pół paczki gum do żucia i skarpetki na zmianę, jakby siostra zdecydowała się go przenocować. Gdzieś na dnie torby schował się Canon IXUS, którego obiecał sobie nie zgubić. Zaciągnął się papierosem i spojrzał jeszcze raz na budynek. Gdzieś wysoko świeciło się kilka okien. Jedno z nich mogło należeć do niej.
Uśmiechnął się pod nosem.
Benji miała własne mieszkanie. Jeszcze niedawno wynajmowała, narzekała na czynsz, sąsiadów i pralkę, która według jej opisu nienawidziła wszystkich ubrań znajdujących się w jej szafie. A teraz kupiła sobie własne miejsce w Toronto i urządzała pierwszą imprezę. A.J. był z niej cholernie dumny. Oczywiście przy innych nigdy nie powiedziałby tego w taki sposób. Przynajmniej nie bez natychmiastowego dodania czegoś, co popsułoby moment.

Dopalił papierosa, zgasił go podeszwą i ruszył w stronę wejścia. Drzwi otworzyły się akurat, kiedy był kilka kroków od nich. Z budynku wyszła kobieta w długim płaszczu, z telefonem przy uchu. Na moment spojrzała na Sameera, a on spojrzał na nią. Nieznajoma uniosła lekko brwi, kiedy zauważyła papierosa w jego dłoni. A.J. uśmiechnął się. Ona nie odwzajemniła tego uśmiechu.
Touché.
Na klatce pachniało tak, jakby ktoś przesadził z odświeżaczem powietrza. Zdjął słuchawkę, wokal ucichł w jednym uchu. Z góry dało usłyszeć się przytłumione dźwięki. Muzyka, głosy, śmiech. A.J. zerknął na czas, westchnął ciężko, po czym ruszył po schodach, zamiast czekać na windę. Na drugim piętrze zatrzymał się na chwilę, żeby ponownie sprawdzić numer mieszkania. Minął kolejne stopnie, aż zatrzymał się przy drzwiach zza których dobiegała muzyka i czyjś głośny śmiech. Znajomych młodej dzielił według wielu kategorii. Byli ci, których lubił, grupa ta była jednak niewielka, ponieważ żeby być jej członkiem należało nie traktować go jak „starszego brata koleżanki”. Byli ci, których tolerował dla niej lub uważał za okropnie nudnych – stanowili oni większość. Było też kilka jednostek, których autentycznie nie znosił. Miał swoje powody, niekoniecznie racjonalne.
Poprawił włosy, wsunął telefon do kieszeni i jeszcze przez moment stał przed wejściem. Nacisnął klamkę, a drzwi ustąpiły bez najmniejszego oporu. Na korytarzu pod ścianą stało kilka par butów. Na wieszakach wisiały kurtki, jedna na drugiej. Poza tym nie było prawie nic. Żadnych obrazów, żadnych pamiątek ustawionych na półkach. Puste ściany i kilka kartonów odsuniętych w kąt. Jego siostra zdążyła kupić mieszkanie, zorganizować imprezę i zaprosić pół Toronto, ale najwyraźniej nie zdążyła jeszcze urządzić całej reszty.
A.J. kolejny raz zerknął na swój telefon. Nie był jakoś dramatycznie spóźniony. Był tylko bardzo nieelegancko spóźniony. Co, biorąc pod uwagę jego standardy, właściwie oznaczało punktualność.
Nie zamierzał – nawet mimo swojego spóźnienia – od razu wychodzić do ludzi. Najpierw potrzebował drinka. Albo dwóch. Jednego, żeby przestać czuć się jak człowiek, który właśnie wparował na imprezę z pustymi rękami. Drugiego – gdyby pierwszy nie wystarczył. Ruszył więc w stronę kuchni, która znajdowała się zaraz przy wejściu, mijając kolejne ślady przeprowadzki i życia, które dopiero zaczynało się tutaj rozgaszczać. Na jednym z nierozpakowanych pudeł ktoś odstawił kieliszek. Na parapecie stała samotna roślinka, a na stole piętrzyły się torby, pudełka i butelki przyniesione przez gości. Sameer zwolnił. Wino. Whisky. Gin. Jakieś prosecco. Wszystkie stały razem, cześć jeszcze w papierowych torbach, część przewiązana wstążkami. Prezenty. Przez chwilę stał nieruchomo, patrząc na ten cały alkoholowy ołtarzyk. Sam również miał coś kupić. Plan istniał. Intencja również. Zawiodło jedynie wykonanie, czyli ten element całego procesu, który zwykle sprawiał mu największe problemy.
Jego wzrok przesunął się po butelkach. Wyglądały niewinnie i zachęcająco. Jedna przez drugą prostowały swoje szyjki, smukłe i błyszczące w kuchennym świetle, jakby wszystkie doskonale wiedziały, że za chwilę któraś z nich będzie musiała poświęcić się dla większego dobra. A.J. wyciągnął rękę i zatrzymał ją kilka centymetrów nad butelkami. Nie powinien był tego robić. To był prezent. Prezent dla jego siostry! Czyli… właściwie dla niego również. W pewnym sensie. Przecież był jej bratem. Miał prawo uczestniczyć w procesie dystrybucji rodzinnych dóbr. Ostatecznie sięgnął po jedną z butelek wina. Nie wyglądała szczególnie osobowo. Ładna etykieta, jasna wstążka, mała kokardka przy szyjce. Idealnie. A.J. oderwał kokardkę jednym sprawnym ruchem i wsunął ją do kieszeni torby. Samą butelkę również schował w jej wnętrzu, po czym zapiął zamek. Problem rozwiązany. Zamierzał później osobiście wręczyć ją do jej rąk. Miał już nawet pomysł na minę, którą przy tym zrobi.
Na blacie ktoś urządził już całkiem przyzwoity, imprezowy bar. Kilka otwartych butelek stało obok siebie. Obok leżały limonki, jakieś plasterki cytryny, butelki z gazowanymi napojami i miska z… ciężko było powiedzieć co znajdowało się w misce. Po drugiej stronie blatu dzielnie pracowała kostkarka do lodu. Gdy Sameer wbił w nią wzrok, jak jakby próbowała pokazać swoją godność i potwierdzić za słowami producenta, że wcale nie jest zbyt mocno eksploatowana jak na jeden wieczór, wydała głuchy pomruk, a potem wypluła z siebie kilka kostek.
Papierowe i plastikowe kubki stały rozpakowane obok, gotowe do użycia, ale już sam ich widok odbierał mu ochotę na jakikolwiek alkohol. Były cienkie, przezroczyste i nie wyglądały jak coś, z czego pije się na imprezie, na której zamierza się zostać dłużej niż dwadzieścia minut. A.J. otworzył pierwszą szafkę, gdzie znalazł kilka talerzy i dwie miski. Dopiero w drugiej przywitała go niewielka kolekcja zwyczajnych szklanek i kubek, który rozpoznał od razu. Był brzydki. Nie w jakiś interesujący celowo brzydki sposób. Po prostu brzydki. Miał głupią grafikę i jeszcze głupszy napis. Sam go kupił. Jako prezent urodzinowy. Do dziś pamiętał jej minę. Nie powiedziała, że jej się nie podoba. Była zbyt dobrze wychowana. Powiedziała coś w rodzaju „ojej, dzięki”, a potem postawiła kubek na stole. Do dzisiaj uważał go za jeden z najgorszych prezentów, jakie kiedykolwiek komuś dał. Teraz jednak był w stanie patrzeć na niego z pewnym wzruszeniem. Zgarnął do niego kilka kostek lodu, a potem jak na starszego brata przystało dolał do urządzenia trochę wody. Dopiero wtedy sięgnął po gin. Butelka była już otwarta, a skoro stała otwarta, znaczyło to przecież, że była do wspólnego użytku. Nachylił ją nad kubkiem i nalał sobie solidną porcję, obserwując przez chwilę jak przezroczysty alkohol spływa pomiędzy kostkami lodu.

Samira Farhadi
Ostatnio zmieniony wt paź 20, 2026 11:18 am przez Sameer Shah, łącznie zmieniany 1 raz.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trzy
Shah kupiła mieszkanie. Swoje własne, pierwsze mieszkanie. I oczywiste było, że Samira się cieszyła, ekscytowała i co więcej, była pierwszą osobą, która ów mieszkanie widziała, przekonując przyjaciółkę do jego zakupu. A jednak nie umiała pozbyć się gorzkiego smaku zazdrości. Były swoimi równolatkami. Obydwie cieszyły się sukcesami. Były młode, zdolne, utalentowane i pracowite. Samira ukończyła doktorat w trybie przyspieszonym, będąc jedną z najmłodszych doktorek w historii nie tylko wydziału, ale i całego uniwersytetu. Co więcej, jej praca była na tyle dobra, że otrzymała propozycję etatu naukowego. Zimą, tego roku miał zostać wydany jej doktorat, o którym już teraz nie przestawało być głośno. Miała niespełna dwadzieścia sześć lat i była w stanie samodzielnie utrzymać się w dużym mieście. Wynajmowała mieszkanie, którego nie musiała z nikim dzielić, stać ją było na kota, nie musiała ograniczać ani zakupów książek, ani też irańskiego jedzenia, które w Toronto było cholernie i absurdalnie drogie. Żyła najlepszym możliwym życiem. Mało kto miał takie możliwości jak właśnie ona. I zdawała sobie z tego sprawę, była wdzięczna i poruszona. A jednak jakaś jej część zazdrościła najlepszej przyjaciółce. Nie było to ani feministyczne, ani w ogóle ludzkie. Samira jednak miała tę przypadłość, że była zazdrosna.
Od zawsze wyróżniająca się swoim pochodzeniem, poglądami, hidżabem, bądź jego brakiem, naukowymi osiągnięciami i całą resztą, przyzwyczajona była do tego, że to ona wiodła prym i jeśli już, to jej zazdroszczono.
Shah jednak miała wiele rzeczy, które Samira podziwiała, zawsze przy tym czując to samo ukłucie zazdrości. Seema była lubiana, była miła i towarzyska. Trafiała na fajnych facetów, miała dużą grupę znajomych i potrafiła nawiązać rozmowę dosłownie z każdym. Miała również wspaniałą rodzinę; cudownych rodziców, którzy wspierali ją na każdym kroku i równie utalentowanego, co ona brata, na którego zawsze mogła liczyć. A teraz miała również mieszkanie.

— Idę po drinka. — Oznajmiła, odbijając się od parapetów. Zachwiała się przy tym minimalnie, choć ani trochę nie czuła się jeszcze pijana, a później oskarżycielsko wymierzyła palec z Tinę. — Na trzeźwo nie zdzierżę ani jednego słowa więcej. — Nie żartowała. Tina od dobrych dziesięciu minut zachwycała się najgorszym sortem harlekinów, tłumacząc, że książki, w których kobiety są dominowane, w rzeczywistości są wyzwalające i mają emancypacyjny charakter. Samira uczestniczyła w tej rozmowie tylko i wyłącznie dlatego, że zaskoczyło ją, że Tina znała takie słowo jak emancypacja.
Skąd Shah znała takich ludzi?
Nie chciała wiedzieć. Shah miała jednak wielu przyjaciół i znajomych, głównie dlatego, że była miła i pomocna, a kiedy pytała ludzi co u nich słychać, była naprawdę ciekawa ich odpowiedzi. Czasem zastanawiała się nad tym, jak było to możliwe, że nie tylko się zaprzyjaźniły, ale co więcej, że ich przyjaźń przetrwała wszystkie te lata. Dzieliło je prawdopodobnie jeszcze więcej niż łączyło. Shah była miła, Farhadi również, ale wyłącznie dla kobiet. Shah często się uśmiechała i skupiała na pozytywach, Farhadi była ponura i siała defetyzm. Shah widziała w ludziach dobro, a Farhid wręcz przeciwnie, oskarżając ich przy tym o wszystko, co najgorsze i powtarzając, że ze wszystkich kiedykolwiek istniejących drapieżników na ziemi, to właśnie ludzie są najbardziej krwiożerczy.
Tym sposobem Shah mogła przyjaźnić się — a przynajmniej koleżankować — z kimś takim, jak Tina, która uważała, że wyrazem feminizmu jest fakt, że kobiety mogą czytać o swoich fantazjach, którymi oczywiście miało być dostanie klapsa od swojego przełożonego. Sami dla odmiany nie mogłaby się przyjaźnić z taką Tiną. Już teraz gryzła się w język, mając ochotę powiedzieć całej tej Tinie, że opresyjna, męska kultura najwidoczniej zjadła jej mózg, czyniąc z niej idealny produkt patriarchalnego świata, a jej feminizm jest niczym innym, jak robieniem dobrze kapitalistycznej popkulturze. Nie powiedziała jednak nic z tych rzeczy. Mogła być zazdrosna, że jej najlepsza przyjaciółka kupiła mieszkanie i właśnie organizowała w nim pierwszą imprezę, ale nie zrobiłaby jej tego. To miał być miły wieczór. I Shah właśnie na tym zależało. Dokładnie dlatego, Samira, zamiast powiedzieć cokolwiek więcej, ruszyła do kuchni, w drodze nie powstrzymując się przed przewróceniem oczyma i zrobieniem głupiej miny na samo wspomnienie bzdur, które wygadywała Tina.

— Chyba kurwa żartujesz. — Nie wytrzymała i wypaliła, wpatrując się w męskie plecy i butelkę dżinu, którą trzymał mężczyzna. . J e j . dżinu.
A później mężczyzna się odwrócił i twarz Samiry z zaciętej i wściekłej, nagle się wygładziła w czymś na kształt zdziwienia.
Wiedziała kim był. A.J. Brat jej najlepszej przyjaciółki. Pisarz. I prawdopodobnie jedyny mężczyzna na świecie, którego nie nienawidziła, choć do tego wcale nie zamierzała się przyznawać ani głośno, ani nawet po cichu, przed samą sobą.
Shah często mówiła, że kiedy tylko Sami będzie miała szansę poznać jej brata, zmieni zdanie co do mężczyzn i przekona się, że przynajmniej on jeden był inny. Opowiadała o nim zawsze w samych superlatywach, a Samira z charakterystyczną dla siebie upartością powtarzała, że A.J. z całą pewnością nie różni się od innych i jest tak samo popsuty, jak każdy facet. W rzeczywistości jednak indoktrynacja przyjaciółki przyniosła swój skutek i Samira rzeczywiście miała podejrzenie, że A.J. może się różnić od reszty swojego gatunku, w ten sposób stając się wyjątkiem potwierdzającym regułę.
I właśnie z tego samego powodu wyczekiwała dzisiejszej imprezy. Shah trąbiła na okrągło o tym, że w końcu dwie najważniejsze dla niej osoby — jej brat i jej najlepsza przyjaciółka — będą miały szansę się poznać. A Samira machała tylko na to ręką i ostrzegała przyjaciółkę przed rozczarowaniem. W rzeczywistości również wyczekiwała. W durnym odruchu zaczęła nawet przeglądać swoją szafę już kilka dni wcześniej, oczywiście tylko po to, aby wybrać z niej możliwie jak najnormalniejsze ubrania, aby nikomu nie przyszło do głowy, że postanowiła się wystroić na tę jedną okazję. Była ponad takie rzeczy, a strojenie się specjalnie dla jakiegokolwiek mężczyzny uważała za nic innego, jak przestępstwo przeciwko kobiecości.
A jednak była go ciekawa. I — choć w życiu by się do tego nie przyznała nawet przed samą sobą — chciała na nim zrobić dobre wrażenie. Tymczasem zaczęła od naskoczenia na niego za opijanie ją z dżinu, którego cholernie potrzebowała. Nie pozostało jej nic innego, jak się wytłumaczyć.
— Potrzebuję tego dżinu, w innym przypadku nie ręczę za siebie. Jakaś typiara tam opowiada, że Pięćdziesiąt twarzy Greya to literatura feministyczna, ponieważ pomaga kobietom zmierzyć się ze swoimi fantazjami. Zaraz okaże się, że stalking jest niczym innym, jak wyrazem romantyzmu. — Przewróciła oczami, a później zbliżyła się do Sameera, szklankę, którą dotychczas trzymała w dłoni, odstawiła na blat i przesunęła w jego kierunku. — Jak już się częstujesz dżinem, który miał być moją gwarancją przetrwania, to przynajmniej mi też polej.

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
pokaż na co cię stać
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Głos pojawił się za jego plecami dokładnie w momencie, w którym chłopak zdecydował, że jego drink będzie przyjemnie mocny. Zatrzymał butelkę w połowie ruchu w dół blatu i szybkim ruchem odwrócił głowę.
Dziewczyna stała kilka kroków dalej i patrzyła prosto na niego. Nie wyglądała, jakby miała ochotę się przedstawiać. Spodnie w panterkę przyciągnęły jego uwagę jako pierwsze. Długie, ciemne włosy opadały jej swobodnie na plecy. Biały top zostawiał odkryte ramiona i szyję, a pod cienkim materiałem nie było stanika. Była ładna. To była pierwsza, dość oczywista myśl.
- Słucham?
Dopiero wtedy przypomniał sobie, że jedna słuchawka nadal znajduje się z jego uchu. Wyciągnął ją i wsunął za dekolt koszulki. Druga, razem z poplątanym kablem zwisała luźno na wysokości brzucha. Jego muzyka ucichła wreszcie całkowicie.
Shah znał część znajomych swojej siostry. Niektórych nawet całkiem dobrze. Tę jednak widział pierwszy raz. A przynajmniej był prawie pewien, że widział pierwszy raz, bo gdyby już się znali, prawdopodobnie nie zaczynałaby rozmowy od „chyba kurwa żartujesz”. Chociaż z drugiej strony, nie znał wszystkich powodów, dla których ludzie mogli mieć do niego pretensje. Tinę znał za to aż za dobrze. Przez jakiś czas była jedną z tych koleżanek jego siostry, które przechodziły własną „fazę na orient”. Naturalne było więc to, że kiedy uznała moment za doskonały na poszerzenie horyzontów, zainteresowała się również nim. Miało to zostać między nimi. Mały sekret, żadnych konsekwencji, wszyscy zadowoleni. A.J. był świadomy tego, że Tina bezczelnie go wykorzystywała. Znajdował się jednak wtedy w takim miejscu swojego życia, że zupełnie mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Problem pojawił się dopiero wtedy, kiedy pewnego dnia jego siostra spojrzała na niego w sposób, który sugerował, że albo wie, albo wie wystarczająco dużo, żeby uznać, że wie.
Nigdy nie wchodzili w szczegóły. Poprosiła go tylko, żeby miał na uwadze dobrostan jej relacji z innymi. Od tamtej pory obowiązywał go nieoficjalny zakaz ściągania spodni przy koleżankach siostry. A.J. uważał, że była to reakcja nieproporcjonalna do sytuacji.
Spojrzał na pustą szklankę. Brunetka mówiła szybko, z tym rodzajem oburzenia, który sugerował, że temat zdążył już doprowadzić ją do szału. Co by nie powiedzieć – Sameer lubił ludzi, którzy mieli o czymś zbyt mocne zdanie.
- Przecież każdy wie, że „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to literatura feministyczna, bo napisała ją kobieta – powiedział to z zupełną powagą, a jednak rozbawienie błysnęło w jego oczach. – Tak samo wszystko, co ja piszę jest literaturą Dalekiego Wschodu. Perła w koronie królestwa. Imperium. Dziedzictwo. Herbatka o piątej – sięgnął po szklankę dziewczyny. – Tak to działa, prawda?
Już miał przechylić butelkę, kiedy nagle zawahał się. Odsunął ją nieco od szklanki i przyjrzał się etykiecie, obracając butelkę w dłoni. – To na pewno twoje? – spojrzał na nią. – Nie jest podpisane – jeszcze przez chwilę przyglądał jej się badawczo. – A poza tym pewna jesteś, że potrzebujesz alkoholu? – nie czekając na odpowiedź sięgnął po jej szklankę jeszcze raz. Zamiast jednak od razu nalać jej jej ginu, zwrócił się w stronę kostkarki. Wyciągnął palcami kilka kostek lodu i wrzucił je do środka. Jeśli czegokolwiek nauczył się podczas swojej kilkugodzinnej kariery barmana, to tego, żeby pod żadnym pozorem nie wkładać do lodu żadnego szkła. To była jedna z tych rzeczy, których nie zamierzał zapomnieć, nawet jeśli cała reszta tego doświadczenia zdążyła już wyparować.
– Tina kocha swoje romanse – stwierdził, po czym dolał jej do szklanki wszystko, co zostało z jej zapasów. Pusta butelka wylądowała na blacie, a A.J. sięgnął po Schweppsa, którego dolał do swojego kubka. Uniósł go w pytającym geście nie będąc pewnym z czym dziewczyna pije swój gin.
Gin z tonikiem był normalnym, oczywistym wyborem. Gin z sokiem pomarańczowym, colą czy energetykiem był profanacją. Wymyślny, słodki koktajl z ginem? Sameer pewnie by go wypił, ale udawałby, że cierpi.
Nie czekając na odpowiedź dolał tonik również do jej ginu. Chłodne, białe światło z listwy nad blatem odbiło się w szkle, kiedy przesunął drinka w jej stronę czubkami palców. Dłonie wciąż miał wilgotne po lodzie, który przed chwilą wyciągnął z kostkarki. Dwie krople wody zsunęły się niżej, kiedy odsunął rękę od szklanki. – Myślę, że możesz chcieć być trzeźwa, żeby wygrać tę dyskusję – zatrzymał na niej spojrzenie, tym razem odrobinę dłużej.

Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie usłyszał i była to kwestia słuchawek, czy zareagował w ten sposób, nie wierząc, że ktoś mógł się do niego zwrócić w ten sposób?
Samira nie wiedziała. Przez krótką chwilę po prostu patrzyła na niego, zastanawiając się, czy powinna się powtórzyć, ale przecież ostatecznie, odkąd okazało się, że stoi przed nią brat jej przyjaciółki, A.J., wcale nie miała ochoty tego robić. Dlatego przez kilka przedłużających się sekund, milczała, jakby zawieszona. Bo rzeczywiście to, co działo się teraz w jej głowie, przypominało zawieszenie się systemu.
Jej spojrzenie podążyło za splątanym kablem. Najpierw zatrzymało się przy dekolcie koszulki, gdzie ukryła się jedna z słuchawek, a później przebiegło w dół, do dolnej części jego brzucha, miejsca, w którym zwisała druga wraz z całym kłębowiskiem. Samira pomyślała, że korzystanie z takich słuchawek przyprawiłoby ją o psychiczną dewastację, a w najlepszym przypadku zawał. Nawet, teraz kiedy patrzyła na tę plątaninę, czuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu, będący wyrazem niczego innego, jak dyskomfortu.
Machnęła ręką, aby wyrazić, że nie było ważne to, co jeszcze przed chwilą powiedziała. Nie miała zwyczaju wycofywać się ze swoich słów. Wręcz przeciwnie, kiedy tylko ktoś skupiał na nich uwagę, Samira jeszcze raz je wypowiadała, często w zaostrzonej wersji, a im większe zdziwienie czy oburzenie wywoływała, tym bardziej była zadowolona. Teraz jednak nie powiedziała niczego kontrowersyjnego, a wykazała się wyłącznie brakiem kultury. I pewnie by jej to nie obeszło, gdyby miała do czynienia z kimkolwiek innym, ale przed nią stał A.J. I mogła się za to nienawidzić, ale chciała zrobić na nim dobre wrażenie. Oczywiście tylko i wyłącznie dlatego, żeby mógł stwierdzić, że jego siostra znalazła sobie mądrą i fajną przyjaciółkę.
Na jego stwierdzenie, po prostu parsknęła cichym śmiechem, od razu rozpoznając się w tym żarcie.
— I co więcej, to przełomowa powieść, bo dowodzi tego, że molestowanie ze strony szefa nie jest przemocą seksualną, tylko wyrazem kobiecej fantazji. — Dodała tym samym poważnym głosem. Rozbawione oczy zdradzały jednak, że żartowała w najlepsze. Z zainteresowaniem słuchała go dalej. — Zupełnie tak, jakby orientalizm Saida nigdy nie powstał. Fascynujące. — Orzekła może odrobinę zbyt teatralnym tonem, wyrażającym pełen zachwyt, a ostatnie słowo wypowiedziała z pełnią emfazy. Aż w końcu spoważniała, choć cień uśmiechu pozostał na jej ustach. — Więc jesteś pisarzem. — Orzekła mało odkrywczo. Wiedziała to zresztą. Bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, kim był, ale skoro sam A.J. niczego nie mówił — a przecież również musiał ją rozpoznać, prawda? — to dlaczego ona miałaby wyciągać to jako pierwsza? Mogli udawać nieznajomych albo po prostu pozostawić na chwilę swoje tożsamości w zawieszeniu.
Spojrzała na butelkę.
— Gdyby nie było, to z całą pewnością bym ci o tym nie powiedziała. — Odparła bez choćby chwili zastanowienia. A później również bez chwili zastanowienia, w ogóle przy tym nie myśląc, odebrała od niego butelkę, jednak wcale nie po to, aby samodzielnie nalać sobie alkoholu. Wsadziła gwint butelki do ust i obróciła ją pomiędzy swoimi wargami, po czym oddała mu butelkę, tym razem oznaczoną ciemno bordową szminką, którą była pomalowana. — Teraz już jest. — Podsumowała.
Na krótką chwilę spojrzenie zatrzymała na jego palcach, które ponownie ściskały teraz butelkę. Były długie i szczupłe, zakończone jasnymi paznokciami, które odznaczały się przy brązowej skórze. Jego dłonie wyglądały na miękkie i zadbane. Coś ścisnęło ją w podbrzuszu na myśl o tym, gdzie miło byłoby zobaczyć te palce. Kurwa, cholernie potrzebowała tego drinka. Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem nienawidziła się równie mocno, co w tej chwili.
— Z każdą chwilą coraz bardziej. — Niemal sapnęła, gotowa własnoręcznie podłożyć mu szklankę w ramach pospieszenia go, choć wcale nie było takiej potrzeby. Powinna odwrócić wzrok, ale zamiast tego wpatrywała się dalej, jak zahipnotyzowana w palce, pomiędzy którymi ślizgały się kostki lodu. Zdecydowanie było coś nie tak z tą kostkarką, lód wychodził zbyt mokry, jakby nie zdążył odpowiednio zamarznąć.
W końcu podniosła na niego wzrok wraz z tym, jak padło imię Tiny. Znał ją? Najwidoczniej. Sam domyślił się o kim mówiła. Gdyby jednak łączyło ich coś więcej niż zwykła znajomość, wiedziałaby o tym. Shah nie zamykałaby się na ten temat buzia.
— Nie zrobię tego. Nie będę z tobą, jako facetem obgadywać spieprzonego gustu laski, którą właśnie poznałam. Nie ma na to szans. — Nie wiedziała kogo musiała bardziej o tym zapewniać, czy siebie, czy jego. Spuściła wzrok, aby odebrać swojego drinka, znów niechybnie patrząc na te cholerne palce. Może właśnie dlatego sięgnęła po szklankę odrobinę za szybko, mimochodem zahaczając o zimną mokrą skórę. Było to jednak na tyle szybkie i nieznaczące, że Samira momentalnie podjęła decyzję, że pozostawi to bez komentarza. Uniosła szklankę, z której upiła kilka dużych łyków. Od razu lepiej.
— Po tym z pewnością trzeźwa nie będę. — Palcem wolnej dłoni uderzyła w szklankę. — Chyba jednak kibicujesz Tinie i łudzisz się, że to jej pomoże. — Tym razem to jej głos był poważny, ale oczy zdradzały, że wyłącznie żartowała. Jednym z bioder oparła się o kuchenny blat, po czym minimalnie wyciągnęła głowę w jego stronę. — Czy chcesz mi powiedzieć, że naprawdę uważasz, że potrzebuję być trzeźwa, aby wygrać dyskusję z blond uprzywilejowaną dziewczyną, która jest w swojej feministycznej erze, jednocześnie unikając słowa feminizm, ponieważ ma on negatywne konotacje i jest krzywdzący dla mężczyzn?

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
pokaż na co cię stać
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie, akurat nie – powiedział odruchowo. Zatrzymał się na moment, jakby dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdał sobie sprawę, że właśnie wszedł na teren, na którym jego wiedza o szeroko pojętej „feministycznej literaturze” zaczynała wyglądać wyjątkowo podejrzanie. Jego brwi zmarszczyły się delikatnie, kiedy zamknął oczy i uniósł lekko dłoń. – Znaczy… nie żebym czytał. Słyszałem – zawahał się. – Z opowieści… Z tego co słyszałem szef rzeczywiście był przedstawiany jako przemocowy. Autorka bardzo chciała, żebyśmy uznali, że kontrola jest romantyczna tylko i wyłącznie wtedy, kiedy odpowiednio dobrze oświetli się ją od strony pożądania.
A.J. spojrzał na dziewczynę z ukosa.
Kim ona właściwie była?
Nie bywał stałym elementem spotkań swojej siostry i jej koleżanek, a większość ich imion znał raczej z opowieści niż z rzeczywistego kontaktu. Z czasem wszystkie te historie zaczęły zlewać mu się w jedną osobę. Nie zawsze pamiętał już, która była ta wysoka, która miała chłopaka, z którą siostra się pokłóciła i która właśnie przeszła na tak restrykcyjną dietę, że pod żadnym pozorem nie można było przy niej zaproponować zamówienia… właściwie czegokolwiek.
Były takie, które wydawały mu się całkowicie obojętne. Były też takie, za którymi nie przepadał, chociaż gdyby minął je następnego dnia na ulicy, prawdopodobnie nie potrafiłby wskazać palcem żadnej z nich i wypowiedzieć jej imienia bez zgadywania.
Tej zdecydowanie nie pamiętał.
Uśmiechnął się pod nosem i sięgnął do kabla zwisającego spod koszulki. Jednym kliknięciem zatrzymał muzykę.
To również było coś, w czym słuchawki na kablu wygrywały z tymi wszystkimi nowoczesnymi wynalazkami. Wystarczył jeden guzik, żeby zatrzymać playlistę i ona naprawdę się zatrzymywała. Bez aplikacji, bez szukania telefonu i bez zastanawiania się, czy urządzenie właśnie postanowiło połączyć się z laptopem stojącym w drugim pokoju.
- Myślę, że możemy dyskutować o tym, czy w ogóle istnieje cokolwiek, z czego nie zrobiono filmu… Ja na przykład – wskazał obiema dłońmi na siebie – nie istnieję. A jeśli Tina jest po swoim czwartym drinku – nigdy mnie tu nie było.
Sameer nie próbował udawać skromności. Na jego twarzy pojawił się ten sam rodzaj zadowolenia, który zwykle towarzyszył mu, kiedy ktoś poruszał temat, na który miał zdecydowanie za dużo do powiedzenia. – Obecnym, przyszłym, wielkim… - wyliczył z pewnym namysłem. – Ale dzisiaj jestem tylko starszym bratem – zsunął torbę z ramienia i odstawił ją pod ścianę, opierając o bok kuchennego blatu. Coś ciężkiego uderzyło w płytki. Wino, które przed kilkoma minutami ukrył w środku, przypomniało o swoim istnieniu.
Kurtkę również miał zamiar zaraz zdjąć, ale zanim to zrobił, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Przezornie wsunął ją do tylnej kieszeni spodni. Jeśli był balkon, prędzej niż później zamierzał na niego trafić. Najlepsza część każdej przyzwoitej imprezy odbywała się przecież albo w kuchni, albo właśnie tam. Dopiero wtedy z siebie okrycie wierzchnie.- Starszym, bardzo spóźnionym bratem mojej młodszej siostry.
Już otwierał usta, żeby zapytać ją o imię. Albo nazwisko. Albo zawód. Chociaż zawód wydawał mu się nagle wyjątkowo banalnym pytaniem jak na kogoś, kto przed chwilą wszedł do kuchni i zaczął rozmawiać z nim o Saidzie. Nie zdążył jednak wybrać niczego bardziej interesującego. Dziewczyna odebrała mu butelkę z rąk. Brwi Sama wystrzeliły do góry, a z jego ust wyrwało się ciche parsknięcie niedowierzania. Kurtka opadła na podłogę, zaraz obok torby.
- Och. Wow – patrzył jak wsadza gwint butelki do ust, obraca go między wargami, a potem jak bez najmniejszego skrępowania oddała mu alkohol. Spojrzał na butelkę i ciemnoczerwony ślad szminki, a potem znowu na nią. – Powinienem się teraz z tego napić, czy…? – przechylił lekko głowę. – Właściwie chyba powinienem. Jeśli bary są nowymi kościołami, kobieca szminka na szkle to witraże – stwierdził. Zdecydowanie mniej święte, ale o wiele bardziej ciekawe. Przesunął kciukiem po etykiecie, omijając ciemny ślad.
- To boli. Całe życie przygotowuje się do tego, żeby być ocenianym za moje poglądy, a nie za płeć. Trudne czasy dla intelektualistów… - uśmiechnął się pod nosem. – Poza tym nie wiem, czy to w ogóle jest obgadywanie. Rozmawiamy. I prawdopodobnie nie powiemy niczego, czego już jej nie powiedziałaś. A jeśli przez chwilę przyjmiemy, że historycznie kobiety miały trochę ograniczone możliwości swobodnego wyrażania opinii… To chyba wręcz feministyczne byłoby dać im więcej przestrzeni do komunikacji. Nawet jeśli byłaby to komunikacja na temat spieprzonego gustu innej osoby – zawiesił spojrzenie gdzieś ponad jej ramieniem. – Zresztą ja jestem całkowicie pro-Tina. Ludzie powinni mieć prawo do własnego gustu. Każdego. Nawet jeśli większość ludzi ma zły gust. To ich święte prawo. Tak jak moje, żeby ten gust oceniać i nie zgadzam się na to, żebyś ograniczała siebie lub mnie w tej dyskusji.
Założył ręce na piersi, a po chwili jedna z nich powędrowała do góry, przeczesując włosy. Czuł, że powiedział wystarczająco dużo, żeby obronić swoje i jej prawo do plotkowania.
- Hej, możesz nie wypowiadać słowa na „f” na głos? – poprosił. Przesunął się o kilka kroków do tyłu razem ze swoim drinkiem i oparł o blat plecami. Stąd miął na dziewczynę znacznie lepszy widok. – Jeśli mam być szczery, nie uważam, żebyś była w stanie wygrać tej dyskusji. A już na pewno nie wtedy, kiedy dołączę do drużyny „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. A jestem o tyle – pokazał między kciukiem a palcem wskazującym naprawdę niewielką odległość – żeby to zrobić - opuścił dłoń, a później napił się swojego drinka. – W końcu właśnie zostałem dyskryminowany ze względu na płeć. Mam obowiązek się zaangażować.
Jego wzrok zatrzymał się na szklance, którą kobieta trzymała w dłoni. Przezroczyste szkło prawie znikało w słanym kuchennym świetle, ale na jego krawędzi wciąż dało się dostrzec ciemny ślad szminki. Ledwie widoczny, teraz jednak wiedział, że tam jest. Przeniósł spojrzenie na butelkę.
- Chociaż właściwie… Dlaczego ty w ogóle pijesz gin z tonikiem? – zmarszczył lekko brwi. – Nie powinnaś chcieć Aperola? Albo jakiegoś prosecco? Nie wiem. Co wy, dziewczynki, teraz pijecie? – ostatnie słowa wypowiedział z zupełnie poważną miną, po czym sam nie wytrzymał i uśmiechnął się. – Pytam wyłącznie z troski o twoją reprezentację płci. Chyba, że starasz się być na siłę inna niż wszystkie – przez chwilę mierzył ją wzrokiem, niespiesznie przesuwając spojrzenie od parterowych spodni, przez biały top, aż po twarz. – Chociaż nie musisz. Już jesteś. A z racji tego, że jestem facetem i najwyraźniej przypadła mi dziś rola reprezentanta męskiego punktu widzenia, czuję się odpowiedzialny, żeby powiedzieć ci jak jest – posłał brunetce kolejny uśmiech.

Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie wierzę! — Odparła momentalnie. Zrobiła to głośno, ze śmiechem, którego teraz już nie powstrzymywała i z autentycznym rozbawieniem malującym się na jej twarzy. — Czytałeś! Właśnie się zdradziłeś z tym, że to czytałeś! — Dodała z prawdziwym podekscytowaniem, nie odrywając od niego ani na moment roziskrzonych oczu, po czym raz jeszcze się roześmiała, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Oczywiście wyłącznie w ramach zawodowej ciekawości. To było badanie rynku, tak? — Spytała szybko, ale nie dała mu możliwości odpowiedzieć, bo już po chwili zmrużyła oczy, wbijając w niego podejrzliwe spojrzenie. — Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że czytałeś to i fantazjowałeś o asystentce, która pragnęła zostać zdominowana przez swojego szefa? — Jej głos zmienił się na podejrzliwy. Tylko kącik jej ust, który zadrżał, zdradził ją, że wciąż żartowała. — O ile można o tym mówić jako o jej własnym pragnieniu. Bo umówmy się, rzekome pragnienie kobiet, aby zostać zdominowanymi i pozostać uwikłanymi w relacji władzy jest sztucznie wykreowaną fantazją, którą stworzyli mężczyźni, aby jak zawsze zaspokoić swoje potrzeby. — Z tym jednym akurat nie żartowała. Samira rzeczywiście w to wierzyła i właśnie dlatego tak bardzo wściekała się na książki, które promowały tego typu fantazje, pozbawiając je przy tym całkowicie kontekstu. A kontekst był taki, że kobiety od zawsze były dominowane przez mężczyzn (i to nie tylko seksualnie) i nie miały przy tym żadnego pola manewru.
Spuściła na chwilę z niego spojrzenie, aby raz jeszcze zerknąć na słuchawki, na których zatrzymał muzykę. Trochę żałowała, bo przyszło jej przez myśl, że gdyby jeszcze tu chwilę postali, mogłaby zbliżyć się do niego i sięgnąć po tę słuchawkę, którą włożył za dekolt koszulki i włożyć ją sobie do swojego ucha pod pozorem sprawdzenia czego słuchał. Nie, to był głupi pomysł. Może jednak dobrze, że zatrzymał muzykę.
Ocknęła się już po chwili, powracając spojrzeniem do jego twarzy, choć w ciele czuła wstyd za samą swoją myśl, która chwilę temu ją nawiedziła. I to właśnie przez nią, przez krótki moment, nie była pewna o czym A.J. w ogóle mówił.
— I wyglądasz na zachwyconego tym stanem. — Zauważyła, wracając do siebie. — Nie uważasz, że przekaz kina ma jednak pewne ograniczenia i przez to nie jest w stanie oddać niuansów i subtelności, które umie przedstawić wyłącznie literatura? Myślę, że ostatecznie tych najwybitniejszych książek nie da się zekranizować. — Mówiła szczerze i równie szczerze zainteresowana była tym, co sam A.J. uważał na ten temat. Ona sama lubiła kino. Szczególnie to niszowe, które puszczano wyłącznie w małych, studyjnych kinach. Potrafiła na filmach się wzruszać, płakać niczym kanadyjski bóbr albo dla odmiany śmiać się w głos. A jednak książka pozostawała książką. Słowa miały moc, której obrazy nie były w stanie oddać.
— Czyli rozumiem, że to nie jest ten moment, w którym powinnam się ciebie pytać nad czym teraz pracujesz… — Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, a jednak nie bez powodu zdanie zdawało się być urwane, jakby Samira robiła na jego końcu miejsce dla znaku zapytania.
Na chwilę przeniosła wzrok na jego torbę, w które coś ciężkiego uderzyło o płytki, ale już po chwili, powróciła spojrzeniem do mężczyzny, przyłapując się na tym, że być może przyglądała się jemu odrobinę zbyt ciekawsko. Ale po prostu b y ł a ciekawa. Był bratem jej najlepszej przyjaciółki, o którym regularnie słuchała. Przyjemnie było teraz zestawić te wyobrażenia ze stanem realnym.
Zaśmiała się cicho i krótko na jego uwagę. Miała przestać mu się przyglądać, ale teraz nie umiała tego zrobić. Wręcz przeciwnie, wpatrywała się w jego ciemne oczy, które doskonale znała, ponieważ nie różniły się niczym od oczu jego siostry i myślała o tym, co powiedział.
— Szminka na szkle będąca witrażem. Nigdy nie pisałeś wierszy? To by pasowało. — Wiedziała już teraz, że będzie to zdanie, z którym wyjdzie z dzisiejszej imprezy i które zapisze w jednym ze swoich notatników, choćby miała nigdy jego nie wykorzystać.
Upiła kolejnego łyka drinka, ale jeszcze zanim zdążyła oderwać usta od szklanki, już głośno mruknęła, w ten sposób dając mu do zrozumienia, że koniecznie musi wejść mu w słowo.
— Witaj w świecie kobiet. My od zawsze jesteśmy oceniane wyłącznie z uwagi na płeć. Nareszcie przyszła pora na zemstę. — Tylko w ten sposób można było to wyrównać. Samira wcale nie żartowała. Nie wierzyła w równość. Nie chciała równości. I przede wszystkim po tylu latach męskiej dominacji, równość zwyczajnie nie była możliwa.
Przechyliła głowę, uważnie go słuchając. Cholera! Nie uważała, aby miała jakiekolwiek prawo obgadywać Tinę i naprawdę nie chciała tego robić, ale Sam… Sam właśnie w tym momencie ją kupił. Był zabawny, inteligentny i widział to, co dla innych pozostawało niewidoczny. Naprawdę był inny. Jego siostra miała pieprzoną rację i teraz Samira wpatrywała się w niego z uśmiechem, gotowa mu ulec. Na koniec jednak się zaśmiała, kręcąc głową.
— To okropne! Cieszy cię okropny gust innych, bo w ten sposób jesteś jeszcze bardziej zadowolony ze swojego, dobrego! — Wytknęła mu, robiąc to z lekkością, z jaką nie miała w zwyczaju czegokolwiek wytykać. Samira w końcu zwykle robiła to natarczywie i z wyrzutem. — Ja mam odwrotnie. Boli mnie, że wykształcone i inteligentne dziewczyny są tak silnie zakorzenione w androcentrycznej kulturze, że emancypację — tutaj nakreśliła w powietrzu nawiasy — postrzegają z takiej perspektywy, z jakiej to mężczyźni chcą, aby kobiety ją postrzegały. To niczym się nie różni od ludzi, którzy kupują elektryczne samochody i uważają, że dzięki temu są ekologiczni! Albo ludzie, którzy w sieciówkach kupują ubrania, które są rzekomo z recyklingu!
Zaraz też zaśmiała się. Uniosła obie ręce do góry. Jej drink zakołysał się w szklance, odrobinę się przy tym wylewając, ale Samira ani trochę się tym nie przejęła.

— Wybacz, poniosło mnie. — Stwierdziła, próbując zachować powagę, po czym upiła trochę dżinu. Znów roześmiała się głośno. — Dla niepoznaki lepiej by było, żebyś dołączył do drużyny anty Grey, bo znowu zbliżasz się niebezpiecznie do fantazjowania o sekretarce.
A później ona również spojrzała na swoją szklankę i znajdującego się w niej drinka. Odpowiedź była prosta: lubiła ten smak. Tylko Samira wiedziała, że z początku wcale tak nie było, ale dżin i tonik utożsamiany był jako męski drink, kojarzony z Churchillem i Bogartem zdawał się być kwintesencją męskiej energii.
— W ogóle nie jesteś na czasie i nie wiesz nic o tym jakie alkohole piją teraz młodzi ludzie. — Pokręciła głową z rozczarowaniem. — Pomijając fakt, że od alkoholu, jak widać, — tu uniosła swoją szklankę — się odchodzi, to do tego teraz jest moda na jak najmniej kaloryczne drinki. Wiesz, że powstało już piwo o obniżonej zawartości kalorycznej? Czekam jeszcze na wódkę z białkiem.
A później, niespodziewanie dla samej Samiry, uśmiech ześlizgnął się jej z ust. Sameer dalej żartował. I jego żart nie zrobił na niej wrażenia. Zrobiło to jego spojrzenie, sposób, w jaki zmierzył ją wzrokiem, jak przesunął nim po jej sylwetce, wywołując w jej ciele długi, przeciągły dreszcz, którego kumulację Samira poczuła pomiędzy swoimi nogami. Przechyliła głowę.
— Wiesz, usłyszeć od faceta, który na wzór Churchilla pije dżin z tonikiem, że jest się inną od wszystkich to prawdziwy komplement. Uważaj, bo jeszcze zaraz pomyślę, że zamiast mnie zmansplainingować, chcesz mnie po prostu poderwać.

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
pokaż na co cię stać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”