ODPOWIEDZ
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

3

got sick, tryna find where my mind went
lost it in the sycamore silence


{ outfit }

Panax quinquefolius.
Elmo stoi nad charakterystyczną rośliną już od pięciu minut, porównując jej liście do tych, które widnieją na ekranie jego telefonu. Właściwie nie jest pewien, czy na pewno widzi to, co wydaje mu się, że widzi. Równie dobrze może być to mutacja winorośli i żurawiny, czy jakaś inna roślina, której nie zna. Przez chwilę nęci go myśl, aby po prostu zrobić temu dziwnemu okazowi zdjęcie i poprosić sztuczną inteligencję o pomoc w jego identyfikacji, ale później dochodzi do wniosku, że to tylko zabiłoby całą radość, którą wywołuje w nim chodzenie po parku i nazywanie spotykanych tam roślin. Poza tym, nienawidzi sztucznej inteligencji. Jak tylko tworzenie obrazków za jej pomocą stało się czymś powszechnym i akceptowalnym, Kroniki Głębin, czyli prowadzone przez niego, poświęcone syrenom forum, zamieniło się w wylęgarnię paskudnie wygładzonych, kolorowych zdjęć syren z twarzami udzielających się na portalu użytkowników. O ile dwa pierwsze były jeszcze interesujące, tak w chwili, gdy ludzie przestali robić cokolwiek kreatywnego i we wszystkim zaczęli wyręczać się maszynami, Elmo stracił do tego resztki cierpliwości.
Dusi więc w sobie potrzebę, aby dowiedzieć się wszystkiego tu i teraz, i klęka nad liśćmi, które kształtem przypominają dłoń o rozłożonych palcach. Ostro ząbkowane brzegi wyglądają jak te należące do panax quinquefolius, dając mu nadzieję, ale czy to nie naiwne? Niskie jest prawdopodobieństwo, że tak niespotykana roślina rośnie w p a r k u. Może to po prostu jakiś chwast?
Elmo wzdycha, gdy znudzony Milo, pies jego rodziców, ciągnie go w kierunku kolejnego drzewa. Ma już trzynaście lat, a jakimś cudem wcale nie opuszcza go energia, z którą go zaadoptowali. Cały czas rwie się do wąchania bardzo nieinteresujących w oczach Saynsberry’ego kępek trawy, znaczy każdy napotkany na swojej drodze krzak i, co najgorsze, po każdej załatwionej potrzebie zaczyna kopać jak szalony, rozrzucając dookoła ziemię, liście i okazjonalnie niespodzianki nieposprzątane przez właścicieli innych psów.
Elmo odwraca głowę w kierunku psa, który rozciąga smycz do granic jej możliwości. Zamiast jednak skupić się na tym, aby Milo nie zeżarł niczego nieodpowiedniego z ziemi albo nie rozpoczął swojego rytuału kopania, kieruje swoją uwagę na jasnowłosego chłopaka, który idzie w jego kierunku. Tak przynajmniej wydaje mu się na początku. Wkrótce zdaje sobie sprawę, że celem blondyna nie jest ani on, ani nawet milo, ale żeń-szeń amerykański albo coś, co bardzo go przypomina.
Wstrzymuje oddech. Pies ciągnie dalej, ale Elmo nie robi żadnego kroku w jego kierunku. Z jakiegoś powodu nagle czuje, że musi ochronić tę roślinkę przed rękami nieznajomego. Nawet jeśli nie jest tym, za co Elmo ją uważa, nagle wydaje mu się, iż jest to jego obywatelski obowiązek.

Tomash Nowakovsky
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Chciałby wierzyć w to, że nie wygląda na takiego, który interesuje się roślinami, ale wiedział, że tak nie było. Zbieranie kwiatków do niego bowiem pasowało i nie wiedział, czy było to spowodowane jego ogólnym vibe czy może faktem, że pasowało to do jego słowiańskości. Coś jednak musiało być na rzeczy, bo rośliny okazały się jedną z jego wielu, o ile nie największych, pasji. I można się było zastanawiać, co takiego robił z tymi kwiatkami. Wielokrotnie był wyśmiewany przez znajomych, gdy tylko temat ten zostawał poruszany. Nie przeszkadzało mu to, bo tak samo reagował na wyznania osób, które mówiły, że lubią tracić swój czas na gry na konsoli czy przed komputerem.
   Uwielbiał wychodzić z domu i udawać się na wędrówki po Toronto. Jak na metropolię przystało, ciężko było ze znalezieniem prawdziwie pięknych okazów, bo większość rosnących tutaj roślin była dość typowa i nudna. Wychodził więc na dłuższe wędrówki, w miejsca gdzie natury do podziwiania było nieco więcej. I w sumie nie był wielkim fanem natury w jej ogólnym rozmachu. Uwielbiał jedynie kwiaty. Czasami robił im zdjęcia, czasami starał się szkicować w swoim szkicowniku, czasami jednak zbierał do zielnika, który robił sobie w swoim pokoju.
   Tym razem nie wyszedł na spacer w żadnym konkretnym celu poza tym, żeby obejrzeć co rosło i gdzie. Oczywiście uzbrojony był w swoje typowe rzeczy, bo nigdy nie wiedział, jak te jego wyprawy się zakończą. Oczywiście pora na szukanie roślin nie była już najlepsza. Jesień była porą roku, która zmuszała rośliny do powolnego wchodzenia w stan uśpienia. Było to naturalną koleją rzeczy i nie miał na to wpływu, chociaż oczywiście chciałby, żeby mieć taką moc.
   Wędrował spokojnie, rozglądając się uważnie po leśnym runie i poszyciu. Jego wzrok nie wychodził wyżej. Interesowały go bowiem tylko te rośliny, które mógł ewentualnie zerwać lub chociaż przyjrzeć im się z bliska. Nie miał konkretnego celu, więc po prostu szedł tam, gdzie zechciały zaprowadzić go nogi. W jednej dłoni ściskał swój aparat cyfrowy – prezent od matki, a w drugiej telefon, na którym zmieniał właśnie piosenkę na jakąś bardziej spokojniejszą. Nie miał konkretnych upodobań, jeśli chodziło o muzykę, jednak będąc w takich miejscach jak to, starał się wybierać coś spokojniejszego. W końcu mogło go tutaj spotkać wiele różnych rzeczy, nie tylko tych pozytywnych.
   No i jak na zawołanie, jego oczom ukazał się widok obcego mężczyzny i psa. Takie widoki zawsze były niepewne, bo ludzie różnie podchodzili do zwierząt i będą w parkach niejednokrotnie był świadkiem tego, jak spuszczali swoich pupili ze smyczy. Tutaj jednak wydawało mu się, że mężczyzna należał do tych bardziej odpowiedzialnych. Ulżyło mu, więc spuścił swój wzrok i właśnie wtedy zauważył roślinę, której wcześniej nie widział.
   – O, a co to jest? – zapytał sam siebie, wymijając mężczyznę i podchodząc do rośliny. Pochylił się nad nią, gdy już znalazł się na tyle blisko, by móc się jej przyjrzeć wyraźniej. Nie miał pojęcia, z czym miał do czynienia, bo chociaż był pasjonatem, to nie był specjalistą, zwłaszcza jeśli chodziło o okazy, których wcześniej nie miał okazji widzieć.

eliel m. saynsberry
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Nie jest aż takim znawcą roślin jakim chciałby być. Właściwie jeszcze dwa lata temu nie wiedział o nich nic, większość swojego czasu spędzając na imprezach, wcielaniu w życie pomysłów, które nikomu nie powinny nawet przejść przez głowę (jednym z nich, chyba najbardziej ikonicznym, była kradzież pierścienia z okiem Horusa, który znajdował się w Galerii Narodowej Kanady w Ottawie na jakiejś wystawie czasowej; Elmo ledwo pamiętał szczegóły, bo kiedy urzeczywistniał ten plan, był na nogach od trzydziestu sześciu godzin i jego mózg nie działał tak jak powinien), poznawaniu nowych osób i doprowadzaniu swoich już istniejących znajomości do ich kresu, bo miał bardzo mętne pojęcie w tym, gdzie kończą się granice wytrzymałości jego przyjaciół. Był inny. Teraz zachowuje się już rozsądniej, bardziej wyważenie (głównie za sprawą lekarstw, chociaż na pewno ma też w tym swój udział cotygodniowe zasiadanie na wyścielonym miękkim materiałem krześle w gabinecie Lindy Garrard, jednej z wielu psychoterapeutek w Toronto) i, ponieważ nie robi już głupot, większość swojego wolnego czasu spędza na rozwijaniu zainteresowań, które nie są nielegalne ani niebezpieczne. Na przykład na opiekowaniu się roślinami.
Ma ich w ogrodzie całe mnóstwo. Nie, to nie do końca jego prawda; posiadaczką wszystkich tych bujnych krzewów i zielonych sadzonek jest jego mama, ale to on, Elmo, zajmuje się nimi częściej. Przycina gałęzie cisu, który otacza ich parcelę od wewnętrznej strony ogrodzenia, usuwa uszkodzone pędy bzu, montuje w całym ogrodzie system samonawadniający, walczy z drutowcami, które atakują marchew. W przeciągu zaledwie roku zdobywa dużą, choć jednocześnie dość chaotyczną wiedzę o przeróżnych gatunkach roślin, a jednak to, co tego dnia widzi w parku jest dla niego tak wielką niespodzianką, że przez długi czas po prostu się gapi. Intensywnie i przeciągle. Pewnie gapiłby się dłużej, gdyby nie niespodziewane towarzystwo.
Rozproszone spojrzenie przypatruje się nieco niższemu, jasnowłosemu chłopakowi. Sądząc po rysach jego twarzy, jest sporo młodszy. Głos, który wychodzi z jego ust, jest jedynym potrzebnym Elmo potwierdzeniem – nieznajomy chłopak w istocie jest zainteresowany tym samym, co on.
Na moment Eliel zapomina o tym, gdzie się znajduje i po co właściwie zatrzymał się w tym miejscu. Wpatruje się w nieznajomego; obserwuje to jak śmiało podchodzi do rośliny, która może być tutaj absolutną rzadkością. W pierwszym odruchu uznaje jego zachowanie za tupet (co może tłumaczyć jego skwaszoną minę; zupełnie jakby właśnie zjadł cytrynę), ale niewinne, zainteresowane pytanie ściąga go z powrotem na ziemię. Wygładza swoją twarz, a potem odchrząkuje.
– Mi wygląda na żeń-szeń amerykański – odzywa się, chociaż nie dostał żadnego znaku świadczącego o tym, że chłopak ma ochotę na rozmowę. Równie dobrze Elmo może tu i teraz zostać obrzucony pogardliwym spojrzeniem i dostać w odpowiedzi bardzo wymowne milczenie. – Tak bym powiedział, patrząc na jego liście. Ale… – waha się. Napięta do tej pory smycz poluzowuje się, gdy Milo znów zaczyna kręcić się niedaleko jego nóg. – One mają takie charakterystyczne, czerwone jagody, a ten nie ma ich za dużo – zauważa, ruchem dłoni wskazując na cienkie łodygi, które, owszem, są zakończone jakimiś bordowymi owocami, lecz te wyglądają dość marnie i jest ich bardzo niewiele. Właśnie to sprawia, że Elmo tak bardzo waha się z jednoznacznym nazwaniem napotkanej przypadkiem rośliny.

Tomash Nowakovsky
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   Chłodna rześkość lasu uderzała go w twarz. W przyrodzie było niezwykle przyjemnie i nie mógł oprzeć się wrażeniu, że w sumie to chętnie właśnie tutaj spędzałby swój wolny czas. No ale niestety miał również inne obowiązki i rzeczy na głowie. Jego zamiłowanie do roślin również zaczęło się niedawno. Oczywiście jego rodzice posiadali dość duży ogród, w którym rosło całkiem sporo roślin. To był katalizator, który sprawił, że zainteresował się roślinami. Lubił pomagać rodzicom, niemniej jednak szybko zrozumiał, że o ile tego rodzaju ogrodnictwo z pewnością było ciekawe i odprężające, jego samego szybko zaczęło interesować coś innego – rośliny rodzime. Toronto nie było miejscem, w którym tej natury było dużo, ale nie znaczyło to, że nie można było znaleźć żadnych roślinek. Nie raz i nie dwa widział, idąc chodnikiem, jak jakiś kwiatuszek przebija się między przerwami w ciężkich płytach chodnikowych. Albo gdy coś ciekawego zaczynało kwitnąć na środku trawnika. Był przekonany, że w Toronto były rośliny charakterystyczne właśnie dla tego miejsca.
   I od tej czystej ciekawości zaczęła się jego fascynacja. Stosunkowo niedawno wpadł również na pomysł prowadzenia zielnika. Nie miał żadnych większych planów na to, co z nim zrobić, ale wydało mu się to równie dobrym hobby co zbieranie znaczków czy układanie puzzli.
   Nie przejął się tym, że obok niego znajdował się obcy mężczyzna z psem. Jakoś nie wyczuł od niego zagrożenia. Może jednak powinien był się lepiej pilnować? W końcu byli tutaj sami, więc mogło stać się wszystko. No ale Tomash nigdy nie podejrzewał ludzi o złe zamiary, jeśli oni nie dali mu ku temu dobrych powodów. Początkowe skrzywienie malujące się na twarzy nieznajomego wydało mu się nie oznaką wrogości, ale niezadowoleniem wychodzącym z tego, że Tomash zniszczył mu błogą chwilę samotności. Ludzie zazwyczaj przychodzili do parków i lasów właśnie po to, by odciąć się od chaosu i bodźców świata zewnętrznego.
   Ale jeśli miał być szczery, to nie obchodziło go to, czy nieznajomemu podobała się jego obecność, czy nie.
   – Niby od której strony wygląda? – zapytał, może nieco zbyt ostro, ale w jego głosie nie było sprzeciwu czy pogardy mówiącej, że uważa mężczyznę za idiotę. Była to być może nieco zbyt ostra prośba o wyjaśnienie. Na szczęście szybko dostał to, co chciał, więc jego wzrok ponownie przeniósł się z nieznajomego na roślinę. Kucnął obok niej, oglądając ją z każdej strony. Szybko wpisał w wyszukiwarkę nazwę rośliny i ta, którą miał przed oczami, rzeczywiście wyglądała podobnie do tej, która wyświetliła mu się na ekranie telefonu. Pokręcił jednak głową. – Hmmm… chyba masz rację, ale listki ma jakieś takie inne – mruknął, robiąc dalej zdjęcia rośliny. Nie wiedział, co o tym myśleć, nie był zresztą specjalistą, więc nawet, gdyby chciał wytężyć swoje szare komórki, to pewnie i tak na nic by się to nie przydało.
   – Nie, nie, nie… to musi być coś innego – pokręcił głową, starając się wyszukać po zrobionych przez siebie zdjęciach, czym ta roślina mogła być w rzeczywistości. Niestety Internet w tym miejscu nie był najlepszy, więc uploadowanie zdjęć trochę trwało. Wstał jednak w końcu i odwrócił się w stronę nieznajomego.
   – Ale fajny pies – przyznał, skupiając się teraz na czworonogu.

eliel m. saynsberry
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
31 y/o
For good luck!
185 cm
rejestrator w west end community health care
Awatar użytkownika
it's the wrong kind of place to be thinking of you; it's the wrong time for somebody new; it's a small crime and i've got no excuse
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mimo swojego niepozornego wyglądu, Elmo ma na koncie wiele wybryków. Większość z nich jest nieszkodliwa (nocne przemeblowanie całego mieszkania, rozsypanie brokatu w windzie jego bloku, bo była taka nudna, zakup biletu na koncert w innym kraju bez sprawdzenia tego, czy przypadkiem nie kolidował z jego obowiązkami i czy w ogóle miał tam jakiekolwiek połączenia lotnicze, przemianowanie wszystkich kontaktów w telefonie na imiona postaci z bajek [tak po prostu, dla zabawy] czy choćby spontaniczne zapisanie się na kurs tańca brzucha), ale znajduje się wśród nich również parę bardziej niebezpiecznych (wdanie się w bójkę z przypadkowym przechodniem, bo źle na niego spojrzał, podpalenie śmietnika na osiedlu z nadzieją na to, że jest to dobry kierunek walki z przeładowanymi wysypiskami śmieci, wtargnięcie na scenę podczas koncertu jednego z jego ulubionych zespołów). Po tamtym niespokojnym Elielu nie ma już jednak ani śladu. Stojąc pochylony nad intrygującą rośliną, z węszącym dookoła psem, który wygląda jak pozbawiona oczu kulka białej wełny, sprawia wrażenie człowieka spokojnego. Takiego, który nie skrzywdziłby nawet muchy; naturalnie zatem na nieco ostrzej zadane pytanie nieznajomego tylko wzrusza ramionami, nagle czując się głupio. Jedna niepewność sprawia, że zaczyna wątpić w to, czy aby na pewno zna się na roślinach tak dobrze, jak dotychczas mu się wydawało. Może nie ma o tym zielonego pojęcia? Może powinien pozostać przy plewieniu grządek w ogródku swoich rodziców, a nie rozglądać się za tymi okazami, które występują tylko w dzikości?
Elmo uważnie wpatruje się w roślinę. Jego wiedza o żeń-szeniu amerykańskim jest zaczerpnięta wyłącznie z książek. W prawdziwym życiu nigdy nie widział go na własne oczy, więc nic dziwnego, że nie jest pewny i nie chce (albo po prostu nie potrafi) twardo stawiać na swoim.
– Najbardziej to chyba od góry – odpowiada z łagodnym rozbawieniem, które znika, gdy chłopak zaczyna uważniej przyglądać się roślinie. Nagle Elmo czuje w sobie jakąś niewytłumaczalną chęć uchronienia jej od jego przesadnego zainteresowania; stanięcia nad nią, a później rozłożenia ramion na boki tak, jakby był policjantem odgradzającym tłum od niebezpieczeństwa. Fakt, że jeszcze chwilę temu sam nachylał się nad nią w taki sam sposób, w jaki teraz robi to jasnowłosy nieznajomy, dociera do niego dopiero po czasie i wywołuje automatyczne zawstydzenie. – To prawda. Są trochę inne – potakuje, próbując zagłuszyć głupie głosy dobiegające z wnętrza jego głowy. Wcale mu teraz nie sprzyjają. – Z drugiej strony jest już trochę chłodno. Może to przez to wygląda inaczej? – Marszczy nos. Nie zna się na dzikich, rzadkich roślinach aż tak, aby wiedzieć, jakie temperatury żeń-szeń amerykański znosi najlepiej. – Nie mam pomysłu, czym innym może być – dodaje zaraz. Chłopak, zajęty szperaniem w telefonie, dopiero po chwili odwraca się w jego kierunku. Elmo nie spodziewa się, że będzie zainteresowany rozmową, więc kiedy zwraca uwagę na kręcącego się pomiędzy ich nogami Milo, przez krótką chwilę aż nie wie co powiedzieć.
– To Milo – przedstawia go, a pies macha ogonem na dźwięk swojego imienia. – Jest już trochę stary, ale wciąż nie zawodzi go węch. To on zaciągnął mnie w tę stronę – tłumaczy nie wiadomo po co. Tyle z tego dobrego, że pies wreszcie przestaje ciągnąć za smycz i podchodzi do jego nóg, a wtedy Elmo schyla się i drapie go za uchem. – Masz tam jakieś notatki na temat roślin? – pyta, kiwając głową na telefon, który blondyn trzyma w rękach. Może dysponuje jakąś aplikacją, która ułatwi im identyfikację rośliny? To, że Eliel z całych sił wzbrania się przed używaniem do takich spraw technologii wcale nie oznacza, że nieznajomemu też może tego zabronić. Właściwie w pewnym sensie ma nadzieję, że chłopak jednak uprze się, by wspomóc się w całym tym ich dylemacie właśnie telefonem. Chyba tylko w ten sposób będą mogli rozstrzygnąć, na co właściwie patrzą.

Tomash Nowakovsky
dino
nie lubię AI, kierowania moją postacią i czytania jej w myślach; poza tym męczę się gdy drugi gracz nie pcha razem ze mną akcji do przodu i gdy jedna gra ciągnie się przez pół roku
21 y/o
For good luck!
173 cm
recepcjonista North York YMCA
Awatar użytkownika
a little twink
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion, jego
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszła
postać
autor

   To, że pierwsze wrażenie mogło być mylące wiedział doskonale. Nie miał pojęcia, z jakim człowiekiem miał właśnie do czynienia, a spotykanie obcych w lesie nie zawsze mogło kończyć się dobrze. Nieznajomy o ile nie wyglądał na niebezpiecznego, to było w nim coś, co mówiło Tomashkowi, że powinien uważać. Być może było to spowodowane tym, że mężczyzna miał przy sobie psa, a zwierzęta często były nieprzewidywalne, nawet jeśli były dobrze wytresowane. Ze statystyk, które udało mu się wyczytać wiedział, że właściciele większych ras często przykładali znacznie większą uwagę do tresury niż właściciela mniejszych ras. Wynikało to z prostego, aczkolwiek błędnego przeświadczenia, że większe psy wyrządzają więcej szkód, gdy są agresywne. Poza tym Nowakovsky miał ostatnio już wystarczająco dużo przeżyć ze zwierzakami po tym, jak miał spotkanie oko w oko z tygrysem, który jakimś cudem uciekł ze swojej klatki w zoo. Nie dziwił mu się, bo pewnie na jego miejscu również chciałby zwiać, niemniej jednak równie zaskakującym był fakt, jak to się stało, że te zwierzęta opuściły zoo. No ale skoro dał sobie radę z tygrysem, to da sobie również radę z przypadkowym facetem i jego kudłatym psem. Ta myśl dodała mu nieco pewności i odwagi.
   Spojrzał na mężczyznę, a później znowu na roślinę. Tym razem wstał jednak i pochylił głowę, by przyjrzeć się od góry. No i w sumie nieznajomy miał rację. Roślina rzeczywiście przypominała żeń-szeń amerykański, ale jednak nie do końca. Było w niej coś, co budziło w Tomashu wątpliwości. I najgorsze w tym wszystkim było to, że obawy te nie powstawały ze względu na obszerne doświadczenie chłopaka, ale z odczucia, które miał. Intuicja rzadko go zawodziła i tym razem również miał zamiar jej posłuchać, no ale nie chciał się również spierać z nikim o swoje racje.
   – Hmmm… – mruknął, słuchając słów mężczyzny. Kiwnął na nie głową. Eliel miał bowiem rację, rośliny mogły się zmieniać od wielu czynników. Wystarczyła zmiana temperatury czy oświetlenia by przybrały inny kształt albo nawet kolor. Kiedyś czytał o tym, jak pH gleby wpływa na kolor kwiatów, bo te w zależności od tego, czy ziemia miała odczyn zasadowy czy kwaśny mogły przybierać barwy od niebieskiej do różowej. I owszem, kształt roślin raczej się wtedy nie zmieniał, ale nie raz było tak, że gatunki można było od siebie odróżnić jedynie po barwie. – Może to jakaś mutacja? Kiedyś czytałem o takich stokrotkach, które zmutowały w Czarnobylu – przypomniał sobie również o tym. Natknął się na informacje na ten temat, gdy chciał zaimponować jednemu chłopakowi, który akurat był studentem fizyki jądrowej i zajmował się promieniowaniem. No i stokrotki te wcale nie wyglądały jak typowe stokrotki, które rosły w jego ogródku. No ale mogło to też być tak, jak miało to miejsce w przypadku ludzkiej anatomii, bo nikt po rozkrojeniu nie wyglądał w środku tak, jak przedstawiały to atlasy anatomiczne. W sumie to nic nie wyglądało nigdy tak, jak powinno.
   Wyprostował się i przeciągnął mocno, że aż strzeliło mu lekko w kręgosłupie. Czasami mu się tak działo, co w sumie miał po mamie, bo jej też tak strzelało. Nie żeby nie chciał się tego pozbyć.
   – Ooooo, oglądałeś Atlantydę? Tam też był Milo – powiedział, spoglądając na czworonoga. W sumie to lubił zwierzęta, chociaż nigdy nie miał swojego. Zawsze chciał mieć psa albo kota, jednak jego rodzice na to nie pozwalali, bo prowadzili restaurację i nie chcieli dodatkowego obowiązku. Tomash również nie miał zbyt wiele czasu wolnego dla siebie, bo miał swoje studia oraz pracę. A posiadanie zwierzaka było ogromnym obowiązkiem.
   – Mam aplikację, taką z subskrypcją, ale tu nie ma zasięgu – powiedział, krzywiąc się lekko. Niestety w naturze dość często okazywało się, że nie mógł znaleźć zasięgu. No ale nie przeszkadzało mu to w zrobieniu kilku zdjęć i dowiedzeniu się, co to była za roślinka, gdy już wróci do domu. – Ale w sumie lubię też rysować roślinki w swoim szkicowniku, no i robię też zielnik… mogę ci pokazać, jak chcesz – zaproponował, chociaż nie wiedział, czy mężczyzna w ogóle był faktycznie zainteresowany roślinami, czy tylko tak sobie do niego gadał, bo pies nie był w stanie mu odpowiadać.

eliel m. saynsberry
mów mi baby
napiszę wszystko, ale nie lubię nudy
ODPOWIEDZ

Wróć do „Riverdale Park”