ODPOWIEDZ
30 y/o
For good luck!
163 cm
adwokatka w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
gdyby nie pewien prokurator, jej praca byłaby idealnym dopełnieniem wszelkich marzeń, jakie kiedykolwiek posiadała
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

002. | outfit


Dzisiejszy wieczór miała zwyczajnie zarezerwowany jedynie dla niego. Jason wcześniej z nią ustalił miejsce oraz godzinę, o jakiej mają się pojawić, aby świętować swoją rocznicę związku. Może to i dziwne, żeby w wieku trzydziestu lat obchodzić dwunastolecie bycia razem, lecz to prawda, tyle czasu już mija, odkąd tylko skończyli szkołę średnią i zdecydowali się na coś poważniejszego, wtedy nie widząc poza sobą świata, nie widząc czegokolwiek prócz tego, co dotyczyło ich dwoje. Zakochani, szczęśliwi, szaleni, korzystający z życia, imprezujący i nieznajdujący umiaru, w czym tylko było to możliwe. Zdecydowanie nazywani papużkami nierozłączkami, zapatrzeni w siebie, bez pamięci zauroczeni i niedostrzegający w drugim choćby najmniejszej skazy. Tak, tak właśnie wyglądały ich początki… gdzie może u większości par to ma miejsce, tak mimo wszystko Primrose była najszczęśliwszą kobietą na świecie, mając wspierającego partnera, duszę towarzystwa, kogoś, kto ją naprawdę rozumiał.
Tak było. Było, bowiem już od wielu lat ten związek tak szczerze to nie powinien mieć racji bytu. Nie wiedziała, kiedy ostatnio byli razem gdziekolwiek. Kiedy zamienili więcej niż dwa słowa o tym, co się u nich dzieje. Kiedy miała okazję wyżalić się mu z tego, jak poszła jej rozprawa czy jakiego trudnego klienta dostała z urzędu. O wspólnych lunchach kompletnie zapomniała, że w ogóle miały miejsce, a jakiekolwiek zbliżenia, współżycie, albo chociaż przytulenie się w momencie usypiania? To zdecydowana przeszłość, a mimo to, żadne z nich nie planowało wprowadzić najmniejszej zmiany.
Jednej i drugiej stronie tego związku odpowiadał taki stan rzeczy; nie byli samotni, nie wracali mimo wszystko do pustego domu, jak trzeba było, to potrafili razem wyjść na jakieś spotkanie rodzinne i sprawiać całkiem niezłe pozory. Może to i głupie, może to i beznadziejnie brzmi, tak Prim nie sądziła, żeby potrzebowała czegoś więcej. Realizowała się mocno w pracy i tam odnosiła całkiem niezłe sukcesy, więc nie ma co łapać wszystkich srok za ogon i szukać więcej szczęścia.
Zaskoczyło ją jednak to, jak śmiało wyszedł z inicjatywą on sam. Proponując ten lokal, rezerwując stolik i sugerując, iż to będzie wyjątkowy wieczór. Nie obiecywała sobie nie wiadomo czego, jednakże jego tajemniczość oraz sposób, w jaki się wypowiadał o tym, co miałoby nadejść, trochę dawało kobiecie do myślenia. Na dodatek ojciec w trakcie niedzielnego, rodzinnego spotkania przy obiedzie zaczął jakimiś dziwnymi tekstami sypać o narzeczeństwie, na co jedynie zrobiła kwaśną minę, natomiast Jason wyglądał, jakby ktoś mu powiedział coś niesamowicie istotnego.
Ukochany - co cholernie dziwnie brzmi nawet w głowie mnie samej, a co dopiero u Primrose - również polecił, aby się ubrała ładnie, bo może nie tylko w restauracji będą przebywali w trakcie tego wyjścia… Zupełnie tak, jakby wcześniej nie traktowali siebie w jej ich domu, jak powietrze, jedynie mijając się na korytarzach między pomieszczeniami oraz o dziwo dzieląc to samo łóżko, bez wielkich ekscesów.
Skoro jednak powiedział, aby się szykowała, po zakończonej pracy w sądzie powróciła do domu, zaczynając przeglądać szafę za jakimś ciekawym ubraniem na dzisiejszy wieczór. Wybrała jeden z nowszych zakupów ciuchowych, uznając iż sukienka ta nada się idealnie; nadal będzie wyglądać klasycznie i stylowo, przy okazji mogąc trochę odsłonić nóg w miejscu, w którym nie będzie przecież zimno, a nie sądziła żeby nagle mieli iść do parku na spacer po zjedzonym posiłku.
Zanim jednak zaczęła przebieranie się, wskoczyła pod prysznic, aby się odświeżyć, wysuszyła włosy oraz ułożyła fryzurę, nałożyła nową wersję makijażu, podkreślając bardziej oko i mocniej zakręcając rzęsy, by dopiąć to założeniem kiecki. Dopasowała na koniec złote dodatki w postaci biżuterii i torebki, zwieńczając wszystko czarnymi czółenkami ze złotym obcasem. Wyglądała… nieźle, musiała samej sobie to przyznać.
Nie sądziła jednak, że szykowanie się zajmie jej tyle czasu - zupełnie jakby była sobą z czasów bycia prawie dorosłą, gdy wychodzili znacznie chętniej oraz cześciej na randki, a pół dnia poświęcała na to, aby wyglądać świetnie.
Prędko chwyciła za płaszcz z wieszaka i skierowała kroki do pojazdu, zmierzając do restauracji.
Tam powiadomiła iż ma rezerwację na konkretną osobę, zostając zaprowadzoną od razu do konkretnego stolika, przy czym składając pierwsze zamówienie; poprosiła o lampkę dobrego, półsłodkiego, czerwonego wina na dobry początek, chcąc poczekać z jedzeniem na swojego towarzysza. Gdy tylko siadła, wyciągnęła z torebki mały pakunek i położyła blisko siebie na blacie, który stanowić będzie prezent dla Jasona, nie chcąc wyjść na nieprzygotowaną oraz udającą, że nie mają okazji do świętowania.
Szkoda tylko, że umówiona godzina wybiła, a jego w dalszym ciągu nie ma…

Maxwell Fraser
38 y/o
For good luck!
186 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

002. | outfit

Poczucie odosobnienia i pustka zalegająca na serca dnie niejednokrotnie w ostatnich tygodniach nawiedzały mężczyznę w lekkich, często zaskakujących chwilach uderzając nieoczekiwanie, tym samym niszcząc fundament pewnej stabilności, wobec której pokładał znacznie większe nadzieje. Samotność nie była niczym złym, wręcz mógł przyznać, że na przestrzeni lat przywyknął do niej, jednocześnie epizodyczne pojawiające się promyczki ożywienia wywoływały w nim pewien entuzjazm, jaki jednak gasł z czasem, ponawiając utarty schemat.
W dniach takich, jak ten, gdy zza oknami deszcz miarowymi strugami spada na miasto, kiedy wieczór głuchy zapada i ludzie zbierają się w lokalach gęsto wypełniających aglomerację, w tym nastrojowym klimacie jesieni zapadał się w wygodnym fotelu z książką w ręku lub oddawał przyjemnością kulinarnym gotując nowe lub stare i doskonale znane przepisy, a czasem wracał do miejsc, w których uwielbiał bywać, jednym z takich była restauracja Archeo - ciesząca się w jego opinii wyjątkowo dobrą kuchnia, do jakiej wracał samotnie lub zabierał przyjaciół. Tak jednak w ciszy samotnego stolika, gdy muzyka wypełniająca przestrzeń salową przyjemnie wygrywa, nie zagłuszając, przy tym myśli, mógł oddawać się degustacji wina i oczekiwaniu na jedzenie. Myślami zaś wracał do pamiętnego piątku i scen z windy, gdy słowa szczerze rzucone wypłynęły z ust mężczyzny potokiem, zbyt klarownym, i nazbyt uderzającym w prawdę, mógł skłamać. Zapewnić, że niechęć, wobec osoby Primrose jest tak naturalna i normalna, iż trudno szukać początku przyczyny, bo natura ludzka, jest niepojęta i tak samo, jak kochać możemy bez grama logiki, tak i niechęć odczuwać można, bez dania racji. Antypatia Halley była na tyle z całą pewnością wielka, że bez mrugnięcia okiem łyknęłaby jego słowa i zakończyła temat, miast tego utknęli w dziwnym zawieszeniu, jakie nie rozwiązywało żadnego problemu, wprost przeciwnie nasuwało wiele nowych do tej pory skutecznie tłumionych pod warstwą niechęci.
Tak dziś z punktu widzenia stratega; „mądrego po szkodzie” – odczuwał faktyczny i niekryty żal, iż pozwolił sobie w momencie słabości wynikającej ze zmęczenia na tak wiele słów, jakby fundował kobiecie darmową poradę psychologiczną.
Absurdalne.
Czerwone węgierskie wino smakowało tego wieczoru jakoś inaczej – lepiej? Wizja praworządności, jaka majaczyła nad krajem, mogła przełożyć się na większą sympatię, wobec trunków z tego kraju, a może to kolejne mylne wyobrażenie i efekt łatania jakiejkolwiek moralności w tej kwestii? Smak nie znał tych pojęć sam z siebie, był przecież kwestią indywidualną zależną od sezonu, słońca, plonów, fantazji kucharza lub winiarza, mógł dopisać do tego tak wiele... ale jego spojrzenie dostrzegło znajomą postać i zatraciło wcześniejszy sens rozważań.
Wyglądała zjawiskowo, jednocześnie skromne złote dodatki nie rzucały się w oczy, dając subtelne muśnięcie elegancji w całości tego obrazka, jaki prezentowała swą kreacją.
Uśmiechnął się, dość wymownie, samymi wyłącznie kącikami ust, lecz nie narzucał się kobiecie w jej oczekiwaniu. Widocznie zaabsorbowana, bowiem nie dostrzegła go, miast tego on zarejestrował malutki podarunek, który spoczywał na blacie stolika, tuż obok przyniesionego przez kelnera wina.
Czas umykał, a gościa nie było; on sam nie wychylał się zza swojego miejsca, zachowując stoicyzm i taktowność. Ponadto starał się skupić na sobie i nie narzucać innym, nawet jeśli korciła go myśl, aby się przywitać. Nie wiedział, jednak jak Primrose na niego zareaguje, co pomyśli, ponadto czekała na kogoś, więc nie narzucał się swoją osobą. Zrobił jednak coś innego, gdy minęło ponad dwadzieścia minut od pełnej godziny, przed którą kobieta weszła do lokalu i jasnym stało się, że jej partner zaliczy solidny poślizg Fraser, poprosił kelnera o zamówienie ulubionego deseru Halley, tak na osłodę, by pobudzić apetyt. Poznał jej gust dobrze przez lata znajomości.


primrose halley
gal anonim
30 y/o
For good luck!
163 cm
adwokatka w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
gdyby nie pewien prokurator, jej praca byłaby idealnym dopełnieniem wszelkich marzeń, jakie kiedykolwiek posiadała
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie powiem, zaczęła się nieco denerwować. 
Rozpoczęła nerwowe rozglądanie się w okolicach wejścia do restauracji, sprawdzając, kto następny przekracza próg i jest witany przez kelnera. Rozumiała, iż mógł się spóźnić - ale ostatecznie nie sądziła, że będzie to miało miejsce dzisiaj, kiedy to on wyszedł z inicjatywą tego spotkania rocznicowego. Nie chciała jednak dawać po sobie czegokolwiek poznać, nie mogła przecież zachowywać się jak nastolatka, która nie posiada zrozumienia względem drugiego człowieka. Dlatego jedynie siedziała na swoim miejscu, delikatnie i powoli sączyła dobrej jakości, czerwone wino, pozwalając kubkom smakowym smakować tego, co znajdowało się raz po raz na jej języku. Zerkała co jakiś czas na paczuszkę, jakby dzięki obserwowaniu jej miała zmienić się obecna sytuacja kobiety, tak niestety wiedziała, iż to nie zadziała w błyskawiczny sposób. 
Następująco sięgnęła po torebkę, z jakiej wyciągnęła telefon. Musiała upewnić się, czy przypadkiem nie przeoczyła wiadomości tekstowej od Jasona, powiadamiając o przyjściu później, czy coś w tym stylu; odkrywając, iż nic takiego nie znajdowało się na urządzeniu w nieodczytanych powiadomieniach. Westchnęła ciężko i znów zamoczyła wargi w krwistoczerwonym trunku, chcąc ukoić swe nerwy, nie dając się ponieść chwili i wyjść nagle, bo nie wiadomo czy po tym nie pojawiłby się nagle Jason, nie zastając już kobiety w lokalu. Co prawda, miałaby co do tego pełne prawo, tak ostatecznie naprawdę sądziła, że jakoś ten wieczór im wypali. 
Coraz bardziej upewniała się w przekonaniu, iż była głupia, licząc, że to się faktycznie wydarzy. 
Poprosiła przechodzącego kelnera, aby dolać jej tego samego, bez dalszego zamawiania jedzenia. Mężczyzna skinął głową w geście przyjęcia informacji, mając przyjemny dla oka uśmiech na twarzy, po czym odszedł, aby wybrać się po butelkę. Dolał jej, a ona chętnie napiła się ponownie, opierając się brodą o wspartej na stoliku ręce, wyciągając raz jeszcze telefon, na jakim zaczęła przeglądać portale społecznościowe w celu zabicia czasu. 
Ponad dwadzieścia minut.
Gdyby nie to, że widziała zegarek na ekranie telefonu, zdecydowanie pomyślałaby że czeka tu już bitą godzinę. Na moment głową wychyliła się lekko do tyłu, jakby chcąc w pewien sposób odgiąć kark, wcześniej pochylony nad urządzeniem. W międzyczasie wysłała wiadomość do Jasona, czy coś się stało, że nadal się nie pojawił, lecz nie dostała jeszcze odpowiedzi zwrotnej. Ciekawe, czy nie sprawdził tego, bo jest zajęty, czy zwyczajnie ją olewa… 
Powróciła po chwili tęczówkami na smartfona, nie dostrzegając iż przybliża się do niej pracujący tu mężczyzna. Tak naprawdę zorientowała się, gdy lekko przestraszyła się na obecność obok siebie, przenosząc oczy na kelnera, mającego w dłoni talerzyk z tiramisu, jej ulubionym deserem. Czy to sprawka spóźnialskiego? Zadzwonił, aby jakoś osłodzić jej to wyczekiwanie? 
— Wiem, że niczego Pani nie zamawiała do jedzenia, ale to akurat mały podarunek od Pana z tamtego stolika — mówiąc to, mężczyzna wskazał delikatnie w kierunku Maxwella, na co natychmiast powędrowała spojrzeniem i subtelnie obrzuciła nim po siedzącym dalej Fraserze. Nie zareagowała nie wiadomo w jaki sposób - ani radością, ani złośliwością, po czym powróciła do swojej poprzedniej pozycji na krzesełku. — Bardzo dziękuję — powiedziała jedynie, tym razem uśmiechając się do kelnera. Wtedy ten postawił przed nią deser oraz łyżeczkę zawiniętą w serwetkę. — Czy coś jeszcze Pani na ten moment potrzebuje? — zapytał uprzejmie, czekając cierpliwie na odpowiedź od kobiety - która zamiast od razu coś powiedzieć, wlepiała oczy w tiramisu i nie wiedziała co tak naprawdę powinna na ten temat myśleć. Ocknęła się za moment. — Nie, na ten moment mam wszystko, co potrzebne, dziękuję — rzuciła lekko otępiała. Została sama - z tym talerzykiem, z własnymi rozmyślaniami, mając u boku w dalszym ciągu podarek. Napiła się prędko wina, o wiele większy łyk niż te poprzednie. Chwyciła za telefon i wyszukała Maxwella w kontaktach. Nie chciała przecież krzyczeć czy zachowywać się ordynarnie w takim miejscu… nie wiedziała też, czy przypadkiem i on na kogoś nie czeka, więc podchodzić również nie planowała. 

Wiadomość od: Primrose
Gdyby nie to, że nie mam dziś nastroju na doszukiwanie prawdy, zaczęłabym poważnie zastanawiać się nad tym, że zaczynasz mnie śledzić.

Minutę później

Wiadomość od: Primrose
Dziękuję, nie sądziłam że pamiętałeś… że w ogóle wiedziałeś, że lubię tiramisu. Czekasz na kogoś?


Bo co jej szkodziło zachować się przyzwoicie, gdy to on wyszedł z takiego typu inicjatywą? Mając też ciągle na względzie to, co powiedział tamtego dnia w windzie, wychodząc na kompletnie prawdomównego; choć znała go nie od dziś, nie sądziła aby wtedy, pod koniec jazdy dźwigiem, miałby z nią pogrywać w mówieniu takiego typu rzeczy. 

Maxwell Fraser
38 y/o
For good luck!
186 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Uśmiech znad krawędzi kieliszka komplementuje bogaty czerwono-purpurowy bukiet wina, znad Dunaju, niemal wyczuwa w tej skromnej dawce ciepło leniwych promieni słońca pieszczących winne grona ulokowane na południowych stokach wyżyny, która chyli się stopniowo, ku dolinie rzeki. Bogactwo smaków zawarte w bańce, jaką miał na wyciągnięcie ręki, niosło ze sobą przyjemną myśl o głębokich piwnicach pamiętających czasy cesarstwa rzymskiego, a tradycje winiarskie przekazywane z pokolenia na pokolenie przetrwały upadki cesarstw, okupacje, wojny i nieszczęścia. Nie gasły w oczach; nie zatraciły się na przełomie dziejów pokryte kurzem wspomnień, trwały dalej rozwijane, bo gdy nowoczesność dostosowuje się do tradycji, kiedy doświadczenie łączy się z wizją, można osiągać jeszcze więcej, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy wiemy znacznie więcej i jesteśmy bogatsi o nowe informacje. Tak jednak dalej pieczętujemy wina, zwłaszcza te czerwone w drewnianych często dębowych beczkach i pozwalamy, aby historia wieków przemawiała w wilgotnych zimnych piwniczkach, aby cieszyć się efektem końcowym, gdzieś zza oceanem.
Druga lapka wina, stres i zdenerwowanie – odmalowane na jej twarzy. Świadczyły, że ktoś się spóźnia, że czeka na kogoś istotnego dla niej. Rzut oka na prezent, który miała obok siebie na stoliczku, uświadamia, że może to być drobiazg dla partnera lub ojca, bo charakter opakowania na to wskazuje. Jednocześnie świadom, że gdyby spotykała się z matką prezent, nosiłby cieplejsze kolory lub towarzyszyłyby mu kwiaty. Pozwolił sobie na tę zgadywankę, mimowolnie patrząc na kobietę, której zamówił deser. Z uśmiechem na twarzy zarejestrował jej zaskoczenie w chwili, gdy kelner położył, przed nią zamówienie nie mogąc pozbyć się z twarzy tego charakterystycznego uśmiechu, a raczej jego niewinnego odpowiednika, balansującego na krawędzi troski i sympatii. Był ciekaw, jak odbierze ten znak, bo wcale nie przeszkadzały mu nigdy ich wojenki i pyskówki. Szczerze mówiąc, lubił to, bo działały nieraz lepiej niż kawa i pobudzały przed wymagającym dniem, natomiast to, co wyznał Primrose, podczas piątkowego popołudnia, ten stan rzeczy, mógł budzić wątpliwości o kondycję tej nienawiści, którą tak przecież lubiła epatować, wobec niego. Czy jeśli uświadomił ją, że grał wyłącznie na jej emocjach, tych samych, jakie miała wobec niego, odkąd pamiętał i pozwalał na to przez tak długi czas, aby napędzała się w przekonaniu, o jego jawnej niechęci wobec niego, czy mogło dojść do niej, że traciła bezpowrotnie energię, przez cały ten czas. Trwając w niechęci do kogoś, kto nie postrzegał jej nawet jako zagrożenie, czy wroga.
To zabawne, jak ludzi czasem potrafią trwać w zaślepieniu własnych przyzwyczajeń i dostosowują wszystko wokół pod własny schemat postrzegania świata, zamiast wyjść z tej bańki i zerknąć na swoje zachowanie z perspektywy innej osoby.

Wiadomość od: Maxwella alias Dupka.

Nie doszukuj się motywu, który nie istnieje, a będziesz spała spokojniej. Niestety nie wszystko na tym świecie krąży wokół Ciebie, musisz wyjść z tego schematu myślenia, jeśli mam patrzeć na panią adwokat, jak na równą sobie.

Uśmiechnął się, pod nosem czytając treść konwersacji. Lubił sprawiać przyjemność ludziom, których lubił, zwłaszcza gdy czuł, że ci tego potrzebują, a przecież nie zawsze wyciągają rękę lub wołają o pomoc, czasem milczą i w ciszy przeglądają telefon w nadziei, że umknęło im ważne powiadomienie.

Wiadomość od: Maxwella alias Dupka.

Wiem o Tobie sporo Primrose; znam Cię, tak długo, że to dla mnie naturalne i całkiem zwyczajne, aby odgadywać z miejsca Twoje humorki i to na, co masz ochotę.
Jestem sam i nie czekam na nikogo, ale jeśli masz ochotę, to zapraszam, będzie mi miło.


Patrzył w promień świecy mrugający spokojnie, bez gwałtowności, którą przecież ten sam ogień potrafił przejawiać w zgoła innych warunkach. Byli jak te płomyki, a w ostatnich tygodniach, zbyt często się ze sobą kłócili, być może odrobina szczerości i zrozumienie przyda im się i rozwieje bitewny dym?


primrose halley
gal anonim
30 y/o
For good luck!
163 cm
adwokatka w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
gdyby nie pewien prokurator, jej praca byłaby idealnym dopełnieniem wszelkich marzeń, jakie kiedykolwiek posiadała
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie mogła udawać, że nie jest zaskoczona. Była, i to bardzo. Zupełnie nie spodziewała się tutaj Maxwella, zbyt zaaferowana czekaniem na kogoś innego. A już tym bardziej zdziwiło ją to, że tak po prostu się ujawnił, składając specjalnie dla niej zamówienie. I to nie byle jakie, bo postawił na tiramisu — jedno z jej ukochanych ciast, jeśli nie numer jeden w prywatnym rankingu. Mimowolnie uśmiechnęła się pod nosem, widząc to, co znalazło się na talerzyku przed nią.
Wyprostowała się na krześle i zaczęła analizować intencje stojące za tym gestem, przesuwając końcem języka po dolnej wardze, jakby to miało być ułatwieniem, żeby przemyślenia złożyły się w jedną, spójną całość. Westchnęła ciężko, wciąż nie spuszczając tęczówek z tiramisu, które tak kusząco prosiło się o to, aby być skosztowanym, ostatecznie zdecydowała się ponownie sięgnąć po telefon, tym razem w konkretniejszym celu. Wysłała mu dwie wiadomości tekstowe, jedna po drugiej, aby nie wyszło, iż od razu kieruje się do niego z formą zaczepki, żeby nie pomyślał, że brakuje jej wdzięczności. Dlatego ładnie podziękowała — a nawet zagadnęła, czy do jego stolika ktoś ma jeszcze dołączyć! Zupełnie jakby to ją miało jakkolwiek obchodzić. 
A może właśnie obchodziło? 
Nie miała możliwości dokładnego przeanalizowania, dlaczego w ogóle o to zagadnęła, gdyż mężczyzna wysłał jej również dwa smsy zwrotne, gdzie na widok pierwszego uśmiechnęła się pod nosem. No tak, nie byłby sobą, gdyby i on nie odpowiedział jakoś kąśliwie. 
Czy to, co mówił w piątkowe południe, było faktycznie adekwatne do rzeczywistości? Czy naprawdę miał całkowicie inny do niej stosunek, czy chwilowo zagrał swą najlepszą kartą, żeby uśpić jej czujność właśnie dla takich okazji, jak ta, gdzie od razu powraca do dawnego siebie? Tego nie mogła obecnie stwierdzić — bo to zdecydowanie nie czas ani nie miejsce na takiego typu rozważania. Odnosząc wrażenie, iż na to będzie potrzebowała więcej możliwości, niż te parę sekund pomiędzy czytaniem jednego, a drugiego smsa. 
Druga wiadomość zaskoczyła ją jeszcze bardziej; w związku z tą pewnością, że ją zna, poznał humory i momenty, kiedy potrzebuje czegoś od drugiego człowieka, chociaż głośno o tym nie wspomina. Jej brew przy tym lekko wystrzeliła do góry, jakby zastanawiała się, czy teraz testuje jej reakcję na takie teksty, czy po prostu próbuje uświadomić, że to, co mówił w piątek, ma faktyczne przełożenie na to, co ma między nimi miejsce. 
Nabrała głębokiego powietrza; zaczęła walczyć z myślami, czy dobrym pomysłem jest dosiąść się do Maxwella. Czy to aby na pewno dobry pomysł? Powinna się przyłączyć do jego stolika? Gdy tak naprawdę czekała na swojego partnera, który notabene w dalszym ciągu nie poprawiał swojej sytuacji ani trochę, niemiłosiernie się spóźniając, nie dając żadnego znaku, nie działając w choćby najmniejszym stopniu w kierunku tego, aby kobieta miała jakąś pewność co się z nim obecnie dzieje. Zamiast spędzania wspólnej rocznicy, ostatecznie…
Wyląduje przy stoliku Maxwella Frasera, czego za cholerę by się nie spodziewała po ponad dziesięcioletnim związku, w którym jest z Jasonem.
Pomimo iż czerwona lampka w jej głowie alarmuje, żeby nie robiła głupstwa, tak ostatecznie odsunęła delikatnie krzesło i wstała ze swojego miejsca. Spakowała do torebki telefon oraz mały pakunek, następnie chwyciła talerzyk z jeszcze nieruszonym deserem. Odwróciła się w jego stronę i powoli zaczęła zmierzać do mężczyzny. — Dziękuję za zaproszenie, jak widać, przyjmuję je. Jeśli nadal aktualne, bo kto wie, czy przez te… parę minut jednak nie zmieniłeś zdania. — Musiała, po prostu nie mogła się powstrzymać, przy czym uśmiechnęła się delikatnie, prawie że niewinnie. Nie czekając na ostateczną odpowiedź ze strony Frasera, odsunęła sobie krzesełko przystające przy stoliku i zasiadła na nim. — Całkiem ładny garnitur. Aż dziwne, że założyłeś go, nie mając zaplanowanego spotkania — zauważyła, chwilę jeszcze obserwując go uważnie, powracając tęczówkami na jego twarz. — Chcesz? — Zachowywała się trochę inaczej niż zwykle. Może to kwestia założenia maski, aby nie wyszła odczuwana przez Primrose przykrość, bo została wystawiona do wiatru w trakcie rocznicy? A może poza pracą faktycznie jest kimś innym dla Maxa? Nie wiadomo, która opcja jest bardziej prawdopodobna — możliwe, że obydwie, skoro po zadaniu pytania wbiła mały widelczyk w deser; nabrany kawałek ciasta skierowała do niego, będąc ciekawą, czy nie zacznie się krępować i zje kobiecie z ręki. Nie miała przy tym żadnego złowieszczego uśmiechu czy podejrzanej miny, co by nie pomyślał, iż ma niecne zamiary! 

Maxwell Fraser
38 y/o
For good luck!
186 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Nie spodziewała się tego, co tym bardziej utwierdziło go w przekonaniu, że Primrose, jest tym bardziej nieprzewidywalna, aniżeli, jak to podejrzewał w cichości ducha, biorąc ją za kobietę dość sztywną i pozbawioną poczucia humoru, które to cechy dobitnie przedstawiała mu, ilekroć mieli okazję do swobodnych rozmów towarzyskich w większym gronie. Pozorna cicha myszka, za jaką ją brał potrafiła pyskować, tylko w odpowiednich warunkach, tak samo walczyć o swoje dopiero przymuszona do obrony, bo przecież zawsze starała się w jego opinii zadowolić wszystkich tylko nie siebie. A jednocześnie, ta sama postać ścierała się w wojenkach słownych z nim… Osobą, która była znana ze swojego bezpośredniego tonu i brutalnej szczerości w momencie, gdy granice komfortu osobistego, zostały przekroczone.
I to adwokat Halley teraz; dumnie z uniesioną głową i wypiętą piersią pokonywała przestrzeń sali restauracyjnej w jednym, tylko celu – aby się dosiąść na jego zaproszenie.
Westchnął rozbawiony groteską tej sytuacji, która miała miejsce.
— Jeszcze w piątek rano wolałabyś zjeść posiłek z diabłem, niż dołączyć do mnie, a dziś? Po jednej szczerej rozmowie? — Zadziwiające, a może urocze, że zaczynali się docierać w tym samym czasie, kiedy jej relacja z Jasonem, jest taka chybotliwa? – to chyba najlepsze określenie, tego, jak to mu matka z plotek przekazała w poniedziałkowej rozmowie. Tematy wokół adwokatki, były zwykle dla niego pomijalne, niezbyt interesował się plotkami, które ich matki między sobą przekazywały, ale czasem, te stare, cwane wiedźmy wyczuwały w powietrzu zmianę frontu szybciej, niż zaprawiony rybak na morzu. Dlatego należało się liczyć z uwagami i wszelkimi półsłówkami, które wypływały na światło dzienne w tym najciekawsza z perspektywy Frasera, a mianowicie – narzeczeństwo, tak stabilne, że przypominało raczej domek z kart, aniżeli twardą deklarację uczucia między dwójką ludzi.
Nie zdradzał się ze swych przypuszczeń, ani tym bardziej plotek, jakimi zasypywała go matka. Zakładał, że sama Prim miała również wiele niepochlebnych historii na jego temat i wolał nie wdawać się w licytację na, co bardziej kompromitującą w obawie, że któreś z nich skończy z poczuciem głębokiego zażenowania. A przecież zaczynali ze sobą rozmawiać i to wcale normalnie!
— Oczywiście, że aktualne — wstaje od stolika, aby pomóc kobiecie zająć miejsce i mimowolnie odpowiada na uśmiech kelnera, który wcale nie był tym faktem jakoś zaskoczony, wręcz wyczuwało się, że był zadowolony ze swojego zadania „pośrednika”.
Patrzył na kobietę, przez dłuższą chwilę w milczeniu próbując wymyślić, jakiś sensowny temat do rozmowy. Ten wieczór w domyśle miał spędzać samotnie i nie nastawiał się na towarzystwo innych, dlatego był nieco wycofany, a komunikacja za pomocą telefonów, była komfortowa, bo nie wymagała tak dużego skupienia, jak to miało miejsce w obecnej chwili; twarzą w twarz.
Przerwała ciszę, ponownie go zaskakując.
— Dziękuje. Czasem z automatu ubieram się do takich lokali z przesadną zapewne dbałością, jakbym celebrował te wyjścia od samego początku… — jego melancholijny uśmiech w parze ze wzrokiem skupiły się na kieliszku z czerwonym winem. Czy był sens mówić, że lubił spędzać czas w samotności? Mogłaby to potraktować, jako atak i wycofać się… mógł też powiedzieć, że lubi długie spacery po parku nocą, a czasem przed kolacją idzie do teatru na cokolwiek, pozwalając, aby los go zaskoczył. Nie wiedział, czy powinien się tak odsłaniać przed kobietą, z którą dopiero zaczynał budować nić porozumienia, kto wie, jak długo potrwa to zawieszenie broni?
— Pięknie wyglądasz. Od momentu wejścia przyciągałaś spojrzenia — przyznaje wprost, ale nie dopowiada, że dostrzegał jej umiejętność w dbałości o detale, aby nadawać kreacji, każdej, w której ją widział tej magii zmysłowości. Czasem wystarczył niewiele, aby przekroczyć granicę tandety lub wulgarności, a klasyczna elegancja mogła być interpretowana na wiele sposobów, lecz miała swój margines błędu. Tak ona w jego mniemaniu idealnie potrafiła dopasować się do okoliczności, choć głównie dostrzegał to w pracy.
— Och… dobrze — nie zaprotestował, może dlatego, że porcja deseru już była w połowie drogi, a może zwyczajnie chciał tego? Nie potrafił na to odpowiedzieć, lecz kiedy charakterystyczny smak słodkości rozlał się na podniebieniu mężczyzny, ten uśmiechnął się i przymknął oczy na moment.
— Dobry i wychodzi na to, że nie jest zatruty, możesz jeść — wybrnął żartobliwie z krępującej sytuacji. — Wybrałaś już coś z karty? — rzuca, bo przecież deser to zaledwie rozpoczęcie uczty.

primrose halley
gal anonim
30 y/o
For good luck!
163 cm
adwokatka w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
gdyby nie pewien prokurator, jej praca byłaby idealnym dopełnieniem wszelkich marzeń, jakie kiedykolwiek posiadała
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby mogła otrzymać nagrodę za przewidywanie tego, co ktoś zaraz powie, to w tej chwili dostałaby prawdopodobnie główną wygraną w tym konkursie. Od razu przeczuła, że wytknie jej, iż zdecydowała się przysiąść po otrzymaniu zaproszenia. Po prostu to było bardziej niż przewidywalne; gdyby nie padło to z jego ust, zapewne zwyczajnie by się zdziwiła bądź wręcz skrytykowała za to, że o tym nie wspomniał choćby minimalnie. Nie zawiódł jej ostatecznie, na co się uśmiechnęła pod nosem. — Powiedzmy, że to taki eksperyment, żeby przekonać się, ile prawdy było w tym, co mówiłeś — odparła więc równie zaczepnie, co by mimo wszystko nie pozostać mu dłużną; jeszcze by uznał, iż dzięki jednemu, szczeremu wyznaniu postanowiła zmienić o nim kompletnie zdanie, a to byłoby błędne założenie. Nie jest bowiem kobietą, której wystarczy parę ckliwych słówek, przy tym skruszony ton głosu oraz mina zbitego szczeniaka, aby przekonać się do danego człowieka. Za to jest osobą, do jakiej trzeba się naprodukować. Może kiedyś była bardziej naiwna i łatwiej wierzyła ludziom, lecz z wiekiem nauczyła się, jak wygląda świat i na czym tak naprawdę jest on zbudowany, przez co nie mogła popełniać już błędów przeszłości. 
Był jednak jeden, którego nadal nie uważała za tak wielki błąd, by zmieniać swoje dotychczasowe życie. Życie, z jakim się dobrze czuła, pomimo tych potknięć i paru braków w codziennej egzystencji. 
Nie mogła myśleć o Jasonie w obecnej sytuacji. Nie przy Maxwellu, mogąc przypadkiem wygadać się z czegoś, co nie powinien usłyszeć ani on, ani nikt spowinowacony z nią oraz z jej partnerem. Jeszcze tego brakowało, żeby nagle najbliżsi zdecydowali się na przeprowadzenie jakiejś terapii przedmałżeńskiej dla pary, chociaż zdawało się, że żadne z nich nie zastanawia się nad ślubem. Co prawda, może i jej mama nie byłaby aż tak skóra do robienia takich spotkań dla młodych, od praktycznie swego początku nie kryjąc się z niezbyt wielką sympatią względem policjanta, tak ojciec Primrose nie mógłby sobie wyobrazić lepszego zięcia. Kandydat wręcz idealny, bo ze wszystkim się zgadza i lubi wszystko to, co i kochany teść. Nigdy nie sprzeciwił się żadnej decyzji, nigdy nie skrytykował i nigdy nie powiedział czegoś, co mogłoby się zwyczajnie mu nie spodobać. Mężczyzna z czasem nabrał wprawy w prowadzeniu rozmów ze starszym Halley, teraz doskonale wiedząc, gdzie i jak powinien podejść, aby zyskać jeszcze bardziej, o ile możliwe jest, by dało się jeszcze bardziej być lubianym przez Ruperta Halley’a. 
Ten sam Rupert nagadał jakichś głupot przy niej i Jasonie o narzeczeństwie, przez co też Primrose miała jeszcze gorsze przemyślenia. Czy powinna się była godzić na dzisiejszą randkę, skoro nie była pewna przyjmowania pierścionka? Czy aby na pewno była chętna na zamążpójście? Możliwe, że tak, lecz z całą pewnością Jason nie znajdował się na szczycie tej listy potencjalnych przyszłych mężów. Na pewno znajdzie się przed nim Dean Winchester, Jamie Lannister… w sumie, mogłaby zacząć wymieniać, a to pewnie by trwało i trwało, uświadamiając sobie, iż tak całkiem szczerze to powinna się cieszyć z braku obecności Jasona w tej chwili. 
Jednego jednak w tym wszystkim nie mogła przewidzieć — spotkanie Maxwella. Nie mogła powiedzieć, że to nie była całkiem miła odmiana… a na pewno niecodzienna. 
Niecodziennym gestem okazuje się też gest ze strony Frasera. Zanim zdołała zająć miejsce na krzesełku, wstał i pomógł jej z ulokowaniem się na nim, odsuwając je i przysuwając, gdy tylko zajęła pozycję na meblu. Niemo podziękowała i uśmiechnęła się, wodząc za nim spojrzeniem do czasu, gdy nie znalazł się ponownie na swym miejscu. Zagadnęła po tym o garnitur, który z bliższej odległości okazał się jeszcze lepiej skrojony, niż mogła przypuszczać. Hola hola, zaraz, chwila i moment — jak to możliwe, że była w stanie go skomplementować, nawet jeśli chodzi o ubranie i — co oczywiste! - tylko to? — Rozumiem, nie spodziewałabym się, że jesteś człowiekiem lubiącym w najmniejszych detalach dopracowywać pomniejsze sukcesy, jak zwykłe wyjście do restauracji, choć faktycznie takiej nieco fancy — odparła spokojnie, przypatrując się jeszcze przez chwilę mężczyźnie, nie spodziewając się takich słów w następnej kolejności, które wyjdą z jego ust. 
Nie powiem — aż uciekła spojrzeniem w bok, starając się nie dać pokazać jako zawstydzonej. Zupełnie jakby zaciekawiło ją na moment coś innego, co skłoniło ją do przerwania kontaktu wzrokowego. Dopiero za parę sekund ponownie powróciła tęczówkami na Frasera. — Przyciągnęłam spojrzenie jeszcze kogoś, czy tylko Twoje? — Kolejna zaczepka ze strony Primrose, chociaż nie chciała przecież prowadzić znów z nim słownej przepychanki, prawda? Podobno tak. Jednocześnie wygląda na to, że nie była w stanie się wyzbyć w pełni przyzwyczajenia, jeśli chodziło o jego osobę. 
Najważniejszym za to pytaniem było — czy speszy się i wymiga od wzięcia od niej kawałka ciasta, gdy trzymała w zwrócony w kierunku Maxa widelczyk? Czy uzna, że przesadziła bądź przekraczała granicę? Ba — powinna przede wszystkim zacząć od siebie i zadawania sobie takiego typu zagwozdek, chociaż to akurat — jak nigdy — nie stanowiło dla niej znacznego problemu. Natomiast zdziwiła się, gdy bez większych oporów, choć z wielkim zaskoczeniem, jadł jej z ręki. Uśmiechnęła się przy tym. Można by powiedzieć, mam Cię, ale czy faktycznie go miała, skoro jej na tym nie zależało w najmniejszym stopniu? — Och, rozszyfrowałeś, jaki był mój zamiar, żebyś spróbował jako pierwszy — może i nie było to zgodne z prawdą, ale przecież musiała wykorzystać to na swoją korzyść, czyż nie? Przy tym rozmyślaniu, bez choćby cienia zwątpienia, czy powinna w taki sposób wymienić się z nim śliną, wbiła raz jeszcze sztuciec; kawałek ciasta wylądował na języku oraz podniebieniu Halley — ewidentnie rozpływającej się przez to, czego obecnie doświadczała. Słodycz wymieszana z kawą… coś wspaniałego. — Szczerze mówiąc, nie. Chyba nic konkretnego nie wpadło mi w oko, żeby od razu skusić się do złożenia zamówienia — informując o tym, raz jeszcze nabrała sobie kawałek deseru i wpakowała do ust. — A Ty, coś wybrałeś? Czy może przyszedłeś tu jedynie po to, żeby napić się wina i poobserwować ładne Panie? — Primrose czasem naprawdę nie potrafi się opamiętać… 

Maxwell Fraser
38 y/o
For good luck!
186 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Balansowali na granicy flirtu i złośliwości, jakby te dwie nieodłącznie musiały kroczyć ze sobą, bo w przeciwnym razie cały obraz sytuacji staje się zbyt klarowny lub nadto ostry, aby dojść do pełnego zrozumienia między stronami, musieli orbitować, dość swobodnie obracając słowem, przechodząc od kąśliwości po żarty i kończąc na powadze. Była zachwycająco absorbująca w swej pozornie skromnej osobie kobiety, która zmuszona niejako przez sytuację toleruje mężczyznę, ale przecież nie sprawiał jej takiej radości, prawda?
A może jednak może słowa rzucone w prawdziwie szczerym zapewnieniu trafiły, znacznie głębiej, aniżeli to mogła podejrzewać i niechęć, wobec prokuratora ustępowała stopniowo zastępowana przez inne uczucia w tym zapewne ciekawość, jaka jawiła się w ciemnych oczach Primrose, te w blasku świec płonęły żywym entuzjazmem, a w chwili, gdy podzieliła się z nim deserem – widocznie pociemniały, choć wydawało mu się, że już ciemniejsze, być nie mogą.
Grał uśmiechem – rozbrajał miną, jakby nieszczególnie liczyła się dla niego wygrana w każdym dialogu, a sama idea rozmowy, jaką mogli swobodnie, bez skrępowania prowadzić w ciszy, bowiem stoli, przy jakim siedzieli, był znacznie oddalony od pozostałych, tym samym gwarantował dawkę anonimowości.
— Hmm, może bardziej to wynika z samej radości i chęci spędzenia w ten sposób czasu. Lubię czasem wyjść do ludzi i zjeść przy okazji dobre jedzenie — jego dbałość, była mimowolna, ale zupełnie nieplanowana. — Musisz mnie kiedyś zobaczyć w dresach na luzie. Zwykle nie mam tego kija w dupie — jego głos brzmiał nad wyraz wesoło, wręcz ociekał sympatią, a ciepło spojrzenia, którym ją otaczał, traciło swą zwykłą, codzienną dawkę obojętności, jaką mierzył świat. Był w swoim żywiole, jednocześnie chciał zabawiać towarzyszkę rozmową i pozwolić, aby zapomniała o troskach, dlatego przyjął, taki cel na ten wieczór, gdy jasnym się stało, że będzie mu towarzyszyć. — Więc proszę nie myśl o mnie, jak o jakiś zafiksowanym na punkcie elegancji sztywniaku, który musi wszystko mieć skrojone wedle jasno określonych zasad, wręcz przeciwnie lubię improwizację, wiesz? — był elastyczny; potrafił planować, czego miała przykład w pracy, ale i na rodzinnym podwórku, gdy Louise lub jego matka chwaliły go za kreatywność i posunięcia przy organizacji przyjęć lub wydarzeń. A jednocześnie jego dawka młodzieńczej fantazji tliła się wiecznie nieugaszona w orzechowych oczach i emanowała czasem w kącikach ust, gdy rozbrajająco szczerze uśmiechał się w kierunku rozmówcy.
— Jesteś atrakcyjną kobietą. I tak z całą pewnością, tak. Myślę, że niejeden z tych, którzy patrzyli na ciebie, teraz mi zazdrości. — Nie spuszczał z niej wzroku, a uderzał spojrzeniem; mocno i głęboko, wręcz przeszywał ją nim, lecz w sposób wyraźnie inny od tego, do którego zdążyła przywyknąć w pracy. Samo spojrzenie, jego wyraz twarzy zdradzał wszystko, to o czym kobieta mogła zamarzyć. A jednocześnie nie mówił tego wprost, aby nie dawać jej tej satysfakcji.
— Spróbuj tego wina — podsunął jej swój kieliszek z ledwo napoczętym czerwonym węgierskim winem i wyraźnie czekał na znak. Skoro zaczęli się tak bawić, to postanowił pociągnąć temat dalej, a jednocześnie do głowy prokuratora zawitała pewna swobodna myśl o charakterze kulinarnym, choć patrząc na miejsce, w jakim się znajdowali, była ona, dość ordynarna, lecz i tak zdawała się interesujące, a przynajmniej taką miał nadzieję.
— Posłuchaj Prim, wcale nie musimy tu być, mogę sprawić, że ten wieczór stanie się znacznie przyjemniejszy, niż mogłoby się wydawać, tylko musisz mi odpowiedzieć na pytanie, czy chcesz mi zaufać? — widział jej niezdecydowanie przy przeglądaniu menu, dostrzegał wcześniejsze spojrzenia kierowane na drzwi wejściowe i nerwowe przeglądanie telefonu. W końcu zauważył nawet prezent i połączył kropki, lecz nie stawiał kobiety przed tym faktem przenikliwej dedukcji, a grał innymi kartami, które były delikatniejsze, znacznie bardziej mogły trafiać do jej serca. — Sprawmy, że uśmiechniesz się tej nocy nie raz, co? — dziwnym trafem, chciał wypełnić pustkę po kimś innym, może czuł się winny względem kobiety, a może zwyczajnie chciał sprawić jej radość? Wiedział, że siedzenie w tym miejscu, mogłoby ją wiązać i nie pozwoliłoby na totalny relaks, dlatego postanowił zagrać w otwarte karty. Wyciągnął w jej kierunku dłoń przez stolik i zaprosił gestem, aby ją złapała, lecz decyzja należała wyłącznie do niej.



primrose halley
gal anonim
30 y/o
For good luck!
163 cm
adwokatka w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
gdyby nie pewien prokurator, jej praca byłaby idealnym dopełnieniem wszelkich marzeń, jakie kiedykolwiek posiadała
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była pewna, że swoje obecne podejście kierowała jedynie z jednego powodu — aby nie domyślił się, co tak naprawdę dzieje się w jej głowie. Żeby nie rozszyfrował, z kim miała się spotkać, na kogo tyle czekała i że jest jej z tejże racji nieco przykro. Nieco, bo na swój sposób była do tego przyzwyczajona oraz nie było to nic zaskakującego; od dobrego roku, jak nie lepiej, działo się tak z praktycznie każdym spotkaniem tej dwójki, jakby jedynie byli początkującym, raczkującym związkiem, w jakim takie wypadki się zdarzają, bo nadal nie są jeszcze z sobą bardzo zżyci — a nie dojrzałą (rzekomo) relacją dorosłych i poważnych ludzi. Nie mogła jednak za ich dwójkę odpowiadać, stąd też zmiana zachowania u Primrose. 
Kto wie, czy sobie teraz tak tego nie tłumaczy, bo tak jest zwyczajnie wygodniej. Może po prostu nie chciała nawet przed samą sobą przyznać, iż w tym wszystkim, co miało ostatnio pomiędzy nią a Maxwellem miejsce, doszło do pewnej zmiany. Że ta orzeźwiająca prawda, z jaką wyskoczył niespodziewanie mężczyzna, staje się podświadomie przyczyną zmiany podejścia kobiety do jego osoby. Gdyby ktoś to teraz powiedział Halley, zapewne wyśmiałaby w głos tego człowieka za rzucanie takiego typu wymysłów prosto w twarz i uznawanie ich za wiarygodne. 
Niestety, tutaj sytuacja jest dosyć niecodzienna i szalenie niezrozumiała. Acz nie znaczyło to, iż teraz są idealne okoliczności do myślenia nad tym. 
Zamiast tego, skupiała się na zwyczajnej rozmowie — co w ich przypadku jest cholernie dziwnym zjawiskiem, dosyć nowym i zdecydowanie świeżym. Primrose chciała jednak w dalszym ciągu zachować uwagę oraz ostrożność w tym, co słyszy oraz mówi, aby nie palnęła głupoty bądź nie przeoczyła sarkastycznego komentarza, z jakim na pewno prędzej czy później wyskoczy. 
— Czekaj, czekaj… Masz w swojej garderobie dresy? Jakieś luźne ubrania, no może oprócz jakichś koszulek, które pewnie wykorzystujesz jedynie do spania? — nie, nie udawała zaskoczenia i nie bawiła się obecnie w aktorkę; mocno ją to wybiło z prowadzonej rozmowy, zastanawiając się, czy w ogóle on zna pojęcie dres, czy luźniejszy ubiór; w końcu, celowe powiedzenie, że posiada garderobę, a nie szafę mogło dowodzić, że Max jest w jej odczuciu bardziej ą i ę, niż tym, jak to sam powiedział, co nie ma kija w dupie. Na sam koniec uniosła brew i przyglądała mu się badawczo, acz z nutką zaintrygowania. Bo nie powiem — naprawdę się zaciekawiła. — Co jak co, ale improwizacja i Ty jedynie mi się kojarzy w sali sądowej, kiedy brakuje Ci argumentów i musisz coś na biega wymyślić, żeby nie być w aż tak czarnej dupie... ale dobrze, niech będzie, że postaram się tak o Tobie nie myśleć — stanowić to będzie dla prawniczki dosyć trudne zadanie, bo przyzwyczajeń człowiek tak szybko nie zmienia. 
Gdy zaczął mówić o tych innych, zazdrosnych, nie mogła nie zareagować, jak uciekając na chwilę spojrzeniem, zerkając dyskretnie w kierunku tych rzekomych innych obserwujących, nie sądząc, aby jacyś naprawdę byli. Albo Fraser zaczyna mieć zalążki schizofrenii bądź tamci nieźle się ukrywają z tym gapieniem. Nie wiedziała tylko, w którą wersję jest bardziej skłonna uwierzyć… — Tylko nie myśl sobie teraz, że jak powiesz mi parę ładnych słówek, to nagle zacznę Ci dawać fory w sądzie — odparła więc, aby trochę zmienić pomiędzy nimi napięcie, które zaczęła odczuwać, zastanawiając się, czy to jedynie jej dziwne wyobrażenie, czy może on też coś podobnego odczuwa. Tylko nie wiedziała, jak je skategoryzować, choć w zasadzie po chwili uznała, iż nie powinna tego jakkolwiek oceniać, bo to tylko pojedyncze spotkanie takiego typu w ich przypadku… prawda? 
Ciężko było jednak zachować w tym wszystkim jakąś powagę i jednoczesną grę pozorów, kiedy ten wręcz ją taksował spojrzeniem, dostrzegając to dopiero w momencie powrócenia na niego spojrzeniem, gdy przestała uważnie, a jednocześnie niezauważenie, spoglądać na obecnych w restauracji. Sama wlepiła w niego wzrok — nie tylko dlatego, żeby nie wyszło, iż daje mu wygrać tym razem, to i chciała przekonać się, co mogło mu chodzić po głowie; czym się w ogóle kierował, mówiąc takie słowa do niej. Co oznaczać mogło spojrzenie Maxwella i czy jest coś, o czym nie wie, a powinna się dowiedzieć. Na całe szczęście — przede wszystkim dla niej — sam zmienił temat, sugerując spróbowanie wina, na co aż przełknęła ślinę. — Próbujesz udowodnić mi, że masz dobry gust? — odparła ze wzruszeniem ramion, a gdy tylko kieliszek został przysunięty, pochwyciła go. Zamieszała delikatnie ruchem dłoni, wprawiając alkohol w ruch i na początku zapoznając się z nim za pomocą walorów zapachowych, a po chwili spróbowała szkarłatnej cieczy. Przesunęła językiem po podniebieniu, gdy miała w ustach płyn, chcąc jeszcze lepiej doświadczyć smaku, po czym przełknęła. — Całkiem, całkiem — przyznała z delikatnym uśmiechem.
Ledwo zdążyła mu odpowiedzieć w kwestii wina, oddając kieliszek właścicielowi, ponownie została zaskoczona przez Maxwella tym, z czym nagle wyskoczył. Słuchała go uważnie, choć jej mina wskazywać mogłaby, iż nie rozumiała, o co tu dokładnie chodziło i co tak naprawdę miało tu miejsce. Zamiast jednak od razu mu wejść w słowo i domagać się wyjaśnień, dała przestrzeń do powiedzenia wszystkiego, na sam koniec słysząc pytanie, na jakie nie wiedziała, jak powinna odpowiedzieć. 
Z jednej strony — co jest cholernie dziwne, podejrzane i kompletnie niezrozumiałe dla niej samej — była chętna podjąć się ryzyka; z drugiej zaś strony — co jeśli pod jej nieobecność zjawi się Jason? Co, jeśli będzie jechał i zobaczy ją w towarzystwie Maxa, którego tak bardzo nie cierpiał i nie mógł patrzeć na prokuratora w trakcie tych wszystkich spotkań rodzinnych, na jakich widywali się parę razy w roku? Miała milionowe zapytania w głowie, zupełnie jakby była wyszukiwarką Google i musiała przyjmować je w jednej sekundzie, bo przecież taki był obowiązek, musząc na nie wszystkie odpowiedzieć zgodnie z prawdą. Szkoda tylko, że w przypadku Prim żadne wyszukiwania nie okazały się mieć tej odpowiedzi idealnej.
Westchnęła w momencie, gdy mężczyzna podniósł dłoń nad poziomem blatu, kierując ją w jej stronę. Przy okazji czego znów zadziało się coś, co było dla niej cholernie nietypowe... zapomniała języka w gębie — chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu; odkąd tylko w swoim dorosłym życiu zrozumiała, iż nie musiała Maxwella jedynie słuchać, a mogła mu odpowiadać — nie mając pojęcia, co miała zrobić, jak odpowiedzieć. Ogólnie nie mając pojęcia co do tego, czy powinna w ogóle rozważać tę propozycję. 
Sama nie wiedziała co się z nią w tej chwili działo — tłumacząc to chwilą słabości po tym, jak została wystawiona do wiatru — niemniej podjęła decyzję. — Mam tylko nadzieję, że nie nadszarpniesz tego ledwo co zdobytego zaufania — nie mogła się opamiętać, by tego nie skomentować. W końcu, gdyby odpowiedziała jakoś uroczo, słodko, miło bądź po przyjacielsku, mógłby zacząć rozważać fakt tego, że ktoś ją dziś podmienił i nie przypomina siebie. Niemniej po wypowiedzeniu tych słów, pochwyciła dłoń Frasera śmiało, nie mając większych obaw co do tego, co zaplanował. Nie sądziła, aby chciał w taki sposób eliminować konkurencję. 

Maxwell Fraser
38 y/o
For good luck!
186 cm
prokurator w Superior Court of Justice
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkizaimki
typ narracjityp narracji
czas narracji-
postać
autor

Zabawa w kotka i myszkę, jaką uprawiali od lat na szczeblu zawodowym, jak i prywatnym, była przyznawał, całkiem miła i stanowiła odprężenie od całej tej presji, która zalegała na barkach, co dnia wymuszając nieustanną czujność w swojej pracy, jednocześnie motywując do ciągłego rozwoju, to nie ulegało kwestii, że nawet rozprawy, w jakich występował, jako oskarżyciel i powoływanie świadków przeciwko klientom Primrose, było satysfakcjonujące. Lubił z nią wygrywać, nawet jeśli dziewczyna miała kilka lat mniej doświadczenia, to za każdym razem walczyła dzielnie i dawała z siebie wszystko – dostrzegał, jak męczyły ją te nieustanne walki naznaczone przepychankami słownymi w poczekaniu na wyrok sądu lub na korytarzu w pracy, gdy jednak kurz bitewny opadał potrafili zejść, o pół tonu niżej i prowadzić spokojniejsze rozmowy, nawet jeśli zwykle miały w sobie szczyptę złośliwości.
Dzisiejszego wieczoru próżno było, tego szukać, a obydwoje zachowywali się, tak jakby konflikty, jakie prowadzili w przeszłości odeszły na boczny plan, zostawiając wyłącznie, tę prawdziwie szczerą powłokę, bez fikcji, czy nadmiernej interpretacji. Bo przecież od samego początku złapali chemię i dialog pełen zrozumienia, a gesty zarówno z jej strony, jak i jego wynikające, były tak mimowolne, tak zwykłe, a jednocześnie miały w sobie coś z troski i flirtu, których próżno można było szukać na zawodowej ścieżce ich wojenek. Dlatego cieszył się w gruncie rzeczy, że kobieta zdecydowała się, dołączyć do niego przełamując impas ciszy i być może torowali w tym momencie drogę do czegoś więcej, jakiegoś dłuższego zawieszenia broni?
— Wychodzi na to, że sama będziesz musiała się przekonać odnośnie tego, co kryję w sypialni i garderobie — jego pewność siebie jest godna pozazdroszczenia, a zdecydowanie w głosie, któremu towarzyszy delikatny uśmiech wyłącznie potęguje efekt, jaki zamierzał wywołać.
Lubił to robić – siać wątpliwość w sercu przeciwnika; dając podstawy pod uzasadnione rozważenie, że wie o czymś, co druga strona usilnie planowała przemilczeć. W jakimś stopniu stosował podobną zagrywkę na Prim, lecz świadomy jej sytuacji ryzykował, znacznie więcej, niż gdyby rozmawiał w ten sposób z wolną kobietą. Badał granice, które może naruszyć w rozmowach z kobietą, jednocześnie ciekaw, gdzie postawi mur obronny, lecz na razie nie zapowiadało się, aby coś takiego miało się wydarzyć.
— W takim razie postaram się nie zawieść, tak jak to robiłem do tej pory na sali sądowej — słowa płyną miękko, a kiedy komplementuje jego gust, uśmiecha się wymownie, bo w pytaniu widzi komplement, nawet jeśli był skryty zza woalem niedopowiedzenia. Nie uznał za celowe odpowiadanie na to, a wyłącznie skwitował słowa kobiety milczeniem zaakcentowanym uśmiechem, dość wymownym. Jego gust nie pozostawiał wiele do domysłów sama wielokrotnie, mogła się o nim przekonać, lecz teraz próbowali się na zupełnie innym froncie i te tarcia, to budowanie napięcie mogło okazać się kluczowe dla dalszej ich relacji.
— Obiecuje, że nie będziesz żałowała, prawdopodobnie — jego palce zacisnęły się na jej dłoni, dając poczucie bezpieczeństwa i siły, lecz nie wstawał od stolika, umiejętnie korzystał z chwili i nastroju, jaki wokół nich panował. — Ta restauracja, choć ma niewątpliwie jedną z najlepszych kuchni, czasem potrafi przygnieść swoim klimatem i sztywną atmosferą, tego mamy pod dostatkiem — wstał z miejsca, lecz nie przerywał kontaktu wzrokowego, ani fizycznego. Podszedł do Prim, pomagając jej wstać od stolika i korzystając z okazji, nachylił się nad jej ramieniem. — Zjemy coś prostszego, lecz równie dobrego z lepszą perspektywą na nocne miasto i bez tłumów, tylko my dwoje w końcu musimy się dotrzeć, prawda? — uśmiechnął się wilczo i pomógł kobiecie przy zakładaniu płaszcza.
Po uiszczeniu rachunku w restauracji wyszli razem i wsiedli do taksówki, która zabrała ich najpierw do wskazanej przez mężczyznę knajpy serwujące szybkie jedzenie, a następnie udali się do punktu widokowego, który o tej porze już dawno był zamknięty. Jednak znajomości i kilka wyświadczonych przysług otwierało przed prokuratorem wszystkie drzwi, nawet te pozornie zamknięte. Niestety o luksusie w postaci krzesełek, mogli wyłącznie pomarzyć i musieli zadowolić się wyłącznie podestem, na którym mogli położyć jedzenie.



zt x2

primrose halley
gal anonim
ODPOWIEDZ

Wróć do „Archeo”