ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Mark obiecał mu wyjazd na kilka dni, żeby odpocząć. Na pewno mu się to przyda po tych rewolucjach, które ostatnio przeżył z Deanem. Najpierw traktował go jak śmiecia, potem potrzebował jego pomocy, a na koniec pocałunek, którym jako dziewczyna Deana musiał przekonać rodziców że naprawdę są parą. I ten pocałunek wystarczał, żeby zauważyć, że zrobił jakieś wrażenie na chłopaku co tym samym dało Patrickowi do myślenia. Czy coś mogłoby między nimi być? Czy to już jemu odwalało, bo spędzał z nim mnóstwo czasu i nie miał czasu na randki?
Mark nie zjawiał się na przystanku z którego razem mieli pojechać na miejsce, a autobus już nadjeżdżał. Po kilku wiadomościach i nieodebranych telefonach w końcu dał mu znać, żeby pojechał sam, a on dojedzie następnym bo coś mu wypadło. No trudno. Patrick westchnął ciężko i zaparkował tyłek do autobusu, siadając gdzieś z tyłu i odpalając jakąś muzykę. Czekała go długa droga w samotności, a wolałby poplotkować z przyjacielem.
Przypadkiem mu się przysnęło, ale cudem obudził się parę minut przed miejscem gdzie miał wysiąść. Trochę przypał byłoby przegapić wysiadkę i kombinować jak tu wrócić z miejsca oddalonego o godzinę stąd. Mark dalej w wiadomościach zapewniał go, że zjawi się na miejscu, a póki co ma czas, żeby się rozejrzeć po domku. Spoko, jemu pasowało.
Rozejrzał się po okolicy jak tylko wysiadł z busa. No rzeczywiście zadupie, aż dziwne, że Gilbert wybrał takie miejsce. Co niby mieli tu oglądać? Może przyjaciel wiedział więcej o dodatkowych atrakcjach? Miał nadzieję, że tak. Mimo wszystko starał się myśleć pozytywnie i skierował się do niewielkiego domku na uboczu gdzie była recepcja. Podał pani wszystkie informacje i dostał od niej klucze wraz z instrukcją gdzie znajduje się domek w którym mieli spędzić tych kilka dni.
Kierując się w stronę wskazanego miejsca zobaczył jezioro i aż zrobiło mu się słabo. Serio? Mark zabrał go w miejsce ze zbiornikiem wodnym większym niż wanna? Niech się nie zdziwi jeśli przez to nie wyjdzie na zewnątrz ani razu. Niby mógł się opalać na plaży, ale wejść do wody… a w życiu! Przyśpieszył kroku, żeby jak najszybciej stracić jezioro z pola widzenia i odnalazł domek z ich numerkiem. Otworzył drzwi i wszedł do środka rozglądając się dookoła. Było tu całkiem ładnie. Wiadomo, że nie były to luksusy jak dom Deana, ale jemu one nie były potrzebne. Z resztą czemu znowu o nim myślał? Potrząsnął głową i zaniósł swoje rzeczy do sypialni nawet nie rozglądając się za drugą, bo czemu niby miałby przepychać się z własnym przyjacielem o lepsze łóżko i zabrał się za przygotowywanie czego do jedzenia. Sam był już trochę głodny, a Mark który powinien przyjechać po nim pewnie też chętnie coś zje.

Dean Vanberg
27 y/o
NATCHNIONA GĄSIENICZKA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Miał dziwne wrażenie, że ostatnimi czasy jeździł z Adamem dość często wszędzie, gdzie to tylko było możliwe. Najpierw był wyjazd na weekend, który co prawda nie należał do jakichś tragicznych, ale skończył się dość dziwnie. Na tyle, aby Dean potrzebował później paru dni na zrozumienie, co tak właściwie się wydarzyło. Kiedy to ogarnął, gotów był znowu na zadawanie się z chłopakiem, którego towarzystwo zawsze mu odpowiadało. Zapewne istniało dość spore prawdopodobieństwo, że nie potrafiłby z niego zrezygnować, niezależnie od wszystkiego.
Teraz szykowała się druga wycieczka, a przynajmniej na to się zapowiadało, kiedy któregoś dnia chłopak do niego przyszedł i powiedział, że ma sobie zarezerwować kilka dni wolnych od pracy i czekać na dalsze instrukcje. Czekał w miarę cierpliwie, przynajmniej jak na siebie, każdego kolejnego dnia dostają od przyjaciela jakieś wytyczne. Co spakować, co ogarnąć. Czy to miał być rodzaj jakichś dziwnych podchodów? Mimo wszystko nie oponował, bo Adam nie zakazał mu pracowania. Przynajmniej do czasu wyjazdu.
Nie mógł powiedzieć, że ten dzień był normalny, biorąc pod uwagę, że chłopak poinformował go, że pojadą osobno. Na dodatek Dean nie mógł zjawić się tam własnym samochodem, a miał pojechać busem. Czy on serio chciał go zabić, czy po prostu tak bardzo nie lubił, aby skazywać go na coś podobnego?
Ostatecznie dostosował się do zaleceń, sam do końca nie wiedząc czemu. Może jakby się zbuntował, to chłopak nauczyłby się, że Dino potrzebował udogodnień i wszystkich tych bajerów, które miał przez całe życie.
Spakował plecak i niewielką walizkę, i udał się na przystanek autobusowy. Wszystko zgodnie z instrukcją. Miał nadzieję, że po wszystkim Adam mu to wynagrodzi. Byle w inny sposób, niż na ich pierwszym wspólnym wyjeździe, bo Vanberg nie był pewien, czy kolejną taką sytuację by zniósł.
Podróż nie należała do najprzyjemniejszych. Nie dość, że przyjaciel trochę go ignorował i zwodził, tak dodatkowo musiał siedzieć w tym mało wygodnym środku transportu kilka godzin, zanim w ogóle można było mówić o zbliżeniu się do celu. Jakby tego było mało miał wysiąść na tak zwanym zadupiu, co uczynił. I szybko zaczął tego żałować, kiedy dotarło do niego, że przecież w takich miejscach zawsze jest brudno. Naprawdę zaczął podejrzewać, że przyjaciel chce się go pozbyć. Bo jak inaczej nazwać fakt, że go tutaj wysłał, na dodatek zupełnie samego, bo Adam miał zjawić się tu z niewielkim opóźnieniem. Oby, bo inaczej pozna gniew malarza.
Poprawił plecak, wziął walizkę i udał się do domku, który podobno mieli zarezerwowany. Znając Adiego nie należało się na nic nastawiać, bo jego standardy trochę odbiegały od tych, które uznawał Dean. Naprawdę czasami zastanawiał się, czemu właściwie zadaje się z kimś takim, ale pewnie wiele wspólnego miało to, że chłopak nigdy nie oczekiwał od niego niczego, co miało związek z pieniędzmi czy różnego rodzaju przysługami. Taki osobnik był niemal na wagę złota, a skoro dodatkowo dobrze wyglądał i był całkiem popularny, same korzyści dla obojga.
Odebrał klucze, obracając je w dłoni. Recepcjonistka powiedziała, że już ktoś tam na niego czeka, a to znaczyło, że przyjaciel go wychujał troszeczkę i przyjechał wcześniej, a nie później. W takim razie powinien go odebrać z tego przystanku, żeby nie musiał się narażać na gniew wszystkich robali, które pewnie już planowały jak mu utrudnić pobyt tutaj.
Mruknął coś do siebie, kierując się w stronę budynku znajdującego się trochę na uboczu. No tak, prywatność. Przecież Vanberg ją uwielbiał, więc pewnie się do tego zastosował.
-Jak następnym razem będziesz coś wybierał, to może chociaż na mnie poczekaj, co? Fajnie byłoby mnie odebrać - powiedział na wstępie, kiedy tylko przekroczył próg domku. Dostrzegł dwie walizki, ale nigdzie nie widział przyjaciela. - No dobra, ten domek nie jest taki zły, może nawet lepszy od ostatniego… ale zaraz kolejne pojedyncze łóżko? Czy ciebie do reszty pochrzaniło…? A ty co tu kurwa robisz?! - rzucił, kiedy Patrick wyłonił się z niewielkiej kuchni. Co to miało być? Na co on był mu tutaj? Na litość wszystkiego, Adam chyba nie wpadł na pomysł, żeby zaprosić zarówno Patricka, jak tego swojego nowego przydupasa, którego nocami macał. Przecież ten wyjazd byłby porażką.

Patrick Wood
26 y/o
For good luck!
181 cm
weterynarz Leslieville Animal Hospital
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chwilę myślał co mógłby przygotować dla przyjaciela, ale przypomniał mu się ostatni przepis na pizzę, którą robili z mamą bardziej dla siebie niż dla Vanbergów, bo oni jedli bardziej wystawne jedzenie, więc taka pizza by im nie zasmakowała. Tutaj miał być z Markiem, a jemu na pewno zasmakuje, więc zabrał się do roboty, bo w lodówce znalazł wszystko co mu będzie potrzebne co znaczy, że obyło się bez wycieczki do sklepu, który podobno był kawałek drogi stąd. Wymieszał składniki i zaczął ugniatać ciasto, które wkrótce potem wylądowało rozwałkowane na blaszce. Szybko zrobił sos pomidorowy, którym pokrył placek i zaczął układać na nim przeróżne składniki, a na koniec posypał serem i wstawił do piekarnika.
Ledwo zdążył umyć ręce, a usłyszał czyiś głos. Ucieszył się, że Mark przyjechał akurat w idealnym momencie na jedzenie. Wytarł szybko ręce i wyszedł z kuchni, wpadając na Deana. Zaraz! Coś pomylił? Przecież umawiał się z Markiem, a nie Deanem, więc skąd on się tu wziął? Podrapał się skonfundowany po głowie, rozglądając na przyjacielem, bo może to był jakiś żart i gdzieś tutaj był? Mógł w sumie przyjechać z tym swoim Adamem, który przecież znał się z Deanem, bo skąd inaczej ten by się tu wziął?
- Mógłbym zapytać o to samo. Miałem się tu spotkać z Markiem, a nie z Tobą. - rzucił, wyciągając telefon i pisząc do przyjaciela chyba z milion smsów z pytaniem gdzie on się podziewa i czemu przed nim stoi ugly cucumber, który ma jeszcze czelność zapytać co on tutaj robi. W odpowiedzi dostał tylko krótkiego smsa, że nastąpiła zmiana planów i mają się bawić dobrze, bo kolejny autobus z tego miejsca odjedzie dopiero za kilka dni. CO KURWA? Razem ze swoim przydupasem uknuli spisek i ma teraz siedzieć z tym gnomem? No chyba nie. Przecież on zwariuje albo go zamorduje. Tutaj w sumie nikt mu niczego nie udowodni, ale i tak! - Nosz kurwa… utknęliśmy tutaj… razem… rozumiesz to? - warknął, chowając telefon do kieszeni. Tak go nosiło, że najpierw zamorduje Vanberga, a potem zajmie się Markiem i jego przydupasem za wkręcenie ich w to. Bo po co? Po co im wspólny czas na zadupiu? W dobrej wierze przyznał się przyjacielowi, że udawał dla Deana jego dziewczynę i się całowali, POMYŚLAŁ o tym, że mogło mu się to spodobać, ale przed samym sobą nie umiał się jeszcze przyznać, że dla niego to też było fajne. Czy tamci teraz myśleli, że na siebie lecą i potrzebują czasu razem? Że niby mają się teraz w sobie zakochać i wrócić jako para? No chyba w ich pojebanych, erotycznych snach. Kochał Marka jak brata, ale nie wybaczy mu takiej zdrady.

Dean Vanberg
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”