ODPOWIEDZ
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tinder nie był dla Samiry. Wiedziała to od dawna, na długo przed tym, zanim go założyła. Przez lata nie ulegała tej zbiorowej paranoi, broniąc się przed tym siłą swoich argumentów. Naczelnym z nich był fakt, że Tinder po prostu był sprzeczny z jej poglądami, wchodząc w konflikt z jej kompasem moralnym. Współczesne raporty i badania wyłącznie umacniały ją w tym przekonaniu. Piętrzące się dowody na rasizm algorytmów, sposób, w jaki monetyzowana była atrakcyjność, nieustanne umacnianie mainstreamowego kanonu piękna; wszystko to sprawiało, że Samira przez długi czas unikała Tindera, zarzekając się, że nigdy go nie ściągnie. Aż w końcu uległa.
I to uległa nie sama, a pod wpływem zarówno alkoholu, co namowy najlepszej przyjaciółki, która jednoznacznie orzekła, że nadszedł czas, aby Samira przekonała się, że na świecie istnieją inni interesujący ludzie. Czy rzeczywiście istnieli? Nie była pewna. Szybko bowiem zrozumiała, że ściągnięcie aplikacji było pomyłką i błędem. Tinder był niczym innym, jak podpisaniem umowy z diabłem, któremu ani myślała zaprzedawać swoją unikalną, antykonsumpcyjną i oryginalną duszę.
Była jednak samotna. Zapewne nigdy nie przyznałaby tego na głos, nawet przed swoimi przyjaciółkami milcząc na ten temat. Sami lubiła myśleć o sobie, jako o kobiecie niezależnej i w pełni samowystarczalnej, która ponad miłosne uniesienia przekłada intelekt i swoją karierę. I tak było przez lata i w tym konkretnym temacie nie miało się nic zmienić. Skoro już jednak ściągnęła tę cholerną aplikację, poprowadziła kilka dziwnych konwersacji i przeżyła jedną randkę — i to z facetem! — to nie widziała powodu, dla którego miałaby nie skorzystać i nie umówić się na kolejną, ale tym razem z kobietą.
O Coven nie wiedziała nic, oprócz tego, jak wyglądała. Przy czym Samira miała również świadomość tego, że kiedy przyjdzie co do czego, mogło się okazać, że wyglądała zupełnie inaczej. W końcu o takich historiach również się słyszało. Sceptycym, którym się wykazywała, również nie pomagał. Wiedziała jeszcze, że Coven pracowała w lumpeksie i znała przepis na najlepszą kanapkę, ale były to informacje dla Samiry równie nieistotne, co to, ile Coven miała lat. To, co z kolei było dla Sami naprawdę istotne, nie dało się w żaden sposób poprzez aplikację ocenić. Stąd też to szybkie zaproszenie na randkę.
Gdyby się nad tym zastanowić, było to pierwsze zaproszenie na randkę, jakie wystosowała w swoim życiu. Bo Samira, wbrew jakie temu wrażenie sprawiała — a ze swoją bezkompromisowością, pewnością siebie i zdecydowaniem sprawiała wrażenie osoby równie bezkompromisowej, pewnej siebie i zdecydowanej również w sprawach sercowych — w rzeczywistości miała niezmiernie liche doświadczenie w romansach. Wszystkie je dało się policzyć na palcach jednej, jedynej ręki. Mniej niż pięć. Mniej nawet niż cztery. A gdyby zakroić doświadczenie w romansach do doświadczeń seksualnych, to nawet mniej niż trzy.
Teraz jednak nie miało to znaczenia. Może Tinder jednak nie był taki zły. Przynajmniej miała szansę znacząco zwiększyć liczbę swoich randkowych doświadczeń.
Była wcześniej. Miała tendencję do tego, aby albo przychodzić znacząco przed czasem, albo również znacząco po czasie. Tym razem udało jej się jednak dotrzeć wcześniej. Uważała, że było to miłe z jej strony. Zrobiła to z myślą o Coven. Celowo wsiadła we wcześniejszy autobus, uprzednio w ogóle sprawdzając, o której przyjdzie, czego zwykle nie robiła. Miał to być jednak jej pierwszy slam i Sami czuła się w obowiązku zadbania, aby doświadczenie to było jak najbardziej przyjemne.
Zajęła dobry stolik, blisko sceny, ale jednocześnie odrobinę bardziej z boku, jednocześnie gwarantując sobie w ten sposób widok na wejście. A później, przy drinku, pozostało jej czekać.
— Coven! — Zawołała, przebijając się przez gwar. Uniosła dłoń, dając się od razu zauważyć. Pewnie w innych okolicznościach by nie krzyknęła. Teraz jednak była podekscytowana, ponieważ Coven wyglądała dokładnie tak, jak na zdjęciach. A przynajmniej na tyle, że Sami bez problemu ją rozpoznała. — Przyszłaś. — Zauważyła rozpromieniona, bo to przecież również nie było aż tak pewne. — I do tego wyglądasz tak, jak na zdjęciach!

coven bremers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

018.
Obrazek
Uwielbiała randkować. Od dawna buszowała po Tinderze i umawiała się z różnymi ludźmi, bo dlaczego miałaby sobie odmawiać? Życie było wystarczająco krótkie, żeby niepotrzebnie siedzieć w domu, a poznawanie nowych osób miało w sobie coś ekscytującego. Oczywiście, ogromnym sukcesem pozostawało to, że nikt jeszcze nie próbował jej zabić. Coven uważała, że jak na jej dotychczasowe doświadczenia z aplikacjami randkowymi był to całkiem niezły wynik. Trafiła wprawdzie na kilka dziwacznych osób, a same spotkania nie zawsze należały do udanych, ale przynajmniej miała co opowiadać koleżankom.
Najczęściej problem zaczynał się już w momencie, kiedy jej randka pojawiała się na miejscu. Zdjęcia zamieszczone na profilach niekiedy miały się nijak do rzeczywistości, jakby ich właściciele liczyli, że Bremers zdąży się w nich zakochać przez internet, zanim zorientuje się, z kim właściwie się umówiła. Musieli chyba w ten sposób podbudowywać własne ego, chociaż ona nie uważała, żeby wyglądali jakoś szczególnie źle. No dobrze, niektórzy mieli fryzury, które najwyraźniej ostatni raz widziały fryzjera kilka miesięcy temu, inni mogli poświęcić nieco więcej uwagi swojemu zarostowi, ale przecież nie były to problemy nie do rozwiązania! Coven naprawdę nie oczekiwała cudów. Nie musieli wyglądać jak modele z okładek magazynów, wystarczyło, żeby nie prezentowali się na żywo jak dalecy kuzyni osób ze swoich zdjęć. Zresztą sama nie miała zamiaru udawać, że każda randka musi zakończyć się wielką miłością. Nie było chemii? Trudno! Przynajmniej można było odhaczyć kolejne doświadczenie i wrócić do przeglądania Tindera. Kto wie, może następnym razem trafi się ktoś naprawdę interesujący. Albo ktoś, kto przynajmniej używa aktualnych zdjęć. Nie zamierzała przecież ustawiać poprzeczki zbyt wysoko.
Nie była jednak do końca przekonana co do randki z Samirą. Nie zrozumcie jej źle, dziewczyna była śliczna, ale jednocześnie wydawała się naprawdę inteligentna. A Coven nie była kimś, kto mógłby pochwalić się podobnymi cechami. Nie była ani szczególnie mądra, ani oczytana, a już na pewno nie próbowała udawać bystrzejszej, niż była w rzeczywistości. Jeśli nie wiedziała, o czym ktoś mówi, zwyczajnie się do tego przyznawała, zamiast rzucać przypadkowymi słowami i liczyć, że jakoś się wybroni. Nie widziała zresztą sensu w robieniu z siebie kogoś, kim nie była. I tak prędzej czy później wyszłoby na jaw, że jej wiedza na temat literatury kończy się na kilku przeczytanych książkach, a o poważnych dyskusjach potrafi zapomnieć w chwili, gdy na stole pojawia się coś dobrego do jedzenia.
Mimo to postanowiła zaryzykować. Najwyżej Samira spojrzy na nią z pogardą, uzna, że kompletnie do siebie nie pasują i już nigdy więcej się nie spotkają. Trudno. Świat się od tego nie zawali, a Coven przynajmniej będzie mogła powiedzieć, że spróbowała. Na razie najważniejsze było, żeby przesadnie się nie wygłupić. Nie musiała przecież od razu robić z siebie idiotki, chociaż czasami miała wrażenie, że przychodziło jej to zupełnie naturalnie.
Nigdy wcześniej nie była na slamie poetyckim. Wiedziała jednak, że to coś w rodzaju rywalizacji poetów-performerów, którzy prezentują swoje teksty przed publicznością. A przynajmniej wiedziała to po tym, jak najpierw wyguglowała, czym właściwie jest slam poetycki. Ale hej, zaangażowała się i zrobiła research! To już chyba całkiem niezły początek, prawda?
Weszła do lokalu i rozejrzała się po siedzących przy stolikach ludziach. Przez moment próbowała wypatrzyć znajomą twarz, aż w końcu dostrzegła uniesioną rękę. Od razu się rozpromieniła, pomachała dziewczynie i ruszyła w jej stronę.
— A myślałaś, że nie będę wyglądać jak na zdjęciach? — zapytała z rozbawieniem, kiedy znalazła się przy stoliku. — Jasne, że przyszłam! Dlaczego miałabym nie przyjść? Nie mam w zwyczaju wystawiać nikogo na randkach. Nie ucieknę też przez okno w łazience, jeśli okaże się, że nie mamy o czym rozmawiać — zapewniła ją, jakby chciała od razu rozwiać wszelkie wątpliwości dotyczące własnej wiarygodności. W końcu różne rzeczy mogły się zdarzyć, ale Coven nie zamierzała dokładać do tego znikania bez słowa. Nachyliła się i musnęła ustami policzek dziewczyny na powitanie. — Cześć, Sami — przywitała się i zajęła miejsce na krześle, uprzednio uwalniając się z ciasno otulających ją warstw materiału. Na zewnątrz robiło się coraz chłodniej, więc musiała przeprosić się ze swoim płaszczem, który jeszcze tydzień temu wepchnęła na samo dno szafy. Toronto zdążyło ją wtedy nabrać na kilka cieplejszych dni, a Bremers, jak widać, dała się podejść jak ostatnia naiwna.
— Zaraz pójdę po drinka tylko... — urwała i odrzuciła płaszcz na oparcie krzesła. Miała na sobie czarny, obcisły top i jeansy z wysokim stanem. — Co pijesz? — zainteresowała się, ruchem głowy wskazując na szklankę z alkoholem.

Samira Farhadi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Samira dobrze radziła sobie w życiu. Miała dwadzieścia pięć lat, obroniony doktorat, stabilną pracę, która pozwalała jej samodzielnie wynajmować mieszkanie, a do tego wszystkiego. Miała jeszcze swoje dwie największe pasje — aktywizm i poezję — w których również odnosiła sukcesy. Była częstą gościną wydarzeń, komentatorką rzeczywistości i ekspertką coraz częściej zapraszaną również do mainstreamowych mediów, gdzie coraz śmielej określano się ją mianem głosu młodego pokolenia. Wiersze, które publikowała w sieci, najczęściej robiąc to poprzez dodawanie rolek, gdzie czytała je z emfazą, niemalże za każdym razem wchodząc w trans, święciły prawdziwe triumfy. Oczywiście, nie brakowało sfrustrowanych mężczyzn, którzy chętnie komentowali wszystko: i kondycję dzisiejszego społeczeństwa, i feminizm, i jej poezję, i jej wygląd, i wszystkich pozostałych komentujących. Przewagę jednak jej odbiorczyń stanowiły zachwycone kobiety w różnym wieku, pochodzące nie tylko z Kanady. I to właśnie one sprawiały, że Samira była dogłębnie przekonana o tym, że to, co robiła, miało sens i było ważne.
Była więc wschodzącą gwiazdą w środowisku uniwersyteckim, publicystycznym i aktywistycznym, świetnie odnajdując się we wszystkich tych przestrzeniach. Społecznie natomiast Samira była jedną wielką, chodzącą niezręcznością.
Lubiła ludzi. Chociaż uważała, że jako gatunek dążyli do samozagłady i zdecydowana większość z nich powinna zostać wyeliminowana już dawno, metodą naturalną. Była to jednak cena, którą jako ludzkość płacili za postęp. Bywała krytyczna, ale ostatecznie, była przede wszystkim ciekawa. Ciekawa sposobów, w jaki ludzie myśleli, jak odbierali świat i jak postrzegali rzeczywistość. Można było tłumaczyć, że było w tym coś badawczego, ale prawda była zgoła inna. Samirę ludzie ciekawili, ponieważ sama nigdy nie była normalnym egzemplarzem. Nigdy nie była ani Iranką, ani później Amerykanką, ani też teraz Kanadyjką. Była miksem trzech różnych tożsamości, które nie miały szansy ze sobą egzystować. A przynajmniej w ten sposób lubiła o sobie myśleć, zrzucając swój brak społecznej ogłady właśnie na swoje pochodzenie.
O ile więc Samira dobrze odnajdowała się w prowadzeniu zajęć, badań, czy udzielaniu wywiadów, uczestnictwo w zwyczajnych konwersacjach nie było dla niej już tak proste.
Coven sprawiała wrażenie jej całkowitego przeciwieństwa. Jeszcze na Tinderze odpowiadała jej w sposób komunikatywny i otwarty, bez żadnego zadęcia, z lekkością, o której Samira mogła wyłącznie pomarzyć. Dowód na to, że jej intuicja była słuszna, dostała od razu, wraz z chwilą, kiedy Coven podeszła do stolika. Miała przyjemny — i to nie tylko dla oka! — uśmiech i miły, niemalże ciepły ton głosu. Było w niej coś tak bezpretensjonalnego i zwyczajnego — w najlepszym tego słowa znaczeniu — że Samira w pierwszej chwili pomyślała, że uczelnia, a w szczególności wydział kulturoznawczy, przyciągała najbardziej zmanierowanych ludzi z całego kraju.
— No wiesz, słyszałam różne historie. — Samira wzruszyła ramionami. — Nie żeby mi się jakaś przytrafiła. Jesteś moją drugą randką z Tindera, więc nie mam przesadnego doświadczenia, no ale mam przyjaciółki i dostęp do internetu, więc wiem, że różnie z tym bywa. — Samira nie miała ani miłego, ani ciepłego tonu. Miała ton raczej neutralny, wynikający z niczego innego, jak ze stresu. Bo Samirę można było określić w każdy sposób, ale z całą pewnością nie można było powiedzieć, że było w niej . c o k o l w i e k . neutralnego.
Roześmiała się natomiast już po chwili, na zapewnienie kobiety.
— Dobrze wiedzieć. — I dopiero teraz w jej głosie można było odnaleźć dopiero jakąś cieplejszą, bardziej przyjazną nutę. — Ale gwarantuję ci, slamy poetyckie dają całe mnóstwo tematów do rozmów. I nie wcale nie wyglądają tak, jak lubi się je przedstawiać w filmach, czy w serialach. To znaczy, trochę wyglądają, ale da się tu odnaleźć prawdziwe perełki. — Jedną z takich perełek była ona sama. Dokładnie tak uważała. Chociaż tego wieczoru nie zamierzała występować.
— Cześć Coven. — Przywitała się w końcu. Buziak w policzek był miły. Cała Coven była miła.
— Negroni. — Odparła i to mówiąc, obróciła krótko szklanką, sprawiając, że czerwony drink zakołysał się dokoła jednej, dużej kostki lodu i dryfującej skórki pomarańczy. A później gwałtownie przesunęła szklankę w stronę kobiety. — Chcesz posmakować? — Czy to było głupie? Cholera jasna kto w pierwszych minutach pierwszej randki dawał na spróbowanie drinka drugiej osobie?! Musiała powiedzieć coś, cokolwiek, aby tylko odwrócić od tego uwagę. — Słyszałaś o tym, że w Iranie, studentka, Najmeh Amini została skazana na śmierć za wpis na mediach społecznościowych?

coven bremers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie zakładała, że może mieć z Samirą zbyt wiele wspólnego. Właściwie obawiała się, że w którymś momencie zwyczajnie się rozminą. Nie pozostawało jej nic innego, jak po prostu być sobą i liczyć na to, że jakoś się dogadają. Czy wyjdzie jej to na dobre? Nie miała zielonego pojęcia. Nie potrafiła jednak udawać kogoś, kim nie była, a już na pewno nie zamierzała silić się na mądrzejszą, niż była w rzeczywistości. Dziewczyna prędzej czy później i tak by się zorientowała, a Coven wolała uniknąć sytuacji, w której musiałaby brnąć w jakieś głupie kłamstwa. Zwłaszcza że Bremers miała paskudną tendencję do mylenia pojęć i używania ich w niewłaściwym kontekście. Czasami nawet nie zdawała sobie sprawy, że palnęła coś bez sensu, dopóki ktoś nie zwrócił jej na to uwagi.
— Drugą? A kto był pierwszą? — zainteresowała się natychmiast. Nie, żeby łasiła się na najwyższe miejsce na podium. Najważniejsze, że w ogóle znalazła się w czołówce, prawda? Z drugiej strony, może wcale nie było to takie dobre. Teraz pojawiała się jeszcze większa presja, żeby nie zepsuć tego pierwszego wrażenia i nie zbłaźnić się w oczach Sami. Coven nie była mistrzynią w robieniu dobrego wrażenia, ale przecież mogło jej się poszczęścić. — Ja byłam na dwóch. Na obu z młodszymi ode mnie chłopakami. Było miło — stwierdziła, bo właściwie nie miała swoim randkom nic do zarzucenia. Żadna nie skończyła się w jakiś przykry sposób ani nie uciekł w połowie wieczoru, więc chyba mogła uznać je za udane. Nie miała też zbyt wielkich oczekiwań.
Jaka szkoda, że Sami nie zdecydowała się na dzisiejszy wstęp! Coven może i nie zrozumiałaby zbyt wiele z tego, co działo się na scenie, ale z pewnością byłaby zachwycona samym widowiskiem. Teraz pozostawało jej tylko trwać w błogiej nieświadomości.
— Ufam ci w tej kwestii bezgranicznie. Ale chyba będę potrzebować drobnej podpowiedzi, czy coś faktycznie jest perełką — oznajmiła z uśmiechem, całkowicie zdając się na jej gust. Samira mówiła z taką pewnością siebie, że Coven nie widziała powodu, żeby jej nie wierzyć. W końcu musiała się na tym znać, prawda? Ona sama nawet w telewizji nie oglądała slamów, więc trudno było oczekiwać, żeby nagle zaczęła udawać ekspertkę. Możliwe, że mignęło jej coś na TikToku, jakiś krótki urywek z reakcją publiczności, ale czy to w ogóle się liczyło?
Nagroni uchodziło za elegancki koktajl. Ponadczasowy. Coven kojarzył się z Emmą D'Arcy, która dodawała do niego Prosseco. Stunnin'.
— Drinka czy ciebie? — zapytała głupio, zanim zdążyła porządnie pomyśleć. Albo po prostu pomyśleć. — To znaczy, hm — urwała, zagryzając od środka policzek. Jeszcze chwila, a zacznie się jąkać jak jakaś zakochana idiotka. Samira przysunęła jej szklankę, więc Coven równie gwałtownie po nią sięgnęła. Upiła łyk. Potem drugi, nieco większy. Skrzywiła się lekko, czując na języku gorzki posmak. Sami na pewno smakowała o wiele lepiej.
Odstawiła szklankę na stolik i przestąpiła z nogi na nogę, już gotowa ruszyć do baru po coś, co bardziej odpowiadałoby jej kubkom smakowym. Wystarczyło jednak, że dziewczyna wspomniała o pewnej sprawie, żeby Coven znieruchomiała w miejscu.
— Och, nie słyszałam. Co takiego napisała? — zapytała, wyraźnie zaciekawiona. I niedoinformowana. Do czego to właściwie dochodziło, żeby skazywano kogoś na śmierć za wpisy w mediach społecznościowych? Przecież gdyby ktoś postanowił dokładnie prześwietlić wszystkie wypowiedzi Bremers, pewnie już dawno wisiałaby na jakimś placu ku przestrodze innych.

Samira Farhadi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Facet! — Odpowiedziała bez chwili zastanowienia na pytanie postawione przez Coven. Była to jednocześnie najbardziej ogólna, jak i najlepiej wszystko tłumacząca odpowiedź. — Nie pytaj, nie wiem czemu w ogóle poszłam na tamto spotkanie. — Wiedziała. Wiedziała doskonale. Bo problem Samiry polegał na tym, że o ile intelektualnie i stricte koncepcyjnie znacznie bardziej interesowały ją kobiety, o tyle mężczyźni… Mężczyźni sprawiali, że w Samirze budził się erotyzm — bo z pewnością nie romantyzm — którego na co dzień sama siebie pozbawiała. Minione spotkanie umówiła w niechlubnym czasie owulacyjnym, choć to akurat był szczegół, którym wcale nie chciała się dzielić. W sumie to było jej wstyd. Było jej wstyd i za to, że założyła Tindera, i za to, że spotkała się z facetem z niego, i za to, że jeszcze powiedziała to na głos. Oczywiste w końcu było, czego szukali faceci na Tinderze. I o ile w seksie nie było nic zawstydzającego (teoretycznie przynajmniej, choć była to sprawa zdecydowanie bardziej skomplikowana niż Sami by się do tego przed kimkolwiek przyznała), o tyle spotykanie się z seks z kimkolwiek z aplikacji randkowej było już osobną kategorią.
— Faceci są chujowi. — Powiedziała w końcu. — Powiedziałabym, że ci na aplikacjach randkowych są jeszcze gorsi, ale nie jest to prawda. Po prostu mniej się maskują i szybciej pokazują, że są zjebani. Jeszcze każdy ma siebie za pieprzonego feministę, a jak powiem cokolwiek prawdziwego o facetach, to zaczynają płakać. Jeszcze zaraz się okaże, że mam im współczuć, a oni są tacy wrażliwi. — Prychnęła, przewracając oczami, po czym upiła kilka łyków swojego drinka.
I już miała pytać Coven, czy ona sama miała tę niewątpliwą przyjemność pisania lub co więcej, randkowania z facetami, ale nie musiała pytać. Zawiesiła na niej zaciekawione spojrzenie ciemnych oczu, które w przytłumionym świetle baru zdawały się niemal czarne.
— Dwóch? Spotkałaś się z dwoma, młodszymi chłopakami? — Sprawa nie polegała na tym, że to oni byli młodsi, a kulturowo zakodowane było, że to mężczyźni powinni być starsi. Pod tym względem Samira jak najbardziej mogła przyklasnąć występującej w tą stronę różnicy wieku. Sęk w tym, że one same były młode. Młodsi od nich faceci byli już nikim innym, jak dziećmi. Fakt, że dorastali wolniej, nie tylko płciowo, potwierdzony był przecież naukowo. — Jesteś odważna, to mi imponuje. — Stwierdziła w końcu po być może odrobinę zbyt długiej pauzie, która mogła wydać się znacząca. Była znacząca, ponieważ Samira nie umiała ukrywać rzeczy. I nigdy zresztą nie próbowała tego robić. — I czy to znaczy, że jestem twoją pierwszą randką kobiecą? — To nie było możliwe. Całkowicie nie było, ponieważ Coven wyglądała na kogoś doświadczonego w randkach. Kogoś, kto przerobił ich mnóstwo. Była swobodna i uśmiechnięta i nie wyglądała na ani odrobinę zestresowaną. Podobało jej się to.
Roześmiała się z nieukrywaną przyjemnością. Coven przyjemnie połechtała jej ego. Gdyby się nad tym zastanowić było w tym coś, czego Samira nienawidziła u mężczyzn, a co u niej samej było przejawem niczego więcej, jak odpowiedniego poczucia własnej wartości i pewności siebie.
— Nie ma takie potrzeby. Kieruj się intuicją. Jestem pewna, że te dobre kawałki cię poruszą, a gorsze… — Samira wzruszyła ramionami w oczywistym geście.
Swoboda, która zdążyła się wkraść w ruchy Sami, która dopiero co zaczynała się rozluźniać, uleciała momentalnie.
— Zacznijmy od drinka. — Powiedziała wręcz machinalnie. Miała wprawę w szybkim reagowaniu. Nie brakowało jej umiejętności znajdowania szybkich argumentów, kiedy brała udział w dyskusjach. Wiedziała też co robić, gdy znajdowała się na świeczniku i ktoś rzucał w jej kierunku obelgę, krępujące pytanie, czy robił cokolwiek, aby ją ośmieszyć, upokorzyć, czy zwyczajnie wkurwić. We flirtowaniu natomiast nie miała dużej biegłości. We flirtowaniu z kobietami… Nie miała jej w ogóle!
A jednak nie odrywała spojrzenia od Coven, obserwując to, jak wychyliła niemalże połowę jej drinka. Samarze nie pozostało więc nic innego, jak go dopić, zaraz po tym, kiedy kobieta odstawiła szklankę na blat.
— Widzę, że ci zasmakował. — Powiedziała. Sama nie odstawiła szklanki. — Pójdę więc po nowe. A jak wrócę, to o wszystkim ci opowiem. — Powiedziała, a może raczej zarządziła i nie czekając na nic, ruszyła do baru.
Wróciła niedługo później z dwoma Negroni. Jedno postawiła przed Coven.
— Więc może na początek w ogóle zapytam, co wiesz na temat sytuacji w Iranie? — Bo wiadomo, dla Sami było to rewelacyjne pytanie na pierwszą randkę.

coven bremers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
27 y/o
SPRING TIME
163 cm
sprzedawczyni w secondhandzie
Awatar użytkownika
mówisz mi "zostań" i jestem dziś pewien, że chcę z tobą tańczyć i zostać u ciebie
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Randkowała z facetami i kobietami, ale to z kobietami seks zawsze był... no nie, nie mogła powiedzieć, że gorszy. Był inny, to na pewno. Ale czy gorszy? Chyba nie. No bo czy seks w ogóle mógł być zły? Co prawda nie był aż tak emocjonalny i czuły. Żaden mężczyzna nie pytał, czy jej dobrze i często dbał wyłącznie o swoje potrzeby, niespecjalnie dbając o to, czy ona również dojdzie. Zwykle dochodziła, ale bywało i tak, że zostawała niedopieszczona i musiała później zaspokoić się sama. Zdarzało się też, że udawała orgazm, ale nie czuła się przez to winna. Przy kobietach nie musiała niczego symulować. Za każdym razem wiedziały, gdzie dotknąć, żeby wypierdolić ją w kosmos. Penisy były całkiem spoko, jeśli służyły tylko do penetracji, ale… nic więcej pozytywnego Bremers nie była w stanie na ich temat powiedzieć. Na temat mężczyzn już w szczególności, bo pod względem emocjonalnym byli niczym płaszczki.
— Może lepiej z nimi nie rozmawiać? — zaproponowała z rozbawieniem. Nie od dziś wiadomo, że faceci dojrzewali do któregoś roku życia, a potem już tylko rośli. — Wydaje im się, że są najmądrzejsi na świecie i wiedzą wszystko najlepiej. A najbardziej, to chcieliby decydować o naszych prawach — wywróciła oczami, bo co taki jeden z drugim mogli wiedzieć o tym, co było dla nich dobre? To nie oni przejść długą drogę i walczyć o prawo do noszenia spodni, zarówno na poziomie norm społecznych, jak i formalnych regulacji w szkołach czy miejscach pracy. Ha! Coven może i była durna, ale czegoś tam się kiedyś nauczyła. Opylało się wkuwać pamięciówki na historię.
— Nie nazwałabym tego odwagą. Po prostu nie umówiłam się z nimi na debatę — puściła do Samiry oko, licząc na to, że załapie, co miała przez to na myśli. — Kiedy mają usta zajęte czymś innym, to naprawdę można fajnie spędzić z nimi czas. Musisz kiedyś spróbować — dodała z uśmiechem. 10/10, polecam, Coven Bremers. Bo chyba Sami nie łudziła się, że na aplikacjach randkowych znajdzie wśród mężczyzn godnego partnera do dyskusji albo - co gorsza - męża?
Pokręciła głową. Nie, nie była jej pierwszą randką kobiecą w ogólnym zestawieniu. Ale...
— Jesteś moją pierwszą kobiecą randką z Tindera — odparła wesoło. Czy to jakkolwiek pochlebi dziewczynie? Może. Zresztą to była najprawdziwsza prawda! Cov pisała z kilkoma innymi laskami, ale z żadną jeszcze nie umówiła się na spotkanie.
Jakby się nad tym zastanowić, to Samira miała rację - raczej zorientuję się, że jakiś występ był słabszy od innego. Jak nie sama, to po reakcjach ludzi. Te kiepskie pewnie zbiorą mniej oklasków i nie będą cieszyć się jakimś większym entuzjazmem wśród widzów.
Już miała powiedzieć, że sama pójdzie do baru i kupi sobie innego drinka, ale została uprzedzona. Nie pozostało jej nic innego, jak po prostu zająć miejsce przy stoliku i poczekać na powrót Sami. Sami, która po powrocie do stolika zadała jej takie pytanie, że Bremers zastygła z miną skretyniałego karpia. Szybko odchrząknęła i zagryzła nerwowo dolną wargę.
— Że jest tam nierówność wobec prawa i kobiety mają ograniczenia w życiu publicznym i kulturze? — podsunęła niepewnie. Nie miała pojęcia, jaka była poprawna odpowiedź. Coś słyszała. Niewiele, ale jednak. Gdzieś. Kiedyś. Boże jedyny, gdyby tylko wiedziała, że Samira poruszy takie tematy, przygotowałaby się lepiej! Dlaczego nic jej nie powiedziała? Coven momentalnie poczuła się głupsza niż przewidywała ustawa.

Samira Farhadi
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy w miejscu
25 y/o
For good luck!
167 cm
Wykładowczyni na University of Toronto
Awatar użytkownika
Look how the sorrow in my eyes melts away drop after drop
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Samira roześmiała się. Roześmiała się w pełni swobodnie, szczerze rozbawiona tym, co usłyszała. Coven miała rację. Miała całkowitą rację!
— To prawda! — Odparła z entuzjazmem, wciąż się śmiejąc. — Masz stuprocentową rację!
Samira zdawała sobie sprawę z tego, że była więcej niż tylko inteligentna. Była mądra, oczytana i świetnie wyedukowana. Ukończyła i obroniła doktorat w szybszej, znacznie trudniejszej wersji, która dostępna była wyłącznie dla wybitnych studentów. Brała udział w grantach, jeden, całkiem poważny otrzymała sama, będąc jeszcze w trakcie pisania swojej pracy, a teraz wykładała na uniwersytecie, prowadząc kilka bloków zajęciowych. Była częstą komentatorką życia społecznego; jego struktury, zjawisk i złożoności. Robiła to po pierwsze na Tik Toku (którym oczywiście gardziła, a jednak była to najlepsza metoda, aby dotrzeć do jak największej grupy osób), ale była również częstą gościną podcastów, wywiadów ukazujących się w opiniotwórczej prasie, czy panelistką podczas dyskusji nie tylko uniwersyteckich. Jej zadaniem było często wytłumaczenie zjawisk, które ludzie dostrzegali, ale często nie umieli ich nazwać lub podać ich przyczyny.
Trudno było jej więc nie być przemądrzałą. Była przemądrzała. Była cholernie przemądrzała. Przemądrzała do imentu, z wielką przyjemnością sama stawiając się w roli ekspertki od wszystkiego, czując się do tego w pełni uprawomocniona. Jednocześnie, jej radykalnie silnie lewicowe poglądy sprawiały, że Sami wcale nie czuła się z tego powodu lepsza. Wiedziała, że za tym, co posiadała, stała nie tylko jej ciężka praca i zaangażowanie, ale również (wręcz przede wszystkim) możliwości i sytuacyjne szczęście, wynikające z tego, w jakiej rodzinie się urodziła. Nie każdy je posiadał. Nie każdy też posiadał aparat poznawczy i pojęciowy do mówienia o społecznych procesach, a jednak każdy je odczuwał. A niektórzy zdecydowanie bardziej.
Gdyby Samira miała obstawiać, Coven wcale nie była wykształcona. Pracowała jako sprzedawczyni w lumpeksie, a kiedy słyszała, że jest piękna, nie zastanawiała się, co stoi za tym jednym, niewygodnym słowem, a po prostu czerpała przyjemność z komplementu. A jednak nie przeszkadzało jej to wygłaszać też, co do których Samira miała pewność od wielu długich lat. Nie potrzebowała też rozbudowanego słownictwa ani teoretycznej wiedzy na temat wszystkich fal feminizmu.
I właśnie w tym momencie na Samirę spłynęło olśnienie połączone z dogłębną fascynacją. Coven była niczym robotnica z fabryki, która przeprowadziła rewoltę. Nie musiała znać lewicowych założeń, aby je wyznawać.
— Masz rację, masz absolutną rację! — Stwierdziła z niesłabnącym entuzjazmem, czując jak gorąc, który nagle w nią uderzył, rozlał jej się po policzkach. Olśnienie, które na nią spłynęło było bardziej niż oczywiste. Samira potrzebowała Coven. Potrzebowała Coven w swoim życiu!
Roześmiała się, bardziej z podekscytowania wynikającego z jej odkrycia, niż z żartu swojej rozmówczyni, który dotarł do niej wyłącznie połowicznie. Samirze w końcu nie przeszło przez myśl, w jaki sposób należało zajmować usta facetów, aby przestali mówić.
— No tak, w końcu kto się umawia na randki z Tindera, żeby debatować. — Roześmiała się. Ona to robiła. Nie, żeby miała wprawę, ale właśnie tak wyglądała jej pierwsza randka, na której doszło do mikro katastrofy społecznej. I teraz również miała ochotę to robić, ale właśnie doznała przebudzenia. A raczej . z o s t a ł a . przebudzona.
— To w takim razie muszę się spisać, żeby zagwarantować ci dobre wspomnienia. — Na samą tę myśl Samira poczuła niepokój. Cholera! Znacznie łatwiej byłoby być którąś z kolei randką niż pierwszą. A jednak entuzjazm, który wciąż czuła sprawiał, że niepodobnie do siebie nabrała przekonania, że da radę sprostać temu wyzwaniu.
Iran był dla Samiry… Był dla Samiry wszystkim. Był domem, był tęsknotą, był rdzeniem jej tożsamości i drzazgą znajdującą się nieustannie pod skórą. Był też tematem, do którego zawsze prędzej, czy później nawiązywała. Śledziła z niego doniesienia, protestowała przeciwko wojnie i każdego dnia uświadamiała ludzi o realiach życia w Iranie, choć sama wiedziała o nich wyłącznie ze źródeł zapośredniczonych. Odkąd wyjechała z Iranu jeszcze jako dziecko, nigdy tam nie powróciła.
I już miała gotowość udzielić na temat Iranu całego wykładu, bo ludzie mieli to do siebie, że zwykle nic o nim nie wiedzieli, ale… Ale Samira zdała sobie sprawę z tego, że niewiedza Coven w tym zakresie niczemu nie przeszkadzała.
— Wiesz co? Nieważne. — Machnęła ręką, tak jakby wcale nie mówiła o swoim domu, o swojej ojczyźnie i jakby wcale nie była Samirą Farhadi. W tym momencie Iran naprawdę zszedł dla niej na drugi plan. — Opowiedz mi o sobie. Chcę cię poznać, Coven, chcę dowiedzieć się, jak to jest być tobą.

coven bremers
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
Wiesia
pokaż na co cię stać
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Greektown”