Była pewna, że swoje obecne podejście kierowała jedynie z jednego powodu — aby nie domyślił się, co tak naprawdę dzieje się w jej głowie. Żeby nie rozszyfrował, z kim miała się spotkać, na kogo tyle czekała i że jest jej z tejże racji nieco przykro.
Nieco, bo na swój sposób była do tego przyzwyczajona oraz nie było to nic zaskakującego; od dobrego roku, jak nie lepiej, działo się tak z praktycznie każdym spotkaniem tej dwójki, jakby jedynie byli początkującym, raczkującym związkiem, w jakim takie wypadki się zdarzają, bo nadal nie są jeszcze z sobą bardzo zżyci — a nie dojrzałą (rzekomo) relacją dorosłych i poważnych ludzi. Nie mogła jednak za ich dwójkę odpowiadać, stąd też zmiana zachowania u Primrose.
Kto wie, czy sobie teraz tak tego nie tłumaczy, bo tak jest zwyczajnie wygodniej. Może po prostu nie chciała nawet przed samą sobą przyznać, iż w tym wszystkim, co miało ostatnio pomiędzy nią a Maxwellem miejsce, doszło do pewnej
zmiany. Że ta
orzeźwiająca prawda, z jaką wyskoczył niespodziewanie mężczyzna, staje się podświadomie przyczyną zmiany podejścia kobiety do jego osoby. Gdyby ktoś to teraz powiedział Halley, zapewne wyśmiałaby w głos tego człowieka za rzucanie takiego typu wymysłów prosto w twarz i uznawanie ich za wiarygodne.
Niestety, tutaj sytuacja jest dosyć niecodzienna i szalenie niezrozumiała. Acz nie znaczyło to, iż teraz są idealne okoliczności do myślenia nad tym.
Zamiast tego, skupiała się na zwyczajnej rozmowie — co w ich przypadku jest cholernie dziwnym zjawiskiem, dosyć nowym i zdecydowanie świeżym. Primrose chciała jednak w dalszym ciągu zachować uwagę oraz ostrożność w tym, co słyszy oraz mówi, aby nie palnęła głupoty bądź nie przeoczyła sarkastycznego komentarza, z jakim na pewno prędzej czy później wyskoczy.
— Czekaj, czekaj… Masz w swojej garderobie dresy? Jakieś luźne ubrania, no może oprócz jakichś koszulek, które pewnie wykorzystujesz jedynie do spania? — nie, nie udawała zaskoczenia i nie bawiła się obecnie w aktorkę; mocno ją to wybiło z prowadzonej rozmowy, zastanawiając się, czy w ogóle on zna pojęcie
dres, czy luźniejszy ubiór; w końcu, celowe powiedzenie, że posiada
garderobę, a nie
szafę mogło dowodzić, że Max jest w jej odczuciu bardziej
ą i ę, niż tym, jak to sam powiedział, co nie ma kija w dupie. Na sam koniec uniosła brew i przyglądała mu się badawczo, acz z nutką zaintrygowania. Bo nie powiem — naprawdę się zaciekawiła.
— Co jak co, ale improwizacja i Ty jedynie mi się kojarzy w sali sądowej, kiedy brakuje Ci argumentów i musisz coś na biega wymyślić, żeby nie być w aż tak czarnej dupie... ale dobrze, niech będzie, że postaram się tak o Tobie nie myśleć — stanowić to będzie dla prawniczki dosyć trudne zadanie, bo przyzwyczajeń człowiek tak szybko nie zmienia.
Gdy zaczął mówić o tych
innych, zazdrosnych, nie mogła nie zareagować, jak uciekając na chwilę spojrzeniem, zerkając dyskretnie w kierunku tych rzekomych
innych obserwujących, nie sądząc, aby jacyś naprawdę byli. Albo Fraser zaczyna mieć zalążki schizofrenii bądź
tamci nieźle się ukrywają z tym gapieniem. Nie wiedziała tylko, w którą wersję jest bardziej skłonna uwierzyć…
— Tylko nie myśl sobie teraz, że jak powiesz mi parę ładnych słówek, to nagle zacznę Ci dawać fory w sądzie — odparła więc, aby trochę zmienić pomiędzy nimi napięcie, które zaczęła odczuwać, zastanawiając się, czy to jedynie jej dziwne wyobrażenie, czy może on też coś podobnego odczuwa. Tylko nie wiedziała, jak je skategoryzować, choć w zasadzie po chwili uznała, iż nie powinna tego jakkolwiek oceniać, bo to tylko pojedyncze spotkanie takiego typu w ich przypadku… prawda?
Ciężko było jednak zachować w tym wszystkim jakąś powagę i jednoczesną grę pozorów, kiedy ten wręcz ją taksował spojrzeniem, dostrzegając to dopiero w momencie powrócenia na niego spojrzeniem, gdy przestała uważnie, a jednocześnie niezauważenie, spoglądać na obecnych w restauracji. Sama wlepiła w niego wzrok — nie tylko dlatego, żeby nie wyszło, iż daje mu wygrać tym razem, to i chciała przekonać się, co mogło mu chodzić po głowie; czym się w ogóle kierował, mówiąc takie słowa do niej. Co oznaczać mogło spojrzenie Maxwella i czy jest coś, o czym nie wie, a powinna się dowiedzieć. Na całe szczęście — przede wszystkim dla niej — sam zmienił temat, sugerując spróbowanie wina, na co aż przełknęła ślinę.
— Próbujesz udowodnić mi, że masz dobry gust? — odparła ze wzruszeniem ramion, a gdy tylko kieliszek został przysunięty, pochwyciła go. Zamieszała delikatnie ruchem dłoni, wprawiając alkohol w ruch i na początku zapoznając się z nim za pomocą walorów zapachowych, a po chwili spróbowała szkarłatnej cieczy. Przesunęła językiem po podniebieniu, gdy miała w ustach płyn, chcąc jeszcze lepiej doświadczyć smaku, po czym przełknęła.
— Całkiem, całkiem — przyznała z delikatnym uśmiechem.
Ledwo zdążyła mu odpowiedzieć w kwestii wina, oddając kieliszek
właścicielowi, ponownie została zaskoczona przez Maxwella tym, z czym nagle wyskoczył. Słuchała go uważnie, choć jej mina wskazywać mogłaby, iż nie rozumiała, o co tu dokładnie chodziło i co tak naprawdę miało tu miejsce. Zamiast jednak od razu mu wejść w słowo i domagać się wyjaśnień, dała przestrzeń do powiedzenia wszystkiego, na sam koniec słysząc pytanie, na jakie nie wiedziała, jak powinna odpowiedzieć.
Z jednej strony — co jest cholernie dziwne, podejrzane i kompletnie niezrozumiałe dla niej samej — była chętna podjąć się
ryzyka; z drugiej zaś strony — co jeśli pod jej nieobecność zjawi się Jason? Co, jeśli będzie jechał i zobaczy ją w towarzystwie Maxa, którego tak bardzo nie cierpiał i nie mógł patrzeć na prokuratora w trakcie tych wszystkich spotkań rodzinnych, na jakich widywali się parę razy w roku? Miała milionowe zapytania w głowie, zupełnie jakby była wyszukiwarką Google i musiała przyjmować je w jednej sekundzie, bo przecież taki był obowiązek, musząc na nie wszystkie odpowiedzieć zgodnie z prawdą. Szkoda tylko, że w przypadku Prim żadne
wyszukiwania nie okazały się mieć tej odpowiedzi idealnej.
Westchnęła w momencie, gdy mężczyzna podniósł dłoń nad poziomem blatu, kierując ją w jej stronę. Przy okazji czego znów zadziało się coś, co było dla niej cholernie nietypowe... zapomniała języka w gębie — chyba po raz pierwszy od dłuższego czasu; odkąd tylko w swoim dorosłym życiu zrozumiała, iż nie musiała Maxwella jedynie słuchać, a mogła mu odpowiadać — nie mając pojęcia, co miała zrobić, jak odpowiedzieć. Ogólnie nie mając pojęcia co do tego, czy powinna w ogóle rozważać tę propozycję.
Sama nie wiedziała co się z nią w tej chwili działo — tłumacząc to chwilą słabości po tym, jak została wystawiona do wiatru — niemniej podjęła decyzję.
— Mam tylko nadzieję, że nie nadszarpniesz tego ledwo co zdobytego zaufania — nie mogła się opamiętać, by tego nie skomentować. W końcu, gdyby odpowiedziała jakoś uroczo, słodko, miło bądź po przyjacielsku, mógłby zacząć rozważać fakt tego, że ktoś ją dziś podmienił i nie przypomina siebie. Niemniej po wypowiedzeniu tych słów, pochwyciła dłoń Frasera śmiało, nie mając większych obaw co do tego, co zaplanował. Nie sądziła, aby chciał w taki sposób
eliminować konkurencję.
Maxwell Fraser