Urodziła się w Toronto, ale to Nowy Orlean stał się na lata jej domem. Wyjechała tam razem z częścią rodziny, kiedy ich życie postanowiło wejść w etap, który można by zatytułować „zobaczmy, co się stanie, jeśli przeniesiemy wszystkie problemy w inne miejsce”. Jak się okazało, problemy mają całkiem niezłe zdolności adaptacyjne.
Luizjana zaoferowała mnóstwo powodów, żeby zostać tam po osiągnięciu dorosłości. Miasto szybko Vilę wciągnęło — muzyką, ludźmi, mistycznym klimatem i ogólną atmosferą, jakby pasowała tam z tymi swoimi absurdalnymi pomysłami i wiarą w to, że światem rządzi coś magicznego.
Zwłaszcza że ludzkie emocje to przecież magia, często wymykają się logice.
Nie mogła zostać wróżką, więc postanowiła trochę postudiować – konkretnie psychologię, bo jak to się mówi: najczęściej człowiek chce zostać psychologiem, aby pomóc sobie. Nawet te studia skończyła, a później zaczęła zastanawiać się, co zrobić z własnym życiem, bo nagle wszystko ją przytłoczyło – wizja prowadzenia własnego gabinetu, niezorganizowanie, brak umiejętności wyrzucenia emocji z głowy, kryzys w związku i inne niepowodzenia. Postanowiła, że zrobi doktorat. Z neuropsychologii! Bo przecież skoro już potrafi spędzać pół nocy na roztrząsaniu rzeczy, które nikogo poza nią nie obchodzą, równie dobrze może dostać za to tytuł naukowy. Nie żeby zaburzenia tego rodzaju nikogo nie obchodziły, bo jak się okazuje, obchodzą mnóstwo ludzi. I może wyszło tak też trochę dlatego, że nadal nie znalazła odpowiedzi na pytanie, co z nią nie tak i dlaczego nie potrafi doprowadzić niczego do końca ani jakoś usystematyzować własnego życia.
Kiedy problemy związkowe się pogłębiły, a Vila zorientowała się, że tak właściwie została w mieście całkiem sama, bez rodziny, w dodatku aktualne relacje zaczynają się rozpadać, uznała, że nadszedł czas, by coś zmienić.
Wróciła do Toronto. Przeniosła się na tutejszą uczelnię, gdzie zaproponowano jej lepsze warunki do dalszej pracy. Przynajmniej tak brzmi oficjalna wersja, którą można podać przy rodzinnym stole bez wywoływania dodatkowych pytań. I nie jest to kłamstwo – naprawdę zależy jej na doktoracie, naprawdę miała powody, by zmienić uczelnię i naprawdę lubi myśleć, że jej decyzje są starannie przemyślane. To, że czasami podejmuje je pod wpływem impulsu, to tylko szczegół. To posunięcie przemyślała naprawdę dogłębnie.
Często zgrywa niepoważną, bo tak jej się łatwiej funkcjonuje, ale to nie tak, że jest nieszczęśliwym klaunem, który skrywa dramat pod każdym dowcipem. Vila naprawdę lubi życie. Cieszą ją małe rzeczy, fascynują ją ludzie i potrafi znaleźć coś zabawnego w sytuacjach, w których inni widzą wyłącznie katastrofę. Jej radość nie jest fałszywa. Po prostu czasami staje się również wygodną zasłoną, za którą można schować to, o czym nie ma się ochoty rozmawiać.
Podczas swojego pierwszego rozkładu wyciągnęła trzy karty: Maga – kartę pomysłowości, wykorzystywania dostępnych zasobów i przekuwania idei w działanie; Głupca – w której widzi nie tyle symbol naiwności, ile odwagę do zaczynania od nowa. Przy okazji uważa, że każdy czasem potrzebuje zrobić coś kompletnie nierozsądnego, żeby przekonać się, dokąd go to zaprowadzi; i Księżyca – kartę intuicji, niepewności, ukrytych lęków i tego, co trudno jednoznacznie odczytać. Bo przecież Vila lubi analizować ludzkie emocje, ale sama nie zawsze potrafi się z nimi skonfrontować.
Ciekawostki
✦ Jej konikiem jest tarot. Stawia go ludziom online, oczywiście nie za darmo. Siedzi w tym po uszy, często się zdarza, że ni stąd, ni zowąd rzuca w trakcie rozmowy odklejonymi komentarzami nawiązującymi do kart albo zaczyna opowiadać o czymś związanym z astrologią czy horoskopami. To nie tak, że bezmyślnie się tym kieruje, traktuje to raczej jako ciekawą formę interpretowania ludzkich doświadczeń i pretekst do rozmowy o emocjach, relacjach czy rozterkach, z którymi ktoś akurat się mierzy. Karty nie podejmą za nikogo decyzji, ale mogą pomóc zadać sobie kilka pytań, które wcześniej nie wpadłyby do głowy. A że Vila lubi przy tym dorzucić jakąś astrologiczną ciekawostkę albo zasugerować, że retrogradacja Merkurego to idealny moment, by przestać pisać do byłego, to już zupełnie inna sprawa.
✦ Powiedzmy, że wierzy w magię. Nie wiadomo tylko jaką.
✦ Wierzy też w moc ziół i tworzy sobie jakieś mieszanki, herbatki ziołowe, które potem parzy w fikuśnych dzbanuszkach, które kupuje bez opamiętania na pchlim targu, jeśli tylko jakiś jej się spodoba.
✦ Odpręża ją oglądanie bajek Pixara. A przy okazji uważa, że Muffinka z
Bluey wykazuje cechy neuroatypowe.
✦ Uwielbia gry terenowe. Podchody, zagadki, poszukiwanie skarbów, escape roomy zwykłe i w plenerze – im więcej biegania, kombinowania i ryzyka, że skończy się błotem na spodniach, tym lepiej.
✦ Nie wygląda na taką, ale na koncercie metalowym będzie rozpychać się łokciami w samym środku pogo – i będzie znać wszystkie teksty. Żeby było zabawnie, uwielbia też stare hity disco. I Nickelback też. I ogólnie słuchać głośno muzyki i tańczyć przy tym. Ze słuchawkami się nie rozstaje. W dodatku śpiewa pod prysznicem, często piosenki z bajek, ale nie tylko.
✦ Ma podejrzanie rozbudowaną wiedzę na tematy, o które nikt nigdy nie pyta. Potrafi przez kwadrans przekonywać (i to za pomocą całkiem logicznych argumentów), że niektóre dinozaury miałyby dziś ogromne szanse na karierę w show-biznesie albo opowiedzieć historię dziwacznego zwyczaju z drugiego końca świata lub wyjaśniać, na czym polegają połączenia z poprzednimi wcieleniami, które odkrywa się podczas hipnozy regresyjnej, a przy tym bez mrugnięcia okiem wspomnieć poważnym tonem o Reptilianach. Nie zawsze wiadomo, skąd bierze te informacje. Ona sama twierdzi, że z badań. Najważniejsze, że nie wierzy w płaską Ziemię.