ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

jeden


Sameer wysiadł z metra zdecydowanie później, niż miał w planach.
Nie było to szczególnie zaskakujące. Siódma trzydzieści wieczorem, na którą umówił się z siostrą, minęła jakieś półtorej godziny temu, a on nadal miał przed sobą kilka minut spaceru. Właściwie to pewnie więcej niż kilka, bo Toronto nocą wyglądało zupełnie inaczej niż w dzień, a A.J. miał tę nieszczęsną przypadłość, że nawet kiedy znał drogę, lubił sprawdzać, czy przypadkiem nie istnieje jakaś ciekawsza.
Wyszedł ze stacji i przez moment stał bez ruchu. Białe światła metra zostały za jego plecami, ale jeszcze przez chwilę migały mu pod powiekami. Poprawił pasek torby przewieszonej przez ramię i odgarnął włosy z twarzy, po czym ruszył przed siebie.
W uszach grała mu muzyka.
Słuchawki oczywiście były na kablu.
Nie dlatego, że chciał wyglądać jak jakiś pretensjonalny artysta, który odrzuca nowoczesną technologię na rzecz analogowego brzmienia. Shah po prostu nie pamiętał, żeby ładować te bezprzewodowe, a kiedy już jakimś cudem były naładowane, zazwyczaj po kilku dniach nie wiedział, gdzie je zostawił. Te tanie, przewodowe miał natomiast praktycznie w każdej kurtce. Kupował je przy okazji, kiedy poprzednie znikały w tajemniczych okolicznościach. Kabel plątał mu się teraz pod rozpiętą kurtką, zahaczając co jakiś czas o materiał koszulki.
Nie przejmował się tym.
Wyglądał zresztą całkiem dobrze jak na człowieka, który miał pojawić się na imprezie z opóźnieniem dochodzącym do dwóch godzin. Ciemna kurtka była niedbale narzucona na sprany T-shirt, spodnie układały się luźno na długich, szczupłych nogach, a włosy – jak zwykle – robiły dokładnie to, na co miały ochotę.
Po drodze kończył piwo. Pustą puszkę wyrzucił do śmietnika, bo jednak istniały pewne granice jego moralnego upadku. Nie uprawiał seksu bez zabezpieczenia i jak dotąd udało mu się nie przepracować ani jednego dnia w Starbucksie, McDonaldzie czy kinowym multipleksie. Nie zamierzał też śmiecić na ulicy, papieros był natomiast całkowicie uzasadniony. Zatrzymał się przed budynkiem, odpalił go i uniósł głowę. Mieszkanie. Które piętro? A.J. zmrużył oczy, próbując odczytać numerację z ciemnej fasady. Wyjął telefon, spojrzał na wiadomość od siostry i przeczytał ją jeszcze raz.

Trzecie piętro. 312. I tym razem naprawdę weź coś do picia.

- Wziąłem – mruknął do siebie.
Nie wziął.
Miał za to papierosy, pół paczki gum do żucia i skarpetki na zmianę, jakby siostra zdecydowała się go przenocować. Gdzieś na dnie torby schował się Canon IXUS, którego obiecał sobie nie zgubić. Zaciągnął się papierosem i spojrzał jeszcze raz na budynek. Gdzieś wysoko świeciło się kilka okien. Jedno z nich mogło należeć do niej.
Uśmiechnął się pod nosem.
Benji miała własne mieszkanie. Jeszcze niedawno wynajmowała, narzekała na czynsz, sąsiadów i pralkę, która według jej opisu nienawidziła wszystkich ubrań znajdujących się w jej szafie. A teraz kupiła sobie własne miejsce w Toronto i urządzała pierwszą imprezę. A.J. był z niej cholernie dumny. Oczywiście przy innych nigdy nie powiedziałby tego w taki sposób. Przynajmniej nie bez natychmiastowego dodania czegoś, co popsułoby moment.

Dopalił papierosa, zgasił go podeszwą i ruszył w stronę wejścia. Drzwi otworzyły się akurat, kiedy był kilka kroków od nich. Z budynku wyszła kobieta w długim płaszczu, z telefonem przy uchu. Na moment spojrzała na Sameera, a on spojrzał na nią. Nieznajoma uniosła lekko brwi, kiedy zauważyła papierosa w jego dłoni. A.J. uśmiechnął się. Ona nie odwzajemniła tego uśmiechu.
Touché.
Na klatce pachniało tak, jakby ktoś przesadził z odświeżaczem powietrza. Zdjął słuchawkę, wokal ucichł w jednym uchu. Z góry dało usłyszeć się przytłumione dźwięki. Muzyka, głosy, śmiech. A.J. zerknął na czas, westchnął ciężko, po czym ruszył po schodach, zamiast czekać na windę. Na drugim piętrze zatrzymał się na chwilę, żeby ponownie sprawdzić numer mieszkania. Minął kolejne stopnie, aż zatrzymał się przy drzwiach zza których dobiegała muzyka i czyjś głośny śmiech. Znajomych młodej dzielił według wielu kategorii. Byli ci, których lubił, grupa ta była jednak niewielka, ponieważ żeby być jej członkiem należało nie traktować go jak „starszego brata koleżanki”. Byli ci, których tolerował dla niej lub uważał za okropnie nudnych – stanowili oni większość. Było też kilka jednostek, których autentycznie nie znosił. Miał swoje powody, niekoniecznie racjonalne.
Poprawił włosy, wsunął telefon do kieszeni i jeszcze przez moment stał przed wejściem. Nacisnął klamkę, a drzwi ustąpiły bez najmniejszego oporu. Na korytarzu pod ścianą stało kilka par butów. Na wieszakach wisiały kurtki, jedna na drugiej. Poza tym nie było prawie nic. Żadnych obrazów, żadnych pamiątek ustawionych na półkach. Puste ściany i kilka kartonów odsuniętych w kąt. Jego siostra zdążyła kupić mieszkanie, zorganizować imprezę i zaprosić pół Toronto, ale najwyraźniej nie zdążyła jeszcze urządzić całej reszty.
A.J. kolejny raz zerknął na swój telefon. Nie był jakoś dramatycznie spóźniony. Był tylko bardzo nieelegancko spóźniony. Co, biorąc pod uwagę jego standardy, właściwie oznaczało punktualność.
Nie zamierzał – nawet mimo swojego spóźnienia – od razu wychodzić do ludzi. Najpierw potrzebował drinka. Albo dwóch. Jednego, żeby przestać czuć się jak człowiek, który właśnie wparował na imprezę z pustymi rękami. Drugiego – gdyby pierwszy nie wystarczył. Ruszył więc w stronę kuchni, która znajdowała się zaraz przy wejściu, mijając kolejne ślady przeprowadzki i życia, które dopiero zaczynało się tutaj rozgaszczać. Na jednym z nierozpakowanych pudeł ktoś odstawił kieliszek. Na parapecie stała samotna roślinka, a na stole piętrzyły się torby, pudełka i butelki przyniesione przez gości. Sameer zwolnił. Wino. Whisky. Gin. Jakieś prosecco. Wszystkie stały razem, cześć jeszcze w papierowych torbach, część przewiązana wstążkami. Prezenty. Przez chwilę stał nieruchomo, patrząc na ten cały alkoholowy ołtarzyk. Sam również miał coś kupić. Plan istniał. Intencja również. Zawiodło jedynie wykonanie, czyli ten element całego procesu, który zwykle sprawiał mu największe problemy.
Jego wzrok przesunął się po butelkach. Wyglądały niewinnie i zachęcająco. Jedna przez drugą prostowały swoje szyjki, smukłe i błyszczące w kuchennym świetle, jakby wszystkie doskonale wiedziały, że za chwilę któraś z nich będzie musiała poświęcić się dla większego dobra. A.J. wyciągnął rękę i zatrzymał ją kilka centymetrów nad butelkami. Nie powinien był tego robić. To był prezent. Prezent dla jego siostry! Czyli… właściwie dla niego również. W pewnym sensie. Przecież był jej bratem. Miał prawo uczestniczyć w procesie dystrybucji rodzinnych dóbr. Ostatecznie sięgnął po jedną z butelek wina. Nie wyglądała szczególnie osobowo. Ładna etykieta, jasna wstążka, mała kokardka przy szyjce. Idealnie. A.J. oderwał kokardkę jednym sprawnym ruchem i wsunął ją do kieszeni torby. Samą butelkę również schował w jej wnętrzu, po czym zapiął zamek. Problem rozwiązany. Zamierzał później osobiście wręczyć ją do jej rąk. Miał już nawet pomysł na minę, którą przy tym zrobi.
Na blacie ktoś urządził już całkiem przyzwoity, imprezowy bar. Kilka otwartych butelek stało obok siebie. Obok leżały limonki, jakieś plasterki cytryny, butelki z gazowanymi napojami i miska z… ciężko było powiedzieć co znajdowało się w misce. Po drugiej stronie blatu dzielnie pracowała kostkarka do lodu. Gdy Sameer wbił w nią wzrok, jak jakby próbowała pokazać swoją godność i potwierdzić za słowami producenta, że wcale nie jest zbyt mocno eksploatowana jak na jeden wieczór, wydała głuchy pomruk, a potem wypluła z siebie kilka kostek.
Papierowe i plastikowe kubki stały rozpakowane obok, gotowe do użycia, ale już sam ich widok odbierał mu ochotę na jakikolwiek alkohol. Były cienkie, przezroczyste i nie wyglądały jak coś, z czego pije się na imprezie, na której zamierza się zostać dłużej niż dwadzieścia minut. A.J. otworzył pierwszą szafkę, gdzie znalazł kilka talerzy i dwie miski. Dopiero w drugiej przywitała go niewielka kolekcja zwyczajnych szklanek i kubek, który rozpoznał od razu. Był brzydki. Nie w jakiś interesujący celowo brzydki sposób. Po prostu brzydki. Miał głupią grafikę i jeszcze głupszy napis. Sam go kupił. Jako prezent urodzinowy. Do dziś pamiętał jej minę. Nie powiedziała, że jej się nie podoba. Była zbyt dobrze wychowana. Powiedziała coś w rodzaju „ojej, dzięki”, a potem postawiła kubek na stole. Do dzisiaj uważał go za jeden z najgorszych prezentów, jakie kiedykolwiek komuś dał. Teraz jednak był w stanie patrzeć na niego z pewnym wzruszeniem. Zgarnął do niego kilka kostek lodu, a potem jak na starszego brata przystało dolał do urządzenia trochę wody. Dopiero wtedy sięgnął po gin. Butelka była już otwarta, a skoro stała otwarta, znaczyło to przecież, że była do wspólnego użytku. Nachylił ją nad kubkiem i nalał sobie solidną porcję, obserwując przez chwilę jak przezroczysty alkohol spływa pomiędzy kostkami lodu.

Samira Farhadi
Ostatnio zmieniony pt paź 23, 2026 4:34 pm przez Sameer Shah, łącznie zmieniany 2 razy.
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trzy
Shah kupiła mieszkanie. Swoje własne, pierwsze mieszkanie. I oczywiste było, że Samira się cieszyła, ekscytowała i co więcej, była pierwszą osobą, która ów mieszkanie widziała, przekonując przyjaciółkę do jego zakupu. A jednak nie umiała pozbyć się gorzkiego smaku zazdrości. Były swoimi równolatkami. Obydwie cieszyły się sukcesami. Były młode, zdolne, utalentowane i pracowite. Samira ukończyła doktorat w trybie przyspieszonym, będąc jedną z najmłodszych doktorek w historii nie tylko wydziału, ale i całego uniwersytetu. Co więcej, jej praca była na tyle dobra, że otrzymała propozycję etatu naukowego. Zimą, tego roku miał zostać wydany jej doktorat, o którym już teraz nie przestawało być głośno. Miała niespełna dwadzieścia sześć lat i była w stanie samodzielnie utrzymać się w dużym mieście. Wynajmowała mieszkanie, którego nie musiała z nikim dzielić, stać ją było na kota, nie musiała ograniczać ani zakupów książek, ani też irańskiego jedzenia, które w Toronto było cholernie i absurdalnie drogie. Żyła najlepszym możliwym życiem. Mało kto miał takie możliwości jak właśnie ona. I zdawała sobie z tego sprawę, była wdzięczna i poruszona. A jednak jakaś jej część zazdrościła najlepszej przyjaciółce. Nie było to ani feministyczne, ani w ogóle ludzkie. Samira jednak miała tę przypadłość, że była zazdrosna.
Od zawsze wyróżniająca się swoim pochodzeniem, poglądami, hidżabem, bądź jego brakiem, naukowymi osiągnięciami i całą resztą, przyzwyczajona była do tego, że to ona wiodła prym i jeśli już, to jej zazdroszczono.
Shah jednak miała wiele rzeczy, które Samira podziwiała, zawsze przy tym czując to samo ukłucie zazdrości. Seema była lubiana, była miła i towarzyska. Trafiała na fajnych facetów, miała dużą grupę znajomych i potrafiła nawiązać rozmowę dosłownie z każdym. Miała również wspaniałą rodzinę; cudownych rodziców, którzy wspierali ją na każdym kroku i równie utalentowanego, co ona brata, na którego zawsze mogła liczyć. A teraz miała również mieszkanie.

— Idę po drinka. — Oznajmiła, odbijając się od parapetów. Zachwiała się przy tym minimalnie, choć ani trochę nie czuła się jeszcze pijana, a później oskarżycielsko wymierzyła palec z Tinę. — Na trzeźwo nie zdzierżę ani jednego słowa więcej. — Nie żartowała. Tina od dobrych dziesięciu minut zachwycała się najgorszym sortem harlekinów, tłumacząc, że książki, w których kobiety są dominowane, w rzeczywistości są wyzwalające i mają emancypacyjny charakter. Samira uczestniczyła w tej rozmowie tylko i wyłącznie dlatego, że zaskoczyło ją, że Tina znała takie słowo jak emancypacja.
Skąd Shah znała takich ludzi?
Nie chciała wiedzieć. Shah miała jednak wielu przyjaciół i znajomych, głównie dlatego, że była miła i pomocna, a kiedy pytała ludzi co u nich słychać, była naprawdę ciekawa ich odpowiedzi. Czasem zastanawiała się nad tym, jak było to możliwe, że nie tylko się zaprzyjaźniły, ale co więcej, że ich przyjaźń przetrwała wszystkie te lata. Dzieliło je prawdopodobnie jeszcze więcej niż łączyło. Shah była miła, Farhadi również, ale wyłącznie dla kobiet. Shah często się uśmiechała i skupiała na pozytywach, Farhadi była ponura i siała defetyzm. Shah widziała w ludziach dobro, a Farhid wręcz przeciwnie, oskarżając ich przy tym o wszystko, co najgorsze i powtarzając, że ze wszystkich kiedykolwiek istniejących drapieżników na ziemi, to właśnie ludzie są najbardziej krwiożerczy.
Tym sposobem Shah mogła przyjaźnić się — a przynajmniej koleżankować — z kimś takim, jak Tina, która uważała, że wyrazem feminizmu jest fakt, że kobiety mogą czytać o swoich fantazjach, którymi oczywiście miało być dostanie klapsa od swojego przełożonego. Sami dla odmiany nie mogłaby się przyjaźnić z taką Tiną. Już teraz gryzła się w język, mając ochotę powiedzieć całej tej Tinie, że opresyjna, męska kultura najwidoczniej zjadła jej mózg, czyniąc z niej idealny produkt patriarchalnego świata, a jej feminizm jest niczym innym, jak robieniem dobrze kapitalistycznej popkulturze. Nie powiedziała jednak nic z tych rzeczy. Mogła być zazdrosna, że jej najlepsza przyjaciółka kupiła mieszkanie i właśnie organizowała w nim pierwszą imprezę, ale nie zrobiłaby jej tego. To miał być miły wieczór. I Shah właśnie na tym zależało. Dokładnie dlatego, Samira, zamiast powiedzieć cokolwiek więcej, ruszyła do kuchni, w drodze nie powstrzymując się przed przewróceniem oczyma i zrobieniem głupiej miny na samo wspomnienie bzdur, które wygadywała Tina.

— Chyba kurwa żartujesz. — Nie wytrzymała i wypaliła, wpatrując się w męskie plecy i butelkę dżinu, którą trzymał mężczyzna. . J e j . dżinu.
A później mężczyzna się odwrócił i twarz Samiry z zaciętej i wściekłej, nagle się wygładziła w czymś na kształt zdziwienia.
Wiedziała kim był. A.J. Brat jej najlepszej przyjaciółki. Pisarz. I prawdopodobnie jedyny mężczyzna na świecie, którego nie nienawidziła, choć do tego wcale nie zamierzała się przyznawać ani głośno, ani nawet po cichu, przed samą sobą.
Shah często mówiła, że kiedy tylko Sami będzie miała szansę poznać jej brata, zmieni zdanie co do mężczyzn i przekona się, że przynajmniej on jeden był inny. Opowiadała o nim zawsze w samych superlatywach, a Samira z charakterystyczną dla siebie upartością powtarzała, że A.J. z całą pewnością nie różni się od innych i jest tak samo popsuty, jak każdy facet. W rzeczywistości jednak indoktrynacja przyjaciółki przyniosła swój skutek i Samira rzeczywiście miała podejrzenie, że A.J. może się różnić od reszty swojego gatunku, w ten sposób stając się wyjątkiem potwierdzającym regułę.
I właśnie z tego samego powodu wyczekiwała dzisiejszej imprezy. Shah trąbiła na okrągło o tym, że w końcu dwie najważniejsze dla niej osoby — jej brat i jej najlepsza przyjaciółka — będą miały szansę się poznać. A Samira machała tylko na to ręką i ostrzegała przyjaciółkę przed rozczarowaniem. W rzeczywistości również wyczekiwała. W durnym odruchu zaczęła nawet przeglądać swoją szafę już kilka dni wcześniej, oczywiście tylko po to, aby wybrać z niej możliwie jak najnormalniejsze ubrania, aby nikomu nie przyszło do głowy, że postanowiła się wystroić na tę jedną okazję. Była ponad takie rzeczy, a strojenie się specjalnie dla jakiegokolwiek mężczyzny uważała za nic innego, jak przestępstwo przeciwko kobiecości.
A jednak była go ciekawa. I — choć w życiu by się do tego nie przyznała nawet przed samą sobą — chciała na nim zrobić dobre wrażenie. Tymczasem zaczęła od naskoczenia na niego za opijanie ją z dżinu, którego cholernie potrzebowała. Nie pozostało jej nic innego, jak się wytłumaczyć.
— Potrzebuję tego dżinu, w innym przypadku nie ręczę za siebie. Jakaś typiara tam opowiada, że Pięćdziesiąt twarzy Greya to literatura feministyczna, ponieważ pomaga kobietom zmierzyć się ze swoimi fantazjami. Zaraz okaże się, że stalking jest niczym innym, jak wyrazem romantyzmu. — Przewróciła oczami, a później zbliżyła się do Sameera, szklankę, którą dotychczas trzymała w dłoni, odstawiła na blat i przesunęła w jego kierunku. — Jak już się częstujesz dżinem, który miał być moją gwarancją przetrwania, to przynajmniej mi też polej.

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Głos pojawił się za jego plecami dokładnie w momencie, w którym chłopak zdecydował, że jego drink będzie przyjemnie mocny. Zatrzymał butelkę w połowie ruchu w dół blatu i szybkim ruchem odwrócił głowę.
Dziewczyna stała kilka kroków dalej i patrzyła prosto na niego. Nie wyglądała, jakby miała ochotę się przedstawiać. Spodnie w panterkę przyciągnęły jego uwagę jako pierwsze. Długie, ciemne włosy opadały jej swobodnie na plecy. Biały top zostawiał odkryte ramiona i szyję, a pod cienkim materiałem nie było stanika. Była ładna. To była pierwsza, dość oczywista myśl.
- Słucham?
Dopiero wtedy przypomniał sobie, że jedna słuchawka nadal znajduje się z jego uchu. Wyciągnął ją i wsunął za dekolt koszulki. Druga, razem z poplątanym kablem zwisała luźno na wysokości brzucha. Jego muzyka ucichła wreszcie całkowicie.
Shah znał część znajomych swojej siostry. Niektórych nawet całkiem dobrze. Tę jednak widział pierwszy raz. A przynajmniej był prawie pewien, że widział pierwszy raz, bo gdyby już się znali, prawdopodobnie nie zaczynałaby rozmowy od „chyba kurwa żartujesz”. Chociaż z drugiej strony, nie znał wszystkich powodów, dla których ludzie mogli mieć do niego pretensje. Tinę znał za to aż za dobrze. Przez jakiś czas była jedną z tych koleżanek jego siostry, które przechodziły własną „fazę na orient”. Naturalne było więc to, że kiedy uznała moment za doskonały na poszerzenie horyzontów, zainteresowała się również nim. Miało to zostać między nimi. Mały sekret, żadnych konsekwencji, wszyscy zadowoleni. A.J. był świadomy tego, że Tina bezczelnie go wykorzystywała. Znajdował się jednak wtedy w takim miejscu swojego życia, że zupełnie mu to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie. Problem pojawił się dopiero wtedy, kiedy pewnego dnia jego siostra spojrzała na niego w sposób, który sugerował, że albo wie, albo wie wystarczająco dużo, żeby uznać, że wie.
Nigdy nie wchodzili w szczegóły. Poprosiła go tylko, żeby miał na uwadze dobrostan jej relacji z innymi. Od tamtej pory obowiązywał go nieoficjalny zakaz ściągania spodni przy koleżankach siostry. A.J. uważał, że była to reakcja nieproporcjonalna do sytuacji.
Spojrzał na pustą szklankę. Brunetka mówiła szybko, z tym rodzajem oburzenia, który sugerował, że temat zdążył już doprowadzić ją do szału. Co by nie powiedzieć – Sameer lubił ludzi, którzy mieli o czymś zbyt mocne zdanie.
- Przecież każdy wie, że „Pięćdziesiąt twarzy Greya” to literatura feministyczna, bo napisała ją kobieta – powiedział to z zupełną powagą, a jednak rozbawienie błysnęło w jego oczach. – Tak samo wszystko, co ja piszę jest literaturą Dalekiego Wschodu. Perła w koronie królestwa. Imperium. Dziedzictwo. Herbatka o piątej – sięgnął po szklankę dziewczyny. – Tak to działa, prawda?
Już miał przechylić butelkę, kiedy nagle zawahał się. Odsunął ją nieco od szklanki i przyjrzał się etykiecie, obracając butelkę w dłoni. – To na pewno twoje? – spojrzał na nią. – Nie jest podpisane – jeszcze przez chwilę przyglądał jej się badawczo. – A poza tym pewna jesteś, że potrzebujesz alkoholu? – nie czekając na odpowiedź sięgnął po jej szklankę jeszcze raz. Zamiast jednak od razu nalać jej jej ginu, zwrócił się w stronę kostkarki. Wyciągnął palcami kilka kostek lodu i wrzucił je do środka. Jeśli czegokolwiek nauczył się podczas swojej kilkugodzinnej kariery barmana, to tego, żeby pod żadnym pozorem nie wkładać do lodu żadnego szkła. To była jedna z tych rzeczy, których nie zamierzał zapomnieć, nawet jeśli cała reszta tego doświadczenia zdążyła już wyparować.
– Tina kocha swoje romanse – stwierdził, po czym dolał jej do szklanki wszystko, co zostało z jej zapasów. Pusta butelka wylądowała na blacie, a A.J. sięgnął po Schweppsa, którego dolał do swojego kubka. Uniósł go w pytającym geście nie będąc pewnym z czym dziewczyna pije swój gin.
Gin z tonikiem był normalnym, oczywistym wyborem. Gin z sokiem pomarańczowym, colą czy energetykiem był profanacją. Wymyślny, słodki koktajl z ginem? Sameer pewnie by go wypił, ale udawałby, że cierpi.
Nie czekając na odpowiedź dolał tonik również do jej ginu. Chłodne, białe światło z listwy nad blatem odbiło się w szkle, kiedy przesunął drinka w jej stronę czubkami palców. Dłonie wciąż miał wilgotne po lodzie, który przed chwilą wyciągnął z kostkarki. Dwie krople wody zsunęły się niżej, kiedy odsunął rękę od szklanki. – Myślę, że możesz chcieć być trzeźwa, żeby wygrać tę dyskusję – zatrzymał na niej spojrzenie, tym razem odrobinę dłużej.

Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Naprawdę nie usłyszał i była to kwestia słuchawek, czy zareagował w ten sposób, nie wierząc, że ktoś mógł się do niego zwrócić w ten sposób?
Samira nie wiedziała. Przez krótką chwilę po prostu patrzyła na niego, zastanawiając się, czy powinna się powtórzyć, ale przecież ostatecznie, odkąd okazało się, że stoi przed nią brat jej przyjaciółki, A.J., wcale nie miała ochoty tego robić. Dlatego przez kilka przedłużających się sekund, milczała, jakby zawieszona. Bo rzeczywiście to, co działo się teraz w jej głowie, przypominało zawieszenie się systemu.
Jej spojrzenie podążyło za splątanym kablem. Najpierw zatrzymało się przy dekolcie koszulki, gdzie ukryła się jedna z słuchawek, a później przebiegło w dół, do dolnej części jego brzucha, miejsca, w którym zwisała druga wraz z całym kłębowiskiem. Samira pomyślała, że korzystanie z takich słuchawek przyprawiłoby ją o psychiczną dewastację, a w najlepszym przypadku zawał. Nawet, teraz kiedy patrzyła na tę plątaninę, czuła nieprzyjemny ucisk w brzuchu, będący wyrazem niczego innego, jak dyskomfortu.
Machnęła ręką, aby wyrazić, że nie było ważne to, co jeszcze przed chwilą powiedziała. Nie miała zwyczaju wycofywać się ze swoich słów. Wręcz przeciwnie, kiedy tylko ktoś skupiał na nich uwagę, Samira jeszcze raz je wypowiadała, często w zaostrzonej wersji, a im większe zdziwienie czy oburzenie wywoływała, tym bardziej była zadowolona. Teraz jednak nie powiedziała niczego kontrowersyjnego, a wykazała się wyłącznie brakiem kultury. I pewnie by jej to nie obeszło, gdyby miała do czynienia z kimkolwiek innym, ale przed nią stał A.J. I mogła się za to nienawidzić, ale chciała zrobić na nim dobre wrażenie. Oczywiście tylko i wyłącznie dlatego, żeby mógł stwierdzić, że jego siostra znalazła sobie mądrą i fajną przyjaciółkę.
Na jego stwierdzenie, po prostu parsknęła cichym śmiechem, od razu rozpoznając się w tym żarcie.
— I co więcej, to przełomowa powieść, bo dowodzi tego, że molestowanie ze strony szefa nie jest przemocą seksualną, tylko wyrazem kobiecej fantazji. — Dodała tym samym poważnym głosem. Rozbawione oczy zdradzały jednak, że żartowała w najlepsze. Z zainteresowaniem słuchała go dalej. — Zupełnie tak, jakby orientalizm Saida nigdy nie powstał. Fascynujące. — Orzekła może odrobinę zbyt teatralnym tonem, wyrażającym pełen zachwyt, a ostatnie słowo wypowiedziała z pełnią emfazy. Aż w końcu spoważniała, choć cień uśmiechu pozostał na jej ustach. — Więc jesteś pisarzem. — Orzekła mało odkrywczo. Wiedziała to zresztą. Bo doskonale zdawała sobie sprawę z tego, kim był, ale skoro sam A.J. niczego nie mówił — a przecież również musiał ją rozpoznać, prawda? — to dlaczego ona miałaby wyciągać to jako pierwsza? Mogli udawać nieznajomych albo po prostu pozostawić na chwilę swoje tożsamości w zawieszeniu.
Spojrzała na butelkę.
— Gdyby nie było, to z całą pewnością bym ci o tym nie powiedziała. — Odparła bez choćby chwili zastanowienia. A później również bez chwili zastanowienia, w ogóle przy tym nie myśląc, odebrała od niego butelkę, jednak wcale nie po to, aby samodzielnie nalać sobie alkoholu. Wsadziła gwint butelki do ust i obróciła ją pomiędzy swoimi wargami, po czym oddała mu butelkę, tym razem oznaczoną ciemno bordową szminką, którą była pomalowana. — Teraz już jest. — Podsumowała.
Na krótką chwilę spojrzenie zatrzymała na jego palcach, które ponownie ściskały teraz butelkę. Były długie i szczupłe, zakończone jasnymi paznokciami, które odznaczały się przy brązowej skórze. Jego dłonie wyglądały na miękkie i zadbane. Coś ścisnęło ją w podbrzuszu na myśl o tym, gdzie miło byłoby zobaczyć te palce. Kurwa, cholernie potrzebowała tego drinka. Nie pamiętała, kiedy ostatnim razem nienawidziła się równie mocno, co w tej chwili.
— Z każdą chwilą coraz bardziej. — Niemal sapnęła, gotowa własnoręcznie podłożyć mu szklankę w ramach pospieszenia go, choć wcale nie było takiej potrzeby. Powinna odwrócić wzrok, ale zamiast tego wpatrywała się dalej, jak zahipnotyzowana w palce, pomiędzy którymi ślizgały się kostki lodu. Zdecydowanie było coś nie tak z tą kostkarką, lód wychodził zbyt mokry, jakby nie zdążył odpowiednio zamarznąć.
W końcu podniosła na niego wzrok wraz z tym, jak padło imię Tiny. Znał ją? Najwidoczniej. Sam domyślił się o kim mówiła. Gdyby jednak łączyło ich coś więcej niż zwykła znajomość, wiedziałaby o tym. Shah nie zamykałaby się na ten temat buzia.
— Nie zrobię tego. Nie będę z tobą, jako facetem obgadywać spieprzonego gustu laski, którą właśnie poznałam. Nie ma na to szans. — Nie wiedziała kogo musiała bardziej o tym zapewniać, czy siebie, czy jego. Spuściła wzrok, aby odebrać swojego drinka, znów niechybnie patrząc na te cholerne palce. Może właśnie dlatego sięgnęła po szklankę odrobinę za szybko, mimochodem zahaczając o zimną mokrą skórę. Było to jednak na tyle szybkie i nieznaczące, że Samira momentalnie podjęła decyzję, że pozostawi to bez komentarza. Uniosła szklankę, z której upiła kilka dużych łyków. Od razu lepiej.
— Po tym z pewnością trzeźwa nie będę. — Palcem wolnej dłoni uderzyła w szklankę. — Chyba jednak kibicujesz Tinie i łudzisz się, że to jej pomoże. — Tym razem to jej głos był poważny, ale oczy zdradzały, że wyłącznie żartowała. Jednym z bioder oparła się o kuchenny blat, po czym minimalnie wyciągnęła głowę w jego stronę. — Czy chcesz mi powiedzieć, że naprawdę uważasz, że potrzebuję być trzeźwa, aby wygrać dyskusję z blond uprzywilejowaną dziewczyną, która jest w swojej feministycznej erze, jednocześnie unikając słowa feminizm, ponieważ ma on negatywne konotacje i jest krzywdzący dla mężczyzn?

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Nie, akurat nie – powiedział odruchowo. Zatrzymał się na moment, jakby dopiero po wypowiedzeniu tych słów zdał sobie sprawę, że właśnie wszedł na teren, na którym jego wiedza o szeroko pojętej „feministycznej literaturze” zaczynała wyglądać wyjątkowo podejrzanie. Jego brwi zmarszczyły się delikatnie, kiedy zamknął oczy i uniósł lekko dłoń. – Znaczy… nie żebym czytał. Słyszałem – zawahał się. – Z opowieści… Z tego co słyszałem szef rzeczywiście był przedstawiany jako przemocowy. Autorka bardzo chciała, żebyśmy uznali, że kontrola jest romantyczna tylko i wyłącznie wtedy, kiedy odpowiednio dobrze oświetli się ją od strony pożądania.
A.J. spojrzał na dziewczynę z ukosa.
Kim ona właściwie była?
Nie bywał stałym elementem spotkań swojej siostry i jej koleżanek, a większość ich imion znał raczej z opowieści niż z rzeczywistego kontaktu. Z czasem wszystkie te historie zaczęły zlewać mu się w jedną osobę. Nie zawsze pamiętał już, która była ta wysoka, która miała chłopaka, z którą siostra się pokłóciła i która właśnie przeszła na tak restrykcyjną dietę, że pod żadnym pozorem nie można było przy niej zaproponować zamówienia… właściwie czegokolwiek.
Były takie, które wydawały mu się całkowicie obojętne. Były też takie, za którymi nie przepadał, chociaż gdyby minął je następnego dnia na ulicy, prawdopodobnie nie potrafiłby wskazać palcem żadnej z nich i wypowiedzieć jej imienia bez zgadywania.
Tej zdecydowanie nie pamiętał.
Uśmiechnął się pod nosem i sięgnął do kabla zwisającego spod koszulki. Jednym kliknięciem zatrzymał muzykę.
To również było coś, w czym słuchawki na kablu wygrywały z tymi wszystkimi nowoczesnymi wynalazkami. Wystarczył jeden guzik, żeby zatrzymać playlistę i ona naprawdę się zatrzymywała. Bez aplikacji, bez szukania telefonu i bez zastanawiania się, czy urządzenie właśnie postanowiło połączyć się z laptopem stojącym w drugim pokoju.
- Myślę, że możemy dyskutować o tym, czy w ogóle istnieje cokolwiek, z czego nie zrobiono filmu… Ja na przykład – wskazał obiema dłońmi na siebie – nie istnieję. A jeśli Tina jest po swoim czwartym drinku – nigdy mnie tu nie było.
Sameer nie próbował udawać skromności. Na jego twarzy pojawił się ten sam rodzaj zadowolenia, który zwykle towarzyszył mu, kiedy ktoś poruszał temat, na który miał zdecydowanie za dużo do powiedzenia. – Obecnym, przyszłym, wielkim… - wyliczył z pewnym namysłem. – Ale dzisiaj jestem tylko starszym bratem – zsunął torbę z ramienia i odstawił ją pod ścianę, opierając o bok kuchennego blatu. Coś ciężkiego uderzyło w płytki. Wino, które przed kilkoma minutami ukrył w środku, przypomniało o swoim istnieniu.
Kurtkę również miał zamiar zaraz zdjąć, ale zanim to zrobił, wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów. Przezornie wsunął ją do tylnej kieszeni spodni. Jeśli był balkon, prędzej niż później zamierzał na niego trafić. Najlepsza część każdej przyzwoitej imprezy odbywała się przecież albo w kuchni, albo właśnie tam. Dopiero wtedy z siebie okrycie wierzchnie.- Starszym, bardzo spóźnionym bratem mojej młodszej siostry.
Już otwierał usta, żeby zapytać ją o imię. Albo nazwisko. Albo zawód. Chociaż zawód wydawał mu się nagle wyjątkowo banalnym pytaniem jak na kogoś, kto przed chwilą wszedł do kuchni i zaczął rozmawiać z nim o Saidzie. Nie zdążył jednak wybrać niczego bardziej interesującego. Dziewczyna odebrała mu butelkę z rąk. Brwi Sama wystrzeliły do góry, a z jego ust wyrwało się ciche parsknięcie niedowierzania. Kurtka opadła na podłogę, zaraz obok torby.
- Och. Wow – patrzył jak wsadza gwint butelki do ust, obraca go między wargami, a potem jak bez najmniejszego skrępowania oddała mu alkohol. Spojrzał na butelkę i ciemnoczerwony ślad szminki, a potem znowu na nią. – Powinienem się teraz z tego napić, czy…? – przechylił lekko głowę. – Właściwie chyba powinienem. Jeśli bary są nowymi kościołami, kobieca szminka na szkle to witraże – stwierdził. Zdecydowanie mniej święte, ale o wiele bardziej ciekawe. Przesunął kciukiem po etykiecie, omijając ciemny ślad.
- To boli. Całe życie przygotowuje się do tego, żeby być ocenianym za moje poglądy, a nie za płeć. Trudne czasy dla intelektualistów… - uśmiechnął się pod nosem. – Poza tym nie wiem, czy to w ogóle jest obgadywanie. Rozmawiamy. I prawdopodobnie nie powiemy niczego, czego już jej nie powiedziałaś. A jeśli przez chwilę przyjmiemy, że historycznie kobiety miały trochę ograniczone możliwości swobodnego wyrażania opinii… To chyba wręcz feministyczne byłoby dać im więcej przestrzeni do komunikacji. Nawet jeśli byłaby to komunikacja na temat spieprzonego gustu innej osoby – zawiesił spojrzenie gdzieś ponad jej ramieniem. – Zresztą ja jestem całkowicie pro-Tina. Ludzie powinni mieć prawo do własnego gustu. Każdego. Nawet jeśli większość ludzi ma zły gust. To ich święte prawo. Tak jak moje, żeby ten gust oceniać i nie zgadzam się na to, żebyś ograniczała siebie lub mnie w tej dyskusji.
Założył ręce na piersi, a po chwili jedna z nich powędrowała do góry, przeczesując włosy. Czuł, że powiedział wystarczająco dużo, żeby obronić swoje i jej prawo do plotkowania.
- Hej, możesz nie wypowiadać słowa na „f” na głos? – poprosił. Przesunął się o kilka kroków do tyłu razem ze swoim drinkiem i oparł o blat plecami. Stąd miął na dziewczynę znacznie lepszy widok. – Jeśli mam być szczery, nie uważam, żebyś była w stanie wygrać tej dyskusji. A już na pewno nie wtedy, kiedy dołączę do drużyny „Pięćdziesięciu twarzy Greya”. A jestem o tyle – pokazał między kciukiem a palcem wskazującym naprawdę niewielką odległość – żeby to zrobić - opuścił dłoń, a później napił się swojego drinka. – W końcu właśnie zostałem dyskryminowany ze względu na płeć. Mam obowiązek się zaangażować.
Jego wzrok zatrzymał się na szklance, którą kobieta trzymała w dłoni. Przezroczyste szkło prawie znikało w słanym kuchennym świetle, ale na jego krawędzi wciąż dało się dostrzec ciemny ślad szminki. Ledwie widoczny, teraz jednak wiedział, że tam jest. Przeniósł spojrzenie na butelkę.
- Chociaż właściwie… Dlaczego ty w ogóle pijesz gin z tonikiem? – zmarszczył lekko brwi. – Nie powinnaś chcieć Aperola? Albo jakiegoś prosecco? Nie wiem. Co wy, dziewczynki, teraz pijecie? – ostatnie słowa wypowiedział z zupełnie poważną miną, po czym sam nie wytrzymał i uśmiechnął się. – Pytam wyłącznie z troski o twoją reprezentację płci. Chyba, że starasz się być na siłę inna niż wszystkie – przez chwilę mierzył ją wzrokiem, niespiesznie przesuwając spojrzenie od parterowych spodni, przez biały top, aż po twarz. – Chociaż nie musisz. Już jesteś. A z racji tego, że jestem facetem i najwyraźniej przypadła mi dziś rola reprezentanta męskiego punktu widzenia, czuję się odpowiedzialny, żeby powiedzieć ci jak jest – posłał brunetce kolejny uśmiech.

Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie wierzę! — Odparła momentalnie. Zrobiła to głośno, ze śmiechem, którego teraz już nie powstrzymywała i z autentycznym rozbawieniem malującym się na jej twarzy. — Czytałeś! Właśnie się zdradziłeś z tym, że to czytałeś! — Dodała z prawdziwym podekscytowaniem, nie odrywając od niego ani na moment roziskrzonych oczu, po czym raz jeszcze się roześmiała, kręcąc głową z niedowierzaniem. — Oczywiście wyłącznie w ramach zawodowej ciekawości. To było badanie rynku, tak? — Spytała szybko, ale nie dała mu możliwości odpowiedzieć, bo już po chwili zmrużyła oczy, wbijając w niego podejrzliwe spojrzenie. — Bo chyba nie chcesz mi powiedzieć, że czytałeś to i fantazjowałeś o asystentce, która pragnęła zostać zdominowana przez swojego szefa? — Jej głos zmienił się na podejrzliwy. Tylko kącik jej ust, który zadrżał, zdradził ją, że wciąż żartowała. — O ile można o tym mówić jako o jej własnym pragnieniu. Bo umówmy się, rzekome pragnienie kobiet, aby zostać zdominowanymi i pozostać uwikłanymi w relacji władzy jest sztucznie wykreowaną fantazją, którą stworzyli mężczyźni, aby jak zawsze zaspokoić swoje potrzeby. — Z tym jednym akurat nie żartowała. Samira rzeczywiście w to wierzyła i właśnie dlatego tak bardzo wściekała się na książki, które promowały tego typu fantazje, pozbawiając je przy tym całkowicie kontekstu. A kontekst był taki, że kobiety od zawsze były dominowane przez mężczyzn (i to nie tylko seksualnie) i nie miały przy tym żadnego pola manewru.
Spuściła na chwilę z niego spojrzenie, aby raz jeszcze zerknąć na słuchawki, na których zatrzymał muzykę. Trochę żałowała, bo przyszło jej przez myśl, że gdyby jeszcze tu chwilę postali, mogłaby zbliżyć się do niego i sięgnąć po tę słuchawkę, którą włożył za dekolt koszulki i włożyć ją sobie do swojego ucha pod pozorem sprawdzenia czego słuchał. Nie, to był głupi pomysł. Może jednak dobrze, że zatrzymał muzykę.
Ocknęła się już po chwili, powracając spojrzeniem do jego twarzy, choć w ciele czuła wstyd za samą swoją myśl, która chwilę temu ją nawiedziła. I to właśnie przez nią, przez krótki moment, nie była pewna o czym A.J. w ogóle mówił.
— I wyglądasz na zachwyconego tym stanem. — Zauważyła, wracając do siebie. — Nie uważasz, że przekaz kina ma jednak pewne ograniczenia i przez to nie jest w stanie oddać niuansów i subtelności, które umie przedstawić wyłącznie literatura? Myślę, że ostatecznie tych najwybitniejszych książek nie da się zekranizować. — Mówiła szczerze i równie szczerze zainteresowana była tym, co sam A.J. uważał na ten temat. Ona sama lubiła kino. Szczególnie to niszowe, które puszczano wyłącznie w małych, studyjnych kinach. Potrafiła na filmach się wzruszać, płakać niczym kanadyjski bóbr albo dla odmiany śmiać się w głos. A jednak książka pozostawała książką. Słowa miały moc, której obrazy nie były w stanie oddać.
— Czyli rozumiem, że to nie jest ten moment, w którym powinnam się ciebie pytać nad czym teraz pracujesz… — Było to bardziej stwierdzenie niż pytanie, a jednak nie bez powodu zdanie zdawało się być urwane, jakby Samira robiła na jego końcu miejsce dla znaku zapytania.
Na chwilę przeniosła wzrok na jego torbę, w które coś ciężkiego uderzyło o płytki, ale już po chwili, powróciła spojrzeniem do mężczyzny, przyłapując się na tym, że być może przyglądała się jemu odrobinę zbyt ciekawsko. Ale po prostu b y ł a ciekawa. Był bratem jej najlepszej przyjaciółki, o którym regularnie słuchała. Przyjemnie było teraz zestawić te wyobrażenia ze stanem realnym.
Zaśmiała się cicho i krótko na jego uwagę. Miała przestać mu się przyglądać, ale teraz nie umiała tego zrobić. Wręcz przeciwnie, wpatrywała się w jego ciemne oczy, które doskonale znała, ponieważ nie różniły się niczym od oczu jego siostry i myślała o tym, co powiedział.
— Szminka na szkle będąca witrażem. Nigdy nie pisałeś wierszy? To by pasowało. — Wiedziała już teraz, że będzie to zdanie, z którym wyjdzie z dzisiejszej imprezy i które zapisze w jednym ze swoich notatników, choćby miała nigdy jego nie wykorzystać.
Upiła kolejnego łyka drinka, ale jeszcze zanim zdążyła oderwać usta od szklanki, już głośno mruknęła, w ten sposób dając mu do zrozumienia, że koniecznie musi wejść mu w słowo.
— Witaj w świecie kobiet. My od zawsze jesteśmy oceniane wyłącznie z uwagi na płeć. Nareszcie przyszła pora na zemstę. — Tylko w ten sposób można było to wyrównać. Samira wcale nie żartowała. Nie wierzyła w równość. Nie chciała równości. I przede wszystkim po tylu latach męskiej dominacji, równość zwyczajnie nie była możliwa.
Przechyliła głowę, uważnie go słuchając. Cholera! Nie uważała, aby miała jakiekolwiek prawo obgadywać Tinę i naprawdę nie chciała tego robić, ale Sam… Sam właśnie w tym momencie ją kupił. Był zabawny, inteligentny i widział to, co dla innych pozostawało niewidoczny. Naprawdę był inny. Jego siostra miała pieprzoną rację i teraz Samira wpatrywała się w niego z uśmiechem, gotowa mu ulec. Na koniec jednak się zaśmiała, kręcąc głową.
— To okropne! Cieszy cię okropny gust innych, bo w ten sposób jesteś jeszcze bardziej zadowolony ze swojego, dobrego! — Wytknęła mu, robiąc to z lekkością, z jaką nie miała w zwyczaju czegokolwiek wytykać. Samira w końcu zwykle robiła to natarczywie i z wyrzutem. — Ja mam odwrotnie. Boli mnie, że wykształcone i inteligentne dziewczyny są tak silnie zakorzenione w androcentrycznej kulturze, że emancypację — tutaj nakreśliła w powietrzu nawiasy — postrzegają z takiej perspektywy, z jakiej to mężczyźni chcą, aby kobiety ją postrzegały. To niczym się nie różni od ludzi, którzy kupują elektryczne samochody i uważają, że dzięki temu są ekologiczni! Albo ludzie, którzy w sieciówkach kupują ubrania, które są rzekomo z recyklingu!
Zaraz też zaśmiała się. Uniosła obie ręce do góry. Jej drink zakołysał się w szklance, odrobinę się przy tym wylewając, ale Samira ani trochę się tym nie przejęła.

— Wybacz, poniosło mnie. — Stwierdziła, próbując zachować powagę, po czym upiła trochę dżinu. Znów roześmiała się głośno. — Dla niepoznaki lepiej by było, żebyś dołączył do drużyny anty Grey, bo znowu zbliżasz się niebezpiecznie do fantazjowania o sekretarce.
A później ona również spojrzała na swoją szklankę i znajdującego się w niej drinka. Odpowiedź była prosta: lubiła ten smak. Tylko Samira wiedziała, że z początku wcale tak nie było, ale dżin i tonik utożsamiany był jako męski drink, kojarzony z Churchillem i Bogartem zdawał się być kwintesencją męskiej energii.
— W ogóle nie jesteś na czasie i nie wiesz nic o tym jakie alkohole piją teraz młodzi ludzie. — Pokręciła głową z rozczarowaniem. — Pomijając fakt, że od alkoholu, jak widać, — tu uniosła swoją szklankę — się odchodzi, to do tego teraz jest moda na jak najmniej kaloryczne drinki. Wiesz, że powstało już piwo o obniżonej zawartości kalorycznej? Czekam jeszcze na wódkę z białkiem.
A później, niespodziewanie dla samej Samiry, uśmiech ześlizgnął się jej z ust. Sameer dalej żartował. I jego żart nie zrobił na niej wrażenia. Zrobiło to jego spojrzenie, sposób, w jaki zmierzył ją wzrokiem, jak przesunął nim po jej sylwetce, wywołując w jej ciele długi, przeciągły dreszcz, którego kumulację Samira poczuła pomiędzy swoimi nogami. Przechyliła głowę.
— Wiesz, usłyszeć od faceta, który na wzór Churchilla pije dżin z tonikiem, że jest się inną od wszystkich to prawdziwy komplement. Uważaj, bo jeszcze zaraz pomyślę, że zamiast mnie zmansplainingować, chcesz mnie po prostu poderwać.

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Krótki, zaskoczony chichot wyrwał się z jego ust, a chwilę później roześmiał się już całkiem otwarcie. Odrzucił głowę lekko do tyłu, zmrużył oczy i przez moment wyglądał zdecydowanie młodziej, niż wskazywałaby na to jego mina sprzed kilku sekund. Pokręcił głową z niedowierzaniem, jakby sama myśl, ze właśnie został tak bezceremonialnie przyłapany, była dla niego wyjątkowo zabawna. Wziął kilka łyków drinka, wciąż kręcąc głową, a kiedy odstawił kubek od ust, uniósł drugą rękę, prostując palec wskazujący w geście proszącym o chwilę cierpliwości.
Wcześniejsze piwo było miłym wstępem. Drink, którego dopiero co sobie zrobił, za kilka minut miał stać się jedynie rozwodnionym wspomnieniem w siostrzanym kubku, ale cóż. Można było powiedzieć, że w kuchni było zdecydowanie bardziej duszno, niż można się było spodziewać.
Oparł dłoń o blat za sobą, podpierając się nią swobodnie i jeszcze przez chwilę chichotał pod nosem. Oblizał usta, westchnął teatralnie i spojrzał na brunetkę z miną człowieka, który mogąc skorzystać z adwokata z urzędu, zdecydował się sam być swoim obrońcą.
- Jeśli… i powtarzam j e ś l i – zaznaczył, unosząc ponownie palec – przeczytałbym to i ktoś, na przykład ty, odkryłby ten fakt, byłbym zmuszony do popełnienia bardzo poważnego przestępstwa, w czym jestem absolutnie pewien, że byłbym fatalny – odchrząknął, jakby właśnie przechodził do znacznie poważniejszej części swoich zeznań. – W każdym razie, jeśli bym to czytał, miałbym na swoje usprawiedliwienie to, że miałem pewnie wtedy jakieś siedemnaście lat i… - urwał, przez moment szukając odpowiednio mocnego argumentu. W końcu jego twarz rozjaśniła się nagle. – …i że moja siostra też to czytała! – ostatnie słowa wyrzucił z siebie niemal triumfalnie, machając palcem w sposób taki, w jaki wyobrażał sobie, że mógłby machać, jakby właśnie przedstawiał dowód rozstrzygający całą sprawę. Na jego twarzy pojawiła się przy tym bezczelnie zadowolona mina. – Ale nie, nie. Nie fantazjowałem o asystentce, którą mógłbym zdominować. Fantazjowałem o byciu asystentką i poznaniu swojej pani Grey, ale kiedy to mówiłem wszyscy robili – wskazał na nią palcem, przybierając dokładnie tę minę, którą właśnie próbował opisać – uniesione brwi, oczy rozszerzone w teatralnym niedowierzaniu i rozchylone usta – taką minę – wzruszył ramionami, unosząc kubek do ust. – Ja osobiście jestem gotów na emancypację. Mogę być Anastazją… Sekretarką. A raczej mógłbym, ale nie mogę. Kobietom mówimy, że ich seksualność jest czymś, co trzeba kontrolować. Mężczyznom mówimy, że ich seksualność musi być aktywna, dominująca, zdobywcza… Widzisz jako Hindus mam problem z samą koncepcja zdobywania – wtrącił w międzyczasie. – To był naprawdę świetny czas na bycie osiemnastoletnim chłopakiem. Z jednej strony mieliśmy dziewczyny, którym do głowy wtłaczano pewne obrazy, na przykład obraz faceta, który dokładnie wie co robić i jak doprowadzić kobietę do szaleństwa. Z drugiej chłopców z zerowym doświadczeniem, którzy zasadniczo nie wiedzieli nawet co to jest łechtaczka – parsknął cicho, jakby wspomnienie samej perspektywy tamtych lat wydało mu się absurdalne. – Wszyscy byliśmy wtedy jak… – odstawił kubek na blat i rozłożył obie ręce przed sobą, jakby właśnie znalazł się w środku tamtej sytuacji. Otworzył szerzej oczy i spojrzał gdzieś przed siebie z autentycznym przerażeniem. – O mój Boże. Co ja mam robić? Co chcesz żebym zrobił? Aaa! – sięgnął po swój kubek i lekkim gestem wyciągnął go w stronę dziewczyny. Tym razem na jego twarzy pojawiła się przesadnie poważna mina, zupełnie niepasująca do wcześniejszego przedstawienia. – Za seksualność kształtowaną przez wszystko, tylko nie przez nas samych – uniósł kubek wyżej. – Za literaturę, kino, pornografię, reklamy, rodziców, religię i ludzi, których nawet nie znamy. Niech to piekło się w końcu skończy.
Pokręcił głową od razu, jeszcze zanim zdążyła skończyć. – Nie, nie. Absolutnie nie to miałem na myśli – odstawił kubek na blat. Zupełnie pusty. Pobieżnie spojrzał w stronę alkoholi, które miały być prezentami. Jak bardzo nieeleganckie byłoby poczęstowanie się jedną butelką? Jego siostra nie przepadała przecież za ginem… - Każde medium ma swoje ograniczenia. Literatura nie potrafi zrobić tego, co potrafi kino. Kino nie potrafi zrobić tego, co potrafi literatura. Muzyka nie potrafi zrobić tego, co potrafi obraz. I tak dalej. Pytanie brzmi raczej, czy potrafimy pokochać dzieło razem z jego ograniczeniami, a nie pomimo ich? – pochylił się delikatnie w jej stronę, ze swojej bezpiecznej pozycji przy kuchennym blacie. – I oczywiście, że uważam, że istnieją książki, których nie da się zekranizować. Może kiedyś byłoby to możliwe. W czasach, kiedy kino jeszcze miało czelność być brzydkie. Zanim wymyślili popcorn, live-action i Christophera Nolana – pokręcił głową z pobłażaniem. – Technologia pozwoliła nam stworzyć warunki idealne. Możesz oświetlić wszystko perfekcyjnie, wygładzić każdą fakturę, usunąć każdą niedoskonałość, ustawić kamerę dokładnie tam, gdzie chcesz, a potem jeszcze w post produkcji poprawić rzeczywistość. I nagle dostajesz obraz tak doskonały, tak piękny, tak ostry, tak odpowiednio niebiesko-pomarańczowy, że nie ma duszy – machnął ręką. – Do tego ta przeklęta estetyka, przez którą każdy film wygląda teraz tak, jakby jego głównym zadaniem było nie przeszkadzać widzowi w jedzeniu. Wszystko czytelne. Wszystko wygodne. Wszystko odpowiednio oświetlone, żeby przypadkiem nie trzeba było czegoś poczuć… – patrzył dziewczynie prosto w oczy, wyraźnie coraz bardziej nakręcając się własnym wywodem. – Ale! Wtedy pojawia się jakiś reżyser, który rozumie, że kino nie musi być dosłownym tłumaczeniem literatury. Albo aktor, który ma w twarzy coś, czego nie da się zapisać. I nagle… jeden ruch oczu robi więcej niż trzy strony wewnętrznego monologu – na chwilę zamilkł. Jego spojrzenie dalej trzymało się na dziewczynie, dłoń jednak wyciągnął w stronę buczącej kostkarki, która co jakiś czas przypominała o swojej obecności, wypluwając z siebie kolejne, nie do końca zamarznięte kostki lodu. Wyciągnął kilka z nich i wrzucił do swojego kubka, w którym nie zostało już ani grama alkoholu.
- Oczywiście. Zawsze nad czymś pracuję – odpowiedział bez większego namysłu. – Najwięcej pracuje nad sobą, ale to akurat projekt długoterminowy i… Ale tak. Cały czas. Mam coś, co chcę zrobić. Coś, co jest naprawdę moje. I oczywiście właśnie dlatego robię też mnóstwo innych rzeczy, które też są moje, tylko jakby trochę mniej – przewrócił oczami. – Życie i ta jego okropna cecha, że nawet jeśli wiesz dokładnie, co chciałbyś robić, nadal musisz czasami robić rzeczy, których chciałbyś trochę mniej. Najczęściej po to, żeby móc kupić jedzenie i mieć gdzie spać – podniósł ubek do ust, ale zatrzymał się w połowie gestu, gdy przypomniał sobie, że znajdowały się w nim już wyłącznie kostki lodu. – Ale mogę ci zagwarantować, że wyszedłby z tego przechujowy film – uśmiechnął się szeroko.
Właściwie rzeczywistość była odrobinę mniej imponująca. Jego wielkie dzieło istniało przede wszystkim w jego głowie. Tam miało już swój początek, środek i kilka zakończeń, które należało jeszcze rozstrzygnąć. W świecie zewnętrznym radził sobie znacznie lepiej z rzeczami, na których wcale nie zależało mu aż tak bardzo. To właśnie one, ku jego własnemu niezadowoleniu, miały tendencję do opuszczania jego głowy i przybierania jakiejś rzeczywistej formy.
Nie na tyle rzeczywistej, żeby mógł przestać wysyłać CV na kolejne stanowiska, których opisy czytał z coraz większym poczuciem osobistej zniewagi.
- Nie próbowałem. Może nie miałem… odpowiedniej inspiracji – powiedział to niemal obojętnie, po czym przeniósł wzrok na butelkę po ginie. Zupełnie jakby oba elementy tej kuchni właśnie ułożyły mu się w obiecującą kompozycję. – Ale muszę nad tym pomyśleć.
Przewrócił oczami, wyraźnie rozbawiony, już przy pierwszym mruknięciu, które wyrwało się dziewczynie. – Och tak? – sapnął z niedowierzaniem. – Nie mogłaś znaleźć jakiegoś białego chłopaka, żeby urządzać ten odwet? Jestem prawie pewien, że jakiś znajdzie się w salonie. Albo dwóch. Może nawet trzech, jeśli liczymy Christiana Greya – machnął ręką w stronę wyjścia z kuchni, po czym wygodniej oparł się o blat. Parsknął śmiechem który po chwili przeszedł w szczery, szeroki rechot. – Może Tina po prostu nie jest inteligentna? – zapytał, kiedy w końcu udało mu się opanować. – Może… Tina jest po prostu Tiną? – uniósł brwi, na ta całkiem rozsądną możliwość, której nie należało pochopnie odrzucać. – I czy naprawdę byłoby lepiej, gdyby Tina postrzegała emancypację dokładnie tak, jak ty? – dodał i upił łyk, tym razem pamiętając już, że w kubku znajdowały się głównie kostki lodu. Te całe i te roztopione. – Nie bardzo wierzę w to, że ludziom trzeba współczuć ich własnych wyborów. To jest chyba najgorsza rzecz, jaką można im zrobić. Ten cały protekcjonalny żal, że „och, biedna Tina, jeszcze nie zrozumiała, jak naprawdę działa patriarchat” – dłoń przycisnął do piersi w geście przesadnego współczucia. – No i co z tego? Ona wie, co robi. A jeśli nie wie, to też ma prawo dowiedzieć się na własnych warunkach. Żal odbiera ludziom sprawczość. Śmiech zakłada przekonanie, że poradzą sobie z tym, że się z nich śmiejesz.
Właściwie nie był nawet pewien, czy naprawdę się z nią nie zgadzał. Po prostu lubił dyskutować. Patrzył na nieznajomą z tą samą spokojną pewnością siebie, z jaką wypowiadał wszystkie swoje najbardziej absurdalne teorie. Nie potrzebował mieć racji, chociaż zwykle chcąc nie chcąc ją miał. Rozmowa była jednak dobra i nie chciał jej kończyć. I chociaż przyszedł tutaj tylko i wyłącznie dla siostry, która jarała się nowym mieszkaniem i tym, że będzie mógł poznać tą czy tamtego, to dziewczyna w spodniach w panterkę zaczynała być zdecydowanie ciekawszym powodem, żeby jeszcze trochę zostać.
- Faktycznie – ponownie się zaśmiał. – Całkiem zapomniałem. Jak widzę w sklepie coś z napisem „protein”, to zamazuje mi się wizja – kilka razy pomachał dłonią przed oczami, jakby rzeczywiście próbował rozmazać sobie obraz. – Jogurt, chipsy, płyn do mycia naczyń. Niech ktoś zatrzyma to szaleństwo! – parsknął jeszcze raz. – Trzeba jednak przyznać, że zaburzenia odżywiania przeszły niezły rebranding. Mamy facetów, którzy siedem dni w tygodniu chodzą na siłownie i jedzą w kółko ryż z kurczakiem i brokułem, a my jesteśmy zmuszeni udawać, że jest to absolutnie normalne – rozłożył ręce. – Gdzie się podział hedonizm młodych ludzi? Serio. Nie jecie, nie pijecie, nie palicie… – zawiesił na niej spojrzenie. – Palisz?
Uśmiech powoli zszedł mu z twarzy. Przez chwilę po prostu jej się przyglądał, już bez tego rozbawienia, które towarzyszyło mu przez większość rozmowy. Przesunął spojrzeniem po jej twarzy, zatrzymując je na oczach, jakby właśnie rozważał coś, czego wcześniej sam wcale nie brał pod uwagę. – A co, jeśli chcę? – dopiero po chwili zerknął na pustą butelkę po ginie. – Powinniśmy się poczęstować kolejną.

Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Miał przyjemnie brzmiący śmiech. W ogóle miał przyjemny głos, ale śmiech był szczególny. To, w jaki sposób rozprzestrzeniał się po pomieszczeniu, jak błyszczał w jego ciemnych oczach, jak wprawiał jego ciało w przyjemne dla oka rozluźnienie. Samira przyglądała się temu z ciekawością i zainteresowaniem; sposobowi, w jaki odrzucał głowę, jak wyginał częściowo ukryte pod zarostem usta i jak emanował spokojem, który Samira tak rzadko czuła podczas kontaktów towarzyskich.
W odróżnieniu od większości swoich rówieśników nie mówiła, że nienawidzi ludzi. Nie zawsze ich rozumiała, nadzwyczaj często (a w praktyce wręcz zawsze) się z nimi nie zgadzała, a jednak lubiła z nimi rozmawiać. Była ciekawa tego, w jaki sposób myśleli, jak postrzegali świat i co mieli do powiedzenia. Często się zaperzała, wchodziła z nimi w dyskusję, czasem otwarcie wyśmiewała to, co mówili, a czasem wystawiała na prowokacje, aby przekonać się, jak w takiej sytuacji zareagują. Z boku wyglądała na osobę, która w tym wszystkim się odnajdowała. Lubiła prowadzić zajęcia i dobrze sobie radziła z wystąpieniami publicznymi, choć często robiła się na nich poważniejsza, niż była rzeczywiście. Nikt jednak nie wiedział, jak duży koszt tego ponosiła. Bo w rzeczywistości Samira nie była tak sprawna społecznie, jak mogło się to wydawać, gdyby jej dziwność zrzucić na celowy ekscentryzm. Stresował ją kontakt z ludźmi, stresowały ją gafy, które popełniała i stosowało ją to, jakie wrażenie po sobie pozostawiała.
Wiedziała, że była mądra i wybitnie wyedukowana. Była też zdolna i miała naprawdę wiele cech, które w sobie lubiła i doceniała. Nie potrzebowała uznania innych, aby być pewną swojej wartości. A jednak (całkowicie wbrew sobie) potrzebowała innych. Nie tyle ich sympatii, co być może jakiegoś cichego podziwu, trochę zainteresowania, a może… A może jednak również uznania. Samira nie lubiła się nad tym zastanawiać, ale często, po jakiś imprezach, wyjściach, czy randkach, myślała o tym, co powiedziała, czy jak się zachowała.
W każdej innej sytuacji najpewniej byłaby zazdrosna o tę lekkość i swobodę Sama, ale teraz nie umiała. Dawała się jej ponieść, w pełni przez nią uwiedziona, grzejąc się w jej cieple i korzystając z tego, że nie wiedzieć kiedy, przy nim sama nabrała tej lekkości.

Nie była pewna, czy był to wynik jego śmiechu, czy może tego, co mówił, albo w jaki sposób to robił — a trzeba mu było przyznać, że już samym gestykulacją potrafił zaskarbić sobie uwagę — ale sama również roześmiała się w najlepsze tak, jak przy nieznajomych jej się to nie zdarzało.
— Nie wierzę! Twoja siostra to czytała?! — Samira roześmiała się w głos, kręcąc z głową z niedowierzaniem. — I co, które od kogo wykradało Grey’a? Tylko błagam, nie mów mi, że czytaliście to razem. — Pomachała przed sobą dłońmi, jakby chciała się odpędzić od jakiejś muchy.
Jego następnych słów słuchała jednak z zainteresowaniem. Dalej się uśmiechała, dalej przecież żartowali, głos Sama był dalej tak samo lekki, również wtedy, gdy mówił o koncepcji zdobywania, która szczególnie przyciągnęła jej uwagę. Słuchała. W nietypowy dla siebie sposób słuchała, nie wchodząc mu w słowo, jak często jej się zdarzało, szczególnie podczas imprez. Bo ostatecznie, w większości przypadków, Samira była w stanie przewidzieć co zaraz padnie. A tym razem była szczerze zainteresowana i urzeczona jego narracją.
— Te same dziewczyny były też uczone tego, że zawsze mają jęczeć i zamiast się skupić na własnym orgazmie, myślały tylko i wyłącznie o tym, co zrobić, aby to facet doszedł. — Tym razem wcięła się, nie mogąc pominąć tej kwestii. Ona nie dorastała w ten sposób. Ona na długi czas była pozbawiona tej presji i dostępu do kulturowych wyobrażeń seksu z prostego powodu: w jej tradycyjnym domu nie było na to miejsca i rodzice nad wyraz pieczołowicie dbali o to, aby żadne nieodpowiednie treści do niej nie dotarły. Docierały tak czy siak, ale przez długi czas Samira po prostu ich nie rozumiała. — Seks — jak cały świat — jest fiutocentryczny, nie wmówisz mi, że pytaliście się dziewczyn co robić. Raczej robiliście na oślep, uważając, że instrukcja obsługi jest równie prosta, co temperowanie ołówków. — Wciąż się uśmiechała, dalej była rozbawiona, oczy wciąż jej błyszczały, a spojrzenie się od niego nie odrywało, a jednak patrzyła teraz na niego inaczej. Głowę miała przechyloną, jakby właśnie wytykała mu najoczywistsze kłamstwo. Bo przecież tym właśnie była to próba przedstawienia się w tym jakże pozytywnym świetle.
Nie przeszkodziło jej to jednak wyciągnąć przed siebie swojej szklanki, którą się stuknęła o trzymany przez niego kubek.
— To najlepszy toast, za jaki kiedykolwiek piłam. — Przyznała z uznaniem. — Ale nie ma szans, nie łudź się, już zawsze będzie tak samo. — Samira chciała zmieniać świat i miała do tego gotowość. Wściekała się też na tych, którzy niczego nie robili, uważając, że jednostkowe działa nie mają sensu, było to nic innego, jak wygodna wymówka. — Jedyne, w co możemy wierzyć, to że zmieni się grupa, która będzie ją kształtować. — I to właśnie z myślą o tym upiła kilka łyków swojego drinka.
Krótko spojrzała na jego pusty kubek.
— Naprawdę uważasz, że literatura jest ograniczona? — Spytała i mogłoby się wydać, że na chwilę spoważniała, a jednak długo nie potrafiła się nie uśmiechać. Tym razem to ona pochyliła się nieznacznie w jego stronę, tym samym jeszcze bardziej zmniejszając pomiędzy nimi odległość. — To oburzające, abym musiała bronić godności literatury przy pisarzu! — Prychnęła, wracając do swojej części blatu. — …I tak pozbawiony jakiegokolwiek sensu. — Wcięła mu się, gdy mówił o kinie. — Właśnie zrobiłeś to samo, co kino robi samo ze sobą. Sprowadziłeś je wyłącznie do ładnego obrazka, podczas gdy funkcja prawdziwej sztuki jest zupełnie inna. — Znów pochyliła się w jego stronę. — Bo chyba nie musimy tu ustalać, że nie interesuje nas sztuka, która ogranicza się wyłącznie do bycia ładną. — To ostatnie słowo szczególnie zaakcentowała, po czym machnęła ręką, ponownie się prostując. — To zostawmy drobnomieszczaństwu.
I już sięgała po swojego drinka, z którego chciała się napić, ale gwałtownie odsunęła szklankę od ust.

— Nie! Zupełnie nie! — Zawołała, ani trochę się z nim nie zgadzając. Nie była pewna, czy rzeczywiście, ale musiała to zrobić, wciągnięta w jego narrację. — Jedno spojrzenie nie jest w stanie zrobić z całego filmu arcydzieła. Poza tym wciąż uważam, że nic nie jest w stanie przekazać tyle, co słowa.
Ona również patrzyła na niego, dopiero po chwili przenosząc spojrzenie za jego dłonią, która sięgnęła do kostkarki, która swoim dźwiękiem przypominała, że życie dalej się toczyło, a czas wcale nie zatrzymał. Dla Sami jednak życie na ten moment skurczyło się wyłącznie do tej stosunkowo małej kuchni i łamanego blatu, przy o który się opierali.
Słuchała go z uwagą, być może nawet większą, niż dotychczas. Samira wiedziała, że ze sztuki nie było pieniędzy. Artyści byli niedofinansowani, a zarabiali przede wszystkim ci, którzy produkowali — bo z pewnością nie . t w o r z y l i . — największe gnioty.
— Jeśli kiedykolwiek będziesz chciał się sprzedać, powinieneś rozważyć pisanie toastów na zamówienie. — Nie żeby to pochwalała. Kapitalizm jednak istniał i trudno było mu zaprzeczać. Można było więc go wykorzystać do tego, aby się utrzymać i zapewnić sobie środki na tworzenie prawdziwej sztuki.
— Ani trochę ci nie wierzę. Skoro piszesz, musiałeś też pisać wiersze. Nie mów mi, że nigdy nie podrywałeś żadnej dziewczyny, chociażby w liceum na to, że jesteś poetą. — Wytknęła mu z rozbawieniem. Było to okropne. Bawili się w to najczęściej performatywni mężczyźni, ale A.J. przecież taki nie był. I nawet jeśli w liceum podrywał dziewczyny na swoją wrażliwość poety, to jemu mogłaby to wybaczyć. Kurwa!
— Sam się podstawiłeś. — Przypomniała mu. — I dodatkowo naraziłeś, opijając mnie. — To mówiąc, uniosła swoją szklankę, aby następnie dopić resztę swojego drinka, który zdążył się już nieco rozwodnić przez ten przesadnie szybko topniejący lód.
Samira również się roześmiała, nawet wtedy, kiedy nie powinna tego robić. Tina nie była głupia. Gdyby zrobić jej testy na inteligencję nie wyszłyby słabe. A jednak rzeczywiście ani trochę się nie zachowywała jak osoba inteligentna. Poza tym ludzie mieli tę tendencję, że głupieli. Brakowało im stymulacji intelektualnej i wyzwań, ogłupiali się na własne życzenie mediami społecznościowymi i nadużywaniem AI, a później całkowicie zanikała w nich umiejętność krytycznego myślenia. Być może Tina była właśnie tego przykładem.
Tylko że za żadne skarby świata Samira nie zamierzała powiedzieć tego na głos. A już szczególnie nie przy żadnym facecie. Tym bardziej takim, którego dopiero co poznała, nawet jeśli był on Samem.
— To, co mówisz, pięknie brzmi w teorii. — Stwierdziła z uznaniem, kiwając przy tym głową z rzekomą aprobatą. — Ale w praktyce? To jak niewolnicy, którzy nie zdają sobie sprawy z tego, że są wykorzystywani. Jak pracownicy fabryki, którzy po całości są używani, ale jeszcze chwalą zarząd. Jak Meksykanie pracujący dla Elona Muska! — Stwierdziła z prawdziwym oburzeniem. — Będziesz się śmiał z jakiegoś Jorge, który pracuje w fabryce Tesli i jest szczęśliwy, że zarabia, a przy tym nikt nie przestrzega żadnych jego praw pracowniczych i za chwilę wypierdolą go z kraju? — Oburzenie i przejęcie zdradzały, że nie żartowała i na moment Samira miała poczucie, że zrobiło się dziwnie poważnie. A nie chciała wcale tej powagi. Chciała dalej słuchać jego śmiechu, dalej przerzucać się kolejnymi żartami, czy przykładami. I właśnie dlatego dodała: — Widzisz, do czego doprowadziłeś?! To wszystko przez to, że skończył się gin!
— Musisz uważać, bo niebawem możesz całkowicie stracić zdolność postrzegania. Czy istnieje jeszcze cokolwiek bez dodatkowej porcji białka?! — Roześmiała się w odpowiedzi na jego słowa. — Przypominam ci, że jestem inna od wszystkich, więc oczywiście, że palę, kiedy piję. — To mówiąc, sięgnęła do tylnej kieszeni swoich spodni, z której wyciągnęła zmaltretowaną, miękką paczkę Marlboro Goldów.
A później, całkowicie nagle, świat zdawał się zawiesić, kiedy Sam spojrzał na nią poważniej, niż robił to do tej pory. Udźwignęła to spojrzenie, choć poskutkowało to długim dreszczem, który spłynął w dół, wzdłuż jej kręgosłupa. Serce biło jej jak oszalałe, podbrzusze pulsowało, a ciało pokryło się gęsią skórką.

— To spróbuj. — Powiedziała cicho, jeszcze przez chwilę nie odrywając od niego oczu. W głowie miała pustkę, nawet nie zdążyła się zastanowić nad tym, co powinna powiedzieć i powiedziała po prostu to, czego w tym jednym momencie pragnęła.
Odwróciła spojrzenie za nim na butelkę.
— Powinniśmy. — Przytaknęła mu. — A że tą też przyniosłam, żeby na przyszłość mieć co pić u twojej siostry, to w sumie wychodzi na to, że jest do naszego użytku. — Postawiła szklankę na blacie, przesuwając ją w jego kierunku. Jak na złość jednak nie oderwała od niej dłoni. — A później powinniśmy iść zapalić.

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
30 y/o
For good luck!
188 cm
walić kapitalizm
Awatar użytkownika
put me on a lie detector and make sure they ask me if I gaf I want yall to see something
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

- Wszystko może być rodzinną aktywnością, jeśli twoi rodzice są wystar… Nie! Oczywiście, że nie! – zatrzymał sam siebie uważając, że żart poszedł zbyt daleko.
Shah wiedział, że niektórym kobietom trudno było zrozumieć, że młodzi chłopcy również mieli swoje łóżkowe problemy. I że potrafiły być cholernie stresujące. Czy skończył za szybko? Czy jego penis wygląda normalnie? Czy ona w ogóle coś czuje, skoro leży tak cicho? I, na litość boską, czy włosy naprawdę powinny rosnąć w tym miejscu?
- Nigdy nie powiedziałem, że się o to pytaliśmy – pokręcił głową, a palcem wskazującym postukał lekko w skroń. – To był raczej monolog wewnętrzny. W praktyce oczywiście po prostu wsadzaliśmy go i liczyliśmy na najlepszy możliwy efekt – rozłożył ręce, jakby trudno było oczekiwać od młodego mężczyzny bardziej zaawansowanych metodologii. – Wciąż tak robimy – uśmiechnął się pod nosem, a jego brwi podskoczyły delikatnie do góry. – Ale masz rację. Świat jest fiutocentryczny – na chwilkę zamilkł, spojrzenie swoje kierując w dół. – Wszyscy tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tego, że to męska seksualność jest centrum, że zaczęliśmy ją traktować jak coś banalnego i uniwersalnego. Kobietę uczy się, że ma być pasywna, że facet ma prowadzić i że to on powinien wiedzieć, co robić. Tylko… kto ma go tego nauczyć? Osiemnastoletni chłopak, który prawdopodobnie właśnie pierwszy raz widzi cipkę na żywo? Ma wiedzieć, co robić z jej ciałem, podczas gdy dla niej samej jej własne ciało jest trochę zagadką? – uśmiechnął się krzywo. – I jasne, prawdopodobnie on i tak będzie miał z tego więcej przyjemności. Statystycznie. Nie mamy tutaj idealnie symetrycznego systemu cierpienia – machnął ręką, uprzedzając ewentualny zarzut. – Ale wracając do tego, że się nie pytaliśmy… Mnie też nikt nigdy nie zapytał – podniósł na nią wzrok, a kącik jego ust drgnął. – I tak, oczywiście, prawdopodobnie miałem orgazm. Jakoś człowiek sobie radzi. Ale to nie znaczy, że nie czułem się wtedy traktowany bardzo po macoszemu. I ty naprawdę nie masz pojęcia co to robi z człowiekiem.
Oczywiście były sytuacje, w których bycie traktowanym jak przedmiot potrafiło być całkiem przyjemne. Zwłaszcza wtedy, kiedy sam decydował się nim zostać. Ale to nie znaczyło, że nie zauważał różnicy.
- Jest ograniczona – odpowiedział bez wahania. – Oczywiście, że jest – nie brzmiało to nawet jak przyznanie jej racji. Raczej jak coś tak oczywistego, że dziwił się, iż w ogóle musiał to powiedzieć. – Wszystko jest ograniczone. Teatr, muzyka, malarstwo. Człowiek. Język. Właściwie szczególnie język – przechylił głowę. – Dlatego kocham literaturę. Nie potrzebuję udowadniać, że jest najlepszym medium, najbardziej uniwersalnym czy wyrafinowanym. Nie istnieje przecież żadna komisja, która przyznaje sztuce punkty za… „możliwości”… Możesz kochać coś bez przekonania, że jest najlepsze. Tak samo możesz kochać człowieka, nie dlatego, że wygrałby konkurs na osobę roku – spojrzał na nią odrobinę dłużej. – Po prostu go kochasz.
Na moment zamilkł, jakby sam zauważył, że ostatnie zdanie zabrzmiało nieco bardziej serio, niż planował.
- Moja siostra jest na przykład kurwa popieprzenie idealna. Mam czasami ochotę ją… – dłonie zacisnęły się na moment w powietrzu, jakby obejmował nimi czyjąś szyję. – Ale to nie zmienia faktu, że ją kocham. Nie muszę sobie tłumaczyć, że jest najlepszą siostrą w historii ludzkości, żeby to czuć – wzruszył ramionami. – Ja wolę literaturę. Lubię to, co pozwala mi zrobić z językiem. Lubię jej ograniczenia, bo zmuszają mnie do kombinowania.
Parsknął śmiechem. – Nie. Właśnie tego nie powiedziałem. Właśnie zrobiłaś mi małą krzywdę interpretacyjną – przez chwilę obracał kostkę lodu w kubku, obserwując ją z rozbawieniem. Potem nagle odwrócił wzrok, jakby rzeczywiście nie był już w stanie dłużej na nią patrzeć. – Ale właśnie udało ci się zrobić coś, czego mi nie udało się zrobić przez trzydzieści lat. Właśnie zabiłaś we mnie tę ostatnią prostą komórkę odpowiedzialną za chęć oglądania po prostu czegoś ładnego – kącik jego ust uniósł się lekko, a zadowolenie widoczne na jego twarzy sugerowało, że wcale mu to nie przeszkadzało. – Więc dobrze, że mówisz.
Zwykle po takim czasie rozmowy z koleżankami siostry już zaczynał rozglądać się za wyjściem, papierosem albo kimś ciekawszym.
Najfajniejsza koleżanka jego siostry. I do tego ładna.
To drugie było wyjątkowo irytujące, bo znacznie łatwiej byłoby mu zachować intelektualną powagę, gdyby nie miał ciągłej świadomości jej twarzy, ust, włosów i tego, jak z każdym kolejnym zdaniem zbliżali się do siebie. I nagle wszystkie te rzeczy, o których mówił, przestały być abstrakcyjnym przykładem rozmowy o kinie.
- Jedno spojrzenie nie uratuje złego filmu. Film może być bardzo dobry, świetny, wręcz wybitny. Ale to właśnie małe rzeczy podnoszą go do rangi arcydzieła. I właśnie te rzeczy mnie fascynują, to czego nie da się napisać. Czego nie da się powiedzieć. Albo… czego ja po prostu nie potrafię… „The eyes, Chico. They never lie.”
Na słowa o sprzedawaniu się drgnął mu tylko policzek. Sameer nie sprzedawał się. Z jego talentu nie zrobiono marnej papki, przygotowanej pod konkretny rynek i konkretnego odbiorcę. Uwłaczające byłoby tworzenie czegoś, czego sam nie szanował, tylko dlatego, że wiedział, że ktoś za to zapłaci. Dlatego zdecydowanie wolał z dumą myć podłogi niż ze wstydem pisać erotyczny bestseller. W pierwszym przypadku sprzedawał tylko swój czas. W drugim musiałby sprzedać coś znacznie bardziej osobistego.
Roześmiał się i wzruszył ramionami, wsuwając dłonie do kieszeni spodni. – Nie kłamię! Miałem jedną dziewczynę w liceum i nie pisałem jej wierszy… - przesunął wzrokiem po kuchni, lekko wydął dolną wargę. Temat okazał się zdecydowanie bardziej kompromitujący, niż początkowo zakładał. Przez chwilę kołysał się lekko na piętach, raz do przodu, raz do tyłu. – Robiłem jej kanapki i wgrywałem spiracone playlisty na MP3 – przy tym wyznaniu zasłonił twarz dłonią, jakby samo wspomnienie było zbyt krępujące. Ugh. – Byłem naprawdę romantyczny.
Nastoletni Sameer był pod tym względem trochę inny, a jednocześnie zaskakująco podobny do mężczyzny, którym stał się później. Nie miał szczególnego sentymentu do idei „tej jedynej”, ale miał za to uczucia. Całkiem dużo.
Roześmiał się pod nosem, słysząc o kończącym się ginie, choć tym razem nie odpowiedział od razu. Przez chwilę patrzył na nią, analizując. Dziewczyna właśnie podrzuciła mu argument, którego nie zamierzał tak łatwo oddać. Co więcej, najwyraźniej sama zaczynała się nim coraz bardziej przejmować. Widział to w sposobie w jaki mówiła i tym napięciu w głosie. – Ale wtedy musiałabyś założyć, że każdy wybór, którego nie uważasz za dobry wynika z niewiedzy – uniósł lekko brwi. – Że Jorge jest szczęśliwy, bo nie wie, że jest wykorzystywany. Że Tina kocha Greya, bo nie wie, że jest szkodliwy. Że ktoś wybiera coś, czego ty byś nie wybrała, wyłącznie dlatego, że nie posiada odpowiedniej wiedzy. A co jeśli wie? – przechylił głowę. – Co, jeśli Jorge dokładnie wie, jakie ma prawa, dokładnie wie, jak wygląda jego praca i mimo wszystko uważa, że jest to warte wszystkiego? Co, jeśli przeczytał wszystkie artykuły, zna cały system, wie, że go wykorzystują i po prostu powiedział: dobra. Biorę to. – przesunął kubek po blacie, odsuwając go od krawędzi, po czym przysunął się bliżej kostkarki, znajdującej się między nimi. – Wtedy co? Mamy go żałować, bo podjął decyzję, której my byśmy nie podjęli? Współczuć mu, bo naszym zdaniem powinien wybrać inaczej? Czy może jednak pozwolić mu być idiotą we własnym zakresie? – mówił spokojnie, bez protekcjonalnego tonu. Ciekawy całej dyskusji i przede wszystkim osoby, z którą ją prowadził. Odsunął się od kostkarki tylko po to, żeby przesunąć nogą leżącą na podłodze kurtkę, robiąc sobie trochę miejsca. – Zresztą… hej! Czy z tobą nie jest tak samo? – pochylił się w jej stronę. Nie nieznacznie. Całkowicie, pewnie, patrząc jej prosto w oczy. – Skąd ja mam wiedzieć, dlaczego teraz stoisz tutaj i pijesz ze mną gin? Może dlatego, że masz ochotę napić się ginu z inteligentnym, przystojnym i egzotycznym facetem. Całkiem rozsądny wybór, swoją drogą. A może jesteś owładnięta potrzebą męskiej aprobaty i desperacko próbujesz zdobyć moje spojrzenie? – poprawił włosy, odgarniając je niedbale z czoła. – I co ja mam teraz zrobić? Współczuć ci? Powiedzieć: „Koleżanko, wracaj do dziewczyn, zanim zrobisz coś, czego naprawdę chcesz”? – parsknął śmiechem, tym razem już wyraźnie rozbawiony własnym wywodem. Przetarł dłonią twarz, pozwalając rozluźnionemu uśmiechowi wrócić na usta. – Boże. To chyba rzeczywiście przez ten gin. Albo przez tę szminkę…
Kiwnął głową z aprobatą widząc pomiętą paczkę papierosów. Jego paczka Camelów od dawna przestała być paczką Camelów. Była raczej niewielkim archiwum papierosów, których właściciele popełnili błąd, zostawiając je w jego zasięgu. Ktoś mógłby uznać to za zwykłe, bezczelne złodziejstwo. Sam patrzył na to raczej jak na zbieranie pamiątek. Ładna, własna paczka, pełna ładnych, własnych papierosów kojarzyła mu się z amatorszczyzną.
Zauważył zmianę w jej głosie. To, że nie roześmiała się od razu. Sposób, w jaki utrzymywała jego spojrzenie. A.J. nie był idiotą! Mógł nie znać dziewczyny nawet godziny, ale potrafił rozpoznać, kiedy czyjaś uwaga przesuwała się z rozmowy na niego. Zwłaszcza że sam przed chwilą tak pięknie rozprawiał o tym, czego nie da się powiedzieć. Tylko że… równie dobrze mógł być po prostu już trochę pijany. Mieszanka piwa i ginu była w stanie obalić ten lichy materiał dowodowy.
Sameer spuścił wzrok na własne dłonie, a kącik jego ust uniósł się powoli. Pokiwał lekko głową, a później roześmiał się i pokręcił głową. – Ooo, nie! – uniósł na nią wzrok, wyraźnie rozbawiony. – Ty mnie właśnie podpuszczasz – również przesunął swój kubek po blacie, odbijając jej ruch. Tak samo nie puścił go z rąk. Łokciem za to oparł się wygodniej o kostkarkę, znajdując idealną wymówkę, żeby swoje ciało pozostawić tam, gdzie stało. – Już ci się znudziła nasza rozmowa i postanowiłaś wkręcić mnie w tę historię starą jak świat? – pokręcił głową z udawanym oburzeniem. – Zdobywca i zdobywana niewiasta? Niemiło. Naprawdę niemiło – i choć mówił to z rozbawieniem spojrzenie, którym ją obejmował, zdradzało, że wcale nie zamierzał się odsuwać. Zerknął na stojące na stoliku butelki. – Właściwie nie wiem nawet, która jest twoja – przesunął swój kubek jeszcze kawałek w jej stronę, aż delikatnie stuknął o jej szklankę.- Na żadnej nie ma szminki.

Samira Farhadi
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
gall anonim
brak AI, niekierowanie i nieczytanie w myślach postaci, ciekawe wątki, czytanie KP, otwarta komunikacja i wzajemne zaangażowanie triggers me
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nie! Proszę, nie kończ! — Weszła mu w słowo ze śmiechem. Wiedziała, że wyłącznie żartował, a jej rozbawienie dowodziło temu, jak dobrze się przy tym bawiła, ale istniały rzeczy, które nigdy nie powinny paść głośno, nawet w formie żartu. — Ja też mam brata! — Dodała, mocno zamykając oczy i potrząsając przy tym głową, jakby w ten sposób chciała wytrząsnąć z niej wizję zakorzenioną przez Sama.
Jej własna relacja z bratem ani trochę nie wyglądała, jak ta, którą miało rodzeństwo Shah. Była trudna, skomplikowana i z roku na rok coraz gorsza. Jej brat nigdy nie przyszedłby na zorganizowaną przez nią imprezę. I to na całe szczęście.
— No wiesz co? Chcesz mi powiedzieć, że Pięćdziesiąt twarzy jednak niczego nie zmieniło?! — Spytała z oburzeniem, powstrzymując kolejną salwę śmiechu. Nie miała pojęcia, kiedy ta rozmowa skręciła w tą stronę. Nie była pruderyjna. Nie miała problemu z takimi rozmowami. Życie w końcu kręciło się wokół seksu. Właśnie tak wyglądał świat. Z tym że nie jej. Doświadczenie Samiry i jej łóżkowe historie można było policzyć na palcach jednej ręki. Były upokarzające, dowodziły temu, że faceci byli gorszym sortem ludzi i nie były rzeczą, o którą miała zwyczaj z kimkolwiek rozmawiać. Nie przeszkadzało jej to jednak się na temat seksu wypowiadać.
A teraz, za Sameerem, spojrzała bezceremonialnie w dół, na jego krocze. W kuchni zrobiło się nagle duszno. Sami poczuła, jak oblepia ją panujący w powietrzu gorąc, który jednak wygenerowany był przez nic innego, jak jej ciało. Potrzebowała powietrza.

— A z wiekiem sytuacja wcale się nie zmienia. — Podchwyciła. — Trzydziestolatkowie tak samo, jak osiemnastolatkowie nie wiedzą, co zrobić, a trzydziestolatki tak samo, jak osiemnastolatki nie znają swoich ciał. Szczytem kobiecej eksploracji swojej seksualności okazał się pingwinek, który jako pierwszy zagwarantował kobietom jedne z pierwszych orgazmów, ale jednocześnie całkowicie zabił ich potrzebę poznawania swojego ciała. — Słuchała go jednocześnie uważnie, ale już po chwili energicznie weszła mu w słowo: — Facetów nie trzeba pytać! Faceci sami uwielbiają o tym opowiadać, dawać instrukcje, albo po prostu robić to, na co mają ochotę i co im się podoba! — A później, na wzmiankę o orgazmie, wskazała na niego dłonią, jakby chciała w ten sposób podkreślić jego własne słowa i pokiwała głową. — No właśnie! No właśnie! Miałeś orgazm! To zamyka w ogóle tę dyskusję! Gdybyś zapytał wszystkich dziewczyn, które dzisiaj, teraz znajdują się w tym mieszkaniu, to gwarantuję ci, że dowiedziałbyś się, że żadna z nich w wieku nastoletnim nie zaliczyła ani jednego orgazmu podczas seksu. A jeśli Tina lub jakaś jej koleżanka powiedziałaby, że zaliczyła, to byłoby to nic innego, jak kłamstwo. Bo my, kobiety jesteśmy wychowywane do tego, aby kłamać o własnej przyjemności, byleby tylko nie zrobić przykrości facetowi i przez przypadek nie nadszarpnąć jego jakże kruchego ego. Powiem ci więcej! — Dodała, machając dłonią na wszelki wypadek, aby nie przyszło mu przez myśl jej przerwać. — Po latach nic się nie zmienia! Kobiety, tak samo, jak wcześniej, nie dochodzą! Mogą co najwyżej zaliczyć szybki orgazm łechtaczkowy, o który najczęściej same muszą zadbać! Wyobraź sobie, co to dopiero robi z człowiekiem… — Dokończyła już spokojniej, ale za to sugestywnie, odwołując się w ten sposób do jego własnych słów. A później zerknęła na stojącą pomiędzy nimi kostkarkę. Najchętniej zanurzyłaby głowę w tym nieszczęsnym lodzie, choć wcale by się tam nie zmieściła. Mogłaby zanurzyć więc przynajmniej rękę, licząc na to, że może w ten sposób udałoby się jej schłodzić, ale było to głupie. Poza tym wcale by nie wystarczyło.
— Geez! — Westchnęła. — Brzmisz jak nauczyciel angielskiego z serialu dla nastolatek, który mówi dokładnie to, co każda wrażliwa nastolatka chce usłyszeć. I pozwól, że nie będę dalej rozwijała figury nauczyciela. — Spojrzała na niego znacząco. Nie o to przecież chodziło. — To, co mówisz to jakieś… — Zamachała dłońmi w powietrzu, szukając odpowiedniego słowa. — To jakieś komunały w najczystszej postaci! I co? Mam się z tobą zgodzić? Mam sobie pomyśleć: o cholera, jak on mądrze mówi, przekonał mnie! Nie ze mną takie numery! Nie będę się skupiać na tym, jak wszystko jest niedoskonałe, ponieważ jest niczym innym, jak wytworem człowieka, a my ludzie z natury jesteśmy niedoskonali. — Powiedziała to egzaltowanym tonem, już po chwili wracając do swojego normalnego; energicznego, zaangażowanego i pełnego emocji. — Jeśli kochasz coś za jego niedoskonałość, to znaczy, że powinieneś kochać wszystko! Kocha się za to, co szczególne, wyjątkowe i unikalne. I z ludźmi jest tak samo. — Utrzymała jego spojrzenie, sama nie odrywając swojego. — Kochasz kogoś za to, bo dostrzegasz jego wyjątkowe cechy, które być może są niewidoczne dla innych. — Dodała odrobinę ciszej, zaraz później na chwilę milknąc. Nie była specjalistką od miłości. W swoim życiu była zakochana dokładnie zero razy. Owszem, przychodziła krótsze i dłuższe fascynacje, czasem zauroczenia, ale zakochana nigdy nie była. Tak samo, jak nigdy nie była w żadnym związku.
Roześmiała się na wzmiankę o przyjaciółce. Shah rzeczywiście była idealna. I tak samo, jak A.J. miała czasem ochotę ją udusić. I tak samo ją kochała. I nie było różnicy, że oni wychowywali się wspólnie, wzrastali w tym samym domu i połączeni byli więzami krwi. Samira wiedziała, że kochała ją równie mocno.
— Twoja siostra potrafi podsumować każdą, ale to dosłownie każdą sytuację jednym zdaniem. Znasz drugą osobę, która by to potrafiła? — Było to pytanie retoryczne, na które ani myślała pozwolić mu odpowiedzieć, oczywiście, że nie znał. — I myślę, że za to pewnie ją też kochasz. — Podsumowała na potwierdzenie swojej tezy. — Albo za to, że śmieje się jak delfin. Spotkałeś kiedyś kogokolwiek, kto śmiejąc się, wydaje odgłosy delfina? — To również było pytanie retoryczne, na które uniosła nieznacznie brwi. Wiedziała, że ma rację. Śmiech Shah budził powszechne zainteresowanie i uwielbienie. I nie było to żadną nowością.
— Powiedziałeś! — Wytknęła mu ze śmiechem, bardzo przy tym z siebie zadowolona. — Krzywdę? Proszę bardzo, poznaj moje oblicze pani Grey. — Dodała, próbując przynajmniej przez chwilę zachować powagę. Znów na chwilę zatrzymała spojrzenie na jego ciemnych oczach. Cholera! Za dużo na niego patrzyła, ale jak na złość, teraz, gdy próbowała zatrzymać wzrok na czymkolwiek innym, wszystko to wydało się jej nienaturalne i dziwne i ostatecznie jej spojrzenie powróciło do męskiej twarzy. — Dobrze, że mówię? — Powtórzyła po nim z zawadiackim uśmiechem. — Kto by pomyślał, że znajdzie się jakiś facet, który nie chce uciszyć kobiety.
Słuchała go z niesłabnącym zainteresowaniem. Wszystkiego, każdego słowa, którego była ciekawa, na każde czekając z tym samym, niesłabnącym podekscytowaniem. Nawet historię jego licealnej dziewczyny łyknęła z tym samym zainteresowaniem. Shah miała rację. Jej brat rzeczywiście różnił się od innych, ale ani myślała przyznawać tego na głos.
— Chcesz mi powiedzieć, że już w liceum popełniałeś przestępstwa, mówiąc, że robisz to dla dziewczyny? I może jeszcze z miłości do niej? Proszę bardzo, toksyczna męskość! — Wytknęła, oczywiście żartując, a jednak coś w tym było. Później wiadomo, wszystkie morderstwa również popełniane były z miłości. — No tak, nie ma nic równie romantycznego, co łamanie prawa. — Próbowała spojrzeć na niego poważnie i twardo, ale ostatecznie jej się to nie udało.
— Słusznie… — Powiedziała, bo zauważył to, co pewnie niejednemu by umknęło. Nie zamierzała się jednak z nim zgodzić. — Tylko ty zakładasz, że wiedza łączy się bezpośrednio ze świadomością i autonomicznością, a poza tym… — Mogło się zdawać, że na chwilę się zawahała, ale w rzeczywistości jej pauza miała zrobić miejsce dla kolejnej, kontrowersyjnej tezy. — Gdyby Jorge i Tina jedli cukier, chociaż wiedzieli, że jest on niezdrowy, ale mimo wszystko go jedli, to w ten sposób szkodziliby tylko sobie. Powiedzmy, że miałoby to konsekwencje wyłącznie jednostkowe, chociaż wiadomo, że coś takiego nie istnieje, bo zawsze ma to jakiś społeczny impakt. W każdym razie, jebać, niech sobie chorują na cukrzyce, czy cokolwiek. Tylko że wybory Jorge i Tiny, które do dotyczą jedzenia cukru, wpływają na całe społeczeństwo i mają później konsekwencje dla nas wszystkich. Może więc jednak cenzura wcale nie jest zła? Może systemy autorytarne też nie są najgorsze? Nie uważasz, że istnieje grupa ludzi, za którą lepiej byłoby dokonywać wyborów? — Spytała z zaangażowaniem, teraz intensywnie wpatrując się w jego twarz. Szukała w niej przebłysku pierwszej reakcji. Czegokolwiek, co zdradziłoby jej z kim miała naprawdę do czynienia.
— Ze mną? — Spytała z rozbawieniem. Nie cofnęła się. Ani drgnęła, choć teraz A.J. znalazł się naprawdę blisko. A ona chciała być jeszcze bliżej. Chciała być znacznie, znacznie bliżej. — Jest jeszcze trzecia opcja… — Trzecią opcją był zachwyt bratem przyjaciółki Trzecią opcją była chęć przetestowania jak szybko fajny brat przyjaciółki okaże się zwykłym kutasem. A jednak nie to powiedziała na głos: — Jestem kaznodziejką i przyszłam tutaj nawracać ludzi, a ty okazałeś się idealnym celem. Samotny, w odizolowanej kuchni, uwięziony… — Spojrzała na niego znacząco. To on stał w końcu dalej od drzwi. — Dałeś się złapać. — A później nie wytrzymała i zaśmiała się w końcu, wciąż jednak na niego patrząc.
Rozbawienie nie zdążyło zniknąć z jej oczu, kiedy roześmiała się tym razem głośno i perliście na jego kolejne stwierdzenie.
— Musiałam sprawdzić, czy nie kłamałeś, z tym że wolałbyś być Anastazją. I czy rzeczywiście odczuwasz prawdziwą niechęć do zdobywania, czy to tylko takie bajerowanie. — Sposób, w jaki na nią patrzył i ta niewielka odległość, która ich dzieliła, sprawiały, że w Samirę uderzył kolejny napływ gorąca. Westchnęła. Westchnęła w taki sposób, jakby znajdowała się w saunie parowej, bo właśnie tak się czuła. I to nie była w tej saunie sama. Uniosła ręce do głowy, palce wplatając w gęste włosy na potylicy, aby odsunąć długie pasma od rozgrzanego karku. Spojrzała na alkohole. Dopiero teraz, kiedy jej łokcie znajdowały się na wysokości jej głowy, zdała sobie sprawę z tego, że jednak nie stali aż tak blisko siebie. Była w końcu daleka od zahaczenia go rękami. — W takim razie tym razem to ja zrobię nad drinki. — Mówiąc to, opuściła w końcu dłonie. Włosy ponownie opadły jej na plecy, a ona, niewiele myśląc, pokonała ostatnią, dzielącą ich odległość. Zrobiła krok w jego stronę — oczywiście po to, aby znaleźć się bliżej kostkarki, do której się odwróciła, tym samym ustawiając się bokiem do mężczyzny. Tym razem znalazła się rzeczywiście blisko. Na tyle, że kiedy sięgała po jego kubek z roztopionym już po części lodem, nieznacznie musnęła jego koszulkę na wysokości brzucha. Odsunęła się tylko po to, aby przenosząc ciężar na prawą nogę, pochylić się w kierunku zlewu, do którego wyrzuciła resztki lodu i roztopionej z niego wody, a następnie wrócić w to samo miejsce, tak samo blisko niego. A później chwyciła butelkę ginu i niewiele myśląc, przycisnęła jasną etykietę do ust, pozostawiając na niej nikłe odbicie szminki. — Nie martw się, już zaklepana.

Sameer Shah
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”