26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
sweet tea in the summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Pokręciłam głową rozbawiona jego słowami. Jeśli dostanę naprawdę ciekawą książkę, nic nie może mnie rozproszyć. Nawet powrót mojego chłopaka do pokoju. Zresztą spędziłam ten czas naprawdę przyjemnie, może nawet za bardzo. Jestem chyba złą dziewczyną, skoro najchętniej ponownie wróciłabym do czytania książki, a jego ponownie wysłała na dół, gdzie aktualnie trwa dalej cała impreza. Zaskoczona poprawiłam trochę pozycję i jedna ręka z automatu poleciała w stronę jego włosów. Trochę boję się go dotykać, jest cały poobijany i siniaki muszą zaczynać dawać o sobie znać. Dlatego delikatnie przyłożyłam rękę do jego klatki piersiowej, bawiąc się wypukłymi napisami.
— Jeśli wypijesz to nie będę zła. Zawsze mogę ja prowadzić, jeśli dasz mi kluczyki do swojego auta — Może dwa razy dał mi prowadzić? Jego auto jest większe od mojego, przez co opanowanie go jest trudniejsze? Zresztą muszę ustawić sobie fotel i lusterka, a to też zajmuje trochę czasu. Moje jest mniejsze, nie jest wielkim klockiem, który porusza się pojezdni. Idealny dla mnie i mojego stylu jazdy. Chociaż, jak się rozłoży fotele i pozbędzie się dachu w jego aucie, przyjemnie się ogląda gwiazdy na niebie. To jest fajna zaleta jego auta, którą osobiście bardzo polubiłam.
— A ja liczyłam, że wrócimy do twojego domu. Jednak to pokój Jakę, a on raczej też będzie chciał wrócić do swojego pokoju, a nie spać na kanapie — Oczywiście, jeśli znajdzie czyste miejsce, gdzie nikogo nie będzie oraz bez żadnych dodatkowych niespodzianek. Raz pomagałam w sprzątaniu tego całego bajzlu. Nie mogłam spać, większość leżała, gdzie było miejsce i pachniało nie za fajnie. Stell miał taki sen, że nie mogłam go obudzić. Tak więc trochę pomogłam dla chłopaków, większe problemy zostawiła dla nich. Nie mam zamiaru sprzątać czegoś, co mnie samą obrzydza. — A taniec? Możemy w sumie zatańczyć… — Zaproponowałam, ale nie mogłam skończyć swojego zdania. Lubię jak całuje mnie tak niespodziewanie, ale teraz trochę byłam zaskoczona. Zabrałam rękę z jego piersi i zaczęłam rozwiązywać na spokojnie kokardę trzymającą zapięcie mojego gorsetu. Zirytowana zostawiłam połowę rozwiązanego gorsetu, to tylko tak ładnie wygląda, a tak trudno tego się pozbyć. Miałam pozbyć się teraz jego koszulki, ale zaczął dzwonić mój telefon. Kurde. Zapomniałam, że w trakcie tej głupiej imprezy muszę wziąć kolejną dawkę leków. Jęknęłam niezadowolona, nie lubię takiego rozproszenia.
— Możesz dalej całować, ale musisz dopuścić mnie do tabletek — Zachichotałam. Zabrałam rękę z jego włosów i na oślep wyłączyłam alarm. Obok miałam małą kosmetyczkę, gdzie włożyłam swoje leki. Usiadłam na tyle, ile tylko mogłam i szybko połknęłam odpowiednią dawkę. Popiłam wodą i ponownie go do siebie przyciągnęłam. Pocałowałam tak, że zaraz straciłam cały tlen w płucach.
— Smakujesz jak mój truskawkowy błyszczyk, wiesz? — Rozbawienie było widoczne na mojej twarzy. Nigdy nie byłam dobra w nurkowaniu, ponieważ szybko się męczyłam i brakowało mi tlenu. Tu teoretycznie wyszło tak samo. Zrobiłam za szybkie ruchy, za mocno go pocałowałam i nabrałam za mało powietrza do płuc. Gdyby nie moja choroba, nie miałabym teraz takie zadyszki. Nie biegam, a czasami czuje się jak po maratonie. Nawet jak się tylko z nim całuję, zaraz pewnie cała bańka pęknie. Bo jest za bardzo opiekuńczy. Szybko zarzuciłam nogę na jego uda, aby nie mógł się podnieść.
— Nawet o tym nie myśl, zaraz mi przejdzie. Zresztą jestem nagrodą, tak? Więc wróćmy do całowania i macania — Wiem jak reaguje, zawsze przestaje lub zaczyna być delikatniejszy. Tylko nie chcę, aby był delikatny. Przypadkowo nasze biodra się o siebie otarły. Totalnie przypadkowo.

Stellan Thompson
moonlight_13
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan jedynie przewrócił oczami na propozycję oddania jej kluczyków do samochodu. Nie miał nic przeciwko temu, żeby Isabella czasami prowadziła, ale zdecydowanie wolał sam siedzieć za kierownicą. Szczególnie że po jej ostatniej przejażdżce musiał na nowo ustawiać fotel i lusterka.
- Nie ma mowy. Znowu będę przez tydzień szukał odpowiedniego ustawienia fotela - rzucił z rozbawieniem, po czym pokręcił głową, słysząc jej kolejne słowa. - Jake sam zaproponował nam pokój. Poradzi sobie.
Nie zamierzał się przejmować tym, gdzie jego kumpel spędzi noc. Jake doskonale wiedział, na co się zgadza, a poza tym miał cały dom do dyspozycji. Propozycję tańca skwitował jedynie uśmiechem, bo zanim Bella zdążyła rozwinąć temat, ponownie zajął jej usta swoimi. Tańczenie mogło poczekać.
Poczuł, jak jej palce zaczynają rozwiązywać wiązanie gorsetu i odruchowo przesunął dłoń na jej plecy, nie zdążył nawet porządnie przyjrzeć się zapięciu, kiedy rozległ się dźwięk telefonu. Oderwał się od jej ust i spojrzał na urządzenie z wyraźnym niezadowoleniem. Dopiero wzmianka o tabletkach sprawiła, że bez protestowania odsunął się na tyle, żeby mogła usiąść.
- Masz fatalne wyczucie czasu z tym alarmem - mruknął, sięgając po książkę, którą wcześniej odłożyła na bok. Przez chwilę obracał ją w dłoniach, przyglądając się okładce, podczas gdy jego dziewczyna zajmowała się lekami. Odłożył książkę dopiero wtedy, kiedy ponownie przyciągnęła go do siebie. Chętnie odwzajemnił pocałunek, wsuwając dłoń w jej włosy i przytrzymując ją bliżej siebie. Musiał przyznać, że potrafiła skutecznie odwrócić jego uwagę od wszystkiego, - To chyba znaczy, że powinienem ci go częściej podkradać - odpowiedział na uwagę o błyszczyku, uśmiechając się pod nosem. Odruchowo poluzował uścisk i już miał się odsunąć, kiedy poczuł jej nogę na swoich udach. Spojrzał najpierw na nią, później na dziewczynę, unosząc brew. Nie musiała nawet kończyć swojej wypowiedzi, żeby zrozumiał, o co jej chodzi. - Dobra, dobra. Już nic nie mówię - zapewnił, choć przez chwilę jeszcze obserwował jej twarz, upewniając się, że rzeczywiście dochodzi do siebie.
Nie zamierzał robić z tego większego problemu, skoro sama twierdziła, że zaraz jej przejdzie. Zamiast tego przesunął dłoń po jej udzie, które nadal spoczywało na jego nogach. Kiedy ich biodra ponownie się zetknęły, parsknął śmiechem. Jakoś trudno było mu uwierzyć, że zrobiła to zupełnie przypadkowo. Szczególnie po tym, jak przed chwilą otwarcie zaproponowała powrót do całowania i macania.
- Strasznie niecierpliwa jesteś, wiesz? - mruknął z rozbawieniem. Pochylił się, żeby pocałować ją w policzek, a następnie w kącik ust. Tym razem jednak nie spieszył się z kolejnym pocałunkiem, pozwalając jej jeszcze przez chwilę spokojnie oddychać. Przesunął się nieco na bok, nadal trzymając ją blisko, a potem zerknął na rozwiązaną do połowy kokardę gorsetu. - Daj to, bo do rana się z tym będziesz męczyć - rzucił, sięgając do wiązania.
Przez moment walczył z tasiemkami, próbując zorientować się, która odpowiada za poluzowanie całości i kiedy w końcu udało mu się rozplątać, uśmiechnął się z satysfakcją. Nie miał pojęcia, dlaczego dobrowolnie założyła coś tak niewygodnego, ale musiał przyznać, że wyglądała w tym cholernie dobrze. - No dobra. Na czym skończyliśmy? - zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź.
Nie czekając na nią, pocałował ją ponownie, obejmując dłonią jej policzek. Drugą ręką przyciągnął ją bliżej siebie, uważając jedynie, żeby przypadkiem nie przygnieść jej swoim ciężarem. Nie zamierzał już wracać do tematu imprezy, samochodu ani nawet tego, gdzie Jake będzie spał. Mieli przed sobą całą noc, a on zdecydowanie wolał poświęcić ją niej niż kolejnym rozmowom.
Isabella Serrano
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
sweet tea in the summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Z jednej strony powinno być mi głupio, ale teoretycznie Jakę sam dał nam ten pokój, prawda? Zawsze zresztą go tak chętnie oddawał. Jakby nie chciał do niego wracać po imprezie lub w czasie jej trwania. Czasem się właśnie zastanawiam, dlaczego tak się działo, ale potem przypominam sobie jedno. Należy do tej samej drużyny co mój chłopak, może chce tak zapunktować u swojego kapitana? No i jako jedyny chce ze mną rozmawiać, a rozmawia dość normalnie i nie robi chorych akacji. To jedyny osobnik z tej całej drużyny, który ma do mnie dość normalne podejście. Takie ludzkie, jeśli tak mogę to wszystko nazwać. No a tak chcę to jednak nazwać, zwłaszcza jak mi on pomógł, i to nieraz. Niezależnie, czy to z powodu mojego chłopaka lub czegoś innego. Jednak wolę żyć w przekonaniu, że to z dobroci jego serca i jednak mnie on lubi, ponieważ ja go lubię.
Wplotłam palce w jego ciemne kosmyki. Im dłuższe je ma, bardziej stają się jak małe sprężynki. Są urocze, strasznie lubię się nimi bawić. Jego małe kopie, pewnie będą mieć też takie urocze małe sprężynki na swojej głowie. W sumie chciałabym takie zobaczyć w dalekiej, ale naprawdę dalekiej przyszłości. Jeśli nam się uda, ponieważ może być z tym wszystkim naprawdę różnie. Nie chcą krakać, chciałabym, aby wszystko zostało, tak jak jest teraz. Lubię żyć w naszej bańce mydlanej, która jest nasza i podzielana jest na szkolne obowiązki.
— Teraz tylko macanki, dobrze? Chcę jeszcze wybrać się na obiecaną randkę w naszej ulubionej knajpce. Wieczorem jest tam romantycznie, a dzisiaj zasługujesz też na dobre jedzenie — Powiedziałam to, jeszcze przed jego pocałunkiem. Mój oddech zaczął się uspokajać, więc nie muszę martwić się razie na nic. Leki też zaczynają działać, więc raczej nic nam już nie będzie przeszkadzać. Nie chcę też za bardzo sprawiać mu ból. Jest po zawodach, nawet leki przeciwbólowe mają swój limit. No dzisiaj dość mocno oberwał, ale za to wygrał. Nie jestem z tego zadowolona, nie pod względem tego, że ucierpiał. Jednak jestem mega dumna, że wygrał i pokazał, że stać go na jeszcze więcej. Zwłaszcza jak pokazał wszystko dla osób, które odpowiedzialne są za nasze studia. Dobrze byłoby, gdyby komuś się spodobał i dostał stypendium do najlepszej uczelni. Przypadkowo trochę mocniej ścisnęłam filetowego siniaka, który dopiero zaczynał rosnąć z czasem.
— Przepraszam, naprawdę nie chciałam. Wszystko dobrze? Przeciwbólowe nie zawsze działają, kiedy tego potrzebujemy — Zmartwiona pocałowałam go w miejsce sinego miejsca. Tego naprawdę nie lubię, ale muszę się z tym wszystkim pogodzić. Zwłaszcza przez jego hobby i pewnie przyszyły zawód. Jeśli teraz tak się wciągnął, pewnie będzie dalej to wszystko chciał ciągnąć. Niezależnie, ile będzie miał lat, chociaż? Może kiedyś będzie uczył małych chłopców grać w hokej? Widzę go w tej roli za parę lat.
— To tatuaż, czy kolejny siniak? — Spytałam zaciekawiona. Trudno mi to ogarnąć, ponieważ światło nie pomogło i pozycja, w jakiej jesteśmy też jakoś nie pomaga. Przyciągnęłam go do kolejnego pocałunku, teraz naprawdę się z niczym nie spieszyłam, chciała, aby było to spokojne i bez żadnej presji. Prawie jak postacie z mojej książki, którą czytałam przed jego przyjściem. Przypadek? Nie sądzę. Czasem chyba nie powinnam myśleć o swoim życiu, jak z książki, ale lubię takie podejście. Jest tylko i wyłącznie moje.
— Ciągle myślę o wszystkim, ale nie tym co robimy teraz — Zmarszczyłam czoło.

Stellan Thompson
moonlight_13
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miał problemu z tym, żeby ograniczyć się do całowania i przytulania. Jasne, liczył na nieco więcej, szczególnie po jej wcześniejszych zaczepkach, ale nie zamierzał robić z tego tragedii.
- Czyli najpierw mnie rozpraszasz, a potem proponujesz jedzenie? Sprytnie - mruknął z rozbawieniem, muskając ustami jej policzek.
Przesunął się bliżej, pozwalając jej dalej bawić się swoimi włosami. Lubił, kiedy to robiła, chociaż nigdy specjalnie się do tego nie przyznawał. Przez moment przymknął nawet oczy, i wszystko szło całkiem przyjemnie, dopóki Bella nie trafiła palcami w jeden z bardziej bolesnych siniaków.
- Kurwa! - wyrwało mu się, zanim zdążył ugryźć się w język.
Zaraz jednak pokręcił głową, widząc jej zmartwioną minę. Nie był na nią zły. Po prostu cholernie zabolało, a tego miejsca sam starał się nie dotykać. Kiedy pochyliła się, żeby pocałować siniaka, parsknął cicho śmiechem.
- Żyję. Trochę mnie poobijali, nic nowego - zapewnił, przesuwając dłonią po jej plecach. - Ale jak chcesz mnie dalej całować na przeprosiny, to nie będę protestował. Siniak. Chyba że ktoś mi zrobił tatuaż podczas meczu i zapomniał powiedzieć - odpowiedział, uśmiechając się krzywo.
Nie zdążył dodać nic więcej, bo ponownie przyciągnęła go do pocałunku. Objął ją mocniej, przesuwając dłonią po jej talii i pozwolił, żeby sama nadawała tempo. Dopiero kiedy się odsunęła i oznajmiła, że myślami jest zupełnie gdzie indziej, uniósł brew. Przez chwilę przyglądał się jej zmarszczonemu czołu, a potem bezceremonialnie pocałował ją właśnie w to miejsce.
- Zauważyłem. Jeszcze chwila i zacznę być zazdrosny o tę twoją książkę - rzucił z rozbawieniem.
Sięgnął po telefon, żeby sprawdzić godzinę i spojrzał na Isabellę, tym razem z nieco bardziej zaczepnym uśmiechem. - To co, powiesz mi, co ci tak chodzi po głowie, czy mam zgadywać? - zapytał, delikatnie zaczepiając palcem o jej podbródek.
Nie zamierzał jej poganiać. Jeśli chciała jeszcze chwilę poleżeć, nie miał nic przeciwko temu. W końcu po całym dniu biegania po lodowisku i obijania się o innych zawodników odpoczynek również mu się przydał. Przyciągnął ją więc z powrotem do siebie i poprawił poduszkę pod głową, starając się nie naciskać na obolały bok.
Isabella Serrano
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
26 y/o
For good luck!
166 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
sweet tea in the summer
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjipierwszoosobowy
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Może to wina tego, że jesteśmy tutaj? Sądziłam bardziej, że zaraz po tej imprezie pojedziemy na nocne zjedzenie naszego deseru, a dopiero potem wrócimy do jego domu. Być może na to moje ciało się nastawiło, a nie zostanie tutaj, gdzie na dole trwa teraz impreza. Wiem, że nikt tutaj nie wejdzie, ale zawsze może ktoś zapukać, czy coś. Dziwnie mi tak zostać tutaj na noc, jakoś dzisiaj mam z tym jakiś problem. Tylko nie wiem, co mi bardziej przeszkadza. Impreza, czy ten pokój.
— Po jedzeniu jest deser, czy nie? Zresztą nie powiedziałam, że dostaniesz całą nagrodę teraz — Dotknęłam delikatnie jego nos. Teoretycznie mówię teraz prawdę, przecież nie powiedziałam, kiedy i jak ją uzyska. Dostanie nagrodę, ale raczej nie tutaj. Wolę bardziej bezpieczne miejsce. Jego dom jest dla mnie bezpieczny, bo tam wiem, kto jest i raczej nie zrobi nam niezapowiedzianej wizyty. Trochę mi lepiej po wiadomości, że to jednak siniak. Nie wiem, dlaczego, ale wolałabym być przy nim. No, i to jakiś taki trochę ważniejszy moment w jego życiu. Zwłaszcza jak tuż już na zawsze zostanie na jego ciele.
— Jeśli będziesz chciał to zrobić, chcę być przy tym. Ktoś musi ciebie trzymać za rękę — Delikatnie się uśmiechnęłam. Taka mała propozycja, ale nie musi się na to zgadzać. Zresztą nawet nie jestem pewna, czy będzie chciał zrobić sobie tatuaż. To była moja pierwsza myśl, jak zobaczyłam ten dziwny siniak. Mam tylko nadzieję, że on zaraz zniknie i nie będzie problemu. Za dużo już ich u niego widziałam, ale ten wyjątkowo inaczej wygląda.
— Jakoś nie czuję, że to odpowiednie miejsce na czułości. A raczej nie ten pokój. Chcę coś więcej niż tylko pocałunki. Wolę to zrobić w twoim pokoju, tam jest spokój i nikt nie zapuka, bo pomyśli, że to toaleta — Wtuliłam się w jego bark, który najmniej ucierpiał. Palcami delikatnie jeździłam po jego klatce piersiowej. Omijałam siniaki, które bardziej już były widoczne na jego klatce piersiowej. Sama nie do końca potrafię zrozumieć, dlaczego w moim poukładanym pod kalendarz życiu jest Stellan. Jesteśmy zupełnie inni, ale nasza odmienność się razem połączyła. On akceptuje moje dziwne zachowania i odpowiedzi, a ja jego zachowania. Chociaż uważam, że moje są o wiele gorsze. Przez głupie ułożenie wszystkiego w głowie. Zmieniam zdania, nie lubię dużych imprez i ogólnie czasem naprawdę nie pasuje do całego jego życia. Może bierze się to z faktu, że wiem moja biologiczna matka mnie porzuciła. Jakoś trudno pogodzić mi się z faktem, że jestem chciana przez drugą osobę. Nawet jeśli samą darzę go uczuciem. — Nie chcę ciebie stracić, więc dbaj o siebie — Uniosłam głowę i delikatnie pocałowałam go w usta.

Stellan Thompson
moonlight_13
27 y/o
For good luck!
182 cm
złodziej kradnie co popadnie
Awatar użytkownika
ze Złotego Chłopca do rynsztoka.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Stellan przez chwilę przyglądał się Isabelli z uniesioną brwią. A więc o to chodziło. Najpierw sama zaczęła dobierać mu się do koszulki, a teraz oznajmiała, że na resztę nagrody będzie musiał poczekać. Nie przeszkadzało mu to szczególnie, chociaż musiał przyznać, że dziewczyna potrafiła skutecznie namieszać mu w głowie. Zwłaszcza kiedy robiła to z tak niewinną miną.
- Czyli jednak zamierzasz mnie torturować przez resztę wieczoru? - mruknął z rozbawieniem, łapiąc ją delikatnie za palec, którym dotknęła jego nosa. Pocałował jego opuszek, po czym puścił jej dłoń. - Dobra, ale deser wybieram ja.
Na wzmiankę o tatuażu uśmiechnął się pod nosem. Nigdy specjalnie nie zastanawiał się nad zrobieniem sobie jednego, chociaż nie wykluczał, że kiedyś zmieni zdanie. Gdyby już miał się zdecydować, pewnie wybrałby coś związanego z hokejem. W końcu ten sport zajmował sporą część jego życia i trudno było mu wyobrazić sobie przyszłość bez niego. Rozbawiła go jednak wizja Isabelli trzymającej go za rękę podczas całego zabiegu.
- Kochanie, codziennie dostaję kijem albo krążkiem. Myślę, że igłę jakoś przeżyję - odpowiedział z szerokim uśmiechem. - Ale możesz mnie trzymać za rękę, jeśli dzięki temu poczujesz się potrzebna.
Dopiero kiedy zaczęła tłumaczyć, dlaczego nie chce zostać w pokoju Jake'a, jego rozbawienie nieco przygasło. Nie przyszło mu wcześniej do głowy, że może czuć się tutaj niekomfortowo. Sam traktował ten pokój jak każde inne miejsce, w którym mogli pobyć razem bez towarzystwa reszty imprezowiczów. Jake oddał mu klucz, drzwi były zamknięte, więc problem wydawał się rozwiązany. Najwyraźniej jednak dla niej wyglądało to trochę inaczej. Przesunął dłonią po jej plecach, pozwalając jej wygodniej wtulić się w swoje ramię.
- To trzeba było od razu powiedzieć, mała - stwierdził spokojnie. - Nie musimy tutaj zostawać. Myślałem, że będzie ci wygodniej, skoro i tak jesteśmy na miejscu.
Nie zamierzał przekonywać jej, że przesadza. W końcu sam zdecydowanie wolał własne łóżko od cudzego, szczególnie po tak męczącym dniu. Poza tym perspektywa kolacji, a później powrotu do domu wcale nie brzmiała gorzej od jego pierwotnego planu. Wręcz przeciwnie. Przynajmniej nie musiałby rano zastanawiać się, czy któryś z kolegów nie zasnął przypadkiem pod drzwiami.
Kiedy wspomniała, że nie chce go stracić, spojrzał na nią uważniej. Początkowo chciał obrócić jej słowa w żart, ale coś w sposobie, w jaki to powiedziała, skutecznie go powstrzymało. Wiedział, że jego gra nie należała do najbezpieczniejszych, a dzisiejszy mecz tylko to potwierdził. Mimo wszystko nie zamierzał rezygnować z hokeja. Za dużo pracy włożył w to, żeby znaleźć się w obecnym miejscu, a przed nim wciąż było sporo do osiągnięcia. Nie chciał jednak, żeby Isabella za każdym razem, kiedy wychodził na lód, zastanawiała się, czy wróci do domu w jednym kawałku.
Odwzajemnił jej pocałunek, a następnie przyciągnął ją mocniej do siebie, ignorując lekki ból w obitym boku.
- Hej, nie pozbędziesz się mnie tak łatwo - powiedział, patrząc jej w oczy. - Będę uważał, obiecuję. Ale braku siniaków ci nie zagwarantuję.
Pocałował ją jeszcze w czoło, po czym niechętnie podniósł się z łóżka. Przeciągnął się ostrożnie, czując nieprzyjemne ciągnięcie w ramieniu i sięgnął po swoją bluzę. Dopiero wtedy przypomniał sobie, że przecież mieli spędzić tutaj całą noc, a teraz zamierzali opuścić imprezę znacznie wcześniej.
- No dobra, księżniczko. Zbieraj swoje rzeczy, jedziemy na tę naszą randkę - oznajmił, wyciągając do niej rękę. - Tylko najpierw muszę znaleźć Jake'a i powiedzieć mu, że może odzyskać swoje łóżko - uśmiechnął się zaczepnie, pomagając jej wstać. - A potem zabieram cię do siebie i mam nadzieję, że tym razem żadna książka nie będzie ciekawsza ode mnie.
Isabella Serrano
pączek
ktoś prowadzi moją postać bez ustaleń, nudy, braku rozwoju fabuły
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ W czasie”